Podróż do Turcyi i Egiptu/List VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Potocki
Tytuł Podróż do Turcyi i Egiptu
Podtytuł Z wiadomością o życiu i pismach tego autora
Wydawca Żegota Pauli
Data wydania 1849
Drukarz Drukarnie D. E. Friedleina
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


LIST VI.
19. Z Carogrodu.

Żeby Ci dać poznać zabawy ludu tureckiego, niezostaje mi mówić, jak tylko o kafenhauzach. Większa część wystawiona na kształt Kiosków, otwarta na wszystkie strony, chłód ma dziwnie przyjemny. Domy te są schadzką próżniaków wszystkich stanów; wezyr, kapitan basza, sam nawet Sułtan przychodzą tam przebrani wywiadywać się co myślą o nich, bo charakter i najmniejsze postępki ludzi na urzędach będących, są tu tak i gdzie indziéj ulubioną materyją rozmów wszystkich. Czasem też jest mowa o zalotach. Opowiadacz z powołania donosi najnowsze jakie zdarzenie, zdobiąc je wszystkiemi wschodniéj wymowy przyjemnościami. Przytoczę tu jedno którem słyszał wczoraj w kafenhauzie przedmieścia Santari, i którem powróciwszy napisał; da Ci ono poznać sposób ich opowiadania.

Będzie temu miesiąc (mówił opowiadacz) jak Omar bogaty Molach, którego wszyscy znacie, przechodząc się raz pod domu swego wystawą, spostrzegł młodą Fatmę, która niedawno zaślubiła pięknego Kassem, i zakochał się w niéj. Bogaci nie znają innego sposobu w dopięciu swych zamysłów jak złoto. Omar rozkazał przyzwać do siebie starą Emina Hanem sławną rufiankę, i oświadczył jéj kto był miłości jego celem. Emina przekładała mu, że Kassem był młody, zakochany i zazdrosny, i że Fatme z nim była szczęśliwą; nadto rzekła: «Męszczyzni napełnieni swą passyją, są jak spragnieni podróżni, którzy żywo żądają źródła; a gdy go znajdą, napiją się, i potém tyłem obracają się od niego». Takie były szkrupuły Eminy, która nigdy ich nie miała, chyba w tenczas, kiedy chciała więcéj zyskać; lecz dary i obietnice Omara dowiodły jéj że nie będzie niewdzięcznym, i wszelkie ułatwiły trudności. Zaczęła się zatém zatrudniać wykonaniem swego zlecenia. Trudności któreby inną zastanowiły pomogły i owszem do jéj zamysłu, i zazdrość Kassema, któraby mniéj obrotną zastraszyła kobietę, téj najbardziéj pomogła. Emina wzięła białą szatę, zieloną zasłonę, gruby szkaplerz, słowem: cały ubiór Hagiego z Meki. Tak przebrana przyszła w południe i zapukała do drwi Fatmy: »Dobra i litościwa niewiasto! (rzekła jéj) dziewięć razy odprawiłam podróż do miast świętych; siedmdziesiąt razy piłam wodę z studni Zemzem; trzysta razy usta moje dotknęły się czarnego kamienia, i więcéj tysiąca progu Kaaby: w ostatniéj mojéj podróży uczyniłam ślub, że nigdy nie uchybię pięciu modlitw zaleconych przez Proroka; dzisiaj wołania Muezina zastały mię na ulicy oddaloną bardzo od domu, proszę cię tylko o trochę wody, żebym mogła abdest mój zrobić, i o kątek w twoim domu żebym spokojnie mogła się modlić.« Fatme z przyrodzenia ludzka wpuściła staruszkę: dała jéj do umycia się wody i kobierzec na którym mąż jéj modlitwy swoje odprawiał. Zdradziecka Emina podziękowała jéj, udała niby się modli, zwinęła potym kobierzec i położyła go na swém miejscu, lecz zwijając go zręcznie bardzo wsunęła weń kawał bogatéj materyi; odeszła potym obdarzając błogosławieństwy dobrą Fatmę, która także winszowała sobie, że mogła usłużyć tak pobożnéj osobie. Wkrótce potym nadszedł Kassem i chciał także modlitwę swą odprawić, lecz gdy rozwijał kobierzec, najpierwsza rzecz która go uderzyła w oczy, była materyja śklnąca się złotem, którą tam staruszka zostawiła. Kassem nie był bogaty, i wiedział że Fatme nie miała także dosyć pieniędzy, żeby kupić rzecz tak drogą. Bis zazdrości duszę jego opanował, i żadnéj niedając żonie swojéj przyczyny, odprowadził ją do Kadego i odpędził. Nieszczęsna Fatme widząc się opuszczoną, a nic do wyrzucenia sobie nie mając, trzy dni w płaczu przepędziła; czwartego ujrzała tęż samą staruszkę, która tak do niéj mówiła: »Kochana Fatme! wiem ja o twojem nieszczęściu, smutne jest zapewne, i Kassem w głowę zaszedł; ale choćbyś cały rok płakała, już się to nie odmieni, i lepiéj byłoby daleko, żebyś pomyślała o innym mężu.« Fatme otarła piękne swe oczy, i wyznała tę prawdę, lecz rzekła: »Nie znałam tylko Kassema, któregom więcéj nad życie kochała, i niewiem jak sobie postąpić, żeby innego znaleść małżonka?« »Moją to będzie rzeczą (odpowiedziała Emina), i biorę na siebie znaleść ci takiego, który ci się zapewne podoba; lecz ułożenie jego przeciwne jest wcale i zwyczajom i skromności naszéj: chce wprzódy widzieć swą żonę niźli ją sobie zaślubi; do ciebie zatém należy poddać się téj jego chęci, jeżeli sądzisz rzecz dogodną dla siebie.« Fatme smutną tylko widziała przed sobą przyszłość i mało sposobu do życia; przedsięwzięła zatym dać się powodować staruszce: niewiedziała jeszcze, że hipokryta jest jak trzcina która przebija rękę chcącą wesprzeć się na niéj. Emina zaprowadziła Fatmę do Omara, który wsparty licznemi sposobami, z łatwością odniósł zwycięstwo nad młodą niewiastą; bogato ją potym udarował i odesłał do domu obiecując, że nazajutrz przyszle po nią z zwykłemi uroczystościami. Tym czasem staruszka poszła do Kassema upominać się o sztukę bogatéj materyi zostawionéj u żony jego w kobiercu, którego jéj ona do modlitwy pożyczyła. Te kilka słów otworzyły oczy Kassemowi, i dały mu poznać jak wielce był niesprawiedliwym; oddalony od Fatmy żył nieszczęśliwy, i błąd swój jak najskwapliwiéj chciał nadgrodzić. Nazajutrz Fatme nie już ludzi Omara ale ujrzała wchodzącego pięknego Kassema, i mimo bogactw Molacha sądziła się szczęśliwą, że odzyskała swego małżonka. Kassem widział się jeszcze szczęśliwszym, że znalazł kochaną swą Fatmę. Bogaty Omar dogodził swéj żądzy: wszyscy szczęście swe winni byli staréj Emina Hanem. — Zdarzenie to dowodzić ci powinno prawdę przysłowia perskiego, które mówi: Nie pogardzajmy ludźmi, których jest rzemiosłem czynić ludzi szczęśliwymi.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Potocki.