Pocieszne wykwintnisie (1926)/Scena ósma

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Molier
Tytuł Pocieszne wykwintnisie
Pochodzenie Bibljoteka Narodowa Serja II Nr. 43
Data wydania 1926
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Précieuses ridicules
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
SCENA ÓSMA
MASCARILLE, DWÓCH TRAGARZY [1]

MASCARILLE

Hola! moi ludzie, hola! Już, już! ostrożnie. Te gbury chyba umyślnie chciały mi roztrząść kości obijając mnie o wszystkie mury i bruki!

PIERWSZY TRAGARZ

Do kata! bo też i drzwi nie są zbyt szerokie. Kazał pan, byśmy go nieśli aż tutaj.

MASCARILLE

Myślę sobie. Cóż wy myślicie, trutnie, że ja będę narażał pulchność moich piór na nieżyczliwość dżdżystego powietrza i zaszczycał błoto uliczne [2] odciskiem mych trzewików? Dalej, zabierajcie lektykę.

DRUGI TRAGARZ

Niech nas pan wprzódy zapłaci.

MASCARILLE

Hę?

DRUGI TRAGARZ

Mówię, aby pan nam dał naszą zapłatę, jeśli łaska.

MASCARILLE dając mu policzek: [3]
A, ty hultaju! ty śmiesz się domagać pieniędzy od osoby mego urodzenia i stanu!
DRUGI TRAGARZ

Więc to w ten sposób płaci się biednych ludzi? Czy pańskie urodzenie starczy nam za obiad?

MASCARILLE

Hoho! nauczę ja was rozumu! Te draby ośmielają się pokazywać rogi!

PIERWSZY TRAGARZ biorąc w rękę drążek lektyki:

Dalej, płacić zaraz[4], i basta.

MASCARILLE

Co?

PIERWSZY TRAGARZ

Mówię, że chcę tu widzieć pieniądze w tej chwili.

MASCARILLE

No, ten to jakiś przyzwoity człowiek.

PIERWSZY TRAGARZ

No, będzie już raz?

MASCARILLE

Owszem, owszem; ty przynajmniej wyrażasz się jak należy, ale tamten, to gbur, który nie ma pojęcia o formach. Masz, jesteś zadowolony?

PIERWSZY TRAGARZ

Nie, nie jestem; dał pan policzek memu koledze i... Podnosi drążek.

MASCARILLE

Powoli; masz tu za policzek. Wszystko można odemnie uzyskać, ale po dobroci. Idźcie, a przyjdźcie niedługo, aby mnie zanieść do Luwru[5]: król bezemnie spaćby się nie położył[6].



Przypisy

  1. Dwóch tragarzy... Lektyka weszła w owym czasie świeżo w modę, posługiwano się nią zwłaszcza w tej myśli, aby nie jawić się zabłoconym przed oblicze dam. Paryż w owej epoce tonął w błocie.
  2. zaszczycał błoto uliczne... Mascarille, jak widzimy, przemawia od pierwszej chwili tym samym żargonem co dwie panny.
  3. dając mu policzek... Mimochodem Molier wprowadza ten rys, który maluje brutalność kryjącą się pod tym rzekomym wykwintem manier, zwłaszcza w stosunku do człowieka z ludu. Toż samo Magdusia, ucząc pokojówkę „wykwintnego wysłowienia“ mówi do niej: ty błaźnico.
  4. Dalej, płacić zaraz... Śmiałość tych rysów przekraczała ramę prostej farsy; można też zrozumieć, że komedja ta nie podobała się wielu osobom.
  5. aby mnie zanieść do Luwru... Król mógł się uśmiechnąć z tego zakończenia sceny, ale niejednemu z dworaków musiała ona być bardzo nie w smak. Od Wykwintniś zaczyna się też owa kampanja molierowska, która zawiedzie nas aż do Świętoszka i Mizantropa. (Por. Wstęp do Świętoszka).
  6. król bezemnie spaćby się nie położył... Chwila, w której król udawał się na spoczynek (le petit coucher i le grand coucher), była momentem, w którym pozostawali przy nim najzaufańsi dworacy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Molier i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.