Pochwały życia wiejskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł Pochwały życia wiejskiego
Podtytuł Epodon, 2
Pochodzenie Ody Horacjusza
zbiór Pisma zapomniane i niewydane
Data wydania 1922
Wydawnictwo Wydawnictwo Zakładu Nar. Imienia Ossolińskich
Drukarz Drukarnia Zakładu Narodowego Im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa, Kraków
Tłumacz Henryk Sienkiewicz
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst ód
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst ód jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst ód jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst ód jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały rozdział Pism
Pobierz jako: Pobierz Cały rozdział Pism jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały rozdział Pism jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały rozdział Pism jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór Pism
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór Pism jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór Pism jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór Pism jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


Epodon, 2.

POCHWAŁY ŻYCIA WIEJSKIEGO.
(Vitae rusticae laudes.)

TRANSKRYPCJA Z HORACJUSZA.

Beatus ille, qui procul negotiis i t. d.

„Szczęśliwa dola spokojnego człeka,
Któren, od wszelkich kłopotów zdaleka,
Wieśniaczą sochą ojcowski łan orze
I krając skiby pod ozime zboże,
Nie wie, co lichwa i co... hipoteka.
Trąba go grzmiąca nie budzi na wojnę,
Nie straszy burzą morze niespokojne,
Ni też nie wzdycha w przedsionkach bogaczy,
Aż się pan zbudzi i przyjąć go raczy,
Zaliż nie milej jemu wczesną wiosną
Patrzeć w ogrodzie, jak jarzyny rosną,
I jako wino wspina się na tyki,
Lub słuchać miłej wieczornej muzyki,

Gdy, pobrzękując, trzoda do dom wraca,
Słońce zachodzi i kończy się praca?
Szczęśliwy wieśniak! To raz bursztynowe
Miody podbiera, — to w wańtuchy nowe
Pakuje wełnę po owieczek strzyży,
To, gdy owocna jesień się przybliży,
Czerwone jabłka i soczyste grusze
Pieszczą mu oko i radują duszę.
Na południowych przymurkach, wśród sadu,
Znajdzie też źrzałe kiście winogradu:
Tak wszelki owoc, który ziemia rodzi,
Zysk mu przyniesie i pracę nagrodzi.
A jeśli w cieniu lip, albo topoli,
Zechce odpocząć, wówczas wszelkich boli
Snadnie zapomni i zwolna zatonie
W takim spokoju, jak na matki łonie.
U stóp mu płyną chłodne wody rzeki,
Szemrzą ruczaje wśród słonecznej spieki
I świegot ptasi, mącąc wiejską ciszę,
Senną piosenką do snu go kołysze.
A kiedy zima zwykłym rzeczy biegiem
Z chmurnego nieba świat zasypie śniegiem,
On chwyta oszczep i z pieskami żwawo
Hajże na dzika do kniei z obławą!
Albo też drozdom zdradne sieci stawia,
Rad, gdy zajączka ujmie lub żórawia,
Któren, odstawszy niebacznie od stada,
Na łup się skusi i w sidło zapada.
Przy tych zabawach na miedzach swej wioski
Nawet miłosnej zapomni człek troski.

A cóż dopiero, kiedy zacna żona,
Co strzeże domu i dziateczek grona,
Czeka w świetlicy, wierna, jak Sabinka,
Gdy strudzon wraca — i drew do kominka
Coraz dorzuci, — a gdy mąż się zjawi,
Sutą wieczerzę wnet przed nim zastawi:
Z świeżego doju mleka dzbaniec duży,
Albo nalane do glinianych kruży
Złociste wino, a przy niem na stole
Dymiące miski. — ...Jać sto razy wolę
Proste potrawy i cienkusz mój stary,
Niż wasze wszystkie ostrygi, homary
I morskie ryby i zamorskie wina.
Lepiej smakuje mi też baranina,
Lub comber koźli, niż pawie języki,
Albo pantarki z upalnej Afryki,
Jońskie jarząbki i bażancie udka...
Lepiej oliwki z własnego ogródka,
Niżeli wschodnie wasze muszkatele.
Skromne biesiady! lecz oczy weselę
Przy nich, gdy ujrzę przez okno, jak trzody
Wracają na noc do swojej zagrody
Lub — gdy już dzienne skończone mozoły —
Idą leniwym krokiem do dom woły,
Ciągnąc za sobą pługi przewrócone.
Wówczas zwołuję czeladkę i żonę;
Wokół ogniska zbiera się gromada
I o jutrzejszym dniu idzie narada“...

Tak mówił lichwiarz.[1] Więc myśleli głupi,
Że sobie jaki Oblęgorek kupi.
Lecz on, zebrawszy gotowy kapitał,
Skrzętnie o dobre lokaty wypytał
I, biorąc procent, jak zwykł, od sta dwieście,
Rzekł: „Niema głupich!“ — i pozostał w mieście.
„Kurjer Warszawski“, r. 1909, nr. 182.





Przypisy

  1. Alfius, znany lichwiarz za czasów Horacjusza.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Horacy i tłumacza: Henryk Sienkiewicz.