Przejdź do zawartości

Pochwała głupoty (zbiór, 1875)/Epikurejczyk

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Erazm z Rotterdamu
Tytuł Epikurejczyk
Pochodzenie Pochwała głupoty (zbiór, 1875)
Redaktor anonimowy
Wydawca Nakładem tłumacza
Data wyd. 1875
Druk Drukarnia „Dziennika Polskiego“
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Epikurejczyk[1].
HedoniuszSpudeusz[2].

HE. Co tu tak szperasz mój Spudeuszu, żeś się całkiem zagłębił w księgę, nie wiem coś sobie pomrukując?SP. Prawdziwie, że szperam, Hedoniuszu, ale nie więcej, jak tylko szperam.HE. Co za księgę masz w ręku?SP. Dialogi Cycerona[3] o granicach dobra.HE. Czy nie byłoby lepiej szukać początków dobra, niż granic?SP. Ale M. Tulliusz końcem dobra nazywa dobro doskonałe, które kto zdobył, niczego więcej nie żąda.HE. Dzieło wielce uczone i wymowne: ale czyż się dobiłeś czego szukając poznać prawdę?SP. Tyle zda mi się skorzystałem, że teraz więcej jeszcze wątpię o granicach, niż pierwiej.HE. Rolników rzecz wątpić o granicach[4].SP. nie mogę się wydziwić, że o rzeczy tak ważnej między tak znakomitymi mężami taka była sprzeczność zdań.HE. Dla tego, że błąd jest liczny, a prawda jedna. Ponieważ całej sprawy nie znają ni początku ni źródła, puszczają się w domysły i wszyscy bredzą. A jakież zdanie wydaje się tobie bliższem celu?SP. Gdy słyszę zbijającego Tulliusza, żadne mi się nie podoba, a znowu, gdy słyszę go broniącego, całkiem się waham i na nic się nie mogę zdecydować. Stoicy[5][6] atoli zdają mi się mniej oddalać od prawdy, po nich najpierwsze miejsce przyznaję Perypatetykom[7][8].HE. Mnie zaś nad wszystkie podoba się sekta Epikurejczyków.SP. Ależ zdaniem wszystkich, nie ma godniejszego potępienia.HE. Zostawmy ludzką nienawiść, niech sobie był Epikur, jakim się komu zdaje, wniknijmy w rzecz samą. On szczęście człowieka zakłada na roskoszy i mniema, że to życie jest najszczęśliwsze, które ma najwięcej roskoszy, smutku jak najmniej.SP. Tak jest.HE. Możeż nad to zdanie być co świętszego?SP. Owszem wszyscy krzyczą, że to jest głos bydlęcia, a nie człowieka.HE. Wiem, ale tacy mylą się w nazwaniu rzeczy. Prawdę mówiąc, któż jest bliższy Epikurejczyków, jeśli nie chrześćjanie żyjący cnotliwie.SP. Oni są bliżsi Cyników[9][10], bo suszą siebie postami, opłakują swoje przewinienia, i albo są ubodzy, albo hojność dla ubogich przywodzi ich do ubóstwa: uciskani są od silniejszych, wyśmiewani od wielu. Jeśli roskosz stanowi szczęście, rodzaj taki życia zda się być najbardziej od roskoszy dalekim.HE. Zgadzasz się na powagę Plauta[11][12]?SP. Jeśli tylko słusznie mówi.HE. Posłuchaj więc zdania owego najniegodniejszego niewolnika[13], zdania mędrszego od wszystkich stoickich paradoksów[14].SP. Ciekawy jestem.HE. Nic nie ma nieszczęśliwszego nad umysł poczuwający się do złego (to jest występku).SP. Nie odrzucam zdania, cóż ztąd wnosisz?HE. Jeśli nic nie ma nieszczęśliwszego nad umysł poczuwający się do złego (czyli występku), wypada, że nic nie ma szczęśliwszego nad umysł poczuwający się do dobrego (to jest cnoty).SP. Słusznie wnosisz, ale gdzież znajdziesz na świecie taki umysł, coby się nie poczuwał do żadnego złego, chcę mówić do żadnej winy.HE. Ja złem nazywam to, co zrywa przyjaźń między bogiem a człowiekiem.SP. I od tego rodzaju zła, bardzo nie wielu sądzę jest czystych.HE. Ale ja i oczyszczonych uważam za czystych. Którzy ługiem łez[15], saletrą pokuty i ogniem miłości oczyścili swe plamy, takim grzechy nietylko nic nie szkodzą, ale owszem stają się często źródłem większego jeszcze dobra.SP. Saletrę i ług znam wprawdzie, ale nigdym nie słyszał, żeby plamy dawały się ogniem oczyścić.HE. A jeśli zajrzysz do pracowni złotników, zobaczysz, że się tam złoto w ogniu oczyszcza. Chociaż jest i gatunek lnu[16], który wrzucony do ognia nie tylko nie płonie, ale nabiera oślepiającej białości, jakiejby mu nie nadała żadna woda; i dla tego nazywa się żywym.SP. No, ty prawisz paradoksa, dziwniejsze nad wszystkie paradoksa stoików. Alboż ci roskoszne prowadzą życie, których, Chrystus dla tego nazywa szczęśliwymi, że płaczą[17]?HE. Światu zdaje się, że płaczą, a w rzeczy samej rozpływają się w roskoszy tak dalece, że w porównaniu z nimi Sardanapal[18], Filoxen[19][20], Apiciusz[21], lub inny jaki pieszczoch wsławiony zamiłowaniem roskoszy, smutne i nieszczęśliwe przeżyli życie.SP. Niesłychane opowiadasz rzeczy, trudne do wiary.HE. Popróbuj, a przekonasz się, że najczystszą mówię prawdę. Żeby się jednak nie zdawało ci to niepodobnem do wiary, postaram się nawet i dowieść.SP. Proszę.HE. Dobrze, ale musisz mi pierwiej na coś się zgodzić.SP. Jeśli tylko słusznego wymagać będziesz.HE. Będzie to równie jak kapitał, który jeśli mi tylko dasz, otrzymasz z procentem.SP. No.HE. Naprzód, zgodzisz się, zda mi się, na to, że jest różnica między duszą a ciałem.SP. Pewnie, jakby między niebem a ziemią, między śmiertelnem a nieśmiertelnem.HE. Dalej, dobra fałszywe nie można liczyć do prawdziwych.SP. Równie jak cieni nie można uważać za ciała, albo omamienia magików[22], dziwacznych widzeń we śnie nie należy poczytać za prawdziwe.HE. Dotąd odpowiadasz do rzeczy. Spodziewam się nie zaprzeczysz także i tego, że prawdziwą roskosz czuje umysł tylko zdrowy.SP. Zapewne, żaden bowiem ślepy nie zachwyca się widokiem słońca, ani smakuje w winie ten, któremu gorączka smak zepsuła.HE. Sądzę, że i sam Epikur nie chciałby takiej roskoszy, którejby następstwem była większa jeszcze i dłuższa męczarnia.SP. Zapewne że nie, jeśli tylko ma kto rozum.HE. Nie odrzucisz i tego, że Bóg jest najwyższem dobrem, nad które nie ma nic ani piękniejszego, ani słodszego.SP. Temu chyba ten tylko zaprzeczy, kto byłby okrótniejszy od samych Cyklopów[23][24]; cóż dalej?HE. Już więc zgodziłeś się ze mną, że nikt nie żyje przyjemniej, jak ten, co żyje cnotliwie, a nikt nieszczęśliwiej i w większym smutku, jak ten, co żyje występnie. Tak więc, zezwoliłem na więcej, niż mniemałem.HE. Ale na co już zezwoliłeś, tego, jak mówi Plato, nie należy już cofać.SP. No.HE. Suczynka, z którą się pieszczą, która je najlepsze łakocie, spi na puchach, ciągle igra i swawoli, czyż nie żyje przyjemnie?SP. Żyje.HE. Życzyłbyś sobie takiego szczęścia?SP. Co mówisz, chybabym zamiast człowieka chciał być psem.HE. A więc się zgadzasz, że źródłem prawdziwej roskoszy jest umysł?SP. Oczywiście.HE. Umysł bowiem taką ma siłę, że często stłumia uczucie zewnętrznej boleści, i, co samo przez się jest gorzkiem, robi niekiedy przyjemnem.SP. Codzień to widzimy w kochankach, dla których słodka jest bezsenność i w chłodne nocy czuwanie u drzwi swej kochanki.HE. Pomyślże teraz, jeżeli taką siłę ma miłość ludzka, która jest nam wspólną z bykami i psami, jakże nierównie więcej może owa miłość niebieska, pochodząca z ducha Chrystusa, której taka jest moc, że nawet i śmierć samą, nad którą nic nie ma straszniejszego, czyni pożądaną.SP. Co drudzy w sobie czują, nie wiem; to pewna, że ci, co hołdują prawdziwej cnocie, pozbawieni są wielu roskoszy.HE. Jakich?SP. Nie bogacą się, nie dostępują honorów, nie biesiadują, nie tańczą, nie śpiewają, nie tchną pachnidłami, nie śmieją się, nie bawią.HE. O bogactwach i honorach i wspominać tu nie należy, bo one nie tylko nie uprzyjemniają życia, ale raczej robią je pełnem trosk i niepokoju. Co do innych, za któremi tak się upędzają ci, którym się chce żyć przyjemnie, obaczmy. Alboż nie codzień widzisz pijanych, głupich i obłąkanych, jak oni się śmieją i tańczą?SP. Widzę.HE. Czy sądzisz, że oni przyjemne pędzą życie?SP. I nieprzyjaciołom nie życzę takiej przyjemności.HE. Czemu?SP. Bo brak im zdrowego umysłu.HE. Więc ty wolałbyś głodny ślęczyć nad księgą, niż tym sposobem doświadczyć przyjemności?SP. Pewnie, wolałbym nawet i ziemię kopać.HE. Bo między głupim i pijakiem nie inna jest różnica, jak tylko, że ostatniego sen wylecza od obłąkania, a pierwszemu i lekarze nic nie pomogą. Głupi z przyrodzenia niczem się nie różni od bydlęcia, oprócz kształtu ciała, i owszem mniej są nieszczęśliwe te istoty, które natura wydała bydlętami, niż ci, których bydlęce pożądania przeistoczyły w bydląt.SP. Zgadzam się.HE. Czyż tobie zdają się być trzeźwymi i zdrowymi ci, którzy dla pozorów i cieni roskoszy nie dbają o prawdziwe roskosze umysłu, i przyczyniają sobie istotne męczarnie?HE. Nie zdają się bynajmniej.HE. Są oni upojeni wprawdzie nie winem, ale miłością, gniewem, łakomstwem, dumą i innemi zgubnemi namiętnościami; a to upojenie gorsze jest daleko, niż winem. Ów w komedji Syrus[25], kiedy się przespał od wina, którem się był uraczył, mówi rozumnie, jak trzeźwy: a umysł upojony ohydną namiętnością, jakże z trudem przychodzi do siebie? Przez wieleż to lat przygniatają i grzebią umysł, miłość, gniew, nienawiść, lubieżność, zbytek i żądza honorów! Jakże wielu widzimy od lat młodzieńczych aż do zgrzybiałej starości, nigdy się nie przesypiających z opilstwa dumy, chciwości, lubieżności i zbytku!SP. Znam takich bardzo wielu.HE. Przyznałeś, że fałszywych dóbr nie należy liczyć do prawdziwych.SP. I nie zmieniam zdania.HE. I że nie ma prawdziwej roskoszy oprócz tej, która pochodzi z dóbr prawdziwych.SP. Zapewne.HE. A więc dobra, za któremi gmin wszelkiemi się upędza sposobami nie są prawdziwe?SP. Tak się zdaje.HE. Wszak jeśliby one prawdziwe były dobra, byłyby udziałem tylko dobrych, i uszczęśliwiałyby tych, co je posiadają. Cóż zaś roskosz? Czyż można prawdziwą roskoszą nazwać tę, która nie z istotnego pochodzi dobra, ale z fałszywych cieniów i pozorów dobra?SP. Bynajmniej.HE. A wszakże roskosz czyni życie przyjemnem.SP. Koniecznie.HE. A więc ten tylko żyje przyjemnie, kto żyje cnotliwie, to jest który posiada prawdziwe dobro; jedna tylko zaś cnota czyni człowieka szczęśliwym, bo tylko ona dla człowieka jedna Boga, źródło najwyższego dobra.SP. Prawie się zgadzam.HE. Zauważ teraz, na wiele to, że tak powiem, mil, oddaleni są od roskoszy ci, co się zdają niczego więcej nie szukać, jak tylko roskoszy. Naprzód umysł ich jest nieczysty i zarażony kwasem namiętności tak, że jeśli co i bywa słodkiego, natychmiast gorzknieje, jak ze złego źródła nie może być przyjemna woda. Dalej, roskosz nie może być prawdziwą, jak tylko ta, którą czuje umysł zdrowy. Bo dla pałającego gniewem nic przyjemniejszego nad zemstę: ale skoro tylko choroba opuści umysł, roskosz ta zamienia się w boleść.SP. Nie przeczę.HE. Nakoniec owe roskosze wynikają z fałszywego dobra; skąd wypada, że i one same są tylko ułudą. Cóżbyś powiedział o takim człowieku, któremu omamionemu magiczną sztuką zdawałoby się, że je, pije, tańczy, śmieje się, klaszcze, kiedy nic zgoła tego nie ma, co sądzi, że widzi?SP. Zaiste nazwałbym go i obłąkanym i nieszczęśliwym.HE. Nieraz byłem widzem podobnego widowiska. Jeden ksiądz znał sztukę magiczną.SP. Jużci nie z ksiąg śś. jej się nauczył.HE. Owszem z samych wyklętych. Kilka przydwornych dam, wyrzucając mu jego sknerstwo i oszczędność, prosiły go nieraz, żeby im sprawił ucztę. Zgodził się, zaprosił. Żeby więcej zjeść mogły przyszły naczczo. Dano do stołu: jak się zdawało, żadnych nie brakło wymysłów: najadły się do przesytu, po uczcie dziękowały gospodarzowi i każda udała się do siebie. Ale wnet brzuch na gwałt zaczął domagać się pokarmu: nie mogły się wydziwić, coby to było, że się im i jeść i pić chce po tak hojnej uczcie. Rzecz się nakoniec wykryła i narobiła śmiechu.SP. Słusznie: trzeba było lepiej w domu skromnym pokarmem uspokoić głód, niż roskoszować się pustymi pozorami.HE. Ale mi się zdaje nierównie śmieszniejszem, że ludzie zamiast prawdziwego dobra, chwytają się czczych tylko jego cieniów i znajdują roskosz w tych ułudach, które sprowadzają nie śmiech ale wieczny smutek.SP. Im się bliżej zastanawiam, tem mi się zdaje mniej to niedorzecznem.HE. No, pozwólmy na chwilę, że roskosz to stanowi, co w rzeczy samej nią nie jest: czyżbyś nazwał wino przyjemnem, do któregoby podmieszano więcej nierównie goryczy niż słodyczy.SP. Nie nazwałbym, choćby i kropla goryczy była dodaną.HE. Albo czy życzyłbyś sobie krosty, że w skrobaniu się jest niejakaś przyjemność?SP. Nigdy, dopóki mam rozum.HE. Policz więc teraz wiele to goryczy przymieszano do tych fałszywych roskoszy, które rodzi występna miłość, wyuzdana chuć, hojna uczta i pijatyka. Pomijam tu, co jest najgłówniejszem, zgryzoty sumienia, gniew Boga, oczekiwanie wiecznej kary. Czyż są, proszę, jakiekolwiek tego rodzaju roskosze, któreby nie sprowadzały z sobą niezliczonej liczby także i zewnętrznych nieszczęść?SP. Jakie?HE. Opuściwszy znowu chciwość, chęć wywyższenia się, gniew, pychę, zazdrość, które już same przez się są smutnemi nieszczęściami, porównajmy owe, które szczególnie zalecają się pozorem przyjemności. Kiedy po pijatyce następuje gorączka, ból głowy, rznięcie w żołądku, osowienie umysłu, splamienie sławy, strata pamięci, wymioty i wolność żołądka, drzenie ciała, czyżby i Epikur życzył sobie takiej roskoszy? SP. Pewnieby kazał jej unikać.HE. Kiedy młodzieńcy od rozpusty, jak najczęściej bywa, dostają obmierzłej choroby, która im tyle razy w życiu każe umierać i żywy trup włóczyć, czyż się nie pięknie roskoszują?SP. Owszem biegną do cyrulików[26].HE. Przypuść sobie równowagę przyjemności i boleści: czyżbyś życzył sobie tak długo męczyć się bolem zębów, jak długo trwała przyjemność pijatyki lub cielesności?SP. Zaiste, zrzekłbym się i jednego i drugiego; bo roskosz okupiona boleścią jest nie nabytkiem a stratą; w tym razie lepsze jest raczej nie czucie żadnej boleści czyli nieboleść, którą Grecy zowią ἀναλγησία, a Cycero indolentia.HE. A dopieroż cieleśnej roskoszy łechtanie, które prócz tego, że mniejsze jest od męczarni, jaką sprowadza, jest nawet tylko chwilowe: nabyta zaś przezeń choroba strasznie dręczy przez całe życie, i tyle razy każe umierać pierwiej, niż się umrzeć przyjdzie.SP. Takich uczniów Epikur[27] nie przyznałby za swoich.HE. Zbytek zazwyczaj pociąga za sobą ubóstwo, brzemię nieszczęsne i ciężkie[28], wyuzdana zaś chuć paraliż, drzenie nerwów, tępość wzroku i ślepotę, obrzydliwą chorobę; a to jeszcze nie wszystko. Nie pięknyż to handel: nieistotną, nieprawdziwą, a przytem chwilową roskosz okupywać tylu i daleko cięższemi i dłużej trwającemi nieszczęściami?SP. Chociażby i nie nastąpiły męczarnie, mnie się wydaje najgłupszym handlarzem ten, co drogie kamienie na szkło przemienia.HE. Chcesz powiedzieć, co prawdziwe dobra umysłu traci dla ubarwionych i zwodniczych roskoszy ciała.SP. Tak myślę.HE. Wróćmy teraz do dokładniejszego obliczenia. Nie zawsze gorączka towarzyszy pijaństwu a ubóstwo zbytkowi, i obrzydła choroba lub paraliż nie zawsze bywają następstwem wyuzdanej cielesnej roskoszy; ale zgryzoty sumienia, nad które, jakeśmy już przyznali, niczego nie ma nieszczęśliwszego, zawsze towarzyszą wszelkiej niegodziwej roskoszy.SP. Owszem czasem nawet ją popędzają, a w czasie samej roskoszy katują umysł. Bywają jednak tacy, którzy, rzekłbyś, nie mają tego uczucia.HE. Tem nieszczęśliwsi. Któż bowiem nie woli czuć boleść, jak mieć serce kamienne i ze wszelkiego wyzute uczucia? Ale chociaż te wygórowane żądze, to jakby jakie odrętwienie odbiera niektórym w młodości uczucie złego; za to kiedy nadejdzie starość i krom innych dolegliwości, których obfity zasób nagromadziły wykroczenia lat przeszłych, z całą zgrozą stanie w oczach niechybna dla wszystkich śmierć, sumienie tem silniej dręczy, im w ciągu życia bardziej było głuche: bo wtedy chce czy nie chce, koniecznie obudza się umysł. Starość zaś już sama przez się skądinąd smutna, bo podległa wielu z przyrodzenia dolegliwościom, o jakże daleko jest nieszczęśliwszą a nawet obmierzlejszą, jeśli jeszcze cięży umysł poczuwający się do złego? Uczty, hojne biesiady, miłostki, tańce, piosnki i wszystko to, co się młodemu zdawało słodkiem, gorzkie są dla starca, i wiek ten nie ma się na co oprzeć, jeśli nie ma wspomnienia niewinnie spędzonego życia i nadziei na życie lepsze. Oto są dwa kije, na których wspiera się starość. A jeśli te odjąwszy nawalisz jeszcze podwójny ładunek, pamięć występnie spędzonego życia i rospacz o przyszłej szczęśliwości, możnaż, proszę, przedstawić sobie jakie stworzenie bardziej strapione i nieszczęśliwe?SP. Zaiste, nie widzę, chociażby kto przedstawił i starego pocztowego konia[29].HE. Wtedy to zapóźno opominają się Frygowie[30], lub jak my mówimy mądry Polak po szkodzie[31]: i sprawdza się prawdziwy ów wyrok: koniec wesela smutek posiada Przyp. 14, 13. i nie masz uciechy nad wesele serca Ekkleziastyk 30, 16. i serce wesołe czyni wiek kwitnący, duch smutny wysusza kości Przyp. 17, 22. a także owo: wszystkie dni ubogiego złe (to jest wszystkie dni występnego strapione i nieszczęśliwe); myśl bespieczna (spokojna, czysta) jako ustawiczne gody Przyp. 15, 15.SP. Mają więc rozum ci, co sobie zawczasu gromadzą zasób i opatrują się w nadróżne mającej przyjść starości.HE. Pismo ś. nie jest tak nikczemne, żeby szczęście ludzkie mierzyło darami losu: ten jest najdoskonalej ubogi, który wyzuty ze wszelkiej cnoty, i duszę swoją z ciałem winien jest piekłu.SP. Co to, jest to nieubłagany poborca[32].HE. Ten prawdziwie bogaty, kto w łasce u Boga. A mając takiego obrońcę, czegoż się ma lękać? Czy ludzi? ale moc wszystkich ludzi złączona w jedno, mniej może przeciw Bogu, niż komar przeciw indyjskiemu słoniowi. Czy śmierci? ale dla cnotliwych jest ona tylko przejściem do wiecznego błogosławieństwa. Czy piekieł? Ale człowiek cnotliwy ufny w Boga mówi: choćbym też chodził w pośród cienia śmierci, nie będę się bał złego bowiemeś ty ze mną Ps. 22, 4. Czegoż się ma lękać złych duchów, mając w swem sercu tego, przed którym drzą złe duchy? bo, że serce cnotliwego człowieka jest świątynią Boga nie w jednem miejscu mówi pismo ś. któremu fałsz zarzucić nie można.SP. Zaiste nie widzę, jakiemi dowodami dałoby się to zbić, chociaż się zdaje nie zgadzać ze zwyczajnym rozumem.HE. A to czemu?SP. Bo wedle twego rozumowania każdy Franciszkanin prowadziłby roskoszniejsze życie niż kto inny, opływający w dostatki, honory, słowem we wszystkie uciechy.HE. Dodaj, jeśli chcesz i królewskie berło, dodaj papiezką tiarę, i z potrójnej zrób ją nawet setną, jeśli odbierzesz umysł poczuwający się do dobrego to jest do cnoty, śmiało powiem, że ten Franciszkanin, bosonogi, przepasany węzłowatym powrozem, biednie i nikczemnie odziany, wycieńczony postami, czuwaniem i trudami, który ani szeląga nie ma w kieszeni, jeśli ma tylko dobre sumienie, roskoszniej żyje, niż jeślibyś seciny sardanapalów zlał w jednego człowieka.SP. Czemuż więc ubogich widzimy zawsze prawie smutniejszych od bogaczy?HE. Bo wielu są podwójnie ubodzy. Chociaż bowiem choroba, głód, czuwanie, trudy, nagość wycieńczają skądinąd objętość ciała, ale nie w nich tylko, lecz i w samej śmierci przebija się wesołość umysłu. Dusza bowiem chociaż uwięziona w śmiertelnem ciele, ale że z natury swojej jest silniejszą, i same ciało zamienia niejakoś w siebie, zwłaszcza kiedy do dzielności ciała przyłączy się i energja ducha. Ztąd widzimy nieraz cnotliwych ludzi umierających z większą wesołością, niż drugich biesiadujących.SP. Temu się w rzeczy samej nieraz dziwiłem.HE. Ale nie dziw, że tam jest niepokonana radość, gdzie jest Bóg, źródło wszelkiej radości. I cóż dziwnego, że umysł człowieka prawdziwie cnotliwego ustawicznie się raduje w śmiertelnem ciele, kiedy tenże chociażby strącony był i na dno samego piekła, nicby nie stracił ze swej szczęśliwości? Gdzie tylko jest myśl czysta, tam i Bóg: a gdzie Bóg, tam i raj; gdzie niebo, tam i szczęście; gdzie szczęście, tam prawdziwa radość, tam rzeczywista roskosz.SP. Wszakże przyjemniejby żyli, gdyby nie było niektórych przykrości, a byłyby niektóre uciechy, o które albo nie dbają, albo których nie osiągają.HE. O jakich mówisz mi przykrościach? pewnie o tych, które wedle ogólnego prawa nieodłączne są od ludzkiego losu? jakiemi są: głód, pragnienie, choroba, znużenie, starość, śmierć, pioruny, trzęsienie ziemi, powodzie, wojny?SP. I te także.HE. Ale my między tem mówimy o śmiertelnych, nie zaś o nieśmiertelnych. A jednak i w tych nawet nieszczęściach los cnotliwych nierównie jest znośniejszy, niż wszelkimi sposobami goniących za roskoszami ciała.SP. A to jak?HE. Naprzód dla tego, że, ponieważ mają umysł przyuczony do umiarkowania i cierpliwości spokojniej od innych znoszą to, czego uniknąć nie mogą. Potem, ponieważ znają, że to wszystko zsyła Bóg albo dla oczyszczenia ich z grzechów, albo dla wdrożenia do cnoty, nie tylko bez szemrania, ale i radzi, jako posłuszni synowie, wszystko to przyjmują z rąk łaskawego Ojca, a nawet dziękują, już to za łagodną karę, już za nieoceniony pożytek.SP. Lecz wielu sami sobie przyczyniają udręczeń ciała.HE. Ale większa nierównie liczba dla poratowania lub przywrócenia zdrowia ciału używają lekarzy i leków. Wreszcie przyczyniać sobie udręczeń, jakiemi są ubóstwo, stargane zdrowie, prześladowanie, niesława, jeśli do tego nie jest pobudką chrześćjańska miłość, nie jest cnotą, ale głupstwem. A ile razy przyczyniają ich dla Chrystusa i sprawiedliwości, któż się poważy nazwać ich nieszczęśliwymi, kiedy i sam Bóg nazywa ich błogosławionymi i właśnie dla nich każe im się radować?SP. Ależ jednak one czują się z udręczeniem.HE. Czują się, ale to uczucie niknie już przed bojaźnią piekła, już przed nadzieją wiecznej szczęśliwości. No, jeślibyś był przekonany, że nigdy nie zachorujesz, lub żadnej nigdy w życiu nie uczujesz dolegliwości ciała, skoro raz dozwolisz ukłuć siebie w skórę końcem cieniutkiej igiełki; czyżbyś niechętnie i z radością zezwolił na tę boleść?SP. Najpewniej. Owszem gdybym był pewnym, że nigdy mi w życiu nie zabolą zęby, najobojętniejbym dozwolił głębiej nawet zapuścić igłę, a nawet oba uszy przetknąć grubym szydłem.HE. Wszakże jakieby nie były tego życia udręczenia, lżejsze są one i krótsze w porównaniu z wiecznemi mękami, niż chwilowa od igły ranka w porównaniu by z najdłuższem życiem nie ma bowiem porównania między rzeczą mającą koniec a nieskończoną.SP. Największą mówisz prawdę.HE. Gdyby kto ciebie uręczył, że przez calutkie życie wolny będziesz od wszelkiej przykrości, jeślibyś tylko raz przeciągnął rękę przez płomień, czybyś nie chętnie spełnił to i zakaz Pytagora?[33][34].SP. Co do mnie i sto razy, byleby mię nie oszukał tylko ten, co upewniał.HE. Bóg nawet nie może oszukiwać: owo zaś uczucie płomienia w porównaniu z całem ludzkiem życiem dłuższe jest, niż całe życie, chociażby kto we troje żył dłużej od Nestora[35][36], w porównaniu z niebieską szczęśliwością. Bo tamto, jakkolwiek krótkie, trzymanie ręki w płomieniu, zawsze jest jakąś cząstką tego życia: a całe życie ludzkie żadnej nie stanowi cząstki wieczności.SP. Nie mam co zarzucić.HE. Ci więc, co do niej całem sercem i w pewnej nadziei spieszą, kiedy tak krótkie jest przejście, czyż sądzisz dręczą się przykrościami tego życia?SP. Nie sądzę, byleby było mocne przekonanie i pewna nadzieja osiągnienia.HE. Przystępuję dopiero do uciech, o których namieniałeś. Wstrzymują się od tańców, od hojnych uczt, od widowisk: tak jest, bo niemi gardzą, żeby się napawać nierównie przyjemniejszemi, w których znajdują nie mniej roskoszy, ale innym sposobem. Oko nie widziało, i ucho nie słyszało, i w serce człowieka nie wstąpiło, co nagotował Bóg tym, którzy go miłują. 1. Kor. 2, 9. Oto są, wedle ś. Pawła, piosnki, tańce, uczty dusz cnotliwych nawet w tem życiu.SP. Ależ są niektóre uciechy dozwolone, których oni sami sobie odmawiają.HE. Nawet i dozwolonych uciech nieumiarkowane użycie jest wzbronione: jedno to wyjąwszy, we wszystkiem innem mają pierwszeństwo ci, co się zdają nieznośne prowadzić życie. Możeż być jaki widok wspanialszy nad widok tego świata? A z niego więcej nierównie czerpają roskoszy ludzie mili Bogu, niż drudzy. Ci bowiem ciekawem okiem badają to cudowne dzieło, dręczą się, że wielu rzeczy nie mogą dociec przyczyn. W niektórych zaś, jakby jakie Momusy[37][38], szemrzą na Stwórcę, przyrodzenie miasto matki nazywają nieraz macochą: jakowa obelga co do słów dotyka wprawdzie naturę, ale w rzeczy samej pada na tego, co stworzył naturę, jeśli tylko jest jaka natura. Człowiek zaś cnotliwy religijnemi i prostemi oczyma z wielką duszy roskoszą pogląda na dzieła Boga, podziwiając wszystkie w szczególności sprawy swego Ojca, w niczem nie przyganiając, ale za wszystko składając hołd wdzięczności, gdy pomyśli, że wszystko to stworzone dla człowieka: i tym sposobem w każdej w szczególności rzeczy wielbi wszechmocną mądrość i dobroć Stwórcy, których dowody widzi w rzeczach stworzonych. Przedstawże mi teraz jaki pałac, rzeczywiście taki, jaki Psychy[39] zmyśla Apuleusz[40][41], albo, jeśli możesz, wspanialszy jeszcze i wytworniejszy postaw oraz dwóch widzów, jednego przechodnia, który przyszedł tylko z ciekawości, drugiego zaś sługę, lub syna tego, który ten gmach wybudował; któryż więcej będzie się nim cieszył? Czy ów przechodzień, którego ten pałac nic nie obchodzi, czy syn, który z niewypowiedzianą roskoszą przypatruje się pomysłowi, bogactwu i przepychowi swego ojca w tym domie; zwłaszcza kiedy zważy, że całe to dzieło dokonane dla niego?SP. Pytanie to nie potrzebuje odpowiedzi; ale i wielu występnych wie, że niebo i co na niebie dla człowieka stworzone.HE. Wiedzą bardzo wielu, prawie wszyscy: ale żadnemu to nie przychodzi na myśl, a jeśli i przychodzi, to zawsze jednak więcej ztąd czuje roskoszy, niż kocha Stwórcę; podobnie jak ten, który do życia niebieskiego wzdycha, chętniej spogląda na niebo.SP. Prawie mówisz prawdę.HE. Jużciż przyjemność biesiad zależy nie od łechtania podniebienia, ani od kucharskich przypraw, ale od dobrego zdrowia i apetytu. Nie sądź więc, że Lukullusowi[42][43] lepiej smakowały przyprawione kuropatwy, bażanty, turkawki, zające, sterle, jesiotry albo minogi, niż człowiekowi cnotliwemu prosty chleb, jarzyny, woda, cieńkie piwo, albo słabe wino: bo to wszystko przyjmuje jako dary od łaskawego ojca: wszystko zaprawia budującą rozmową, uświęca poprzedzającą modlitwą, świętem czytaniem podczas jedzenia, pokrzepiającą więcej umysł niż ciało, potem dziękczynne modły, nakoniec wstaje on od swego posiłku nie obładowany, ale pokrzepiony, a pokrzepiony na umyśle jak i na ciele. Czyż mniemasz że jaki twórca tych wszystkich zwyczajnych łakoci smaczniej biesiaduje?SP. Ale, jeśli mamy wierzyć Arystotelesowi, w cielesnej roskoszy największa jest przyjemność.HE. I w tej mierze równie jak w uczcie zwycięztwo jest na stronie cnotliwego. Posłuchaj. Czem silniejsza jest miłość ku żonie, tem małżeńskie owo obcowanie słodsze. A ci najgoręciej kochają żon swoich, którzy ich tak miłują, jak Chrystus umiłował kościół; bo którzy ich kochają dla cielesnej roskoszy, nie kochają zgoła. Przytem im rzadsze obcowanie z żoną, tem przyjemniejsze, co znał już i ów pogański poeta, który napisał: roskosze zaleca rzadkie ich użycie[44][45]. Chociaż samo obcowanie stanowi najmniejszą cząstkę roskoszy. Większa jest nierównie w ciągłem pożyciu, a które między nikim nie może być przyjemniejszem, jak między tymi, którzy się kochają szczerą chrześćjańską miłością i kochają się wzajemnie. U drugich często ze słabnącą roskoszą słabieje i miłość. Chrześćjańska zaś miłość tem bardziej się wzmacnia, czem bardziej słabnie roskosz cielesna. Czyżem cię jeszcze nie przekonał, że nikt nie żyje przyjemniej, jak ci, co żyją cnotliwie?SP. O gdyby wszyscy tak się przekonali!HE. A że Epikurejczykami są ci, co żyją przyjemnie, nikomu słuszniej nie można przyznać tej nazwy Epikurejczyków, jak tym, co cnotliwe i bogobojne prowadzą życie. A jeśli ciekawi jesteśmy nazwiska; nikt bardziej nie zasługuje na imię Epikurejczyka, jak boski ów chrześćjańskiej filozofji nauczyciel. Gdyż w greckim języku epikur znaczy pomocnik. Kiedy prawo przyrodzone przez występki ledwo nie zostało wygluzowanem, kiedy prawo Mojżesza więcej drażniło namiętności, niż potłumiało, kiedy na świecie panował bezkarnie tyran szatan, on jeden ginącemu rodzajowi ludzkiemu we własnej osobie skuteczną podał pomoc. Grubo się przeto mylą ci, co potwarzają, jakoby Chrystus z charakteru swego był jakiś tetryk i melancholik, i że nas wezwał do nieprzyjemnego rodzaju życia. Owszem On jeden wskazał nam najprzyjemniejsze życie i pełne prawdziwej roskoszy, jeśli tylko nie wisi nad nami ów kamień[46] Tantala.SP. Co to za zagadka?HE. Śmiać się będziesz z tej baśni, powiadają, że niejakiś Tantal wezwany był na ucztę bogów, która miała być jak najwystawniejsza. Gdy po uczcie gość miał odejść, Jowisz chcąc dać dowód swej gościnności, żeby współbiesadnika nieodpuścić bez upominku, dozwolił mu prosić, czegoby chciał, przyrzekając zadość uczynić jego prośbie. Głupi Tantal, ponieważ szczęście człowieka zakładał na roskoszy brzucha i podniebienia, prosił, żeby mu wolno było przez całe życie uczestniczyć w takiej uczcie. Jowisz zezwolił i życzenie spełnił. Tantal zasiada do stołu zastawionego wszelkiego rodzaju przysmakami: wszystko jest, nektar[47], róże, wonności, słowem co tylko łechce powonienie bogów: stoi podczaszy Ganymed[48], lub jemu podobny, otaczają cudnie śpiewające Muzy[49][50], tańczy śmieszny Sylen[51][52], nie brak i błaznów[53] czyli trefnisiów i słowem wszystko jest, co tylko zmysły człowieka może bawić, a jednak pośród tego wszystkiego on siedzi smutny, stroskany, ciągle wzdycha, uśmiech nie pojawia się na jego ustach i on się niczego nie dotyka.SP. Co za przyczyna?HE. Bo nad głową siedzącego u stołu wisi zawieszony na włosie ogromny kamień, gotowy natychmiast upaść.SP. Jabym co najprędzej uciekł od takiego stołu.HE. Ale życzenie jego zmieniło się w konieczność, bo Jowisza nie tak łatwo ubłagać jak naszego Boga, który uwalnia ludzi od nierozmyślnego, zgubnego ślubu, jeśli tylko tego żałują. Wreszcie oddalić się Tantalowi nie dozwala tenże sam kamień, który mu jeść przeszkadza. Lęka się bowiem, żeby, kiedy się poruszy, nie był natychmiast zdruzgotany jego spadnięciem.SP. Smieszna baśnia[54].HE. A teraz posłuchaj tego, co nie jest śmiechem. Ludzie szukają przyjemności w rzeczach zmysłowych, wówczas gdy ją daje tylko cnotliwy umysł: bo nad poczuwającym się do złego czyli występku, cięższy nierównie niż nad Tantalem wisi kamień. Owszem nie tylko wisi, ale ciśnie i gniecie; i umysł dręczy się nie próżnym strachem: bo co chwila oczekuje być wtrąconym do piekła[55][56][57]. Powiedz mi, proszę, jestże w ludzkiem życiu co tak przyjemnego, coby mogło rozweselić serce przywalone takim kamieniem?SP. Zapewne, że nie, chyba obłąkanie umysłu, albo niewiara. Jeśliby to rozważyła młodzież, która roskoszami, jakby czarą Cyrcy[58][59] odurzona, zamiast prawdziwie przyjemnych rzeczy, chwyta się podsłodzonej trucizny, jakżeby się usilnie strzegła, przez nierozmyślność popełnić co takiego, coby nurtowało umysł przez całe życie? Czegożby nie zrobiła, żeby na swoją starość zaopatrzyć się zawczasu w owo nadrożne, chcę mówić w umysł poczuwający się do dobrego czyli cnoty, i w imię żadną nie splamione skazą? Jestże bowiem co nieszczęśliwszego nad ową starość, która gdy się obejrzy po za siebie, widzi ze zgrozą jak pięknych zaniedbała rzeczy, a jak za ohydnemi goniła? Gdy znowu spojrzy przed siebie, widzi przybliżający się ostatni dzień, a za nim natychmiast kary wiecznego potępienia w piekle?SP. Mojem zdaniem najszczęśliwsi ci, co pierwszą młodość zachowali nieskalaną i postępując co raz na drodze cnoty, doszli aż do mety starości.He. Drudzy po nich są ci, co się zawczasu ocucili z upojenia młodości.SP. Ale jakąż dasz radę owemu nieszczęśliwemu starcowi?HE. Dopóki kto żyje, nie powinien rospaczać; niech błaga boskiego miłosierdzia.SP. Ale czem życie było dłuższe, tem większa narosła kupa występków, przechodzących w liczbie i piasek morskiego brzegu.HE. Ale miłosierdzie boskie przewyższa ten piasek. Piasek, jakby nie był dla człowieka do niezliczenia, zawsze atoli ma pewną liczbę: boskie zaś miłosierdzie nie ma ni miary, ni końca.SP. Ale dla stojącego już u brzegu śmierci czas jest bardzo krótki.HE. Czem mniej czasu, tem goręcej niech woła. U Boga dość jest czasu, żeby głos z ziemi do Niego doleciał. I króciutka prośba przenika do nieba, byleby z silną mocą ducha była wystrzelona. Ewanieliczna jawno-grzesznica[60] pokutowała, powiadają, przez całe życie, łotr zaś przy samem skonaniu jakże krótkiemi słowy wybłagał sobie raj u Chrystusa? Jeśli z całego serca wołać będzie: Zmiłuj się nade mną Boże wedle wielkiego miłosierdzia twego: Bóg odwali Tantalowy kamień, da jego słuchowi radość i wesele i po przebaczeniu grzechów rozradują się kości poniżone. Ps. 50, 10.








  1. Ta rozmowa dla tego nosi tytuł Epikurejczyk, że się w niej rozprawia o prawdziwem człowieka szczęściu, które filozof Epikur, żyjący około czasów Aleksandra W. (pochwałę Epikura czytaj w Lukrecjuszu) zakładał na roskoszy; ale, że źle był zrozumiany, największym uległ naganom, jakoby nauczał zatapiać się w zmysłowych roskoszach życia, kiedy przeciwnie tej roskoszy szczęścia kazał szukać nie w ciele, ale w umyśle. Ztąd Epikurejczyk zazwyczaj się bierze za człowieka wylanego na wszelkie zmysłowe roskosze.“
  2. Treści rozmowy pięknie odpowiadają i same imiona osób prowadzących rozmowę o roskoszy tak ciała jak i umysłu. Bo Hedoniusz z greckiego ἡδονῇ roskosz, znaczy człowieka hołdującego roskoszy, Spudeusz zaś także od greckiego słowa σπουδή staranie, pilność, baczność, znaczy człowieka bacznego, uczciwego, cnotliwego.
  3. Jest 5. ksiąg Cycerona de finibus bonorum et malorum, w których, wbrew Epikurowi, stara się udowodnić, że roskosz nie stanowi największego dobra, a zatem ani szczęścia i o tym że przedmiocie spiera się ze Stoikami i Perypatetykami.
  4. Igraszka w wyrazach. Spudeusz powiedział, że wątpi o granicach dobra, to jest dobra prawdziwego i doskonałego. Hedoniusz zaś, robi ztąd żart, bo gdy granica jest krańcem każdej rzeczy i miedze także pól zowią się granicami, a w łacińskim języku ambigere, wątpić, często się używa za spierać się o co, procederować, jak mamy w Terencjuszu Heaut. akt 3. sc. 1. Simus et Crito vicini nostri hic ambigunt de finibus: Sąsiedzi nasi Sym i Kryton procederują o granicach. Więc i tu wątpić to samo znaczy, co nie zgadzać się, spierać się.
  5. Stoicy tak nazwani od słowa στοά przysionku, portyku w Atenach, gdzie Zenon twórca szkoły filozofów stoików, uczył.
  6. Stoicy, surowi filozofowie, tak nazwani od Stoa portyku czyli przysionku w Atenach, w którym Zenon, uczeń Kratesa, założyciel tej szkoły, uczył, największą moralną doskonałość zasadzali na nieporuszonem męztwie i stałości, poskramianiu namiętności i wszelkich uczuć, a chcąc człowieka udoskonalić, czynili go nieludzkim. Zasady ich wyłożył Seneka w piśmie de constantia sapientis.
  7. Peripatetycy filozofowie, których wodzem był Arystoteles, nazwani od słów gr. περιπατεῖν, przechadzać się, że na przechadzkach wykładali swoją naukę, inni z innego źródłosłowu wyprowadzają tę nazwę. Porówn. Przypis 256 do Pochwały Głupoty (Przypis własny Wikiźródeł przypis ten w całości został podany ponownie po tym odnośniku).
  8. (Przypis własny Wikiźródeł Uwaga! Przypis ten pochodzi z innej części książki:) Wyśmiewa tu rozmaite djalektyków sofizmata i przytacza różne ich syllogizmów nazwy, których wykład można znaleźć w logikach owych czasów, a którym za podstawę służyły dzieła Arystotelesa, znakomitego greckiego filozofa z miasta Macedonii Stagiry ur. 384 r. a dwoma laty przed śmiercią Aleksandra W., którego przez 8 lat był nauczycielem, zmarłego w 68 r. życia, 322 r. przed Chr. w Chalcis mieście Eubei. Był on uczniem Platona, z którym się potem poróżnił. Uczył w gimnazjum, to jest szkole zwanej Likejon, liceum, od której chodników, czyli portyku Peripatoj, i uczniowie jego zwali się Peripatetykami. Dzieła jego stanowiące encyklopedją wszystkich ówczesnych nauk, chociaż znaczna część ich zginęła, po większej części doszły do naszych czasów, za co największa wdzięczność należy się filozofom arabskim, którzy na nie nawet i kommentarze pisali. Przedostatnie wieki, osobliwie scholastycy 713 Przypis własny Wikiźródeł — tu znajduje się odnośnik do przypisu w dalszej części książki) nadużyli zdań jego. Ztąd Krasicki na początku czwartej księgi swojej Monachomachji tak pisze:

    O! Ty, którego żaden nie zrozumiał,
    Gdy w pismach swoich błąkał się jak w lesie,
    O! ty, nad którym nieraz się świat zdumiał,
    I dotąd sławi, wielbi, dziwuje się!
    O! ty, coś głowy pozawracać umiał,
    Bądź pozdrowiony, Arystotelesie!
    Bożku łbów twardych i próżnej mozoły
    Witaj ozdobo starożytnej szkoły.

    I niżej: Nie twoja wina, żeś głupich napłodził,
    Są to potomki nieprawego łoża.

    Niektóre z dzieł jego przełożył na język polski Sebastjan Petrycy i wydał w Krakowie 1605 r.
    Syllogizm był to rodzaj dowodzenia a Gelljusz w 15. księdze swoich Nocy Ateńskich (Noctes atticae) rozdz. 26. taką z Arystotelesa kładnie jego definicją: syllogizm jest to mowa, zdanie, z którego, po przypuszczeniu czegoś i zgodzeniu się na coś, wnosi się koniecznie coś innego, niż to, na co się zgodzono. Krokodylyt, jest to rodzaj chytrego, podstępnego syllogizmu, tak nazwanego od krokodyla, który jak prawią dyalektycy, porwawszy jednej kobiecie dziecię, gdy ta błagała o jego zwrócenie, taki niby położył warunek; jeśli, rzekł, powiesz prawdę, wrócę ci syna; odpowiedziała ona: nie oddasz, a więc oddaj bom powiedziała prawdę. Owszem, odparł krokodyl, jeśli go oddam nie powiedziałabyś prawdy. Sorit z gr. soros kupa, także syllogizm, który i Cycero przeto nazywa skupionym, acervatus, że oszukuje skupionemi, czyli dodawanemi jedna po drugiej jednostkami, jak np. dziesięć rubli nie czynią bogatym, a co jeśli dodasz jeden? co, jeśli jeszcze jeden? A że i jeden rubel tem bardziej nie czyni bogatym, tym sposobem nigdy nie będziesz bogaczem. Ceratyn od gr. keras róg, po łacinie cornutus rogaty, że z dwóch odpowiedzi, jakąbyś nie dał, każda wypadnie zawsze tobie przeciwną. Takiemi syllogizmami lubili dawniej szermować dyalektycy.

  9. Cynicy filozofowie nazwani od Dyogenesa przezwanego Cynikiem za grube swoje obyczaje, od słowa gr. κύν pies, znanego ze wzgardy świata.
  10. Diogenes, rodem z Synopy, uczeń Antystena, za grube swoje obyczaje przezwany cynik od gr. sł. κύων, pies, że na publicznych otwartych miejscach odbywał swoje naturalne potrzeby, jak to czynią psy, a które się odbywają gdzieś na ustroniu i w zakątku, grecki filozof sławny pogardą nie tylko wszelkich roskoszy, ale nawet i wygód życia, mieszkał w obróconej od wina beczce, odziewał się zwyczajnie w płaszcz, który w dzień służył mu za jedyną odzież, a w nocy za pościel i kołdrę, na szyi nosił zawieszoną żebraczą torbę, w którą składał swoją żywność, w ręku kij i kubek, którym pijał wodę, a który potem porzucił, zobaczywszy dziecko pijące z garści, latem w piasku, a zimą w śniegu goły się tarzał. O śmierci jego różni różnie mówią, przeżywszy 90 lat miał umrzeć w ten sam dzień, co i Aleksander w. w Babylonie, pochowany publicznym kosztem przed jedną bramą Aten, gdzie mu z paroskiego marmuru wystawiono i pomnik z wyobrażeniem na nim psa.
  11. Plaut znakomity łaciński pisarz komedyj.
  12. Plaut na 184 lat przed Chr. znakomity łaciński pisarz komedyj, z których nas doszło tylko 20, w komedji Kupiec 2, 3, 33. wprowadza mówiącego starca, że się nauczył trzech liter, to jest a, m, o, które złączone razem stanowią słowo amo, znaczące kocham, przez co znać daje, że zaczął kochać. I w rzeczy samej byłby najnieszczęśliwszy starzec, gdyby się nad tem choć chwilę rozumnie zastanowił, przypomniałby bowiem sobie roskosze, których już nie w stanie jest użyć.
  13. Tak mówi Tranio u Plauta Mostell. akt 3. sc. 1.
  14. Paradoksami nazywają się zdania różniące się od mniemań wszystkich ogółu, bo παράδοξον znaczy dziwny, przechodzący oczekiwanie wszystkich.
  15. Przenośnia.
  16. Kamień Asbest od gr. ἄσβεστον niepalny, po polsku len górny, z którego włókien wyrabiają różne przedmioty, jako to pończochy i t. p. Zobacz o nim Pliniusza Hist. Natur. ks. 19. rozdz. 1.
  17. Mat. 5, 5. Błogosławieni którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. cf. Iz. 61. 3.
  18. Sardanapal ostatni król assyryjski, sławny wyuzdaną rozpustą. Czytaj o nim Justyna Hist. ks. 1.
  19. Filoksen filozof, wedle świadectwa pisarzy, był najrozrzutniejszy. On życzył sobie mieć szyję żórawia, żeby się dłużej napawać roskoszą jadła i napoju. Ob. 175 przyp. do Pochwały Głupoty (Przypis własny Wikiźródeł przypis ten w całości został podany ponownie po tym odnośniku).
  20. (Przypis własny Wikiźródeł Uwaga! Przypis ten pochodzi z innej części książki:) Alluzja do Filoksena filozofa, o którym powiadają, że taki był smakosz, iż życzył sobie mieć szyję żurawia, żeby dłużej mógł się napawać roskoszą pokarmu i napoju, i miał zwyczaj smarkać do potrawy, żeby tym sposobem obrzydziwszy ją drugim, mógł zjeść sam jeden.
  21. Apicjusz najsławniejszy i jedyny w swoim rodzaju smakosz i żarłok, współczesny Seneki, pisał o kucharskich przyprawach, strwoniwszy ogromne swoje mienie, nakoniec z rospaczy otruł się. O nim Zob. Seneki Consol. ad Hel. cap. x.
  22. Mag od gr. μάγος wzięte z perskiego, znaczy mędrca, czyli biegłego w rzeczach przyrodzonych i boskich. Tak magami nazywają się owi, co przyszli oddać hołd narodzonemu Chrystusowi. Potem ta nazwa złe otrzymała znaczenie, to jest czarownika, czarnoksiężnika, zaklinacza. Ztąd Magia, nauka czarnoksięztwa.
  23. Cyklopowie wedle baśni poetów synowie Neptuna i Amfitryty, z jednym tylko śród czoła okiem, straszni ogromem i okrócieństwem.
  24. Polyfem, najroślejszy, najsilniejszy i najsławniejszy z bajecznych o jednym oku Cyklopów, owczarz mieszkający w pieczarze na wyspie Sycylji i karmiący się ludzkiem ciałem; ale Ulisses, popadłszy z swemi towarzyszami w jego jaskinię, gdy z nich wielu już było pożartych, ratował się wykłówszy mu jedyne oko i uczepiwszy się ze spodu runa owcy, gdy były wypuszczane z pieczary (Wirg. Eneid 3, 60 nn. i 658 nn.) Cyklopowie byli tylko symbolicznym znakiem pioruna, i dlatego wprowadzono je potem do kuźni Wulkana, jako jego pomocników w robieniu dla Jowisza piorunów.
  25. Niewolnik u Terencjusza Adelph. akt 5. sc. 2. Interea in angulum aliquo abeam atque edormiscam hoc villi, sic agam. Zabiorę się gdziekolwiek w kącik i prześpię się z tego winnego czasu. Tak i zrobię.
  26. W łacińskim tekscie jest igraszka słów greckich ἐπικουρίζεῖν roskoszować się, co mówił Hedoniusz o młodzieńcach zarażonych obmierzłą choroba, i ἐπί κουῤεία ϑεῖν to jest biedz do golarni, co mówi Spudeusz, tam bowiem ci, co strzygą, golą, bywają razem i felczerami, więc golarnię położył za dom chirurga, którego pomocy nieraz potrzebuje młodzieniec nabywszy takiego skarbu. Chociaż i ἐπικουρίζεῖν, wywodząc od słowa κουῤη panienka, młodka możnaby rozumieć zabawić się z pannami, kury stroić.
  27. Bo Epikur największe dobro czyli szczęście zakładał w spokojności umysłu, nie poczuwając się do niczego złego.
  28. Terenc. w Phorm. akt 1, sc. 2. Paupertas onus miserum et grave.
  29. W tekscie starość konia, greckie przysłowie używane o tych, którzy odznaczywszy się w młodych latach pięknemi dziełami, kiedy się zestarzeją, oddają się nikczemnym troskom. Allegorja wzięta od koni pięknej rasy, które przez starość stawszy się do niczego nie użytemi, żadnej nie mają wartości. U nas los pocztowych koni, bez ustanku ganianych prawie w powszechne wszedł przysłowie, w tłumaczeniu więc użyłem tego porównania, może stosowniejszego do myśli.
  30. Frygowie za Trojańczycy. Przysłowie: sero sapient Phriges stosuje się do tych, którzy zapóźno i już po czasie żałują tego, co nierozmyślnie zrobili. Bo Trojańczycy doznawszy tyle klęsk, ledwo na dziesiątym roku zaczęli myśleć o zwróceniu uprowadzonej przez Parysa Heleny, co i było powodem wojny. U nas temu przysłowiu dobrze odpowiada: mądry Polak po szkodzie, bo używane w temże znaczeniu.
  31. Przypis własny Wikiźródeł Licentia poetica tłumacza.
  32. Hor. ks. 2. Od. 3. w. 24. Orcus nil miserans, nie ubłagane piekło.
  33. Pytagoras z Samos sławny filozof, uczył, że dusze po śmierci przechodzą do innego ciała, nawet do zwierząt i dla tego bronił używać mięso. Zob. Hor. Od. ks. 1. Odę 28.
  34. Pitagoras z Samosu, czy Sydonu na 529 lat przed Chr. znakomity grecki filozof, wróciwszy z dalekich na wschód podróży dla zbogacenia się w wiadomości, że zastał Ojczyznę, pod władzą tyrana Polykrasa, przeniósł się do niższych Włoch i w Metaponcie założył tak zwaną szkołę włoską. Pierwszy odrzuciwszy zbyt dumną sofisty to jest mędrca nazwę, filozofem, to jest miłośnikiem tylko mądrości zwać się począł. Najpierwszy uczył o nieśmiertelności dusz, ale tę naukę skaził z Azji od Brachmanów Gymnosofistów wymysłem o przechodzeniu dusz w rozmaite ciała, zwanym po grecku metempsychosis. Umarł mając lat 90. Jako biegły matematyk i naukę swoję starał się ująć w matematyczne liczbowe formy. Tu więc alluzja do owych jego wyrazów: dla duszy naszej nie wyczerpanem źródłem natury jest czwórka, rozumiejąc cztery elementa, powietrze, ogień, wodę i ziemię, które wyrażał liczbami 1, 2, 3, 4, które razem stanowią dziesięć i składają trójgran tym sposobem przez nią też jego uczniowie wykonywali przysięgę.
  35. Najwymówniejszy i najrozsądniejszy z Greków miał przeżyć trzy ludzkie wieki Ob. Hom. Odyss. i Hor. ks. 2. Oda 9. w. 33.
  36. Nestor jeden z greckich bohaterów pod Troją, król Pilos, sławny u Homera wymową, biegłością w sztuce wojennej, i mądrością długim wiekiem nabytą, bo miał przeżyć trzy ludzkie wieki (Hor. 2. od. 11, 5). Homer w 1. Ks. Iliady mowy jego zowie słodszemi od miodu, przewlekłe jednak są stosownie do wieku, jak się o tem z Owidjusza przekonać możemy.
  37. Momus, wedle poetów, syn Nocy i Snu, chociaż sam niczego nie zrobił, niczem się nie odznaczył, ganił jednak dzieła cudze, a nawet drwił z samych bogów, jeśli się w czem pośliznęli. Μῶμος gr. strofowanie, wymówka.
  38. Momus z gr. momos, nagana, szyderstwo, bajeczny starożytnych bożek żartów, trefnictwa, strofowania, szyderstwa, wedle Lucjana, nie oszczędzał bogów i samego nawet Jowisza, skoro się w czem pośliznął.
  39. Psyche gr. dusza, wedle Apuleusza baśni cudnej piękności panienka, siedząca na skale czy górze, stąd najpiękniejszy widok przedstawiał się jej oczom. Metamor. ks. 5. U samego źródła jest królewski pałac, zbudowany nie ręką ludzką, lecz sztuką bogów. Już u samego wchodu widzisz, że to jest wytworne miejsce pobytu jakiegoś bóstwa i t. p. Prope fontis adlapsum domus regia est, aedificata non humanis manibus, sed divinis artibus. Jam scies ab introitu primo Dei cujuspiam luculentum et amoenum videre te diversorium.
  40. Lucjusz Apuleusz rodem z Afryki z miasta Madaury, filozof szkoły Platona, mąż wielkiej nauki i wymowy. Pisał XI. ksiąg Przemian czyli Metamorfoz o złotym ośle, w których opisuje, jakoby sam od Sagi Tessalskiej czarownicy był zamieniony w osła, zatrzymawszy jednak ludzki rozum. Po różnych nareszcie przygodach i nieszczęściach z pomocą Luny, to jest przy świetle księżyca zjadłszy róże z rąk Egipskiego ofiarnika t. j. kapłana, powrócił do pierwszego ludzkiego kształtu.
  41. Apuleusz (Lucius Saturantius) z Medaury w Numidji, najoriginalniejszy filozof szkoły nowoplatońskiej, uczony wymowny okresu Antoninów, pod Markiem Aureliuszem wróciwszy z podróży do oddalonych krajów osiadł w Rzymie i ożenił się z niepiękną ale bogatą wdówką Pudentillą. Pisał ksiąg wiele, w tych liczbie Przemiany albo o złotym ośle, humorystyczną powieść, dowcipną satyrę obyczajów swojego wieku, ale zbyt otwarcie wytykając cudze zdrożności przeciw skromności i przystojności wykroczył. W tym czarodziejskim romansie opowiada dziwne przygody Lucjusza, jak ten sztuką czarownicy (sagi) przemieniony w Tessalji w osła, pod jego postacią ludzki zachował rozum, gdy inni w ludzkim kształcie istnemi są osłami, po wielu nakoniec nieszczęściach od zjedzonych z rąk egipskiego kapłana róż przy blasku księżyca znowu odzyskał obraz człowieka. Piękny ustęp w tej powieści stanowi opowiadanie o Psysie i Amorku, który La Fontaine przerobił po francuzku, a Bohdanowicz po rusku swoję Duszeńkę, ta jest przełożoną i na język polski.
  42. Lukullus dowódzca, Kwestor, Pretor, współczesny Pompejusza i Cycerona, sławny bogactwy i wystawnem życiem.
  43. Przypis własny Wikiźródeł Odnośnik błędnie kieruje do przypisu 11 zamiast 31, co zostało skorygowane przez zespół Wikiźródeł.
  44. Juvenalis sławny rzymski Satyryk 11 swoję satyrę tak kończy: Voluptates commendat rarior usus, tem słodsze roskosze, czem rzadsze ich użycie.
  45. Iuvenalis (Deciusz Junius) z Akwinu, rzymski poeta i ostry satyryk, zbyt uszczypliwie przyganiając swoim rodakom, wielu na siebie oburzył i przez Domicjana skazany na wygnanie do Egiptu, po jego śmierci dopiero wrócił do Rzymu już starcem i żył jeszcze za Adrjana.
  46. Kamieniem Tantala autor nazywa ciągle grożące niebespieczeństwo, które wszelką uciechę zaprawia goryczą, tę zagadkę rozwiązuje następująca tuż baśnia.
  47. Nektar napój bogów, jak Ambrozia ich pokarm.
  48. Ganymedes syn Troja, trojańskiego króla, pięknej urody chłopiec, kochanek Jowisza i z jego rozkazu od orła porwany miał w niebie poruczony sobie urząd podczaszego bogów, po odjęciu takowego Hebie córce Junony.
  49. Muzy boginie, córki Jowisza i Mnemosyny, opiekunki nauk i sztuk. Było ich dziewięć; Kalliopa, Klio, Erato, Talia, Melpomena, Terpsychora, Euterpa, Polyhymnia, Urania, a głowa ich Apollo.
  50. Muzy bajeczne starożytnych boginie, opiekunki nauk i sztuk, w liczbie dziewięciu skladały orszak Apollina (581 Przypis własny Wikiźródeł — tu znajduje się odnośnik do przypisu w dalszej części książki): Klio, Euterpe, Thalia, Melpomena, Terpsychora, Erato, Polihimnia, Urania i Kalliopa. Żartuje z pisarzy, zwłaszcza poetów, którzy zabierając się do opiewania jakiego przedmiotu odwołują się do którejkolwiek z muz, prosząc o jej pomoc i natchnienie, chce więc przez to dać poznać, że rzecz o której ma mówić, będzie poetyczną, zmyśloną i bajeczną. Ten zwyczaj wzywania Muz od pogańskich poetów przeszedł i do chrześcjańskich, tak zwanych klasyków, chociaż ci ani łask żadnych od nich nie odbierali, ani ich samych nawet nie znali. Pięknie to skarcił Gosławski w przedmowie do pism swoich.
  51. Silen starzec, gach, pijak nauczyciel Bachusa .
  52. Sylen śmiesznej i dzikiej postaci małego wzrostu, z pogodną i wesołą twarzą, wystającym brzuchem, długą brodą, przypłaszczonym nosem, wielkiemi kończatemi uszami i kozim ogonem, zawsze zalany trunkiem i dla tego chwiejący się i drzący, ochmistrz Bachusa i towarzysz nieodstępny w jego podróżach, pocieszny w opowiadaniach i przeto lubiony od bogów (Wirg. Ekloga 6). Owidjusz przedstawia go ciągle upędzającym się za nimfami i dla tego zowie się tu gachem.
  53. Fałszywi głupcy, ludzie z wielkim dowcipem i nauką dawniej przez królów żywieni przy dworach, nieraz w ostrych przycinkach ale zaprawionych żartem i samym królom gorzką prawdę mówili. U nas zwali się błaznami.
  54. Jaką tu baśnię o Tantalu przywodzi autor z Pindara Od. 1. i Ateneusza Deipnosoph. ks. 7. drudzy podobną, ale rzeczywistą, opowiadają o Damoklesie pieczeniarzu czyli misolizie, który gdy w czasie rozmowy podziwiał dostatki Dyonizjusza Syrakuzańskiego tyrana, i twierdził, że nikt nigdy nie był szczęśliwszy, chcesz Damoklesie, rzekł Dyonizjusz, doświadczyć mego losu? Gdy ten się zgodził, Dyonizy kazał go na złotej posadzić sofie, stół zastawiony najwytworniejszemi potrawami otoczyć najpiękniejszej urody chłopcom, by na jego skinienie usługiwali. Były wonności i inne rzeczy, należące do roskoszy. Damokles już się miał za najszczęśliwszego. Ale wśród tego przepychu kazał Dyonizy ze środka pułapu zawiesić na końskim włosie obnażony miecz nad karkiem tego szczęśliwca, który wyrzekłszy się wszystkiego uprosił w końcu tyrana, by mu odejść dozwolił.
  55. Przypis własny Wikiźródeł Brak tutaj odnośnika do stosownego przypisu, co zostało skorygowane przez zespół Wikiźródeł.
  56. O Tantalu, synie Jowisza, mówią inni poeci następną powieść, że gdy on tajemnice Jowisza odkrył ludziom i żeby bogów doświadczyć, zaprosiwszy ich do siebie na ucztę, dał im do jedzenia ciało własnego syna Pelopsa, wydając to za zwyczajne mięso, strącony za to do piekieł, skazany został na następną karę, że chociaż woda mimo ust płynie, on jednak dreczony pragnieniem nie może jej dostać, a trapiony głodem, chociaż nad głową jego stoi drzewo z najpiękniejszemi owocami, nie może ich skosztować. Owid. Metamorf. ks. IV. Wyżej Przyp. 378 (Przypis własny Wikiźródeł przypis ten w całości został podany ponownie po tym odnośniku).
  57. (Przypis własny Wikiźródeł Uwaga! Przypis ten pochodzi z innej części książki:) To jest w piekle, albo raczej nigdzie. Greckie przysłowie, bo uważali za bajki to, co poeci prawili o piekle, o męczarniach nieszczęśliwych na tamtym świecie, a następnie i o karze Tantala, bogatego króla Sipylu, władzcy Jonji, syna, wedle jednych, Jowisza i nimfy Ploty, wedle drugich, bożka góry Tmolu i Plutony, lub Etona i Plutury, który za to, że będąc przypuszczonym do tajemnic Jowisza, odkrył je ludziom, a ucztując z bogami wykradł potajemnie bogom tylko właściwe jadło ambrozję i napój nektar, i udzielił ich ludziom, oraz że wezwawszy do siebie na ucztę bogów, dla doświadczenia ich, czy wszystko wiedzą, dał im do jedzenia ciało własnego swego syna Pelopsa, którego ramię gdy jedna tylko Cerera stroskana żalem po Prozerpinie, niebacznie zjadła, bogowie samego Pelopsa wskrzesili, a ramię zamienili innem ze słoniowej kości, był na tamtym świecie dręczonym ustawicznem pragnieniem i głodem, a nadomiar nieszczęścia stał w wodzie po usta, tak jednak, że ta mu się z pod ust wymykała, równie jak tuż nad głową wiszące najpiękniejsze owoce wiatr unosił z pod jego ręki, ile razy ją po nie ściągnął. Ztąd często u poetów jest obrazem łakomego, skąpca, którego Horacy tak porównywa do Tantala: podobniuteńki do Tantala, co łowi ustami uchodzące wody, nie śmiej się, to się mówi o tobie pod cudzem imieniem. ks. 1. Sat. 1, 68; a jeden z francuzkich poetów w epigrammacie na skąpca tak go do Tantala przyrównał:

    Tantal choć stoi w jeziorze,
    Pragnienia zgasić nie może,
    Mówisz Janie że to baśnie,
    Lecz to obraz twój jest właśnie.

  58. Cyrce córka słońca i Nimfy Persy, sławna czarownica, wedle poetów, ludzi przemieniała w zwierząt, jak postąpiła z towarzyszami Ulissa, zamieniwszy ich w świnie. Ztąd słusznie ponęty roskoszy nazywają się czarą Cyrcy, że ludzi zamieniają w bydląt. Hor. List. ks. 1. list. 2, w. 23 Sirenum voces et Circae pocula nosti.
  59. Cyrce, córka Feba, czyli słońca, bajeczna bogini i czarodziejka, chciwa panowania, męża swego króla Sarmatów otruła, za co wygnana od poddanych, uciekła na przylądek Etrurii dziś zwany od jej imienia Circello, tu licznemi wsławiła się czarodziejstwy; Scyllę żonę Glauka, do którego Cyrce powzięła gwałtowną miłość, zmieniła w dziwotwora z psiemi nogami, albo raczej w skałę ludzkiej postaci, która powydrążana u podstawy morskimi bałwanami, przy szumie wiatrów i fal wydaje szelest podobny do szczekania psów (Eneid. 3, 433.); towarzyszy Ulissa, zamieniła w wieprzów, ale potem dla przypodobania się Ulissowi, przywróciła ich do pierwotnej ludzkiej postaci. Z Ulissem, którego umiała zatrzymać przez cały rok, spłodziła dwóch synów Latyna i Telegona, ten potem przez niewiadomość zabił Ulissa (Hor. 3, od. 29, 8.) Porów. przypis 67 i 492. (Przypis własny Wikiźródeł — tu znajdują się odnośniki do przypisów we wcześniejszej i dalszej części ksiązki)
  60. Rozumie ową niewiastę, która obiadującemu Chrystusowi w domu Faryzeusza Symeona namaściła nogi. Łuk. 7.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Erazm z Rotterdamu i tłumacza: anonimowy.