Po śmierci (Komorowski)/Scena I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bronisław Komorowski
Tytuł Po śmierci
Wydawca Wydawnictwo „Nowin“
Data wydania 1868
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
(Poprostu meblowany pokój — szafka, stół i parę krzeseł; drzwi w głębi i z lewej, z prawej okno.)
Scena I.
WALERY, PIOTR.
(Piotr siedzi w kącie nad gazetą. — Walery przechadza się w myślach po pokoju.)
WALERY (przystaje.)

Słuchaj-no mój Piotrusiu, rzuć już raz ten dziennik
Do djabła! — Ot, wolałbyś raczej patrzyć w sennik,
To choćbyś na loterji może spłatał terno —
A cóż ci z tego przyjdzie, że przeczytasz mierną
Gazeciarską krytykę mej aktorskiej famy?...

PIOTR.

To balsam dla artysty!...

WALERY.

Niech takie balsamy
Kaci drą! na coż mi dziś wszelka sława zda się?...

PIOTR.

A bah! wszakże złociste krzesło na Parnasie!...

WALERY.

Tak — miejsce na Parnasie! uniżony sługa!
Na ziemi niech artysta do muz sobie mruga
I cieszy parnasową twoją perspektywą,
Bo mniej dla niego pewnie byłaby godziwą
Ludzka żądza — naprzykład...

PIOTR.

Bifsztek na pół krwawy...

WALERY.

Głupiś!...

PIOTR.

Żónka — przepraszam!...

WALERY.

Co dzisiaj z tej sławy,
Która ani ogrzeje cię, ani przytuli?

Niech sobie kokietują z muzą ludzie czuli,
Głupcy niech poprzestaną na swoim Parnasie:
Dla mnie to nie wystarcza.

PIOTR.

Lub raczej, w nawiasie
Powiedziawszy, gwałtowne dają się czuć braki
Pewnej połowy ludzkiej —

WALERY (westchnął.)

O losie w zygzaki
Wysnuty — losie głupi — losie czczy i mglisty
I grzęzki — losie... słowem, o losie artysty!
Niech cię... ha! nie dokończę tej prześlicznej ody...
Patrzcie ludzie! ot, przeciem taki zdrów i młody
Jak na świecie miliony innych — nawet może
Od innych ja czujący bardziej życie boże —
Ja — przecie ani gołąb’, ani też wymoczek:
Ja, z góry zrzec się muszę wszelkich ładnych oczek,
Aktor bowiem, mam muzę i bobkowe liście!
Ha, ha! do nóżek ścielę się panu artyście!
Dziękuję! bardzo pięknie dziękuję! upadam!...
Protoplastą artysty nie jest więc ten Adam,
Któremu na sam tęskno było nad Gangesem,
A Bóg się ulitował i złączył go...

PIOTR (wpada mu.)

Z biesem...

WALERY (bardziej przed siebie.)

Nie wspomnę już o bardziej specjalnym przesądzie.
Ku aktorom!

PIOTR.

Pan aktor jeździ na wielbłądzie
W oczach świata — strasznemi saharskiemi pustki:
Saharą artystyczna kieszeń, gdzie prócz chustki
Do nosa nic nie znaleźć...

WALERY (mimowolnie maca się po kieszeniach, i wydobywa chustkę i parę rękawiczek — kiwa głową boleśnie.)

Stare rękawiczki...

PIOTR (z ukłonem.)

A! pardon!... Zaś wielbłądem, są owe pożyczki
Izraelskie...

WALERY (dobywa notatki pugilaresowe i przegląda.)

Niestety! śliczne mi obrazy!
Mój dług!... (skłania głowę na piersi.)

PIOTR.

Ten kończy jazdę: arab do oazy
Zawija — zaś artysta poznaje się z kozą...

WALERY (chodzi silnie po pokoju i mówi westchnieniami.)

O terminy!...

PIOTR (chodzi za nim wielkim krokiem i odpowiada jak echo.)

O pustki!...

WALERY (j. p.)

O przesądów zgrozo!...

PIOTR (j. p.)

O serca zapatrzone!...

WALERY (j. p.)

Ojcowie nieczuli!...

PIOTR (j. p.)

O węże! „coście serca dwa naraz zatruli!...“

WALERY (j. p.)

O długu mój!...

PIOTR (bardzo cienko.)

O leku!...

WALERY (z wrastającą przesadą.)

O nicość!...

PIOTR (j. p.)

O światy!...

WALERY (j. p.)

O dniu jutrzejszy!...

PIOTR (j. p.)

Sądny dniu!...

WALERY (j. p.)

Mojej wypłaty!....

PIOTR (j. p.)

O żołądku tęskniący!

WALERY (j. p.)

Artystyczna sławo!...

PIOTR (j. p.)

Muzo!...

WALERY (przystając nagle.)

Plumps!... teraz stoisz — ni w lewo, ni w prawo!...

Kędy spojrzeć chcesz — ciemno... przepaść z każdej strony
Pod nogami — tu termin Icka, jak szalony
Piorun wypadać zda się z chmur i godzić..

PIOTR.

W kieszeń!

WALERY.

Bardzo smutną... Zginąłem! nie masz już pocieszeń
Dla mnie, tu na tym świecie!

PIOTR.

Ej, a coż by na to
Rzekł ktoś — z pierwszego piętra...

WALERY.

Toć mniejsza z wypłatą —
Ale właśnie — i właśnie to piętro...

PIOTR.

Rzecz inna!
Piętro — a raczej córka gospodarza: — zwinna
Jak muszka świętojańska — oczki jak dwa bratki —
Szatynka — miód tchnie z ustek, a liczka — opłatki...
To dalipan wartało już popuścić tręzle
Sercu — czyli tam raczej powiedziawszy zwięźle:
„Zakochać się po uszy!“

WALERY.

Ba! „zakochać“ samo
Głupstwem! ale co zrobić z tą przeklętą tamą
Co mię grodzi od Stasi? co zrobić z tym papą
Co ma herb, dom — i w domu swoim jest satrapą!

PIOTR.

O, sęk ten pan gospodarz! z ócz można mu czytać
Że w aktorze nie bardzo rad zięcia powitać,
Człowiek wysokich progów i strasznego wąsa —
Przytem zrzęda, na sługi cały dzień się dąsa,
Łaje, gdera i wszystkiem co w domu pomiata,
A nawet, jak wiem pewnie, ma coś i z warjata...

WALERY.

Jako żywo!

PIOTR.

Ba, właśnie wiem to od lokaja,
Który po kilku chorych dziennie mu naraja,
I ci służą za kozłów jakiejś tam praktyki
Durnopatycznej...

WALERY.

A więc papa ma swe bziki?
Dobrze wiedzieć.

PIOTR.

Tfy! dziwne bo jakieś sposoby
Kuracji, a na wszystkie pod słońcem choroby
Jedne, i mianowicie: machanie rękami
Pod nos choremu, co też czasem i omami
Aż do snu...

WALERY.

To magnetyzm pewnie! a, rzecz nowa,
Teorja cudotwórcza!

PIOTR.

Niech sobie kpi zdrowa
Z chorych ludzi! Więc papa ma pasją się biesić
Nad chorymi, i twierdzi, że nawet i wskrzesić
Już po śmierci możnaby owem cudotworstwem...
Mentykaptus widocznie!...

WALERY (po chwili przed siebie.)

Co gorsza, z aktorstwem
Na bakier... Pietrze, Pietrze! coż że ty przekradać
Umiesz listy do Stasi, albo się ujadać
Z żydami? Jeśliś mądry, powiedz — ja za głupi —
Co będzie gdy mi moję Stasieńkę zakupi
Ten złoty Holofernes, co się o nią stara?

PIOTR.

Ej, czyżby?

WALERY.

Ba, czy nie znasz starego tatara,
Którego los bezczelny robi ojcem Stasi,
Na psikus, najwyraźniej!

PIOTR.

A któż to się łasi
Do panny Stanisławy? po pierwszy raz słyszę...

WALERY.

Ach, jakże ja ci tego Adonia opiszę?
Usta wprzód przypraw złote, na organ wymowy
Tchnij eterem złocistym — w pierścień brylantowy
Opraw nadto słóweczko każde — każdą zgłoskę —
Pod literą rozumiej tysiącduszną wioskę;
W każdej duszy...

PIOTR (ugina się.)

Dość, gwałtu! dość, bo nie udźwignę.

WALERY.

Masz go!

PIOTR.

Ej, bo pan mówi przez złotą malignę!

WALERY.

Masz go! z wszystkich stron jego świeci złoto bose!

PIOTR.

Aj, aj!

WALERY.

On w złoto bardziej bogaty, niż w rosę
I w kwiaty i w promienie najczulszy poeta!

PIOTR.

Ho! tutaj protestuję...

WALERY.

A jego kaleta
Po brzeg pełna pekunią, jak wodą Atlantyk...

PIOTR.

Czy młody?

WALERY.

Grat — rudera — z podagrą romantyk!
Bryła złota, przelana na model barona!

PIOTR.

A serce?

WALERY.

W bokobrodach i w szkiełku.

PIOTR.

Coż ona?
Panna Stasia co na to?

WALERY.

Co? co? — biedne dziecię!
I coż zostaje dla niej oprócz łez na świecie?
Ten wielki mongoł — ojciec — każe iść za cielca:
Dwa dni zostają jeszcze na ślub do popielca,
I w tych dniach będzie może już po mojej Stasi!...

PIOTR.

I artyście wieść przyjdzie nadal żywot ptasi!...

WALERY (wzdycha.)

Och, och, och!...

PIOTR (podchodzi i serdecznie.)

Ej, bo coś mi pan naprawdę czmuci?...
Fe, dalipan żałośny!... mię to bardzo smuci,
Gdy pana widzę takim... Gdzie smutek — a aktor?...

WALERY (z bolesnym uśmiechem.)

Pochlebca!...

PIOTR.

Ot, ja sobie już ćwierćwieczny faktor
Tego stanu, i muszę z nim być już do grobu...
Jak osioł wzwyczajony do jednego żłobu,
Nie kwapię się już nawet za wonniejszem sianem.
Kto czyim — moim tylko aktor będzie panem!...
Więc też znam ja już dobrze, dobrze swoich ludzi:
Przy takim panu człowiek nigdy się nie znudzi,
Mówi do cię — i jakby czytał z jakiej roli...
Gdy łaje — możesz przysiądz, że tylko swywoli,
A już o smutku jego człowiek nie zamarzy!...
Po prawdzie, smutek jemu nawet nie do twarzy!
I kiedy ujrzę czasem... ot, jakby w tej chwili
Mego pana — to myślę, że mię oko myli,
Że to nie ten sam pan mój... Gdzież humor? gdzie wena?...
Lecz wszystko dobrze będzie! Najprzód: wiwat scena!
A potem pomyślimy nad zgubą Krezusa...

WALERY.

Poczciwy!... Coż byś myślał?

PIOTR (myśląc przedsiębiorczo.)

A gdyby psikusa
Jakiego mu wypłatać, sążnistego?

WALERY.

Na nic!
Jego złoto możniejsze od wszystkich szatanic
I szatanów...

PIOTR.

A biesy! użyczcie mi rogów?...

WALERY.

Widzisz, to nie tak łatwo...

PIOTR.

Do miljon prologów!
I ta śliczna Stasieńka...

WALERY.

Oh, oh, jego żona!

PIOTR.

Ho, to pytanie! hola!... choćbym miał Mamona...

(kończy gestem)

Nie dopuszczę!... Co? w łapy tego...

WALERY.

Podagrzysty!

PIOTR.

Tego złotorogiego Apisa?...

WALERY.

Tej glisty
Z żółtem sercem w monoklu?...

PIOTR.

Lub w złotym guziku!
A, poczekaj no Waćpan!...

WALERY.

Stój hipochondryku!

PIOTR (sroży się.)

Patrzcie, on tylko siebie chce widzieć brylantem!

WALERY.

Musi być egoistą!...

PIOTR.

I kutwą!...

WALERY.

Pedantem!

PIOTR.

I on miałby aniołka tego?...

WALERY.

Moją Stasię
Kochaną?!...

PIOTR.

Stój łupieżco!

WALERY.

Bandyto! a zasię!...

PIOTR.

Bah! lecz tu trzeba radzić, radzić przedewszystkiem,
Jakby najlepiej było uporać się z chłystkiem?...

WALERY.

Tak, tak! więc radźmy, radźmy jak się pozbyć łotra...

PIOTR.

No — a gdyby naprzykład napędzić mu piotra?...

WALERY.

Pietrze, tyś zawsze piotrem!...

PIOTR.

No, no — myślę: boja...

WALERY.

Ale coż to pomoże nam?...

(wbiega Stasia przesłonięta chustką, i trwożnie ogląda się za siebie.)
PIOTR (ujrzawszy Stasię.)

Masz!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bronisław Komorowski.