Pisma historyczno-gospodarcze/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Abramowski
Tytuł Pisma historyczno-gospodarcze
Pochodzenie Pisma. Pierwsze zbiorowe wydanie dzieł treści filozoficznej i społecznej.
Tom III
Data wydania 1927
Wydawnictwo Związek Spółdzielni Spożywców
Druk Drukarnia Zrzeszenia Samorządów Powiatowych
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Indeks stron


PISMA HISTORYCZNO-GOSPODARCZE.


FEODALIZM[1].
POWSTANIE SPOŁECZEŃSTWA FEODALNEGO.
1. Formy produkcji, istniejące w społeczeństwie niewolniczem.

a) Wielkie gospodarstwa niewolnicze (latyfundja rzymskie) [Tak zwana villa rustica — dom pana, stodoły, młyn, prasa, warsztaty, koszary dla niewolników, stajnie, ogród — naokoło ziemia orna, winnice, dalej pastwiska, lasy], prowadzone zbiorową pracą niewolników w formie wielkiej produkcji. Gospodarstwo to — ojkos stanowi jednostkę wytwórczą; łączy w sobie dobywanie surowych materjałów, przerabianie ich i transport, jeżeli to się wykonywa. Jeden i ten sam właściciel po przygotowaniu surowego materjału przez jedną grupę swoich niewolników, oddawał go do przerobienia drugiej grupie niewolników; trzecia zaś zajmowała się jego transportem jeżeli był przeznaczony na sprzedaż.
[Cały personel niewolniczy takiego majątku, zwany familia — dzieli się na: familia urbana — niewolnicy, zajęci służbą osobistą koło pana, jak lokaje, kucharze, furmani, myśliwi, posłańcy, sekretarze, kopiści; familia rustica — niewolnicy, zajęci przy produkcji].
Pierwsza grupa — byli to niewolnicy rolni — pracowali około uprawy ziemi pana; uprawa latyfundjum, mającego 3000 magdeburskich morgów, wymagała 120 niewolników, jeżeli była uprawa winogradu — to 210—375 niewolników. [Według Katona starego — 240 arpents oliwek potrzebowało 13 niewolników; 100 arpents winogradu — 16 niewolników (Caton De re rustica 10 i 11). Według Saserna (w Waronie, De re rustica I 19) 100 arpents ziemi ornej potrzebuje 12 niewolników. Na jednego niewolnika wypada zwykle do uprawy 8 arpents ornej ziemi lub 6 arpents winogradu. Narzędzia rolnicze używano — rydel, motyka, widły]. Oni także zajmowali się hodowlą bydła; jedna willa posiadała np. 2000 krów, 1000 koni, 100000 owiec, 15000 kóz i 500 niewolników. Grupa niewolników wykonywała pracę zbiorowo pod dozorem nadzorców, z kajdanami na nogach i rękach. Podzieleni na brygady (dekurje) — nad każdą dozoruje jeden (monitor).
Druga grupa — byli to niewolnicy-rzemieślnicy i wogóle przerabiający surowe materjały. [Każdy fach ma swego dozorcę — magister operum]. Pracowali w zbiorowych warsztatach (rodzaj kooperacji) pod dozorem. [Cały personel niewolniczy ma urzędnika do rozdzielania jadła i innych rzeczy, urzędnika do prowadzenia rachunków — nad wszystkimi stoi villicus — niewolnik jak tamci, oko i ręka pana, kieruje robotami, wydaje rozkazy, karze za niedbalstwo. Ci dozorcy[2] — najwięksi tyrani]. Często klejmowani (jak np. robotnicy broni), fachu zmieniać nie mogli.
Tym sposobem ojkos wystarczał sobie zupełnie, — był zamkniętym organizmem wytwórczym. Własność ziemska i rzemieślnicza funkcja wytwórcza i handlowa skupiały się w jednem ręku — właściciela ojkosu. Była przeto tylko jedna klasa właścicieli — a różnice były tylko ilościowe.
Byli także niewolnicy domowi — zbytku, służba; także lektorowie, nauczyciele, kopiści. [Siedziba pana — oikos — stał otwarty — bez wałów, szańców, bez obrony. Silny rząd centralny rzymski nie dawał panu samodzielności politycznej — armja państwowa utrzymywała spokój wewętrzny], Cechy niewolnika są: był kupowany (przedstawiał wartość pieniężną jako osoba). [Cena niewolnika zależała od jego uzdolnień: niewolnik: rolnik cenił się 40 solidów, cieśla 40, kowal 50, złotnik — 150 (według praw Burgundzkich)], był rodową własnością pana, był przez pana utrzymywany. [Za uszkodzenie niewolnika lub konia płaciło się panu 1200 denarów według lex Salica (R. 1). Jeszcze w 573 r. ksiądz jeden pisze w testamencie: „wymienionych niewolników oddaję temu klasztorowi, żeby przez ten dar okupić swe grzechy. (Testamentum Aredii. Diplomata str. 139). Jeden pan pisze: „Daję św. Wincentemu i św. Germain niewolnicę imieniem Adeleide dla zbawienia mojej duszy“.
[Stanowisko społeczne niewolnika jest takie, że kobieta wolna, która bierze za męża swego niewolnika, jest karana śmiercią, a najmniej pozbawioną wszelkich praw, nikt nie może ją przyjąć w domu, ani jej dać chleba (Według Lex Salica LXIX).
Małżeństwo między niewolnikami dwóch panów może odbyć się tylko za ich zgodą — umowa między panami taka: „Dla miłości spokoju zgadzamy się, żeby z dzieci, które porodzą się, ⅔ należało do pana niewolnicy, a ⅓ do pana niewolnika, zaś z dobytku, nabytego w czasie małżeństwa, pan niewolnika będzie miał ⅔, a pan niewolnicy ⅓. (Formulae Andegavenses 45). Sąd państwowy nie miesza się do niewolnictwa).
b) Komuny chłopskie (marki), w których wspólna własność zwęziła się już tylko do leśnej i pastwiskowej. Każdy członek komuny miał swój dom i dwór we wsi, swój prywatny zagon w potowej marce, we wspólnej ziemi — prawo użytkowania z pastwisk, drzewa, żołędzi, łapania ryb i t. p. [Losowanie zagonów i stosowanie przez gminę ich wielkości do potrzeb bydła i rodziny stawało się coraz rzadsze. Zagrody i pola orne stają się prywatną dziedziczną własnością. Większe dwory wydzielały się z marki, uwalniając się od ciężarów gminnych i tracąc prawo do wspólnoty; używały pracy niewolniczej; były to niewolnicze gospodarstwa (greckie i rzymskie oikosy powstawały tak samo z marki); wielu drobnych właścicieli gminy sprzedawało się za długi tym wielkim posiadaczom w niewolę. Ocalona od niewoli część: drobnych posiadaczy — stanowiła markę; byli to wolni chłopi rodowi, indywidualni właściciele zagonów uprawnych, z prawem korzystania z marki wspólnej (leśnej i pastwiskowej), mającej swój gminny samorząd — wiejską policję. Ta marka wolnych chłopów była w ówczesnem społeczeństwie drugą jednostką gospodarczą obok niewolniczego oikosu. Członkowie marki ponosili ciężary proporcjonalnie do swych praw — wyjątku nie stanowiło duchowieństwo, ani też szlachta o ile nie użytkowała z marki. Członkowie marki byli zobowiązani do wzajemnej pomocy, nawet z orężem w ręku, w razie kradzieży — do wspólnego poszukiwania złodziei. W ostatecznym razie zwracano się tylko do państwa. W razie niewykrycia przestępcy odpowiadali wszyscy członkowie marki. Takie były jeszcze węzły komunalne. Taka marka (wiejska, miejska) — jako asocjacja drobnych indywidualnych i wolnych posiadaczy ze wspólną własnością pastwisk, lasu, wody, z samorządem i obowiązkami wzajemnej obrony (resztki dawnej solidarności) — stanowiła gospodarczą jednostkę.
Samodzielność ekonomiczna marki zasadzała się na tem praca osobnika dawała tyle, co utrzymanie osobnika, ponieważ zaś była indywidualną, przeto suma prac równała się sumie utrzymania członków. Skutkiem tego brak nadwartości, gmina nie miała nic na wywóz. Przytem podziału pracy pomiędzy gminy nie było — każda bowiem (tak wieś, jak miasto) miała ziemię, pastwisko, las. Każda przeto gmina musiała sama produkować oprócz zboża i bydła, także wyroby rzemieślnicze, gdyż inaczej nie miałaby za co je nabyć, nie było innych gmin, coby żądały zboża lub bydła w większej ilości.
Wskutek więc tego, że sama praca członków gminy równała się sumie ich utrzymania, i że po większej części bogactwa gminy były jednakowej natury, przez co nie było między niemi podziału pracy — wskutek tego każda gmina wytwarzała wszystko, co jej było potrzebne, wymianę odbywając rzadko — była więc wystarczającą sobie jednostką gospodarczą. Ponieważ zaś ta jednostka gospodarcza składała się z indywidualnych wytwórców, była zbiorową, a nie prostą, jak oikos, przeto miała swój wewnętrzny wolny rynek.
Stąd, że suma prac członków równa się sumie ich utrzymania — wynikało — że wywóz był wzbroniony bez zezwolenia towarzyszy i wszelka sprzedaż nazewnątrz. Wozy, pługi wyrabiane w marce, powrozy, chleb, garnki, musiały być naprzód wystawiane na sprzedaż w marce, a dopiero gdy tu nie było nabywcy — wolno je było wywozić. Wolno było towar wywozić w pewne czasy lub też po wyrobieniu ilości oznaczonej dla gminy. Wewnątrz marki wymiana była zupełnie wolna — i pieniądz mógł tu mieć swoje znaczenie, wprawdzie z ciasnym zakresem działania.
c) Obok panów i niewolników, drobnych właścicieli związanych w marki — byli jeszcze ludzie wolni, nie mający żadnych praw i własności ziemskiej; byli to przybysze, nienależący do marki, dzieci nieprawe, chłopi, co stracili swój grunt, najemnicy, służba, wolni rzemieślnicy; ci wszyscy w produkcji odgrywali bardzo małą, prawie nic nieznaczącą rolę. Stanowili oni plebs. Po większej części mieli swych prawnych opiekunów w panach lub chłopach markowych. W Rzymie plebs żył z jałmużny państwa. Rzemieślnicy wolni byli zorganizowani w korporacje: wyjść z korporacji było wzbronione. Każdy odbywał termin, dawał swoją pracę majstrowi za utrzymanie. Po odbyciu terminu wchodził do korporacji. Każda korporacja oddawała się pod opiekę jakiegoś możnego pana. Korporacje miały swych wodzów, swoje gmachy publiczne, swych bogów, święta i uczty. Do korporacyj obok rzemieślników należeli architekci, malarze, lekarze.
d) Tam, gdzie było scentralizowane państwo (jak Rzym), była produkcja państwowa: państwowi niewolnicy pracowali w państwowych kopalniach, fabrykach broni, materyj i przy drogach publicznych, stawiali gmachy, mosty, wodociągi.

2. Zmiana w technice.

Formuła, wyrażająca technikę niewolnictwa, jest — „praca osobnika równa się utrzymaniu osobnika“. Stąd zjawia się naprzód możliwość istnienia indywidualnych chłopskich gospodarstw, następnie — dla wytworzenia nadwartości — konieczność przymusowej zbiorowej pracy (nadwartość wtenczas powstać może tylko z pracy zbiorowej), czyli niewolniczej. [Niedostateczność wytwórczości pracy pojedyńczej spostrzega Platon: „Przyczyną istnienia społeczeństwa (zbiorowości) jest nasza niezdolność wystarczania samym sobie i masa potrzeb, które mamy. Potrzeba zmusiła człowieka połączyć się z drugim, społeczeństwo powstało w celu pomocy wzajemnej“ (Republique, ks. II). Konieczność niewolnictwa pojmuje Rousseau, mówiąc: „Gdzie są warunki niemożliwe, w których nie można inaczej zachować swej wolności, jak tylko kosztem wolności innych i w których obywatel nie może być doskonale wolnym, jeżeli niewolnik nie jest zupełnym niewolnikiem“ (Contrat social, liv. III). Nie mówi tylko, jakie to są warunki]. Formuła ta cechowała okres panowania produkcji niewolniczej: zbiorowa praca niewolników rolnych i rzemieślniczych, gminy, niemogące wytwarzać nadto, co same potrzebują — są tego dowodem. Z tego stanu techniki wynika także naturalna gospodarka oikosów i gmin.
W miarę rozwoju techniki praca osobnika zaczyna dawać cokolwiek więcej, niż jego utrzymanie; zpoczątku nadwartość pojedynczej pracy jest jednak tak małą, że potrzeby klasy panującej wymagają więcej, niż sumy tych pojedynczych nadwartości, przeto wymagają jeszcze zbiorowej niewolniczej pracy, t. j. wielkich gospodarstw. W miarę jednak wzrostu tej nadwartości pojedyńczej pracy[3] — siła pracy zbiorowej staje się mniej potrzebną, a przez to samo i niewolnictwo. Wielkie gospodarstwo było potrzebne, dopóki stan techniczny był taki, że stworzenie nadwartości, panu potrzebnej, wymaga pracy zbiorowej, a więc wielkiego gospodarstwa. Znowu wielkie gospodarstwo mogło się prowadzić tylko albo niewolniczą, albo najemną pracą (nigdy pracą poddańczą: poddany czynszownik sam się utrzymuje — potrzebuje więc wydzielonego sobie kawałka gruntu; pracuje z większą pilnością, nie potrzebuje dozoru — czegoby nie było, gdyby nie miał swej własności). Zaś praca najemna miała te same cechy, co niewolnicza (konieczność dozoru, brak pilności) i byłaby temsamem dla produkcji, co i niewolnicza, z różnicą prawnej strony, lecz właśnie ten brak prawnego przymusu pana nad niewolnikiem byłby dla niego tylko niewygodą — prawa więc do osoby robotnika pan nie miał żadnego interesu zrzekać się (a tylko to jedno byłoby różnicą między ówczesnem wielkiem gospodarstwem z pracą najemną a z pracą niewolniczą). Przytem praca była odrażającą dla wolnych.
Tak więc — stan techniki wymagał wielkich gospodarstw, a wielkie gospodarstwa wymagały niewolniczej pracy. Lecz praca niewolnicza i wielkie gospodarstwo przedstawiało dla klasy panującej znaczne niedogodności, które z biegiem czasu rosły przy zmieniających się warunkach. Niedogodności te trzeba odnieść do wymagań pana — celu ówczesnej produkcji. Pan wymagał określonej ilości dobrych wytworów tych wszystkich rodzajów, które przy ówczesnej kulturze zapewniały zbytkowne życie. W miarę rozwoju techniki rosły także jakościowe wymagania pana; zjawiały się wymagania nowych przedmiotów zbytku, wywołujące nowe gałęzie gospodarcze (drób, ogrodnictwo i t. p.). Skutkiem tego w produkcji zaczyna odgrywać coraz większą rolę pilność w pracy, dobre wykonywanie. Kulturalne potrzeby pana wymagają kunsztowniejszej produkcji, stwarzają nowe jej gałęzie, a ponieważ narzędzia pracy i wiedza nie jest jeszcze zbyt rozwiniętą (co dziś ma główne znaczenie), przeto przymioty osobiste pracującego miały w tem główne znaczenie, i dążność produkcji (przystosowana do zapotrzebowań pańskiego dworu) musiała starać się o nie. Tym właśnie głównym dążnościom ówczesnej produkcji nie odpowiadała forma wielkich gospodarstw niewolniczych. Wielkie gospodarstwo niewolnicze miało bowiem jako swe nieodłączne cechy — trudność dozoru, niechętną pracę niewolników, które uniemożliwiały właśnie to, o co kierownikom produkcji najbardziej chodziło — dobre wykonywanie. Oprócz tego niewolnictwo miało jeszcze inne niedogodności; niewolnik był kupowany — przedstawiał pewną wartość pieniężną — jeżeli więc nie był dobrym robotnikiem, pozbyć się go było trudno; raz kupiony, musiał być już ciągle hodowanym bez względu na swą wartość. Niedogodność niewolnictwa zwiększyła się jeszcze bardziej, gdy niewolnicy zdrożeli (wskutek wojen, epidemij, głodów grasujących wśród ludności).
Tak więc — interesom ówczesnej produkcji odpowiadała najlepiej drobna czynszowa forma; wielkie niewolnicze gospodarstwo nie odpowiadało im coraz bardziej. Gdy więc wzrost wytwórczości pracy umożliwił drobną produkcję, gdy wskutek tegoż zbiorowa niewolnicza praca przestała być koniecznością, drobna produkcja staje się panującą, usuwając wszystkie niedogodności niewolnictwa: czynszownik pracował pilnie, mając w tem swój własny interes; drobny zakres jego działalności pozwalał mu na dobre dozorowanie gospodarstwa i korzystne prowadzenie takich gałęzi gospodarstwa, jak drobiu, ogrodnictwa, wina i t. p.: nie był kupowany, można go było w każdej chwili znaleźć darmo, jeśli nie odpowiadał swoim zobowiązaniom, można go było zastąpić innym. Drobna produkcja stała się możliwą wtenczas dopiero, gdy praca osobnika dawała więcej, niż utrzymanie osobnika; praca osobnika równała się jego utrzymaniu więcej nadwartość. Pewne specjalne zmiany techniczne wymagały drobnej produkcji (np. zmiany w uprawie ziemi).

3. Powstanie drobnej poddańczej produkcji z gospodarstw niewolniczych.

Proces przekształcania się produkcji niewolniczej na poddańczą rozpoczął się w Rzymie. Za czasów Plinjusza latyfundja zaczynają się rozpadać na drobne kawałki, oddawane po większej części własnym niewolnikom, z warunkiem płacenia arendy w naturze.
Do tego faktu doprowadziły następujące zjawiska. Naprzód — zjawiska, które sprawiły, że forma wielkiego niewolniczego gospodarstwa stała się niedogodną dla interesów ówczesnej produkcji. Tu należą: wzrost kulturalnych zapotrzebowań panów. Wielki przypływ ludności i wielkie nagromadzenie bogactw w Italji i Rzymie — ze wszystkich nadbrzeżnych krajów Śródziemnego morza — musiały wywołać inne zapotrzebowania, niż to było dawniej przy mniejszem zaludnieniu i bogactwie, przy większej prostocie obyczajów Rzymu do czasu greckich i azjatyckich zaborów. Teraz zwiększył się popyt na produkty, które przedtem miały zbyt mały — na przedmioty t. zw. „małej kultury“. Już za czasów Warrona uwidoczniał się ten wzrost kulturalnych zapotrzebowań panów. Zaczęto prowadzić chów ptactwa domowego, zakładano obszerne sady owoców, róż, lilij, fjołków, rozprowadzano i hodowano nowe gatunki roślin, wszędzie uprawiano winogrona i oliwki. Lecz takiego gospodarstwa nie można było prowadzić na wielkich przestrzeniach, zarządzając z jednego ośrodka; wymagało ono dobrego dozoru, pracy pilnej, interesownej. Tymczasem — dozór był trudny, niewolnicy pracowali pod batem, okuci w kajdany, „a my dziwimy się, mówi Platon, że praca niewolnicza nie daje takiego dochodu, jak praca swobodnego człowieka“. Trudność dozoru i dobrego prowadzenia gospodarstwa zwiększyła się jeszcze, gdy wraz z rozwojem kultury pańskiej zmieniał się i tryb ich życia; właściciele przestają prowadzić sami swe gospodarstwa, oddając zawiadywanie latyfundjami różnym inspektorom i villicosom; skutkiem więc rozwoju kulturalnych wymagań panów, zwiększyły się i niedogodne cechy wielkiego niewolniczego gospodarstwa — brak pilności pracy i trudność dozoru — i stały się ciężarem dla gospodarstwa, coraz bardziej nie odpowiadając interesom produkcji.
Tak samo i ta cecha niewolnictwa, która sprawiła konieczność masowego hodowania niewolnika, stała się bardziej niedogodną w miarę tego, jak od pracy niewolnika wymagano więcej pod względem jej jakości. Niedogodność tej cechy wzrosła jeszcze, gdy niewolnicy zdrożeli. Do ważniejszych niedogodności niewolnicwa — należały coraz częstsze bunty niewolników, przybierające często straszne rozmiary. Była to walka klasowa, lecz w przemianie odegrała ona bardzo małą rolę — nie była czynnikiem głównym rewolucyjnym i przemiana mogłaby się bez niej obejść — jako niewymagająca żadnych ustępstw i ofiar ze strony klasy panującej.
Tak więc — wskutek wzrostu kulturalnych zapotrzebowań panów — wielkie gospodarstwa niewolnicze stały się szkodliwe i nieodpowiednie interesom produkcji. Musiały jednak istnieć dopóki stan techniki wymagał takiej formy. Jednocześnie jednak z rozwojem kulturalnych potrzeb — rozwija się także i technika. Praca osobnika zaczyna dawać więcej, niż utrzymanie osobnika, a w miarę tego, jak nadwartość ta wzrasta, forma wielkiego gospodarstwa niewolniczego staje się coraz mniej potrzebną. Przykład tego wzrostu wytwórczości pracy w rolnictwie: przedtem uprawiano ziemię rzędami ręczną motyką (pług w formie zastupa); orzą ziemię tym ręcznym pługiem — potem sieją — potem przewracają ziemię ręcznie tą motyką. Później wynaleziono bronę i bronowanie przy pomocy wołów, zastąpiło ręczne przewracanie ziemi motyką. Wzrost wytwórczości pracy umożliwił drobną produkcję czynszową, najbardziej odpowiednią formę dla interesów ówczesnej produkcji.
Tak więc oba te zjawiska: wzrost kulturalnych potrzeb i wzrost wytwórczości pracy, odbywające się jednocześnie, sprawiły przemianę wielkich gospodarstw niewolniczych na małe gospodarstwa czynszowe[4].
Tym sposobem powstała klasa arendatorów-niewolników, t. j. kolonów, płacących arendę w naturze zgodnie z charakterem ówczesnej naturalnej gospodarki.
Koloni byli to zwyczajni wiejscy niewolnicy, którym rozdawały się w arendę kawałki ziemi. Klasa wolnych arendatorów nie mogła powstać, gdyż wolnych było wogóle mało. Początkowo stosunki między panami i kolonami zależały zupełnie od samowoli pierwszych.

Proces tworzenia się kolonów prawnie przykutych do ziemi.

Zmiana taka: niewolnik mógł być osobiście przenoszony i sprzedawany bez żadnych ograniczeń — jako towar ludzki — własność ruchoma pana; teraz staje się on związany z ziemią, od której nie może być oderwany, ani sprzedany oddzielnie, staje się integralną częścią gruntu, na którym siedzi.
Proces tej zmiany odbywał się pod działaniem następujących czynników. Naprzód oddziaływał na to interes produkcji: ażeby drobna produkcja dawała te korzyści, jakie dawać mogła, t. j. pilną, dobrą pracę — musiały powstać pewne prawne warunki — niewolnik musiał przestać być ruchomym towarem i mieć to stanowisko moralne, któreby mu dawało żywe interesowanie się prowadzonem przez siebie gospodarstwem — t. j. musiał mieć zapewniony kawał gruntu na całe życie z możnością pozostawienia go dzieciom swoim — stąd konieczność prawnego przykucia go do ziemi[5]. Oprócz tego — oddziaływała na utworzenie się adscriptiae także potrzeba handlowa w miarę zwiększania się ruchu wymiennego majątkami. Jeszcze za czasów wielkich gospodarstw niewolnicy stanowili część inwentarza; jako tacy byli ściśle związani z ziemią; związek ten jednak mógł być zupełnie samowolnie rozrywany przez właścicieli. Inwentarz niewolniczy szczegółowo zapisywał się w książkach rachunkowych. Im więcej przechodzili ci niewolnicy z rąk do rąk wraz z ziemią (a takie sprzedaże majątków zdarzały się często), tem silniej utrwalał się związek między nimi a ziemią. Wierzyciele ziemscy wymagali zawsze i zastawu niewolników, gdyż wtenczas tylko mieli zabezpieczoną ciągłość uprawy ziemi i cenę zastawionego majątku. Dani w zastaw niewolnicy nie mogli już być puszczeni na wolność, ani odłączeni od majątku, gdyż toby się uważało za złodziejstwo. Tym sposobem, pośród licznych niewolników, uważanych za towar, powstaje nowa kategorja niewolników przykutych do ziemi, rozmnażana i chroniona przez właściciela, jako ubezpieczająca ich w sprawach uprawy ziemi i kredytu.
Gdy zjawiła się drobna produkcja, powstały dwa gatunki adscriptów: przypisani arendatorzy-niewolnicy i przypisani robotniczy-niewolnicy (zwyczajni) — inkwilini. Przyczem ta druga kategorja (inkwilni) ciągle malała na korzyść pierwszej. Tak więc — w czasie rozkładu wielkich gospodarstw zjawiają się następujące gatunki niewolników: niewolnicy uważani za towar: koloni i zwyczajni robotnicy, niewolnicy przypisani: koloni i zwyczajni robotnicy.
Niewolnicy — przypisani mieli moralne przywileje — nie byli towarem — mieli utrwalone węzły rodzinne, rodzinne miejsce. Tym sposobem pod działaniem potrzeb handlowych i interesów produkcji, jednocześnie z powstawaniem drobnych gospodarstw arendatorskich, niewolnicy coraz to w większej ilości przestawali być towarem — stając się adsrciptiae[6]. Z jednej strony zwyczajni niewolnicy zostają zamieniani w kolonów, z drugiej — ruchomi dotąd — stają się glebae adscriptiae. Potrzeba przywiązania do ziemi — staje się w końcu tak powszechną — że staje się prawem 357 r. Konstantyn zabronił prawnie sprzedawania kolonów bez majątku. Później cesarze Walencjusz i Walentynian zabronili sprzedaży niewolników nawet zwyczajnych bez ziemi. Prawo z kodeksu Teodozjusza (V. 9. I) orzeka, że pan może karać kolona, gdy podejrzewa, że ten chce opuścić ziemię. Kodeks Justynjana (XI. 53. I) orzeka, że kolon, który uciekł, ma być schwytany, odstawiony do pana i przezeń zakuty i ukarany. Prawo to zmienia zupełnie stanowisko roboczej klasy. Obejmuje ono wszystkich niewolników — wiejskich i miejskich. Dalej prawo zabroniło rozdzielać dzieci od rodziców — jako skutek tego, że syn i ojciec przypisani byli do tego samego inwentarza — i dla większego moralnego zainteresowania kolona.

Proces ograniczenia samowoli panów.

Do czasu prawnego przywiązania kolonów do ziemi — nie było wcale wolnych kolonów płacących stały czynsz arendatorski. Ich prawny stosunek do pana — pozostał niewolniczy: byli ruchomym towarem, pan był właścicielem ich osoby, nie mieli żadnej własności, żadnych praw cywilnych. Zależni byli zupełnie od samowoli pana. Z początku — ani arenda wogóle, ani wysokość płacy arendatorskiej, ani naturalna arenda, ani przywiązanie do ziemi, nie było prawnie określone. Właściciele mogli według swego interesu zmienić arendę, a nawet znieść całą instytucję arendatorską i drobne arendatorstwo zmienić znów w latyfundjalne gospodarstwo i sprowadzić kolonów na stopień zwyczajnych niewolników. Kiedy jednak interes drobnej produkcji (najodpowiedniejszy) wymógł prawne przywiązanie do ziemi kolonów — wytworzyło się pierwsze ograniczenie samowoli pańskiej. Kolon przestał być ruchomym towarem, osobistą własnością pana. Stał się własnością ziemi. Już przez to samo nie mogło istnieć prawo życia i śmierci pana nad kolonem. Ten sam interes drobnej produkcji, który wytworzył prawo przypisywania do ziemi, był także przyczyną powstania prawnego stałego czynszu i osobistej wolności.
Kolon utrzymując się sam, musiał mieć jakąś pewność, że nie wszystkie twory jego pracy zostaną mu zagrabione, musiał mieć pewną gwarancję korzystania ze swej arendy, aby móc jej pożądać i z ochotą prowadzić gospodarstwo na niej. Grunt, na którym siedział, musiał więc być dla niego warunkową własnością użytkowania, podobnież narzędzia i bydło, które pan dawał, w produkcji, którą prowadził, musiał mieć pewne swoje prawa. Tym sposobem musiała wytworzyć się u kolona i jego prywatna bezwzględna własność — na przedmioty użytku, które za obrębem czynszu zdołał posiąść. Musiały wytworzyć się prawa cywilne kolona — skarżenia do sądu pana w razie podwyższenia płacy arendatorskiej i wypadkach kryminalnych — tylko początkowo — a później we wszystkich sprawach. Zatem — od czasu, jak prawo ustanowiło stały czynsz i przywiązało niewolnika do ziemi — swobodny kolonat wynikał sam przez się drogą dawania osobistej wolności.
Tak więc — interes drobnej produkcji razem z potrzebą handlu powołały prawo przywiązywania do ziemi.
Prawo to razem z interesem drobnej produkcji — zniosły prawo życia i śmierci nad kolonem, bezwzględne prawo pana nad jego osobą, dały kolonowi wolność osobistą i własność (wskutek prawa stałego czynszu), wreszcie dały mu prawa cywilne, jako wynik poprzednich nabytków. Niewolnik przestaje być rzeczą — staje się człowiekiem. Wszystkie te nowe prawa kolona były jednocześnie ograniczeniem samowoli pana.[7]
Takiż sam całkowity proces odbył się i z niewolnikami — rzemieślnikami. Naprzód produkcja w prostych manufakturach kooperacyjnych zastąpiona została (drogą tego samego procesu co rolnictwo) produkcją drobną — w małych pojedynczych warsztatach. Przez co rzemieślnicy pozostali na swojem utrzymaniu, obowiązując się do płacenia daniny swemi wytworami. Danina ta została prawnie określoną, resztę czasu roboczego używał on na swoje utrzymanie (drogą wymiany) i jak chciał. Zostali przykuci do ziemi, na której mieszkali, mocą prawa, dotyczącego wszystkich niewolników (prawo nie mogło orzec tylko jedną kategorję niewolników, gdyż byłoby bardzo łatwo do ominięcia). Uzyskali przeto swobodę osobistą, własność i prawo cywilne tą samą drogą, co i koloni rolni[8].
Tak więc — samowola pana znikła wraz z gospodarstwem niewolniczem; przedtem była ona nieszkodliwą dla produkcji, a nawet konieczną: niewolnicza produkcja powstała pod siłą pięści i nie mogła obejść się bez bata, przytem moralne pobudki do pracy uniemożliwione były przez samą technikę produkcji. Zaś — wraz z powstaniem drobnej produkcji — jak to widzieliśmy — samowola pana stała się zbyteczną — a przytem szkodliwą. Zostało jej jednak tyle jeszcze, że dawała się dobrze we znaki klasie pracującej w czasach feodalizmu.

4. Przekształcanie się swobodnych właścicieli i gmin na poddańcze.

Te same przyczyny, które dawniej przekształcały wolnych chłopów w niewolników, od czasu, jak powstała indywidualna własność i osłabło znaczenie komuny — teraz przekształcały wolnych chłopów w poddanych czynszowników. Ten sam proces odbywał się w dalszym ciągu — proces zabierania przemocą pracy ludzkiej — tylko, że kiedy przedtem proces ten przekształcał wolną pracę na siebie — w pracę niewolniczą, teraz, zależnie od nowych warunków produkcji — przekształcał ją w poddańczą. Proces ten powstał od czasu, jak praca osobnika zrównała się z jego utrzymaniem — był on albo zwykłą siłą pięści (wojna, grabież), albo też przybierał formę prawną (długi, lichwa). Gdy praca osobnika zrównała się z jego utrzymaniem — powstała indywidualna własność i komuna rozpadać się zaczęła — zjawiła się wymiana i pieniądz, a jednocześnie potrzeby ludzkie zaczęły przerastać prostotę komunalną i to, co mogła dać praca rąk własnych. Naprzód drogą wojny zdobywano sobie pracę niewolniczą; potem, gdy rozwinęło się znaczenie pieniędzy — czyniono to za pomocą długów i lichwy. W miarę rozwoju kultury — praca osobnika dawała więcej — jednocześnie rosły i zapotrzebowania zbytku. Przytem okres niewolnictwa wytworzył całe tłumy nędzarzy z drobnych właścicieli (plebs) i osłabił ogromnie te węzły komunalne, które jeszcze istniały. Wszystko to zwiększyło jeszcze apetyt możnych na cudzą pracę i ułatwiło jej zdobywanie.
Z powstającym feodalizmem odbywa się niszczenie zupełne drobnej niezależnej własności — w większym stopniu, niż za dawniejszych czasów niewolnictwa[9]. Ten zupełny upadek alodjów zależy od takich zjawisk: wzrósł apetyt na cudzą pracę — wskutek tego, że ta praca więcej dawała i że potrzeby kultury były większe — stąd coraz częstsze grabieże, napady i wojny — mające za rezultat obracanie całych wsi i krajów w lenne kilku mężnych wodzów, a wolnych chłopów w poddanych czynszowników; odbywało się to albo drogą obcego najazdu, jak np. w Germanji i w krajach państwa rzymskiego wolni chłopi stali się kolonami najeźdźców; albo przez napady i grabież pana na wieś wolną, przyległą jego zamkowi. Dalej — oprócz tego zwiększonego apetytu i coraz częstszych przez to napadów na wolną własność — zmniejszyła się także odporność wolnej własności i trudność jej zdobycia. Zmniejszenie to odporności nastąpiło skutkiem takich przyczyn: naprzód swobodna własność drobna pogrążyła się w większą nędzę ucisk długów i lichwiarzy (proces ten obdłużania wzrastał ciągle w ciągu okresu niewolnictwa — doszedł do szczytu ku jego schyłkowi) — przytem, na swobodnej własności ciążyły państwowe podatki i powinności wojskowe, coraz cięższe od czasów Cesarstwa; znaczenie komuny znacznie osłabło, przez co nie mogła już ona dawać opieki ani przed nędzą, przed lichwiarzami i uciskiem urzędników; te wszystkie ciężary swobodnej własności zwiększały jeszcze coraz częstsze napady i ucisk bogatych. Wszystkie te ciężary i ta trudność utrzymania się swobodnej własności, które dawniej nie mogły wywołać dobrowolnego oddania się w niewolnictwo (jako zbyt ciężka forma zależności), teraz skłaniały do oddawania się w poddaństwo; wobec tych wszystkich niebezpieczeństw i ciężarów dla wolnego chłopa wygodniej było być poddanym.[10] Tak np. drobni właściciele Galji oddają się pod patronat mężnych dla ochronienia się od ucisku urzędników rzymskich i lichwiarzy. Często oddawał się cały kraik — np. kraj Westerwalde — dotąd wolna komuna, w r. 1316 oddała się pod opiekę arcybiskupa w Münster, obowiązując się do dawania jednej kury z każdego domu rocznie.
Te same przyczyny skłaniały do oddawania się w poddaństwo kościołowi i klasztorom. Przy tem — działała tu także często pobożność, ascetyzm średniowieczny. Tak np. św. Marcin zyskał wielką liczbę poddanych — miasto Alfrick oddało się jemu w poddaństwo z całem swem terytorjum. Wogóle — wolni chłopi i wolne komuny dążyły szybko do zupełnego zaniku. Jedni zostawali poddanymi przemocą, drudzy nie mogąc wydołać niebezpieczeństwu i trudnościom swobody oddawali się w poddaństwo dobrowolnie. Własność ich stawała się pańską — przechodząc do nich już jako poddańcza, warunkowa, z obowiązkiem pewnych danin i pańszczyzn. Od pana za to otrzymywali obronę wojenną i prawną. Wolność w tych czasach była zbyt niebezpieczną. Nawet prawo — Lex Salica — nadawało trzy razy większą wolność życiu wasala, niż człowieka wolnego. Człowiek bez poddaństwa był bez ziemi, bez własności — wyrzucony ze społeczeństwa. Mógł żyć tylko nosząc na szyi obrożę z napisem: „należy do.....“. Tak więc zniknęli wolni posiadacze i wolni ludzie. Nędza zmusiła wolny plebs do przekształcenia się w kolonów — osiadania na ziemiach pańskich.[11]. Cały ten proces ginięcia swobodnej własności — znalazł wreszcie w IX wieku swoje potwierdzenie prawne w rozkazie Karola W., zmuszającym wszystkich wolnych posiadaczy do wejścia w feodalny stosunek z panami.[12] W wielu razach posiadłość feodalna była jedynem miejscem ochronnem — jak tylko ją założono — zbiegano do niej. Odtąd stosunki tak się przedstawiały: nie było ziemi bez pana — ziemia poddańcza czyniła poddanym każdego, kto na niej siedział.
Z oddawaniem się wolnych wsi pod opiekę pana zmienia się ich postać; zachowuje ona wspólną własność pastwiskową i leśną, lecz pan ma nad nią najwyższe prawo. Dawniej obok pańskiego dworu z niewolnikami i pańską ziemią istniała swobodna wieś ze wspólną własnością pastwiskową i leśną, złożona z indywidualnych wolnych posiadaczy. Teraz niewolnicy pańscy zostali kolonami, [13] dostając pańską ziemię na własność warunkową do użytkowania i właściciele swobodni dotychczas oddali swe ziemie panu, biorąc je nazad pod postacią własności warunkowej do użytkowania. Ta druga kategorja miała większe prawa i swobody od pierwszej. Wszystko to jednak byli poddani. Wspólna marka stała się także nominalną pańską własnością, a korzystanie z niej chłopów przybrało postać serwitutów.
Gmina cała obowiązuje się składać panu pewną ilość danin i pańszczyzn. Jednocześnie policja polna ma dozór nad wagą i miarą — prawo polowania — należy do pana, pastuch dworski zastępuje gminnego, urzędników do dozorowania mianuje pan. I wogóle wszelkie prawa gminy przechodzą na pana wraz z jego najwyższem prawem własności nad wspólną i podzieloną ziemią gminy. Chłop przestaje być wolnym, traci prawo uzbrojenia i dostęp do sejmów krajowych. W ten sposób powstają wsie feodalne, zachowując w sobie wspólną markę. Jest to proces feodalizacji komun chłopskich, osłabionych już indywidualizmem. Polityczne prawa gminy — zarządu, wydawania przepisów, praw, sądów, przechodzą także na pana.

Sposoby narzucania poddaństwa wolnym. Zabicie człowieka (wolnego) okupywane było za 200 sztuk złota, a w niektórych razach za 600 lub 800 — według prawa Salickiego (Lex Salica LVIII), kto nie mógł opłacić się, karany był śmiercią. Wedle innych Praw
(np. Lex Wisigothorum VI. 42) stawał się niewolnikiem pokrzywdzonej rodziny. Także Prawo Bergundzkie (XII. 2) za zgwałcenie oddaje w niewolę rodzinie pokrzywdzonej, jeżeli gwałciciel nie może opłacić się. Także za kradzież — za kradzież wołu — opłata 1400 deniers; za kradzież 2-ch deniers w domu — opłata 1000 deniers — jeżeli złodziej opłacić się nie może, staje się niewolnikiem okradzionego — każą mu pisać taki akt: „Ponieważ popełniłem kradzież z waszą krzywdą, a wynagrodzić tego nie mogę — wyrzekam się więc wolności osobistej i oddaję się wam w służbę, w taki sposób, żebyście robili ze mną to wszystko, co robicie ze swymi niewolnikami“. (Formulae Anedegavenses 2).
Prawo pozwalało skazanego na śmierć wykupić — płacąc urzędnikom królewskim (w państwie Merowingów) — korzystali z tego bogaci. Oddawali także swą swobodę za pożyczenie pieniędzy — pisząc taki akt: „Na moją prośbę i w największej potrzebie dałeś mnie tyle to sztuk złota, a ponieważ nie mogę tobie ich oddać, możesz przeto rozporządzać mną jak swym niewolnikiem i przyznaję, że masz pełne prawo sprzedać mię, zamieniać lub ukarać“. (Formulae Senonicae 4).


5. Zmiana formy własności.

Istniejąca w niewolnictwie bezwzględna indywidualna własność — jako forma panująca (obok coraz zmniejszającej komunalnej) musiała zmienić się razem ze zmianą zaszłą w produkcji — zmienić się na własność warunkową do użytkowania. Zmianie tej uległa naturalnie tylko własność narzędzi pracy (licząc w to i ziemię) — co jest ogólną cechą (własność przedmiotów użytku zostaje poza obrębem ewolucji). W feodaliźmie — właścicieli absolutnych było mało — byli to nieliczni książęta, baroni itp. cała zaś produkcja prowadzona była na małych posiadłościach (gruntach i warsztatach) warunkowych — będących w posiadaniu producentów tylko tytułem użytkowania. To była panująca forma własności.
W niewolnictwie zaś istniała tylko absolutna indywidualna własność — wielka i mała — gdyż taka tylko mogła powstać z komunizmu i przytem warunki produkcji nie mogły znosić innej.

6. Idejowe odbicie się zmiany systemu produkcji.

Produkcja niewolnicza z odpowiednim sobie stanem techniki miała takie cechy: człowiek pracujący dla innych nie mógł pracować samodzielnie, praca jednostki niewolniczej nie miała żadnego znaczenia dla ówczesnej kultury, lecz tylko ich gromada. Stąd indywidualizm niewolnika nie miał w społeczeństwie żadnego znaczenia — nie istniał. Jeżeli zaś wydajność pracy pojedynczego niewolnika nie miała znaczenia dla społeczeństwa — więc także jego uzdolnienie, inteligencja tj. dusza nie miała znaczenia.
Dalej: praca niewolnika musiała być przymusową, odbywać się pod batem; żeby niewolnicy produkowali trzeba było żeby pan miał nad nimi absolutną władzę — życia i śmierci, trzeba było używać jako bodźca, kar, postrachu, okrucieństw. Niewolnik musiał być własnością pana i to własnością ruchomą (gdyż pojedyńczo nie mógł istnieć więc go musiano przenosić do zbiorowisk) — wskutek tych jego właściwości społecznych — a niezbędnych — równał się z rzeczą lub z bydłem (w swej społecznej roli). Wskutek tych wszystkich społecznych cech jakie niewolnik mieć musiał — nie mogło wytworzyć się pojęcie o człowieczeństwie niewolnika, o jego moralnej równości z innymi ludźmi, również nie mogło rozwinąć się moralne znaczenie dobroci, łagodności, miłosierdzia. A ponieważ każdy ustrój współczesnym umysłom przedstawiał się jako porządek wieczny i niezmienny, z natury rzeczy wynikający i fatalistycznie trwały przeto pojęcie o nie-człowieczeństwie niewolnika, wartość despotyzmu i okrucieństw, podniesiono do prawd filozoficznych — niewolnicy to specjalny gatunek stworzeń bez których świat nie może się obejść, nie mający duszy, do których nie stosuje się pojęć etycznych. Podobnież uczucia humanizmu i odpowiednie pojęcie etyczne — nie mogły mieć żadnej wartości społecznej — ustrój społeczny wymagał okrucieństw, despotyzmu, srogości. Te cechy moralne mają przewagę nad innemi — z postępowania z niewolnikami mimowoli przenoszą się na postępowanie wogóle i wpływają na całokształt pojęć i uczuć. Były to pojęcia i uczucia ekonomicznie potrzebne i użyteczne — dlatego musiały istnieć i wyciskać swoje piętno na losy duchowości społeczeństwa. Współcześni filozofowie ulegali także tym pojęciom: Arystoteles i Plato — postawili niewolników za obrębem ludzkości uważając ich istnienie jako niezbędne dla istnienia wolnego człowieka i Republiki[14]. Warron i Katon powtarzają doktryny Arystotelesa, wykazując że niewolnik jest tylko narzędziem. Toż samo Cyceron.
— Zmiana jaka zaszła w technice, przekształcając formy i interesy produkcji — zmieniła odpowiednio te pojęcia. Interesy produkcji zaczęły wymagać pilnej pracy, tego zamiłowania i pilności do zajęcia, którego nie można było wpoić batem; bunty niewolnicze pojawiały się coraz częściej czyniąc niemało szkody dla produkcji. Wskutek tego, despotyzm i srogość zaczynały coraz bardziej tracić swą wartość społeczną. Warunki techniki i kultury wymagały i umożebniały przekształcenie się niewolnika w kolona. Zmiana ta obejmuje: niewolnik zaczął produkować samodzielnie; jego jednostkowa praca nabrała znaczenia społecznego; przestaje być hodowanym i sam prowadzi produkcję; przestaje mieszkać we wspólnych koszarach pańskich — dostaje własną chatę, indywidualne mieszkanie, ognisko swoje. Przymus i dozór nad jego pracą, prawo życia i śmierci, rola ruchomej własności pana — wszystko to zostaje zniesione, jako zbyteczne i szkodliwe dla produkcji, przez konieczny proces ograniczenia samowoli panów. Razem z tem — musi upaść społeczna cecha dotychczasowa niewolnika jako rzeczy. Z rzeczy, z bydlęcia-niewolnika przeobraża się w człowieka, produkującego samodzielnie, którego jednostkowa, samodzielna praca ma wartość społeczną, który nie potrzebuje przymusu i bata, ma swoją rodzinę, stałe miejsce zamieszkania, nie sprzedaje się i nie kupuje oddzielnie. Wskutek tego — jego indywidualizm, cechy umysłowe i moralne nabierają znaczenia społecznego — dusza jego, jego człowieczeństwo musi być uznane, uznania tego wymaga interes produkcji — interes społeczeństwa. Stąd w umysłowości ludzkiej, w filozofji zjawiają się ideje moralnej równości niewolników z innymi ludźmi — idea ich człowieczeństwa. Rozwija się w miarę rozwoju ekonomicznego procesu. Wypowiadają ją filozofowie i chrześcijaństwo, powstałe właśnie w epoce tego przełomu ekonomicznego.[15].
Dion Chrysostôme: „trzeba rozkazywać z łagodnością i uczynić pewne ustępstwa słusznym żądaniom niewolników. Odpoczynek przygotowuje do pracy.... Jeżeli natura nie ustanowiła dziedzicznego niewolnictwa, to ani urodzenie, ani sprzedaż, ani wojna nie stworzą rasy niewolników (bez pogwałcenia praw rodziny i natury)“ (Orat. XV p. 238).
Plutarch utrzymuje, że łagodność ma ten sam wpływ, co i srogość. „Wypędzić niewolników lub sprzedać ich w starości jest czynem podłym“.
Seneka żąda, żeby niewolników traktowano łagodnie — nazywa ich „swymi przyjaciółmi niższego rzędu“.
„Wszyscy, — mówi on o niewolnikach, — jesteśmy stworzeni z tych samych pierwiastków, wszyscy mamy wspólny początek..... Jeżeli ciało niewolników podległe jest panu, dusza jego pozostaje wolną“.[16]
W myśl rozwijającej się idei człowieczeństwa niewolników powstają prawa, nakazujące bardziej ludzkie obchodzenie się (w części przyczyniają się do tego i bunty niewolników).
Klaudjusz w 41 r. rozporządza, że niewolnicy chorzy, opuszczeni przez pana, stają się wolnymi. Za Nerona, rządca Prowincji w 54 r. jest obowiązany do przyjmowania skarg niewolników o złe obchodzenie się z nimi, zaś z tegoż czasu prawo Petroniusza zabrania używać niewolników do walki ze zwierzętami w cyrku. Domicjan w 81 r. zabrania pod karą śmierci kaleczenia niewolników.
Ideę człowieczeństwa niewolników przyjmuje chrześcijaństwo jako wytwór ducha czasu. W szerzeniu jej znajduje już grunt dobrze przygotowany zmianami, jakie zaszły już w łonie produkcji (II i III wiek; chrześcijaństwo pojawia się w Rzymie w końcu II w.). Idea ta, będąca na czasie, zgodna z interesami społeczeństwa, ułatwiła postępy chrześcijaństwa, czyniła je popularnem. Propagowana zaś przez Chrześcjan jako dogmat religijny, była jednym z czynników moralnych, przyśpieszających przewrót ekonomiczny. Wreszcie w IV w. za Konstantyna — przewrót ekonomiczny, dokonywujący się w coraz większych rozmiarach, usankcjonowany został prawem, a razem z tem — idea człowieczeństwa niewolników przeszła razem z chrześcijaństwem do religji państwowej — i zapanowała ostatecznie w umysłach, nastrajając je do wymagań społecznej produkcji. Idei tej chrześcijaństwo zawdzięcza swoją sympatję między niewolnikami.
Św. Paweł mówi: „Niema już panów i niewolników, wszyscy ludzie są braćmi w Chrystusie“ (List do Galatów III, 28). „Jesteś niewolnikiem? — Bądź spokojny, ten, którego nazywają niewolnikiem, oswobodzony jest przez Boga“ (list do Philimona I, 10). „Panowie, oddajcie swoim niewolnikom co im się słusznie należy, pamiętając na to, że i wy macie Pana, który jest w niebie“. — „Pan niech kocha swych niewolników i niech ich uważa za równych sobie, o ile są ludźmi“.
Origenes w II w. „niewolnik jest człowiekiem i dzieckiem Boga jak my“.
Arnobe: „Czyż Bóg zesłał duszę na ziemię, żeby je zakuć w niewolnictwo: żeby dać człowiekowi władzę nad człowiekiem i zniszczyć przez to prawa natury?“
Św. Ambroży (349) żąda, żeby pan pomyślał o tem, że niewolnik ma taką jak i on duszę.
Dla utrwalenia tej idei równości moralnej — ojcowie kościoła rozwijali tę tezę: „Rodzimy się w niewolnictwie — jest to warunek wspólny wszystkim. Pan, najbardziej wywyższony, nie może tego uniknąć“ (Św. Ambroży — de Vita beata).
— Tak więc ideje filozoficzne i więcej specjalne pojęcia ekonomiczne, wytwarzane przez zmiany, zachodzące w łonie produkcji, rewolucjonizowały umysłowość ludzką, dążąc do wytworzenia nowych form produkcji. Idea — wytwór zmian, zaszłych w technice i w interesach produkcji, rozszerzając się w społeczeństwie, staje się czynnikiem przyśpieszającym rozwój tego procesu, który ją wytworzył: obok tego idea — wytwór nowych stosunków rewolucjonizuje umysły, nastrajając je odpowiednio do nowych form społecznych (form najodpowiedniejszych). Stara umysłowość społeczeństwa nie może nigdy pozostać przy nowych formach życia. Rolę szerzyciela nowych ideji wytworzonych zmianami produkcji, odegrało chrześcijaństwo; propaganda ta była jednym z czynników przyśpieszających niszczenie niewolnictwa. W tem też cała jego zasługa w tym procesie.

7. Rola walki klasowej w ówczesnym przewrocie społecznym.

Przewrót z niewolnictwa do feodalizmu był taki z natury swojej, że żadna klasa nie ponosiła strat, ofiar, nie potrzebowała zmuszoną być do ustępstw. Jak widzieliśmy: drobna czynszownicza produkcja leżała w interesie panów, dla których niewolnictwo stawało się coraz nieznośniejszym ciężarem. Była również interesem niewolników, którym dawała wolność osobistą i wiele związanych z tem ulepszeń życia. Także była interesem plebsu, któremu podawała łatwiejszy sposób do wyjścia z ciągłej nędzy i drobnych posiadaczy, broniących się rozpaczliwie od niewolnictwa, jako łatwiejszy sposób wyjścia z ciężkiej a beznadziejnej walki.
Klasa panująca dotąd (panowie niewolników) nie ustępowała swych bogactw i praw żadnej klasie, lecz tylko ulepszała organizację produkcji, dla większej swojej wygody, a przy tem zgodnie z interesem innych klas. Nie potrzebowała więc być do tego zmuszoną walką, ani też nie potrzebowała sama zwalczać oporu jakiej innej klasy. Dlatego też, w tym przewrocie ekonomicznym, walka klasowa nie miała żadnego znaczenia. Bandy niewolnicze, plebsu i t. d. były na drugim planie i przewrót odbył się zupełnie bez nich. Bunty niewolnicze miały to tylko znaczenie, że zwiększały niedogodność niewolniczego gospodarstwa i przez to były czynnikiem, przyśpieszającym jego upadek. Żadnych stopniowych ustępstw wywalczyć one nie mogły, żądania bowiem niewolników możliwe były do urzeczywistnienia wtenczas dopiero, gdy stan techniki na to pozwolił. Dawniejsze przeto były zupełnie bezowocne — nie było innego wyjścia, jak zgnieść ich siłą, bo ustępstwa były niemożliwe, jako odruch uciskanych, niewolnicy sami nie wiedzieli, jak temu złu zaradzić. Późniejsze bunty przyczyniać się mogły do prędszej zmiany formy gospodarstwa, musiały odbywać się świadomie: niewolnicy, mając przed oczami wzory osiadłych kolonów, mogli wiedzieć, czego chcą i dla czego buntują się. Lecz przewrót odbyłby się i bez tych buntów: gdyż dawniej były one bezskuteczne, gdy zmiana gospodarstwa odbyć się nie mogła; potem zaś wymagały tego, co i w pańskim interesie leżało, zaś żadnych ofiar ze strony panów.

8. Resztki niewolnictwa.

Proces upadku niewolnictwa, jak każdy tego rodzaju, odbywał się powoli i stopniowo. Przewrót ten wyszedł z Rzymu (kraju najwyżej stojącego podówczas kulturalnie) i powoli rewolucjonizował inne kraje ówczesnego cywilizowanego świata. Rozpoczął się on za Plinjusza w IV w., prawnie uznany przez Konstantyna, od tego czasu postępuje bardzo prędko. Jeszcze w IV w. istnieją wielkie gospodarstwa niewolnicze. Około 1000 r. niewolnicy Rzymian i Germanów znikają zupełnie. Najdłużej pozostawali jeszcze niewolnicy domowi i niewolnicy zbytku, lecz ci nie należeli do produkcji. Targi tych niewolników istniały jeszcze do XII w. we Francji.[17] Niewolnicy, używani do produkcji, najdłużej przechowali się po klasztorach i w majątkach kościelnych. Abbaye de Saint-Bertin jeszcze w końcu IX w. posiadała 30 niewolników. Majątek kościoła de Viviers (w IX w.) posiadał tysiące niewolników. Klasztor Saint-Germain de Pres posiadał 8000 niewolników w swoich wielkich dobrach. Abbaye de Saint-Martin de Tours posiadała 20.000 niewolników (w IX wieku). Abbaye de Marmontiers w XII w. miała niewolników domowych. Papież Adrjan (VIII w.) sprzedawał swych wasali w niewolę do Saracenów.
Pozostawały także resztki gospodarstw niewolniczych — terrae salicae — uprawiane przez serfs (niewolnicy z pewnemi ulgami). Karol W. próbował wskrzesić zamierającą formę — przez swoje villae. Ustrój ich był taki: dwór z ziemiami pańskiemi naokoło (terra salica) uprawianemi na własny rachunek pana, z rzemieślnikami, warsztatami kobiecemi; cały personel roboczy — niewolnicy z rządcami — familia zwany, na czele którego stoi pański sędzia (judex); około zamku pana — zabudowania dla robotników. Niektórzy panowie naśladowali ten ustrój wsi królewskich, zniknął jednak prędko.


I. GOSPODARSTWO SPOŁECZEŃSTWA FEODALNEGO.

Wskutek rozwoju kultury, dokonanego w okresie niewolnictwa i rozwoju techniki, który zwiększył wydajność pracy osobnika, zaszły w łonie społeczeństwa niewolniczego następujące procesy:
1) rozpadnięcie się wielkich gospodarstw niewolniczych na małe gospodarstwa czynszowe.
2) przemiana ruchomego niewolnika na czynszownika, przykutego do ziemi z pewną swobodą osobistą i prawami cywilnemi;
3) przekształcenie swobodnych gmin chłopskich na gminy poddańcze i drobnych swobodnych właścicieli na poddanych.
Procesy te wytworzyły nowe społeczeństwo — feodalne. Zależnie od tej zmiany systemu produkcji zmieniły się i klasy społeczne. Zamiast panów, bezwzględnych właścicieli ludzi, niewolników, wolnych proletarjuszów i wolnych drobnych posiadaczy — widzimy teraz: panów ziemi i poddanych — czynszowników. Wolni ludzie znikają zupełnie.

1. Ustrój społeczeństwa feodalnego
(ogólna postać).

Społeczeństwo feodalne składało się z gmin chłopskich. Jedna lub kilka wsi tworzyły gminę ze wspólną własnością lasu, łąk i wody. Gmina zarządza niepodzielną częścią polnej i leśnej marki, jej używaniem i podziałem, określeniem liczby i gatunków wyganianego bydła, sposobami i rozmiarami użytkowania z lasu, drogami i placami; a także w podzielonej części marki określa rodzaj gospodarowania, zmiany pola, czas orki, zasiewu, żniw, wypasanie na polach, zagradzanie w czasie posiewu.[18] Zatem gmina przedstawia zgromadzenie drobnych posiadaczy, lecz i pewien ich związek gospodarczy. Gminy te ze wspólną marką przechowały się od czasu pierwotnego komunizmu. Pozostały te tylko, które zdołały ujść rozgrabieniu panów w czasie niewolnictwa. Jedyny ślad komunizmu pozostała wspólna marka leśna i pastwiskowa i pewna łączność gospodarska.[19] Poddani chłopi zachowali komunę przy płaceniu czynszów i pańszczyzn funkcjonującą (Mauret). Takie dawne gminy, które zdołały zachować się przez okres niewolniczy, przeszły w poddaństwo panów feodalnych. Obok tych starych gmin powstały nowe. Niewolnicy, których pradziadowie żyli w komunach jako drobni posiadacze, stając się teraz czynszownikami panów, łączyli w gminy na wzór starych istniejących. Tym sposobem każda wieś miała swoją allmendę — wspólne lasy, łąki, pastwiska (Maurer). Panowie sprzyjali tworzeniu się tych nowych komun chłopskich, bo te dawały im większe gwarancje płacenia danin i wykonywania pańszczyzn Dla chłopów zaś były one korzystne, dając możność lepszego użytkowania z pastwisk i pewną pomoc wzajemną.
Niektóre wsie otaczały się murem obronnym i stawały się miastami, nie zmieniając jednak treści swego życia wewnętrznego.
Poddaństwo gminy. Gmina nie była wolną. Nad chatami wznosił się warowny zamek pana. Wszyscy mieszkańcy gminy byli jego poddanymi.[20] Pan miał bezwzględne prawo własności do wszystkiej ziemi gminnej — był jedynym właścicielem całego obszaru. Poddanym swym pozwalał użytkować z ziemi tylko warunkowo, biorąc od nich wzamian za tę użytkową, czasową własność różne daniny i pańszczyzny (nadwartość). Tak samo i całe życie gminy było zależne od pana. Bez woli pana nie mogła rozporządzać najmniejszą zmianą w składzie swego gospodarstwa. Wewnętrzne rządzenie się odbywało się pod kontrolą urzędników pańskich[21]. Zatem — poddaństwo gminy sprawiało, że mieszkańcy jej mieli tylko warunkową własność użytkowania, że musieli oddawać panu nadwartość i że we wszystkich swych prawach cywilnych krępowani byli wolą pana. Wobec feodała gmina występowała jako jednostka gospodarcza w płaceniu danin i pańszczyzn.
Produkcja i wymiana gminy. Forma produkcji była drobną: chłop pracował pojedynczo na swoim zagonie, rzemieślnik pojedynczo na swoim warsztacie. Wydajność pracy przenadwartość. Technika rolnicza i rzemieślnicza — prostota narzędzi. Produkcja obejmuje szczupły zakres wytworów — wiele z powszechnie dziś używanych nie są wcale znane. Stąd utrzymanie osobnika tańsze, rozwój potrzeb mniejszy jak dzisiaj. Produkcja jest czynszownicza: wytwór pracy każdego osobnika dzieli się widocznie na dwie części — jedna część jego pracy idzie na jego własne utrzymanie, druga stanowi daninę pańską. Wzajemny stosunek tych części stanowi warunki poddaństwa — stopień wyzysku. Gmina jest organizmem wytwórczym, który sam sobie wystarcza i nie jest w żadnej zależności gospodarczej od zewnętrznego świata. Członek gminy sam sobie przygotowuje wszystko, co mu potrzeba do życia. Gmina miała swoje zboże, bydło, swoich tkaczy, różnych rzemieślników — i wewnątrz siebie miała prawie wszystko do zaspokojenia swoich potrzeb. Przeto istniał tylko rynek wewnętrzny. Wymiana na zewnątrz była bardzo słaba i mało znacząca. Wskutek tego małe znaczenie pieniędzy (głównie jako skarbu). Przyczyny nieistnienia wymiany i rynku zewnętrznego. Stąd gospodarka naturalna jako cecha ustroju feodalnego.
Ponieważ wytwory pracy miały tylko wartość użytkową, produkowane dla bezpośredniego zużycia producentów (pan i gmina), przeto nie szło o ilość, lecz o jakość wytworów.
Gmina produkując dla siebie nie miała interesu fałszować wytwory, lecz przeciwnie musiała dbać o ich dobroć. Tak samo pan feodalny, odbierając daniny, oceniał tylko ich użytkową wartość dla swego osobistego zużycia, nie brał ich do prowadzenia handlu. Przeto o dobroć wytworów szło mu przedewszystkiem — nie o ilość — ilość była określoną potrzebami pańskiego dworu.
Stąd wypływało: że produkcja tak dla interesów gminy, jak i pana, musiała być regulowaną jakościowo. A także: że ilość pracy była określoną i pan nie dążył do zwiększania jej. Zbytek wytworów nad ilość, potrzebną dla dworu i gminy, nie miał żadnego znaczenia — nie było z nim co robić.
2. Technika. Wyższość techniki w porównaniu do poprzedniego okresu. Praca osobista daje pewną nadwartość.
Narzędzia pracy rolnej i rzemieślniczej. Ich prostota w porównaniu do obecnych. Rolnictwo. Rzemiosła. Brak wielu wytworów dziś powszechnie używanych. Stąd mniejsze potrzeby osobnika.
Formuła techniki: produkcja osobista = utrzymaniu osobnika + nadwartość. Nadwartość nie przerasta potrzeb osobistych pana.

3. Produkcja i wymiana.

Stan techniki warunkuje formę produkcji. Wzrost wydajności pracy umożliwił zaniechanie niedogodnej zbiorowej pracy niewolniczej — przejście z wielkich gospodarstw do małych. Forma drobnej produkcji była najdogodniejszą przy naturalnej gospodarce. Była konieczną przy nadwartości poddańczo-czynszowniczej.
Jaka była forma produkcji?
Była produkcja drobna, prosta; bez kooperacji i bez podziału pracy. Chłop pracował pojedynczo na swoim zagonie; rzemieślnik pojedynczo w swoim warsztacie. Każdy musiał wykończyć sam cały towar.
Istnienie takiej formy produkcji — uwarunkowane było następującemi przyczynami:
1) stan techniki umożliwiał tylko dwie formy produkcji: albo prostą kooperację niewolniczą. — albo też drobną produkcję czynszowników poddanych;
2) kooperacja niewolnicza była niedogodną dla interesów naturalnej gospodarki, dbającej przedewszystkiem o jakość wytworów. Najodpowiedniejszą była druga forma. Dlatego też — jak już widzieliśmy — drobna forma produkcji była konieczną wówczas — ze względu na interesy produkcji (jakość wytworów — uwarunkowana czynszowniczą gospodarką) i na stan techniki (nieznającej jeszcze podziału pracy i maszyn).
Każda gmina wystarczała sama sobie — nie była w żadnej zależności gospodarczej od zewnętrznego świata. Posiadała wszystko prawie, co jej było potrzebne. Chłop większą część rzeczy sam sobie przygotowywał w domu. Nie potrzebował kupować żywności i odzieży. Resztę przedmiotów wyrabiali rzemieślnicy wiejscy, do gminy należący — szewcy, kowale i t. d.
Nawet w miastach, które początkowo mało różniły się od wsi, ze swego ustroju, praw i ludności były takiemi samemi gminami; rzemieślnicy znaczną część swych potrzeb zaspakajali sami: posiadali niewielkie kawałki gruntów, posyłali swe bydło na gminne pastwiska, brali opał z gminnych lasów i t. d.
Jednem słowem — każdy mieszkaniec gminy większą część swych potrzeb sam zaspakajał — wytworami własnej pracy i prawie niczego nie potrzebował kupować. Jeżeli zaś istniał pewien podział pracy i pewna wymiana — to tylko wewnątrz gminy.
Nie każdy umiał robić buty, garnki, żelazne narzędzia i t. d. Więc udawał się do tego, co umiał — do rzemieślnika swojej gminy — wymieniając się z nim — za pewien przedmiot lub usługę. Takim sposobem każda gmina sama sobie wystarczała, nie potrzebując wymiany z zewnętrznym światem. Rynek zewnętrzny nie mógł istnieć.
Wobec tego, że każda gmina była wystarczającą sobie całością wytwórczą — stosunki wymienne pomiędzy gminami, a tembardziej między prowincjami i krajami, były bardzo rzadkie.
Handel, wymiana zewnętrzna, rynek krajowy, odgrywały bardzo małą rolę w życiu gospodarczem.
W zakres wymiany zewnętrznej wchodzić mogły tylko wytwory niecodziennego użycia, rzadsze, kosztowniejsze, dla użytku panów przeznaczone.
Dlaczego handel, wymiana zewnętrzna, odgrywała tak małą rolę? Co przeszkadzało jego rozwojowi w wiekach średnich?
Przedewszystkiem dlatego — że był niepotrzebny — wszystkie potrzeby codzienne każda gmina zaspakajała sama; tylko więc przedmioty rzadsze, zbytku, mogły wejść w wymianę zewnętrzną.
Powtóre — przedmioty rzadsze, płody obcych krajów, po większej części gmina nie miała za co wymieniać; stan techniki, po zaspokojeniu codziennych potrzeb członków gminy, po złożeniu nadwartości panu, nie pozwalał gminie wyprodukować wiele po nad te konieczne produkty, tak, że w większości wypadków — gmina, potrzebując nawet nabyć jakiś obcy wytwór, nie miała za co go nabyć.
Trzecia przeszkoda — tkwiła w trudnościach komunikacji. Tutaj mamy: złe drogi[22]: bandy łupieskie i pańskie, włóczące się po kraju, grabiące kupców; mnogość państewek — każdy dwór pański z przynależnemi sobie gminami stanowił oddzielne państewko, które miało swoje oddzielne monety, cła graniczne, swoje miary i wagi, swoje oddzielne prawa i wojsko; wielka rozmaitość monet, ceł, miar i wag, różnych przepisów, opłat od mostów, dróg, wszystko to utrudniało ogromnie handel. Niebezpieczeństwo ze strony napadów łupieżników, było tak częstem, że tworzyły się karawany kupieckie, wchodziły w umowę z panami i otrzymywały straż od nich.
Czwartą przeszkodą — były częste wojny — szczególnie wewnętrzne między panami, w czasie których niszczono mosty, a byt kupców nie był niczem zabezpieczony. Przytem w czasie wojny często zabraniano wywozu wszelkich przedmiotów, np. wojna Filipa Pięknego z papieżem Bonifacym spowodowała rozporządzenie 1296 r., zabraniające wywozu z Francji bez specjalnego pozwolenia króla — złota, srebra, drogich kamieni, broni, koni, żywności.
Te wszystkie przyczyny sprawiły, że handel nie mógł się rozwinąć i w życiu ekonomicznem odgrywa bardzo mało znaczącą rolę[23].
Każda gmina produkowała tylko dla swego własnego użytku i dla swego pana. Każdy wytwarzał — aby osobiście spożyć to, co wytworzył, oprócz pańskiej daniny. (Przysłowie Maciek zrobił, Maciek zjadł). Wytwarzano więc nie dla wymiany, nie ażeby wytwory swoje sprzedać, a tylko dla własnego użytku. Przeto — wytwory nie były towarami, nie miały wartości zamiennej, a tylko użytkową. Taka gospodarka, w której przedmioty wytwarzają nie dla sprzedaży (jak dzisiaj), lecz dla osobistego użytkowania — nazywa się naturalną.
Gospodarka naturalna cechowała społeczeństwo feodalne. Pan zabierał nadwartości dla własnego spożycia, poddani wytwarzali dla własnego spożycia i spożycia swego pana. Przeszkody, tamujące rozwój wymiany, utrzymywały tę gospodarkę naturalną.
Gospodarka naturalna była koniecznym wynikiem — całości produkcyjnej każdej gminy (samodzielności ekonomicznej), jakoteż — stanu techniki i politycznych warunków wyżej wymienionych. Samodzielność ekonomiczna gminy zacieśniała wymianę zewnętrzną tylko do przedmiotów zbytku; stan techniki uniemożliwiał korzystanie na większą skalę z tej wymiany przedmiotów zbytku; warunki polityczne utrudniały jeszcze samą komunikację. Samodzielność ekonomiczna gminy feodalnej pozostała jako dalszy ciąg samodzielności ekonomicznej ojkosów niewolniczych i dawnych gmin komunalnych[24].
Stan techniki, który sprawiał, że wytwórczość danej gminy rzadko kiedy przerastała utrzymanie członków gminy i obowiązkowe daniny, była główną przyczyną tych ograniczeń handlowych, które regulowały wywóz wytworów poza granicę. Gmina obawiała się, żeby nie starczyło dla jej mieszkańców, pan zaś — żeby mu nie ubyło co z danin. Tak samo pan musiał dbać o to, żeby wytwory jego poddanych nie szły do innego dworu lub innej gminy. Również w interesie pana i gminy leżało ustanowienie oznaczonej miary i wagi; pan potrzebował tego, aby nie wziąć mniej danin; gmina dlatego, żeby więcej nie sprzedać, niż kupić. Oznaczano godzinę i miejsce, gdzie targ miał się odbyć, nikt nie mógł gdzieindziej sprzedać (aby była kontrola nad ilością sprzedawanych rzeczy). Kupcy dużej zwierzyny i dużych ryb musieli je dzielić na kawałki, aby i biedniejsi kupić mogli; każdy zaś mógł kupić tylko pewną ilość, żeby mogli mieć wszyscy. Gdy obawiano się nieurodzaju, wywóz zboża był surowo wzbroniony, jak również chowanie zboża w tajemnicy. Zmuszano właściciela wynieść swe zboże na targ, zatrzymując sobie tylko taką ilość, jaka potrzebna na wyżywienie się przez 2 miesiące i na zasiew. Przytem cena zboża była ściśle określoną. Pewna miara i waga obowiązywały wszystkich kupców. Często była to pańska waga i miara. W niektórych miejscowościach (np. w Bretanji — a prawdopodobnie wszędzie) zabraniano obcemu nietylko sprzedawać, lecz i kupować na targu, zanim miejscowi nie skończą swych sprzedaży i zakupów. Z tego ostatniego faktu widzimy, jak gmina bała się, by z poza jej granic nie wyszło za dużo wytworów i że sprzedawano tylko wytwory pozostające, resztki.
Naturalna gospodarka stawiała na pierwszem miejscu interesy spożywców; to, że produkowano dla własnego spożycia, a nie dla zysku pieniężnego, odbijało się na wszystkich rozporządzeniach. Nawet później, gdy wymiana zwiększała się, a produkcja towarowa zaczynała się rozwijać, interesy spożywców były wciąż jeszcze prawem ochraniane: statuty zabraniały np. konkurencji między kupcami.
Tak więc — regulowanie wymiany było wynikiem stanu techniki, który niewiele pozwalał wytwarzać na wywóz, jako też wynikiem naturalnej gospodarki, która interes spożywców stawiała na pierwszem miejscu.
Mały rozwój sił wytwórczych, powodujący, że wytworów była ograniczona ilość, rozszerzał interwencję państwa i prawnego regulowania — aż do używania wytworów. Prawa ograniczały zbytki, ażeby ich nie zabrakło dla panów; praca ówczesnych rzemieślników nie mogła dla wszystkich nastarczyć zbytkowniejszych rzeczy, jedni korzystając z nich, grozili ubytkiem dla drugich. Tem można objaśnić — prawa, zabraniające plebejuszom strojów zbytkownych we Francji i Włoszech w XIV wieku (i w innych krajach). Prawo Filipa Pięknego 1294 r. było szczegółowem, zabraniało ono plebejuszom używać powozów, futer droższych, tych, którzy je posiadali — zmuszało do sprzedania; książęta, hrabiowie, baronowie, którzy mieli dochody większe, mogli sprawić sobie 4 odzienia na rok; prałaci — 2 suknie na rok; rycerze 2 lub 3 według majątku. Oznaczało prawo także cenę sukna (materji), w którą może się odziewać każda klasa ludzi.
Wobec naturalnej gospodarki i złączonego z tem małego rozwoju wymiany, pieniądze odgrywały bardzo małą rolę w życiu ekonomicznem. Na wewnętrznym rynku gminy — służyć mogły tylko jako znak wymiany, bez możności płodzenia się. Na zewnętrznym rynku miały znaczenie o tyle małe, o ile małym był sam ten rynek.
Dla chłopa, rzemieślnika lub pana, pieniądze, t. j. złoto i srebro, mogły mieć znaczenie tylko skarbu — skamieniałego, niezdolnego do wejścia w obieg, do mnożenia się. Pan lub poddany nic nie dostaje za pieniądze — bo nikt nic nie ma do sprzedania (w większości wypadków), lub dlatego, że dostawienie rzeczy kupowanej jest trudnem.
Siedząc na beczce dukatów, pan mógł być biednym, jeżeliby nie mógł z chłopów swych wziąć daniny; chłop w tym samym razie mógłby z głodu umrzeć, jeżeli mu przepadnie dobytek dotknięty pomorem, nieurodzajem lub grabieżą. Każdy miał dla siebie tylko, rzadko, co na sprzedaż — a jeżeli co i było do kupowania — to trudności komunikacji tamowały jeszcze dostanie. Dlatego też posiadanie pieniędzy nie było bogactwem. Ceniły się te rzeczy tylko, które miały wartość użytkową; dla wartości wymiennej (złota i srebra) nie było poważnego miejsca w ówczesnej gospodarce.
Przeto bogactwo określało się nie sumą wartości zamiennych (pieniędzy) — lecz sumą wartości użytkowych. Bogatym był pan, posiadający dużo poddanych — czynszowników (majątek jego liczyło się na dusze), dobrą ziemię przytem, wody, lasy i łąki; bogactwo pana uwidoczniało się w ilości dostarczanych danin naturą: mięsa, zboża, jaj, ptactwa, materyj i t. d.
Dużo ziemi z małą ilością poddanych — było ubóstwem; ziemia bez poddanych nie miała wartości. (Dlatego też ziemie sprzedawały się zwykle razem z poddanymi).
Również chłop był bogaty — jeżeli miał duże zapasy w śpichrzu i komorze. Jednem słowem — suma wartości użytkowych dla własnego zużycia służących — była miarą bogactwa. Był to naturalny wynik gospodarki naturalnej i stanu techniki.
Jeżeli celem produkcji nie była sprzedaż, lecz własne spożycie wytwórcy, przeto producenci musieli dbać przedewszystkiem o jakość wytworów, i nie potrzebowali ubiegać się o wytwarzanie możebnie największej ilości. Stąd regulacja produkcji.
Gmina, produkując dla siebie, nie miała interesu fałszować wytworów, lecz przeciwnie musiała dbać o ich dobroć. Tak samo pan feodalny, odbierając daniny, oceniał tylko ich użytkową wartość dla swego osobistego zużycia — nie brał ich dla prowadzenia handlu. Przeto o dobroć wytworów szło przedewszystkiem panu i gminie, nie zaś o jaknajwiększą ilość; ilość była określoną potrzebami gminy i dworu pańskiego. (Przeciwieństwo do dzisiejszej produkcji; fałszowanie towarów i nieograniczoność ilościowa).
Stąd wypływało, że produkcja, tak dla interesów pana jak i gminy, musiała być regulowana jakościowo i ilościowo; jakościowo — ażeby pan i członkowie gminy (poczuwający się znowu do pewnej solidarności) nie mieli fałszowanych wytworów; ilościowo — ażeby produkcja prowadzona była z wyrachowaniem — aby nie zabrakło pracy w jednej gałęzi wytwórczej, wskutek zbytku jej w drugiej, na czem traciliby — pan i gmina. Regulacja obejmowała zarówno gospodarkę rolną jak i rzemiosła (wiejskie i cechowe miejskie).
Gmina i urzędnicy pańscy zarówno dbali o to, żeby uprawa ziemi, czas zasiewu, rodzaj sianych roślin, korzystanie z pastwisk, jednem słowem — całe gospodarstwo rolne, było prowadzone przez każdego chłopa według pewnych, zwyczajowo określonych, prawideł i przepisów. Nie pozwalano na żadne indywidualne zmiany i nowości.
W niektórych krajach przymusowo kazano uprawiać pewne rośliny dla pewnych produktów rękodzielniczych, np. morwy dla jedwabnictwa.
Tak samo w rzemiosłach; statuty określały gatunek i ilość materjału, wagę, formę i sposoby fabrykacji; wielkość każdej sztuki tkaniny, znak, który wytwór mieć musiał. Np. w jednem mieście francuskiem grzebienie do czesania wełny musiały być wszystkie podobne do tego, który był umocowany na kolumnie w budynku gminnym. W Turynie, krawcy i farbiarze przysięgali, że wydadzą każdego, kto wprowadzi do tkanin włosy zwierząt (szerść) lub kłaki. Materje sfałszowane były palone na placu publicznym, a rzemieślnik obłożony karą. Wszystkie cechy miały swych dozorców, którzy robili niespodziane wizyty po warsztatach, badali produkty i donosili władzy o wszelkich sfałszowaniach i nadużyciach. W Amiens, ślusarze nie mogli zrobić klucza, nie mając zamka w ręku. W Paryżu — palono kufry, których zamki nie miały sprężyn. Karano kupca, który kładł stary zamek do nowego sprzętu lub odwrotnie. Zabroniono nożownikom dodawać do kościanych noży srebrne ozdoby, w obawie, żeby ich nie sprzedawali jako noży z kości słoniowej. Zabraniano robić rękojeści pokryte cyną, ołowiem lub żelazem, gdyż wewnątrz były z drzewa i mogły omylić kupującego. Rzemieślnik obowiązany był pracować na widoku publicznym; złotnik, ślusarz musieli mieć swój warsztat w sklepie; wogóle — warsztat musiał być umieszczony koło okna na parterze, ażeby utrudnić fałszowanie i nie kryć sposobu produkcji przed okiem publiczności.
Dlatego także wzbronioną była praca nocna (powszechnie w XIII w.), szczególnie w rzemiosłach, wymagających uwagi i delikatności. W Amiens — płótna nie mogły być zdjęte z warsztatu zanim nie były zbadane przez sędziów. Rzeźnicy nie mogli sprzedawać mięsa solonego bez oględzin. Tak samo tkaniny jedwabne. Sędziowie cechu tkaczy mieli linję żelazną z oznaczoną miarą szerokości różnych materyj, którą sprawdzali po warsztatach miarę; tkanina, nieodpowiadająca tej szerokości, była konfiskowana, palona, a wytwórca podlegał karze pieniężnej[25]. Każdy towar musiał mieć swoją markę. Kupców, sprzedających fałszywe towary, surowo karano. Wynalazek nie mógł pozostać sekretem i monopolem jednego. Podobnież dbano o to, żeby rzemiosło nie dostało się w ręce partacza — stąd długość terminowania i t. d., wynikające później także z innych przyczyn.
Ponieważ produkcja była ograniczona potrzebami gminy i dworu i poza granice tych potrzeb najczęściej nie miała interesu wychodzić (gdyż trudności handlowe nawet ten zbytek wytworów uniemożliwiały wymienić) — przeto dzień roboczy był ograniczony, a przedłużanie jego stałe nie miało celu. Pan, otrzymawszy potrzebną sobie ilość danin i pańszczyzn, nie miał interesu żądać więcej. Wprawdzie i ta oznaczona ilość była często zbyt ciężką dla poddanego, była to jednak zawsze ilość określona sumą wytworów lub robót, której prędsze ukończenie zależało od szczęścia i uzdolnień osobnika. Chłop i rzemieślnik, złożywszy panu wymagane daniny, odbywszy pańszczyzny dworskie i gminne, był panem swego czasu.
W większości wypadków — dzień roboczy był krótki; dla rzemieślników wynosił przeciętnie 10 godzin, przytem wiele świąt, uroczystości cechowych, zwyczaj poniedziałkowania. O chłopach poddanych w Anglji mówi Th. Rogers: „w okresie 1280—1380 r. mógł chłop poddany przy 8 godzinnym dniu roboczym (złożywszy panu daniny) odkładać sobie na zapas czwartą część swego rocznego utrzymania, spożywał przytem chleb pszenny, 11 litrów piwa na tydzień, 800 funtów mięsa rocznie, i wszystkie inne potrzeby miał zaspokojone“. (Arbeit und Lohn in 500 Jahren englischer Geschichte).
Dobrobyt taki jeżeli nie był powszechny — to w każdym razie był możliwy. Pozwalał na to ustrój ekonomiczny. Usunąwszy wojny, grabieże lub wyjątkowe łupiestwo panów, pozostają warunki, umożliwiające dobrobyt chłopa i rzemieślnika wiejskiego (miejscy cieszyli się stałym). Brakło bowiem panu feodalnemu bodźca do ciągłego zdzierania — pogoni za pieniędzmi. Będąc największym żarłokiem i lubownikiem zbytku — nie mógł iść nawet w porównaniu z wilczym apetytem dzisiejszego kapitalisty. To, co wymagał pan feodalny od swego poddanego, było nieznaczną cząstką tego, co pobiera dziś kapitalista od swego najmity. Porównanie to zresztą trzeba wziąć względnie, bacząc na różnicę w technice ówczesnej a dzisiejszej, w wydajności pracy. Lecz w każdym razie — nie było wówczas przyczyny mogącej zabieraczy nadwartości — pobudzać do stałego, codziennego usiłowania przedłużania dnia roboczego. Osobiste potrzeby pana kładły temu tamę — podczas, gdy dzisiaj, osobiste potrzeby kapitalisty — żądza zysku — nie ma granic żadnych.
Produkcja feodalna charakteryzuje się zdaniem: „pracować każdy u siebie, każdy dla siebie, i uczciwie wykonywać swoje rzemiosło“.
Cechą gospodarki feodalnej jest to także, że każdy rzemieślnik (majster) jest zarazem i handlarzem swego produktu — a jego warsztat jest zarazem sklepem. Wskutek tego — w miastach feodalnych niema wcale osobnej warstwy sklepikarzy, drobnego kupiectwa — a cała wewnętrzna wymiana gminy jest funkcją samych <span class="n0kh" title="[Korekta] 'producentów.'" style=" display:none">producentówproducentów. Szczupłość rynku sprawiła, że pośrednicy kupcy byli nie potrzebni — i że czynności tych specjalistów wymiany redukowały się tylko do handlu zagranicznego towarami zbytku.


4. Forma własności i jej prawa.

Widzieliśmy, że zmiana zaszła w produkcji — musiała pociągnąć za sobą zmianę formy własności. Drobna produkcja czynszowników mogła być urzeczywistnioną tylko przy własności feodalnej.
Jaką była ta forma? Była to własność warunkowa — a raczej, było to warunkowe prawo użytkowania. Prawo absolutnej własności było monopolem nielicznej garstki książąt, baronów, biskupów. Cała zaś reszta posiadaczy: panowie obszernych włości, rycerstwo, mieszczanie, chłopi, nie mieli prawa absolutnej własności, lecz tylko prawo warunkowego korzystania z ziemi, warsztatu, danin i t. d. — które posiadali.
Na każdym kawałku ziemi ciążyły pewne powinności względem jej absolutnego posiadacza — kto go chciał posiąść — musiał brać i te powinności na siebie — jeżeli ich nie wykonywał — tracił prawo korzystania z niej — i z tego wszystkiego, co się na niej znajduje. Jest to ogólna zasada — która stosowała się zarówno do czynszowych ziem chłopskich i mieszczańskich — jak i lennictw pańskich. Forma własności, jako warunkowego prawa użytkowania, była przeważającą w społeczeństwie feodalnem. Indywidualna, absolutna własność, jest swobodną od wszelkich powinności prywatnych — nie dźwiga na sobie żadnego obcego, indywidualnego prawa; następstwem jest zupełna swoboda postępowania z daną posiadłością (ziemią, warsztatem i t. d.) — swoboda sprzedania, przekazywania innym, niszczenia, korzystania według swej woli; absolutna własność — oznacza posiadanie bez wszelkich warunków i obowiązków; ziemia jest moją chociaż jej nie uprawiam i nikomu żadnych usług nie wyrządzam. Takiej własności nie było w społeczeństwie feodalnem, prócz nielicznych wyjątków praw najwyższej hierarchji społecznej.
Rozpatrzmy prawa własności poddanych (czynszowników).
Po śmierci czynszownika jego ziemia przechodzi do pana. Syn lub kto inny z krewnych, chcąc z tej ziemi nadal korzystać, musi zapłacić panu prawo (kupna) spadku, dziedziczenia. Jeżeli pan sobie tego życzył, to mógł po śmierci czynszownika rodzinę jego wypędzić i usadowić innych. To samo stosowało się początkowo i do mieszczan-poddanych, później zostało jako prawo, że po śmierci mieszczanina własność jego przechodzi do pana, jeżeli nie było krewnych bliższych (do 4-go stopnia). Nietylko ziemia, ale i cały dobytek, wszystko, co się na ziemi znajduje, nawet rzeczy zdobyte własną pracą czynszownika, ruchomości, narzędzia, wykluczone było z dziedziczności, i po śmierci czynszownika stawało się własnością pana, do jego zupełnego rozporządzenia. Tak więc — spadkobiercą czynszownika był tylko jego pan; dzieci nie miały żadnego prawa i musiały kupować je u pana, jak każdy obcy. W zwyczaju było, że dzieci następowały po ojcu, lecz pan posiadał znowu prawną możność przerwania tego dziedziczenia, a samo odziedziczenie, prócz dalszej ciągłości odbywania powinności, wymagało osobnej daniny i zezwolenia pańskiego[26].
Poddany nie mógł sprzedać, ani wydzierżawić, ani przekazać posiadłości swej nikomu bez zezwolenia pana. Jeżeli czynszownik chce sprzedać swą ziemię, może to uczynić tylko za zgodą pana, pod warunkiem, że sprzedawca i nabywca zapłacą panu prawo kupna i sprzedaży, które wynosiło czasem ⅓ lub ½ wartości całego gruntu.
Prawo korzystania z ziemi uwarunkowane było dawaniem panu pewnej ilości danin i robocizn; jeżeli poddany warunków tych nie wypełnił, tracił ziemię, dobytek i urządzenia, stając się osobiście zupełnie wolnym.
Prawo orzekało: „Pan może wziąć cały majątek ruchomy i nieruchomy poddanego i dom jego i oddać innemu“. (Assises de Jerusalem)[27].
Poddany feodalny był nietylko warunkowym posiadaczem kawałka gruntu, przylegającego do domostwa, lecz także współposiadaczem gruntów gminnych. Lecz grunta gminne, tak samo, jak indywidualne czynszownicze, były przedewszystkiem własnością pana. Pan mógł niemi samowolnie rozporządzać, ustanawiać, jak mają być użytkowane, dzielić, gdyby to było jego interesem, wreszcie grabić, niszczyć dla zrobienia lasu, jak to robił książę Normandji, który zniszczył 26 parafij dla zrobienia lasu 30 milowego, lub książę de Retz, który zniszczył masę wsi, ażeby polując, mógł udać się lasem z jednego swego zamku do drugiego.
Ziemia gminna tem się różniła od zagonów czynszowniczych, że z niej chłopi korzystali zbiorowo, podczas gdy z drugich — indywidualnie; korzystanie to jednak, w obu razach było warunkowe, a prawo absolutnej własności było przywilejem pana.
Jako symbol, że pan ma najwyższe prawo własności nad wszystkiem, z czego poddany użytkuje, istniał w niektórych miejscowościach zwyczaj — ucinania prawej ręki zmarłemu poddanemu i dania jej panu, który od tej chwili zawładał całą jego posiadłością. Rękę tę umieszczano na drzwiach, obok łapy wilczej i głów zwierząt zabitych na polowaniu.
Zwykle pan, któremu chłopi składali daniny i pańszczyzny, nie był jeszcze absolutnym właścicielem ziemi, którą posiadał. Miał on — tak jak i jego poddany — tylko warunkowe prawo użytkowania z posiadanego majątku. (Np. skarb metalowy, znaleziony w ziemi — złoto, srebro — należy nie do barona lub rycerza, lecz do jego suwerena — księcia lub hrabiego udzielnego). Użytkowanie jego zasadzało się na tem, że mógł ściągać dla siebie daniny i pańszczyzny od chłopów, mieć nad nimi władzę i tytuł pana, władzę sądzenia, wydawania praw i przepisów policyjnych. Warunki zaś, które musiał spełniać za prawo użytkowania — były względem wyższego od siebie pana (hierarchja zwykle taka: chłopi (gmina) — rycerz — baron — hrabia — książę — król), księcia, biskupa lub króla — który był już absolutnym właścicielem tego lennictwa. Warunki te ograniczały się najczęściej do służby wojskowej i pomocy w różnych sprawach. Wasal (lennik) przysięgał[28] swemu zwierzchnikowi wierność, że jego tylko będzie uważać za swego pana, przeciwko wszystkim innym panom będzie mu pomagać całą swą siłą, dla ocalenia od wszelkiej obrazy jego osoby, honoru i dziedzictwa. Warunki wasala były: wierność i cześć dla swego suwerena; pomoc w wojnie (przez 40 dni); asystować przy jego sądach; pomoc feodalna w czterech wypadkach: okup z niewoli, danina przy zamążpójściu najstarszej córki suwerena, danina przy pasowaniu syna suwerena na rycerza, pomoc w czasie podróży do ziemi świętej. Obowiązek służby wojskowej rozciągał się na całą hierarchję[29], tak, że król lub książę, mógł powołać nietylko swoich wasalów, lecz także wasali swoich wasalów.
Wasal obowiązany był dbać o honor swego pana, nawet w sprawie jego żony niewiernej. Najważniejszym obowiązkiem wasala była pomoc wojenna. Stąd też — jeżeli wasal umierał zostawiając wdowę lub córkę niezamężną, suweren miał prawo wymagać zamążpójścia i wybrać męża (jako opiekun), by fief nie stracił swej wartości. Suweren obowiązany jest wspierać wasala w jego wojnach — opiekować się sam — po jego śmierci wdową i dziećmi.
Często wasalstwo pociągało za sobą służby osobiste niskie, jak podawanie strzemienia, noszenie potraw, krajanie mięsa przy stole, robienie sosów w kuchni i t. p.
Ceremonjał przyjęcia wasalstwa (Letoumeau Ev. polit. 440) — wasal przyklęka na jedno kolano przed panem — składa swe ręce w jego ręce a pan całuje go w ucho. Pocałunek ten był rękojmią niezłomnej wiary. Wasal przysięgał bronić go przed wszystkiemi panami i wypełnić powinności. Własność lenna (feodalna) pana — jako wasala wyrażała się jeszcze w dziedziczeniu i sprzedaży. Początkowo lennictwa były dawane przez książąt tylko jako dar warunkowy — dożywotni: później stały się one dziedzicznemi z prawa zwyczajów; jednak dziedziczenie nie odbywało się swobodnie; po śmierci wasala jego spadkobierca musiał otrzymać formalne zezwolenie zwierzchnictwa (księcia lub króla) i złożyć mu pewną oznaczoną daninę. Testament wasala musiał być potwierdzony przez jego suwerena. Nie było więc swobodnego dziedziczenia.
Tak samo względem sprzedaży lennictwa — które mogło odbyć się tylko za zgodą pana i przy złożeniu mu odpowiedniej opłaty (wynoszącej w dawniejszych czasach dochód jednego roku. Nie było swobodnej sprzedaży. Ponieważ lennictwo związane było z pewnemi powinnościami, które pan wymagał od wasala, przeto małżeństwa musiały dokonywać się zgodnie z jego wolą (szczególniej względem córek, której mąż miał pełnić obowiązki wasala). Przyczem złożenie opłaty było wymagane. — Tak więc — stosunki własnościowe przedstawiały się w następujący sposób. Właścicielami absolutnymi była nieliczna garstka książąt, biskupów itp. Ci dawali lennictwa baronom i różnym panom do użytkowania (dziedziczonego) pod warunkiem wypełniania powinności wasalskich; panowie zaś, będąc wasalami książąt, sami znowu rozdawali swe lennictwa — czynszownikom poddanym, chłopom i mieszczanom do użytkowania pod warunkiem składania danin i pańszczyzn. Często między wasalami książąt a panami włości był jeszcze jeden stopień. Książęta mieli jednak oprócz rozdanych lennictw — jeszcze i swoje własne majątki oddawane czynszownikom.
Była więc cała hierarchja: księżęta — udzielni; ich wasale — baronowie; wasale baronów — rycerze panowie; panowie zaś mają wasali — chłopów — czynszowników. Każda kategorja dźwigała na sobie pewien rodzaj, cięższych lub lżejszych powinności, żadna nie miała zupełnej swobody własności, a tylko prawo warunkowego korzystania, zmieniające się hierarchicznie. Typem własności — było posiadanie lenne (feodalne) skąd i nazwa ustroju.
Później, gdy pieniądze nabrały większego znaczenia w życiu społecznem i gospodarka towarowa rozwijać się zaczęła, to forma własności utrudniała ogromnie wszelkie interesy pieniężne, pożyczki, tranzakcje i t. p. Z tego też powodu — umowy pieniężne były rzadkie, za pożyczenie pieniędzy wymagano 10, 20, 30, 40%. Gwarancji której nie znajdowano w dobrach, szukano w złocie, srebrze, klejnotach, sprzętach, tkaninach. Jeżeli tego nie było, dawano zakładników. Na dłużników używano nawet ekskomuniki. Miasto lub książę wydawali na dłużnika „listy prześladowcze“ na mocy których wierzyciel mógł schwytać osobę, mienie, poddanych dłużnika, e nawet jego współobywateli. 1346 r. gdy jedno towarzystwo przedsiębiorców włoskich nie spłaciło kościołowi długu 80,000 florenów, całe miasto ich rodzinne — Sienna — zostało pod klątwą.
Skąd powstała taka forma własności?
Była ona wynikiem systemu produkcji — jako jedynie doń przystosowana. Czynszownik musiał mieć prawo użytkowania — bo inaczej nie byłby czynszownikiem; pan musiał ubezpieczyć swoje prawo do czynszów, postawić prawne warunki posiadania czynszowniczego. Dla poddanych więc chłopów i mieszczan — forma lennej własności — powstała naturalnie przy samej zamianie niewolników i wolnych posiadaczy drobnych — w czynszowników. Własność lenna panów — powstawała w czasie wojennych zaborów; książę — zdobywca kraju rozdawał pod postacią nagrody, swym dowódcom, rycerzom, ziemie podbite, wzorując się na typie panującym — lennictwa. W większości wypadków, czynić to musiał dla własnego interesu, zobowiązania sobie potrzebnych rycerzy — nie zapominając przytem o zabezpieczeniu swoich praw zdobywcy.
W innych razach — pan — udzielny właściciel — pod naciskiem siły księcia jakiego, stawał się jego wasalem. Forma, jedynie korzystna podówczas, stawała się celem zaborów wojennych, szerzyła się za pomocą pięści. Tak jak wolne komuny zmuszane były przez panów do poddaństwa czynszowego, tak samo potężniejsi panowie zmuszali słabszych do wasalstwa. Często absolutny posiadacz włości był przez silniejszego zupełnie wyparty z praw swoich — a dobra jego przechodziły do bezpośredniego korzystania zwycięzcy. Gdy jednak do tego dojść nie mogło — zwycięzca poprzestawał na wasalstwie; często to była dla niego najdogodniejsze, jeżeli sam obfitował w czynsze i poddanych; szło mu wtenczas tylko o zwiększenie swego znaczenia i siły wojennej — przez powiększenie liczby wasalów.

5. Pobieranie nadwartości poddanych czynszowników.

Czynszownik posiadał ziemię pod warunkiem oddawania panu pewnej części swego czasu roboczego w postaci wytworów. Była to pierwsza postać nadwartości osobniczej, zjawić się mogła wtenczas dopiero, gdy rozwój techniki pozwolił na to, zwiększając wydajność pracy jednostki.
Czynszownik, wytworzywszy to, co mu do utrzymania się przy życiu było potrzebne, miał możność fizyczną pracować jeszcze dalej dla pana. Ta reszta czasu roboczego, jaka mu pozostawała poza obrębem pracy na siebie samego, szła na wytworzenie czynszów, danin, na pańszczyzny i na usługi nieprodukcyjne na pana, jako obowiązek prawny, warunkujący posiadanie własności czynszowniczej. W ustroju kapitalistycznym nadwartość nie występuje pod postacią oddzielnych wytworów, nie produkuje się w osobnym czasie, odgraniczonym od pracy dla siebie. Każda cząstka wytworów przedstawia tu pracę niezbędną i pracę dodatkową, każda minuta posiada dwie te części. Nadwartość kapitalistyczna jest przez to utajoną bardziej, mniej konkretną. Dla czynszownika zaś przedstawiała się ona wyraźnie pod postacią wytworów, które robił[30] dla pana i godzin pańszczyzny, które odbywał. Czas pracy niezbędnej (dla siebie) i dodatkowej (dla pana) odgraniczone były wyraźnie. Praca dodatkowa czynszownika miała inny cel niż praca dodatkowa najmity dzisiejszego. Nadwartość miała inną naturę. Praca dodatkowa czynszownika miała na celu dostarczyć panu wartości użytkowe, zaspokoić jego osobiste potrzeby i jego dworu; nadwartość dawała się w wytworach, które panu służyły do bezpośredniego zużycia — natura jej była tylko użytkowa. Praca dodatkowa najmity ma na celu dostarczenie wartości zamiennej — zysku pieniężnego i daje się w formie towarów. Stąd i inne różnice. Pan feodalny nie miał interesu w ciągłym zwiększeniu nadwartości swego czynszownika, dostarczony bowiem zbytek wytworów nie dawałby mu żadnej korzyści psułby się, leżąc na składzie. Tak samo pańszczyzny były określone samą potrzebą dworu pańskiego i gdy te potrzeby były zaspokojone — praca czynszownika była dla pana zupełne zbyteczną. Dzisiejszy zaś kapitalista, pobierający nadwartość dla zysku pieniężnego, ma na nie nienasycony apetyt i potrzeby jego nie dają się zaspokoić. Stąd jego wilczy apetyt na pracę najmity i ciągła dążność do przedłużenia dnia roboczego. Zaś u pana feodalnego tej dążności i tego apetytu być nie mogło; mając zaspokojone swoje i swego dworu potrzeby, nie wymagał więcej pracy od czynszownika.[31] Jaką była wielkość nadwartości czynszowniczej i stopa feodalnego wyzysku?
Wielkość nadwartości dałaby się określić w rocznej ilości wytworów, dawanych panu i odbytych pańszczyzny godzinach (całość możnaby wyrazić w godzinach). Stopa wyzysku dałaby się określić stosunkiem tej pracy dodatkowej do koniecznej (dla siebie). Feodalna stopa wyzysku pozostawała mniej więcej stałą; dzisiejsza dąży do zwiększania się. Z rozwojem techniki zwiększała się i łatwość dostarczenia nadwartości feodalnej — lecz razem z tem zwiększały się potrzeby kulturalne pana, a zatem — większe wymagania, tak, że wielkość pracy dodatkowej pozostawała bez zmiany. Nadwartość braną była pod trzema postaciami: czynszu stałego, danin okolicznościowych i pańszczyzn. Obowiązywały one chłopów rolnych i rzemieślników. Czynsze były takie: każdy dziesiąty snop, beczka wina z morga winnicy; jedna sztuka ze stada ośmiu bydląt, a od każdej sztuki pozostałej pewien podatek; pewna część wełny z jagniąt; pewna część z każdego zwierzęcia w rzeźni; połowa pszczół i pewna część w zbiorze miodu. Czynsz obejmował wszystkie produkty rolne i rzemieślnicze; bydło, drzewo, zboże, mąkę, wyroby rękodzielnicze — jak sztuki płótna, koszule, odzież, broń; wino, ten chmiel do fabrykacji piwa, smoła, gorczyca, miód, wosk.
Czynsz pobierał się jako opłata za użytkowanie z ziemi, lasu, trzody, warsztatu. Za korzystanie z lasu na opał i budowle był osobny czynsz: ligneritia, za pastwisko osobny — pastio — w postaci jakiejś pańszczyzny — w płodach.[32]
Pan miał w swych dobrach różnych rzemieślników, którzy mu dostarczali co roku określoną ilość produktów, lub dawali swą pracę za każdym razem, gdy pan potrzebował. Wzamian za to pan zobowiązywał się płacić za nich podatki, dawać im zboże i inne produkty, a czasem i pewne przywileje. Byli to rzemieślnicy fachowi — bez gruntu. Wyroby rękodzielnicze dostawał pan także od chłopów, którzy sami robili płótna, garnki i t. p. Między rzemieślnikiem i panem zawierany był kontrakt. Jako przykład — kontrakt między cieślą Léobin a biskupem z Chartres; nosi tytuł „lennictwa (fief) cieśli Léobin‘a“. Każdym razem, gdy była robota, musiał on porzucić swój warsztat i przyjść pracować w domu biskupa. Był karmiony i każdego wieczora przez czas trwania roboty zanosił do domu 2 bułki i 4 kwarty wina. Wióry należały do niego. W czasie winobrania dostawał pewną ilość winogron i 8 kwart wina słodkiego. Podczas świąt znaczniejszych otrzymywał zawsze 4 bułki i 8 kwart wina; w czasie zapust dostawał 4 bułki, 8 kwart wina, kurę i kawałek solonego mięsa. Gdy biskup mieszkał w Chartres, Léobin miał prawo, nawet kiedy nie pracował, jeść przy stole jego domowników. W czasie winobrania, był obowiązany za małe wynagrodzenie pilnować dniem i nocą spichrze pana. Oprócz tego otrzymywał rocznie 50 sous i miał prawo sądzenia ludzi swego rzemiosła. Rzemieślnik postawiony w takich warunkach był niejako wasalem, podobnie jak rycerz. Podobnie jak Léobin mieli kontrakty rzemieślnicy baronów i klasztorów. Przekazywali je oni swym dzieciom. Niekiedy takie lennictwa rzemieślnicze z czasem zostawały uszlachcane.
Zdarzało się często, że pan zastrzegał sobie możność zdwojenia, a nawet potrojenia czynszów. Tak np. zakonnicy z klasztoru Św. Wiktora wymagali podwójnego czynszu w trzech okolicznościach: gdy król u nich nocował, gdy biskup przyjeżdżał w odwiedziny, gdy ogień zniszczył ich budynki. Zdarzało się, że gdy który nie mógł wypłacić czynszu, pan używał środków przymusowych (np. wyrywania zębów).
Oprócz czynszu stałego poddani obowiązani byli do składania wypadkowych danin. Obowiązkowi temu podlegali nie tylko chłopi, lecz i mieszczanie, dopóki przez zdobycie sobie kart komunalnych, nie oswobodzili się od nich. Wielkość danin była proporcjonalną do majątku dającego i zależnie od zmiany tego majątku pan mógł ją zwiększać lub zmniejszać. Daniny były składane, gdy pan żenił się, gdy jego żona rodziła, gdy jego córka lub wnuczki wychodziły zamąż, gdy pan wstępował do klasztoru, gdy syn jego był pasowany na rycerza, gdy przygotowywał się do wojny, jako okup gdy był w niewoli, gdy odbywał daleką podróż, gdy nabywał nowe ziemie i t. d.
Daniny były także składane obowiązkowo przy każdem małżeństwie poddanych, przy każdej sprzedaży i kupnie, przy zabiciu bydlęcia. Danina składaną była za miejsce na targu, gdy chłop co sprzedawał.[33] Gdy pan polował, chłop obowiązany był dostarczyć siana, owsa, jedzenia dla polujących, chleba dla psów, w czasie wojny prawo pozwalało panu brać dla siebie i swego wojska od poddanych wszystko, co było potrzebne. Było to pole do nieograniczonych gwałtów i nadużyć.
Trzecią postacią, pod jaką zabierano nadwartość, była pańszczyzna. Oprócz różnych danin i czynszów, dwór pański potrzebował jeszcze pracy poddanych do takich robót jak budowanie, naprawa murów i zamku, naprawa grobli i dróg, pomoc w polowaniu, rybołówstwie, wojnie, bronieniu i strzeżeniu zamku pańskiego w czasie napadów; także oczyszczanie stawów, spełnianie posyłek, w ściganiu, eksportowaniu i wieszaniu winnych. Bywały takie jak przeszkadzanie żabom, żeby nie krzyczały w nocy, zabawianie pana, bawiono śpiewami, udawaniem pijanego.
Wielkość pańszczyzny oznaczano ilością dni w roku, była ona zmienną; przeciętnie 12 dni w roku[34], jeżeli pan kawałka ziemi nie oddawał czynszownikowi, a sam na nim gospodarował, to wszystkie roboty na roli pańskiej należały także do pańszczyzny. Takie samodzielne gospodarstwa pańskie były wogóle małe i nieliczne. Mniej bowiem opłacały się, niż działki czynszownicze. Zaczęły nabierać większego znaczenia wtenczas, gdy z rozwojem towarowej gospodarki pieniądz stał się ważniejszym dla pana, niż potęga militarna i polityczna.
W okresie zaś feodalnej produkcji najcharakterystyczniejszym rysem była dążność pana do podziału gruntów pomiędzy jak największą liczbę czynszowników. Potęga pana feodalnego zależała przedewszystkiem od liczby czynszowników osiadłych na jego ziemi. Liczba ta warunkowała ilość otrzymywanych wytworów, a przez to wielkość dworni i drużyny wojskowej; warunkowała ilość posiadanej pracy do budowania zamków, mostów, dróg, szańców i t. d.; warunkowała także pomoc wojenną, siłę obrończą pana. Jednem słowem, że liczba poddanych określała nie tylko jego ekonomiczny dobrobyt, rozmiary zbytków i wygód, lecz i jego polityczne stanowisko w hierarchji państwowej. Dlatego też zwiększanie liczby czynszowników-poddanych było rzeczą największej wagi dla pana feodalnego i motorem głównym jego czynności gospodarczych i politycznych. Stąd też i samodzielne gospodarstwo pana było przeciwne jego ówczesnym interesom, bo uszczuplając ziemię działem pańskim zmniejszało tem samem możliwość zwiększenia liczby czynszowników. To było przyczyną, że w prawdziwie feodalnym okresie, w jego rozkwicie — samodzielne gospodarstwa pańskie były rzadkie i małe, a cała ziemia obracała się na czynszownicze działki. Przy tem produkowało się dla własnego użycia — szło przeto o dobroć wytworów, która nigdy nie mogła być zagwarantowaną przy pracy z nadzorem, wtenczas gdy z czynszowniczych gospodarstw pan (przez swego rządcę) wybierał najlepsze płody. Idzie bowiem nie tylko o zboże, lecz o rzeczy, wymagające dobrego dozoru, jak produkty gospodarstwa domowego, drób, mleko, masło, jaja, miód, owoce i t. p. Przytem gospodarstwa samodzielne pańskie byłyby ekonomicznie bezsensowne, bezcelowe — wielka produkcja rolna z pracą pańszczyźnianą dawałaby zupełnie niepotrzebny dla pana nadmiar produktów, z którym nie miałby co robić; przy niewolnictwie płody wielkiej produkcji karmiły nie tylko dwór pana, lecz całą armję pracujących niewolników, przy pracy pańszczyźnianej chłopi obywają się sami, produkty nie mają więc celu. Podzielenie całej ziemi na działki czynszownicze było jedynie wygodnem, gwarantowało bowiem nie tylko dobroć wytworów, lecz także i wojenną siłę pana. Dlatego w czasie wojen feodałów, gdy jeden chciał zniszczyć drugiego, starał się przedewszystkiem wymordować jego poddanych i zniszczyć wsie. Historja notuje masę takich rzezi.
Stąd też pochodziła i dbałość o to, żeby nie tracić czynszowników i nie uszczuplać ich rodzin. Do tego należą prawa, ograniczające swobodę zawierania związków małżeńskich poddanych, srogie kary za uciekanie z dóbr pańskich, prawo przykuwania poddanych do ziemi, jednem słowem — wszystkie te prawa, które krępowały cywilną swobodę czynszownika. (W następnym rozdziale). Do tego samego odnosiły się prawa, określające stosunki między panami; prawo obowiązujące dostawić zbiegłego poddanego; prawo, że jeżeli jeden pan zabije poddanego drugiego pana, to jest obowiązany zwrócić poddanego tej samej wartości.
Wskutek tego dzielenia gruntów pomiędzy czynszowników był zupełny brak wolnego proletarjatu. Zastąpić czynszownika zbiegłego było rzeczą zupełnie trudną. To było hamulcem dla panów w uciskaniu poddanych i pobudką zdarzających się podówczas częściowych t. zw. uwolnień, t. j. pewnych ulg, czynionych dla czynszowników, aby ich zwabić ku sobie i zatrzymać na miejscu. Ulgi te odnosiły się po większej części do normowania czynszów danin i pańszczyzn i dawania pewnej prawnej swobody cywilnej (tytułu osobiście wolnego). Normowanie nadwartości było powszechnem zjawiskiem — odbywało się we własnym interesie panów. Były one częściowo odpowiedzią na bunty poddanych; bunty przyśpieszyły je tylko. Uciekania i bunty były zarówno wynikiem nadużyć i ucisku; wyniki te zagrażały panom — zahamować je było ich interesem. Użyto do tego z jednej strony siłę pięści, którą zgnieciono bunty, prawa, które utrudniły czynszownikom opuszczanie pana, z drugiej starano się zrobić ustępstwa — możebnie nieszkodliwe dla siebie, a któreby łagodząc warunki poddaństwa, zmniejszały niezadowolenie; ustępstwa te były; unormowanie nadwartości, regulowanie prawne i tytuł „wolnych“ osobiście.

6. Osobista zależność czynszowników — poddaństwo. Nadużycia.

Początkowo między poddanymi czynszownikami istniała różnica w ich prawach swobody osobistej i w stopniu ograniczania tej swobody przez pana.
Poddani czynszownicy, pochodzący z dawnych niewolników, mieli bardziej ścieśnioną swobodę osobistą, niż czynszownicy, pochodzący z dawniej wolnych chłopów. Dla pierwszych powinności względem pana „przylegały do ich mięsa i kości“, nie mieli swobody opuszczania pana, zmiany miejsca, sprzedawali się razem z ziemią, mogli być wszędzie ścigani, gdziekolwiekby się schronili, choćby poza granicami królestwa, choćby doszli do infuły biskupiej. Dla drugich powinności ciążyły tylko na ziemi, którą czynszownik mógł opuścić i stać się przez to zupełnie wolnym.
Pierwsi mogli być samowolnie więzieni i karani przez pana, który z postępowania swego zdawał rachunek tylko przed Bogiem; drudzy — traktowani łagodnie, poza odbytemi powinnościami nic od nich nie wymagano, a gwałt nad osobą popełnić się mógł tylko w razie niewykonania powinności.
Różnica ta tłumaczy się samym procesem powstania jednych i drugich. Niewolnikom sam pan dyktował warunki nowego stanowiska; z wolnymi chłopami czyniono umowę poddaństwa, a nawet przemoc siły zwycięzcy musiała rachować się ze zwalczoną lecz istniejącą siłą oporu zwyciężonych.
W dalszym jednak rozwoju feodalizmu różnica ta przestaje istnieć. Zatarcie się jej wywołane zostało wzrastającym interesem pana w liczbie czynszowników. Ażeby zabezpieczyć się przed zmniejszaniem się tej liczby, wydany został cały szereg odpowiednich praw. Potomkowie wolnych chłopów zostali przykuci do ziemi narówni z dawnymi niewolnikami; jeżeli chłop uciekał, mógł być wszędzie schwytany i srogo ukarany za to. Ta sama pobudka działała w prawie krępującem małżeństwa poddanych: w związki małżeńskie mogli wstępować tylko poddani tego samego pana (gdyż inaczej panu grozi utrata czynszownika). Czynszownik, żeniący się z obcą poddaną, traci ⅓ lub ¼ część swego mienia i to z pozwoleniem pana; w przeciwnym razie kara większa. Stąd zdarzało się tak, że dzieci płci męskiej zostają poddanymi pana, którego jest ojciec, a córki poddanemi pana, którego jest matka. Poddany nie może zostać księdzem, ani zakonnikiem bez pozwolenia pana. Do tego musi być uwolniony. Poddany wobec prawa nie miał żadnego znaczenia. Równości przed prawem nie było. Poddany za te same przestępstwo sądzony był bez porównania srożej niż szlachcic; zabicie poddanego opłacało się tylko grzywną. Poddany miał nad sobą sąd pański i prawo pańskie; prawa królewskie nie miały znaczenia roztrzygającego; pan mógł według swej woli sądzić kodeksem królewskim lub swoim własnym. Pan sam wydawał prawa, sam sądził; w stosunek jego do poddanych nikt się nie wtrącał, a rachunek z tego stosunku zdawał pan tylko przed Bogiem. Przeto obrona prawna nie istniała dla poddanych.
Wskutek praw, ograniczających swobodę ruchu i małżeństw poddanych, coraz bardziej zacierała się prawna indywidualność poddanego. O krzywdy poddanego miał prawnie upominać się tylko pan, a nie on sam. Jeżeli w kłótni jeden chłop uderzył drugiego — karany był opłatą na korzyść pana, którego poddany został skrzywdzony.
Poza prawnemi wymaganiami panów, istniały liczne nadużycia i gwałty, które ucichały niekiedy z powodu buntów chłopskich i interesu zatrzymania i przyciągnięcia chłopów do ziemi. Interes ten wzmagał się za każdym razem, gdy morowe powietrze lub wojny zmniejszały liczbę osadników i popyt na pracę czynszowników wzrastał.[35] Wtenczas czasowo znikały nadużycia lub przemieniały się w określone nowe daniny. Później, gdy z powstaniem gospodarki towarowej pieniądz nabrał wielkiego znaczenia, gwałty zamieniły się w opłaty pieniężne.
Do takich nadużyć zaliczać można prawo brania i prawo pierwszej nocy.
Prawo brania — było prawem zarówno króla, panów i wasalów i mogło być wykonywanem raz lub kilka razy do roku — podczas pochodu wojennego. Żołnierzom pozwalano brać przemocą co im było potrzeba. Było to zorganizowane łupiestwo. Brano zboża, wina, siano, konie, podwody, łóżka, pościel, stoły, ławy, drób i bydło, sery, ryby — wszystko, co się znalazło u chłopa.
Wojsko miejscowe rabowało wieś za wiedzą pana lub króla, jak nieprzyjacielskie. Częste wojny rujnowały zupełnie gospodarkę, utrudniały ciągle jej rozwój; były one wynikiem ustroju politycznego, dopasowanego do ówczesnej produkcji, a przez swój charakter łupieżcy tamowały ciągle rozwój dalszy tej produkcji — były jedną z przyczyn tych długich wieków feodalizmu i właściwej jemu ciemnoty i barbarzyństwa.
Prawo pierwszej nocy: małżonek nie może mieć stosunku z żoną zanim jej nie ofiaruje panu na pierwszą noc do użycia według swej woli. Pan miał monopol dziewictwa swoich poddanek. Pierwsze dziecko było wolne osobiście, gdyż mogło się zdarzyć, że było owocem miłości pana. Przywilej pierwszej nocy zmienił się potem w podatek pieniężny; w czasach feodalizmu był także zastępowany daniną. Było to prawo przemocy i samowoli.
Trwało ono długo jeszcze, przy gospodarce pieniężnej. Są dokumenta z 16-go wieku. Dokument z 1538 r. z aktu o przejściu wsi Ars na własność pana de Lovic; „gdy który z ludzi ożeni się, jest obowiązany przed poznaniem swej żony, przedstawić ją panu, aby ją użył do swojej przyjemności. Jeżeli mieć będą chłopczyka, ten będzie wolny, gdyż może być owocem pana, w pierwszą noc spłodzonym“.
W r. 1507 w Auxi, małżonek nie może sypiać z żoną bez pozwolenia pana, pod karą 60 sols za każdą noc. W innej znowu wsi nie może sypiać pod karą konfiskaty łóżka i wszystkiego, co jest na niem. W djecezji D‘Amiens, chłop za prawo spania ze swą żoną jak i kiedy chce, musiał płacić klasztorowi 11 sols.
Oto obraz, który daje Michelet:
„Młody małżonek przyprowadza do zamku swą żonę. Naokoło nich podnoszą się śmiechy rycerzy, dowcipy paziów i lokajów. Z początku targują się z chłopem, śmieją się z cierpień skąpego chłopa, wysysają mu krew i szpik kpinami. Ona pobożna, skromna, kochająca męża. Jej oczy proszą łaski. Nieszczęśliwy ofiaruje wszystko, co posiada. To za mało! Chłop oburza się na tę niesprawiedliwość: „jego sąsiad nic nie zapłacił...“ Gałgan! śmie rezonować! Wówczas cała tłuszcza służalców otacza go, krzyczy, znieważa, bije. Wypychają go za drzwi. Mówią mu: „nędzny zazdrośniku, nie wezmą ci przecie twej żony, dziś wieczorem jeszcze ci oddadzą, a dla większego honoru... ciężarną! Podziękuj panom, twój pierworodny będzie baronem!“
Każdy staje w oknie, aby widzieć niezgrabną postać tego chłopa w szatach weselnych. Lecz wkrótce ona powraca do męża, nieszczęśliwa, blada i wyniszczona. Rzuca się do nóg i błaga o przebaczenie. Wtenczas serce chłopa wybucha. Zarzuca jej ręce na szyję, łka i płacze“.

II. MIASTA.
1. Proces powstawania miast i wolności miejskich.

Naturalna gospodarka nie wyklucza w zupełności wymiany. Pewne produkty, których nie posiadał jeden kraj lub okolica, a posiadał drugi — musiały wejść w mniej lub więcej żywy ruch wymienny. Ruch ten jednak, wskutek warunków technicznych (zarówno komunikacji, jak i małej produkcji wogóle, t. j. małej nadwartości, nadproduktu) był tak słaby, że przedmioty weń wchodzące nie mogły żadną miarą zaspakajać codziennych stałych potrzeb mieszkańców danego kraju lub okolicy; okolica, któraby pewne stale a niezbędne potrzeby swoje zaspakajała towarami, wskutek tysiąca różnych przeszkód mogłaby bardzo często cierpieć niedostatek. Wskutek tego zjawisko takie powstać nie mogło, a przedmioty, wchodzące w ruch wymienny, były przedmiotami zbytku, od których nie zależało zaspokojenie koniecznych codziennych potrzeb. Była to cecha pierwszego okresu wymiany: towar jest przedmiotem zbytku.
Taka wymiana istniała jeszcze w społeczeństwie rodowem; w okresie niewolniczym, w krajach wyższej kultury i silnej organizacji państwowej (jak Rzym i Grecja) mogła ona rozwinąć się do znacznego stopnia, dzięki wygodnym drogom i opiece państwowej, jak również — rozwiniętym zbytkom klasy panującej. W czasach feodalizmu musiała spaść: przyczyną tego była przedewszystkiem zmiana ustroju politycznego europejskich krajów — decentralizacja polityczna, rozpadnięcie się jednego cesarstwa z silnym rządem — na mnóstwo państewek feodalnych; stąd niezliczone cła i opłaty, częste wojny, swoboda band łupieskich, niemożliwość utrzymania wygodnych dróg handlowych. Oto dlaczego w okresie feodalizmu ruch wymienny przedmiotów zbytku — jakkolwiek trwa dalej, lecz jest o wiele słabszy niż poprzednio.
Ruch ten, wzmacniając się lub słabnąc, istniał jednak ciągle, w okresie państw niewolniczych, w epoce przejściowej do feodalizmu, jak i po ustaleniu się feodalnego społeczeństwa. Istniejąc jako słaby prąd w morzu naturalnej gospodarki, ruch wymienny wytworzył jednak nowe zjawiska społeczne. W okresie niewolniczym wytworzył potężne miasta; gdy te upadły, zburzone najazdami, niemogące utrzymać się jako zbiorowiska niewolników ze zbiorową produkcją, wytwarzał nowe miasta — mniejsze i słabsze, ponieważ sam wówczas był slaby, miasta feodalne.
Z jakich pierwiastków ruch wymienny wytwarzał miasta? Działając w społeczeństwach o naturalnej gospodarce wytwarzać mógł miasta, tylko z pierwiastków istniejących, właściwych tym społeczeństwom. Pierwiastkiem tym mogła być tylko gmina — marka, komuna wiejska. Gminę wiejską ruch wymienny przekształcał na miasto.[36]. Jeżeli natrafił na wolną gminę niezawojowaną jeszcze przez feodała, to wytwarzało się miasto wolne, które albo zostawało takiem, albo musiało w końcu poddać się przemocy feodała. Jeżeli natrafiał na gminę feodalną, pańską, książęcą, cesarską lub biskupią, która uległa już przemocy, to wytwarzało się miasto pańskie, biskupie lub książęce. Takich wytworzyło się najwięcej, gdyż wolne gminy upadały szybko pod pięścią feodałów.
Jakie gminy przekształcać się mogły w miasta?
Ruch wymienny był o tyle słaby, że nie mógł i nie potrzebował oddziaływać na wiele gmin. Wybierał on gminy najodpowiedniejsze, najbardziej odpowiadające potrzebom handlu.
Najodpowiedniejszemi były te gminy, które leżały w punktach, gdzie się schodziły najwygodniejsze i najlepiej znane (uczęszczane) drogi: przy zbieganiu się wielkich traktów dawniejszych — wojennych i handlowych, przy rzekach wielkich i spławnych, w miejscach nadmorskich, dostępnych dla okrętów[37]; takiemi tylko drogami mogły chodzić towary i utorowały je sobie od najdawniejszych czasów.
Wędrujące przedmioty zbytku — towary, ażeby osiągnąć swoje przeznaczenie, potrzebowały, opócz dróg dogodnych dla wędrowania, jeszcze i stałych miejsc sprzedaży i kupna, miejsc dogodnych na targi. Stać się takiem miejscem mogły tylko gminy, leżące na drogach, któremi chodziły towary; lecz i te gminy nie wszystkie mogły mieć do tego pretensję. Miejscem targów mogła się stać tylko gmina większa, położona w ludniejszej okolicy, gmina, posiadająca wielkie zbiorowiska ludzkie, jak np. dwór wielki jakiego pana, gdyż przedmiotów zbytku potrzebowały głównie klasy wyższe (panowie, duchowieństwo, szlachta), dwór biskupa lub księcia, klasztor, kościół z odpustami i t. p.
Stąd objaśnić się także daje rozwój przedewszystkiem miast królewskich i biskupich.
Oprócz tego handel, ażeby się gdzie usadowić i zaprowadzić perjodyczne targi — potrzebował miejsc obronnych, dających targom pewną gwarancję bezpieczeństwa.
Gminę, odpowiadającą tym wszystkim warunkom, ruch wymienny obierał sobie za miejsce targu — a to przedewszystkiem znaleźć potrzebował, nie mogąc istnieć bez targu.
Gminę, odpowiadającą powyższym warunkom, kupcy obierali jako miejsce zwożenia towarów, wystawiania ich na sprzedaż i składania. W gminie takiej zaczęły się odbywać perjodyczne targi. Targ był czynnikiem przekształcającym gminę na miasto i rozpoczynającym proces tego przekształcania. Gmina, w której pojawił się targ perjodyczny, stawała się już przez to samo przeznaczoną na to, aby przekształcić się na miasto.
W jaki sposób targ przemieniał gminę na miasto?
Targ potrzebował obrony. Było to zarówno interesem kupców jak i dworu, który z targu ciągnął różne korzyści używania, nabywał przedmioty zbytku za wymianę i pobierał różne opłaty od targu. Stąd też pierwszym krokiem — było otoczenie gminy murem, wzniesienie baszt obronnych i wzmocnienie załogi zamkowej. Otoczona murami gmina stawała się już miastem. Wewnątrz jej nic się jeszcze od tego nie zmieniło. Pozostały te same prawa — gminne i pańskie, ten sam skład mieszkańców: dwór pański z licznem rycerstwem i służbą, poddani czynszownicy — chłopi i rzemieślnicy, samodzielnie zaspakajający wszystkie swoje potrzeby, a daninami i pańszczyzną utrzymujący dwór pański. Pozostała allmenda z prawem korzystania z niej dla każdego; każdy mieszkaniec posiadał swój kawałek gruntu i dom. Z targu korzystali głównie panowie, duchowieństwo i szlachta. Potrzeba obrony targu spowodowała w dalszym ciągu rozwój wojskowości w miastach i powstanie nowych jej form. Obrona miasta przeszła na mieszczan jako ich własny interes; to poprowadziło do wytworzenia piechoty, lepszego uzbrojenia i ćwiczeń z bronią. Mieszczanie stali się najbardziej wyćwiczonymi strzelcami. Każde nowe ulepszenie broni stąd wychodziło lub tu znajdowało najlepsze poparcie.
W miastach po raz pierwszy powstały arsenały. Również w miastach ogromne poparcie znalazła armja na żołdzie. Mieszczanie byli obowiązani po kolei trzymać straż przy bramach i murach.
Gmina, w której odbywają się perjodyczne targi — staje się z konieczności siedliskiem kupców. Targi odbywają się tygodniowe i roczne. Tygodniowe prowadzili kupcy pobliskich okolic, roczne — kupcy z dalszych krajów. Targ i zjazdy obcych kupców powołał mieszkańców gminy do zajmowania się handlem. Gmina staje się nietylko miejscem spotykania się kupców obcych, lecz i siedliskiem ich i swoich własnych. Targi wymagają składów towarów — więc i zamieszkania kupców. Gmina, która nabywała przedmioty zbytku — musiała i produkować je. Targi tam tylko powstawać mogły, gdzie obcy kupcy wzamian za swoje towary dostawać mogli inne. Zaś możność zbycia pewnych przedmiotów i wymiany ich na potrzebniejsze — wywołać musiała i odpowiednią czynność — kupiecką. Stąd ludność gminy musi różniczkować się — wydziela się klasa kupców, zajmująca się specjalnie ułatwianiem wymiany przedmiotów zbytku — klasa, ważna zarówno dla mieszkańców gminy, którym ułatwia zamianę zostających poza codziennem zużyciem przedmiotów, jak i dla pana, któremu dostarcza przedmiotów zbytku. Jeżeli gmina, zmieniająca się w miasto, była wolną — powstawała tamże i klasa kupców wolnych; jeżeli była poddaną — to kupcy wyłaniali się z pośród poddanych członków gminy, otrzymując niezbędne dla swego fachu wolności. Wolności te, które z początku stanowią osobisty przywilej kupców, udzielony im przez pana — rozszerzają się z czasem na całe miasto, zdobywane walką.
Gmina, która stała się miastem — wykształca i przyciąga do siebie rzemieślników. Członkowie każdej gminy — oprócz rolnictwa zajmowali się także rękodziełami. Byli tacy, którzy uczynili z tego swoją specjalność. Każdy pan miał w swych dobrach rzemieślników, którzy jemu dostarczali co roku określoną liczbę swoich wyrobów. Z dawnych czasów byli w gminach rzemieślnicy, którzy nie mieli swej ziemi — przybysze do gminy — i ci wzamian za swoje wyroby otrzymywali od gminy lub od pana na zasadzie umowy poddańczej — potrzebne artykuły żywności i inne. Ci rzemieślnicy-rolnicy i rzemieślnicy specjalni zaopatrywali gminę i dwór w potrzebne im produkty. Gdy gmina staje się miastem — rzemiosło jej ulega pewnej zmianie. Targ daje mu bodźca do rozwoju. Na targu znajdowały się najlepsze wytwory — takie tylko, które nie były powszedniemi, wytwory większego smaku, sztuki i pracowitości, dobytki kulturalne różnych okolic i krajów, nieznane w miejskich zakątkach. Na nich wykształcać się mógł smak i umiejętność rzemieślników. Oprócz tego — na przedmioty zbytku, będące na targu, łakomił się dwór i mieszczanie. Mieszczanie-rzemieślnicy, chcąc je nabyć, musieli dać co do wymiany; chcąc, by ich praca weszła w ruch wymienny — musieli kształcić swą umiejętność i sztukę swą doprowadzić do wytwarzania zbytkownych przedmiotów. Jedno i drugie doprowadziło do większego wykształcenia się rzemieślników miejskich i wyższości ich nad wiejskimi. To także podniosło ich dobrobyt.
Wytwory ich nabrały większej wartości w kontrakcie feodalnym, a bliskość targu umożliwiała nabywanie przedmiotów zbytku. Ta wyższość miejskich rzemieślników nad wiejskimi była przyczyną dążności, która wytworzyła się u wiejskich do przenoszenia się do miasta. Miasto przyciągało ich nietylko swoim targiem, możnością lepszego bytu, lecz i swoją obronnością, bezpieczeństwem przed grabieżą i łupiestwem. Dążności tej sprzyjało miasto — któremu przybywały nowe siły rzemieślnicze i obronne — jak i dwór pański — który miał większą korzyść z produktów umiejętnej pracy miejskich rzemieślników — niż prostej pracy wiejskich. (Później dążność ta wzrosła jeszcze u chłopów, gdy miasta zdobyły sobie wolność). Stąd też powstaje napływ przybyszów do gminy, która stała się miastem. W początowym okresie przybyszom takim miasto dawało grunta, uszczuplając tym sposobem coraz bardziej allmendę miejską i tak zmniejszoną przez miejskie place, targi, ulice. Z dzieleniem zaś tej ziemi gminnej zmieniały się warunki gospodarcze. Bez allmendy (pastwisk) niepodobna było hodować bydła, a bez bydła uprawiać gruntów. Zamiast pól więc występują ogrody, a mieszczanie biorą się coraz bardziej do rękodzieł i handlu.
Takie skupianie się rzemiosła w mieście i konieczne zarzucanie rolnictwa przez mieszczan, wskutek braku ziemi i względnie małych korzyści wobec innych zajęć — powoduje ekonomiczne wydzielenie się miasta od wsi, podział pracy między wsią i miastem (społeczny podział pracy), który rozwija się coraz bardziej, rozwijając jednocześnie wymianę między wsią i miastem, rozszerzając tę wymianę na przedmioty codziennego użycia — i wprowadzając tem samem społeczeństwo do gospodarki twórczej.
Pierwiastkowo w miastach byli tylko członkowie marki; służba, dworzanie i rzemieślnicy na dworze siedzący, nie mając własnego mieszkania, nie stanowili nic w mieście. Dopiero kiedy, wskutek wywieranego przez miasto przyciągania, poczęli się tu skupiać poddani i wolni ludzie — i osiedlać się bez żadnego udziału w marce, dopiero wtedy, obok mieszczaństwa powstała inna warstwa. Przybysze osiedlali się na posiadłości członka gminy lub na gruntach gminnych. Niektórzy z panów i rzemieślników byli przyjmowani do marki i stawali się obywatelami. Ci, co osiadali na gruntach prywatnych — zostawali pod opieką oddzielnych posiadaczy, którzy bronili się przed sądem i wytwarzali swe świty. W 13 w. rodzina Auer w Ratysbonie szła do kościoła z 40 takimi ludźmi. W walkach rodzin staromiejskich — świty takie grały znaczną rolę. Później tacy ludzie z pod prywatnej opieki przeszli pod opiekę miasta. Stare rody miejskie zajmowały względem feodałów stanowisko wasalów, mających swoich poddanych.
Napływ przybyszów, oprócz tego, że w dalszym swym rozwoju spowodował coraz większe wydzielanie się miasta i wzrost wymiany, w początkowym okresie powstawania miast — był przyczyną wytworzenia się nowych klas miejskich.
Dawni członkowie gminy zamożniejsi i z większemi prawami stanowili patrycjat — mieszczaństwo rodowe[38]; przybysze wytworzyli gmin miejski. Stanowisko patrycjatu było rozmaite. Jeżeli gmina była wolną w czasie swego przetwarzania się na miasto, a potem podległa panu — to stare rody mieszczańskie stanęły wobec feodałów na stanowisku szlachty lennej, zaś przybysze byli to zawsze chłopi poddani feodalni. W tym razie różnica między patrycjatem a gminem była znaczną. Tak samo — jeżeli miasto było wolnem. Jeżeli gmina, przekształcając się na miasto, była poddaną — członkowie jej byli i pozostawali poddanymi czynszownikami pana; przybysze byli nimi także, stosunek ich do feodała był taki sam, jak i starych rodów — lecz pozostawała różnica w prawach gminnych, które przechodzi potem i w prawo miejskie.
Tak więc — targ przekształcał gminę na miasto w następujący sposób: wzniesienie murów i baszt, zaprowadzenie stałego wojska, składów na towary, wytworzenie klasy kupców miejscowych, wytworzenie specjalistów rzemieślników, stopniowe zaniedbywanie rolnictwa, ściąganie przybyszów i wytworzenie przez to patrycjatu i gminu. Dalsze przemiany, których targ wymagał — stanowią szereg zdobywanych wolności i wzrost kulturalnych ulepszeń. W tym stopniu znajdowało się miasto feodalne w swoim pierwszym okresie.
Jak wyglądała wtenczas gospodarka miejska?
Produkcja miejska, pomimo targu i większego skupienia rzemieślników, nie straciła jeszcze swojej głównej cechy — gospodarki naturalnej. Ruch wymienny objął tylko przedmioty zbytku, codzienne potrzeby nie weszły weń jeszcze stąd też jego mało znacząca rola.
Rzemieślnicy produkowali głównie dla miasta swego i dla dworu — w pewnej części także dla gmin okolicznych — a tylko mała część wytworów szła dalej. Rynek wewnętrzny był już więcej rozwinięty niż na wsi: rzemieślnik różnił się tem od chłopa, że nie wszystko produkował dla siebie, był wyspecjalizowany w swoim fachu. Lecz miasto z dworem pańskim i przyległemi gminami stanowiło gospodarczą jednostkę, wystarczający sobie organizm wytwórczy, cokolwiek tylko nadwerężony przez wymianę zbytkownych przedmiotów. Początkowo nawet wszyscy mieszczanie i rzemieślnicy posiadali swoje grunta oraz bydło, pastwiska, nie potrzebując nawet wymiany ze wsiami okolicznemi. Była to ta sama gmina otoczona murem, z większem tylko skupieniem rzemieślników, z bardziej rozwiniętą wymianą wewnętrzną wskutek większego wewnętrznego podziału pracy i z rynkiem na zbytkowne przedmioty. Cecha naturalnej gospodarki charakteryzowała jeszcze produkcję miejską — jak wynikające z tej cechy następstwa; regulowanie produkcji — dbanie o jakość wytworów, oraz brak dążności do przedłużania dnia roboczego. Tak samo zachowanym został i feodalny charakter produkcji[39]. Rzemieślnicy byli czynszownikami pana i mogli prowadzić swój dom, grunt i warsztat tylko pod warunkiem składania panu danin ze swoich wytworów i wykonywania prac dla dworu potrzebnych. Byli oni dostawcami dworu. Praca ich, podobnie jak chłopów, dzieliła się na pracę dla siebie i pańszczyznę dla pana. Jedna część wytworów rzemieślnika szła na potrzeby własne i gminy miejskiej (na wymianę wewnętrzną), druga na potrzeby dworu, trzecia — najmniejsza, nabywana przez kupców, szła w dalszą wymianą. Pobieraniem tych danin zajmowali się specjalni urzędnicy pańscy. Skupienie rzemieślników w miastach było przyczyną wytworzenia się tam nowego zjawiska — cechów rzemieślniczych. Skupienie jednak umożliwiło tylko dokonanie się tego, co było konieczne zarówno dla interesów produkcji jak i dla wytwórców samych. Dla interesów produkcji konieczny był dozór nad umiejętnością wytwórców i regulowaniem produkcji rzemiosł specjalnemi ustawami. Sami zaś rzemieślnicy potrzebowali wzajemnej obrony i pomocy — wobec nadużyć feodała i ucisku patrycjatu mieszczańskiego. Jest to główna różnica produkcji miejskiej od wiejskiej, że była prowadzona nie przez luźne jednostki, odosobnionych wytwórców, lecz przez związki tych wytwórców — cechy.
Wymiana zewnętrzna wytworzyła klasę kupców. Początkowo prawo handlowania udzielane było niektórym mieszczanom przez pana i stanowiło wyłączny przywilej kupców.
Przywilej handlowania łączył się z przywilejem pewnych wolności — w sprawach majątkowych i osobistych — które dla innych mieszczan tamowane były, jak i dla chłopów, przez prawa feodalne i gminne. Ponieważ handel zaspakajał potrzeby pańskich i książęcych dworów, przeto opieka nad handlem była interesem króla i panów. Handel byt niemożliwy bez opieki straży.
Już Karol W. daje kupcom ze Strasburga straż i t. zw. Marktfrieden — pokój rynkowy — prawo orzekające, że jadących na jarmark nikt nie ma prawa ruszać. Handel bowiem wymagał dalszych podróży, drogi były niebezpieczne, pełne rabusiów, chronić kupców mogła tylko straż i prawo pokoju. Karol W. wziął pod opiekę wszystkich kupców: wszystkie więc publiczne rynki i udający się tam i z powrotem kupcy znaleźli się pod opieką straży i prawa; ponieważ zaś takie rynki były naprzód w miastach królewskich — przeto od nich zaczęły się takie porządki — a potem poczęły zjawiać się w miastach pańskich i biskupich. Prawa te udzielano początkowo kupcom imiennie, potem i ich potomstwu, aż wreszcie rozszerzono je na wszystkich kupców wogóle. Jak cesarz udzielał opiekę królewską, tak samo papież „pokój św. Piotra“; miasta i kupcy znaleźli się pod podwójną opieką świecką i duchowną. Synody duchowne w XII w. wydawały i ogłaszały takie pokoje na dni pewne. Doszło do obwieszczenia ogólnego, całorocznego pokoju dla pewnych rzeczy (towary zbytku?) i ludzi, np. żydów (kupcy-żydzi). Z jednej strony pokój handlowy dążył do tego, by się stać wiecznym, z drugiej znów z kupców rozszerzał się na mieszczan w pewnym zakresie.
Listy, pozwalające kupcom prowadzić świtę zbrojną, służyły za rodzaj paszportów. Kupcy jeździli uzbrojeni mieczem. W XI w. drogi tak były niepewne, że kupcy z obawy rabunków nie udawali się do Bremy. W XIII w. brano zobowiązania z rycerzy, że nie będą rabować kupców z ziemi swego księcia. W XIV w. jeszcze niepodobna było przejeżdżać przez ziemię dytmarską. Kupiec mógł dostać straż od księcia tylko za pewną opłatą: później, gdy straż już stała się zbyteczną, opłata jednak pozostała. W niektórych miastach — kupcy trzymali własnych żołdaków.
Jak kupcy, a potem mieszczanie, tak samo targi, a potem miasta znajdowały się pod podwójną opieką: pokojów św. Piotra i pokoju królewskiego. Znakiem pokoju (godło) była rękawica i krzyż; znak ten wystawiano podczas jarmarku, a obecność jego pozwalała na trzymanie straży. Opieka kościoła i państwa rozciągała się nietylko do jarmarków i kupców, lecz także do dróg i mostów.
Przestępców, napadających, wolno było aresztować — lecz za pozwoleniem sądu. Prawo to z kupców przeszło potem na mieszczan.
Wielka ilość państewek i brak potrzeby częstej komunikacji między krajami (wobec naturalnej gospodarki) — wpłynęły na to, że nie było powszechnie przyjmowanych monet, kursów pieniężnych. Kupcy wozili przeto z sobą złoto i srebro na jarmarki i na miejscu targu przebijali je na monetę będącą tam w użyciu, lub też wymieniali te kruszce na tamtejszą monetę. (Papierowe pieniądze rozwinęły się o wiele później — w okresie wzrastającego kapitalizmu). Wskutek tego na każdem miejscu targowem konieczną była mennica, posiadały ją nawet małe miasteczka. Bicie monet było naprzód przywilejem władzy (pana, księcia), następnie oddawane zostało kupcom pewnym t. zw. Münzer lub wydzierżawiane im przez książąt: potem przeszło na samo miasto. Z mennicą połączone było prawo handlu szlachetnemi kruszcami. Potem zajęcie to wzięło miasto i wydzierżawiło je „kupcom zagranicznym“, z których później rozwinęły się kantory bankierskie.
Podobnie jak i rzemieślnicy tak i kupcy łączą się w związki; najprzód były to związki miejscowych kupców — później stają się rozleglejsze — międzymiastowe ligi inaczej hanzy. Związki te miały na celu spokój publiczny tak ważny dla handlu, wzajemną pomoc w interesach i zabezpieczenie swobody handlu. Tak np. w 1255 r., 60 miast nadreńskich złączyło się w ligę. Jeszcze dawniejsza liga hanzeatycka obejmowała 70 miast handlowych ze stolicami Lubeka, Kolonja, Brunświk i Gdańsk. Były to już ligi miast — wyrosłe ze związków kupieckich — szczególnie żywotne w czasie walk z feodałami. W 1260 r., wiele miast Kastylji i Aragonji zawarło związek — dla obrony podróżników (kupców) i zapewnienia spokoju drogom. — Wszystkie te związki tworzył przedewszystkiem interes walki z feodałami, ich przemocą i niedogodnościami stąd wynikającemi dla mieszczańskich interesów. — O co szło w tej walce z feodałami, jaki był jej wynik w jaki sposób przekształciła ona miasta?
W walce tej szło o znormowanie powinności feodalnych (zmniejszenie); ich o zdobycie swobód osobistych i własnościowych, o, zdobycie samorządu miejskiego, czyli o to by prawa kupieckie istniejące dotąd jako przywilej pewnych kupców dany im przez feodała, zwiększyć i rozszerzyć na całe miasto. Prawa kupieckie już istniejące służyły tylko za wzór do formowania się praw miejskich. Walka miast o swobody była umożliwiona przez samo skupienie ludności, obronność stanowiska i posiadanie rynku. Skupienie ludnościowe umożliwiło powstawanie asocjacji (gildje, komuny) ogarniające wszystkich mieszczan — do walki z feodałałami. Posiadanie rynku i pewnych praw wolnościowych, dawało kupcom broń do walki — postrach opuszczenia miasta czyli zniszczenia targu który dla feodała był bardzo korzystnym. Np. 1074 r. w Kolonji 600 kupców chce opuścić miasto, gdyż arcybiskup zbyt dumnie postępował, kupcy musieli mieć w interesie samego handlu, pewne wolności majątkowe i przesiedlania się: szło im jednak, jak i mieszczanom o zupełne wyłamanie się z pod władzy feodałów.
Asocjacje miejskie obowiązywały do wzajemnej łączności i pomocy grożąc surowemi karami za przekraczanie tych obowiązków. Przebieg walk był rozmaity — asocjacje zwyciężyły[40]. Zdobycze były następujące: pozbycie się znacznej części danin feodalnych: unormowanie powinności feodalnych do małej liczby określonych prawem; wolności majątkowych i osobistych — jak: wolność testamentu, spadku, sprzedawania, nabywania, przekazywania, wolności słowa, wolności przesiedlania się i małżeństw. Dotąd miasto miało takież same prawa jak każda gmina poddana. Oprócz tego wywalczony został samorząd: wybieranie rady miejskiej rządzącej, naznaczanie podatków, zaprowadzenie sądów miejskich a jako dalszy skutek tego — rozwój miejskiego prawodawstwa, a przez to samo, wyłamanie się z pod władzy, sądów i praw feodałów. (Prócz tego miasto oswobodziło się od ceł). Wszystkie te wolności dawane były jako rezultat walki — przez feodałów na t. zw. karcie komunalnej — zdobycie karty było hasłem walki. O tej karcie pisarze ówcześni mówią — jest to „słowo nowe a nienawistne“ — a oznacza ograniczenie danin i praw feodalnych[41]. — Miasto po otrzymaniu karty komunalnej zmieniało swój ustrój wewnętrzny. Przed zdobyciem karty różni się, ono od chłopskiej gminy poddanej — tylko większą ludnością, murami, rynkiem, większym podziałem pracy i różniczkowaniem się ludności na kupców i rzemieślników, patrycjat i gmin. Prawodawstwo, sądy, powinności feodalne, prawa pańskie, rządy, pozostają te same co i na wsi. Po zdobyciu karty wszystko to się zmienia. Powinności feodalne zredukowały się do płacenia danin raz na rok, a oprócz tego w czterech wypadkach — tych samych co i chłopów — i to proporcjonalnie do majątku płacących. Zostały takie opłaty za warsztat, targ, za przewóz, wwóz przy każdem przejściu towaru przez ziemię pańską. Wywalczona rada miejska nie była zupełnie nową instytucją; każda gmina, a przez to i miasto, posiadała swoją radę wybieralną, działalność której była jednak silnie skrępowaną przez pana. Rada gminy miejskiej potrzebowała przytem rozszerzyć swoją działalność z powodu rynku (dozór nad wagą, miarą, mennicą i t. d.); a przytem interesem mieszczan było uczynić ją jak można najbardziej niezależną od feodała[42]. Szło przeto o obalenie inwestytury t. j. zatwierdzenia rady przez feodała lub nawet mianowania jej przez feodała.[43] a zarazem o zwiększenie jej samodzielności w administracji miejskiej, obrony i t. p. Przeto władza feodała ograniczyła się tylko do pobierania za pomocą swych urzędników prawem określonych danin i pańszczyzn. Początkowo po zdobyciu karty rada wybieraną była pośród starych rodów — potem doszło do tego, że zamiast wyborów stara rada mianowała nową a ta znowu starą. Walkę przeciw temu podjęły cechy.
Przed kartą sądy obowiązujące były to sądy pańskie. Lecz już wówczas w sprawach targowych łączyły się one z prawami kupców, ograniczane do czasów jarmarków — jako sądy kupieckie. Później te czasowe kupieckie sądy przechodzą w stałe — Marktfriede stał się Landfriede. Z tych kupieckich rozwijają się miejskie sądy — rozszerzenie zdobyte walką — naprzód w miastach, królewskich. Apelacja od sądów miejskich nie szła do grafów lecz do innych miast. — Rynek i związane z nim potrzeby życia miejskiego — musiał wpłynąć na utworzenie nowego prawodawstwa miejskiego, gdyż potrzebom tym nowym nie mogła odpowiadać ani ustawa gminna (markowa), ani prawo dworskie, które dotychczas obowiązywały mieszczan. Początkowo rynek wywołał wolności kupieckie dawane przez feodałów jako przywilej imienny. Stopniowo przywilej ten musiał się rozszerzać: zdobycie karty przyśpieszyło rozwój prawodawstwa miejskiego. Uzyskawszy walką wolność osobistą (małżeństw, przesiedlania się) i majątkową, zniesienie prawa dziedziczenia pańskiego, mieszczanie zdobyte te wolności spisali razem z prawem dworskiem i gminnem — dając je do potwierdzenia królowi i panom. Stąd wyszło pierwsze prawo miejskie — zaprowadzając zmiany w sprzedaży, kupnie, stosunkach małżeńskich, spadkach. Powstały więc nowe określenia co do prawa sprzedaży, zapracowanego a odziedziczonego, spadku synów i córek, stosunku majątkowego małżonków, jednem słowem całe prawo osobiste i familijne, rzeczowe i spadkowe zostało zmienione. — Zdobycie wolności stało się dla miast nowym czynnikiem wzrostu. Do miasta które otrzymało kartę napływało mnóstwo kupców z różnych krajów, rynek rozszerzał się, i mnóstwo zbiegów poddanych. Panu wolno było poszukiwać zbiegłych. Chowanie się zbiegów w miastach wywołało prawo — że bez wiedzy pana zbieg nie może być przyjęty przez miasto, zaś w Niemczech — prawo — że miasta nie mają prawa przechowywać zbiegów. Wobec tego miasta żądały od zbiegów świadectwa że są wolni lub sumy wykupnej. Lecz gdy przechodził termin — zbieg stawał się wolnym. O zbiegów wynikała często walka miasta z feodałem; zarówno bowiem feodał — jak miasto mieli swój interes w zatrzymaniu zbiega. Lecz ten napływ przybyszów — przyśpieszał wydzielanie się miasta ze wsi — powiększał gmin miejski — ludność potrzebującą ze wsi żywności; jednocześnie zwiększał obronne siły miasta i jego znaczenie w społeczeństwie. Feodałowie tracili nie tylko swoich poddanych, lecz — zwiększały się także przez to wrogie im siły. W końcu feodałowie zostali wyparci z miast — w wielu, nie wolno im było mieć tam swojej siedziby.

2. Cechy rzemieślnicze.

Czynniki które wytworzyły cechy tkwiły — z jednej strony, w potrzebach ówczesnej produkcji, z drugiej zaś — w potrzebach społecznego życia i walk klasowych. Czynniki te rozwinęły się szczególnie silnie w miastach, a przytem, miasto dało dopiero grunt realny dla powstania takich organizacji.
Potrzeby produkcji — identyczne z jej interesami — były następujące; dobroć wytworów — a zatem brak fałszerstw i umiejętności fabrykacji innej — regulacja jakościowa; dalej — regulowanie ilościowe pracy — żeby nie szło jej zadużo na jedne wytwory, a za mało na drugie. Interesy te były nieodłączne od natury ówczesnej produkcji — natury gospodarki naturalnej: gmina wytwarzająca dla własnego użytku musi dbać zarówno o jakościową i ilościową regulację produkcji — mając w tem swój własny interes. Były więc potrzeby ogólne zarówno dla wsi jak i dla miast.
W gminach wiejskich jednak te interesy produkcji nie wywołały potrzeby organizacji pracy rzemieślniczej, w miastach zaś wywołały; w gminach wiejskich wystarczał dla tych interesów ogólny dozór gminy i urzędników pańskich nad ogółem produkcji chłopskiej, w mieście wymagały te interesy cechowej rzemieślniczej organizacji. Dlaczego? — Przyczyną tego był rynek który przeprowadzał między wsią i miastem społeczny podział pracy. W gminie wiejskiej — jako cechę główną — widzimy zbiór identycznych jednostek wytwórczych — rodzin chłopskich — z których każda wytwarza prawie wszystko co jej do rodzinnego użytku jest potrzebne: chleb, narzędzia, płótna, sukna, mięso, skóry, naczynia itd., podział pracy w gminie jest bardzo słaby, wyspecjalizowanych rzemieślników mało: każda rodzina potrzeby swoje zaspakaja sama, rzadko co kupuje lub sprzedaje; (w rodzinie podział pracy między mężczyzną i kobietą) z tych wytworów rodziny chłopskiej pan wybiera sobie pewną część bezpośrednio. Stąd też — każdy robiąc dla siebie — robi jak umie najlepiej i tyle wszystkiego ile mu potrzeba na użytek domowy i na daniny pańskie. Rodzinna jednostka wytwórca sam reguluje swoją produkcję — jakościowo i ilościowo w jej łonie istnieje organizacja pracy — czyniąc zbyteczną wszelką inną. — Inne warunki przedstawiały się w miastach; tam wytworzyło się skupienie rzemieślników specjalnych, znaczna część których nie prowadziła nawet własnego gospodarstwa rolnego; mieszkaniec miast miał fach określony, był szewcem, kowalem, stolarzem, po za przedmiotami swego fachu mało co produkował; rozwinął się podział pracy, nietylko między miastem i wsią — rzemiosła i rolnictwo, lecz i wewnątrz samego miasta — różne gatunki rzemiosł. Stąd — rodzina mieszczańska, rzemieślnicza, nie była już jednostką wytwórczą sobie wystarczającą, produkowała ona jeden tylko przeważnie gatunek wytworów, produkowała go więc dla wymiany na rynku wewnętrznym swej gminy — dla wymiany na te wszystkie wytwory codziennego użytku których nic robiła sama. Miasto — jako gmina — pozostała jednostką wytwórczą — z naturalną gospodarką — lecz w łonie tej jednostki wytwórczej powstał już podział pracy, przez to rynek wewnętrzny i rodzinny składające miejską gminę przestały już być jednorodnemi jednostkami wytwórczemi. Stąd też rodzinna organizacja pracy stała się niemożliwą, interesy produkcji wymagały natomiast innej. Mieszczanin rzemieślnik wytwarzał już nie tylko dla siebie lecz i dla swych sąsiadów — dobroć wytworów — nie była już zagwarantowaną, jego osobistym interesem. Tak samo ilościowa regulacja pracy nie mogła już odbywać się według domowych potrzeb rodziny (włącznie z daninami) lecz według potrzeb całego miasta. Zarówno przeto miasto jak i feodał — musieli dbać o to, żeby np. w mieście nie było dużo szewców, kosztem innych potrzebnych rzemiosł i żeby szewcy dawali dobry wytwór, chociaż produkowali nie dla siebie. Oprócz tych interesów miasta i feodałów — był jeszcze inny: miasto posiadało mały rynek zewnętrzny, wymianę zbytkownych towarów z dalszymi okolicami i krajami. Rynek ten potrzebował towaru wykończonego umiejętnie — przedmiotów zbytku. Dostarczanie ich na rynek było interesem kupców, rzemieślników i feodała. Rynek rozwinął sztukę rzemieślniczą, potrzeby kultury, wymaganie zbytku. Stąd też w produkcji miejskiej zjawia się większa dbałość o fachowe wykształcenie — umiejętność fabrykowania. Dążność ta do wykształcenia fachowego, wytwarza jeszcze jedną potrzebę organizacji pracy. Tak więc — w miastach, gdy wskutek podziału pracy, rodzina przestała sama zaspakajać swoje potrzeby, interesy produkcji potrzebowały organizacji pracy — cechów. Z tych potrzeb wykształciła się jedna strona cechów — regulowanie produkcją i dbałość o fachowe wykształcenie: objawiająca się w takich właściwościach cechu jak: terminowanie obowiązkowe dla rzemieślnika, określona liczba uczni i majstrów, dozór nad fabrykacją. Zaczątki takiej organizacji pracy pojawiły się na dworach pańskich i w klasztorach, gdzie siedzieli specjalni rzemieślnicy pod dozorem urzędników i podlegający pewnym regułom uczenia się i wytwarzania. Oprócz tego, zaczątków cechowej organizacji szukać można w gminach wiejskich, gdzie istniał pewien dozór nad ogółem produkcji, gdzie rada gminy dbała o to by członkowie gminy prowadzili gospodarkę według uznanych z dawnych czasów sposobów. Ten dozór gminy — będący dalszym ciągiem pierwotnego komunizmu — pozostał jako konieczność życiowa, wobec tego, że istniały allmendy, że indywidualizm członków nie wychodził poza granice gminy i że gmina występowała jako jednostka gospodarcza wobec pana — w odbywaniu powinności feodalnych.
Drugi czynnik który przyczynił się do wytworzenia cechów, był potrzebą łączenia się, potrzebą wzajemnej pomocy i obrony. Potrzeba ta z dwóch źródeł czerpała swoje istnienie: jako pozostałość dawnego komunizmu, nie tylko moralna lecz i ekonomiczna (gminy z allmendą i nadzorem gospodarczym), która miała jeszcze swój grunt realny, życiowe znaczenie (wobec gospodarki naturalnej: gmina zamyka w sobie cały świat dla jej członka: wobec allmend i większej łatwości odbywania powinności feodalnych — gromadą); oprócz tego, potrzeba ta istniała będąc wywoływaną warunkami społecznego życia: rozpasania się siły pięści, niepewność bytu jednostki wobec tego wymagała łączności. Potrzeba ta objawia się np. w mnóstwie małych stowarzyszeń — asocjacji: 3 lub 4 rodziny zobowiązują się przez akt publiczny do wiecznego braterstwa, ze wspólną własnością, a jeżeli jedna z nich umiera bez potomków, inne dziedziczą po niej. Niekiedy kilka rodzin łączy los swój w ten sposób, wyrzekając się nazwisk swoich i przybierając nazwę wspólną — wznosiły wieżę, która miała im być schroniskiem i obroną na wypadek niebezpieczeństwa. Łączność stawała się jeszcze potrzebniejszą w czasie walk klasowych: naprzód miast z feodałami, potem rzemieślników z patrycjatem miejskim. Walki wymagały nietylko łączności moralnej — lecz i organizacji.
To było drugim czynnikiem, przyśpieszającym rozwój cechów. Czynnik ten istniał i w gminach wiejskich: tam bowiem także istniały gwałty (większe nawet) i walka z feodałami, wymagające łączności i organizacji, lecz na przeszkodzie stała rzadkość zaludnienia, małe skupienie ludności, sprawiające, że nie mogły wytworzyć się organizacje trwałe. Miasta zaś, przez swoje skupienie ludnościowe, umożliwiały powstanie organizacyj; ciągłość walki klasowej i możliwość jej skutecznego prowadzenia, wzmocniło je i rozwinęło. Stąd też duch stowarzyszania się ożywia miasta. Łączą się w stowarzyszenia rzemieślnicy, kupcy, notarjusze, adwokaci, lekarze, aptekarze, w niektórych miastach studenci.
Z tej potrzeby wzajemnej pomocy i obrony — pochodzi druga strona cechów — dążność do zabezpieczenia każdego rzemieślnika przed niedostatkiem, pomoc wzajemna, czyniąca z cechu jakby jedną rodzinę.
Z tych dwóch czynników wytworzyły się właśnie cechy, mając w sobie tę podwójną naturę obu czynników: organizacja pracy i pomoc wzajemna wraz z organizacją do walki politycznej.
Jaką drogą powstawały cechy? Jako organizacja produkcji rzemieślniczej w miastach tworzyły się one zgodnie z wolą pana i z interesami pana, biskupa lub króla, którzy zyskiwali na rozwoju fachowego wykształcenia i zaprowadzeniu porządku w rzemieślniczej produkcji miast. Początkowo więc tworzyły się cechy, będące w zupełnej zależności od feodała. Lecz z czasem takie cechy pańskie stają się wolnemi, w miarę znoszenia więzów poddaństwa w miastach — co odbywało się równocześnie z rozwojem miast, zależnym w znacznej części od ruchu kupieckiego. Przechodzenie cechów z poddanych w wolne odbywało się w sposób mniej lub więcej burzliwy, prędzej czy później, zależnie od siły przeszkód, stawianych przez feodała i od potęgi miasta. Obok poddanych cechów, powstawały także wolne, bez wiedzy pana; tworzyły się one podczas walki a feodałami, jak i podczas walki z patrycjatem miejskim, w celach nietylko organizowania pracy i pomocy wzajemnej, lecz także w celach walki politycznej.
Stąd też — cechy zaczynają być prześladowane przez feodałów, króla i patrycjat miejski. Fryderyk I w 1158 r. zakazuje zawiązywania cechów w miastach włoskich, a Fryderyk II w niemieckich 1231 r. W walce z feodałami cechy popierały ogólne interesy miasta; w walce z patrycjatem szło im o zdobycie politycznej władzy w mieście i oswobodzenie się od nadużyć ze strony staromieszczaństwa i rycerstwa miejskiego.
Stąd też — zakazywanie cechów przez królów i miasta: oprócz powyższych — Rudolf Habsburgski w 1275 r. Miasta rozwiązują cechy: Frankfurt 1366 r., Freiburg 1454 r., Erfurt 1264 r. (cechy piekarzy i rzeźników). Regensburg 1384 r. i t. d. Cechy przebywają zatem okres, gdy są tajne, nielegalne; mimo prześladowań rozwijają się. W końcu rząd królewski, chcąc ich politykę pozyskać sobie przeciw feodałom — kokietuje ich — sprawia ulgi. Walka ich kończy się zwycięstwem. Wolne, mocne cechy istnieją w każdem mieście.
Jaką było organizacja cechu? Cech był organizacją rzemieślników; obejmował on majstrów i czeladników. Majstrowie i czeladnicy nie były to jeszcze klasy społeczne, wrogie sobie — ze sprzecznemi interesami. Na majstrach spoczywał obowiązek prowadzenia produkcji umiejętnie. Posiadali oni własny warsztat i narzędzia pracy, pracowali sami, biorąc do pomocy tych rzemieślników, którzy jeszcze własnego warsztatu nie mieli. Warsztaty były małe — dużych nie było; majstrowi dopomagało zaledwie kilku czeladników najwyżej i kilku uczni. Każdy majster trzymał u siebie terminatorów do nauki fachowej. Terminatorzy nie należeli do cechu. Cech był organizacją rzemieślników danego fachu; kto miał własny warsztat i umiejętność fachową, nazywał się majstrem; terminator, ukończywszy naukę, musiał jeszcze czas jakiś pracować jako czeladnik do współki z majstrem. Liczba terminatorów była bardzo ograniczona; płacili oni za przyjęcie i zobowiązali się pracować u majstra przez czas wyznaczony na terminowanie, który zmieniał się zależnie od cechu od 6 do 10 lat. Terminator żywił się u majstra i z nim razem pracował.
Ażeby zostać majstrem trzeba było prócz odbytego terminu zapłacić cechowi i panu. Otrzymawszy od pana (lub króla) i cechu pozwolenie majsterstwa, rzemieślnik przysięga zachowywanie statutów cechowych i płaci za prawo przyjęcia.
Kontrakt słowny wiązał terminatora z majstrem. Podlegał on wszystkim rozkazom majstra i nie mógł przeciw niemu występować. Jeżeli uciekał, sprowadzali go siłą do majstra. Nikt nie miał prawa dać mu schronienia; inny majster, który go przyjął, podlegał karze. Niektóre statuty głosiły, że za trzecim razem ucieczki tracił już prawo terminowania.
Majster dawał terminatorowi mieszkanie, jedzenie, ubranie, a jeżeli ten żenił się lub chciał mieszkać oddzielnie, dawał mu odpowiednią płacę. (Co zdarzało się rzadko).
Terminatorzy, chociaż nie należeli do cechu, korzystali jednak z opieki jego statutów. Liczba ich była ograniczoną; wyjątek był tylko dla synów majstra, którzy zawsze mieli prawo być terminatorami. Terminator za przyjęcie płacił — syn majstra nie. Niekiedy i majster płacił do cechu za prawo przyjęcia ucznia.
Aby być przyjętym na ucznia, trzeba się było wykazać z wolnego, uczciwego ojca (z prawego urodzenia, często aż do 4-go pokolenia; „nieuczciwem“ było jeszcze w XVI pochodzenie od tkacza płócien, młynarza, cyrulika i t. p., w XVIII w. od pachołków sądowych, dozorców wież, pól, lasów, grabarzy, stróży nocnych, zamiataczy ulic). Majster bez zezwolenia cechu nie mógł przyjmować ucznia. Terminator, skończywszy czas nauki, stawał się czeladnikiem.
Czeladnikiem trzeba było być obowiązkowo, tak jak terminatorem — dla nabycia praktyki i doświadczenia; czeladnikiem musiał być każdy, aby zostać majstrem. Stan czeladnika nie był przeto stanem społecznym, lecz tylko dalszym ciągiem nauki fachowej, stanem przejściowym do majstra. Czeladnik był związany kontraktem z majstrem; kontrakt mógł być dzienny, tygodniowy lub roczny. Niektórzy mieli u majstra mieszkanie i życie, inni brali tylko zapłatę. Liczba czeladników nie była ograniczoną, jak terminatorów (gdyż każdy rzemieślnik musiał być czeladnikiem zanim został majstrem).
Przyjmując czeladnika, majster zwracał uwagę, czy ma dostateczną liczbę ubrań (niekiedy wymagano 3—5), ażeby niechlujstwo nie zraziło przychodzących szlachciców. Dla zostania majstrem, oprócz odbycia czasu terminatora i czeladnika, trzeba było zapłacić panu i cechowi. W 13 i 14 w. zaczął się zwyczaj, że czeladnik, aby zostać majstrem, powinien był odbyć wędrówkę dla większego wykształcenia się w swym fachu; chociaż niektóre cechy, np. tokarzy bursztynu, zabraniały takich wędrówek, aby nie rozszerzyć znajomości fachu. Czeladnik musiał być wpisany do miasta. Zostając majstrem, oprócz wpisowego trzeba było złożyć podarunki majstrowi i czeladnikom.
Każdy rzemieślnik zostawał majstrem, stan terminatora i czeladnika był tylko stanem przejściowym — nie był stanowiskiem społecznem. Terminatorzy i czeladnicy nie stanowili wtenczas jeszcze klasy społecznej oddzielnej wobec majstrów, tak samo jak nie stanowią jej studenci medycyny wobec skończonych lekarzy. Cech — związek majstrów i czeladników — miał swoich administratorów i sędziów, zadaniem ich było dozorować nad rzemiosłem, sprawdzać jakość produktów, wykrywać fałszerstwa i nadużycia; do pewnego stopnia mieli także prawo sądzenia majstrów i czeladników. Zwykle było ich 2—4, czasem 6—12 lub nawet 1. Wybór ich (sędziów) zależał albo od urzędników królewskich, albo też od cechu. Wybierano na jeden rok. W niektórych fachach do urzędów sędziów cechowych dopuszczano kobiety. Wybrany przysięgał strzec interesów cechu. Administratorzy i sędziowie składali radę cechową, na czele której stał jej przewodniczący „starosta“. Taką była organizacja cechu: uczniowie pod czeladnikami, czeladnicy pod majstrami, majstrowie pod radą cechową; były to hierarchje starszych i młodszych, nie zaś panów i sług, wyzyskujących i wyzyskiwanych, jakiemi stały się potem.
Jaką była działalność cechu i jego życie wewnętrzne?
Działalność jego stosowała się do tego podwójnego celu — jaki miał cech, jako organizacja rzemieślników; cel ten był — organizacja produkcji i wzajemna pomoc i obrona.
Czynności cechu, odpowiadające organizacji produkcji, były:
Cech dba o to, żeby terminatorzy stali się zręcznymi rzemieślnikami; w tym celu ustanowiony był długi termin, najczęściej 8, 10 lub 12 lat; czas praktyki jako czeladnika; wędrówki czeladników.
Cech dba o dobro wytworów: ustanowiono miarę i wagę wytworów, stop metali, gatunek surowców; prawa określały dla każdego rzemiosła ilość i jakość materjału, wagę, formę i sposób fabrykacji; trzeba było dać towar dobry, według przepisów wykonany, dla zysków nie czynić żadnych fałszerstw. Fałszerstwa karane były karą pieniężną, konfiskatą, a nawet odebraniem prawa do zajmowania się rzemiosłem. Cechy zorganizowały policję przemysłową, która nie dopuszczała na rynku żadnego przedmiotu, nie odpowiadającego wymaganiom obowiązujących prawideł fabrykacji. Byli przysięgli dozorcy, obchodzący warsztaty i naznaczający karę na majstra, u którego dostrzeżono fałszerstwa. Ażeby kontrola była łatwiejszą, rzemieślnicy pracowali przed sklepami, na ulicy, pod okiem przechodniów. Dlatego także i praca nocna była wzbronioną.
Ażeby uregulować produkcję ilościowo, cech dozorował nad rozmiarami produkcji w każdem rzemiośle. Dlatego przepisy określały liczbę uczni u każdego majstra, ilość wytworów, które mógł wyprodukować, liczbę godzin roboczych dziennie. Liczba uczni ograniczoną była zwykle do 3; dla tkaczy do 6. Dla uskutecznienia tej regulacji ilościowej — cechy musiały dbać o ścisłe rozgraniczenie rzemiosł: jedno rzemiosło nie mogło wkraczać w drugie;[44] tak np. kowale nie mogli robić i sprzedawać kluczy, gdyż to było monopolem ślusarzy, krawiec nie mógł naprawiać ubrania, tandeciarz nie mógł robić nowych.[45] Z tych rozgraniczeń fachowych — wynikały częste spory i kłótnie. Tak przedstawiała się jedna strona cechu jako organizatora produkcji, zgodnie z jej interesami ilościowej i jakościowej regulacji. Druga strona cechu była jako instytucji łączącej rzemieślników w celach wzajemnej pomocy w życiu prywatnem i walkach politycznych. Wewnątrz cech przedstawiał rodzinę, byli tylko starsi i młodsi. Rzemieślnik, wstępując do cechu, stawał się bratem swych towarzyszy. Był obecnym przy wspólnych nabożeństwach, ucztach, był z nimi związany na całe życie — dzielił z nimi smutek i radość. Obronę i pomoc mieli nie tylko dorośli członkowie, ale także ich żony i dzieci. Podtrzymywanie towarzysza było świętą powinnością wszystkich. Śmierć majstra nie pozostawiała rodzinę bez pomocy; cech pozwalał wdowie prowadzić dalej przemysł męża. Troszczenie się o sieroty; dziecko osierocone cech oddawał do nauki.
Zabezpieczenie każdego, danie każdemu rzemieślnikowi niezbędnego dostatku było dążnością cechu. Cel ten mógł być osiągnięty wtedy tylko, jeżeli w cechu nie było rąk roboczych, pozbawionych pracy i nadmiernego wyzysku, a do tego prowadziły wszystkie ograniczenia produkcji — regulacja ilościowa, regulacja płacy, dnia roboczego: tak np. praca nocna była wzbronioną, rzemieślnicy miewali nawet wakacje (robiący druty odpoczywali przez cały sierpień); czeladnik nie mógł być bez racji wydalony, i trzeba było, żeby rację wydalenia uznało dwóch czeladników i 4-ch majstrów. Do tegoż celu zabezpieczenia każdemu rzemieślnikowi dobrobytu i przeszkadzania, by jedni bogacili się kosztem drugich, zmierzały przepisy cechowe, znoszące wszelką konkurencję wewnętrzną. Cech nie chciał dać jednemu ze swych członków możności rozwijania swej produkcji z uszczerbkiem innych; wszyscy majstrowie musieli podlegać jednakowym warunkom. Ograniczenie liczby uczni, ilość wytworów, płacy roboczej, ceny towarów — wszystko to zmierzało do tego, żeby nie dopuścić członków do nadmiernego wzbogacenia się kosztem innych i ażeby ochronić pracę czeladników i uczni przed możliwym wyzyskiem. Majster względem ucznia miał obowiązki karmić, odziewać, baczyć na jego prowadzenie się, chodzenie do kościoła. Za złe obchodzenie się z uczniem podlegał karze przez wiele ustaw cechowych oznaczonej. Majstrowie powinni byli przestrzegać moralności uczni i czeladników. Czeladnikowi nie wolno było upijać się, grać w karty, wracać do domu majstra później, jak o 10 wieczorem. Jeżeli żył nieślubnie z kobietą, tracił miejsce, często wypędzany był z miasta. Nawet sekretny wyjazd rzemieślnika z miasta pociągał za sobą wyłączenie z cechu.
Cechy ceniły wielce swą godność; dbały o to, żeby między nimi nie było osób, mogących splamić dobre imię — pochodzeniem, trybem życia obecnym lub przeszłym. Od wstępujących do cechu wymagano wiele. Do nieprzyjętych należeli nieprawnie urodzeni. W Niemczech wymagano pochodzenia niemieckiego. „Chcący wstąpić do cechu nie może mieć pana“. Zasada ta zjawiła się, gdy powstały cechy wolne. Członek cechu musi być moralny: „cechowi powinni być czyści, jak gdyby byli wybrani z pośród gołębi“. Uczniowie i czeladnicy nie byli tylko roboczą siłą, służącą dla majstra za źródło dochodów — byli oni członkami jego rodziny. Pracowali z nim razem, jedli i pili za jednym stołem, spali w jednym domu. Na położenie swoje patrzyli jako na przejściowe — jak na szkołę. Ograniczenie liczby robotników u majstra gwarantowało im możność posiadania na przyszłość własnego warsztatu. Ciasny związek z majstrem, blizkość interesów, możność zajęcia takiego samego położenia w społeczeństwie — nie dopuszczało do antagonizmów między temi trzema kategorjami. Cech był ciałem jednolitem. Wyzysk pracy czeladników i uczni nie mógł wtenczas istnieć jako powszechne, konieczne zjawisko. Majster bowiem produkował nie dla zwiększenia kapitału, nie dla zysku pieniężnego, lecz: dla wygodnego życia; dostatek domu — był osobistym celem jego produkcji; a z dostatku domowego korzystali zarówno czeladnicy i uczniowie, którzy razem z nim mieszkali i jedli, i którymi opiekowały się prawa korporacji. Przytem dostatek domowy tworzył się pracą nietylko uczni i czeladników, lecz zarazem i pracą majstra, który z nimi razem pracował. Na nadużycia nie pozwalały przepisy cechowe, a gdzie jest wspólne życie i wspólna praca, tam wyzysku być nie może, jeżeli celem produkcji nie jest pieniądz.
Tak więc — cech odpowiadał w zupełności swemu zadaniu — organizatora produkcji miejskiej i obrońcy rzemieślniczej ludności. Wszystkie jego prawa i całe życie wewnętrzne dążyło do wypełnienia tych zadań.
Wspólność i braterskie uczucia, jakie rozwijały cechy wśród rzemieślników — rozszerzały się także i na życie religijne. Członkowie cechu stanowili jednocześnie bractwo religijne. Bractwo zasadzało się na wspólności modłów i obchodów religijnych. Obowiązkowo zbierali się wszyscy w kościele na święta, śluby, pogrzeby członków. Kto od tego usuwał się, płacił karę. Jeżeli członek bractwa umarł, pewna liczba członków musiała czuwać nad jego ciałem. Dnia tego nie można było pracować do południa. Na ślubie całe bractwo ucztowało razem w knajpie. Każdy cech miał swego patrona, kaplicę lub ołtarz, swe chorągwie i uniform. Były także wspólne kasy pogrzebowe. Solidarność była tak rozwiniętą, że nikt np. nie pracował u odbiorcy, który skrzywdził towarzysza; żaden majster nie odmawia odbiorców od innych. Konkurencja między majstrami była niemożliwą wobec równości ich produkcji (każdy prawie tyle samo i tak samo wytwarzał) i solidarności cechowej; przytem ponieważ nie wytwarzano dla zysku pieniężnego — dla mnożenia kapitału, konkurencja nie miała celu; majstrowie produkowali tyle, ile mógł pochłonąć wewnętrzny rynek miasta — ilość ograniczoną miejscowemi potrzebami; to co szło zagranicę tego rynku — było nie wiele znaczącem. Konkurencja jest konieczną tam tylko, gdzie produkujący może zwiększyć swoją produkcję, zwiększywszy koło nabywców, lub też gdzie produkuje bezplanowo na nieokreślone rynki; tu zaś produkcja każdego ograniczoną była prawami cechowemi; rynek zaś był zamknięty, ze znanemi potrzebami. Majstrowie pracowali głównie na zamówienia — każdy miał swoje koło odbiorców — nadprodukcji przeto być nie mogło, ani kryzysów; konkurencja mogłaby się zasadzać tylko na odciągnieniu wzajemnem odbiorców — to zaś było uniemożliwione prawami cechowemi.
Cechy, stawszy się nawet wolnymi, nie były swobodne od powinności feodalnych. Walka miast z feodałami, zakończona zdobyciem karty komunalnej, dała cechom pewien samorząd w swem życiu zewnętrznem i unormowała powinności feodalne rzemieślników. Każdy majster pozostał obowiązany płacić panu daninę raz na rok i w czterech wypadkach, a przytem opłaty za warsztat, targ, przewóz i wwóz. Urzędnicy pańscy strzegli tych powinności. Każdy zatem warsztat rzemieślniczy produkował pewną nadwartość feodalną; na wytworzenie jej składała się praca majstra, czeladników i uczni — wszyscy oni podlegali zaróWno wyzyskowi feodalnemu.
Zdobycie swobód miejskich daje silny impuls do rozwoju cechów, zwiększania się liczebnego istniejących i powstawania nowych; przybysze napływające pod opieką miast wolnych, powiększają ludność rzemieślniczą, zapełniają szeregi cechów. Liczebne zwiększanie się cechów powoduje ich różniczkowanie się; przyczynia się do tego także kształcenie się rzemiosł. Zarówno wzrost miast jak i kształcenie się rzemiosł wpłynęły na różniczkowanie się cechów. Rzemiosło rozwijając się — specjalizowało swoje odmiany coraz bardziej i coraz nowsze. Dopóki cech był nieliczny, rozpadnięcie się jego na kilka było niedogodnem — dla celów samopomocy. Gdy ludność rzemieślnicza wzrastała — rozpadanie się cechu stało się możliwem, a dla interesów produkcji potrzebnem. Regulowanie produkcji nowych rodzajów wymagało osobnego cechu. Tak np. początkowo do cechu kowali we Frankfurcie należeli wyrabiacze ostróg, puszkarze, nożownicy, gwoździarze, kowale do podków, a nawet zegarmistrze. Z czasem wydzielają się kowale podków od puszkarzy, a ci od nożowników, ślusarzy, gwoździarzy, wyrabiających łańcuchy. Puszkarze dzielą się na wyrabiających hełmy, klucze (i wiele tylko było różnych rynsztunków); nożownicy na wyrabiających kosy i noże i t. d. Szewcy dzielili się na cechy — poprawiających obuwie, wyrabiających nowe i robiących pantofle. W Düren są szewcy dla dorosłych i dla dzieci. W Ratysbonie byli szewcy wyrabiający z wołowej skóry i z innych skór. Takie specjalizowanie się cechów było pożyteczne dla regulacji produkcji, dozoru nad jej jakością i ilością. Krawcy również dzielili się na naprawiaczy i robiących nowe ubranie. Początkowo wszyscy tkacze stanowią całość. Z czasem wydzielają się naprzód tkacze płócien i tkacze sukien z wełny. Później te cechy dzielą się jeszcze na: tych, co tkali delikatne sukna z materjału zagranicznego, tkaczy gorszych materjałów krajowych, tkaczy wełnianych rękawic, tkaczy wełnianych spodni, tkaczy pończoch i t. d. Połączenia rzemieślników w cechy i ich specjalizacja — urozmaicała się do nieskończoności. Były cechy kobiet, np. przędzarek złota. Organizacja wzajemnej pomocy na wzór cechów — obejmowała i inne, nie rzemieślnicze sfery; był cech prostytutek, który za patronkę miał Św. Magdalenę (w Paryżu); w Bazylei był cech żebraków; we Florencji, Monachjum, Norymberdze — nauczycieli. Powaga różnych cechów i ich gradacja społeczna była różną w różnych miejscach. Z cechu budowniczych i malarzy już w XV w. wyłonił się Związek wolnomularski. Rozwój cechów po zdobyciu wolności miejskich uczynił z nich potężne organizacje. Cechy posiadają swe domy cechowe, czasami po kilka. Zunfthaus tkaczy kolońskich był pałacem. Domy takie były zarazem miejscem składów, sprzedaży, rady. Zdobycie przez cechy prawa sądu w swych sprawach wewnętrznych, prawa policji obyczajowej i rzemiosła, prawa noszenia broni, prawa zemsty i zawierania przymierzy z cechami innych miast, uczyniło z nich największą siłę miast, a poważną w społeczeństwie. Cechy stały się także wojskowemi partjami. Nawet rycerze, biskupi i staromieszczaństwo zawierało z niemi przymierza zaczepno-odporne. Organizacja cechowa — rady, majstrów, czeladników i uczni — stanowiła dobrą dyscyplinę. Siła ta wzrosła jeszcze przez przymierza międzycechowe: w 14 w. łączą się piekarze, a nieco później kowale wielu miast w Niemczech, w przymierza zaczepno-odporne — ze zjazdami. To samo zdarza się i w innych cechach. Wzrost znaczenia cechów umożliwił im zdobycie sobie monopolu produkcji — przymusu cechowego. Przedtem każdy mieszczanin miał prawo sprzedawania sukna, wina, piwa i t. d. Cechy wymogły wytworzenie przymusu cechowego — naprzód na miasto, potem i na okoliczne wioski. Zdobycie monopolu produkcji było dla cechów bardzo żywotnym interesem. Szło o to, żeby niecechowi rzemieślnicy nie odbierali klijentów od cechowych: monopol cechowy sprawił to, że każdy rzemieślnik musiał należeć do cechu i przejść przez cechową naukę; tym sposobem usuwała się zewnętrzna konkurencja i cech, zostawszy panem produkcji miejskiej, nabierał większego znaczenia i powagi. Dlatego też wymagania monopolu produkcji były jedne z ważniejszych ze strony cechów. Monopol nadawał cechowi większą ważność dla jego członków: cech bronił rzemieślnika od współzawodników w rzemiośle i dlatego potrzebował mieć władzę prześladowania osób, wchodzących w dziedzinę jego produkcji. Stąd — ciągłe wymagania monopolu. Cechy prosiły u feodałów wzbronienia postronnym zajmowania się tym samym przemysłem: 1149 r. cech tkaczy w Kolonji, 1157 — szewców w Magdeburgu, 1231 — krawców. Gdy cechy stały się potęgą, wiele miast i królów stara się przyciągnąć ich na swą stronę, robiąc im różne ulgi, a szczególniej zapewniając monopol produkcji. Czynione, to było w interesie walki z feodałami. Taka polityka ze strony królów zaczyna się już w 12 w. Henryk Neuenburg mówi do zakładanego przez się cechu ogrodników w Bazylei: „kto należy do waszego rzemiosła, tego wy możecie zmusić, żeby wstąpił do waszego cechu“. Taka władza zapewnia cechowi szybki wzrost i trwałą siłę. Henryk II francuski, dając przywileje cechowi garbarzy, mówi: „niech nikt nie ośmieli się z nienależących do waszego cechu zajmować się rzemiosłem garbarskiem w Rouen i jego okolicach“. W 16 w. zarząd miejski Lubeki wydaje cały szereg ustaw do prześladowania niecechowych rzemieślników, odbierając im narzędzia, biorąc kary pieniężne, wypędzając z miasta. Tak więc — za zgodą feodałów, lub przy pomocy polityki miast i królów, lub też samowładnych praw cechowych tam, gdzie cechy rządziły miastem — ustalił się powszechny monopol cechowy. Monopol ten miał swą siłę i w okolicach miasta na kilka mil. (Meilen recht). Na zasadzie tego prawa rzemieślnicy, nie należący do cechu, nie mogli zajmować się rzemiosłami ujętemi w cechy we wsiach okolicznych. Bez tego cech przestałby w znacznej części być obroną dla rzemieślników.
Starając się dostarczyć rzemieślnikowi niezawisłość gospodarczą i zabezpieczyć jego pracę — cechy dążyły do niezawisłości prawnej, do wytworzenia własnego prawodawstwa w miastach, do ujęcia władzy politycznej miast w swoje ręce, ażeby zmienić niedogodne dla cechów prawodawstwo miejskie, na markowej ustawie oparte. Na przeszkodzie temu stało staromieszczaństwo — patrycjat miejski, który dzierżył władzę polityczną. Stąd walka między nim a cechami. Bywało, że cechy ulegały w tej walce z miastem — wtedy miasto rozwiązuje cechy, nie pozwala nosić broni lub stawia inne ograniczenia. Walka skończyła się jednak wszędzie zwycięstwem cechów. Władza polityczna przeszła w ich ręce — w miastach zapanował ustrój cechowy, cechowe prawodawstwo. Następstwa tego były ważne. Cechy przedstawiały ruchomą własność w przeciwstawieniu do nieruchomej ziemskiej. Podczas gdy dla przyjęcia do gminy trzeba było posiadać kawałek ziemi (co rzemieślników pozbawiało prawa obywatelstwa, w późniejszych czasach, gdy nie było już ziemi do wydzielania) — od czasów ustroju cechowego tego się nie wymaga; do gminy miejskiej wchodzi każdy rzemieślnik cechowy.
Ze zwycięstwem cechów w miastach łączy się nie tylko poniżenie rycerstwa miejskiego, lecz i wiejskiego, bo im zburzono burgi i zamki. Ustrój miejski uległ radykalnym zmianom. Zapanowała równość przed prawem wszystkich mieszczan. Wzmocnienie spokoju publicznego: zamiast zemsty występuje sądowe oskarżenie i obrona, prokuratorja i adwokaci (Instytucje te biorą swój początek w miastach). Powstaje nowy kodeks karny i cywilny i odpowiednie urzędy; rozdział urzędów sądowych na karne i cywilne, oraz wyodrębnienie sądu od władzy rządzącej.
Cechy przedstawiają przybyszów — patrycjat stare rody. Ustrój cechowy zwalcza ustawę markową, pozostałości rodowego ustroju. Chociaż miasto oparte na hegemonji cechów było tendencyj arystokratycznych, lecz już tutaj znajdujemy główne zasady demokratyczne; ogół mieszczaństwa był źródłem wszelkiej władzy i wszystkich godności i urzędów. Wszystkie ważniejsze sprawy rozpatrywane były przez zebrania ludowe; później dla uniknięcia burzliwych zebrań wybierano do rozpatrzenia spraw wyborców ludu. Miastem rządziła wielka rada — na jej czele stał zarząd. Obrona miasta przez mieszczan poprowadziła do wysunięcia na plan pierwszy piechoty, przyczyniła się do rozwoju sztuki wojskowej. Znaczenie piechoty z miast rozszerzyło się i na kraj cały; jest to zarodek śmierci dla konnicy i rycerstwa. W miastach także wzięły początek pobór wojskowy, uniform, podatki osobiste od dochodów i policja wszelkiego rodzaju. Zapanowanie ustroju cechowego — jest to obalenie przywilejów rodowych na rzecz przybyszów, zmiana markowych pozostałości na nowy ustrój terytorjalno-polityczny.

III. KOŚCIÓŁ.

Kościół nie jest instytucją niezmienną; tak jak każda inna podlegał on w ciągu swego istnienia ewolucji. Nawet czysto oderwane jego pojęcia o świecie duchowym ulegały pewnym zmianom, wytwarzały się nowe dogmaty wiary. Tembardziej jego stanowisko społeczne, społeczne i etyczne ideje.
Chrześcijanizm powstał w epoce największego ucisku, jaki kiedykolwiek ludzkość znała — w epoce niewolnictwa rzymskiego, wielkiej rozpusty bogaczy i wielkiej nędzy mas: zjawił się w chwili, gdy umysły ludzkie zaczynały się coraz bardziej buntować przeciw istniejącemu porządkowi, gdy niedogodności zaczynały dawać się wszystkim we znaki: cezaryzm, bunty niewolnicze, małe korzyści niewolniczych latyfundji. Nowy prąd myśli wdzierał się we wszystkie umysły — zaznaczał się w filozofji, polityce, buntach. Była to chwila największego ucisku, a zarazem chwila rozkładu. Chwila taka jest sprzyjającą wytworzeniu się nowego prądu religijnego, w tych czasach, kiedy religja była w nierozłączonym stosunku z pojęciami społecznemi i moralnemi.
W początkach epoki rozkładowej danego ustroju w umysłach ludzkich panuje głównie niezadowolenie, krytyka, oburzenie, protest; jest to okres negatywny; z niego dopiero wyrabiają się pozytywne żądania, dążności empiryczne, prąd świadomy w kierunku reform, wskazywany przez sam rozwój życia — nastaje okres pozytywny — twórczy. W okresie negatywnym — umysły, potrzebując zawsze pewnych ideałów, zwracają się ku przeszłości, tam ich szukając; życie społeczne nie dało mu jeszcze nowych ideałów, szukają więc w zamierzchłych, odtwarzają je z pozostałych resztek. W tym pierwszym okresie ucisk wytwarza protest i krytykę; protest zaś skierowuje umysły na drogę wsteczną. W drugim okresie protest napotyka na ideały, wytwarzane już przez rozwój społeczny — ideały postępowe, dające się urzeczywistnić, bo podawane przez życie bieżące, przez wytwarzające się nowe stosunki rzeczowe.
Umysłowy ruch protestu, który w pierwszym okresie narażony był na coraz to gorsze prześladowanie, był ruchem dziejowo wstecznym.[46] Jednocześnie życie społeczne wykształcać zaczyna nowe formy; wyłaniają się pierwiastki ustroju, najbardziej odpowiedniego potrzebom społecznym — poczyna rozwijać się czynszownictwo, kolonat, łagodzące zarazem dolę plebsu i niewolników. Wtenczas ruch protestu wchodzi w okres pozytywny; umysły niezadowolone z istniejącego ustroju, widzą możliwe reformy, stawiają żądania, zgodne z postępem życia społecznego.
Chrześcijanizm, chcąc stać się prądem żywotnym, wpływowym, nie chcąc wyczerpać swych sił w bezowocnem szamotaniu się ze swemi prześladowcami, w walce o utopje, musi zejść z zajmowanego dotąd stanowiska, wziąć rozbrat z przeżytym ideałem komunizmu; natomiast musi przyjąć za ideały społeczne i moralne te, które wykształcał rozwój życia społecznego — postęp. Przyjmując te postępowe ideały, staje na stanowisku krzewiciela nowej kultury, jest akuszerką ustroju, który wykształca się w łonie ustroju starego[47]. Przytem nowa ta kultura, nowe te ideały społeczne i moralne nie są wrogie dla klas panujących, nie wymagają ich upadku; przeciwnie, są zgodne z ich interesami, nie wychodzą z walki klasowej, z klasowych antagonizmów. Czynszownictwo, jeżeli dawało pewne ulgi klasom uciśnionym, to przedewszystkiem było korzystne dla klas panujących i przez nie odbywało się wprowadzenie tych nowych form gospodarki. To też chrześcijanizm, przyjąwszy te postępowe ideały, stając się krzewicielem tej nowej kultury, zapanowuje nad umysłami klasy bogatej, staje się religją państwową. Jest to drugi okres chrześcijaństwa.
Przeskok taki wymagał szachrajstw logicznych, wykrętów, fałszowań, dwuznacznych omówień — ażeby nie naruszywszy swej powagi moralnej przejść do zasad zupełnie przeciwnych. Dopomogło do tego — Stary Testament i teologja. Biblja uświęcała niewolę, wyzysk, nędzę. Mojżesz podbija ludy i nakłada na nich niewolę. Abraham i Jakób mają niewolników. Sprzedaż niewolnika, dziecka, dłużnika, reglamentowane jest przez prawo z Synaju. (Ex. XXI). „Niewolnikowi, powiada Ekleziasta, trzeba jak osłu: pożywienia, kijów i pracy... Nie potrzeba mu ustępować, lecz przygnieść go ciągłą pracą, a jeżeli nie słucha — poskromić go turturą i kajdanami na nogach“. W Exodzie roz. XXI czytamy prawa Synaju (paragraf 2, 7 i 20): „Jeżeli kupisz niewolnika, będzie ci służyć sześć lat, a potem będzie wolny. Jeżeli kto uderzy swego niewolnika i zabije go, będzie karany, lecz jeżeli niewolnik (po uderzeniu) przeżyje dzień lub dwa dni, będzie inaczej, gdyż to są jego pieniądze... Kup, mówi Jehowa, ludy, które są około ciebie lub cudzoziemców, którzy są z wami, swoją służącą i swego niewolnika.... oni będą waszą własnością i ty pozostawisz je jako dziedzictwo swym dzieciom.... i będziecie z nich korzystać na zawsze.... (Lev. XXV, 44—46). Dłużnik, który nie może zapłacić swego długu, staje się niewolnikiem swego wierzyciela“. (Lev. XXV, 39. Pror. XXII, 7). Biblja więc uświęciła panowanie człowieka nad człowiekiem i wyzysk. Trzeba więc było uświęcić Biblją, aby stanąć na nowem stanowisku moralnem. Czyni to konsylium w Trydencie, na swem czwartem posiedzeniu, uchwalając następującą zasadę: „Mojżesz jest natchniony przez Boga i działa w jego imieniu. Wszystkie księgi Starego Testamentu i nowego są dziełem tego samego Boga i są zarówno święte i kanoniczne“. Z pomocą dla uświęcenia wyzysku przychodzi także nowa teologja. Św. Augustyn, uznając, że w zasadzie żaden człowiek nie może być panem drugiego, objaśnia, że Bóg stworzył na świecie niewolnictwo jako karę za grzechy. Usiłować je zniszczyć byłoby więc buntem przeciwko woli Boga. Radzi on niewolnikom: „być wiernymi swym panom nie tyle z potrzeby, ile przez poczucie obowiązku“ (De Civit. Dei XIX). Origenes wyjaśnia lepiej tę teorję uświęcającą wyzysk: „ciało i materja są siedliskiem niewoli, duch i dusza są przybytkiem wolności... Niech niewolnik stanie się chrześcijaninem w duszy, a będzie wolnym. Nie wiele znaczy, że ciało będzie w poddaństwie“. (Frag. II). Tertulian, Chryzostom, św. Ambroży — powtarzają zdanie: „wolnym jest ten tylko, kto się oswobodził od swych namiętności, chociażby był niewolnikiem“. Uświęcony wyzysk głoszony jest jako prawo boskie i wieczne; św. Augustyn mówi: „grzech uczynił to, że jeden człowiek jest poddany drugiego, lecz grzech jest właściwością człowieka, poddaństwo przeto istnieć będzie tak długo, jak sam człowiek“. Wnioskiem z tej zasady jest rezygnacja. W taki sposób kościół, nie zrywając jawnie ze swą przeszłością, za pomocą powagi Biblji i wykrętów teologicznych zmienił treść swych zasad i ideałów, w tym kierunku, aby móc się stać prądem żywotnym. Równość stała się równością przed Bogiem. Wolność — stała się wolnością ducha — oswobodzeniem od namiętności. Sprawiedliwość społeczna odniesiona do królestwa niebieskiego. „Królestwo Boga nie jest z tego świata“. Były to zasady, nie naruszające w niczem świętość wyzysku. Lecz ponieważ wyzysk nowożytny potrzebował pewnej wolności osobistej i pewnego złagodzenia stosunku wyzyskiwanych do wyzyskiwaczy (patrz roz. I) znalazła więc tu ujście zasada miłosierdzia, litości — wykoszlawiona miłość bliźniego. Chrześcijanizm potępiał niewolnictwo, upadającą formę społeczną, lecz bronił wyzysku w ogóle, a propagował jego nową formę czynszowniczą. W tym okresie chrześcijanizm stał się chierarchicznie zorganizowanym kościołem, począł rozwijać się jako międzynarodowa organizacja księży i biskupów z papieżem na czele.
Kościół mógł przedewszystkiem odegrać rolę roznosiciela nowej kultury i tym sposobem dopomóc do wytworzenia nowego ustroju społecznego. W procesie tym był on najpotężniejszym narzędziem postępu społecznego, narzędziem wykonawczem ducha czasu, niszczącym ustrój niewolniczy i budującym natomiast czynszowniczy.
Stanąć na takiem stanowisku, przyjąć i propagować ideały postępu — kościół musiał, jako prąd protestu, wchodzący w okres pozytywny. Mógł odegrać taką wybitną rolę propagatora nowej kultury, gdyż miał po temu wszystkie warunki, od chwili, kiedy ujął kierownictwo moralne nad klasami panującemi, kiedy wchłonął w siebie ich przedstawicieli i zapanował nad rządem. Przytem stanowił silną scentralizowaną organizację, rozpostartą po wszystkich krajach cesarstwa rzymskiego i dalszych. Nic też dziwnego, że z centra swego, z Rzymu, z kraju, gdzie wytwarzała się samorodnie nowa kultura, roznosił ją kościół swemi niezliczonemi ramionami po różnych krajach Europy, plantując jej wzory, usuwając swym wpływem moralnym przeszkody, jakie napotykała. Gdzie wpływ moralny nie skutkował, tam do pomocy używał kościół siły oręża, tępiąc upartych konserwatystów. Rozsadnikami nowej kultury były klasztory i opactwa. Były one wzorami nowej gospodarki (czynszowniczej), szkołą ulepszonych rzemiosł i rolnictwa.
„Założenie biskupstwa w kraju pogańskim oznaczało rozszerzenie rzymskiego systemu produkcji“ (Kautsky). Gdzie jeszcze technika nie była doszła do tego stopnia, aby umożliwiała zniesienie niewolnictwa i zaprowadzenie czynszowych gospodarstw, tam nauka z klasztorów płynąca rozwijała miejscową technikę, umożliwiała nową formę produkcji, a gotowe wzory klasztornej gospodarki ułatwiały jej powstawanie. Obok tego wpływ moralny kościoła osłabiał niewolnictwo; zalecane miłosierdzie poskramiało bat dozorców, a bez bata niewolnictwo nie mogło istnieć. Takimi sposobami kościół był rozsadnikiem nowej rzymskiej kultury po krajach Europy; dopomógł do odbycia się przewrotu społecznego w Germanji, Galiji i Słowiańszczyźnie. Jako typ takich gospodarstw klasztornych, rozrzuconych jak kolonje po krajach niższej kultury, może służyć opactwo Saint-Germain des Près, istniejące w IX w. w Galji. Ziemie opactwa dzieliły się na małe gospodarstwa czynszownicze. Czynszownicy byli przykuci do ziemi i pracowali dla siebie z obowiązkiem składania określonej liczby danin i odrobienia pewnych pańszczyzn. Daniny składały się w produktach: zboże, bydło, wino, tkaniny, miód, wosk, oliwa, mydło, drzewo, beczki, niektóre narzędzia. Wszystko to były domowe produkty czynszownika. Pańszczyzna dotyczyła robót około klasztoru. Niewolnicy zachowani byli tylko jako służba domowa. Szkołą rzemiosł były warsztaty klasztorne, gdzie pracowali mężczyźni i kobiety, ucząc się ulepszonych rzemiosł pod dozorem wykwalifikowanych rzemieślników obcych. Były specjalne warsztaty dla kobiet do przędzenia, malowania i szycia odzieży.
Gdy rozwinęły się stosunki czynszownicze, kościół zajął stanowisko najpotężniejszego feodała. Ponieważ źródłem potęgi była własność ziemska, kościół ciążył do zagarnięcia jak najwięcej ziemi i poddanych. Trzeba odróżnić prywatne majątki różnych biskupów i opatów od majątków kościelnych. Pierwsze były to majątki dziedziczne duchownych, którzy pochodzili z bogatych rodów pańskich. Jako właściciele tych lennictw biskupi i opaci byli takimi samymi feodałami, jak każdy inny pan, brali daniny i pańszczyzny, posiadali te same prawa i przywileje. Zaś majątki kościelne nie były prywatną własnością biskupa lub opata, lecz należały do kościoła lub klasztoru. Po śmierci biskupa nie przechodziły do jego rodziny, lecz pozostawały własnością kościoła i nowy biskup korzystał z nich tak, jak jego poprzednik. W majątkach kościelnych feodałem był kościół lub klasztor, reprezentowany przez biskupów, opata lub proboszcza. Majątki kościelne powstawały z darów króla, cesarza, księcia lub z zapisów pobożnych różnych panów; dawano ziemie razem z poddanymi. Wielka ilość wolnych właścicieli i wolnych gmin chłopskich oddawało się pod patronat feodalny kościoła lub klasztoru — z warunkiem składania danin, pańszczyzn i odbywania służby wojskowej, za co wzamian otrzymywali opiekę kościoła. Ziemie tych wolnych chłopów stawały się własnością kościoła, im zaś pozostawało tylko warunkowe z nich korzystanie. Oddawanie się tych wolnych chłopów pod feodalny patronat kościoła wynikało albo z pobudek nabożnych, wtedy chłop wolny „dla zbawienia swej duszy i odpuszczenia grzechów“ oddawał się w poddaństwo kościoła, albo też ustępując przed naciskiem kościoła, dążącego do zwiększenia swej potęgi majątkowej, dla uniknięcia trudnej egzystencji wolnego posiadacza wobec napadów i grabieży feodałów. Poddający się kościołowi kładł głowę i rękę na ołtarzu i mówił: „Bogu i świętemu patronowi kościoła oddaję swój majątek i osobę i obowiązuję się służyć im jako niewolnik w ciągu całego mego życia“.[48] Z majątku tego i osoby korzystali naturalnie ziemscy przedstawiciele Boga i świętego. Z tych darów królewskich, pobożnych zapisów pańskich i poddawania się wolnych gmin chłopskich, zmuszonych do tego trudnemi warunkami wolnej egzystencji, powstawały olbrzymie majątki kościelne.[49] W VIII w. jeden monaster św. Marcina w Tours posiadał 100.000 rodzin poddanych. Klasztor Saint-Rignier posiadał 14 miast, 300 wsi i niezliczoną liczbę osad. Klasztor bernardyński posiadał 6700 posiadłości czynszowych. Kościół Viviers w IX w. posiadał 64 majątki z tysiącami poddanych. Opat w Saint-Germain des Pres posiadał 430 tysięcy hektarów ziemi — obszar prawie całego departamentu. We Francji dobra duchowieństwa w XVIII w. doszły do wartości 4-ch miljardów, dawały dochodu 80—100 miljonów. Benedyktyni z Cluny mają dochód 1.800.000 liwrów. Benedyktyni św. Marka szacują na 24 miljony ruchomości swych kościołów i domów, a na 8 miljonów czysty dochód, nie licząc tego, co pobierają panowie opaci i przeorowie, t. zn. tyle, albo i więcej. Kardynał Rohan, arcybiskup strasburski, ma miljon renty.
W krajach środkowej Europy ⅓ część ziemi należała do kościoła. W Niemczech jeszcze w 1736 r. kościół posiadał 1424 mil kwadratowych. Dobra kościelne były lepiej zagospodarowane, gęściej zaludnione, miasta bardziej kwitnące, dochody większe, niż w szlacheckich lub królewskich dobrach. Stanowisko feodalne kościoła było takie same, jak każdego potężnego feodała. Kościół miał swoich wasali, rycerzy, obowiązanych głównie do służby wojskowej w interesach kościoła;[50] z poddanych czynszowników pobierał (w osobie biskupów, opatów, klasztorów) daniny i pańszczyzny te same, co pan feodalny, miał te same prawa i władzę nad ich własnością i osobą, nawet prawo pierwszej nocy bywało wyzyskiwane przez duchownych. Tak samo miasto, należąc do kościoła, obowiązane było do tych samych opłat, co i względem feodałów.[51] Lecz czynsz kościoła był większym, niż feodałów. Oprócz ciągnięcia danin i pańszczyzn ze swoich poddanych kościół miał dostateczną władzę do tego, aby dochody swoje powiększyć wyzyskiem całej ludności chłopskiej każdego kraju.
Takim powszechnym wyzyskiem była dziesięcina. („Każdy powinien wiedzieć, że to co ma, ma od Boga i Bogu winien jest ofiary“). Był to specjalny rodzaj daniny którą mieli składać poddani oprócz zwyczajnych danin, poddani szlacheccy jak i chłopi z dóbr królewskich. Chłop odbywszy powinności względem swego pana musiał jeszcze składać dziesięcinę proboszczowi. „Niema ziemi bez ciężaru — mówi Gapon. — Wiosną proboszcz ma dziesięcinę z jagniąt, koźląt, kurcząt; latem ze snopów; jesienią z winogron i innych owoców, zimą z drzewa. Bierze on ją nie z dochodu czystego, a z brutto. Wziąwszy ze snopów bierze jeszcze ze zboża w młynie i z chleba w piekarni“. Dziesięcina czyniła to, że wszyscy chłopi byli poddanymi kościoła, każdy musiał mu składać daniny. Kościół był najpotężniejszym feodałem całych krajów. Jego potęga moralna była egzekutorem tych danin, narzędziem wyzysku.
Papież Aleksander III ogłosił ekskomunikację na tych, którzy odmawiali płacenia dziesięciny, nie tylko z ziemi, lecz także z młynów, rzek, płócien, ułów i to z dochodu brutto[52]. Tym sposobem dziesięcina stanowiła główne źródło dochodów kościelnych, oprócz tych, jakie dawały majątki w formie zwykłych feodalnych powinności[53]. Prócz tego dochody powstawały jeszcze i z innych źródeł: z sądów kanonicznych, które tak samo, jak sądy feodalne, pociągały za sobą kary pieniężne i konfiskacje: z darów testamentowych; z monopolów targowych (Klasztor de Savigny groził ekskomunikacją tym panom, którzy sprzeciwiali się monopolowi klasztoru posiadania targu w Mornant). Ciągnięto także zyski z grobów świętych, cudownych obrazów i t. p., gdzie tysiące wiernych musiały składać daniny; daniny, składane na grobie świętego w klasztorze Saint-Rignier, wynosiły rocznie wartość 2-ch miljonów franków, licząc na dzisiejszą monetę.
Tym sposobem wszystkie dochody kleru wynosiły ⅓ dochodów całego królestwa (np. we Francji).
Kościół był krzewicielem nowej kultury, organizatorem nowej budowy społecznej, był wyrazem rozkładowego procesu starego społeczeństwa. W tem źródło jego potęgi. Z utrwaleniem się nowego ustroju musiała utrwalić się zarazem i potęga jego organizatora. Z drugiej strony w kościele koncentrowała się cała nauka; stamtąd wychodzili architekci, lekarze, historycy, dyplomaci. Duchowni byli najbliższymi doradcami panujących; organizacja kościelna — rzeczywistym rządem.[54].
Religja panowała wówczas nad umysłami, a więc i kościół. W rękach kościoła był monopol nauki i filantropji; opieka nad ubogimi dawała mu wpływ, czyniła masy odeń zależne. Jako organizator produkcji kościół długo spełniał swą rolę. Klasztory długo były wzorami gospodarki, szkołami sztuk i rzemiosł. Szczególnie handel był popierany przez kościół. Wielkie targi były przy kościołach, kościół dbał o przyciąganie tam kupców. Była to jedyna potęga w średnich wiekach, która dbała o drogi, bezpieczeństwo podróżnych i dawała gościnność w klasztorach. Wszystko to sprawiło, że kościół był potrzebny dla ówczesnego społeczeństwa. Stąd jego potęga polityczna i moralna.

IV. USTRÓJ POLITYCZNY.

Jak widzieliśmy — kraj feodalny nie posiadał swej ogólnej gospodarki, lecz dzielił się na mnóstwo gmin feodalnych, lennictw, z których każda była zamkniętą w sobie całością i rzadko kiedy potrzebowała wchodzić w stosunki ekonomiczne z innemi. Gmina feodalna wystarczała sama sobie w produkcji i potrzebowała tylko wewnętrznego rynku. Przytem — naturalna gospodarka gminy opierała się na poddaństwie; pobieranie nadwartości wymagało przymusu prawnego. Do tych dwóch cech gospodarki feodalnej — decentralizacji ekonomicznej i przymusu prawnego pana nad wytwórcami — przystosował się polityczny ustrój kraju. Cechowały go: decentralizacja polityczna i despotyzm. Każde lennictwo było oddzielnem państewkiem despotycznem, z oddzielną samoistną administracją, z własnem prawodawstwem, sądami, wojskiem, nawet monetą.
Tym sposobem, w kraju feodalnym zamiast jednego tyrana, było ich kilkuset, niezależnie rządzących.
Feodał we włościach swoich był samowładcą politycznym: miał absolutną władzę prawodawczą, sądowniczą, administracyjną i wojskową. On wydawał prawa i przepisy, obowiązujące wszystkich mieszkańców jego włości, prowadził na własną rękę wojny[55], bił własną monetę. Nie był on tylko właścicielem ziem, uprawianych przez poddanych i poborcą ich nadwartości — lecz także był ich władcą i sędzią. W swych dobrach miał te same prawa i władzę, co król w absolutnej monarchji. Rozporządzał się bez żadnej kontroli i ograniczeń majątkowymi i osobistymi stosunkami swych poddanych. Wola jego stawała się prawem — każdy gwałt był uświęcony. Dla wymierzania sprawiedliwości swym wasalom pan utrzymywał sąd, złożony z lennych sobie rycerzy, którzy sądzili pod jego prezydencją. Poddanych chłopów sądził według swej woli, bez praw, zdając rachunek tylko przed Bogiem. Władza sądownicza i prawodawcza była przywilejem każdego feodała — przywilejem, związanym z lennictwem, jakie posiadał.[56] Nie było dwóch lennictw rządzonych przez to samo prawo; każdy feodał tworzył jakie mu się wydawało najwłaściwsze. Nawet później, gdy wyrobiły się prawa królewskie, feodał mógł sądzić albo według królewskiego, albo swego własnego statutu, jak mu się wydawało lepsze. Z posiadaniem lennictwa związane były przywileje: prawodawstwo (tworzenie praw, przepisów, kar sądowych, konfiskacyj, wydziedziczeń, prawo zabieranie zbłąkanego bydła, brania spadku po cudzoziemcach), podatków, wojny prywatnej, monety. Podatki stanowiły osobną kategorję danin; były bezpośrednie i osobiste — podatek od głowy, podatek od każdego dymu (podymne); były podatki od warsztatu, targu, kupna, sprzedaży. Taką była polityczna organizacja lennictwa: feodał miał absolutną władzę prawodawczą, sądowniczą i administracyjną i rządził swymi poddanymi niezależnie od króla, przy pomocy swych wasali dworaków i urzędników. Z takich samoistnych państewek despotycznych składała się monarchja feodalna — była ich agregacją. Lecz nie była to agregacja prosta. Feodałowie nie byli sobie równi. Dzielili się na trzy kategorje: wysoka szlachta — książęta, hrabiowie, biskupi i t. p.; średnia szlachta — baronowie i inni właściciele średnich włości, niższa szlachta — rycerstwo — właściciele mniejszych włości. Każdy z tych feodałów był panem swych poddanych i wasalów, lecz miał też i swego suzerena, wobec którego sam był wasalem. Książe np. był panem lennych mu baronów i rycerzy, którzy podlegali jego sądom i prawom, byli obowiązani mu do służby wojskowej, danin pewnych, usług na dworze, przy sądzie, w orszaku; każdy z tych wasali księcia był jednak panem w swoich włościach, sędzią i prawodawcą. W organizacji feodalnej kraju była cała hierarchja różnych stopni władzy i przywilejów, zależnych od siebie. Książęta, hrabiowie i t. d. byli wasalami króla i spełniali względem niego powinności wasalskie: sami zaś byli suzerenami dla niższych od siebie feodałów, ci zaś znowu mieli wasali — rycerzy. Każdy więc feodał był z jednej strony suzerenem, z drugiej wasalem. Lennictwo księcia było w monarchji oddzielnem państwem, obejmowało włoście samego księcia i jego wasali; ci zaś ostatni mieli znowu swoich wasali — z niższej szlachty. Tym sposobem lennictwo księcia, samo będąc oddzielnem państwem politycznem, zawierało w sobie jeszcze kilka lub kilkanaście państewek z odrębną administracją, sądownictwem i prawami, rządzonych despotycznie przez wasali księcia i wasali tych wasali książęcych. Były to lennictwa pierwszego, drugiego i t. d. stopnia, stosownie do rozległości i tytułu. Ucisk ludu pod tylu tyranami był wielki. Chłop musiał dźwigać na sobie władzę i podatki kilku hierarchicznie postawionych względem siebie feodałów. Stąd także wielość praw i sądów w każdej gminie. We Francji feodalnej było 160.000 sądów, podczas gdy dziś jest tylko 4.000. W tej sieci różnych feodalnych państewek despotycznych istniały jak oczy miasta warowne, które wywalczyły sobie pewną niezależność i samorząd. Tam też tylko miała znaczenie władza ludu i istniało w rządzie przedstawicielstwo ludowe. W lennictwach był absolutyzm feodała i poddani, nie mający żadnego uczestnictwa w rządzie.
Wszystkie kraje feodalne były monarchjami. Nie były to jednak monarchje absolutne, ani konstytucyjne w znaczeniu dzisiejszem. Król był tylko największym posiadaczem ziemskim i najpotężniejszym feodałem. Władza jego nie była jednak tak wielką, aby mógł ujarzmić innych wielkich posiadaczy. Król był zadowolony, jeżeli był uznany za pierwszego pomiędzy równymi. Stanowisko jego było tem gorsze, im bardziej rozwijał się feodalizm, im bardziej rośli w potęgę przez ujarzmianie wolnych chłopów panowie feodalni, im bardziej wskutek tego kurczyło się pospolite ruszenie, a król stawał się zależnym od rycerskiego wojska. Król był absolutnym władcą tylko jako feodał w dobrach swoich — zaś w monarchji całej — wobec innych feodałów odgrywał rolę naczelnego ich wodza lub prezydenta, nie mógł im narzucać swych praw, rządzić nimi samowładnie. Do niego nie należała administracja całego kraju, jego sądownictwo i stosunki prawne. Władza jego nie rozciągała się w głąb tych państewek feodalnych, których był tytularną głową, najwyższym suzerenem. Jak nie było ogólno-krajowej gospodarki, a zatem ogólno-krajowych interesów ekonomicznych i politycznych lub kulturalnych, tak też nie było ogólno-krajowej administracji, prawodawstwa, sądów, armji i podatków. Król ściągał tylko zwyczajne feodalne podatki ze swoich dóbr, z tego utrzymywał dwór, swoją feodalną drużynę rycerską, za pomocą swych urzędników i dzierżawców administrował swemi dobrami. Ogólno państwowych podatków nie było, były tylko ogólno państwowe pańszczyzny, jak naprawa zamków królewskich i odbywanie po nich straży, dawanie podwód dla sług i urzędników królewskich, żywienie orszaków królewskich w czasie podróży i t. p. Feodałowie uważali się za wasali królewskich, obowiązani przeto byli do pewnych powinności: jak służba wojskowa, przebywanie w jego orszaku, radzie przybocznej, uczestniczenie w różnych ceremonjach. Zamiast ogólno państwowej armji były tylko rycerskie drużyny feodałów, od których król był zależnym. Władza królewska była dziedziczną, niekiedy wybieraną przez feodałów — jak np. królowie aragońscy przez baronów polscy — przez ogół szlachty.[57] Król tak samo jak każdy feodał miał swój dwór, który mu towarzyszył w podróżach. Dwór ten składał się ze wszystkich ludzi króla, z wielkich panów jego wasalów, biskupów, księży oraz mieszczan urzędników od pisma. Później, gdy władza królewska zaczęła wzrastać wraz z nabywaniem przez króla nowych włości — dwór ten podzielił się na trzy ciała: rada — zachowała sprawy rządu, wydział rachunkowy miał obowiązek sprawdzania rachunków urzędników królewskich, parlament — sądził sprawy — był to tylko sąd króla (nie królestwa), nazywał się np. paryskim nie francuskim: inni książęta mieli takież swoje sądy — parlamenty w Dijon, Grenoble i t. d., niezależne od paryskiego. Podczas wojny feodała z feodałem, wybuchającej o byle co, a mającej za cel główny łupiestwo lub nawet zabranie dóbr, poddani chronią się z całym swym majątkiem do zamku, lokują się w szopach, salach dolnych.


V. STAN UMYSŁOWY I MORALNY.
1. Stan umysłowości ludzkiej.

Stan umysłowości ludzkiej, który wytworzył ustrój feodalny — jest to rozwojowy nabytek długiego okresu niewolniczego i jako taki musiał on nosić w sobie te nowe pojęcia, uzdolnienia i uczucia, któremi dusza ludzka wzbogaciła się w ciągu danej epoki społecznej. Umysłowość niewolniczego okresu — w tej fazie swojej, kiedy staje się rewolucyjną — jest to przedewszystkiem umysłowość ludzi cierpiących — ludzi, którzy przenoszą wszelkie męczarnie życia i wystawieni są na wszelkie możliwe katusze. Obok tego — w umysłowości tej odnajdujemy rozwinięte zdolności myślenia abstrakcyjnego, pojęcia o istotach duchowych — cechy, do rozwinięcia i upowszechnienia których przyczyniły się szkoły filozofów i moralistów — greckich i rzymskich — wytwarzając dość szeroki prąd w społeczeństwie. Ludzie cierpiący przez życie, a jednocześnie zdolni do myślenia o rzeczach abstrakcyjnych, sprawiedliwości, dobroci, duszy. Bogu, w tejże samej fazie opanowani zostają nową religją — która zapewniając im pociechy duchowe — jednocześnie jest przedstawicielką i krzewicielką życiowych nowych urządzeń — w znacznym stopniu łagodzących dolę człowieka.
Oprócz tego stan umysłowości ówczesnej cechował się małą znajomością przyrody, małą umiejętnością patrzenia na otaczające ich zjawiska natury, brak spostrzegania związku między nimi, ciągłości przyczynowej — zdolności empirycznego badania nie były zupełnie rozwinięte, krytycyzm, zdolności analityczne nie pojawiły się jeszcze. Stąd też umysły są skłonne do przyjmowania wszelkich cudów, legend, zabobonów. Nie było w nich żadnych przeszkód do przyswajania sobie pojęć o niebie, piekle, aniołach i szatanach, pojęć o najdziwaczniejszych związkach pewnych godzin, ziół, znaków, gwiazd, słów, z losem, duszą, śmiercią człowieka, czynami ludzi i t. d.
Ten stan umysłu — w połączeniu ze społecznym wpływem kościoła — sprawił właśnie — że teologja mogła panować nad umysłami. Wynikający z tej fazy umysłowości ludzkiej (odpowiedniego jej stopnia sił wytwórczych) ustrój społeczny — wytwarzał już od siebie cały szereg nowych cech psychicznych — które sprzyjały utrwaleniu się panowania teologji — które to panowanie podtrzymywały bardzo długo — powstrzymując przez to dalszy rozwój umysłów, a raczej — zwalniając go ogromnie.
Wskutek tego, że chrześcijanizm stał się prądem postępu społecznego, a jednocześnie stając się potężną organizacją — kościołem umiał zmonopolizować dość prędko wszelkie duchowe czynności ludzkie — naukę, etykę — posiadł olbrzymi wpływ nad umysłami, stąd — ujarzmienie każdej jednostki, wsunięcie jej pojęć w karby dogmatyczne — karby nieomylnych świętych słów bożych.
Pojęcia o Bogu, świecie, człowieku, życiu, obowiązkach — na długi czas skamieniały w katechizmie. Biblja stała się nauką całą, wykończoną, zamkniętą. Wszystko, co poza nią, tępione było jako herezja. W dalszym ciągu zobaczymy, jak wierzenia religijne kościoła wpływały na nauki, moralność, sztuki piękne i t. d.
Pierwszą więc cechą umysłowości feodalnej — jest to panowanie teologji, wierzeń religijnych nad umysłami. Cecha ta wynikała z jednoczesnego współdziałania trzech zjawisk: ze stanu umysłowości okresu przewrotowego — stanu, jaki wyrobił ostatni okres niewolnictwa — ze społecznego stanowiska kościoła — z nowo powstałych urządzeń społecznych feodalnych. Tak więc, jeszcze przed powstaniem feodalnego ustroju umysł ludzki był skłonny, żeby ulec religji chrześcijańskiej — gdy kościół stał się reformatorem społecznym, uległ jej zupełnie — a ustrój feodalny, stwarzając nowe cechy życia — przykuwał umysł ludzki jeszcze silniej do tego poddaństwa teologji — przetworzył ostatecznie wiarę chrześcijańską w naturalną potrzebę duszy. Religją staje się podstawą duszy feodalnej Kombinacja jej z innemi cechami duchowemi, jakie powstają skutkiem życiowych warunków — rozwinie przed nami cały psychiczny typ feodalnego człowieka.

2. Gminy feodalne.

Gminy feodalne — zamknięte w sobie — stanowiące dla siebie świat cały — wytwarzały odpowiedni sobie stan umysłowy i moralny. Gmina stanowi cały świat dla człowieka on sam zaspakaja wszystkie swe potrzeby — ekonomicznie jest zupełnie samodzielną jednostką. Co najwyżej potrzebuje on chyba jakąś pomoc od sąsiada, rzemieślnika swojej wsi. W granicach gminy zaspakajają się wszystkie jego potrzeby duchowe i materjalne. Nie ma żadnego interesu poza jej granicami. Chyba prosta ciekawość lub wypadek zostania jeńcem — wyrywa go ze swego zakątka. Zdarza się to jednak bardzo rzadko — tysiące ludzi spędza całe swe życie w granicach swej gminy — nie wychodząc poza nie. Wyjście bowiem nie jest bezpieczne — sąsiedni feodał jest po większej części wrogiem jego pana, po drogach włóczą się zbójcy — wpaść w ręce oprawców jest rzeczą bardzo łatwą.
Toteż w swoim zaścianku ludzie rodzą się żyją i umierają. Tylko wojenne drużyny pana zwiedzają trochę świata — jest to jednak nieliczny procent ludności. Jak ciasne jest pole życia mieszkańca gminy — tak ciasnym musi być także horyzont jego myśli; w ciągu życia otrzymuje on skąpą sumę jednostajnych wrażeń. Wrażenia są podstawą psychicznego rozwoju — zależnie od nich formuje się taki lub inny psychizm człowieka. Tutaj mamy dwie główne cechy: mała liczba wrażeń (mówimy tu właściwie nie o prostych wrażeniach fizjologicznych — lecz o asocjacji tych prostych wrażeń w proste wyobrażenia, pojęcia) — i jednostajność wrażeń. Środowisko w którem człowiek żyje dostarcza jego mózgowi małą liczbę wyobrażeń (pojęć) — a przytem odbywa się ciągłe powtarzanie się przyjmowania przez mózg tych samych (pojęć) wyobrażeń. Wynikiem pierwszej cechy — jest ubóstwo myśli — z braku materjału myśli nie mogą się tworzyć obficie — horyzont świadomości jest zaciśnięty. Ponieważ jest mało materjału do procesu myślowego — przeto zdolność tworzenia myśli, rozumowań ćwiczy się mało — jest słabo rozwinięta.
Wynikiem drugiej cechy (a także pierwszej) jest i to że mózg wogóle mało pracuje, a przez powtarzanie się jednych i tych samych procesów myślowych tworzą się utarte drogi i tem większa trudność dostępu dla nowych. Praca mózgowa przy małej ilości procesów odbywa się spokojnie — małym kosztem sił organizmu. Ze szczupłością pojęć i ubóstwem myśli łączy się także szczupłość pożądań, upodobań, gustów. Z takim stanem umysłu łączy się stan spokoju moralnego. Ponieważ potrzeby przystosowane są do możności — ponieważ niema potrzeb, któreby nie mogły być zaspokojone — przeto człowiek czuje się zadowolony z życia — o ile nie staje się ofiarą siły brutalnej. W swem ognisku domowem, aby doń tylko nie wtargnęła krzywdząca ręka jakiego feodała — może on zawsze znajdować szczęście. Ubóstwo myśli stanowi jedną z największych przeszkód dla rozwoju krytycyzmu, a zarazem czyni umysł podatnym do przyjmowania wierzeń religijnych — do zupełnego poddania się kościołowi.
Zgodność jaka istnieje między pragnieniem a życiem — możność znalezienia szczęścia w ognisku domowem uniemożliwia wytworzenie się społecznych rewolucyjnych uczuć — a tylko pojedyncze gwałty wywołują pojedyncze przypadkowe bunty.

3. Tajemniczość świata otaczającego.

Świat poza gminą będący jest dla człowieka nieznany — jego ludzie, życie, obyczaje. Z okien chaty swojej widzi on na dalekim horyzoncie nieskończone pasma ciemnych puszcz, do których zawędrować nigdy by się nie odważył. Rzadko kto wrócił stamtąd żywy — Jeżeli wracał — opowiadał dziwy i straszydła. Ze zdarzających się w różnych czasach wypadków, przewidzeń, tworzyły się bajki, legendy, świat cały niewidzialnych istot, upiorów, dla istnienia których świat tajemniczy otaczający gminę stanowił doskonały grunt. Człowiek nie wie co się tam, dzieje, kto mieszka w tych nieprzebytych puszczach — przypuszczać może, że najrozmaitsze rzeczy, jakie mu tylko fantazja nasunie, podobnie jak my przypuszczeniami zaludniamy światy inne; tembardziej — że umysł jego nie myśli przyrodniczo — że nie widzi on jeszcze żadnej ciągłości zjawisk. Cud jest dlań możliwy — tembardziej więc wyobrażać może łatwo rzeczywistość zaklętych księżniczek, smoków, djabłów, nimf wodnych, zamieszkujących swe kryształowe pałace, karłów i olbrzymów, tysiące potworów, które stopniowo tworzą się w jego umyśle gdy swobodny od pracy patrzy na widnokrąg daleki a tak zagadkowy — tworzy się z pierwiastków znanych mu form ludzkich i zwierzęcych. Religja pomaga mu do tego — mówi o piekle, djabłach, aniołach, ludziach wychodzących z grobu, potworach. — religja powagą swą, świętością utrwala go w zabobonach, w wierze w świat fantastyczny bajek. Nic mu do tego na przeszkodzie nie stoi — przyrody nie zna, na zjawiska patrzeć nie umie, na świat patrzeć może tylko przez szkła nauki kościelnej, a w dodatku nie może sprawdzić, czy na dnie jezior nie kryją się nimfy, czy w puszczach nie mieszkają szatańskie potwory, czy nie mają swojej siedziby najrozmaitsze cuda. Tak więc tajemniczość świata otaczającego czyni umysł podatny do przyjmowania pojęć fantastycznych do zabobonności, do wiary w świat duchów i dziwactw. Bajki mają swój grunt materjalny, a to rzecz ważna. Człowiek z umysłem tak nastrojonym niech że wejdzie zmuszony jakimś wypadkiem do puszczy — każdy cień, światło, głos, szmer dopasowuje się w jego umyśle do postaci zaczarowanych — kobieta, którą tam spotka będzie dlań wiedźmą, pustelnik cudotwórcą, który wszystko wie i wszystko zrobić może. Stąd także każdy cudzoziemiec witany jest z nieuprzejmością, obawą, podejrzenie na jego związek ze światem złych duchów pada bardzo łatwo.

4. Odrębność gminna.

Zupełna odrębność gminy — ekonomiczna i polityczna (o ile kilka gmin nie należy do jednego powiatu) — bardzo rzadkie stosunki, życie zaściankowe mieszkańców czyniły z gminy jakby odrębny mały naród. Sąsiednie gminy są nie tylko mało znaną obczyzną, lecz występują zwykle w formie wrogiej pod postacią rabujących drużyn i pachołków feodała. Każda gmina prawie posiadała swoje odrębne zwyczaje, prawa, tradycje, życie duchowe — nie mając nic wspólnego lub bardzo mało z gminą sąsiednią. Nawet język różnił się nieraz znacznie — utrudniając porozumienie się wzajemne. Pieśni, podania, ubiory były odmienne. Jedna tylko religja była wspólna. Taki stan wykluczał zupełnie istnienie narodowości — nie tylko nie było politycznej jedności narodowej — lecz nie było także jedności narodowej w zwyczajach, języku, strojach, tradycjach, pieśniach (ludowej literaturze — klasztorna łacińska kosmopolityczna), interesach zewnętrznej polityki a przez to samo nie mogło być uczuć narodowych, narodowego patrjotyzmu. Uczucia społeczne człowieka zacieśniały się wyłącznie do jego gminy — w tych granicach miały one jeszcze jakieś realne podstawy (allmendy), przechowana jeszcze tradycja wzajemnej pomocy i obrony — chociaż już dosyć słaba i mało użyteczna wobec pięści feodała. Uczucia społeczne redukowały się więc do solidarności gminnej — będącej dalszym ciągiem i pozostałością dawnej solidarności rodowej. Nad nią jednak miały stanowczą przewagę uczucia domowe — zaś rozszerzyć się nie mogła ona — nie miała ani gdzie, ani poco. Gminę więc otaczali wrogowie lub ludzie zupełnie obcy. Jest to tama dla upowszechniania się nowych wiadomości, idej, wynalazków. Jedyne drogi, któremi myśli mogą kursować po kraju — to duchowieństwo. Ksiądz gminy był nie tylko pasterzem dusz, lecz także i gazetą światową. Był to najinteligentniejszy umysł w gminie — do którego wszyscy udawali się po rady, wskazówki, wiadomości najrozmaitszego rodzaju. Jedna tylko plebanja lub klasztor posiadała bibljotekę. Stamtąd tylko wychodziła nauka czytania, pisania, retoryki, gramatyki, teologji. Monopol ten dawał księdzu niezaprzeczoną przewagę moralną w gminie. Nawet feodał był mu po większej części uległy. Wszystko więc sprzyjało absolutnej władzy kościoła nad duszą człowieka.

5. Wytwórcza samodzielność człowieka.

Człowiek, wytwarzając sam cały przedmiot od początku do końca — przeprowadzając go sam przez wszystkie fazy, czuje się jako wytwórca zupełnie niezależny od innych ludzi. Poczucie swej niezależności wytwórczej rozbudza w nim poczucie indywidualizmu, poczucie osobistego znaczenia w życiu, możność egzystencji o własnych siłach, psychizm robinsonowski. To nie znaczy jednak żeby on przez to czuł siłę swoją — przeciwnie, nieposkromiona jeszcze natura, gwałty ludzkie tyranizują go fizycznie. Tajemniczość świata, wiara religijna tyranizują go moralnie — jako człowiek on czuje się „robakiem tylko“, siły ludzkiej nie czuje. On czuje tylko swą samodzielność jednostkową, możność obchodzenia się bez pomocy innych, możność życia odosobnionego. Jest to jego indywidualizm życiowy pozwalający mu nie troszczyć się o ludzi. To wyrobiło pewien egoizm — wyrobiło to pojęcie, że gdyby nawet cała gmina przepadła (nie mówiąc już o kraju) to mimo to on mógłby żyć jak dotąd.

6. Samodzielność gospodarcza.

Uczucia te rozwijają się jeszcze bardziej skutkiem całkowitej gospodarczej niezależności jednostki, a raczej domu. Dom wszystkie swoje potrzeby sam zaspakaja, nikogo nie potrzebując. Rodzina feodalna jest to zupełna jednostka, organizm gospodarczy — całkowity i niezależny — jest to prawdziwa rodzina robinsonowska. Stąd też ogromny rozwój indywidualizmu domowego, zupełna przewaga uczuć i interesów rodzinnych, egoizm domowy i obojętność dla reszty ludzi. Stąd ognisko domowe jest dla człowieka największą świętością po Bogu, najświętszemi uczucia rodzinne — interesy rodzinne najważniejszemi. W domu musi panować zupełna harmonja — stąd posłuszeństwo żony i dzieci dla ojca. Kobieta w ognisku domowem odgrywała najważniejszą rolę — stąd cześć dla kobiety.[58]. Cnoty domowe — podstawa całej etyki stają się głównem natchnieniem człowieka (w sztukach pięknych, poezji) — zajmują pierwsze miejsce w kodeksie[59].
Dobry ojciec, syn posłuszny, brat zgodny są ideałami człowieka. Serce powinno należeć całkowicie do ogniska domowego — naturalnie po Bogu. Ognisko domowe — to ognisko i treść całego życia lecz nad nim musi być oko Opatrzności i Anioł Stróż. Ognisko domowe: rodzina, chata, ziemia, kościół, mogiły przodków — to jedyna ojczyzna i całe pole życia. Apoteoza jego, psychizm domowy (zaścianku) — wytworzony wskutek gospodarczej samodzielności domu, jego stanowisko jako jednostki ekonomicznej — przetrwało bardzo długo po upadku jego realnych podstaw — dziś jeszcze istnieje w poezji i marzeniach — posiada bowiem w sobie pewien czar życiowy, którego człowiek potem już nigdy nie znał — rozkosz spokoju ducha, rozkosz zupełnego zdrowia.
Psychizm domowy jest to najbardziej zasadniczy rys duszy człowieka feodalnego. U nas przetrwał on najdłużej pośród szlachty. Dziś jeszcze można go tam odszukać. Przedstawia go cała literatura szlachecka.

7. Artyzm wytwórczy.

Ponieważ człowiek wytwarza cały przedmiot — więc naprzód musi wytworzyć sobie plan całości, obmyślić każdy szczegół roboty, szczegóły te umiejętnie dopasować. Ponieważ robota jest czysto indywidualna, ponieważ każdy przedmiot nosi na sobie nazwisko wytwórcy — z robotą więc łączy się ambicja wytwórcza — dba on żeby przedmiot był jak najlepszy, wykonywując go z zamiłowaniem artysty, dba zarówno o jego cechy wszystkie jak i o wygląd estetyczny. Wytwarzanie całkowitego przedmiotu łączy więc w sobie z konieczności pracę umysłową z fizyczną — nie można pracować automatycznie, trzeba obmyślić całość, kombinować — jednym słowem myśleć nad robotą. Skutkiem tego praca przyczynia się do rozwoju myślenia, do rozwoju zdolności kombinacyjnych — do rozwoju wyobraźni, do rozwoju uczuć estetycznych. Praca jest przez to przyjemna, jest urozmaicona, nie zmusza człowieka do jednostajnych wysiłków — pozwala mu w równej mierze rozwijać wszystkie swe organy zarówno mózg jak i mięśnie, skutkiem tego nie wytwarza żadnych kalectw, nie psuje organizmu nadmiernym rozwojem jednego organu — ludzie nie zamieniają się w organy (jak dziś). Ówczesne społeczeństwo podobne jest pod tym względem do kolonji korali lub ascidij, gdzie każdy osobnik ma wszystkie organy funkcjonujące, podczas, gdy dzisiejsze podobne jest raczej do kolonji hydroidów, gdzie osobniki wyspecjalizowały się w organa i nawzajem bez siebie żyć by nie mogły.
Artyzm pracy podnosi nawet człowieka w jego własnych oczach — czuje on w sobie duszę, iskrę Bożą, możność tworzenia — ten największy dar, czuje się stworzony na obraz i podobieństwo boskie — dogmat wiary jest dla niego widoczny. Napawa go to wdzięcznością, rozczula — on ten robak nędzny — może jednak na wzór Boga tworzyć ucieleśniać swe myśli. Człowiek więcej posiada, niż czuje do tego prawa, godności — jakżeż nie ma zato chwalić stwórcy, znosić z pokorą krzyż życia — kiedy on, ten „proch“ ma jednak nieśmiertelnego ducha, może naśladować Boga, kiedy Bóg wywyższył go nad wszystkiem stworzeniem. To też boi się popaść w dumę by łaski tej nie utracić, boi się pomyśleć, nawet o zrównaniu się ze stwórcą. To nie jest dzisiejszy człowiek — dumny i zuchwały, który czuje potęgę ludzką, czuje moc swoją i wścieka się na swoje pęta — przeciwnie — człowiek feodalny, zgnębiony siłami natury, przytłoczony wielkością Boga — dziwi się, że tyle może, uczuwa za to wdzięczność, widzi w tem szczególniejszą łaskę, której niegodny jest nawet, łaskę tak wielką, że czuje obowiązek przez dobrowolne cierpienia okupić ją i obronić się przed pokusami ambicji.

8. Zdrowe warunki życia.

W gospodarce naturalnej praca jest ograniczona potrzebami osobistemi — niema ani gorączki zysku, ani potrzeby zwiększania produkcji, niema żadnego ryzyka, ani geszefciarskiego pośpiechu i niepokoju. Praca jest spokojna, powolna, połączona z myśleniem, odbywa się w domu w kole rodzinnem, po większej części na świeżem powietrzu, nie wyczerpująca sił, nie nużąca swą jednostajnością bezmyślną, odbywana samodzielnie bez nadzorcy i jego batoga z wszelką swobodą, nie miała na sobie ani hańbiących cech niewolnictwa, ani też fizycznych i nerwowych męczarni kapitalistycznych. Przeciwnie praca w takich warunkach odbywana wpływała zdrowo na organizm, pozwalała mu rozwijać się wszechstronnie i normalnie, sprzyjała zdrowiu nerwowemu, równowadze moralnej. Nawet to że nadwartość oddzielić się dawała widocznie i to wpływało na moralne zadowolenie pracującego. Przy tem wytwarzając nadwartość człowiek nie czuł niesprawiedliwości (usunąwszy gwałty) — on za tą nadwartość otrzymywał opiekę pana, prawo do ziemi — wobec pojęcia o konieczności poddaństwa (o czem niżej) uczucia niesprawiedliwości być nie mogło, szczególnie przy religijnych pojęciach. Dla pana pracował w poczuciu obowiązku, praca ta była ograniczoną i nie zbyt ciężką — stąd też odbywał ją z lekkiem sercem, ze spokojem moralnym rewolucja nie miała tu gruntu. (Mówimy ciągle tylko o zjawiskach społecznie koniecznych — a nie o tych, które występowały zależnie od indywidualnych cech. Pan feodalny mógł być dobrym albo złym — zależnie od tego poddanym mogło być lepiej lub gorzej — dzisiejszy zaś kapitalista nie może być ani dobry, ani zły, jako kapitalista — musi zawsze być jednakowy — przymioty osobiste właściciela w produkcji i losie robotnika nie grają dziś żadnej roli — w feodalizmie zaś wpływały zawsze na los pracujących).
Tak samo całe życie człowieka w gminie, pozbawione gorączkowego pośpiechu, częstych wzruszeń, jednostajne i spokojne po większej części, bez wielkich wysiłków pracy, w blizkiej styczności z naturą, w warunkach hygienicznych wsi lub małych miast — sprzyjało zdrowiu fizycznemu i zapewniało spokój nerwowy, równowagę moralną — tak znakomicie podtrzymywaną także przez religję, wiarą w opatrzność, życie przyszłe, nagrody niebieskie, wiarą, która całkowicie i niewzruszalnie panowała nad umysłowością ludzką. Dowodem tego zdrowia są dla nas pamiątki z życia tych czasów — jak zbroje, oręż, narzędzia, ubiory, sprzęty, mówiące o potężnym wzroście, silnej budowie człowieka, wielkiej sile mięśniowej, tradycje długiego życia, doskonałego zdrowia (z wyjątkiem epidemij). O zdrowiu nerwowem, sile charakteru, woli, odwadze, bezwrażliwości mówią nam fakty z życia ówczesnych ludzi — świadczą że nie znano dzisiejszej nadczułości, zdenerwowania, chorób nerwowych — z wyjątkiem szczególnych okresów klęsk — zarazy, napadów tatarskich, głodów (XI w. przez 40 lat) — i wtenczas wybuchające wśród tych nieszczęść choroby umysłowe i nerwowe miały swoje specjalne cechy i zupełnie różniły się od dzisiejszych — była to gwałtowna zmiana zdrowego organizmu, jaka często spotykała się wówczas wskutek strasznych wypadków, a nie jak dzisiaj rozwijających się ciągle i stopniowo z pierwiastków istniejących w organiźmie pod wpływem sprzyjających warunków życia.
Był jeden czynnik który rozwijać mógł pewien nienormalny stan, rozstrój nerwów — była to religja. Między ludźmi znajdują się zawsze umysły bardziej wrażliwe na pewne pojęcia, bardziej podatne do silnych uczuć. Pojęcia religijne były panującemi — pożądania religijne najsilniejsze. Gdy nastaje czas klęsk wielkich — myśl ogółu zwraca się przedewszystkiem do Boga — w grzechach widziano przyczynę klęski — przebłagać Boga jest pierwszą rzeczą, kościół dopomaga do tego. Lecz umysły wrażliwsze — w czasie takim fanatyzują się — cała ich dusza zbiega się w jednym punkcie — zrywają z dotychczasowem życiem, stają się pustelnikami i t. d. Inni znowu straciwszy wśród klęski wszystko — nie mają innego wyjścia jak oddać się zupełnie Bogu. Każda większa klęska — najazd, mór, głód wytwarzały całe zastępy takich fanatyków, ludzi — w których odbyła się taka przemiana — że to co przedtem zajmowało w ich duszy najpierwsze miejsce — teraz wypełniło ją całą — ujednostronnili się — nie tylko organem — mózg — lecz specjalną cechą jego funkcyj. Tacy ludzie są już nienormalni — równowaga ogólna ginie, warunki nowego życia — ascetyzm — monoideizacja — rozwijają rozstrój nerwowy, chorobliwy stan egzaltacji, cechujący się subjektywnie zupełnym spokojem ducha, uczuciem równowagi moralnej, mogący jednak także rozwinąć pewne cechy epilepsji, histerji, obłędu. Ówczesne przeto choroby nerwowe mają takie same znaczenie społeczne, jak pokaleczeni, ranni, wycieńczeni, którzy pozostają po przeszłym krwawym huraganie.To nie chorzy z życia — a chorzy z wypadku. Co innego gdy kule oczy wybiją — a co innego gdy robotnik ślepnie od kurzu fabrycznego. Ponieważ jednak wypadki takie zdarzały się dosyć często — przeto liczba ludzi egzaltowanych, chorych nerwowo utrzymywała się ciągle, nie mamy jednak żadnych dowodów, aby się zwiększać miała. Strony bardziej zaciszne świata mało posiadały egzaltowanych i chorych umysłowo. Najpewniej było dużo zakątków gdzie takie typy wcale nie były znane. W niektórych krajach nie spotykamy żadnej epidemji.[60].
Najliczniejsza kategorja tych chorych — najsilniejsza epidemja nerwowa — byli to czarownicy i czarownictwo. Zastanowimy się nad nim dalej aby wykazać, że nie przeczy ono wcale ogólnym cechom duszy feodalnej — cechom zdrowia, równowagi, spokoju moralnego.
(Do opisania: różne sceny fanatyków, typy pustelnicze, święci, zakony ascetyczne, cuda i widzenia).

9. Konieczność poddaństwa.

Poddaństwo było warunkiem egzystencji — człowiek wolny nie mógł istnieć — był on ofiarą wszystkich — wszyscy mogli go grabić — był bez obrony — nie mógł mieć ani gospodarstwa, ani życia spokojnego. Poddany bywał grabiony czasem i od własnego pana, miał jednak jego opiekę — był mu potrzebny — pan musiał dbać o istnienie i spokój poddanego bo w tem był własny jego interes. Tylko z pańską obroną człowiek mógł żyć spokojnie. Poddaństwo dawało więc jednak możność spokojnego istnienia, dawało opiekę przed gwałtami siły brutalnej. Poddaństwo jako warunek egzystencji — wżarł się jako pojęcie w ludzkie umysły, przedstawiał się jako tak konieczny, jak powietrze lub słońce. Na poddaństwie opierał się cały ustrój społeczny — poddaństwo było warunkiem bytu dla wszystkich chłopów, mieszczan, panów, książąt. Dla życia społecznego nie było innej formy. To też ideja o konieczności i wieczności poddaństwa panowała powszechnie. Kościół, ten krzewiciel poddaństwa uświęcił ją uczynił z niej niemal doktrynę wiary. Ludzkie umysły nie są nigdy zdolne wybiegać poza istniejący ustrój — warunki w których żyją, o których słyszą w najdawniejszych podaniach i tradycjach — wydają się im niewzruszone jak prawa natury. Poddaństwo uważane było jako rozporządzenie Boga. Było to przekonanie zarówno chłopów jak i panów — ani chłopi, ani panowie nie umieli by żyć bez niego. W Polsce do niedawna jeszcze można było z nim spotykać się. Literatura szlachecka jest niem przepełniona. Podobnie jak w starożytności najwybitniejsze umysły nie mogły uwolnić się od idei będącej mózgowem odbiciem się istniejącego ustroju społecznego. Bossuet mówi: „potępiać poddaństwo było by to przesadzonem sentymentalizmem, sentymentalizmem tych, co każdą wojnę uważają za niesprawiedliwą. Było by to nietylko potępieniem wszystkich praw ludzkich, przyjmujących poddaństwo — lecz także byłoby to potępieniem Ducha świętego, który przez usta św. Pawła każe poddanym pozostać w swym stanie i nie zmusza panów by ich oswobodzić“. — Zrobiono więc z tego nawet dogmat wiary. Rzecz prosta — że gdy odmieniły się warunki ekonomiczne. Duch Święty także zmienił swoje przekonanie — kościół katolicki by nie upaść musiał przystosować się do nowych form życia — zobaczymy, że był nawet krzewicielem i rewolucjonistą wobec starego feodalizmu — podobnie jak dawniej odgrywał taką rolę, niszcząc swą propagandą niewolniczy ustrój.
Z tego pojęcia o naturalnej konieczności poddaństwa — musiały wytwarzać się inne. Od początku świata prawie był pan i chłop — oparto się na biblji — Chama grzesznika dano za praojca chłopów, — grzech jego przenosił się na jego potomków i było wolą Boga żeby pokolenia Chama żyły w poddaństwie aż do końca świata — nawet odkupienie Chrystusa grzechu tego nie zmyło.
Chłopi był to więc specjalny gatunek ludzi — w krwi których płynął ciągle straszny grzech — nad których głową wisiał gniew boży — którzy tylko pracą, pokorą, cierpieniem zbawić swą duszę mogli. Przekonanie to było powszechne — nawet sami chłopi patrzyli na panów jak na innych ludzi, z inną krwią i duszą. — To pojęcie o gatunkowej odrębności panów i chłopów, o niższości chłopów nawet wobec Boga, pojęcie o chłopskiej doli i stanowisku jako o zrządzeniu boskiem datującem się od potopu i mającem trwać do końca świata — pojęcie to mamy wyraźne w tysiącach pieśni, przysłów, podań, w ówczesnych traktatach filozoficznych, społecznych i prawnych. Prawo nad chłopem trzeba było uzasadnić tak samo za pomocą nauki i religji jak dawniej uzasadniano prawo do niewolnictwa, jak dziś uzasadniają prawo prywatne do kapitałów. Umysł ludzki unika sprzeczności wewnętrznych — stara się zawsze łączyć i harmonizować wszystkie pojęcia jakie posiada. Każdy chce być logicznym sam przed sobą. (Pieśni, przysłowia, podania, książkowa literatura — wymieniające naturalną niższość chłopa).
Z pojęcia tego rozwinęły się wszystkie t. z. przesądy stanowe“ — które przetrwały do dziś dnia jeszcze gdzie niegdzie (szczególne śród polskiej szlachty) — a które w życiu ludzkiem były przyczyną tylu różnych cierpień. Te przesądy urodzenia stworzyły całą odpowiednią sobie obyczajowość, etykietę, odpowiednie sobie zasady moralne i cały szereg uczuć.
Miłość panny z zamku dla chłopa była występną. Zgwałcenie chłopskiej żony lub córki przez pana nie było występkiem. Zabicie chłopa mniej znaczyło niż szlachcica. Krzywdzenie chłopa nie ciążyło na sumieniu. Chłop mówiąc do pana musiał stać bez czapki. Padanie do nóg.

10. Cnoty poddańcze.

Opieka pana warunkowana była spełnianiem powinności: wypełnianie obowiązków względem feodała, wierność, posłuszeństwo dla jego władzy, pokora względem niego — były to warunki jedynie możliwej wówczas egzystencji człowieka. Jak koniecznem było poddaństwo — a stąd i pojęcie jego „naturalnej“ konieczności i boskiego pochodzenia, tak koniecznem było wypełnianie warunków poddaństwa.
Wypełnianie warunków wymaga posłuszeństwa, pokory i wierności dla pana[61]. Od tych cech zależał typ jednostki; były one ekonomicznie, społecznie niezbędne. Wytworzyć się więc musiało o nich pojęcie jako o obowiązkach świętych, jako o cnotach — w czem energicznie dopomagał kościół na tych „cnotach“ opierając poddaństwo — a na poddaństwie ustrój społeczny. Nawiązał on przytem logicznie z pojęciami katolickiemi i postawił na pierwszem miejscu w katechiźmie — jako wymagania Boga. Na wzór wzięto Chrystusa. Chrystus był posłuszny i pokorny — dał wzór ludziom.
„Błogosławieni cisi i pokorni duchem“ powtarzało się ciągle.
W starych pismach chrześcijańskich znajdujemy już tę moralność. Była ona bowiem niezbędną zaraz na początku II okresu (pozytywnego — patrz rozdz. Kościół) kościoła. Nieposłuszny, hardy, niewierny panu — był wyrzutkiem społeczeństwa — nie mógł zająć żadnego miejsca w feodalnej hierarchji — tak przedstawiali sobie szatana — buntownika niebios — widocznie więc że na tych cnotach wierności, pokory i posłuszeństwa — zasadzała więc cała etyka — brak tych cnot strącił archanioła w otchłań, zrobił go księciem ciemności. Szatan był przedewszystkiem uosobieniem dumy, pychy, niezależności, przeniewierstwa w posłuszeństwie — są to więc największe zbrodnie. I rzeczywiście były one wówczas zbrodniami społecznemi, bo niszczyły ustrój cały — a do tego było jeszcze daleko. W niebie jest cała hierarchja, na ziemi także. Obie łączą się ze sobą przez kościół — papieżem. Najwyższy Bóg — dalej różne stopnie świętych i aniołów — potem ziemscy przedstawiciele Boga — papież, cesarze, króle — dalej arcybiskupi — książęta — potem różne stopnie feodałów duchownych i świeckich — wreszcie chłopi. Na każdym stopniu tej wielkiej hierarchji — niezbędne są cnoty wierności, pokory i posłuszeństwa. Każdy wasal musi je wykazywać wobec swego suzerena — gdyż inaczej traci lennictwo. Przysłowie mówi: „qui fief nie fief perd“, trzeba więc było być (nie zdradzać pana), posłusznym (wykonywać zobowiązania), pokornym (oddawać należyte hołdy, zachowywać etykietę). Rzecz jasna, że im wyżej w hierarchji — tem mniejsze były obowiązki, tem słabiej występowała pokora.
Cnoty te jednak są rękojmią wypełniania obowiązków feodalnych — rękojmia moralna dla bytu tak wasala jak suzerena — stanowiły powszechną moralność. Były one honorem i etyką rycerza. Etyka mówiła: prawość — jest to dotrzymywanie danego słowa. Kto łamie swą wiarę bezcześci się. Niedotrzymanie słowa, obietnicy, przeniewierstwo, zdrada, kłamstwo — należało do największych grzechów. Bardzo być może, że w tej epoce społecznej dopiero wytworzyły się one jako pojęcia etyczne — a w każdym razie wówczas rozwinęły się najsilniej.
Ta „prawość“ była dumą rycerstwa — i stosowała się do wszystkiego. Przechodziło to nieraz w fanatyzm. Dla dotrzymania danego słowa szło się na męki, czyniono największe ofiary. Był to zasadniczy punkt honoru. Z tej epoki zdarzają się dziś atawistyczne typy. Podobny honor, prawość był także i u chłopów, gdyż było powszechnym pojęciem moralnem.[62].
Podnieść rękę na pana jest najwyższą zbrodnią. Zwyczajowe prawo barcelońskie mówi: „Ten, który będąc świadomy celu dotknął pana swego ręką lub językiem, zabrał mu zamek — popełnił najcięższe wiarołomstwo“.
Nawet wtedy gdy suzeren krzywdzi wasala — ten nie powinien mścić się na nim — ubliżyło by to honorowi rycerza — który przysięgał być wiernym. Wierność jest cnotą tak potrzebną, że nawet przygłusza naturalną u feodałów ambicję i dumę. Bernier wasal Raoula de Cambrai doznał zniewagi od swego pana — inni rycerze zapytywali go: jak może dalej jeszcze służyć. Na to odpowiedział: „Raoul mój pan jest bardziej wiarołomny niż Judasz — ale jest on moim panem“. Wtedy wszyscy mówili: „Bernier masz słuszność“.
Umysł ludzi ma tę cechę, że w nim każde pojęcie, zasada moralna, wynikająca z pewnego faktu — dąży do rozszerzenia się i na inne. Tak samo moralna zasada wierności uogólniła się na wszelkie inne stosunki ludzkie — trzeba było być wiernym panu, religji, wodzowi, mężowi (żonie), powołaniu. Honor dotrzymywania słowa we wszystkiem: względem pana, wierzyciela, towarzysza, kobiety i t. d. Oszukaństwo wszelkiego rodzaju było grzechem. Shańbionym był kto oszukał kobietę, kto nie spłacił długu, kto zrobił zawód przyjaźni i t. p. Stad — wierność słowa rycerskiego (szlacheckiego). Nawet lichwiarze pożyczali na słowo. Także i dlatego powodu (nie mówiąc o powadze ogniska domowego) za zbrodnię uważano cudzołóstwo złamanie wierności, uwiedzenie panny (złamanie słowa).
Stąd także wszelkie fałszywe świadectwa, krzywoprzysięstwa, kłamstwa uważane były za jedną z największych zbrodni. Prawo za te występki przekłuwało język (św. Ludwik), obrywało wargi (Ludwik XII) i t. p. Tysiące legend, opowiadań z epoki bieżącej krążyło między ludem, przyjmowane z zupełną wiarą, faktów kar doraźnych Boga za krzywoprzysięstwo, złamanie słowa, fałszywe świadczenia i t. p. Kłamstwo było w powszechnej ohydzie wszystkich klas. Do umysłów chłopskich cnoty poddańcze wżarły się tem silniej. Być wiernym panu, posłusznym i prawym to znaczyło mieć byt zapewniony. Podobnie jak samo poddaństwo przedstawiały się one jako nakazane od Boga — doświadczenie życiowe uczyło, że nie wypełnianie obowiązków względem pana prowadzi za sobą nieszczęście — karę bożą. Pana uważał za istotę wyższą — nie odczuwał przeto hańby pokory — tembardziej, że przed oczyma postawiono mu przykład Chrystusa. Religja kazała mu nawet gwałty i krzywdy znosić z pokorą, uderzony w lewy policzek ma podstawić prawy i t. p. Pokora zresztą jest warunkiem ekonomicznego bytu chłopa, za ziemię którą posiada obowiązuje się chłop znosić prawo pańskie — prawo brania, prawo pierwszej nocy, które musiały wzburzać całą krew człowieka. Obyczaje stosowały się do pojęć — chłop uważany za niższego człowieka — był odpowiednio do tego traktowany. W etyce pańskiej — chłop ma inną duszę — gorszą, chłop przez Boga oddany na usługi panom — a to upoważnia do wielu rzeczy. Pan chłopu słowa niedaje nigdy. Ograbienie chłopa nie jest grzechem gdyż cała jego własność to pańska — cudzołóstwo w domu chłopa także nie grzech (religja nie usprawiedliwia tego — choć prawo istnieje — prawo pierwszej nocy) — pan może bić chłopa „po ojcowsku“, karać go jak „dziecko swoje“. Grzechem jest zabić chłopa, spalić go, skaleczyć ciężko — gdyż czynności takie ułatwiły by upadek feodalnych gospodarstw i państwa — potęga cała których i znaczenie na liczbie poddanych zasadzała się. Prawdopodobnie więc — w moralności zalecanem było „ojcowskie“ obchodzenie się z chłopem[63] — dla tegoż samego względu — i o ile nie stawały temu na przeszkodzie jakieś namiętności feodałów — w większości wypadków „ojcowskość“ ta musiała być faktyczna. We własnym interesie pan musiał dbać żeby jego czynszownik był zdrów, gospodarował dobrze i rozmnażał się. Rozsądni unikali przeto gwałtów. „Poddańcza sielanka“ — tyle razy idealizowana szczególnie w polskiej literaturze. — Pan „ojciec chłopów“ surowy lecz sprawiedliwy dbały zarówno o ciało jak i o duszę swych poddanych, strzegący by wykonywali obowiązki, często razem odprawiający modły — to nie jest wcale wymysł sentymentalnych szlachciców, sielanki takie musiały istnieć dość szeroko (mamy opisy niektórych w polskich zabytkach) gdyż to był interes społeczny pana. Wzajemna pomoc naturalna, która istniała między chłopem a panem — oparta na egoistycznych interesach każdego (chłop żeby mieć byt zapewniony dawał czynsz — pan aby mieć czynsze dochód najlepszy wówczas — musiał dbać o czynszownika by nie zmarniał i nie przepadł) — otóż te wzajemne inttersy pomocy musiały z konieczności rzeczy wytworzyć odpowiednią sobie <span class="n0kh" title="[Korekta] 'wzajemną'" style=" display:none">wzajmnąwzajemną etykę, obyczajowość zaś w każdej epoce to co jest społecznie niezbędne — co utrzymuje dany ustrój ekonomiczny — w umysłach nabiera powagę świętości, zasad moralnych i filozofja sili się ująć to oprzeć na systemie prawd bezwzględnych — umysły nie zdolne są wybiegać poza istniejące środowisko. W normalnych przeto warunkach — chłop był naturalnie wiernym, posłusznym i pokornym i uważał to za cnoty, za dobro — podobnież pan był sprawiedliwy, strzegł od gwałtów i nadużyć; w moralności jego (przekazanej nam w literaturze) istniało „być dobrym panem“ — jako cnota — sprawiedliwym dla poddanych — kara za złe — nagroda za dobre — wstrzymywanie się od gwałtów — niszczenie wsi, zabijanie, grabież swych poddanych — uważało się za występek.[64]
Jednakże musiały być osobniki nie mogące przystosować się, do warunków normalnych — między feodałami znajdowali się straszni rozpustnicy, ludzie z instynktem krwiożerczym, półobłąkani — lubujący się widokiem cierpień, chciwi bez potrzeby — dla samej chciwości — tacy grabili swych poddanych, zdzierali zeń ostatnią koszulę, za byle co poddawali srogim torturom — zabijali nawet — gwałcili córki — byli plagą gminy. Takie gminy doprowadzone do ostateczności buntowały się — nic nie mogło powstrzymać ludzi których ognisko domowe — największa świętość, ciągle gwałcone było. Nawet religją nie zdołała w tych razach być dostatecznym wędzidłem — znajdowali się także ludzie co słowa boże tłumaczyli po buntowniczemu — godzili sumienie z buntem. Zresztą myśl religijnego buntu w chwili takiej przebiega wszystkie umysły zbuntowanych, ludzie starają się godzić wiarę swą z nowymi czynami — czynami które tkwiły dotąd w ich umysłach jako pojęcie „zła“. (Zobaczymy to w rozdziale „Walka klas“).

11. Przyzwyczajenie ulegania cudzej woli.

Jak widzieliśmy poddany jest skrępowany we wszystkich swych czynnościach życiowych. Skrępowany jest w gospodarstwie (tutaj prócz pana krępuje gmina lub cech) nie mogąc według swej woli zaprowadzić najmniejszych zmian: skrępowany jest w ruchach — nie może gdyby chciał nawet i potrzebował (choć sama chęć bardzo rzadko zdarzać się mogła) zmienić miejsce pobytu lub nawet wyjechać tylko na dłuższy czas — a w dalsze strony i na krótki, bez woli pana nie może; skrępowany jest w swych interesach — nie może ani dzieciom przekazać, ani sprzedać, ani pożyczyć — gdyż nie tylko jego własność jest warunkową, lecz i osoba zależna zupełnie od pana; nie może swobodnie żenić się — bez zgody pana małżeństwo nie istnieje; nie może swobodnie rozporządzać losem swych dzieci — gdyż i dzieci jego są w poddaństwie. Tym sposobem — człowiek jest skrępowany, we wszystkich czynnościach swego życia — każdy krok jego stosować się musi do woli pańskiej. Wszystkie jego projekty, zamiary, myśli, chęci — są uwarunkowane — obok każdej zjawia się w duszy zdanie „jeśli Pan pozwoli“ razem ze zdaniem „jeżeli Bóg zechce“. — Poczucie własnej woli znika prawie — człowiek przyzwyczaja się, postępować według woli innego człowieka którego uważa za istotę wyższą. Skutkiem tego nad czynami swoimi — nad urządzeniem swego życia — nad swym losem — nie potrzebuje wiele myśleć. Niema rzeczy, faktów życiowych nad którymi musiałby się zastanawiać, sam wybierać drogę, — sam sobą kierować. Wola pańska rozstrzyga wszystko. Do niej musi przystosować swoje upodobania, uczucia. Najprostszym wynikiem takich warunków życia jest zanik poczucia woli własnej. Całe życie do tego prowadzi. Dzieckiem będąc — ulegać musi ślepo ojcu — dorosłym — słucha pana — a oprócz tego — ulega w zupełności księdzu.
Cecha ta wyrobiona przez pokolenia jeszcze w czasie niewolniczym — przygotowała w duszy ludzkiej dogodny grunt dla cnót poddańczych, dla uczuć religijnych (zaparcia się siebie, pokora itp.) — pozostałość jej usposabia tysiące ludzi do wiernopoddaństwa dziś nawet.
(Psychologiczna analiza duszy z mało rozwiniętym poczuciem swej woli).

12. Sprzeczność czynów z uczuciami.

Subjektywnie poddany mało odczuwał swoje skrępowanie, rzadko kiedy mógł poczuć, że życie jego trzyma w karbach cudza wola. A to dla tego — że po większej części — chęci, zamiary, upodobania chłopa zgadzały się z wolą pańską. Był zadomowiony, nie lubił wyjeżdżać po za gminę, nie lubił nowości w pracy — w życiu jego spokojnem, jednostajnem, domowem, religijnem — rzadko zachodzić mogły takie fakty — gdzieby wola pańska — prawo poddaństwa stanęło wpoprzek jego uczuciom. Nie zapominajmy, że dusza, zwyczaje, życie chłopa — przystosowane były zupełnie do warunków poddaństwa — że on innych nawet nie mógł pojąć. Rzadko też kiedy zdarzało się mu zakochać w kobiecie z innej gminy: rzadko chciał czego innego dla swych dzieci jak własnego losu — wychowywał ich zawsze tak samo jak sam był wychowany. Stąd też sprzeczności czynów z uczuciami zdarzały się rzadko. Był to wyjątkowy stan psychiczny ówczesnego człowieka — mimo tego, że musiał się zrzec własnej woli — że prawa poddańcze trzymały w karbach wszystkie jego czynności. Lecz on tych „karbów“ nie czuł wcale — bo tak samo by żył i bez nich — a obowiązki swe dla pana przywykł uważać nietylko za naturalne — lecz za religijne obowiązki. Jeżeli zdarzały się typy, które miały inne uczucia, pożądania i namiętności — to te musiały w końcu przystosować się do środowiska, musiały tłumić w sobie pożądania i uczucia — przeto cierpieć. Takie zaś chęci usposobienia, uczucia, żądania które w danych warunkach zawsze przynoszą cierpienia — są przez ludzi instyktownie unikane — uważają się za złe. Są to stany duszy anormalne, niedopasowane do życia — przeto potępiane przez etykę. Do takich należą: samowola poddanego, włóczęgostwo, niedbalstwo w gospodarstwie, lenistwo, duma — cechy wręcz przeciwne cnotom — zapewniających spokój i byt człowieka. Rzecz jasna, że podobna etyka w połączeniu z małym rozwojem poczucia własnej woli, a także z pojęciem o swojej naturalnej niższości wobec panów — wszystko razem sprzyjało zanikowi poczucia godności osobistej u poddanych, dawnych niewolników — nowe warunki społeczne brak ten przechowały — u wolnych posiadaczy zamienionych w poddanych istniejącą doprowadziły do zaniku.
Zobaczymy jak ta cecha sprzyja uczuciom i pojęciom religijnym i wzajemnie jest przez nich rozwijaną.
U rycerstwa, feodałów — znajdujemy cechy wręcz odwrotne — rozwój poczucia woli własnej i godności osobistej — rozwinięte przez władzę i swobodę, którą posiadał i cechy te ograniczały się jednak cnotami wasala nie pozwalając im czuć się absolutnie niezależnymi ludźmi.[65]
(Dusze feodałów).

13. Potrzeba Opatrzności.

Wyobraźmy sobie teraz całą duszę człowieka ówczesnego. Zadomowiony w swojej gminie, z ubogim umysłem, widzący naokoło siebie same tajemnice, strachy, dziwy z umysłem przepełnionem pojęciami kościelnemi, człowiek ten nie zapanował nad przyrodą — nie jest związany silnie ze społeczeństwem. Ubóstwo myśli czyni go jeszcze niewolnikiem natury — boi się jej — nie wie co go może czekać od tych chmur, wiatrów, piorunów, komet, gwiazd spadających, zaćmień — pełno strachu i tajemnic wokoło. Wielkie puszcze niewiadomo co kryją, zarośla, bagniska, których nikt zbadać nie może. Wobec tej całej groźnej i niezbadanej przyrody — czuje się człowiek lichym, małym, nędznym, potrzebującym opieki i pomocy. Ludzkiej opieki niema — każdy żyje samodzielnie — w domu węzły społeczne są bardzo słabe, w gminie — trzymają się jeszcze przez tradycję i allmendy, lecz gdzie każdy sobie wystarcza tam pomoc społeczna jest zbyteczną, potrzeby i uczucia społeczne są słabe lub żadne.
Człowiek wystawiony jest także na możliwości ciągłych gwałtów siły brutalnej — wojny między feodałami zaznaczały się głównie wzajemnym grabieniem wsi i mordowaniem mieszkańców. Od napadów tych gmina nie mogła obronić się, — była za słabą. Opieka pana — znaczyła gdy zwyciężał odrazu i niedopuścił do napadu. Nie zawsze tak jednak bywało. Czasem także i własny pan grabił i znęcał się nad poddanymi — hulając w ten sposób ze swoją świtą. — Tak więc — człowiek przygnębiony naturą i siłą brutalną ludzką, sam, z poczuciem swej słabości, bez żadnych środków obrony — potrzebował opatrzności — potrzebował się czuć pod skrzydłami, pod opieką jakiejś wielkiej istoty. — Kościół dawał mu myśli i pojęcia, których był spragniony, bez których nie mógł by się obejść. Zjawiska natury mógł tłumaczyć tylko teologicznie — do innego nie był zdolny — uczuciowy zaś stan jego duszy doznawał olbrzymiej ulgi w idei Opatrzności, życia przyszłego i spokoju. Wystawiony bezbronnie na gwałty feodałów, gnębiony siłami natury — w Bogu tylko widzi jedyną ucieczkę i nadzieję. Pojęcie Boga wyjaśnia mu wszystkie objawy sił, wszędzie go widzi i służy.
Lecz koło niego tworzą się dobre i złe rzeczy. — W naturze oprócz Boga panuje także szatan — nieprzyjaciel człowieka — on mu chce wydrzeć jedyne prawdziwe szczęście — zbawienie wieczne. Szatan jest wszędzie — zjawia się również i kusi ludzi, szkodzi im. O ile człowiek czuje się szczęśliwy z Bogiem — o tyle boi się szatana. Jeden tylko kościół chroni go. Szatan sprowadza klęski, burze. Święty Mikołaj, opisujący burzę na okręcie widzi djabła który mu grozi szkodą. Stąd zwyczaj dzwonienia w czasie burzy — do czego przy święceniu dzwonów używa się formuła: „Niech każdym razem, gdy zadzwoni odpędzi daleko złe wpływy duchów piekielnych, djabłów burz i huraganów“.

14. Potrzeba ascetyzmu.

Po za życiem przeciążonem tylu niebezpieczeństwami, oczekuje człowieka wieczność — nieba lub piekła. W życiu potężny demon sidła go na każdym kroku, by zabrać do swego państwa. Opieka — kościół. Kościół uczy jak otrzymać zbawienie. Najpewniejsza droga ku temu w ascetyzmie — [66] umartwieniu, pogardzie ciała, zaparciu się siebie. Święci żyli na pustyniach i w puszczach — biczując się, poszcząc, nie myjąc się, odmawiając sobie snu, dnie całe spędzając na modlitwie — wystawiając siebie na skwary i chłody. To są wzory. Nie każdy zdolny do tego — zbliżać się powinien każdy — wyrzekać się zbytków, rozkoszy ciała, wyrobić w sobie pogardę dla ciała — które jest narzędziem szatana i wrogiem duszy. Silnie wierzący umysł, przepełniony tylko religijnemi pojęciami — potrzebujący Boga, tęskniący do zbawienia przejmuje się tą nauką. Zdrowy organizm dość łatwo odmawia sobie, znosi posty, umartwianie ciała. Na to jest zahartowany przez ciągłe gwałty siły brutalnej, której stawał się ofiarą. Ascetyzm znajduje więc grunt podatny w umysłach do przyjęcia się — poczucie swej wolności ludzkiej — silna wiara i uczucia religijne — strach przed szatanem, którego widzi na każdym kroku w różnych formach i postaciach. Strach przed gniewem Bożym — który sprowadza wojny, powietrze morowe, głody.
Takie umysły łatwo sprowadzić na drogę pokuty. — Ascetyzm — poprzestawanie na małem — miał także swoje ekonomiczne znaczenie — w początkach szczególniej — w pierwszych wiekach feodalizmu — przy małej wydajności pracy ludzkiej. Ascetyzm poddanego — to ekonomiczna wygrana feodałów; poprzestawanie na małem pracującego — to rękojmia dostatków pańskich. Kościół propagator feodalizmu — jego siła moralna i wyraz ideowy — jest konsekwentny i zasadę ascetyzmu musi podnieść na pierwszy stopień chrześcijańskich obowiązków. Mając umysły silne wierzące w Boga, życie przyszłe, piekło, szatana, łatwo mu rozpalić wyobraźnie jednostek, tłumów całych — szczęściem zbawienia, grozą piekła — wystawić ascetyzm jako jedyną drogę do nieba, zwyciężenie grzechów, pokonanie świata, — jako zwyciężenie szatana kuszącego w każdej namiętności ziemskiej, w każdem pożądaniu cielesnem.
Żywoty świętych rozpalają wyobraźnię — umysły przepełnione są legendami o świętych pustelnikach, ascetach, męczennikach — karmionych przez ptaki, unoszonych do niebios na rękach aniołów. Propaganda ascetyzmu — jako filozofja feodalna kościoła, nie jest świadomym oszukiwaniem mas — to wynik całej umysłowości ludzkiej — ówczesnej fazy umysłowej — która nasuwa się mimowoli zarówno chłopu, słyszącemu żywoty świętych — jak i filozofującemu teologowi. Tak jak każda zresztą etyczna zasada musiał on być zgodny z interesami ustroju społecznego. Kościół potrzebował dziesięciny — pan — czynszu — gdy rok był dobry — każda z trzech stron mogła mieć dostatek — w złym roku jednak — ascetyzm, posty chłopskie były bardzo na rękę kościołowi i panu — obaj dostawali bez gwałtów należną sobie część.
Wtenczas gdy częste wojny niszczyły pola — cnota wstrzemięźliwości chłopa miała wielkie znaczenie — dzięki jej mógł pełnić swe obowiązki względem pana i proboszcza — przez to utrzymać się na swem stanowisku, nie podrywając jednocześnie bytu feodałów. Częstość złych lat (wojen itd.) była przyczyną społecznej potrzeby ascetyzmu — czyli w normalnem, zwykłym stopniu wstrzemięźliwości, umartwieniu ciała, poście wyrzekaniu się zbytków. Kościół propagował tę cnotę zarówno wśród panów, mieszczan i chłopów. Pojęcie to wypływało zarówno z filozofji teologicznej — jak ze społecznej potrzeby.
W chwilach wielkich klęsk — kiedy wzrastał zwykle entuzjazm religijny — razem z tem rozwijał się także ascetyzm — żeby przebłagać gniew Boga — ludzie oddawali się umartwieniom, postom. W XI wieku ludzie biczują się całymi masami — puszczają sobie krew — tworzy się zakon czyniący to — Flagellantów. Umysły bardziej wrażliwe fanatycznie rzucały wszystko — stawali się pustelnikami.

15. Brak poczucia siły ludzkiej.

Przyczyny społeczne tej cechy tkwiły w braku wielkich skupień ludnościowych i w braku ekonomicznej łączności społecznej, wskutek samodzielności wytwórcy, w poddaństwie — przekształconem w pojęcie o naturalnej niższości i słabości chłopa. Do tego dołączały się przyczyny umysłowe — gniotąca potęga przyrody niepojętej i wpływy religji — mówiącej ciągle o małości ludzkiej. Zbiorowa siła społeczna, przejawiająca się w czynności kooperacyjnej, mogąca tworzyć wielkie rzeczy — nie istniała — stąd człowiek nie znał i nie odczuwał potęgi ludzkiej — a będąc sam w kole rodzinnem — czuł wielkość przyrody — Boga — wielkość, która przygniatała. W umyśle jego nie może się wyrobić pojęcie o wartości człowieka — człowiek przedstawia się mu jako coś bardzo mizernego — szczególnie przy pojęciu o niezmierzonej wielkości Boga. Z pojęciem o małej wartości i słabości człowieka — wiąże się pojęcie lichoty jego dzieł, świata doczesnego życia, stąd przywiązywanie małej wagi do życia — skłonność do ascetyzmu. Pojęcie o małej wartości człowieka legalizuje także w umyśle istnienia poddaństwa osobistego. Człowiek ceni się mało jako istota, człowiek „proch“, „robak nędzny“ nie mógł odczuwać silnie hańby niewoli. — odczuwać mógł tylko niektóre jej dolegliwe wyniki. Stąd także — serwilistyczne zwyczaje wykonywały się z zupełną swobodą — nie było na to żadnej wrażliwości. Cecha powyższa i cnoty poddańcze dopasowują się wzajemnie i wzajemnie przyczyniają się do swego utrwalenia i rozwoju.
Najbardziej jednak dopomaga religją do wytworzenia pojęcia o mizerności ludzkiej powtarzając to ciągle prawie w różnych odmianach. Pojęcie to było społecznie potrzebne, dopomagało bowiem do cnót poddańczych, usposabiało człowieka do serwilizmu.

16. Apoteoza siły brutalnej.

Siła brutalna jest jedynem środkiem wzbogacenia się — zwiększenia źródeł swoich nadwartości; jest to jedyny środek bogactwa i potęgi. Kto chciał wzbogacić się — ten musiał grabić innych — wyjątek stanowili kupcy — ci bogacili się zwyczajnem szachrajstwem wzajemnym — lecz była to klasa nieliczna i małoznacząca w społeczeństwie. Ogólne źródło bogactwa była ziemia — na ziemi też opierała się potęga społeczna. Kapitału jeszcze nie było, złoto nie miało jeszcze tej czarodziejskiej własności mnożenia się, jaką nabywa potem — bogactwa nie rozradzają się same, praca ludzka daje tyle tylko ile potrzebuje zjeść człowiek pracujący i człowiek panujący — nic nadto. Bogactwo pozostawało więc ciągle tą samą sumą ograniczoną — źródła bogactw (przedmiotów użytku) nie zwiększały się — ilość w kraju pozostawała ciągle ta sama — a tylko rozkład się zmieniał.
Feodał chcąc zwiększyć źródła swych bogactw musiał odebrać od innego feodała — odebrać mógł tylko siłą oręża — stąd były ciągłe wojny tych drobnych państewek.
Tak samo — jeżeli feodał żądał więcej nadwartości ze swych dóbr — musiał używać siły brutalnej — i albo stawiał większe wymagania i siłą zmuszał do wypełnienia ich — albo też dorywczo tylko grabił dobytek swych poddanych (zdarzało to się najczęściej w czasie wypraw wojennych, polowań lub innych zabaw czy uroczystości zamkowych). Tak więc bogactwo i znaczenie społeczne zdobywało się tylko siłą pięści — innego sposobu nie było. Stąd pochodzi apoteoza, uwielbianie siły brutalnej — ideał rycerza — stąd wielkie znaczenie i poważanie dla siły mięśni, dla barbarzyńskiej odwagi, zręczności wojennej.
O rycerzach tworzą się legendy jak o świętych — cuda siły mięśniowej i odwagi są przyjmowane z taką niemal czcią i zapałem jak cuda świętych. W poezji niema innego przedmiotu jak czyny rycerskie — czyny siły mięśniowej[67]. Słowem rycerz odbierał wszędzie hołdy — tłumy go podziwiały — za dobre pięści. — Najmilsze zabawy to turnieje — igrzyska wojenne[68]. Siła i zręczność wojenna jedynie rozbudzają uczucia płciowe kobiet. Razem z rycerzem apoteozują konia i szablę. Posiadanie pięknej zbroi i konia jest główną namiętnością — przewyższającą często uczucia dla kochanki. Całe wychowanie szlachcica — to ćwiczenia rycerskie — pasowanie na rycerza — dyplom dojrzałości.
Poza tą nauką nie ma żadnej — książki dla księdza, gospodarstwo — chłopom zostawione. Ten sławniejszy kto więcej ludzi zabił — chluby rodowe znaczą, tą liczbą morderczych czynów na polu walki. Nie ma innej sławy — tylko rycerska — wojenna — ani też innej ambicji[69]. Uwielbianie siły brutalnej, morderczej, dochodzi do tego — że nawet kat ma pewien szacunek w społeczeństwie, jako wykonawca rozkazów władzy. Obowiązkowo figurował on na wszelkich uroczystościach religijnych — chodził na czele procesji — miał swe prawo brania na targu — niekiedy pobierał stały czynsz roczny od klasztorów, jak np. 5 chlebów i 5 butelek wina.
Ascetyzm i apoteoza siły brutalnej były to dwa przeciwne sobie prądy ówczesnych umysłów. Prądy te często ścierały się ze sobą. Ascetyzm miał stanowczą przewagę. Miał on surową podstawę społeczną, był ideją religijną — podczas gdy ideał rycerstwa — siły brutalnej miał znaczenie dla pojedynczych rodów feodalnych — i tylko dla tej klasy. Wśród nich jednak cnoty rycerskie zachowywać się musiały — gdyż od tego zależała i wielkość domu. W dwóch tych kierunkach rozpalała się wyobraźnia człowieka — rycerz i pustelnik — dwa ideały.
Pierwszy był przeważający u feodałów. Drugi — u poddanych. Dla tych dostępną była sława rycerza, zdobywanie łupów i tytułów, dla tamtych była dostępna tylko sława pustelnika — a ciężary życia bardziej usposabiały do religijnego fanatyzmu.
Dwa te kierunki odbiły się wyraźnie w ówczesnej literaturze.

17. Przewaga zalet osobistych w walce o stanowisko społeczne.

W ówczesnej walce o stanowisko i przewagę społeczną, w zdobywaniu bogactw, wpływu, poważania — znaczyły tylko przymioty osobiste — siła mięśniowa, zręczność, odwaga bystrość umysłu, talent. Odważny, silny rycerz — feodał był postrachem i plagę innych — grabił ich dobra i zwiększał swoje. Zdolny rzemieślnik, utalentowany w swym fachu — miał szersze koło odbiorców. Inteligentny kaznodzieja, dobry mówca — miał władzę nad umysłami.
Widzimy więc, że walka o byt społeczny ma tutaj swoją najprostszą, zwierzęcą postać, oparta jest na zaletach osobistych, indywidualnych. Nie było jeszcze tego cudownego talizmanu, który z idjoty, karła, kaleki czynić mógł władcę świata — nie było pieniędzy — nie było ich społecznej potęgi. Przeważał w społeczeństwie ten kto umiał bić silniej, napadać odważniej, bronić się zręczniej, wymową do serc trafiać. W społeczeństwie ten więcej znaczył, który rzeczywiście znaczył więcej — naturalnie w obrębie jednej i tej samej klasy społecznej.
Spryt szachrajski nic nie dawał — nie rozwinął się przeto. Tylko prawdziwa, indywidualna siła mogła zdobywać bogactwa, poważanie, wpływ. Stąd też — władza miała rzeczywistą powagą — gdyż opierała się na sile, męstwie, cnotach rycerskich feodała. Tę cechę — przewagi społeczno-politycznej, władzy opierającej się na sile osobistej — wyraża dobrze fakt z życia Pepina (króla francuskiego). W cyrku odbywa się walka byka z lwem. Pepin odzywa się do rycerzy: przeszkodźcie, żeby lew zwyciężył byka lub zabijcie go — nikt nie odważył się zejść na arenę — wtedy Pepin schodzi i dwoma uderzeniami szabli ścina głowy lwa i byka — wtedy odzywa się do rycerzy „Jakże myślicie, czy nie jestem zdolny panować nad wami“.
Rzecz jasna, że wszystkie te cechy, które dawały społeczną przewagę, musiały się rozwijać. W klasie panującej — rozwijały się więc cnoty rycerskie: męstwo, brak wrażliwości na cierpienia (czemu sprzyjało oswajanie się od lat dziecięcych z widmem mordów), zręczność wojenna, stałość postanowień czyli siła woli (tak ważna podczas bitwy i w życiu wystawionem na ciągłe awantury) — siła woli, będąca cechą łatwego przechodzenia procesu <span class="n0kh" title="[Korekta] 'psychicznego'" style=" display:none">psychicnegopsychicznego — od pojęcia pewnego czynu do samego czynu — inaczej zdrowie woli, brak chorobliwości.
Cecha ta zdrowia woli — istniała w społeczeństwie powszechnie — utrwaliło ją samo życie obfitujące w przygody — utrzymywało ją ogólne zdrowie nerwowe człowieka. Szczególniej silnie była ona rozwinięta u rycerstwa. Podobnież rozwijało się także bohaterstwo — gotowość poświęcenia życia — mała wrażliwość na śmierć, gdy ta codziennie zaglądała w oczy, czemu sprzyjały ogromnie pojęcia religijne, wiara w życie zagrobowe, nadzieja nieba. Śmierć piękna — na polu bitwy — z chwałą uważała się za szczęście. Umierać na łóżku było hańbą dla rycerza. Ludzie nie męczyli się zagadką bytu pośmiertnego — ślepo wierzyli w to co mówił kościół — życie po śmierci widzieli w obrazach kościelnych — kto czuł się cnotliwym — szedł do śmierci z zupełnym spokojem. Było to usposobienie ogólne. Śmierć była wówczas bardziej popularną — więcej rzucała się człowiekowi w oczy — mniej straszną — bo mniej tajemniczą. Lecz forma jej nie była obojętną. Piękna śmierć rycerska i chrześcjańska była pragnieniem. Śmierć na gałęzi była hańbą. Cnoty rycerskie miały więc znaczenie społeczne. Ponieważ w walce o stanowisko społeczne znaczą tylko osobiste zalety — człowiek przeto musi zwracać swą uwagę na swoją wewnętrzną, rzeczywistą wartość, gdyż od tej wyłącznie zależała jego społeczna przewaga[70]. Nie potrzebował on blagować, okłamywać pozorami, musiał być szczerym i sam siebie cenić, aby go czcili inni. Kłamstwo blaga, spryt szachrajski nie miały żadnego znaczenia w walce o stanowisko społeczne — niedawały żadnej przewagi — nie mogły przeto rozwinąć się.

18. Skłonność do marzycielstwa religijnego.

Człowiek odosobniony, nie przygnębiony pracą wskutek ograniczonej potrzebami produkcji, pędzący życie w ciszy wsi swojej, po większej części w zetknięciu się z tajemniczą dla niego naturą — musi pogłębiać się w sobie — jest skłonny do marzycielstwa.
Pojęcia religijne zwracają ciągle myśl jego do nieba, do tajemnic życia zagrobowego — myśl wikła się w mistycyzmie — jeżeli jest więcej wyćwiczony, umysł prosty lubuje się obrazami legend kościelnych. Życie materjalne nie pochłania całkowicie człowieka — chłop i mieszczanin mają swe długie godziny zawsze wolne od pracy — pan gdy nie ma wojny ani polowań duma na zamku. W chwilach tych zajmują ich przeważnie sprawy duszy, zbawienia — modlą się, rozmyślają, słuchają żywotów świętych, legend — wyobraźnia ich religijna rozbudza się — piekło staje w całej swej grozie — szatan czyha w kącie — czują potrzebę skruchy, modlitwy, pokuty. Praca myślowa w tym kierunku — zajmowanie się swą duszą, jej zbawieniem, rozmyślanie o tajemnicach wiary — pochłania sporą część czasu człowieka — za życia jego odgrywa ważną rolę.
Modlitwa, uważana za najważniejszy obowiązek religijny — pochłania długie godziny — wrażliwe umysły wprowadza w stan ekstazy — jako obcowanie z Bogiem, wznoszenie się do niego — wyrabia pogardę dla świata. (Psychologja modlącego się i cechy psychiczne wytwarzają się pod wpływem modlitwy. Częste pogłębianie się w sobie, analiza siebie, rachunek sumienia).

19. Wyjątkowe cechy feodałów.

U feodałów skutkiem wyjątkowego stanowiska społecznego[71] jakie zajmują — rozwijają się szczególnie silnie pewne cechy tego ogólnego psychizmu — indywidualizm — poczucie swej niezależności w społeczeństwie — samodzielność — cnoty rycerskie. Zaś władza prawna, uświęcona religją — jaką miał nad całą gromadą ludzi — prawo krępowania we wszystkiem woli wielu ludzi — możność naginania czyichś czynów do swojej woli — przyzwyczajenie do ślepego posłuszeństwa — trzymanie w swem ręku losów setek ludzi — ich szczęście lub nieszczęście — możność pomnażania swojej siły ślepą siłą poddanych, tak że każde pożądanie ma do swego rozporządzenia spory zapas sił — przyzwyczajenie do rozkazywania — oznak pokory, czci religijnej nieomal dla siebie, wszystko to wytworzyło u feodałów uczucie pewności siebie, dumy, poczucie swej siły, pojęcie o wysokiej swej godności — nawet wobec Boga, uczucie jakby spokrewnionego z Bogiem, któremu łatwo dostać się do nieba, już z przyrodzenia samego, który przez to samo więcej może sobie pozwolić niż inny śmiertelnik — poczucie bycia istotami uprzywilejowanemi od Boga, wyższym, doskonalszym tworem jego, wyodrębnionym od reszty gatunkiem ludzi. Prawo władzy boskiego pochodzenia — było jednocześnie prawem zaspakajania swych namiętności kosztem podległych istot. Namiętności, mogące być łatwo zaspokojone i zgodnie z pojęciami etycznemi rozwijały się aż do instynktów krwiożerczych. Boskie prawo zwierzchnictwa feodalnego — legalizowało rozpustę panów. „Między panem i poddanym jest tylko jeden sędzia — Bóg“. Poczucie władzy nad człowiekiem sięga aż do zdania: „Ten człowiek do mnie należy — mam prawo ugotować go i upiec“. Tym sposobem etyka uświęca prawo gwałtów nad ludźmi — jeżeli feodał tego nie czyni — uważa się to za szczególniejszą dobroć, łaskawość chrześcjańską. Jeżeli czyni nikt go nie potępia. W takich typach rozwijała się hypokryzja, obłuda religijna, udana pokora wobec Boga, przy wrodzonej dumie[72]. W niższej warstwie uprzywilejowanej — rycerstwie — psychizm zbliżał się więcej do powszechnego poczucia małości człowieka — religijna pokora była tam szczera, zależność od suzerenów nie dozwalała rozwinąć się poczuciu swej wielkiej siły i niezależności zupełnej — prawo władzy ograniczone do małej liczby chłopów nie wbijało w dumę — taką jak u wielkich panów.
Wszystkie te cechy psychiczne jakie naturalnie rozwinęły i utrwaliły się w duszy ludzkiej pod działaniem środowiska społecznego, przy ówczesnej fazie umysłowości — stały się (jak to jest zawsze) kodeksem moralnym, etyką obowiązującą, probierzem zła i dobra, uczciwości i podłości. Kościół położył na niej swą pieczęć — pojęcia teologiczne były z nią w zupełnej zgodzie — stały się podstawą etyki. Zgodność ta jest naturalną — teologja bowiem jest zjawiskiem współczesnem z wytworzeniem się nowej duszy ludzkiej wraz z nowym ustrojem — cechy psychiczne społecznie wytworzone religją przemienia w pojęcia, zasady moralne, cnoty. Już w V wieku — pisarz chrześcjański Hermias, zdolny jest odtworzyć główne rysy tej nowej duszy ludzkiej — zarazem główne zasady nowej etyki życiowej. W „Przepisach“ swoich wkłada w usta anioła ten obraz: „Wierzcie w jedynego Boga, stworzyciela, opiekuna i pana wszystkich rzeczy. Nie mówcie o niem źle, dawajcie każdemu ubogiemu bez różnicy. Ci co otrzymują zdadzą rachunek z tego co im jest dano; unikajcie kłamstwa; kłamać to przeczyć Panu. Bądźcie skromni — zarówno mężczyźni jak kobiety. Nie bądźcie nigdy niespokojni. Równowaga duszy daje siłę. Niepokój i zdrowy rozsądek nie mogą nigdy pogodzić się ze sobą... Trzeba bać się Boga... Bóg jeden jest potężny“.
Powszechna cecha umysłowości feodalnej — życie podwójne — życie w dwóch światach.

II

Dotąd rozpatrywaliśmy tylko te cechy psychiczne, które wytworzył sam ustrój ekonomiczny, środowisko społeczne w którem ludzie żyli — i te cechy które wynikały bezpośrednio z ówczesnej fazy umysłowości ludzkiej, ze stopnia wiadomości, sumy pojęć, rozwoju myślenia. Rozpatrywaliśmy także jak religją cechy psychiczne, wywołane społecznem środowiskiem — rozwijała, utrwalała i dopasowywała do całokształtu chrześcjańskiego myślenia.
Teraz rozpatrywać będziemy te cechy psychiczne, które rozwinęły się w społeczeństwie pod wpływem samego kościoła. Będziemy rozpatrywać bezpośredni wpływ kościoła na moralność, obyczaje, nauki, sztuki piękne i pojęcia religijne.

1. Władza moralna kościoła.

Społeczne stanowisko, które kościół zajął przy powstawaniu feodalizmu — rola jego krzewiciela nowej kultury, nowych instytucyj i idej społecznych, którą w ciągu wieków wykonywał — to było główną podstawą jego wpływu. Gdzie zjawiał się klasztor lub opactwo — tam ściągała ludność, tworzyły się osady pod opieką jego — księża uczyli gospodarstwa, rzemiosł. Kościół długo był ogniskiem jedynym cywilizacyjnym. Posiadał on wielkie obszary ziemi i wiele poddanych — co także wzmacniało jego władzę moralną nad ludnością. Dogmaty religijne, które propagował razem z nowem urządzeniami społecznemi trafiały na umysły zupełnie przygotowane — na umysły spragnione dobrego Boga, opatrzności, życia zagrobowego.
Religja, która mówiła: „Kto jest poniżony będzie wywyższony“, „pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście a ja was ochłodzę“ — która cierpiącym, wzgardzonym obiecywała pierwsze miejsce w królestwie niebieskiem — religja taka musiała silnie wsiąknąć w umysły ludzi zmitrzężonych życiem, ludzi przeżywających czasy największych klęsk, gwałtów, cierpień.
Kościół — przedstawiciel religji — razem z nią zapanował nad umysłami ludzi. W jego rękach było zbawienie duszy. On mógł potępiać lub oczyszczać od grzechów, mógł prowadzić do nieba lub do piekła. Umysły ludzkie przejęły się silnie wiarą, wchłonęły w siebie pojęcia religji — tak dopasowane do swego rozwoju — poddały się ślepo władzy kościoła. Monopol pojęć religijnych, to była druga i w dalszym ciągu najważniejsza podstawa władzy moralnej kościoła nad umysłami. Oprócz tego — kościół zmonopolizował całą naukę — nie było szkół — tylko kościelne — nikt nie czytał książek prócz duchownych. Cała dotychczasowa wiedza ludzka jaka ocalała z pośród zaburzeń i ruiny świata starożytnego — znajdowała się w rękach kościoła.
Monopol nauk to była trzecia podstawa tej władzy. Duchowni — jako najwykształceńsi — jedynie prawie umiejący cokolwiek — musieli stać się prawodawcami, głównymi doradcami książąt i feodałów — byli jedynymi, do których udawano się po objaśnienia lub radę.
Nizki stopień rozwoju umysłowego ludzi, brak znajomości przyrody, skłonność do tworzenia pojęć fantastycznych — ułatwiało ogromnie wiarę w cuda, legendy, relikwje i t. p. Obyczajowość, pojęcia moralne były ściśle złączone z religijnemi — jako przykazania boże — w ręku kościoła była więc także i etyka, pojęcia moralne. W ten sposób kościół, zapanowawszy całkowicie nad duszą ludzką — mógł rządzić zupełnie samowładnie. Cudami wykazywał swoją potęgę — umiał sprowadzać i łagodzić gniew boży. Kto był nieposłuszny kościołowi — jedna klątwa wystarczała do uśmierzenia buntownika. Wyklęty przez kościół — wyrzucony był ze społeczeństwa — nikt nie dawał mu pomocy — tracił zupełnie przyjaciół. To też klątwa była strasznym orężem w ręku biskupów — często jedne nie płacenie dziesięciny wystarczało by sprowadzić na swą głowę to nieszczęście. Klątwa brzmiała: „Na mocy zwierzchnictwa boskiego udzielonego biskupom przez św. Piotra, odpychamy cię od łona świętej matki kościoła... Niech będzie przeklęty we własnym domu... Niechaj żaden chrześcjanin nie mówi do niego, ani z nim, niech nie jada, niech żaden kapłan mszy dla niego nie odprawia i nie udzieli mu komunji i niechaj będzie grzebany jak osioł... A podobnie jak gasną te pochodnie, rzucone z rąk waszych, niech tak zginie życie jego, jeżeli nie będzie żałował i nie dopełni zadośćuczynienia“.
Od wyklętego usuwają się wszyscy — jeżeli to pan — nawet poddani, opuszczają go dzieci, żona. Lud bezcześci jego dom. Przed drzwiami stawiają trumnę. Legendy o buntownikach i mordercach duchownych są straszne: zabójca arcybiskupa Foulques umiera zjedzony przez robaki. Rycerz który opanował ziemię kościelną jest napadnięty przez szczury, jego szabla bezbronna wobec mnogości rosnącej tych zwierząt; zamyka się w skrzyni wiszącej na sznurku — rano otwierają skrzynię widzą tylko pogryzione kości. Gdy jaki feodał nie chciał w czem ustąpić kościołowi — rzucano interdykt na całe dobra — zamykano kościoły, nie dzwoniono, nie chrzczono dzieci, nie chowano zmarłych. Zdarzało się, że lud burzył się i zmuszał pana do przyjęcia żądań kościoła. Kronika Norymbergi (Liber chronicorum mundi — Hartmana Schedel) podaje fakt, że w 1025 r. w jednej wsi magdeburskiego biskupstwa 18 mężczyzn i 15 kobiet tańczyli na cmentarzu podczas mszy na pasterkę o północy — ksiądz który miał mszę ekskomunikował ich — nieszczęśliwi tańczyli i śpiewali rok cały bez odpoczynku — przez cały ten czas nie było ani deszczu ani rosy — ani nie czuli oni głodu ani zmęczenia — nie zniszczyli ani ubrania ani obuwia. Gdy biskup magdeburski zwolnił ich z klątwy — jedni umarli, drudzy spali przez 30 dni bez przerwy, innym pozostało drżenie całego ciała. Legendy takie wzmacniały potęgę klątwy. Statut wiślicki pozwala chłopu opuścić wieś pana zostającego pod klątwą.

2. Władza wykonawcza kościoła.

Moralna władza jaką kościół zdobył sobie nad całem społeczeństwem — rządzenie myślami, sumieniem, uczuciami ludzkimi doprowadziła go także do zdobycia sobie władzy wykonawczej, do opanowania siły brutalnej. Aby zaś nazawsze umocnić swój monopol duchowy — trzeba było silnie trzymać społeczeństwo w karbach katechizmowych. Umysłowość ludzka ciągle żyje — nowe pojęcia myśli, ideje zjawiają się w niej mimo największego przygnębienia. Rozwój myśli odbywał się powoli w okresie feodalizmu. Zjawiały się umysły krytykujące, umysły dopatrujące się wielu niedorzeczności w dogmatyce kościelnej, widzące niezgodność jej z pierwotną nauką Chrystusa: zjawiały się umysły badawcze, analizujące zjawiska przyrody, którym nie wystarczały objaśnienia teologiczne, umysły zwracające się do dawnej wiedzy greckiej, chcące wyprowadzić na świat zapomnianą filozofję heleńską, szczególniej Arystotelesa. Wpływ tych umysłów mógł działać szkodliwie dla powagi moralnej kościoła, osłabiać wiarę. Umysły takie — uważano za wrogów religji, odszczepieńców, heretyków. Przeciw nim kościół używał siły brutalnej. Gdzie pojawiają się heretycy — tam ich tępią orężem. W ten sposób wyginęły wszystkie sekty jakie zjawiły się w czasach feodalnych. Zjawienie się sekt było rzeczą naturalną.
Umysły ludzkie zajmowały się wówczas pojęciami religijnemi — rozmyślania, czytanie księg świętych, entuzjazm religijny — mogły łatwo pobudzić umysł czynniejszy, bardziej zapalony do stworzeń i nowego dogmatu — do innego wytłomaczenia słów boskich — najczęściej zwracano się do pierwotnego chrześcjanizmu, jako najprostszej pociągającej nauki moralnej. W ten sposób — powstawały sekty, których los kończył się zawsze wytępieniem.
Druga kategorja ludzi, których kościół uważał za obowiązek tępić — byli chorzy nerwowo, histerycy, epileptycy, obłąkani, maniacy, którzy zjawiali się w różnych czasach — zwani czarownikami. W pojęciu tych chorych przeważał zawsze szatan. W halucynacjach swych widzieli szatana, oddawali się mu (kobiety miały z nim płciowy stosunek) zaprzedawali swą duszę, uczęszczali na ich zgromadzenia (sabaty). Pojęcie o szatanie upowszechnione wszędzie, szatan przyczyną tysiąca zjawisk, wszędzie obecny nawet dla zdrowych ludzi — przeobrażał się łatwo w chorym ustroju psychicznym — w realno-subjektywne widzenia, obcowanie. W realność tych halucynacji histerycznych wierzyło całe społeczeństwo. Czarownicy uważani są za szkodliwych. Co złego stało się we wsi — to ich wina. Karanie czarownic — było karaniem djabła. Opinja była za tem — kościół sam wierzył w szatana, jego przebywanie w ciele czarownicy, w sabaty i t. p.
Czarownice oddawały wielkie usługi — leczyły — sprawiały według żądań śmierć danej osoby, używając manipulacji: robią z wosku figurę z twarzą podobną do danej osoby, chrzczą dając to samo imię — w prawym boku umiejscawiają serce a w lewym wątrobę jaskółki. Potem kłują igłami lub palą na małym ogniu, wymawiając kabalistyczne słowa. Fabrykowały także talizmany, dające zwycięstwo, potęgę, bogactwo, czyniące niewidzialnym, lekarstwa na miłość. Tłómaczyły sny, przepowiadały losy, wywoływały duchy osób zmarłych.
Czarowników palono. Liczba ofiar jest straszna. W Genewie przez 3 miesiące spalono 500 osób (Michelet). 7,000 spalono w Trierze, 600 spalił biskup w Bambergji, 800 w Wittsburgu. W Tuluzie spalono odrazu 400 osób; Remi inkwizytor w Nancy chwalił się, że spalił 800 czarowników (Lecky — Historja racjonalizmu). Biskupi wykonują te kary śmierci chętnie — najbłahsze powody wystarczają: majątek spalonego konfiskuje biskup. Procesy z czarownikiem odbywają się tak: najpierw tortury świadków — męką, strachem robi się świadków. Potem wyciąga się torturami przyznanie obwinionego — które jeżeli nawet jest wbrew faktom nie traci swej wartości. Przykład: czarownica przyznaje się na torturach, że wyciągnęła dziecko z cmentarza, aby użyć to ciało do magicznych sztuk.
Jej mąż mówi „idźcie na cmentarz, dziecko tam jest“. Odgrzebują je i znajdują na właściwem miejscu. Lecz sędzia decyduje wbrew świadectwu swego wzroku — gdyż to tylko halucynacja, iluzja djabła. Przyznanie się kobiety więcej znaczy niż sam fakt. Jest spaloną (Michelet). Ludzie tak wszędzie widzą djabła, tak wierzą w jego potęgę, tak się go boją, (tę skłonność naturalną — kościół rozwijał ciągle swą nauką, legendami, obrazami) — że opinja publiczna jest zupełnie nieczułą na cierpienia czarowników — widzi w nich szkodliwe narzędzie szatana — palenie ich to walka z djabłem. Kary te w różnych miejscach publicznie odbywane, wyrabiały zupełną nieczułość, ludzie oswajali się z widokiem mąk — wiele instynktów okrucieństwa musiało rozwinąć się na tych widowiskach!
Hrabia Mar opowiada jak razu jednego kilka napół spalonych kobiet wyrwało się z rozdzierająym krzykiem z powolnego ognia, na którym je palono z dziwną energją przebiły się przez tłum — i zapewniając o swej niewinności, konały (Lecky, id.).
Z biegiem czasu ta demonomanja wzrasta u ludzi. Byle co — pada podejrzenie o czarownictwo, stosunki z djabłem czarownikom przypisywano burze, grady, choroby — oni mogą także odsuwać te nieszczęścia. Czarownicy przemieniają się w zwierzęta.
Nieraz myśliwy odciąwszy łapę, napadającemu nań zwierzęciu z podziwem znajdował potem rękę swej żony. Jeżeli w chacie, na około chaty, na polu w stawie, wszędzie czyha djabeł, to rozbudza w tym kierunku wyobraźnię, a podniecają ją jeszcze kościelne obrazy — u osób wrażliwych — skłonnych do chorób nerwowych — łatwo zjawiają się halucynacje. Dość zresztą wszelkiej choroby nerwów aby uważanym być za czarownika. Kobiety najczęściej temu podlegają. Prześladowanie zwiększa ilość chorych. Jeżeli jaka kobieta wpadła w podejrzenie, ksiądz obwiniał ją z ambony, nazywając ją po imieniu, zachęcał żeby na nią się robiły donosy i zabraniał jej bronić. Stare kobiety, niewinne, pod wpływem sądu i tortur same zaczynały wierzyć w niepopełniane dziwactwa. Jeżeli czarownica była upartą — to ją „rozbudzali“ — kładli na usta żelazną uzdę z czterema zębami, które wstawiano do ust. Uzda ta przyczepiała się do ściany łańcuchem tak, że ofiara nie mogła położyć się. Tak trzymano ją przez wiele dni — a przy niej byli ciągle ludzie nie pozostawiając jej samej ani na chwilę. Bywało że ofiara nie śpi po 5 i 10 nocy. Potem następowały inne tortury — cała komedja kończyła się zawsze stosem.
W taki sposób walczono z djabłami. Po większej części była to szczera wiara. Zdarzały się jednak podłości — kościół rozpoczynał procesy dla konfiskaty majątków — inny pozbywał się żony pomawiając ją o czary. Oskarżano także przez zemstę. Lecz ta walka z djabłem, którą kościół prowadził zapomocą stosów, z uznaniem społeczeństwa posunęła się jeszcze dalej. Już nie tylko w chorych widziano szatana, lecz każdy umysł, wybiegający poza ramy katechizmu, każdy co się odezwał z jaką nową ideją, co wypowiedział najmniejszą wątpliwość religijną — uważany był za narzędzie szatana. Tutaj jednak kościół postępował już bardziej świadomie — była to polityka — niebezpiecznych filozofów, wynalazców, którzy przez pracę swoją osłabiali powagę teologji i rzucali pewne światło nowe na zjawiska natury — lub reformatorów, dopatrujących się błędów w kościele, marzących o pierwotnym chrześcjanizmie, takich trzeba było dla interesu kościoła usuwać. Społeczeństwo patrzyło na tych ludzi tak samo jak na zwykłych czarowników — palenie ich było dlań także walką z szatanem. Z postępem czasu — umysły takie musiały zjawiać się coraz częściej. Kościół zmuszony był stworzyć specjalne instytucje do wyszukiwania i karania tych niebezpiecznych ludzi. Powstały więc trybunały inkwizytorskie (1204 r.). Zadaniem ich było „wyszukiwać i stawiać przed sąd kacerzy, kryjących się po miastach, domach, piwnicach, lasach, jaskiniach i polach“.
Inkwizycja skazywała na śmierć bez apelacji — tego samego dnia po oskarżeniu szlachtę, księży, mnichów, pustelników i osoby świeckie wszelakiego stanu. Dla zwiększenia szpiegostwa — aby móc wiedzieć o wszystkich „kacerzach“ na soborze 1215 r., zaprowadzono obowiązkową spowiedź uszną, przez którą dowiadywano się tajemnic domowych.
W przeciągu 300 lat trybunały inkwizytorskie ukarały 340,000 ludzi w tej liczbie 32,000 zostało spalonych. Torquemada przez 12 lat spalił 10,220 ludzi, a innymi sposobami ukarał 97,321 osób. Oskarżenie bezimienne przyjmowało się — zwykły donos wystarczał — bez świadków badano za pomocą najokrutniejszych tortur, męczono w podziemnych sklepieniach, gdzie nikt nie mógł dosłyszeć jęku ofiar. Podziemia klasztorów były świadkami strasznych cierpień i wielkiego bohaterstwa. Doszło do tego, że wobec inkwizycji wszyscy najniewinniejsi drżeli. „Prawie niepodobna człowiekowi być chrześcjaninem i umrzeć na własnem łożu“ wykrzykuje Pagliarici.
Rząd papieski zyskał nie mało skarg na inkwizycję. Sprzedaż dyspens, zabezpieczających od inkwizycyj przynosiła ogromne dochody. Konfiskata dóbr ofiar bogaciła kościół. Papież Mikołaj III wzbogacił swą rodzinę za pomocą łupieży dokonywanych przez trybunały inkwizytorskie. Inkwizycja rozwinęła nowe cechy w duszy ludzkiej i zostawiła znaczne ślady. W umysłach, wyrobiło się tchórzostwo wobec wszelkich nowych myśli, idej, wynalazków — misoneizm — nienawiść wstręt umysłów do nowości. Cecha ta wyrobiła się przez strach tortur — gdy w ciągu lat dziesiątków — za każde nowe pojęcia czekały męki i śmierć — gdy nie tylko broniono wypowiadać publicznie lecz w domu nawet nowa ideja wypowiedziana pocichu, myśl krytyczna, zwątpienie, było doniesione przez spowiedź i karane, ludzie zaczęli wystrzegać się nawet samych siebie — wystrzegali się myśleć o rzeczach świętych, wystrzegali się zastanawiać, filozofować nad czem bądź, żeby czasem nie wpaść w kacerstwo. Trzymano się nauki kościoła ślepo — nowatorstwo przyjmowało się strachem.
Misoneizm, tchórzostwo moralne, wypieranie się swych własnych myśli, nieufność wobec wszystkich przyzwyczajenie postępowania i mówienie wbrew przekonaniom własnym, kłamanie — to były cechy, które inkwizycja wyrobiła.
Uczyniła też inkwizycja znaczną zmianę w społeczeństwie — sprawiła sztuczny dobór psychiczny — wszystkie śmielsze krytyczne umysły, natury bohaterskie i genialne — zostały wytępione. Przez to na długi czas wstrzymano dalszy rozwój umysłowości.
Inkwizycja działała najwięcej w okresie rozkładu feodalizmu — wtedy był największy przypływ nowych idej — i ogólny przewrót dokonywał się powoli w umysłowości ludzkiej. Rozwój literatury zmusił papieża Pawła IV w 1559 r., do stworzenia Kongregacji Indexu oczyszczającego, instytucji, której zadaniem było niszczyć książki, poprawiać lub wzbraniać upowszechniania. Tymi sposobami bronił się kościół przeciw falom rozwoju idejowego — łudząc się, że gwóźdź teologiczny tak łatwo wbity w mózgi na początku feodalizmu — że nieomal sam wszedł — da się ciągle trzymać i wbijać.
Fala rozwojowa silniejsza, jednak była i kościół sam musiał pójść za nią nie chcąc pozostać zapomnianą przeszłością.

3. Skutki władzy kościoła nad umysłami.

Jaką rolę pełnił kościół wobec umysłów ludzkich? Ucywilizowawszy je na początku okresu feodalnego, wetknąwszy w ramy naturalizmu dopasowanego zupełnie do ustroju który propagował — mógł być spokojny, że stoi na twardej opoce — nauka bowiem kościelna — będąc sama wynikiem ówczesnych przewrotów społecznych — była zupełnie zgodną z duszą ówczesnego człowieka — była jego naturalną potrzebą.
W dalszym ciągu — rola kościoła — ograniczała się przeważnie do chronienia umysłów przed wszelką nauką świecką, do chronienia przed krytycyzmem i wynikającemi stąd kacerstwami. — Nieznajomość przyrody zrodziła filozofję teologiczną — biblja zawierała całą wiedzę — więcej żądać było szaleństwem. Nauka kościoła, jego filozofja i etyka — zasadzała się przedewszystkiem na wierze. Trzeba było wierzyć a nie rozumować. Umysły potrzebowały Boga — były przeto zdolne do ślepej wiary. Nie znały przyrody, nie umiały patrzeć na jej zjawiska, przyjmowały więc z łatwością cuda i legendy. Umysły nie umiały myśleć krytycznie — krytycyzm nie rozwijał się gdy nie potrzebowano pytać siebie ciągle „dlaczego“, a nie potrzebowano pytać bo wszystko było objaśnione działaniem istot. Dusza ludzka zanadto zresztą jest przygnębiona w okresie przejściowym, pożądania moralne umieścić może tylko w świecie marzeń — realność jest straszną — nadzieje jego skupiają się za grobem. Na taki grunt ciemnoty, rozczarowania, tęsknoty za czemś nieznanym — padają słowa Ewangelji: „szczęśliwi którzy wierzą chociaż nie widzieli“ i słowa Pawła (w liście do Koryntjan): „Ja zniszczę mądrość mędrców i odrzucę naukę uczonych. Co stało się z uczonemi? Co stało się z temi umysłami ciekawymi nauk? Czyż Bóg nie ukazał iż mądrość tego świata jest warjactwem?“ — Tertulian oburza się na filozofję: „co może być wspólnego między Atenami a Jerozolimą, między Akademją a kościołem, między heretykami a chrześcjanami?... My nie potrzebujemy nauki po Chrystusie, ani żadnych studjów po Ewangelji i gdy wierzymy nie szukamy więcej“, — (Tertul. De proescriptione hereticorum). Opozycji niema żadnej — nie może być — umysły są przygnębione, rozczarowane dotychczasową kulturą, nowa religją zbyt ponętna moralnie — przytem społecznie potrzebna. Dogmaty jej przeto zapanowują nad umysłami. Ciemnota znalazła doskonałą opiekę — wiara zabija krytycyzm — przechowują się stare zabobony, mieszają się z nowemi, pogańskie bożki z legendami kościelnemi. Świat jest pełen dziwów, zjawiska natury to albo wola Boga, albo psoty szatana, albo czyny różnych dziwacznych istot niepodobnych do ludzi. Świat ten budzi przestrach — przestrach wywołuje potrzebę modlitwy, opieki boskiej. Znaki, rzeczy święcone, relikwje posiadają moc boską która chroni człowieka od złych duchów. Modlitwą, zaklęciem, relikwją, wodą święconą, znakiem itp., można było zmieniać zjawiska natury, zatrzymywać, sprowadzać. Gdy zjawiało się coś niezwykłego — było to oznaką gniewu bożego — przepowiednią nieszczęść. Gdy przyszła kometa Halleya (już w 1436 r.) wszczął się tak ogólny popłoch — że papież Kalikst III musiał wystąpić i zakląć ją.
Podobnież za pomocą modlitwy, obrazów, wód cudownych, relikwij — leczono. Wiara była tak silną, że wiele chorób mających swe przyczyny w zaburzeniu systemu nerwowego — przez proces hypnozy — uzdrawiało się — każdy klasztor dla ściągania tłumów miał jakieś relikwe cudowne.
W okresie pieniężnym prowadzono cudami formalny handel — dający olbrzymie dochody. Kilka opactw posiadało cierniową koronę Chrystusa. Jedenaście miało włócznię którą bok jego przebito. Niechby kto śmiał zaprzeczyć prawdziwości. Zostałby kacerzem, niedowiarkiem, poszedłby na stos wśród oburzonego tłumu.
Podczas wojen krzyżowych templarjusze prowadzili zyskowny handel, przywożąc z Jerozolimy dla wojsk krzyżowych butelki z mlekiem Matki Boskiej, które sprzedawali za ogromne pieniądze — wiele klasztorów przechowywało je z wielką pobożnością. (Draper. Dzieje stosunku wiary do rozumu.). Pewien klasztor jerozolimski pokazywał jeden palec św. Ducha. — W Vendôme przechowywano łzy Chrystusa — w Corbie brodę Noego, w Kolonji — popioły trzech króli Magów; w S.-Médard — ząb Chrystusa; w dwóch różnych miejscach znajdowały się dwie głowy Jana Chrzciciela. Relikwię obnoszono z procesją w czasie zarazy, posuchy lub innych klęsk. Kiedy Fouque d’Anjou w XI w. obległ Saumur, jedną z bram strzegli rycerze, drugą bronili mnisi, uzbrojeni tylko relikwjami swego patrona. Bramę tą zdobyto i weszli do miasta. Lecz kiedy Fouque chciał zabrać relikwje, łódź która je wiozła zatrzymała się na środku Loary — mówiono, że święty nie pozwalał się zabrać i trzeba było oddać relikwje. Ten sam Fouque gdy nie mógł podpalić opactwa św. Florentego, zawołał; „święty Florenty, pozwól mi spalić swój klasztor, a zbuduję Ci piękniejszą siedzibę w Angers“. Wiara w cudotwórczą moc religji, obrazów itp., przenosiła się i na inne przedmioty. Jaja zniesione w Wielki Piątek, mają własność gaszenia pożarów. Rozpalonym kluczem kościelnym, któremu dają nazwę klucza Św. Piotra, znaczą ludzi i zwierzęta przeciw wściekliźnie. Wierzono, że dzieci zmarłe bez chrztu — położone na niektórych ołtarzach ożyją i po ochrzczeniu znowu umrą.
Można było zmieniać pogodę. Księży proszono, by egzorcyzmowali złą pogodę. Zanurzano w studni świętych, żeby był deszcz. Każda czynność miała swego patrona. Każdy święty w czem innem mógł dopomóc.[73] Wierzono w złe i dobre dni. Koniom krew puszczano w dzień św. Filipa lub Jakóba — żeby chowały się dobrze. Chcąc wyleczyć się z febry nie jedzono mięsa na Wielkanoc. Choroby przypisywano czarom. Gdy w końcu VI wieku umarł po krótkiej chorobie syn Fredegundy — wiele kobiet było poddane męczącym badaniom — a w końcu były spalone lub łamane kołem, za to, ze swoimi czarami spowodowały śmierć księcia. (Lecky id.).
Gdy w IX wieku zdarzyło się zupełne zaćmienie słońca, zapanował wielki strach w Europie i jak mówią był przyczyną śmierci króla francuskiego. W X wieku toż zjawisko spowodowało ucieczkę całej armji.
Jednem z zasadniczych pojęć — z którego wypływała masa innych, wiele zwyczajów religijnych, obrządków domowych itp. — było pojęcie djabła — wiara w djabła panującego w naturze, obecnego wszędzie, pod różnemi postaciami, czyhającego ustawicznie na duszę człowieka. Kościół rozwija, ukonkretnia to pojęcie. Na obrazach widzą djabła w ludzkiej postaci z rogami, pazurami, czarną skórą, czasem koźle nogi — czasem w postaci węża. Djabeł zresztą przybiera postać różnych zwierząt — może być wilkiem, psem itp. Biblja potwierdza to. Djabeł zjawia się publicznie nawet. W Torgon pobił garnki i rzucał niemi w księdza — wypędził go z domu wraz ze służbą (Lecky). W sądzie zjawia się jako adwokat i wygrywa proces. Wchodzi w ludzi — stąd opętani, warjaci. Z kobietami zawiązuje stosunki płciowe — zmusza je do swej służby — stąd czarownice[74]. Grad, pioruny, morowe powietrze — to dzieło djabła. Opętanych leczy się przez wypędzenie djabła — wypędza się egzorcyzmami; egzorcyzm taki ma formułę:
„Boże Niebios, wzywam Cię, kładę oto moją cielesną rękę, połóż z wysokości Niebios swoją rękę duchową na słudze swoim, ażeby wąż wróg nie mógł się tutaj ukryć. Potwarco narodów, synu ciemności, słuchaj... zaklinam cię w imię Boga, szatanie przeklęty uchodź w głębiny morza, w trzody wieprzów, w miejsca puste gdzie nie orzą... nie będziesz tu miał miejsca aby się ochłodzić; rozpalone żelaza są przygotowane aby cię skarcić.“ Pod wpływem zaklęć tych — warjat często odzyskiwał zdrowie — siłą wiary — wpływu hypnotycznego.
Djabli są nieustannie zajęci wciąganiem człowieka w pokusę. Pewnej nocy św. Franciszek będąc chory położył głowę na poduszce z piasku — djabeł wszedł w poduszkę i przeszkodził mu w modlitwie — rano święty wyrzucił djabła wraz z poduszką ze swojej celi.
Djabłem zajmują się poważnie — piszą rozprawy. W XIII w. jeszcze Richaume opat z Schönthal ułożył cały traktat „o podstępach djabłów względem ludzi“.
Przedstawia on jak rano djabły rzucają się na oczy mnichom aby im przeszkodzić w ocknięciu się lub w czasie nabożeństwa, jak napadają na ich ręce i nogi aby przeszkodzić w pracy, jak ich upijają. Wszystko składa się na djabła. Wobec tych istot obdarzonych nadziemską mocą, których wszędzie pełno, którym nieraz i święci rady dać nie mogą — jakże małym przygnębionym musi się czuć człowiek wobec tych potęg nadziemskich, on jako człowiek czuje się zupełnie bezsilny — jedna religja, siła krzyża, relikwij, wody święconej, modlitwy, może go zabezpieczyć — lecz on sam w sobie żadnej siły nie widzi do walki — czuje się istotą upośledzoną, mizerną. Bóg i djabeł przygniatają go zupełnie, upokarzają.
Czemże jego siła, talent, rozum — wobec władz któremi rozporządzają złe lub dobre duchy — kierujące jego losami. Jeżeli djabeł czyha ciągle — trzeba więc ciągle mieć się na baczności — praktyki religijne, rozmyślanie odgrywają w życiu znaczną rolę. Nawet dumny feodał czuje strach o swą duszę — w kaplicy swej ze swym kapelanem spędza długie godziny. Potęga djabła i jego gnębi — i on czuje się prochem wobec Boga i on drży na myśl sądu ostatecznego, pości, biczuje się, wkłada włosiennicę, jako pan, rycerz, czuje swą siłę i potęgę, jest hardy i dumny — jako człowiek czuje swą słabość, mizerność. Nawet w sprawach sądowych nie odwoływano się do logiki faktów — lecz do objawienia boskiego. Bóg wskazywał za pomocą znaków, czy oskarżony jest winny czy nie. Był to „sąd boży“. Po mszy i modlitwach aby Bóg odkrył prawdę, oskarżonego poddawano próbie. Kazano mu np. nosić jakiś czas rozpalone żelazo lub wkładać ręce w kocioł z wrzącą wodą — jeżeli w kilka dni potem na rękach nie pokazały się rany — stanowiło to dowód, że oskarżony jest niewinny. Albo też wrzucano do wody — jeżeli szedł na dno był niewinny. W chwili rzucania do wody, ksiądz odmawiał zaklęcia. „Zaklinam cię wodo w imię wszechmocnego Boga, który cię stworzył i rozkazał ci służyć człowiekowi w potrzebie... nie przyjmuj tego człowieka jeżeli jest winien“... ale spraw aby wypłynął na twą powierzchnię“. Zaklęcie to jest charakterystyczne — nawet „żywioły“ — woda są uduchowione — rozumieją, działają jakby świadomie. Są to niby istoty — zawsze na wzór ludzkiej duszy. Tak samo księżyc, słońce, gwiazdy, wiatr, chmury, ogień — miały jakby swą duszę — przemawiano do nich, zaklinano w imię Boga.
Antropomorfizacja posuwa się do tego stopnia, że względem zwierząt stosowaną jest odpowiedzialność sądowa. Konie, byki są wieszane za zbrodnie. Jeszcze w XV w. zdarzają się podobne wypadki. Przed karą odczytują nawet oskarżenia.
Cały świat zewnętrzny przedstawiał się w pojęciach antropomorficznych. Nawet stosunki ludzkie przenoszono w świat zjawisk nieorganicznych. Taką była przeciętna umysłowość ludzka — u wszystkich klas społecznych. Streszcza się ona w tem zasadniczem pojęciu, — że cały widoczny świat podległy jest Bogu — a w nim rządzą różne duchy — djabli, aniołowie, widma — wywołując te różne zjawiska, które nas otaczają. Bóg wszystko może — wszelkie cuda są możliwe. Rzeczy święte lub znaki i słowa mają treść tajemniczą — podobnież czary djabelskie. W umysłach niema pojęcia o logice, ciągłości faktów, przyczynowości — jest tylko pojęcie nieprzewidzianych czynów woli istot nadziemskich antropomorficznych. Jest to typ najpierwotniejszego tłómaczenia przez umysł ludzki zjawisk jakie go otaczają. Typ ten przechowany przez czas niewolnictwa w ludzie — znajduje potem bardziej sprzyjające warunki dla swego utrwalenia się w ustroju feodalnym (zaściankowość) i potężną dźwignię w filozofji chrześcijańskiej — teologji — na tych samych zasadach rozwiniętych.[75]
Rzecz jasna — że podobne umysły nie były zdolne do abstrakcyjnego myślenia. — Właściwie pojęcie o „duchu“ nie istniało — nawet w kościele. Bóg musiał zawsze przedstawiać się ludziom w postaci ludzkiej, wielkiej wypięknionej lecz ludzkiej. Podobnież inne istoty nadziemskie. Wprowadzenie przez kościół obrazów, figur — zmaterjalizowało pojęcie Boga zupełnie.[76]
Bóg ojciec — to starzec z siwą brodą w koronie, z berłem — jedyny, sławny król, cesarz. Chrystus młodzieniec — Duch św. gołębica — wierzono w te formy bez przenośni żadnej — obrazy stały się Bogiem — myśląc o Bogu, myślano o postaci przedstawionej na obrazie. Podobnież aniołowie były to istoty ludzkie, młode ze skrzydłami, w białych szatach. Również materjalnym był świat nadziemski. Niebo było za sklepieniem widzialnych niebios. Piekło i czyściec pod ziemią. Do nieba prowadziła brama strzeżona przez św. Piotra — który kluczem swym odmykał ją i zamykał. W ludowej baladzie znajdujemy opis nieba.
Wino nic nie kosztuje w piwnicach niebieskich, aniołowe robią chleby i ciasta na każde zażądanie. Najrozmaitsze jarzyny rosną w ogrodach niebieskich, groch, marchew, same wyrastają; szparagi są tak wielkie jak nogi. Jeżeli jest dzień postu ryby przypływają same, św. Piotr nadbiega ze swemi sieciami i łowi, żeby zadowolić wasze podniebienia, Św. Marta jest kucharką. Gdzieindziej wyobraźnia jest bujniejszą — zawsze jednak rozkosze i obrazy ziemskie wypełniają pojęcie nieba. Kościół w obrazach nieba jakie daje usuwa tylko jedzenie, mówi o światłach, muzyce, śpiewach, gromadach aniołów, hierarchicznie rozstawionych koło tronu Boga. Podobnież konkretnie przedstawia się czyściec.
Św. Patrycy w swej „podróży do czyśca“ opisuje tak: tam mężczyźni i kobiety taczają się po ziemi całkiem nadzy. Jęcząc; mieli gwoździe ostre wbite w ręce i nogi. A wielkie smoki wpijały swe ostre zęby w ich ciało, jakby je zjeść miały — to znowu widziano innych, których węże kąsały w oczy, uszy i nogi. Obrazy przedstawiały całą grozę piekła, kotły z ogniem gdzie wrzucano skazanych, łoża madejowe, wszelkie narzędzia, tortury znane i używane wówczas. Męki z ziemi przenoszono do piekła. Pojęcie piekła — silnie było wszczepione w umysły. Piekło, przepowiednia sądu ostatecznego, przygnębiało człowieka we wszystkich chwilach jego rozmyślań religijnych i modłów. Strach piekła krępował człowieka moralnie w najdrobniejszych rzeczach — oddawał go pod zupełny wpływ księży. Pojęcia piekła zaciera w nim pojęcie i uczucie wstrętu do zła — unika się zła więcej przez strach.
Strach piekła jest zbyt silny, zagłusza przy pobudkach moralnych inne uczucia. Przyczyniło się to niemało do wyrobienia w ludziach bezwrażliwości etycznych — wstręt do zła, nieczynienia zła dla zła nie miało kiedy wytworzyć się. Strach piekła działał zbyt silnie, gdy pojęcie to znikło, okazała się dzisiejsza obojętność etyczna. Strach ten trzymał człowieka w karbach religji, w karbach etyki katolickiej — napędzał do umartwień ciała — do ascetyzmu. Z rozwojem pojęcia o piekle, z rozwojem propagandy ascetyzmu przez kościół, zmienia się pojęcie o charakterze Boga. W początkowym okresie Chrystus to dobry pasterz — Bóg — to ojciec niebieski. Już w XI w. cuda miłosierdzia są coraz rzadsze, obrazy przedstawiają coraz częściej sąd ostateczny, piekło. „Od tego czasu Chrystus staje się coraz straszniejszy. Jest to prawie Bóg żydowski, czyniący strach początkiem mądrości... Twarz Chrystusa w obrazach staje się posępniejszą, straszną, groźną“. (Lecky) Jest to naturalny skutek zmian, które dokonywują się w kościele, gdy z cywilizatora — szerzyciela nowej, lepszej kultury, propagatora nauki miłosierdzia i łagodności, staje się potem prześladującym, wojowniczym, propagującym ascetyzm. Ascetyzm, pogarda dla ciała rozwija się coraz bardziej, pogarda dla wszelkich rzeczy ziemskich — nieodłączna od ówczesnej religji — nie dozwoliły rozwinąć się uczuciom estetycznym, poczuciu piękna form natury, stąd mamy ogólne zjawisko okresu feodalnego zanik sztuk pięknych — obrazy, figury były potworne.
Poezja może przedstawiać tylko dwa prądy uczuciowe, które budziły w ówczesnej duszy entuzjazm, uwielbienie i zdolne były natchnąć do tworzenia pieśni — religja i siła brutalna, czyny rycerskie. To jej cecha. Albo poematy i pieśni religijne, przeróbki wierszowane pisma św. lub opisy życia świętych, uwielbienie ascetyzmu mnichów i męczeństwa pierwszych chrześcjan — albo też epopeja i pieśni rycerskie, opisy walk, turniejów — ideał rycerstwa, siły, odwagi. Zdarzały się także pieśni rycerskie miłosne, uwielbiające kobiety. Te tylko rzeczy mogły wywoływać natchnienie. Utwory religijne podobnież jak obrazy, rzeźba, architektura cechują się alegoryzmem.

4. Wpływ kościoła na naukę. Filozofja okresu feodalnego.

Biblja zostaje uznana jako kres wszelkiej mądrości — ostatni wyraz wszelkich nauk. Dalsze badania uważają się przeto za herezję. W kwestji antypodów — św. Augustyn mówi: „Niepodobna, ażeby znajdowali się mieszkańcy na przeciwległej stronie ziemi, ponieważ Pismo Św. nie wspomina o żadnem takiem plemieniu w liczbie potomków Adama“. Słowa podkreślone stają się najpoważniejszym argumentem w nauce — stają się jedynym probierzem prawdy. Cała nauka schodzi do komentowania Biblji. Dla krytycyzmu niema miejsca, starożytna nauka jest potępiana jako poganizm. Biskupi z zamiłowaniem niszczą bibljoteki. Teofil w Aleksandrji (koniec IV w.), papież Grzegorz Wielki pali Palatyńską bibljotekę w Rzymie (koniec VI w.). Tenże zakazuje studjowanie klasyków, nawet kaleczy posągi.
Umysłowość społeczna została zupełnie zamknięta w granicach pojęć biblijnych; jednak to nie pomogło przeszkodzić, że od czasu do czasu pojawiały się indywidualne przebłyski genjuszu ludzkiego, który nie zadawalając się tą ciasnotą i stagnacją pojęć filozoficznych usiłował obalać zakreślone granice — szerząc swą naukę krytyczną wśród społeczeństwa.
Te ataki ludzkiego geniuszu na teologiczną skorupę badań — ze strony uczonych arabskich (Hiszpanja) lub takich filozofów jak Abelard — doprowadzają w XI w. kościół do konieczności wyszukania dla teologji i pojęć biblijnych, pewnych filozoficznych podstaw, oszańcowania ich odpowiednim systemem logiki, rozumowań abstrakcyjnych, które mógł łatwo odgrzebać z Arystotelesa i tym sposobem bronić powagę Biblji przed napadami tu i owdzie zjawiających się przebłysków krytycyzmu. W ten sposób powstaje filozofja scholastyczna, pomięszanie Ojców kościoła z Biblją i Arystotelesem, która mając za zadanie utrzymanie w karbach nauki, utrzymanie stagnacji umysłowej przy pomocy już nie wiary ślepej, lecz zawiłych rozumowań najdziwaczniejszych, celu swego nie osiąga, lecz przeciwnie w ciągu kilku wieków swego panowania, zmuszając setki mózgów do rozmaitych wysiłków logicznych dla obrony dogmatów przyczynia się sama do rozwoju zdolności rozumowania — a przez to skierowuje umysły na drogę krytycyzmu. Raz zeszedłszy z tej jedynej drogi jaką św. Bernard wytyka dla teologji — wiary ślepej, uczucia z zupełnym odrzuceniem rozumu, kościół, wprowadziwszy na obronę dogmatyzmu, broń rozumowania filozoficznego, wprowadził przez to samo dogmatyzm na pochyłą drogę upadku, gdyż broń ta, rozwijając się przeciw niemu skierowuje swe ostrze.
Odkopawszy djalektykę i logikę Arystotelesa wskazywali drogę do jego badań przyrodniczych, a od Arystotelesa do innych filozofów starożytnych, pomagając tym sposobem nieświadomie do Odrodzenia.
Przebłyski geniuszu ludzkiego, niepokojące kościół swem wyłamywaniem się ze skorupy biblijnej zjawiają się w miejscach najmniej podejrzewanych — np. w końcu XII w. zjawia się wśród Franciszkanów „Wiekuista Ewangelja“ nieznanego autora, jakoby przyniesiona z nieba przez Aniołów, która ma zastąpić Nowy Testament — i głosi nadejście nowej ery Ducha św. (trzeciej) ery w której wiara będzie nie potrzebną a nad wszystkiem zapanuje rozum i mądrość.
Zanim rozpoczął się wielki rozkład feodalnej umysłowości, a wraz z nim i rozwój krytycyzmu — skorupa, jaką kościół stworzył dla nauki — a potem uzbroił w scholastykę, doznaje różnych ataków luźnych, będących jednak zwiastunami zbliżającego się przewrotu. Między niemi — zajmuje poważne miejsce — wpływ ze strony żydowskich lekarzy którzy pracując na różnych dworach królewskich i pańskich nieznacznie prawie szerzyli wokoło siebie materjalizm. Stąd dwa sobory w 13 wieku zabraniają wszystkim chrześéjanom udawanie się do lekarzy żydów — a uniwersytet paryski 1301 r. wzbrania wszelkiemu żydowi leczenie chrześéjan. Uczeni żydowscy — lekarze, astronomowie, matematycy — byli też przyczyną wygnania żydów z Francji 1306 r. Wytworzenie przez kościół sztucznej skorupy krępującej umysłowość ludzką i tamującej rozwój badań przyrody jest wynikiem wielu warunków[77]. Naprzód skorupa ta tworzy się sama przez się t. j. bez celowego jej obmyślania. Wynikły z wielu wpływów religijnych i filozoficznych dogmatyzm chrześcijański, zlawszy się z nowopowstającym prądem społecznym i moralnym jaki wyłania się z rozkładającego się niewolnictwa, stał się duchową potrzebą nowego społeczeństwa, jedynym systemem myślenia, które ono mogło przyjąć krytycznie, logika dzisiejsza jest obcą formą dla ówczesnej myśli. Bóg, Opatrzność, świat duchowy przenikający w życie ludzkie, odpowiedzialność pozagrobowa, antropomorfizm wszelkich pojęć — były wynikami fazy rozwoju umysłowości i społecznych warunków z nią związanych. W dogmatyzm chrześcijański potrzebowano wierzyć i dla tego wierzono. Do wiary tej nie było przy tem żadnych przeszkód. Widzimy dziwne wypadki, cuda — miały jedyną siłę dowodów. Skorupa tworzyła się więc sama — nie tylko w umysłach duchownych ale i świeckich ludzi. Biblja — będąca dla wszystkich księgą objawień boskich mogłaż zawierać błędy? Całe nieszczęście, że konieczny bieg procesów różnych uczynił właśnie biblję tą księgą świętą. W niej bowiem jak na złość było o wszystkiem — nie tylko mówiła o Bogu i etyce lecz także o naturze ziemi, o zwierzętach, roślinach, zjawiskach przyrody i t. d. Pojęcia jakie biblja dawała o przyrodzie, musiały być doskonałe ponieważ Bóg objawił ludziom całą naukę — więc pocóż dalej prowadzić badania? Koran nie zawierał przyrodniczych wiadomości, więc dla arabów otworem stała droga badań — dla chrześcijan zaś była zamkniętą. — Było to odbycie się naturalnego procesu — bez żadnych planowych działań. Później dopiero gdy kościół, którego cała potęga opierała się na powadze ksiąg świętych, dostrzega w pojedyńczych umysłach dążności do przekraczania granic uświęconych, gdy jeszcze są one słabe i pozwalają łudzić się zwalczeniem ich, musi dla zachowania swej potęgi, dla wypełnienia swego zadania jako przedstawiciela i stróża panującej etyki i filozofji użyć represji inkwizytorskiej — musi siłą zatrzymywać w skorupie dogmatyzmu umysłowość ludzką, która dotąd mieściła się tam wygodnie i dla tego nie buntowała się wcale — a teraz rozwinąwszy w sobie nowe władze nie może się już tam pomieścić — i dlatego musi być gnieconą. Nie kościół ją tam wsadził — ona sama wraz z nim tam wlazła jako do najwygodniejszego dla siebie miejsca, teraz zaś i dla kościoła nawet dogodność jej cała zeszła na dochody pieniężne. Prześladowania kościoła opóźniają i przedłużają rozwój umysłowości i nie tylko prześladowania inkwizytorskie i prawne lecz także sama propaganda umiejętnie prowadzona tłumi długi czas rozwój krytycyzmu i osłabia wpływy nowej filozofji.

VI. WALKA KLAS.
1. Bunty chłopskie.

Widzieliśmy jak słabo usposobiona jest dusza poddanego do buntowniczej akcji. Po wsiach — przy normalnym biegu rzeczy — dobrobyt chłopów — ich pojęcia religijne, zakorzenione uczucia kary, uznanie swej niższości, zgody z losem, brak poczucia godności osobistej i siły ludzkiej — wszystko to razem czyniło z większości gmin grunt zupełnie nie podatny do buntów a tem bardziej do jakiej świadomej walki klasowej. O walce reformatorskiej i postępowej nie mogło być nawet mowy. Brakowało odpowiednich pojęć. Chłopi nie mogli stawiać żadnych żądań — zmieniających istniejące prawa — umysł ich nie wykraczał poza istniejące warunki społeczne. Zwykłej prawnej nierówności, skrępowania osobistego nie czuli, stawać się niezależnymi właścicielami nie chcieli, bo to było wbrew ich interesom — tracić opiekę pana — poddaństwo było im potrzebne do istnienia, musieli przeto uznać i wszystkie jego konsekwencje. Przeto społecznej, świadomie reformatorskiej walki klasowej nie mogło być między chłopami a feodałami.
Tylko indywidualne barbarzyństwa feodałów doprowadzają chłopów do zupełnej rozpaczy i stawiając ich na stanowisku bez wyjścia — doprowadzały od czasu do czasu niektóre gminy do buntu. Możemy sobie wyobrazić jakie musiały być gwałty feodałów — jeżeli spokorniałe i w karbach kościelnych trzymane gminy chwytały się za oręż. Były to walki rozpaczliwe, beznadziejne, kończące się zawsze straszną rzezią zbuntowanych. W pierwszych wiekach zdarzają się także bunty chłopskie — gmin zawojowanych w poddaństwo, niegdyś wolnych właścicieli indywidualnych związanych w marki — którzy musieli ulec przemocy feodałów i razem z poddaństwem przyjąć chrzest. Ci buntowali się w imię ideałów przeszłości — łudząc się możnością odzyskania swobody i własności — a razem z tem wracając do swych starych bogów: chrześcijanizm był tu złączony ściśle z utratą swobody a przez to nienawidzony. Taki bunt był w Saksonji w 841 r. „bunt restoratorów“ — zbuntowani chcieli także powrócić pogaństwo. Taki był w Polsce bunt Masława. Bunty zwykłego oporu przeciw nadużyciom — zdarzały się zarówno przeciw świeckim jak i duchownym feodałom. Bywał ucisk uniemożliwiający życie — gwałcenie ogniska domowego, niszczenie dobytku, wymagania warjackie. Wtenczas umysły zapominają o przykazaniach religji, duszy, grzechu, instynkt samozachowawczy ludzki bierze górę. Oburzenie zaciera aureolę świętości i powagi swych prześladowców. Pojęcie ludzkiej równości przebłyskuje na chwilę, budzą się myśli czy ten człowiek nic nie szanujący, gwałcący cudze żony, córki, grabiący dobytek, wieszający, mordujący, ma rzeczywiście prawo ciągłego znęcania się nademną? Czy nie jestem człowiekiem? Czy nie mam jak on duszy? Jest to silny odruch wobec wielkich krzywd. Podobny duch zjawiał się zwykle w zbuntowanych gminach. Księża tracili swą powagę — przypominano sobie Chrystusa — dobrego Boga uciśnionych. Przed buntem chłopi łączą się w tajemniczy związek obejmujący kilka lub kilkanaście gmin czasem. W r. 997 był bunt w Normandji. Przed naznaczonym dniem buntu związki chłopskie z różnych gmin powysyłały swych przedstawicieli na ogólny zjazd — na którym miały być przyjęte rezolucje jak postępować ułożone w statut. Wysłano także emisarjuszów dla stworzenia nowych związków i odebrania od nich przysięgi. Wieść o tem doszła do dworu Normandji — za pomocą szpiegów dowiedziano się o dniu i miejscu ogólnych zebrań sprzysiężonych. Wszyscy zostali osaczeni i schwytani. Włóczono ich po miastach — dla postrachu innym; jedni mieli nogi i ręce obcięte, wyrwane oczy, to znowu skropieni gorącem ołowiem, na pal wbici. Związek chłopski upadł — strach zapanował ogólny i spokój. W tym czasie powstała chłopska pieśń rewolucyjna malująca zmiany jakie zaszły w duszy zbuntowanego rozpaczą: „Panowie tylko zło nam czynią (ginie pojęcie o potrzebie opieki, gdy sam opiekun najwięcej krzywdzi) nie możemy mieć od nich sprawiedliwości; oni wszystko mają, wszystko biorą, wszystko zjadają, a nam każą żyć w nędzy i cierpieniach. Każdy dzień jest dla nas dniem trudu, nie mamy żadnego zysku ze swej pracy, tyle powinności, tyle pańszczyzn. Dlaczego nas tak mogą traktować? Oswobodzimy się od ich władzy; jesteśmy ludzie jak oni, te same członki, takie same wielkie serca, takaż siła do cierpienia, a jesteśmy stu na jednego (poczucie siły wskutek związku). Przysięgnijmy bronić się wzajemnie, trzymajmy się wszyscy razem (uczucie potrzeby łączności wobec gwałtów rozwinięte), a nikt nie będzie panować nad nami; i będziemy wolni od pańszczyzn i będziemy mogli ścinać drzewa, brać zwierzynę i rybę, postępować wszędzie według swej woli, w lasach, na łąkach i wodzie“. Widzimy więc jaka zmiana zachodzi: nadużycia niszczą sens poddaństwa, jego podstawę społeczną — a jeżeli bezpożyteczną staje się instytucja społeczna — to i wszelkie pojęcia z nią związane — tracą swój grunt, swoją naturalną podstawę w duszy ludzkiej. Wtedy niema już moralnych przeszkód do buntu — a umysły zapładniają się nowymi uczuciami i pojęciami sprzyjającemi buntowi, krzywdy — wywołują naturalną nienawiść; zjawia się pojęcie o szkodliwości panów — przeto o potrzebie ich wytępienia; zjawia się pojęcie o równości ludzkiej, tamowane przedtem potrzebą poddaństwa (gdy pan szkodzi, na świecie jest złego przyczyną, dlaczego ma nademną przewodzić) wspomagane chrześcijańskim pojęciem o równości wobec Boga; zjawia się potrzeba łączenia się, pomocy wzajemnej, solidarności klasowej — naturalna potrzeba łączenia się dla wspólnej obrony wobec gwałtów, zjawiają się razem z tem uczucia społeczne, klasowe, nieistniejące w normalnych warunkach dla braku podstawy. Przytem chłop — spiskowiec nie czuje się samotny, bezsilny — będąc związany ze stu innymi, czuje siłę swoją, siłę człowieka.
1034 r. był bunt chłopski w Bretonji. Hrabia bretoński wyruszył z kawalerją na zbuntowanych, którzy byli bez broni i wodzów i wszystkich w pień wyciął. 1041 r. bunt w jednej prowincji we Włoszech przybrał większe rozmiary — biskup z Medjolanu i feodałowie nie mogą go stłumić — dopiero wdanie się króla, który zapewnił szanowanie zwyczajów przodków — uśmierza bunt.
W XI w. bunty chłopskie w Szwecji z powodu zwiększenia dziesięciny kościelnej — przeciw arcybiskupom. W 1187 r. bunty przeciw hrabiemu oldenburskiemu — 1207 r. przeciw arcybiskupowi z Bremy z powodu dziesięciny i ucisku. — 1251 r. bunty we Flandrji i Pikardji w dobrach kleru. Począwszy od XIII w. bunty są coraz częstsze, jest to objaw nowych przyczyn społecznych. Zdarzały się wypadki, że król wyzyskiwał bunty chłopskie dla osłabienia władzy feodałów. W 1174 r. korzystając ze śmierci swego biskupa — 16 wsi kupiło sobie od Ludwika VII kartę komunalną — związały się w federację, utworzyli pewien samorząd, władzę municypalną i sądową. Nowy biskup sprzeciwił się temu — wybuchł bunt — który król poparł. Karta komunalna utrzymała się. Następca Ludwika — Filip August zniósł tę kartę dekretem: „dla miłości Boga i błogosławionej Dziewicy, dla sprawiedliwości i dobrego skutku wyprawy do Jerozolimy, komuna ta będąc przeciwną prawdzie i wolności kościoła Panny Marji... znosi się“. Wogóle w pierwszym okresie feodalizmu bunty chłopskie są rzadkie — na małych przestrzeniach — wszystkie kończyły się pogromami i srogiemi karami.
Jest to walka klasowa — przypadkowa — zależna od miejscowych przyczyn, od cech indywidualnych danego feodała a nie społecznego charakteru.

2. Walki miast z feodałami.

Ludność miast składała się z trzech klas społecznych: patrycjatu (dawnych rodów gminy) plebsu, gminu (przybyszów) i kupców. Ludność ta wobec feodała przedstawia jednolite interesy. — Społeczne stanowisko miast różniło się ogromnie od gmin wiejskich. Miasto — jako skupienie ludnościowe, miejsce obronne — nie czuło potrzeby poddaństwa. Już dosyć wcześnie poddaństwo staje się dla miast zbytecznym ciężarem. Uczuwa to szczególnie klasa kupców — której interesy handlowe wymagają koniecznie swobód osobistych i majątkowych — jak wolność testamentu, spadku, sprzedawania, nabywania, przekazywania, wolności przesiedlania się, małżeństwa. Swobody te posiadali kupcy jako osobiste przywileje udzielane im przez feodałów. Lecz swobód tych potrzebowało całe mieszczaństwo. W mieście był rynek — dochody kupieckie nęciły każdego — każdy mógł być kupcem, interesy rynku były interesami całej ludności miejskiej — która na niem wymieniała swe wyroby, z początku tylko na towary zbytku — później — gdy miasto zupełnie wyodrębniło się od wsi i zrzekło się rolnictwa — wymieniała potem i na produkty codziennego użycia. Swobody rynku musiały przeto obchodzić całe mieszczaństwo również jak jego rozwój, od którego zależał rozwój miast. Zbyteczność poddaństwa dla mieszczan — którzy mogli żyć samodzielnie pod ochroną swych baszt i murów — wytworzyło w nich silną dążność do zmniejszenia ciężarów feodalnych i do zdobycia sobie wewnętrznego samorządu, własnych sądów i praw które były by zgodne z interesami rynku, a którym ani pańskie ani gminne nie odpowiadały. Z rozwojem miasta zanikały w ludności cnoty i pojęcia poddańcze; kupiectwo ściągane z różnych stron, rozbijało zaściankowość umysłową, przynosząc z sobą szerokie wiadomości. Umysły w miastach były szersze, mniej zabobonne, mniej przygnębione niż na wsi. Jakkolwiek małe były miasta feodalne zawsze zetknięcie się z szerszym światem, skupienie ludnościowe, obronność większa, dawały umysłom większą swobodę myśli, szersze wiadomości, pewne poczucie swej siły. Tutaj także była większa łatwość tworzenia asocjacyj do walki z feodałem. Asocjacje takie obejmowały całe mieszczaństwo — wiązano się przysięgą wzajemnej pomocy w walce.
Tak więc rynek, przekształciwszy zewnętrznie gminę wiejską w gród obronny, zmieniwszy jej skład ludnościowy, wyspecjalizowawszy i wydoskonaliwszy pracę zmienia także społeczne stanowisko i interesy ludności, usuwając potrzebę poddaństwa[78], rozwija potrzebę osobistych i majątkowych wolności. Przez to, jak też przez swój charakter światowy i skupienie ludnościowe, które sprowadziły — zmienia także usposobienie umysłów, cechy moralne duszy ludzkiej — dopasowującej się zawsze pojęciami i uczuciami do społecznych interesów, jakie w danej chwili istnieją, do interesów żywotnych jednostki, związanych z wygodą bytu. Jeżeli interesy wymagają walki — umysły nastrajają się w tym kierunku. To właśnie istnieje w miastach — w przeciwieństwie do wsi. Interesy miasta wymagają pewnych zmian prawnych (społecznych warunków) — interesy wsi — w warunkach normalnych — potrzebując poddaństwa — nie mogą zmian prawnych wymagać. Pierwsze — usposobione są do walki. Drugie nie. Religja dopasowana do feodalizmu zgodna jest z interesami wsi; niezgodna z interesami miasta. Chociaż w miastach także panuje nad umysłami niema jednak siły wstrzymać ludzi od czynności wymaganych przez interesy bytu. Interesy społeczne, możliwie wygodnego bytu jednostki tak przeważają, urabiają odpowiedni sobie cały psychizm, że ludność miast nie waha się nawet prowadzić walkę z biskupami i opactwami, mimo całej swej religijności. Niema tu żadnych prądów wolnomyślnych — sumienie społeczeństwa, etyka, filozofja nie wychodzi poza katolicyzm. Z biskupem walczą jako z feodalem — chrześcijańskie cnoty pokory, poddania się władzy, lekceważenie dóbr tego świata — w miastach straciły swój społeczny grunt i nie mogą przeważyć wymagań interesów życiowych.
Rzecz jasna — że cała ta zmiana społeczna stanowiska, interesów i co za tem idzie psychizmu mieszczaństwa, odbywa się, stopniowo i powoli. W miarę jak gmina przetwarza się w miasto i jak miasto to wzrasta.
Widzieliśmy już, co zyskały miasta w tej walce z feodałami na czem polegała zdobycz „karta komunalna“, która była hasłem i celem walki.
Zobaczmy przebieg tych walk.
W Strasburgu walka z biskupem rozpoczyna się już w X w. i toczy się do XIII w. — wreszcie biskup zgodził się na kartę i prawodawstwo miejskie.
W Kolonji i Wormacji walka zaczyna się w XI w. trwa przez cały XII i XIII w. kończy się tem, że biskup, ustępując, wynosi swą rezydencję z Kolonji.
W miastach biskupich walki toczą się o zniesienie danin i podatków, samodzielność wyborów i rady, własne sądy miejskie; miasta występują także przeciw przywilejom szlacheckim i zwolnieniu duchownych od podatków. Zdarzały się zaburzenia krwawe. W Magdeburgu 1331 r. zamordowano biskupa. Typowy przebieg walki był w mieście biskupiem Laon. W XI w. biskup zwiększa podatki. W czasie jego nieobecności mieszczaństwo, ująwszy sobie za pomocą pieniędzy rycerzy i duchowieństwo — stwarza wyborczą magistraturę, która miała prawo zwoływać lud i sądzić. Po powrocie biskup widział się zmuszonym przyjąć ten stan rzeczy za opłatą i król zatwierdził. Lecz 1112 r. biskup cofa swe zobowiązanie i król także, otrzymawszy za to 1700 funtów srebra. Wtedy mieszczanie powstali, zburzyli dom biskupi i zabili jego samego uderzeniem toporu. Biskup następny w 1128 r. zatwierdził komunę i król na zapłatę zgodził się także.
Walki poczynają się w 10 i 11 w. dochodzą do szczytu w 12 i 13; jest to czas kiedy handel miejski wymaga najwięcej nowych ustaw. Rezultat walk w 13 w. jest rada miejska. Wiele do zwycięstwa miast przyczynia się pomoc króla, który dla miast biskupich mógł więcej uczynić niż dla pańskich. Toż samo działo się w miastach należących do opactw.
W walce z feodałami — mieszczanie burzą burgi feodałów nie tylko w obrębie miast będące lecz i w pobliżu. Zniesienia burgów stawiają jako żądanie, obok innych. Często pomaga im cesarz lub król. W Lubece i Hamburgu nie wolno osiedlać się rycerstwu. W Kolonji biskup nie mógł nocować, król trzymać dworu. Niektóre włoskie miasta uwalniają się zupełnie od feodałów np. Florencja. W mieście tym tytuł szlachcic był znakiem pogardy, obrazy; był czas że sprowadzał utratę praw politycznych.
W walce miast z feodałami — dwór królewski, marzący i dążący ciągle do rozszerzenia swej władzy kosztem samowoli feodałów, staje po stronie miast jawnie lub potajemnie, wspomagając zbuntowane mieszczaństwo. Cel tej polityki jest osłabienie feodałów i osiągnięcie pewnej moralnej władzy nad miastami oswobodzonemi. O ile jednak wspiera dążność miast do zdobycia karty o tyle niechętnie udziela je miastom swoim dusząc często bunty miast królewskich i wogóle z trudnością ustępuje całkowicie ze swej władzy nad miastami. Tak np. Orlean leżący w środku ziem królewskich jest zgnieciony, gdy zażądał karty; Mantes leżący na granicy księstwa Normandji dostaje od króla francuskiego kartę — gdyż dwór musi dbać o jego przychylne usposobienie. Miasta królewskie chociaż po większej części nie zyskują samorządu, prawa wojny, tworzenia praw i t. d. jakie daje karta, mają jednak zabezpieczone dość wielkie wolności rynkowe, własnościowe, cywilne.

3. Walka cechów z patrycjatem miejskim.

Zarówno przed jak i po zdobyciu kart komunalnych w miastach panowała ustawa markowa — zdobyty samorząd był w rękach starych rodów, patrycjatu. Patrycjat wybierał radę miejską i sam rządził. Ustawa markowa opiera się na własności nieruchomej — według niej ten tylko ma prawo obywatelstwa, kto posiada w gminie kawałek ziemi. Gdy w późniejszych czasach zabrakło ziemi do wydzielania przybyszom, rzemieślnicy zostali pozbawieni praw obywatelskich. Dotyczyło to większości ludności rzemieślniczej. Stąd cechy muszą rozpocząć walkę z patrycjatem o obalenie starej ustawy, zastąpienie jej przez nowe, cechowe prawodawstwo — o przejście władzy miejskiej w ręce ogółu. Dopóki cechy były nieliczne, a rzemieślnicy biedni — musieli znosić ucisk patrycjatu. Lecz z rozwojem miast cechy wzrastają w liczbie i bogactwie, rody stare upadają. Wtedy domagania się gmin są coraz natarczywsze — staromieszczaństwo ustąpić nie chce — rozpoczyna się więc walka. Ucisk staje się coraz nieznośniejszy; rzemieślnik lub kupiec nie może znaleść sprawiedliwości. W sądach patrycjuszowskich — nakładano dowolnie podatki na cechy — dochodami miejskiemi rządzi samowolnie patrycjuszowska rada — fundusze marnotrawią się — stare rody wolne są od różnych powinności miejskich. Do tworzenia cechów stawiano różne przeszkody — obyczajowo pomiatano gminem.
Stanowisko rodów było silne dopóki głównem bogactwem miast była ziemia — a główne zajęcie rolnictwo. Lecz gdy cechy stały się ogniskiem bogactw — a rody coraz bardziej usuwały się od handlu i przemysłu, tracąc jednocześnie na zamożności — cechy poczęły domagać się udziału w rządzie. Ponieważ „niema końca podatkom, nie wiadomo przytem gdzie podziewa się to dobro i złoto, gdyż długi (miejskie) nie tylko nie zmniejszają się lecz zwiększają“ — żądano więc udziału w radzie miejskiej. Przytem w walce z feodałami — gmin, cechy odgrywały wybitną rolę, przez co wzrasta w nich świadomość swej siły i znaczenia. W miarę zaś tego jak cechy rosły liczebnie i zwiększały swe bogactwa — rody patrycjuszowskie wyczerpywały się w ciągłych walkach koteryj, zmniejszały się ilościowo, zubożały przez zbytki i usuwanie się od przemysłu i handlu. W walce z patrycjatem przyjmowały udział i przedmieścia, stając po stronie cechów. Zazwyczaj powód bezpośredni oddzielnych walk bywał błahy: obraza osobista lub nadużycia, chełpliwość i duma rodów — stronny wymiar sprawiedliwości i t. p. — W Strasburgu walka ta zaczęła się w 14 w., w Kolonji w 13 w., w Zurichu w 14 w. W Kolonji skończyła się zupełną przegraną patrycjatu. Toż samo w Strasburgu. W Lubece walka toczyła się wiele dziesiątków lat. W niektórych miastach jak Strasburg, Augsburg, Speier, cechy zmusiły patrycjuszów do ustąpienia z miasta. W innych — jak Brema, Hamburg, Stralsund patrycjusze zleli się z cechami, utworzyli jedną rządzącą warstwę. W miastach włoskich gdzie plebs nie doszedł do władzy — miał on swój własny rząd — stowarzyszenie św. Grzegorza, św. Stefana, stowarzyszenie ludu, partję gwelfów. Zdarzało się, że na czele gmin stawali rycerze np. Brun w Zurichu. Dopóki cechy stają do walki oddzielnie, luźno, patrycjat przemaga. Później między cechami utrwala się ogólny związek, solidarność działania, wspólne zebrania, — podczas walki tworzą jeden oddział z jednym dowódcą. Ogólny rezultat tych walk — zwycięstwo cechów. — W wielu miastach rody zostają na zawsze lub na pewien czas wydalone — z innych same się wyniosły. W wielu — pozostały, wchodząc w skład cechów i dzieląc się władzą z nimi. Zależnie od przebiegu walk rezultaty dają się podzielić na trzy rodzaje: 1) Staromieszczaństwo zupełnie wyginęło lub ustąpiło a władza przechodzi w ręce gminu cechowego. 2) Staromieszczaństwo przypuszcza cechy do rady, lub obok małej rady tworzy się wielka, 3) Miasto dzieli się na dwie dzielnice — staromieszczańską i gminną — obie jednakowo reprezentowane w zarządzie. Od chwili zwycięstwa cechów — cechy stają się oprócz przemysłowych — także politycznemi organizacjami. Wszystkie bowiem prawa i obowiązki polityczne były związane z przyjęciem do jednego z cechów.
Zwycięstwo cechów oznacza zniesienie ustawy marchjalnej jako podstawy miast. Gminy miejskie przestają być gminami marchjalnemi — a stają się gminami osobistemi, politycznemi. Wówczas gdy dla przyjęcia do gminy — dla zostania obywatelem — trzeba było posiadać kawałek ziemi, od czasów ustroju cechowego tego się nie wymaga.
(Przemiana miast od zwycięstwa cechów patrz rozdz. Miasta).


PROCES ROZKŁADOWY FEODALIZMU.
I. Zanik gospodarki naturalnej.
(Ostatni okres feodalizmu).

1. Czynnikiem rozkładowym każdego ustroju — a przeto feodalnego — jest rozwój umysłowości ludzkiej — rozwój obejmujący sobą wzrost sumy pojęć (wyobrażeń) nabyty przez ciąg życiowych doświadczeń, zależny od tego rozwój zdolności myślenia — przez wzrost tworzących się asocjacyj pojęć — jakoteż związane z poprzednim różniczkowanie się wrażliwości, pożądań[79]. Z rozwoju umysłowości ludzkiej wynikają trzy zasadnicze procesy rozwojowe — oddziaływujące bezpośrednio na społeczne zmiany. Są to: 1) Wzrost sił wytwórczych: 2) ułatwienie stosunków międzyludzkich (komunikacji prowincyj, krajów) i 3) wzrost potrzeb — zwiększenia stopy życiowej.
Trzy te procesy rozwojowe przy wzajemnem stykaniu się potęgują się. Wzrost sił wytwórczych — pozwala na zwiększenie stopy życiowej, na wzrost pożądań. Ułatwienie komunikacji rozwija nowe potrzeby dając zagraniczne płody. Wzrost potrzeb jest bodźcem do szukania nowych, łatwiejszych dróg, do rozwoju komunikacji, bodźcem do nowych odkryć i wynalazków. Poznawanie nowych krajów rozwija umysłowość, bogaci wiedzę, rozwija znajomość przyrody — tworząc drogę nowym wynalazkom technicznym i nowym idejom filozoficznym. Dalsze wyniki tych trzech procesów — rewolucjonizują zupełnie społeczeństwo feodalne — formy jego czynią niedogodnemi dla społeczeństwa — wytwarzają w niem pierwiastki nowego ustroju i klasę zainteresowaną w jego zburzeniu — dla dania zupełnej swobody rozwojowi nowych pierwiastków. Siedliskiem tych procesów rewolucyjnych były miasta. W nich wyrabiały się nowe pierwiastki społeczne i nowe klasy — mające pierwiastki społeczne i nowe klasy — mające zdruzgotać feodalny ustrój — mające poprowadzić ludzkość do najwspanialszych faz rozwojowych — burżuazja i proletarjat — dopóki toczy się jeszcze walka z uprzywilejowanemi feodałami okryte jednym płaszczem „stanu trzeciego“. To są ogólne zasadnicze czynniki przewrotu. Przewrót odbywa się bardzo powoli, trwa całe wieki. Rozpoczyna go proces zaniku gospodarki naturalnej — okres feodalizmu z gospodarką pieniężną towarową, feodalizmu z wymianą, z pieniędzmi.
Jest to ostatni jego okres. Po nim zjawiają się kapitały — zjawia się kapitalistyczna produkcja — rugując coraz bardziej stare formy. Jest to kapitalizm poddańczy kapitalizm z pracą pańszczyźnianą — stadjum przejściowe do kapitalizmu liberalnego, który wychodzi z wielkiej rewolucji. Dwa te okresy mamy rozpatrzyć — najpierw okres ostatni feodalizmu — feodalizm pieniężny, i okres rozwoju kapitalistycznej produkuj przy formach prawnych poddaństwa — okres kapitalizmu z pracą pańszczyźnianą. W dwóch tych okresach — rozwijają się wszystkie pierwiastki okresu nowego ustroju — ekonomiczne, polityczne, moralne, zjawiają się siły społeczne rewolucyjne — prądy umysłowe nowych klas — mające ostatecznie rozbić prawną skorupę feodalną.
2. Stary, odwieczny proces wymiany przedmiotów zbytku, powolnemi i nielicznemi rzekami płynąc wśród społeczeństw feodalnych, wśród zbiorowisk, zamkniętych w sobie jednostek gospodarczych, z biegiem czasu wytworzył swoje rynki i miejsca obronne — miasta.
Miasta, skupiając w sobie coraz większą ludność — zdołały wywalczyć sobie swobodę, pełną niezależność od feodałów. Zdobycie swobody dało im nowy impuls do rozwoju — swobody miejskie i nowe prawodawstwo przystosowane do potrzeb rynku — zwycięstwo cechów — przez to obalenie markowej ustawy i władza polityczna gminu rzemieślniczego — wszystko to przyczynia się do wzrostu rynku i ożywienia handlowego. Cechy, różniczkując się coraz bardziej, kształcąc gust na wszelkich zagranicznych wytworach — wytwarzają, udoskonalają rzemiosła. Z upadkiem patrycjatu — w miastach przeważają stanowczo rzemiosła. Rolnictwo coraz podrzędniejszą zajmuje rolę. Między miastem a okolicą powstaje pierwszy społeczny podział pracy.
Rynek miejski gromadząc przedmioty zbytku, płody oddalonych krajów — kształci gust wytwórczy, rozwija nowe potrzeby ludności, pożądanie nowych wygód życiowych. Gdy przytem ludność wzrasta okolice dzikie i puste zaludniają się coraz bardziej — zwiększony ruch handlowy (wskutek wzrostu zapotrzebowań, rozwoju miast, zaludnienia kraju) — toruje sobie coraz nowsze drogi komunikacyjne, łączy z miastami dalsze okolice. Skutkiem tego podział pracy — rolnej i rzemieślniczej rozszerza się i na dalsze gminy — wytwory miast dochodziły do coraz dalszych zamków feodalnych.
Olbrzymi impuls do rozwoju tego procesu szerzenia się społecznego podziału pracy między wsią i miastem — dają wyprawy krzyżowe[80] Kolosalny ten ruch, rozpoczęty przy końcu XI w. (1095 r.), wypełniający cały wiek XII — zakończony w 1270 r. (ostatnia wyprawa) — obejmuje setki tysięcy ludzi wszelkich klas — przeważnie panów i szlachtę — lecz także mieszczan i chłopów. Rezultatem jego jest nietylko rozwój handlu światowego — przez poznanie nowych dróg, krajów, zawiązanie stosunków handlowych z miastami wschodu, lecz także rozwinięcie się nowych gustów, potrzeb życiowych, zasmakowanie w wygodach wschodniego życia, poznanie nowych, nieznanych dotąd płodów ziemi, wyrobów, które łatwo weszły w życiowe wymagania nowe — jednym słowem — ogromny rozwój nowych zapotrzebowań, rozwój potrzeby zbytków, rozwój i zmiana stopy życiowej, wymagań życia codziennego. Wzrost stopy życiowej, rozpoczynający rozkładowy okres feodalizmu — nietylko odbywa się wskutek rozwoju handlu i zapoznania się ludności z obcemi płodami — lecz także przez pojawienie się nowych gałęzi przemysłu, wynalazków dotąd nieznanych — jak np. zegarmistrzowstwo i inne. Postęp naturalny produkcji — zjawienie się nowych rzemiosł jest jedną z głównych przyczyn odpowiedniego temu rozwojowi potrzeb. Tak samo — w XII wieku pojawiają się dopiero piece i kominki — przedtem było tylko ognisko na środku pokoju — nad nim rura, wychodząca na dach. A Monteil mówi, iż cała Francja w XIV w. chodzi w sabotach — w XV w. w trzewikach.
Szczególnie silna ewolucja odbyła się u panów i szlachty, także w mieszczaństwie, a nawet przedostała się do chłopów. Przez krzyżowców — ludność zapoznaje się z trzciną cukrową, ryżem, indigo, szafranem, bawełną, figami, cytrynami, melonami, winem, cypryskiem i t. d. Rycerstwo dla którego koń tyle znaczy — entuzjazmuje się rasą koni arabskich. Zapoznaje się z bawełnianą tkaniną Bejrutu, z materją jedwabną, Antjochji i Tyru, z aksamitem i muślinem wschodnim, z dywanami perskimi, z przepysznymi wyrobami szkła i porcelany, z wyrobami stali damaceńskiej, z perłami i wiele innych rzeczy, które raz poznane, stały się potrzebami życia, wymaganiami wygody domowej. Swojskie wyroby już nie wystarczają, dawna stopa życiowa staje się niedostateczną.
Ruch handlowy między miastami europejskimi a wschodem staje się potrzebą społeczną. Nadmorskie miasta wzrastają przez to ogromnie: Palermo, Neapol, Amalfi, Piza, Genua, Wenecja. Marsylja. Wywożą na wschód zboża, ubrania, broń — przywożą wina, cukier, bawełnę, jedwab, materje, dywany, naczynia, farby, perfumy. Kościół także potrzebuje wyrobów wschodnich — drogich kamieni, pereł do ozdób kościelnych.
Ten wzrost ruchu handlowego wywołuje ulepszenia w środkach komunikacji — w budowie portów, okrętów. Tworzą się wielkie „hanzy“ kupieckie — londyńska obejmująca 50 miast Francji i Flandrji, niemiecka (Hamburg, Brema, Lubeka). Zmienia się wewnętrzne urządzenie domu, jedzenie, ubiory. W domu pańskim, szlacheckim lub zamożnego mieszczanina, pojawia się alkowa, sofy, dywany, baldachimy nad łóżkami, miękkie materace; do stołu zaczynają się używać filiżanki, karafki, wazy, większych kształtów. Kobiety lubują się w perfumach i kosmetykach. Szable muszą być z damaceńskiej stali. Pojawiają się szaty jedwabne, bawełniane, aksamitne, muślinowe, umiejętnie farbowane. Na stole zjawiają się figi, cytryny, cukier, kawa, ryż, szafran, melony, wina wschodnie i wiele innych nowych rzeczy[81].
Ten wzrost potrzeb życiowych[82] — ta odmiana życia domowego staje się przyczyną zaniku gospodarki naturalnej, przy pomocy rozwoju ruchu handlowego wewnątrz kraju — jaki odbywa się wskutek rozwoju miast, wzrostu ludności, ułatwianie dróg handlowych. Feodałowi wszelkich stopni nie wystarczają już wytwory własnych poddanych. Chłop nawet woli nabyć na targu wytwory miejskie, ładne, dobre i trwałe niż robić samemu. Gmina i zamek potrzebują wytworów rzemieślniczych miejskich, własne już nie wystarczają — szczególnie gdy teraz łatwiej nabyć lepsze miejskie. Miasto zrzeka się gospodarstwa rolnego — odkąd allmendy musiały pójść pod zabudowania — bez pastwisk, łąk, lasów — nie może gospodarować. Zresztą ilość ziemi nie mogłaby wystarczyć wciąż wzrastającej ludności. Przy tem ułatwiona komunikacja przez większą dbałość o drogi, zwiększony ruch handlowy( także kupców wędrownych), bliższość miast, (wskutek powstawania nowych) uczyniło możebnem nabywanie miejskich wytworów i zbywania części własnych. Społeczny podział pracy miast i wsi staje się powszechnym.
Feodał nie bierze już wiejskich wyrobów rzemieślniczych tylko miejskie, na które wymienia czynsze swoich poddanych. Chłop przestaje już być wszystkiem dla siebie a prowadzi tylko rolne i domowe gospodarstwo, dbając o to, żeby mieć część płodów do wymiany na miejskie towary — odzież, narzędzia, naczynia i t. p. Wymiana i pieniądz stają się potrzebą społeczną.
Ogarnia ona już teraz potrzeby życia codziennego, przestaje być ograniczoną do potrzeb zbytkownych. Pieniądz jest jednak jeszcze tylko znakiem wymiennym, nie posiada w sobie jeszcze owej tajemniczej siły płodzenia. Cała jego rola ogranicza się do tego, że jeden wytwór zamienia się na drugi.
3. Zanik gospodarki naturalnej gminy — wejście jej w ruch wymiany — upowszechnianie się gospodarki towarowej — powoduje cały szereg zmian społecznych. Feodał potrzebuje teraz wytworów miejskich, a nawet zagranicznych — wymaga pieniężnego czynszu — nie mogąc sam handlować czynszami w naturze, ani wozić się z niemi do miasta dla wymiany.
Nadwartość feodalna, czynsz, daniny — przechodzi w pieniężną postać.
Wzrost handlu, przyczyniając się do wzrostu miast, ich siły — rozszerza i zaostrza od początku XII w. walkę miast z feodałami o karty. Liczne zwycięstwa miast w XII i XIII w. są także poważną przyczyną rozwoju ruchu wymiennego i rozszerzania się rynku zabezpieczonego teraz miejską milicją i zwolnionego od różnych ciężarów.
Wzrost stopy życiowej. W XIII w. są już używane świece woskowe — szyby szklane, kominki, piece — jeden poeta francuski z XII w. zachwyca się, że w czasie godów na jednym zamku nie było w sali dymu. W r. 1186 jeden pisarz francuski przeciwstawia ubiory swego czasu do czasów z r. 1106, kiedy wielcy panowie jak biskup z Limoges i wicehrabia de Camborne nosili skóry lisie, których nie chcieli by dzisiaj nosić mali ludzie. Upowszechniają się futra, emalja, klejnoty — koszule nocne.
W miarę jak pożądania zbytków i wygód u feodała rosną — praez zetknięcie się z bogactwami nagromadzonemi na rynku — przez podwyższenie stopy życiowej od czasu wypraw krzyżowych — w miarę tego wzrasta także i jego apetyt na pieniądze — stara się zwiększyć nadwartość pieniężną[83].
Zwiększanie to odbywa się trojakim sposobem: 1) Przez zwiększenie samego czynszu; 2) przez spieniężenie różnych praw feodalnych; 3) przez stworzenie różnych monopolów.
1) Zwiększenie czynszu odbywa się drogą przemocy i gwałtów. Gospodarstwo chłopa nie rozwinęło się — zmuszony będąc dawać więcej feodałom — sam uczuwa znaczne braki. Feodał nie rachuje się z tem — wydziera wiele tylko może. Od tego czasu rozpoczyna się ucisk i nędza chłopów — a jako następstwo tego rujnowanie się moralności poddańczej, feodalnej i coraz częstsze bunty.
2) Różne prawa pańskie, które dawały panu pewne wygody lub przyjemności osobiste — zostają zamienione na opłaty pieniężne. Były zwyczaje obowiązujące poddanych przy wjeździe do wsi, od zabaw, tańców, śpiewów — obowiązek ten zmienia się w opłatę pieniężną, którą gmina składa przybywającemu feodałowi. Były powinności zabawiania feodałów w różnych okolicznościach, powinności przeszkadzania żabom, żeby nie skrzeczały w nocy, także zmienione w opłaty pieniężne. Podobnież prawo pierwszej nocy. Pańszczyzna zobowiązująca do bronienia zamku i naprawy murów — w późniejszych czasach, gdy ucichły wojny prywatne, zmieniona w opłatę pieniężną. Ściągano opłaty za pozwolenie małżeństwa z osobą z drugiej posiadałości — za prawo spadku, za prawo testamentu przy sprzedaży, kupnie. Chłop jest obarczony nad możność opłatami pieniężnemi, boryka się z nędzą jak może, bojąc się stracić ziemię — dobywa różnemi środkami wymagane pieniądze — sam nieraz umiera z głodu — dobrobyt jego upada zupełnie. Z tych czasów — piosenka chłopów francuskich: „Biedny rolnik jest ciągle męczony płaceniem podatków różnych; ciągle przed jego drzwiami stoją poborcy i strażnicy — krzycząc bezustannie — dawaj pieniędze. Biedny rolnik karmi szlachtę; nic pewniejszego, że niema króla, księcia, biskupa, pana, któryby nie żył z pracy biednego rolnika“.
3) Drogi, mosty, przeprawy przez rzeki były monopolem feodała. Za każdy przejazd czy przewóz towarów przez ziemię, jakiegoś feodała trzeba było opłacać się po kilka razy. By dojść do Paryża, towar musiał opłacać się osiem razy. Dochodziło do tego że przepisy pańskie zmuszały podróżnych do zbaczania z prostej drogi. Monopole te ciążyły ogromnie na handlu — były jedną z głównych zawad jakie feodalizm stawiał później rozwojowi kapitałów. Tak samo miejsce targu musiało opłacać się feodałowi. Każdy jarmark przynosił mu znaczne dochody — jeżeli to nie było w mieście które zdołało od tego uwolnić się.
Feodał posiadał monopol sprzedaży — gdy powstały pańskie pańszczyźniane gospodarstwa. Zebrawszy zboże lub wino — ogłaszał — że zaczyna sprzedawać. Wtedy wszyscy którzyby mogli mu czynić konkurencję — zmuszeni byli wstrzymać się zupełnie od handlu — a publiczność kupować mogła tylko od pana. To samo czynił król. Ta wyłączna sprzedaż ciągnęła się miesiąc, czasem dłużej. Z monopolu feodał miał tą korzyść, że sprzedawał drożej. Inne monopole, były i w dawniejszych czasach — wtenczas feodał z nich mało korzystał, biorąc opłaty w naturze. Były to monopole posiadania prasy winnej, piekarni, młyna. Z początku było to naturalną rzeczą, że razem z innemi prawami i posiadłościami gminy i te stały się własnością feodała. Za korzystanie z nich pobierały się od chłopów datki w naturze. Teraz stają się one źródłem dochodu pieniężnego. Płacono za robienie wina, mielenie zboża, pieczenie chleba. Jeżeli cudzoziemiec przybywał do wsi, by sprzedawać chleb gotowy, był aresztowany.
Potrzeby feodała zaspakajające się przez rynek — nie są już tak ścisłe określone jak przedtem — pieniądz tajemniczą osłoną pokrywa możliwą ich ilość i jakość. Feodał któremu dawniej na nic było mieć więcej niż trzeba kur, jaj, jarzyn, butów itd., teraz nie umiałby zakreślić granicy ilości potrzebnych mu pieniędzy — nie może przewidzieć czego mu się zachce na bogatym rynku miejskim — więc bierze wiele może i wymaga jak najwięcej.[84]
4. Upadek naturalnej gospodarki gminy — wyspecjalizowanie się miasta i wsi — wciągnięcie zamków pańskich i dworów szlacheckich na rynek — zaspakajanie potrzeb codziennych przez wymianę — sprowadza ważne nowe zjawisko społeczne — gospodarstwa pańskie pańszczyźniane.
Zaszły zmiany które na takie gospodarstwa pozwalają, czynią je zyskownemi. Feodał zaspakajając większość swych potrzeb na rynku — nie potrzebuje już dbać o dobroć wytworów swych poddanych — usuwa się przeto jedna z podstaw czynszowego gospodarstwa. Przytem — jakkolwiek dusił chłopów, widzi, że wymagać z ich gospodarstwa wiele nie można — z chłopskiego gospodarstwa mało idzie pieniędzy — zagonowa produkcja nie przystosowuje się do pieniężnej gospodarki. Rynek miejski chętnie nabywa produkty w większej ilości. Wywóz chłopski gorzej sprzedaje się.
O ile przy naturalnej gospodarce — własne wielkie gospodarstwa z pracą przymusową i dozorem — były niewygodne ekonomicznie, a bez niewolnictwa, z poddanymi czynszownikami którzy sami się utrzymują — byłyby bezsensowne — dając niepotrzebny panu nadmiar produktów — i przez to ekonomiczny interes wymagał zamiast takiego własnego bezcelowego gospodarstwa, działek czynszowniczych — które panu prócz zaspokojenia wszelkich potrzeb domu — dawały większą liczbę poddanych — ludzi przydatnych także w czasie wojny. — Teraz przy gospodarce wymiennej wszystko to zmienia się. Produkta wielkiego gospodarstwa już nie są zbyteczne — idą one do miasta i dają pieniądze. Przytem z wielkiego gospodarstwa własnego, pan ma więcej niż z czynszów chłopskich. Ziemia rodzi lepiej — niema uciążliwości małych działek — wielkie gospodarstwo ma za sobą przewagę ilościową — o którą teraz chodzi.
Przytem z biegiem czasu, zanika coraz bardziej inny ważny interes jaki miał feodał w działkach czynszowniczych — interes w liczbie poddanych. Dokąd od liczby poddanych zależy jego polityczna potęga — siła wojenna która w czasach ciągłych wojen prywatnych, w czasach politycznej decentralizacji i politycznej niezależności lennictw ma ogromne znaczenie. Teraz poczyna wzmacniać się władza królewska — rozwija się centralizacja i absolutyzm polityczny — władza feodałów jest coraz bardziej ograniczoną — wojny prywatne stają się coraz rzadsze. Stąd też — zamki obronne i własne oddziały wojenne stają się coraz bardziej zbyteczne. Polityczny interes mnożenia działek czynszowniczych zanika.
Tak więc rozwój nowych warunków — coraz bardziej zwiększa możliwość i potrzebę pańskich gospodarstw pańszczyźnianych — by uczynić z nich główne źródło dochodów.
Gospodarstwo pańskie potrzebuje znacznego obszaru ziemi ornej, łąk, pastwisk, lasów.
Zaprowadzenie takiej gospodarki wymaga gwałtu społecznego — odebrania znacznej części ziemi od gmin chłopskich — zagarnięcia gminnych łąk, pastwisk i lasów. Rozpoczyna się na wielką skalę grabież ziemi ornej chłopskiej i grabież allmend.[85]
Prawo feodała do ziemi pozwala na to. Czynność formalna dokonywa się przemocą siły brutalnej.
Żeby zaprowadzić gospodarstwo pańskie — trzeba było wprzódy powyrzucać chłopów — czynszowników, zburzyć ich zagrody, poniszczyć ogrody — i wszystkie działki zmienić w jedną przestrzeń orną.
Urządzano się rozmaicie — dbając jednak zawsze o to żeby została dostateczna liczba poddanych do odbywania pańszczyzny. Jednych uwalniano z poddaństwa wyrzucając ich jednocześnie z ziemi, innym zmniejszano zagony.[86]. Znaczna część tak chwalonych uwolnień z poddaństwa jakie odbywały się we Francji od XII do XV w., były jednocześnie wyrzucaniem z ziemi i zagrody. Chłopi przyjmują tę swobodę z nieufnością. Swoboda jest równoznacznikiem pozbawienia dachu nad głową.
„Uwolnieni“ skupiali się w miastach. Był to pierwszy proletarjat.
5. Grabież allmend odbywała się powszechnie — dla chłopów była to rujnacja — allmendy pozwoliły im hodować bydło najważniejszą część gospodarstwa. Teraz muszą opłacać się panu osobno za prawo pasania krów, za branie drzewa, siana. Wskutek tych wszystkich strat — dawny dobrobyt chłopski ginie bezpowrotnie — ciężary feodalne gniotą go coraz bardziej — szczególniej, że oprócz dawnych powinności — przybywa teraz nowa najbardziej uciążliwa — pańszczyzna na gospodarstwie pańskiem. Chłop jest teraz obowiązany do odbywania dla pana wszystkich robót rolnych, począwszy od orki — skończywszy na zmłóceniu i zsypaniu w worki zboża dla kupców. Przybywa mu więc praca nowa, zmniejsza się ilość swobodnego czasu. Nadwartość zwiększyła się znacznie — prócz czynszów i danin, prócz dawnych pańszczyzn, z których większość przeszła w opłaty, przybywa pańszczyzna rolna na pańskiem gospodarstwie. Jednocześnie z tem pogorszeniem się bytu — chłop zostaje także wciągnięty na rynek. Aby móc dostarczyć feodałowi czynsz pieniężny, musi sam sprzedawać swoje płody — przytem względna taniość i dobroć wytworów miejskich sprawia, że część swych potrzeb zaspakaja chłop na rynku — zamiast samemu wyrabiać niewygodne przedmioty, na co zresztą mu teraz czasu brakuje — a przytem własne wyroby nie odpowiadają jego potrzebom i gustom. Będąc wciągnięty na rynek — musi teraz odczuwać jego stan jest z nim związany — dobrobyt jego zależy nie tylko od sił przyrody jak dawniej — lecz także od zjawisk społecznych — od wahań się ceny.
Tym sposobem — wszystkie wytwory stają się wartościami wymiennemi — towarami wymieniają się ze sobą podług pewnego równoważnika. — W społeczeństwie zjawia się nieznane dotąd zjawisko — cena. Byt łudzi zaczyna być zależny od ślepych społecznych sił. Na rynku chłop zajmuje ostatnie miejsce — ponieważ zboże przeważnie chłop sprzedaje najgorzej. Pierwsze jego kroki przepowiadają już przyszłe klęski.
6. Rozwijający się ciągle apetyt pieniężny feodałów i królów — jest przyczyną wielu uwolnień“ jakie odbywają się od XII wieku. Za opłatą pieniężną dawano wolność osobistą, ograniczoną rozmaitymi warunkami. Naprzykład karta wolności Notre Dame (Paryż) mówi: „Wyswabadzamy swych ludzi z poddaństwa pod następującemi warunkami: płacić mają każdego roku 60 funtów (moneta) daniny (przedtem kościół brał według swej woli), 2) płacić dziesięciny; poddać się pańszczyznom, prawom wyższej i niższej sprawiedliwości, i wszystkim innym opłatom. Oprócz tego — opłacić za oswobodzenie 400 funtów w przeciągu 8 lat. Uwolnieni mogą swobodnie wydawać swe córki bez prawa „formariage“ i rozporządzać swem mieniem za życia i po śmierci. Ich młyny i piekarnie będą wolne jak i handel winem.“
Mniej więcej tego rodzaju karty sporządzały się ogólnie. 1311 r. Filip Piękny, potrzebując pieniędzy, wydaje dekret uwolnienia poddanych Valois: motywując: „zważywszy, że każda istota ludzka która stworzoną jest na obraz i podobieństwo Pana Naszego, powinna być wolną przez prawo naturalne“.
Podobnież postępuje Ludwik X, 1315 r., — mówi w dekrecie: „według prawy natury każdy powinien być wolny“ — „wolność niech będzie dana na dobrych i właściwych warunkach“ (dobrze opłaconą) „wystarczające wynagrodzenie ma być nam uczynione“. Potrzeba pieniędzy zaczyna budzić w umysłach feodałów ideję równości i wolności naturalnej człowieka. Dla chłopów obarczonych teraz tylu ciężarami — kupowanie tej wolności było niemożliwe — gdzie było obowiązkiem — stawało się ciężarem.
Wolność ta zresztą nie dawała prawie żadnych korzyści — była więc formalną. Określone czynsze i pańszczyzny przewyższały dawniejsze nieokreślone. Swoboda rozporządzania swem mieniem była i przedtem tylko, że za każdem razem zwracano się do pana o pozwolenie i składano daniny. Faktycznie wola pańska w sprawach spadkowych, dziedziczenia, przekazywania itp., wyjątkowo tylko bywała w sprzeczności z interesem chłopów. Podobnież wyjątkowo zdarzały się przeszkody do małżeństwa z obcopoddanym osobnikiem — prawo „formariage“ redukowało się zwykle do formalnego zezwolenia i złożenia daniny. Daniny te wszystkie były teraz dobrze porachowane. Również wolność zmiany miejsca, porzucanie ziemi była bezcelową — chłop nie mógł mieć nigdy interesu w porzucaniu swego gospodarstwa. Sprzedawana więc swoboda była dla chłopów przymusowym ciężarem — i nie znalazła żadnej sympatji, ani dobrowolnych nabywców.
7. Apetyt pieniężny równie silnie rozwijał się wśród duchowieństwa. Jako feodałowie — biskupi, opaci itd., zaprowadzają też same zmiany — czynsz pieniężny, własne gospodarstwo pańszczyźniane, dokonywując przytem wielkiej grabieży ziemi czynszowników, „uwalnianie“ z pozbawianiem dachu i chleba, grabież allmend. Jako kościół — przemienia dziesięciny w pieniężną formę; wymyśla coraz nowe podatki, świętopietrze itp. Prowadzi wielki handel odpustami, relikwjami, cudami itd. W pieniądz przemieniają się różne siły niebieskie, moc błogosławieństwa, absolucji.
Począwszy od papieża do zwykłego klasztoru wszyscy prowadzą tą dziwną wymianę „rzeczy duchowych, niewidzialnych“ na pieniądz. Dwory papieskie, biskupie, opactwa, zaczynają słynąć ze zbytków — im większe zbytki tem większa potrzeba pieniędzy. Zbytki te rozwijają się o tyle szybciej i bardziej niż feodałów świeckich — że dwory biskupie i klasztory są w miastach — mają tuż pod bokiem bogaty rynek.
Inocenty VIII zastawia swą tjarę papieską. Leon X roztrwania skarbiec zebrany przez trzech papieży, oszczędności swego poprzednika, pobrał z góry dochody następcy, utworzył i sprzedał 2150 nowych urzędów. Później tworzy się ogromny papieski zakład bankowy — wypożyczający prałatom na lichwiarski procent. (Draper)[87]. Bankierowie papiescy są uprzywilejowani — inni zostali pod groźbą klątwy. Dwór papieski — miał interes mieć pozadłużanych u siebie księży we wszystkich krajach (Draper). Był to nowy łańcuch rygoru — gdy dawniejszy moralny począł słabnąć — trzeba było tworzyć odpowiedni do ducha czasu — do najsilniejszej namiętności duszy — która odbywała w tym czasie swą metamorfozę — przechodząc od Boga do cielca złotego. Za wszelkiego rodzaju niewypłacalność papież rzucał klątwę. W ten sposób 1327 r., połowa świata chrześcijańskiego była pod klątwą. (Draper).
Rzym przemienia się w prawdziwe targowisko złota. „Kiedykolwiek, mówi Alvaro Pelago chodziłem do mieszkań nadwornych duchownych rzymskich — zawsze zastawałem ich liczących złote pieniądze, porozrzucane kupami po pokoju“. — Sprzedawano błogosławieństwa, dyspensy, absolucje, odpusty, przywileje różne. Ksiądz musiał kupować w Rzymie prawo ciągnięcia zysków ze swoich posług religijnych i sakramentów. — Pod koniec XIII w., odkryto czyściec i sprzedawano odpusty w Rzymie na uwolnienie od czyśca.
Zdzierstwa pieniężne kościoła dochodzą do tego, — że Erazm woła: „Jeżeli Chrystus nie uwolni ludu swojego od tego ciemięztwa kościelnego pod różnemi postaciami, to jarzmo tureckie stanie się mniej nieznośnem.“
8. Upadek gospodarki naturalnej, będący wynikiem rozwoju ruchu wymiennego, handlu, staje się zarazem przyczyną, nowym bodźcem do rozwoju tego ruchu. Dopóki potrzeby ogółu zaspakajały się miejscowymi produktami każdej gminy oddzielnie, dopóki ruch wymienny obejmował sobą tylko przedmioty zbytku, dopóki rynki miejskie wciągnąć mogły zaledwie miejscowe i okoliczne dwory feodałów i mieszczańskie domy — dopóty ruch wymienny był słaby, przystosowany do niskiego stopnia zapotrzebowań na „towary“.
Teraz wraz z ogólnem podwyższeniem się stopy życiowej, z rozwojem zaspakajania domowych potrzeb „towarami“, z rozwojem zbytków — popytu na wytwory zagraniczne, szczególnie wschodnie — handel przystosowuje się do tej zmiany, ożywia się, ustala swe drogi, zabezpiecza je, odkrywa nowe, zaopatruje się w porty, rozszerza swe sieci komunikacyjne wewnątrz kraju — łącząc niemi niedostępne dotąd prowincje i gminy z miastami — rozszerza je poza granicą — lądem i morzem — udoskonalając jednocześnie budowę okrętów, opracowując mapy geograficzne, zanim później — pchnięty jeszcze silniejszym, kolosalnym bodźcem nowej potęgi kapitału nie dojdzie do swych wielkich odkryć. Ten stopniowy i ciągły rozwój ruchu wymiennego jest przyczyną ciągłego wzrostu klasy kupieckiej.
Już w tej fazie — pieniężnego feodalizmu przedstawia ona sobą znaczną potęgę. Tworzy ona wielkie ligi, wiążąc ze sobą po kilkadziesiąt miast — jak niemiecka, londyńska, południowa. Oprócz tego — asocjacje kupieckie mniejsze — pokrywają całe kraje. Rządzą się one własnem magistratem (t. z. król kupców). Żaden kupiec nie mógł rozpocząć handlu zanim niebył zbadany przez urzędników tego magistratu. Magistrat kupiecki ma swe sądy — sądzą nie tylko sprawy handlowe, lecz także złodziejstwa, oszczerstwa, bijatyki. Pokrzywdzony w jaki bądź sposób kupiec — tam się udaje i zawsze otrzymuje zadośćuczynienie.
Znaczenie tych asocjacyj — oparte na społecznem znaczeniu kupców — doszło do tego — że feodał, który chciał na swej ziemi założyć jarmark, targ, obowiązany był (jak we Francji) złożyć daninę kupieckiemu magistratowi — np. w Anjou — najpiękniejszego byka lub krowę z jarmarku. (Levasseur. Hist. des classes ouvrières) Asocjacje te składają się przeważnie z bogatych kupców — członkowie ich zwią się „rycerzami“ i mają swoje kupieckie dyplomy. Każde miasto posiada delegowanych magistratu. W asocjacjach jest surowo rozwinięta zasada solidarności i pomoc wzajemna. Dają oni opiekę kupcom — ochraniają handel od wszelkiego rodzaju możliwych jeszcze gwałtów — stąd ich znaczenie społeczne i rola pomocnicza w rozwoju ruchu wymiennego[88].
Już w tym okresie kupiectwo dochodzi do znacznego stopnia zamożności. Jest to jedyna klasa w rękach której nagromadzają się coraz większe zapasy złota. Kupiectwo — wiedzione instynktem — nie roztrwania je — chowa część jaką zarabia — część wydaje na swe obroty handlowe — które mu dają coraz większe dochody — zwykłem szachrajstwem handlarskiem. Jakie jednak dochody te są znaczne, jak nędzny procent w porównaniu z tym który dawać będzie toż samo złoto w jakie sto lat potem. Kupiectwo przeczuwa jakby to przyjście nowego Mesjasza, zstąpienia na świat Boga — Kapitału, tą tajemniczą siłą rozmnażania się jakie złoto dotąd martwy skarbiec, ozdoba lub znak wymiany otrzyma w przyszłości i przetworzy cię w istotę uduchowioną, żywą, rodczą, w potęgę, która całym światem duchowym i materjalnym zawładnie bez podziału. Jakby przeczuwając tą nową epokę — kupiectwo gromadzi złoto — kiedy inne klasy zjadają je. To właśnie da mu przewagę ekonomiczną, polityczną i moralną.
Tak więc — wraz z zanikiem gospodarki naturalnej i rozwojem handlu — rozwija się w miastach klasa kupiecka gromadząca zapasy złota.[89] 9. Rozwój potrzeb życiowych i wzrost zapotrzebowania pieniędzy, zwiększanie możności zbytu (sprzedaży) wytworów wskutek znacznego rozszerzania się rynku — przez zanikanie gospodarki naturalnej i rozwój światowego handlu, przez wzrost ludności i rozwój stopy życiowej — wszystkie te przyczyny które na wsi wywołują pieniężny apetyt feodałów i jego skutki — czynsz pieniężny, grabież ziemi, gospodarstwa pańskie, ucisk chłopów — w miastach — w warsztacie majsterskim tamże wywołują szereg zmian, będących wynikiem wzrostu majsterskiego apetytu na pieniądze, pieniądze które już teraz wyłącznie tylko mogą zaspokoić jego potrzeby, odkąd musiał pozbyć się swego gospodarstwa rolnego kiedy grunta jego zredukowały się do małego placyku, w którym ledwie zdoła hodować trochę drobiu i świnię. Kiedy zabrakło allmend, gospodarstwo wcale się nieopłacało. Przytem, rynek miejski zaszczepia i rozwija coraz bardziej w duszy mieszczaństwa, potrzeby zbytków, nowych wygód i przyjemności — z postępem czasu, z rozwojem handlu, rozszerza się znacznie jego stopa życiowa, zmieniają się gusta i zapotrzebowania — cywilizacja rynku — kultura i zbytki kupieckie wkradają się coraz bardziej do domu mieszczanina, zarówno patrycjusza jak majstra. — Z drugiej znowu strony, jednocześnie wzrasta ogromnie popyt na rzemieślnicze wytwory przez zanikanie naturalnej gospodarki, rynek rozszerza się nietylko wewnątrz kraju — lecz i na kraje obce. Stąd — staje się możliwy zbyt większy, rozszerzenie koła nabywców, możliwe dostawania złota w większej ilości.
Zwiększony apetyt pieniężny i możliwość dostawania tych pieniędzy, z ciasnego koła miejscowych nabywców wypłynięcie na wielkie wody krajowego i zagranicznego handlu, obie te rzeczy wywołują u majstra potrzebę wyduszania z pracy czeladników i uczni — nowej nadwartości. Dotąd gdy żył i pracował z nimi wspólnie — produkcja warsztatu majsterskiego dawała: wspólne utrzymanie pracujących (z rodziną majstra — to jest utrzymanie domu majstra) + nadwartość feodalna = s (up) + n(f). Majster bowiem żył dotąd razem z czeladnikami i uczniami — była to jedna rodzina, jeden dom. Teraz połechtany widokiem bogactw pragnie żyć lepiej, wygodniej — dawna prostota i wspólność życia z pracującymi nie przypada mu już do gustu. Do tego zaś trzeba jaknajwięcej pieniędzy. Zbyt na jego wytwory zwiększył się — może więcej sprzedawać niż dotąd — trzeba tylko więcej wyprodukować — trzeba więcej wydusić z pracy czeladników i uczni, wydusić nową, majsterską nadwartość, która by jego własne, nowe potrzeby życiowe zaspokoić mogła, która by umożliwiła zrealizowanie zwiększonej stopy życiowej.
Produkcja warsztatu zmienia się tak: s (up) + n(f) + n(m): n(m) majsterska nadwartość. Lecz nową nadwartość można obecnie jeszcze zdobyć tylko przymusem — gdyż technika nie weszła jeszcze w nową fazę, a przytem prawa cechowe na żadną zmianę w technice nie pozwalają. Jedyny więc środek polega na przymusowych zmianach jakie majster, mocą swej władzy, wprowadza do warunków bytu i pracy czeladników i uczni. Zmiany te są następujące. Najprzód — rozpoczynając żyć według nowej skali swych potrzeb — majster ze swą rodziną — musi oddzielić się od pracujących życiowo — tam potrzebuje zbytków — których im dawać nie może — następuje więc życiowy rozdział między majstrem i czeladnikami — a ponieważ oddzielne ich utrzymanie staje się niedogodnem — zastępuje się przeto płacą pieniężną — mającą także te dogodności, że może być zmniejszaną.
Rozdział życiowy i wprowadzenie możliwie najmniejszej płacy pieniężnej — jest dla majstrów oszczędnością, która względnie zwiększa wartość czeladniczej pracy.
Oprócz tego — usiłuje on zwiększyć dzień roboczy w granicach dozwolonych prawami cechowemi — tj. w granicach jasnego dnia — gdyż pracę nocną wzbraniają cechowe przepisy — i zmniejszyć ilość dni świątecznych — o ile znów temu nie stają na zawadzie przepisy kościelne.
Widzimy tu jak jeszcze wyzysk jest skrępowany, jak ze wszystkich stron napotyka majster przeszkody do zwiększania wyzysku — do tego stopnia jest to jeszcze nowe zjawisko, że co krok spotyka się z zawadą prawną. To też kolejno będzie musiał staczać całą walkę o zniesienie tych pęt krępujących jego swobodę działania. Stąd i owo zmniejszenie świąt jakie daje się zauważyć od czasów upadku feodalizmu.
Trzeci sposób polegał na przedłużeniu terminu — nauki — i pogorszeniu utrzymania uczni: ponieważ uczeń musiał opłacać się majstrowi za naukę, przytem od rodziców wymagał majster różnych danin, podarunków, zaś utrzymanie ucznia stawało się coraz nędzniejsze — odkąd majster zaczął na nich oszczędzać — przeto praca uczni, którzy już po ćwierci wymaganego czasu nauki mogli produkować, praca prawie daremna (licząc opłaty itd. ze strony ucznia) opłacała się doskonale majstrowi — i przedłużenie jej było bardzo korzystne. Stąd też widzimy w cechach — ogólne przedłużenie terminu — jeden ze sposobów dostania nadwartości majsterskiej. Apetyt na tą nadwartość — jest także przyczyną nowych praw cechowych — mających na celu ograniczenie liczby majstrów. Zyski jakie rynek daje, wytwarza u majstrów zazdrość o nie — rozwój apetytu pieniężnego, chciwość prowadzi ich do tego, że pragną wszystkie korzyści rynkowe zmonopolizować dla siebie — zaczynając się obawiać się wewnętrznej konkurencji cechowej, zaczynają obawiać się ciągle wzrastającej liczby majstrów nowych, z którymi trzeba się dzielić rynkiem i jego korzyściami. Dopóki wymagania były małe, każdy majster zadawalał się swojem kołem odbiorców i nie potrzebował więcej. Teraz — łapczywy na pieniądze — chciałby jaknajwięcej dla siebie zagarnąć tych nabywców, jak najwięcej sprzedać, jak największe miejsce zająć na rynku. Nowo przybywający majster jest dla tego niechętnie widziany — starzy boją się by nie za szczupłe pozostały im działki rynkowe, wtenczas gdy im trzeba jak największych, jakie tylko mogą zapełnić. Wyrabia się więc w majsterstwie dążność do ograniczenia liczby nowo przybywających majstrów, do zmonopolizowania rynku dla siebie, do ustalenia swego stanowiska majstrów — jako stanowiska dziedzicznego.
Stąd też — powstają przepisy utrudniające zostania majstrem — cały szereg przeszkód do majsterstwa. Produkcja jeszcze stoi na tym stopniu, że potrzeba sztucznych przeszkód — naturalne nie stoją jeszcze między czeladnikiem i majstrem.
Już w XIII w., powstaje w niektórych cechach prawo o „sztuce majstrowskiej“ (chefs-d’oeuvre). W XV staje się ono ogólnem prawidłem.
Jest to zapora postawiona czeladnikowi do zostania majstrem. Bez majsterstwa zaś nie wolno było produkować na własną rękę; rzemieślnikowi, który nie zostawszy majstrem produkuje samodzielnie, magistrat odbiera narzędzia, towar i skazuje na karę pieniężną.
Statuty cechowe określały rodzaj „Meisterstücku“. W czasie robienia go, rzemieślnik jest często odwiedzany i doglądany przez sędziów cechowych. Po skończeniu sądzili czy odpowiada wymaganiom.
W niektórych fachach, kandydat na majstra musi jeszcze zdać egzamin ustny.
Oprócz tego — aby zostać majstrem — trzeba było spełnić cały szereg opłat — nowowymaganych — opłata do bractwa, opłata sędziów cechowych (za czas stracony na ocenianiu jego Meisterstücku) opłata merowi miasta (za wpisanie jego do cechu) — opłata majstrowi (za danie swego warsztatu na zrobienie Meisterstücku) — w końcu, musi wyprawić bankiet dla całego cechu, także nie mało kosztujący. Przytem samo robienie Meisterstücku wymagało wiele pieniędzy.
Od synów majstrów wymagano daleko lżejszej próby. Czeladnik kotlarski potrzebuje 15 dni na zrobienie swego Meisterstücku, zaś syn majstra kończy je w przeciągu 8 dni. Dochodzi nawet do tego, że statuty niektórych cechów tylko synom i zięciom majstrów pozwalają osiąść ze swem rzemiosłem w tem samem mieście (Levasseur). W czternastym wieku staje się to coraz powszechniejsze — majsterstwo zaczyna być rzeczywiście dziedzicznym monopolem. Wynikiem tych wszystkich nowych praw cechowych jest to, że czeladnicy coraz rzadziej stają się majstrami. Rzadko któremu udaje się zyskać przychylny sąd majstrów o wykonanem Meisterstücku, rzadko który zdoła złożyć te wszystkie opłaty i koszta jakich wymaga dyplom majsterski. Niska płaca czeladnicza jaką powszechnie ustala się za pomocą umowy majstrów i wzajemnego zobowiązywania się by nie pozwalać na jej podwyższanie się (Isajew — Promyszlennyja Asocjacji) przeszkadzała im do tego. Proces ten rozwija się ogromnie z każdym wiekiem — począwszy od XII, połowy XIII w. — tamże już w okresie feodalizmu pieniężnego — przemiana czeladnika na majstra staje się wyjątkowym faktem.
Wszystkie te zmiany które wskutek pieniężnego apetytu majstra zaszły w jego warsztacie — oddzielenie się życiowe majstra od pracujących — wprowadzenie płacy czeladniczej, wyzysk pracujących, utrudnienie zostania majstrem — stają się przyczyną ważnych nowych zjawsk społecznych, niezależnie od nowopowstałej nadwartości majsterskiej. Zjawiska te są następujące.
Czeladnik widzi coraz większy rozdział między sobą a majstrem — dawna wspólność życia i interesów przepada — czeladnik traci w cechu swe dotychczasowe stanowisko moralne — cech przestaje być dla niego korporacją obrończą, własną — staje się majsterską nie dającą mu żadnej opieki — w której przestaje mieć jakikolwiek interes własny.
Dotąd czeladnik był tylko przejściowym stanem nauki do majstra — była to jedna klasa rzemieślników. Teraz czeladnik pozostaje czeladnikiem całe życie, majsterstwo jego staje się coraz bardziej wyjątkiem: między czeladnikiem a majstrem staje wyzysk — majster dobywa teraz z pracy czeladnika nadwartość dla siebie, gdy przedtem przy wspólnem życiu i pracy dobywali razem toż samo utrzymanie własne i tylko nadwartość feodalną. I teraz jeszcze majster jest czynny w warsztacie dogląda, uczy, czasem sam pracuje — lecz rozdzieliły się ich stopy życiowe a z pracy czeladników i uczni płyną także pieniądze do kieszeni majstra.
Tak więc — z pierwotnie jednej klasy rzemieślniczej tworzą się teraz dwie klasy społeczne — wyzyskujących i wyzyskiwanych — majstrów i czeladników — z przeciwnymi sobie interesami. Im bardziej wyjątkowe staje się przejście z czeladnika na majstra — tem bardziej czeladnicy określają się jako nowa klasa społeczna — klasa pracującego proletarjatu, który czuje na sobie dwa wyzyski: feodalny, stary — i nowy majsterski.
Jako klasa wyzyskiwana, mająca swoje odrębne, specjalne interesy i potrzeby — potrzebuje ona mieć własne korporacje, związki, które by mogły spełniać dla nich tę rolę jaką cechy spełniały dawniej dla jednolitej klasy rzemieślniczej, zanim stały się wyłącznie majsterskiemi instytucjami. Powstają więc związki czeladnicze. Rola ich jest analogiczną do roli dawnych cechów. Tak samo są instytucją wzajemnej pomocy, opierają się na zasadzie solidarności klasowej — spełniają cały szereg dobroczynnych funkcyj wobec czeladników. Początkowo nawet rola ich ogranicza się do tego.
Warunki jednak, w klasie czeladniczej wywołują potrzebę walki z majstrami — i walka ta przybiera nieznaną dotąd formę, przystosowaną do stanowisk klas walczących — formę strejków.
W walce tej korporacje czeladnicze odgrywają ważną rolę — one dają siłę rozproszonym po małych warsztatach robotnikom. I tu spełniają rolę analogiczną dawnym cechom — które jako organizacje klasy rzemieślniczej, gminu rzemieślniczego, walczą najprzód z wyzyskiem i przemocą feodałów, następnie z przemocą polityczną patrycjatu.
Korporacje czeladnicze, ich walka z majstrami w okresie feodalizmu pieniężnego — są to jeszcze zjawiska słabe, zaczynające się dopiero rozwijać. Rozwój ten pójdzie potem bez przerwy — dosięgając znacznego stopnia w epoce poddańczego kapitalizmu i w końcu doprowadza do walki dzisiejszego proletarjatu. W okresie który badamy teraz — są to dopiero jego początki, pierwsze przejawy ruchu nowej klasy. W 14 w. tworzą się „bractwa“ czeladnicze (Brüderschaft — Compagnonages) — najpierwsze w Bazylei, Strasburgu, Ulmie. (Isajew itd.).
Takie były wypadki apetytu pieniężnego majstrów podobnież jak na wsi apetyt pieniężny feodałów, sprowadza on cały szereg nowych zjawisk społecznych.
Dotąd więc mamy: wskutek rozszerzania się społecznego podziału pracy między wsią a miastem, wskutek ułatwienia komunikacji, rozwoju handlu, rozwoju potrzeb ludzkich, wzrostu ludności — następuje zanik naturalnej gospodarki gmin, wymiana i pieniądz stają się potrzebami społecznemi, zjawia się cena jako społeczna siła. Przez wciągnięcie dalszych okolic rozszerza się rynek produktów miejskich — przez odkrycie nowych dróg i krajów rozszerza rynek na ogół produktów.
Wskutek rozwoju potrzeb i rozwoju handlu wzrasta apetyt pieniężny feodałów — wynikiem czego czynsze pieniężne, grabież ziemi, pańskie gospodarstwa pańszczyźniane, ucisk i nędza chłopów — wzrost buntów.
Wskutek rozwoju potrzeb i rozszerzenia się rynku na wytwory miejskie — wzrasta apetyt pieniężny majstrów — wynikiem czego — nowa nadwartość majsterska, wyzysk czeladników i uczni, prawa cechowe, ograniczające otrzymanie majsterskiego dyplomu, rozdział klasy rzemieślniczej na dwie klasy antagonistyczne i walka tych klas w postaci strajków czeladniczych.
Zanik więc gospodarki naturalnej jaki odbywa się w ostatnim okresie feodalizmu — wykształca cały szereg zarodków tych procesów które przyczynią się do zupełnego rozkładu starego społeczeństwa. Lecz okres ten, mimo tego, że w nim rozwinęła się i zapanowała produkcja dla wymiany, produkcja towarów, mimo że pieniądz stał się potrzebą społeczną i wszedł w namiętność ludzką — okres ten jest jeszcze okresem feodalnym — pieniądz bowiem jest zjadany.
Produkcja nadwartości odbywa się zawsze jeszcze w wyłącznym celu zaspokojenia własnych potrzeb pana (lub majstra). Wytwór przechodzi tylko przez formę pieniężną, żeby być spożyty jako inny wytwór. Pieniądz jest potrzebny tylko jako znak zamienny — zamienia się w to co zostaje spożyte. Stąd więc i apetyt pieniężny jest jeszcze apetytem normalnym — ograniczonym potrzebami domu — przeto i wyniki społeczne jego — wszelkie formy wyzysku są jeszcze stosunkowo słabe — zarówno w gminach feodalnych jak i w warsztatach majsterskich. Jest to ostatnia faza feodalizmu: nadwartość zwiększona przymusem przechodzi przez formę pieniężną, żeby być osobiście zużytkowaną przez pana jako wykwintne wytwory miejskie i zagraniczne.
Jest to ostatni w dziejach ludzkości — okres obżerania się nadwartością, ostatni okres w którym jedyne przeznaczenie nadwartości jest być zjedzoną.
Przedtem — nadwartość feodalna szła wprost z rąk wytwórcy do żołądka pańskiego — teraz (w ostatnim okresie) robi ona jeden cykl W — P — W1 (Wytwór) — przechodzi przez pieniężną formę — zmienia się w wytwory zbytkowne i ginie w pańskiem żołądku.
Oto cecha pieniężnego feodalizmu.

II. Rozwój techniki.

Gdyby rozwój umysłu ludzkiego zdołał być zatrzymany przez jarzmo teologiczne i zaściankowość feodalną, gdyby ogłupienie zdołało skamienić wszystkie mózgi, przenosić się dziedzicznie i położyć tamę psychicznej ewolucji — feodalizm pozostałby wieczny.
Fakt podobny jest jednak niemożliwy — rozwój mózgu objawia się przez samo życie, przez mnożenie się codziennych doświadczeń, przez formowanie się nowych pojęć, przez życiowe ćwiczenie myśli, które przekazane dziedzicznością potomstwu, czyni je zdolniejszym do obserwacji, do rozumowania — i tym sposobem rozwija się wynalazczość, poznawanie coraz nowych związków zależności w zjawiskach przyrody, w technice pracy. Ten naturalny rozwój mózgu, życiowem doświadczeniem nabywany i idący przez pokolenia — nie może być zatrzymany przez żadne warunki społeczne — żadne bowiem nie mogą człowieka oddzielić od środowiska przyrody, nie mogą przerwać jego stosunku z naturą — (procesu) przetwarzania jej płodów, użytkowania z jej siły. Tylko zniszczenie pracy produkcyjnej — umożliwiło by sztuczne zatamowanie rozwoju umysłowości (oddzielanie człowieka od natury, pozbawienie go wszelkich czynności).
Fakt zaś taki jest absurdem.
Toteż poprzez wieki feodalne w mózgu ludzkim gromadziły się coraz to nowsze pojęcia nabyte doświadczeniem, coraz nowsze wiadomości o wzajemnym stosunku rzeczy, o różnych właściwościach sił przyrody i materji — z któremi człowiek ciągle miał do czynienia w produkcji. Im bogatszy jest umysł w wyobrażenia — tem łatwiej tworzy procesy myślowe, rozumowania. Wraz z nagromadzaniem się pojęć — rozwijały się zdolności myślenia. Przytem rozwojowy ten proces umysłowości ludzkiej otrzymuje silną pomoc od postronnych zjawisk społecznych. Rozwój miast, rozwój handlu, krucjaty, dokonywują zmiany w potrzebach społeczeństwa, rozszerzają potrzeby życiowe człowieka, wytwarzają nowe gusta, zapoznają z nowymi produktami. Przez wymianę, przez rozszerzenie horyzontu obserwacyj, wrażeń, poznawania, jakie jest skutkiem wytworzonego w ostatnim okresie feodalizmu handlu ze wschodem, z krajami Europy i wewnętrznemi prowincjami — umysł człowieka bogaci się szybciej, rozwój potrzeb, pożądań, gustów, wywołuje dążność do doskonalenia produkcyj, do wynalazczości.
Tym sposobem, wskutek naturalnego rozwoju mózgu pokoleń — jaki odbywa się przez ciąg doświadczeń życiowych, rozwoju który w feodalnym okresie doznaje znacznej pomocy we wzroście wymiany dokonanej przez różne procesy społeczne, wskutek tego rozwoju, który, tak daleko pozostawił w tyle umysł ludzki w 4 i 5 w. — rozwija się wytwórczość pracy ludzkiej — zarówno dzięki rozwojowi poznania zjawisk natury, ich wzajemnego stosunku, poznania właściwości materji produkującej i przetwarzanej, jakoteż dzięki rozwojowi umiejętności przystosowania narzędzi i manipulacyj do tych właściwości.
W ciągu pracy rolnej nie jeden umysł wzbogaca się mnóstwem nowych obserwacyj nad właściwościami gruntu i roślin, nad sposobem użyźniania, przygotowania ziemi do zasiewu, wymagań roślin w czasie ich wzrostu i dojrzewania; stąd — powstają ulepszone nawozy, ulepszone pługi, brony, nowe sposoby uprawy, zasiewu, zdobycz wiadomości o płodozmianie, jakie gatunki po jakich następować powinny. Powstaje z tych wiadomości nabytych doświadczeniem pracy rolnej — nowa nauka agronomji — która w późniejszych wiekach pod wpływem nauk przyrodniczych rozwija się olbrzymio.
Rezultatem tych zdobyczy doświadczalnych w rolnictwie jest zwiększenie wydajności ziemi — inaczej mówiąc ulepszenie, udoskonalenie warsztatu rolniczego — wskutek czego taż sama ilość pracy wysiłków ludzkich może teraz dawać więcej — czyli wzrost wytwórczości pracy rolnej. Oprócz tego — udoskonalają się narzędzia pracy i sposoby władania nimi — pługi i orka, bronowanie, żniwa, młócenie, wianie (oddzielenie czystego ziarna), mielenie na mąkę. Udoskonalenie całej tej techniki pracy rolnej — skraca czas pracy rolnej — czyni że ta sama ilość produktu (ziemia przygotowana, zboże zcięte, ziarno z młócone, mąka zmielona) może być teraz wytworzona w krótszym czasie przy tej samej ilości pracy ludzkiej, lub też z mniejszą ilością pracy (suma wysiłków) przy tym samym czasie. Ta kategorja wzrostu wytwórczości rolnej — przez udoskonalenie (skrócenie czasu pracy lub zmniejszenie ilości pracy) narzędzi i operacyj pracy rolnej — rozwija się razem z pierwszą — wzrostu wytwórczości pracy rolnej przez zwiększenie wydajności ziemi; przytem zauważyć trzeba, że dwie te kategorje są dla siebie niezbędne — pierwsza wymaga drugiej. Udoskonalony warsztat rolny wydaje więcej płodów do przerobienia — dawniejsza technika przerabiania nie wystarczyłaby — człowiek nią posługiwać się na tym nowym ulepszonym warsztacie — nie wydołałby — szczególnie, że tutaj praca przerabiania płodów surowych (zboża) jak cała technika rolna — od użyźniania do zmłócenia jest terminowa, czas zaczęcia i skończenia oznacza sama przyroda i wymaga punktualności. Nowa, udoskonalona technika rolna przerabiania płodów ziemi, musiała więc być koniecznie dopasowana do udoskonalonego warsztatu rolnego. Większa ilość płodów wymagała większych operacyj — które przy starej technice wymagałyby większej ilości pracy ludzkiej — co byłoby prawie niemożliwe (ta sama liczba rąk roboczych, dzień roboczy ograniczony naturą — do wyzyskania zostają tylko dni świąteczne); przy nowej technice zaś większe operacje odbywają się w tym samym czasie co dawniej mniejsze i przy tej samej ilości pracy ludzkiej.
Do pierwszej kategorji wzrostu wytwórczości rolnej trzeba także zaliczyć — zapoznanie się z uprawą nowych, nieznanych dotąd roślin, przywiezionych z nowo odkrytych światów Ameryki. Do tych należą kartofle, pomidory, kukurydza, bulwy, ananas, tytoń. Najważniejszym dobytkiem są tu kartofle i kukurydza — one zastępują w znacznej części zboże, łatwiej rodzą i mniej pracy wymagają. Jest to zdobycz handlu — ma ona to znaczenie dla wzrostu wytwórczości ludzkiej — że z mniejszą ilością pracy więcej daje pożywienia niż dotychczas uprawiane gatunki. — Takie postępy czyni praca rolna.
Ten sam rozwój widzimy w pracy przemysłowej. Pierwszy okres tego rozwoju — jest to okres kooperacji i podziału pracy. Warsztat rzemieślniczy rozszerza się, zamiast kilku robotników pracuje w nim kilkadziesiąt, kilkaset. Skupia on w sobie jakby kilkadziesiąt drobnych warsztatów cechowych — jeden przedstawia produkcję ich wszystkich — stąd ogromną oszczędność w budynkach. Oprócz tego — produkcja danego towaru rozkłada się na swe składowe kolejne fazy i każda faza jest wyłączną specjalnością, wyłączną produkcją jednego robotnika.
Cechowa praca całkowita jaką robotnik prowadzi, produkcja całego towaru, wszystkich faz przez tego samego robotnika, zastąpioną zostaje przez pracę cząstkową, przez produkcję jednej tylko fazy każdego robotnika. Na wykonanie towaru składa się więc kilkadziesiąt cząstkowych prac tyluż robotników. W dawniejszej technice np. szpilkarz cechowy wykonywa kolejno sam 20 operacyj następnych, rezultatem zjawia się wytwór — szpilka. W nowej technice 20 robotników cząstkowych pracuje jednocześnie nad jedną szpilką, każdy z nich wykonywa tylko jedną operację składową — a rezultatem tej sumy prac cząstkowych, pracy zbiorowej 20 ludzi jest szpilka (Marx). Forma kooperacji z podziałem pracy, produkcja zbiorowa składająca się z cząstkowych prac, ograniczenie pracy pojedyńczej do jednej tylko fazy wytworu, zwiększa ogromnie wytwórczość pracy. Wzrost ten wytwórczości pochodzi od a) wzrostu napięcia pracy (wprawa cząstkowego robotnika) i b) zmniejszenia nieprodukcyjnego wydoskonalenia siły przy przejściach od jednej operacji do drugiej. (Marx). Oprócz tego zachodzą inne zmiany w technice zwiększające wytwórczość pracy. Najprzód — udoskonalenie narzędzi pracy, narzędzi ręcznych, które przy pracy cząstkowej różniczkują się, specjalizują na setki odmian (np. 500 odmian młotków znanych w rękodzielniczych manufakturach).
Następnie doskonalą się także same operacje, wskutek nowych wynalazków mechanicznych i chemicznych, poznania nowych materiałów, poznania pewnych, niedostrzeżonych dotąd właściwości obrabianych materjałów, ich stosunku do różnych sił, sposobów oddziaływania jednych na drugie, lub pewnych sił na pewne materjały i t. p. Wszystkie te udoskonalenia formy produkcji (wprowadzenie pracy cząstkowej z kooperacją), ręcznych narzędzi pracy, operacyj technicznych — wszystkie dają w rezultacie wzrost wytwórczości pracy przemysłowej. Nawet bez formy cząstkowej, pojedynczy robotnik, mając doskonałe narzędzia, znając lepsze operacje i sposoby produkowania — może wytworzyć więcej niż dawniej. Okres kooperacji z podziałem pracy (rękodzielnictwo) trwa do 1775 r., kiedy Arkwright wynajduje w Anglji pierwszą maszynę — maszynę tkacką i wynalazkiem tym rewolucjonizuje przemysł, rozpoczyna okres złotej ery kapitalizmu. Forma kooperacji z podziałem pracy rozpoczyna się w połowie 16 w. — jest typem techniki kapitalizmu poddańczego — zarówno w przemyśle jak w rolnictwie.
Ten wzrost wytwórczości pracy — wynikającej z rozwoju techniki, zdobycz umysłowości ludzkiej przez cały szereg pokoleń dokonywana powolnem doświadczeniem życiowem, sięgając swym początkiem mrocznych czasów pierwszych stuleci feodalizmu, nieprzerwany łańcuch drobnych obserwacyj, spostrzeżeń, nowonabytych wiadomości, kombinacyj myślowych, uwieńczony całym szeregiem wynalazków — wynik tego — wzrost wytwórczości pracy — jest właśnie tą siłą rewolucyjną która niszczy ustrój feodalny i w starej jego prawnej skorupie wytwarza nowy ustrój, nową produkcję, nowe klasy społeczne, nowe społeczne zjawiska i stosunki, nawet nową moralność, nową duszę. Stąd zjawia się kapitalizm poddańczy — okres potworny — jeden z najcięższych jakie ludzkość przechodziła — okres przejściowy do epoki dzisiejszej — kapitalizmu liberalnego. Mamy zbadać życie społeczne tego okresu. Podstawą feodalizmu jest formuła techniki praca osobnika = utrzymanie osobnika + nadwartość t. j. po = uo + n. Cechą feodalizmu zasadniczą jest to, że nadwartość ta jest zjadaną przez pana. W okresie gospodarki naturalnej jest zjadaną tak jak wychodzi z rąk producenta — poddanego, bez zmiany formy. W okresie feodalizmu pieniężnego, gospodarki wymiennej — jest ona takie zjadaną — lecz przed wejściem w dom pański odbywa jeden cykl W-P-W1 — przechodzi przez formę pieniężną i zmienia się na inny wytwór — zbytkowny żeby zostać zjedzoną.
Dotąd praca poddanych mogła dawać taką tylko nadwartość która zaspakajała osobiste potrzeby pana, najprzód proste, potem zbytkowne.
Największy przymus i ucisk nie mógł wydusić więcej nadto co stanowiło życiowe potrzeby zbytkowne i niezbytkowne domu pańskiego. Widzieliśmy jak z tej formuły technicznej wynikał cały ustrój feodalny. Teraz odbywa się rewolucja. Wzrost wytwórczości pracy sprawia, że praca, dająca dotychczas nadwartość n — życiowym potrzebom pana (właściciela wogóle) daje teraz więcej n + n1. N1 jest już nad to, co może być zjedzone przez właściciela, jest to nowa nadwartość, pozostająca właścicielowi po zaspokojeniu wszystkich potrzeb swego domu aż do najzbytkowniejszych — jest to nadwartość która może stać się nadwartością, tworzącą nowe nadwartości, pieniądzem płodzącym, bogactwem mnożącem się, żywem i nieśmiertelnem. Są to narodziny kapitału.

III. Powstanie kapitału.

Odkąd praca robotnika może dawać nadwartość większą od tej, która musi być zjedzoną przez właściciela — zmienia się podstawa gospodarki. Nowa nadwartość n, zmieniona w pieniądz nie potrzebuje już w postaci innego wytworu, wchodzić do pańskiego żołądka — w żołądku tym niema zresztą dla niej miejsca. Przeznaczenie jej jest inne. Sprzedana na rynku staje się pieniądzem — nowy ten pieniądz musiałby nagromadzić się w martwy skarb — gdyby warunki społeczne nie pozwoliły mu spełniać swą właściwą rolę. Lecz nowy ten pieniądz może zmienić się na rynku w narzędzie pracy, materjały i siłę roboczą — i w tej formie może rozszerzyć produkcję, zwiększyć źródło bogactwa a przez to dawać większą nadwartość.
Tym sposobem — nowa nadwartość zdolną jest rozmnażać się — odbywszy swą matemorfozę rynkową — zdolna jest płodzić nowe nadwartości — staje się źródłem bogactw.
Jest to więc nadwartość płodząca — pieniądz rodzący pieniądz — złoto, żywe, rozmnażające się. Odtąd pojawia się ta nowa nadwartość — źródło bogactw, może rozszerzać się, zwiększyć bez grabieży wojennej, bez siły oręża.
Odkąd praca robotnicza daje więcej nad to co służy do zaspokojenia osobistych potrzeb pana — źródła boga ctw nabierają własności zwiększania się same przez się — a skutkiem tej nowej własności źródła bogactw — ziemia, narzędzia pracy, warsztaty — stają się kapitałem.
Nadwartość, mogąca płodzić nowe nadwartości, pieniądz, mogący rozmnażać się w nowe pieniądze — są kapitałem.
Z chwilą więc gdy praca ludzka daje więcej nad to, co może być zjedzone przez pana, z chwilą gdy produkcja może wydawać nadwartości — które zmienione w nowe narzędzia pracy i nową siłę roboczą, będą wydawać nowe nadwartości, z chwilą gdy produkcja może wydawać nadwartości przeznaczone wyłącznie tylko do wydawania potomstwa — z tą chwilą powstaje kapitał. Dotąd złoto mogło być tylko skarbem martwym lub lichwiarskim, mogło być znakiem wymiennym — teraz gdy zjawia się swobodne, gdy przeznaczeniem jego nie jest już zmienić się w wytwór i zginąć w żołądku pańskim, gdy zmienione w nowe składowe elementa produkcji daje nowe nadwartości — nowe złoto — teraz jest kapitałem — złotem żywem, płodzącem.
Właściciel narzędzi pracy, dających nadwartość (ziemi, warsztatu, złota), staje się właścicielem kapitału. Nadwartość pieniężną, którą otrzymuje teraz, daje się dzielić na dwie części: jedna zaspakaja jego własne potrzeby życiowe, pozostająca druga (nowa nadwartość) może być zamieniona w nowe narzędzia pracy i siłę roboczą — a przez to może rozszerzyć dotychczasową produkcję — zwiększyć jego kapitał, a przez to i sumę wytwarzanych nadwartości. Dwie te części obecnego dochodu właściciela — są dwiema kategorjami historycznemi. Pierwsza jest nadwartością feodalną n (f) — która ginie w żołądku właściciela bezpotomnie. Druga — jest nadwartością nową kapitalistyczną n (k) — która odbywa rynkową metamorfozę zakończoną wytworem nie do spożycia, a do dalszego produkowania służącego — n (k) — P — narzędzia pracy i siła robocza. Zrobiwszy taki cykl — w swej nowej formie elementów produkcji — przedstawia się jako nowy kapitał — stały + zmienny — i w tej formie wytwarza nowe nadwartości. Stary kapitał wydał nadwartość n (f) + n (k); przyłącza się do niego jako kapitał nowy — wskutek czego stary kapitał wzrasta i zamiast K przedstawia te (K — K1). Zwiększony produkuje dalej — lecz teraz wydaje już większą nadwartość, która przedstawia się tak — ponieważ potrzeby właściciela zostają te same n (f) + n (k) + n1 (k). Odbywa się więc znowu ten sam proces n (k) + n1 (k) przyłącza się jako nowy kapitał znowu ten sam proces n (k)+n1 (k) przyłącza się jako nowy kapitał (stały + zmienny) do kapitału (K+K1) przez co on wzrasta i staje się (K + K1 + K2) — i tak zwiększony wydaje jeszcze większą nadwartość. Proces ten rozrastania kapitału powtarza się nieskończoną ilość razy. Tym sposobem nadwartość kapitalistyczna zwiększa ciągle źródło bogactw, mnoży pierwotne kapitały, nagromadzone złoto, rozszerza produkcję. Źródła bogactw pozostawały dotychczas niezmienne, były ilością stałą; indywidualnie zwiększały się lub zmniejszały wskutek akcji siły brutalnej, feodał wydzierał od feodała, król od króla. Stając się kapitałami — nabierają własność samorodnego wzrostu, samomnożenia się: właściciel kapitału = 50 tys. fr. po kilku latach produkcji może go zdwoić bez użycia żadnej broni, bez wydania jakiemu bądź innemu właścicielowi choćby franka z jego kapitału.
Teraz dopiero złoto, posiadające siłę rodną — staje się rzeczywistą potęgą i bożyszczem świata. Tą siłą dzięki której „dukat dukata płodzi“ daje mu wzrost wytwórczości pracy ludzkiej[90].
Lecz razem z powstaniem kapitału zmienia się i charakter produkcji.
W ostatnim okresie feodalizmu, ogólny rozwój potrzeb ludzkich, popchnięty silnie prze krucjaty i rozwój handlu, jaki przez nie pojawił się — wytworzyły zanik gospodarki naturalnej gmin i zastąpienie jej przez gospodarkę wymienną. — Produkcje tego okresu jest produkcją towarową pozornie. W dawnej gminie — człowiek wytwarza i zjada własny wytwór, poddany wytwarza a pan zjada wytwór swego poddanego; wytwór idzie wprost z warsztatu pracującego do jego żołądka, lub z warsztatu pracującego do żołądka jego pana: wytwór jest tylko wartością użytkową, nie potrzeba mu ani rynku, ani pieniędzy; Maciek zrobił, Maciek zjadł.
W ostatnim okresie zachodzi taka zmiana:
Wytwór pracującego, żeby dojść do jego żołądka lub żołądka jego pana — odbywa na rynku jeden cykl W — P — W1 i zostaje spożyty w zmienionej postaci. Ponieważ idzie na rynek dla wymiany — staje się przeto wartością zamienną — jest sprzedawany zmienia się w pieniądz — posiada więc swoją cenę — nabywając na rynku te nowe właściwości staje się towarem. Produkcja więc jest produkcją wartości zamiennych, towarów. Lecz co jest jej celem? — Zaspokojenie osobistych potrzeb.
Cel więc produkcji tkwi w wartości użytkowej — producent sprzedaje swój wytwór dlatego, żeby zaraz nabyć inny wytwór do spożycia służący — wytwór zatem jego jest tylko chwilowo towarem — sprzedaż jest tylko środkiem do spożycia.
Produkcja odbywa się więc jeszcze dla osobistego spożycia — chociaż spożytemi są wytwory kupione na rynku. Jest to produkcja towarów — lecz towary te są osobiście zjadane przez producenta, produkcja w celu dostania pieniędzy — lecz pieniądze są osobiście zjadane przez producenta. Jest to produkcja towarowa, lecz celem jej, jest użytkowa wartość. Dlatego też — trzeba ją uważać jako produkcję pozornie towarową, jako gospodarkę pozornie pieniężną, w której pieniądz nie jest jeszcze celem — lecz tylko środkiem, znakiem wymiennym. Taka jest cecha typu przejściowego produkcji — od typu produkcji (gospodarki) naturalnej, która w różnych formach istnieje w społeczeństwach tysiące lat, od powstania pierwszych grup społecznych do początku rozkładowego procesu feodalizmu, — do typu produkcji (gospodarki) pieniężnej, towarowej dzisiaj.
Z powstaniem kapitału zmienia się zatem cecha produkcji w następujący sposób:
Ponieważ dotąd praca dawała tylko nadwartość n (f) — cel więc produkcji nie mógł być inny jak zaspokojenie potrzeb osobistych. Teraz gdy praca daje n (f) + n (k) — celem produkcji staje się n (k) — nadwartość płodząca — czyli celem produkcji staje się rozszerzeniem źródła bogactw, zwiększenie kapitału, mnożenie złota. Im większy kapitał — tem większa nadwartość — nawet więc namiętności do zbytków, wzrost pożądań życiowych, zależnym jest od zwiększania się kapitału.
Jeżeli zaś celem produkcji jest zwiększenie kapitału, dostanie nadwartości, mogącej przetworzyć się w kapitał nowy, zaś nadwartość n (k) czyni cykl n (k) — P — K (s+z) — (nazwijmy narzędzia pracy, materjały i siłę roboczą przez k (s+z) — kapitał stały i zmienny) czyli — towary przedstawiające nadwartość n (k) zmieniają się w pieniądz i w tej formie przyłączają się do kapitału produkującego, służąc w najrozmaitszej formie do rozszerzenia produkcji. Towary te — n (k) — zmieniają się w pieniądz — nie dla tego żeby zmienić się następnie w inne towary do spożycia służące, lecz żeby zmienić się w elementa produkcji, żeby dołączyć się do kapitału — żeby produkować nowe nadwartości, które także będą sprzedawane by powiększyć kapitał.
Tutaj więc cel produkcji jest sprzedaż, jest pieniądz. Sprzedaż odbywa się nie dla spożycia jak dawniej, lecz dlatego by móc więcej produkować, a przez to więcej sprzedawać. Sprzedaż odbywa się dla jeszcze większej sprzedaży. Produkuje się by sprzedawać — sprzedaje się by móc potem więcej sprzedać. Produkuje się dla dostania pieniędzy, pieniądze dostają się by rozmnożyć je, by potem z większą produkcją więcej dostać pieniędzy.
Sprzedaje się dla sprzedaży — bierze się pieniądze by móc potem wziąć ich więcej.
Tak więc — cel produkcji jest sprzedaż dla sprzedaży, pieniądz dla pieniędzy, złoto dla złota, inaczej mówiąc — ciągły wzrost kapitału. Jak przedtem towar czynił tylko jeden cykl T — P — Ti i zostawał spożyty — tak teraz tworzy on nieskończony łańcuch cyklów
T — P — T(k) — T1 — P1 — T1(k) — T2 — P2 — T2(k) — T3 — P3 gdzie T (k) przedstawia towary będące elementami produkcji — kakapitałem stałym i zmiennym i gdzie każde następne T i P jest większe od poprzedniego.

T < T1 < T2.... P < P1 < P2....

Teraz produkcja gospodarcza staje się rzeczywiście towarową, pieniężną. Zysk pieniężny, wzrost kapitału jest jej głównym celem. Wytwarza się by sprzedawać, sprzedaje się by więcej wytwarzać i więcej sprzedawać. — Oto zasadnicza cecha kapitalistycznej produkcji.
Zobaczmy teraz jakie były historyczne warunki powstania kapitału.
Zastaje on w rolnictwie wielkie gospodarstwa pańskie z pracą pańszczyźnianą — zdatne do produkcji kapitalistycznej.
W przemyśle zastaje drobne warsztaty cechowe, skrępowane przepisami uniemożliwiającemi kapitalistyczną produkcję, tamującemi wszelki postęp w technice.
Zastaje rynek ogromnie rozszerzony całym szeregiem nowoodkrytych dróg i krajów dziewiczych, grabież których dostarcza masę złota i nowych materjałów surowych. W 1492 r. Kolumb odkrywa Amerykę; Kortez zdobywa Meksyk; Pisaro zdobywa Peru; Cabral zajmuje Brazylję. 1497 roku Vasco de Gama dwa razy okrąża przylądek Dobrej Nadziei, przebywa ocean Indyjski — odkrywa Indostan. Cała Azja staje się dostępną dla handlu europejskiego. 1534 r. Francuzi zajmują Kanadę, następnie Guyannę i wyspy Antylskie. 1642 zdobywają na oceanie Indyjskim Madagaskar i wyspy Związku (Reunin). Na wyspach Antylskich zakładają plantacje kawy, trzciny cukrowej, bawełny, indigo. Kolonje stają się wielkiemi warsztatami materjałów surowych.
W połowie XVI w. rozpoczyna się szalona grabież złota Peru i srebra Meksyku. Potok złoty zalewa Europę, ilość krążącej monety złotej i srebrnej staje się 12 razy większą niż w wieku zeszłym — wartość pieniądza spada o dziewięć dziesiątych, ceny wytworów podnoszą się o dziewięć dziesiątych — od 1689 do 1760 r. odbywa się ten ciągły wzrost cen. Napływ złota amerykańskiego odpowiada zwiększonemu ruchowi wymiennemu, potrzebom kapitału.
Jednocześnie z temi odkryciami rozwija się ogromnie technika handlu. Dotąd żegluga zamknięta w morzu Sródziemnem — opanowuje teraz oceany. Przebywanie oceanów wymaga nowej nauki żeglarskiej, nowej budowy okrętów. Doświadczenie żeglarzy bogaci się całą masą nieznanych dotąd spostrzeżeń. W XV w. zjawia się busola. Udoskonala się budowa żagli, zmieniają się okręty.
Handel staje się teraz światowym — rynek rozszerzył się na wszystkie części świata, chociaż pozostają mu jeszcze do zawojowania nieznane kraje nowych kontynentów, dzieło które dokonają wielkie kapitały epoki dzisiejszej, brzegi jednak, wyspy, wnętrze Ameryki środkowej są już w posiadaniu.
Tak samo, ze wzrostem ruchu wymiennego, rozwija się także technika handlu wewnątrz krajowego, lądowego. Budują się wspaniałe drogi, proste szosy brukowane, łączące miasto z miastem, przerzynające w najrozmaitszych kierunkach prowincje. Państwo, rozwijające się w tym czasie, dozoruje nad utrzymaniem dróg i wkłada tę pańszczyznę na barki chłopów. — Tworzy się więc cała sieć arteryj komunikacyjnych dla obiegu towarów — wygodne szosy zastępują dawne drogi pełne wybojów, moczarów, piasków, wąskich przejazdów leśnych, zawalonych kłodami; trwałe, szerokie mosty — zastępują dawne groble i mosty licho zbudowane, niszczące się przy każdym wylewie, z każdą wiosną, zostające na łasce natury. — Jednem słowem — technika handlowa wyzwala się z pod panowania przyrody coraz bardziej — na lądzie jak na morzu. Jednoczesny rozwój państwa, absolutnej władzy królewskiej, rozwój jednolitej administracji krajowej, skrępowanie politycznej samowoli feodałów — powoduje zanik wojen prywatnych, grabieży feodalnych drużyn wojennych — przez co drogi stają się coraz bezpieczniejsze od wszelkich napadów, grabieży i gwałtów.
Wszystko to przyspiesza i zwiększa rozwój ruchu wymiennego, rozwój produkcji towarowej.
Powstający kapitał — ażeby przekształcić produkcję na kapitalistyczną, potrzebuje przedewszystkiem znacznych zapasów złota; bez tego nie mogą powstać manufaktury za obrębem cechów, nie mogą ulepszyć się gospodarstwa wobec feodałów — tak, by mogły ziemię ich przekształcić na kapitał — dający możliwie największe dochody.
Nowa nadwartość wymienna n (k) jaka powstaje niema żadnego znaczenia dla przemysłu cechowego, który pozostaje skrystalizowany w nowych przepisach. Warsztaty cechowe są teraz tylko potencjalnie kapitałem, mają możność stania się nim — lecz w rzeczywistości nie są — technika pozostaje w nich tą samą, produkcja ich niedaje n (k).
Kapitały przemysłowe mogą zjawić się tylko za obrębem cechów — stworzyć nową produkcję kapitalistyczną może tylko klasa mająca znaczne zapasy złota. Klasą tą jest kupiectwo — w ręku którego handel, przez długie wieki prowadzony, nagromadził skarby. Te zapasy złota używane dotąd na potrzeby handlowe lub na lichwę — przemieniają się teraz w kapitały przemysłowe. Kupiectwo przekształca się w klasę przemysłowców, stwarza za obrębem cechów manufaktury — nowy przemysł kapitalistyczny.
W rolnictwie — rozwój techniki nie był skrępowany prawnie, w znacznej części krępowała go jednak rutyna feodałów. Szlachta okazuje się niezdatną do prowadzenia kapitalistycznej gospodarki — wypierają ją przeto coraz bardziej z ziemi kapitaliści — parwenjusze, stając się niezależnymi właścicielami wielkich ferm, produkujących na sprzedaż, z gospodarką kapitalistyczną i pracą pańszczyźnianą poddanych-chłopów. Gdzieindziej — są to dzierżawcy majątków pańskich, którzy stwarzają kapitalistyczną produkcją rolną. Rzadko gdzie prowadzić ją są zdolni feodałowie. Jednak junkierstwo pruskie, szlachta polska i moskiewska, bojarzy wołoscy — prowadzą na własną rękę kapitalistyczną produkcję rolną, posługując się pracą pańszczyźnianą jeszcze w XIX wieku — w Prusach prawie do 1848 r., w Rosji do 1861 r.
Jak w rolnictwie kapitał powstaje bez żadnych przeszkód prawnych i przystosowuje się doskonale do pańszczyzny, zrastając się z nią na długie wieki, tak silnie, że potem w mózgach panów z trudnością wyrabia się pojęcie, by jedno bez drugiego istnieć mogło — i upadek pańszczyzny opłakują jako upadek kapitału.
Natomiast w przemyśle, kapitał powstaje odrazu samodzielny, nowy, rewolucyjny, niejako za obrębem istniejącego społeczeństwa, nie przeszczepiony na żadnym starym gruncie gospodarczym — wymaga odrazu wolnej pracy, siły roboczej jako towaru, gdyż to jest warunek jego egzystencji.
Epoka rozkładowa wyrabia jednocześnie wszystkie nowe pierwiastki. Kapitał przemysłowy zastaje gotowy proletarjat, gotową siłę roboczą na rynku, czekającą tylko kupna. Proletarjat, który zaczął wytwarzać się jeszcze w ostatnim okresie feodalizmu — rosnąć teraz będzie coraz bardziej, wyrzucany ciągle różnemi procesami rozkładu starego społeczeństwa, jako nowy produkt tego rozkładu.
Tak więc — powstający kapitał, w nowej nadwartości pracy osobnika — znajduje w społeczeństwie wszystko, co mu potrzeba do egzystencji, t. j. do rozwoju (egzystencja kapitału to jego rozwój, wzrost; kapitał nie wzrastający przestaje być kapitałem) — zatem: rynek światowy, zapasy złota kupieckiego, które w epoce powstawania kapitału zwiększają się niepomiernie nowym rozkwitem handlu i potokiem złota amerykańskiego, i trzeci warunek — siłą roboczą na rynku.
Byt przeto jego jest zapewniony. Ta współczesność powstania wzajemnie potrzebnych sobie zjawisk (kapitał — rynek — zapasy złota — proletarjat) nie jest wcale prostem zbiegnięciem się faktów — wynika ona ze wzajemnej zależności procesów rozwojowych tych zjawisk. Zbadajmy tę zależność.
Zależność ta tkwi w ogólnym rozwoju umysłowości ludzkiej, z którego wynika cały szereg procesów społecznych. W ciągu wieków odbywało się kształcenie gustów ludzkich, stopniowy wzrost zapotrzebowań, wzrost stopy życiowej; nowe pożądania wyrabiały się przez zetknięcie się z nowym zwyczajem, z nowym wytworem jaki trafiał którąbądź drogą do społeczeństwa. Uczucia zresztą rozwijają się podobnie jak pojęcia, i razem z niemi, przez ciąg doświadczeń życiowych kształcą się one, powstają nowe. Rozwojowi temu odpowiada rozwój pożądań, potrzeb — potrzeba będąc tylko świadomem pojęcia uczucia wygody, przyjemności, uczucia „dobrego stanu“, „błogości wewnętrznej“, usunięcia stanów przykrych. Na gruncie starych wzrastają pożądania nowe — ze starych wyrastają nowe (wyraża to przysłowie: „l‘apetit vient en mangeant).
Potrzeby ludzkie, gusta, pożądania, nie mogą zatrzymać się na jednem miejscu, podobnie jak pojęcia; doświadczenie życiowe pcha je ciągle naprzód — wytwarza ich stopniowy samodzielny rozwój. Stąd po pewnym okresie — następuje wzrost stopy życiowej. Ten wzrost potrzeb w czasach feodalizmu jest bodźcem ruchu wymiennego, przyczyną upadku gospodarki naturalnej. Wskutek niego — handel rozwija się ciągle — ożywiony coraz bardziej ruch handlowy zapładnia umysły zainteresowane bepośrednio w nowe pomysły. — umysły wzbogacone już poprzednio. Stąd powstają odkrycia handlowe — które swoją drogą stają się olbrzymim bodźcem dla rozwoju potrzeb ludzkich i dla dalszego rozwoju handlu. Wynik rozwoju dwóch zjawisk współzależnych (wzrostu potrzeb i ruchu wymiennego) staje się następnie przyczyną ich dalszego i bardziej przyśpieszanego rozwoju. Stąd powstaje światowy rynek.
Ewolucja gustów i pożądań odbywa się jednocześnie z ewolucją pojęć — i jak jedna rozwija ruch wymienny, prowadzi na odkryć nowych dróg i krajów — tak druga rozwijając znajomość przyrody — prowadzi do wynalazków technicznych — i stwarza kapitał.
Wyniki społeczne rozwoju handlu — jakieśmy widzieli — jest gromadzenie złota przez kupców, zwiększone teraz nowoodkrytemi kopalniami i jeszcze większym ruchem; zaś apetyt pieniężny feodałów i majstrów jaki rozwija się ciągle wraz z rozwojem zbytków i rozwojem rynku, skłania jednych do grabieży ziemi chłopskiej i niszczenia osad, drugich do zatamowania drogi do majstrostwa dla czeladników — przez co po wsiach i miastach tworzą się ludzie wolni, bez własności, bez środków do życia, mający tylko siłę roboczą — tworzy się proletarjat. Upadek dworów feodalnych starego typu, wywołany wzrostem władzy królewskiej — wzrostem związanym przyczynowo z rozwojem handlu, zwiększa jeszcze liczebność proletarjtau.
Tak więc wszystkie cztery zjawiska społeczne: kapitał — rynek — zapasy złota — proletarjat — są z sobą przyczynowo związane w swem powstawaniu i musiały pojawić się jednocześnie, jako wyniki jednej przyczyny — ewolucji psychicznej człowieka.
Dzięki temu może wytworzyć się nowa produkcja kapitalistyczna, która zmieni cały ustrój społeczny.

IV. Burżuazja i proletarjat.

Z powstaniem kapitału zjawić się musi i klasa społeczna, która posiadając kapitały może prowadzić nową kapitalistyczną produkcję. Rozpatrzmy jej genezę. Skąd powstaje burżuazja, klasa kapitalistów? Z jakiej klasy lub jakich elementów wytwarza się?
Wytworzenie się jej jest określone przez warunki historyczne i ekonomiczne potrzeby kapitału. Kapitał z natury swej, wymaga wolności — kapitał musi być wolny zupełnie — ciągłe zmiany, jakie musi czynić w swojej gospodarce, przystosowanie się do warunków rynkowych — wymaga zupełnej niezależności kapitału. Właściciel jego musi mieć zapewnioną swobodę wszelkich spraw majątkowych — sprzedaży, kupna, tranzakcji, zaciągania długów, umieszczania na rozmaitych hypotekach i t. d. bez tego produkcja jego nie może rozwijać się. Zatem — własność kapitału musi być własnością zupełnie niezależną, wolną od wszelkich ograniczeń, skrępowań i t. p.
Jest to zasadniczy interes kapitału. To też z jego pojawieniem się musi pojawić się także nowa forma własności — własność indywidualna niezależna, inaczej własność absolutna, prawo absolutnego rozporządzania majątkiem, prawo własności rzymskie. Z rozszerzeniem się produkcji kapitalistycznej musi rozszerzać się także ta nowa forma własności, a w miarę jak nowa produkcja wypiera starą — nowa forma własności zastępuje starą formę. Feodalne prawo warunkowego użytkowania, własność skrępowana mnóstwem zależności jest wręcz przeciwną naturze i interesom kapitału; kapitał nie może zmieścić się, nie może wejść i żyć w tej formie własności.
Przedewszystkiem burżuazja musiała wytworzyć się z tej klasy, która w społeczeństwie feodałów posiadała własność wolną, i przywileje zabezpieczające prawem tę wolność. Taką zaś klasą w społeczeństwie feodalnem było tylko kupiectwo które z dawnych czasów, w interesach handlu, nabywało od panujących i feodałów przywileje kupieckiej wolności majątkowej, przywileje utrwalone i rozszerzone podczas walki miast z feodałami i wskutek wzrostu handlu, który stając się coraz potrzebniejszy dla wszelakich dworów feodalnych, zmuszał je do zabezpieczenia praw kupieckich wolności majątkowych. Jedyna więc własność jaka wówczas wolna była — to była własność kupiecka, te nagromadzone zapasy złota które skupiły się w ich ręku. Nad tem złotem kupieckiem nie ciążył żaden warunek feodalny, żadne prawo pańskie; na własności kupieckiej nie było cienia wasalstwa. Dawniej nawet, tylko grabieżą, siłą bru- prawa.
Złoto kupieckie było więc „par excellence“ wolnem — było jedyną niezależną, absolutną własnością w społeczeństwie feodalnem — w chwili gdy narodził się kapitał. Nad każdą ziemią, nad każdym warsztatem ciążyły prawa feodalne suwerenów — właściciele ich byli posiadaczami warunkowymi i jakkolwiek zyskiwali mniejsze lub większe swobody majątkowe zawsze jednak pozostawali wasalami, a własność ich dźwigała pewne pęta. — Wolności majątkowe posiadało mieszczaństwo, na zasadzie zdobytych kart komunalnych; rzemieślnicy, właściciele kamienic, gruntów miejskich, mogli własnością swą rozporządzać według swej woli — było to zdobyte walką rozszerzenia przywilejów kupieckich na całe miasto — na wszystkich obywateli. Mimo tej swobody akcji, własność mieszczańska (majstrów, kamieniczników) nie była własnością absolutną — ciążyła na niej nadwartość feodalna — jako warunek posiadania.
Oprócz przywilejów jakie kupiectwo posiadało w interesie handlu — sama natura ich własności — złoto — moneta, przedmiot ruchomy, drobny, wymykający się łatwo z pod rąk i oka — zabezpieczała jej niezależność. Łatwo było feodałom oszacować grunta lub warsztaty i domy wasalów; lecz jak dostrzec, jak zliczyć, jak zapanować nad własnością która w każdej chwili mogła być ukrytą i nieodszukaną. To też, za dobrych czasów feodalizmu, ci z baronów co chcieli koniecznie położyć swe prawa pańskie na kupieckich bogactwach żydowstwa, nie mogli znaleźć na to innego środka jak rwanie zębów, tortury, i mimo tego jeżeli zaciętość ofiary przeważyła nie mogli nic zdziałać. Własność kupiecka wymykała się z pod wszelkich ciężarów i obowiązków feodalnych. Można było ją grabić na drogach — nigdy uciemiężyć prawnie. Złoto miało zawsze swój przywilej wolności.
Niezależność własności kupieckiej — jej forma absolutnego prawa nad majątkiem jest jedną przyczyną — dlaczego burżuazja wytworzyć się mogła tylko z kupiectwa.
Przytem, jak widzieliśmy już, kupiectwo było jedyną klasą posiadającą widoczne większe zapasy złota, nieodzowny warunek kapitalistycznej produkcji. Nie było ich ani u majstrów cechowych, ani u feodałów.
Tak więc burżuazja wytwarza się z łona kupiectwa a pierwsze kapitały jakie zjawiają się produkujące — są to nowem życiem natchnione skarby kupieckie. — Nowa ta klasa społeczna stwarza i prowadzi nową produkcję. Za obrębem cechów na przedmieściach, w portach morskich zakłada wielkie manufaktury z produkcją kapitalistyczną, z pracą najemną. Burżuazja wdziera się także do rolnictwa i korzystając z pieniężnego apetytu szlachty, panujących i duchowieństwa, nabywa masę feodalnych majątków, spłacając jednocześnie wszelkie ciążące na nich powinności wasalskie a przez to stając się prawnymi niezależnymi posiadaczami. Tym sposobem tworzy się nowa klasa właścicieli ziemskich, parwenjuszów, nieznana dotąd w społeczeństwie, w którem posiadanie ziemi związane było ze szlachectwem. Ci nowi „panowie“ rozpoczynają nową kapitalistyczną gospodarkę rolną, z ulepszoną techniką, prowadzoną na wielkich obszarach ziemi. Praca pańszczyźniana pozostaje — również jak prawa pańskie — a „wilczy“ apetyt tych właścicieli-kapitalistów, apetyt przystosowany do natury kapitału, apetyt kapitału niczem nienasycony i pragnący zapchać cały rynek swemi produktami i cały rynek ograbić z pieniędzy apetyt ten nowy, nieznany dotąd — wywołuje straszny ucisk chłopów. — Obok tej burżuazji, typowej i powszechnej która wychodzi z łona kupiectwa, stwarza nowy przemysł wolny i wdziera się do rolnictwa — kupując majątki feodałów i dobra królewskie — obok tej — powstaje gdzie nie gdzie — jak w Anglji np. inna — wychodząca z łona dzierżawców. Do wytworzenia się jej przyczynia się głównie tak olbrzymi napływ złota do Europy jaki ma miejsce w 16 wieku. Ówczesne umowy dzierżawne były bardzo długie i trwały często po 99 lat. Ciągły spadek wartości pieniędzy jaki odbywa się między 1689 r. a 1760 r. zniżający na 0.9 wartość ich, przynosi tym dzierżawcom ogromne zyski — ceny bowiem produktów zboża, wełny, mięsa podnosiły się ciągle w tym samym stosunku co spadały pieniądze — przyczem renta jaką płacili lordom pozostawała tą samą — według kontraktu zrobionego dawniej — i była dalej płaconą „w przestarzałej wartości nominalnej“. Tym sposobem fermer wzbogacał się kosztem lordów. (Marx). Na końcu XVI w. Anglja posiadała klasę dzierżawców bardzo bogatych — którzy nabywali na własność olbrzymie fermy. Ta kategorja burżuazji wytwarzała się wszędzie, gdzie w dobrach feodalnych istniały dzierżawy długoterminowe. Deszcz złoty 16-go wieku — przetwarzał ich prędko na kapitalistów. — Burżuazja zresztą wchłaniała w siebie całą masę wszelakich parwenjuszów, awanturników kolonjalnych, którzy mnożyli się niesłychanie od chwili zawojowania nowych lądów. — Niejeden rycerz potomek dawnych feodałów dość zubożały rzucał się do nowej walki po zdobycie złota i ćwiczył swoje pozostałe cnoty rycerskie na skórze Indjan i innych barbarzyńców, wydzierając od nich drogie kamienie, perły, złoto i obładowany tą zdobyczą wracał do kraju lub osiadał w kolonji, uprawiając wielkie plantacje. Mnóstwo ludzi wyrzuconych z dotychczasowego stanowiska przez zmiany jakie zaszły, przez upadek dworów feodalnych, hazardowniejsi mieszczanie, nawet chłopi uwolnieni lub zbiegli rzucali się na awanturniczy połów złota za oceanem i wracali ztamtąd z zapasem który dawał im prawo wejść w szeregi burżuazji. Tak powstała nowa klasa społeczna — burżuazja — której zadaniem było stworzyć nową produkcję i prowadzić ją aż do chwili gdy rozwój tej produkcji uczyni ją (burżuazję) bezpotrzebną dla siebie (dla produkcji).
Jednocześnie z burżuazją powstaje proletarjat. „Dwa olbrzymy w jednym dniu zrodzone“ odrazu wypowiadają sobie walkę, odrazu stają na stanowiskach wręcz przeciwnych — wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych, to ich role społeczne. Burżuazja wytwarza się po to by wyzyskiwać proletarjat; proletarjat po to by być wyzyskiwanym. Od tego zależy życie, rozwój kapitałów — więc postęp ludności. Burżuazja przemysłowa potrzebuje wolnej siły roboczej do najmu; proletarjat potrzebuje żyć — i dlatego wystawia swą siłę roboczą jako towar. Obie te klasy są niezbędne jedna dla drugiej — obie stanowią warunek egzystencji kapitału.
Geneza proletarjatu jest nam znaną — wytworzył go apetyt pieniężny feodałów i majstrów — na wytworzenie jego składają się chłopi wyrzuceni z swych zagród razem z wolnością, chłopi zbiegli przed uciskiem, którym przestał opłacać się trzymany zagon wobec niesłychanego wyzysku — to był pierwszy proletarjat który zaofiarował na rynku swą siłę roboczą. Wzrost absolutyzmu, upadek zamków feodalnych — mnoży go rozpuszczonymi hufcami feodałów, zgrają służby pańskiej — zmuszonej do opuszczenia dworów odkąd szlachta skupia się na dworze królewskim, po stolicach, zostawiając w swych dobrach dzierżawcę lub rządcę, intendenta. Wytwarza się także proletarjat w cechach — proletarjat czeladniczy — rozproszony po małych warsztatach miejskich, mogący jednak w każdej chwili przenieść się do manufaktur kapitalistycznych, odkąd nadzieja majsterstwa usuwa się przed nim. Z pojawieniem się proletarjatu pojawiają się nowe zjawiska społeczne: najprzód — nieznana dotąd — wolna praca — następnie — siła robocza jako towar i praca najemna. — Odkąd robotnik staje się wolnym i wynajmuje się do pracy za pieniądze, odkąd sprzedaż siły roboczej staje się dla pracujących jedynym środkiem utrzymania się przy życiu, zmienia się cała postać społeczeństwa, stanowisko społeczne i moralne klasy produkującej, natura wyzysku. Z pojawieniem się kapitału i najmu pracy, siły roboczej jako towaru, z oddzieleniem pracującego od narzędzi pracy, z wyzuciem go z własności, — zapanowują nad człowiekiem ślepe siły społeczne, kierując biegiem życia jednostek i dziejową akcją klas. Rozpatrzmy te nowe kategorje społeczne jakie zjawiają się wraz z kapitałem, stanowiąc warunki jego istnienia.
Wytwarzanie proletarjatu wymaga oddzielenie pracującego od narzędzi pracy (ziemi, warsztatu) — narzędzia pracy skupiają się w rękach burżuazji — pracującym zostaje siła robocza. Od chwili kiedy ją sprzedaje robotnik zmuszony głodem — staje się niewolnikiem kapitału — składową częścią jego produkcji — która musi przystosowywać się do wymagań interesów kapitału, do jego natury. Natura zaś ta istota kapitału wymaga ciągłego wzrostu — to jest jego życie — zaś tylko z siły roboczej ujętej w formę nowej techniki wytwarza się przyrost kapitału — nadwartość n (k) której płodzenie jest treścią życia kapitału. Stąd sprzedana na rynku siła robocza wolna — ulec musi możliwie największemu wyzyskowi — stąd utrzymanie pracujących zredukować się musi do minimum potrzeb życiowych wyrażonych w płacy roboczej, zmiennej, według wahań się cen tego minimum produktów niezbędnych do życia. Stąd niebywała dążność do przedłużenia dnia roboczego.
Dotąd wyzysk był ograniczony normalnym apetytem nadwartościowym — teraz gdy apetyt ten przy kapitalistycznej produkcji staje się wilczym, nienasyconym, gdyż to już nie człowiek pożąda lecz kapitał przez niego — wyzysk dochodzi swych granic naturalnych. Dotąd władza ściągania nadwartości była prawną opierała się na prawie podtrzymywanem siłą brutalną. Teraz ściąganie nadwartości opiera się na potrzebach ludzkiego organizmu, władza ściągania tkwi w głodzie: niema prawa politycznego które by zmuszało proletarjusza do dawania nadwartości, do pracy w warsztacie pańskim, lecz jest prawo przyrody, nieubłagane, nie dające się zniszczyć, prawo zmuszające proletarjusza głodem do szukania zarobku.
Takie było społeczne stanowisko proletarjatu, którego porodziła przemoc, siła brutalna odrywająca pracującego od narzędzi pracy.
Rozpatrzmy teraz wzajemny stosunek dwóch tych klas. Już stanowisko społeczne każdej klasy określa ich zasadniczy stosunek wzajemny.
Burżuazja przewodniczy nowej produkcji — ona ją stwarza w jej ręku rodzi się kapitał. Ona jest świadomą wyrazicielką interesów kapitału, związana z nim duszą i ciałem. Ona rodzącemu się kapitałowi daje swe złoto, swój spryt kupiecki, swą całą energję ludzi hazardownych. Proletarjat więcej stanowi. Jak burżuazję można by nazwać akuszerką przemysłowego kapitału — tak proletarjat jest jego matką. Tylko z jego wolnej siły roboczej może powstać nadwartość zamienna n (k) jak i wszelka inna. Rolny kapitał ma pracę pańszczyźnianą, która może go spłodzić; przemysłowy potrzebuje pracy wolnej, szuka jej na rynku, gdyż grunt stary — cechowy jest dlań niedostępny (przeciwnie w rolnictwie), musi więc stwarzać sobie nowy grunt, tworzyć się „za społeczeństwem“: Burżuazja daje swe skarby martwego złota — dopiero praca proletarjatu tchnie weń ducha ożywczego, da mu siłę rozrodczą. Pierwsza daje martwy materjał — druga — życie.
Kupno więc siły roboczej na rynku jest warunkiem — powstania i rozwoju przemysłowego kapitałów — od stopy wyzysku tej siły zależą wyłącznie i bezpośrednio stopień wzrostu tych kapitałów — wielkość zysków pieniężnych przemysłowej burżuazji. Tak więc — najgłówniejszym interesem klasowym burżuazji, jest możliwie największy wyzysk najemnej siły roboczej — minimum płacy, maksimum dnia roboczego.
W pierwszym okresie kapitalizmu — warunki przejściowe znajdują się w przejściowej fazie, mieszczące się jeszcze w klatce praw feodalnych — nie sprzyjają zupełnie interesom burżuazji.
Niema jeszcze tej „cudownej harmonji“ procesów społecznych, która wszystko dopasowuje do potrzeb kapitału, cała masa chłopstwa siedzi jeszcze na swych zagonach, szlachta trzyma się jeszcze swych dworów w znacznej liczbie, cechy gromadzą w sobie masy czeladników. Proletarjat i tworzenie jego jest jeszcze ograniczone. Na rynku pracy nie widać jeszcze tych tłumów dobijających się zarobku, depczących jeden po drugim, gotowych za byle co oddać się w jarzmo kapitału. Nie rozwinęła się jeszcze na handlowych rynkach ta potężna walka o byt, wśród której wielkie kapitały rujnują tysiące drobnych producentów, wyrzucając na rynek te masy zbankrutowanych jako nowe zastępy proletarjatu. Tych jeszcze niema. Kapitały zaczynają dopiero swe życie i muszą zadawalniać się tą liczbą proletarjatu jaką dostarcza im na rynek pieniężny apetyt szlachty i wzrost absolutyzmu królewskiego. Nadmiaru rąk wolnych niema, często nawet burżuazja odczuwa brak. Produkcja kapitalistyczna manufakturalna, nie znająca jeszcze maszyn, wymaga znacznej ilości robotników — rynek ledwie może nastarczyć tym zapotrzebowaniom. Przytem, proletarjat powoli nagromadzający się, ma prócz manufaktur — drugie ujście — nowa państwowa armja. Cała masa wyrzuconych chłopów, zwolnionych ze służby żołnierzy feodalnych, dworaków pańskich co stracili swe stanowiska odkąd panowie przenoszą się do stolicy, lub bankrutują — cała masa tych ludzi szuka karjery w służbie wojskowej — a powstająca w tym okresie stała armja państwowa — chłonie w siebie te masy — czyniąc tym sposobem straszną konkurencję przemysłowi i zadając ciężką krzywdę burżuazji. Wszystkie te warunki sprawiają, że wyzysk jest utrudniony. Mała stosunkowo do potrzeb kapitału podaż wolnej pracy nietylko, że ścieśnia rozwój produkcji kapitalistycznej — lecz powoduje zdrożenie siły roboczej, tamuje wyzysk.
Ten brak naturalnych warunków stara się burżuazja zastąpić sztucznymi.
Już w XV i XVI w. burżuazja — swemi bogactwami zajmuje w społeczeństwie wpływowe stanowiska. Rozwijający się absolutyzm i państwo potrzebują ciągle jej pieniędzy. Nowa produkcja kapitalistyczna zyskuje coraz większą przewagę na rynku.
Skutkiem tego rządy są skłonne wspierać interesy burżuazji — będąc zmuszone już liczyć się z jej siłą i potrzebując jej względów. Szczególniej ma to miejsce w Anglji i Francji — gdzie burżuazja wzrasta najszybciej (szczególnie Anglja). O ile tam gdzie chodzi o antagonizmy burżuazji z feodałami, burżuazja nie jest jeszcze taką potęgą by rząd stawał po jej stronie, wydając prawa na niekorzyść feodałów, o tyle gdzie chodzi o jej stosunek do proletarjatu — burżuazja ma zupełne poparcie rządu — z proletarjatem jeszcze nikt się nie liczy.
Pod wpływem więc burżuazji powstają różne prawa, mające na celu umożliwić przemysłowcom jaknajwiększy wyzysk wolnych robotników. Sztucznie usiłuje burżuazja zwiększyć podaż siły roboczej. W tym celu wydawane są w Anglji i Francji „prawa przeciw włóczęgom“. Naturalna podaż jest zbyt mała — burżuazja nie waha się ściągnąć przemocą do swych manufaktur wszelkiego rodzaju żebraków, włóczęgów, wszelkiego wieku i płci. Nie ulega wątpliwości, że masy przepędzonych chłopów wolało torbę żebraczą, jak straszną pańszczyznę kapitalistycznych rękodzielni. Sława ich była dość rozpowszechnioną by wielu odstraszać. Zawsze zresztą zjawia się masa ludzi skłonnych do włóczęgi, życia nędznego z dnia na dzień lecz z zupełną swobodą i rozkoszą próżniactwa. Szczególnie potok włóczęgostwa wezbrał gdy mnóstwo znalazło się zupełnie wykolejonych i niezdolnych do nowych warunków życia i pracy, gdy odbywał się przełom, który gwałtownie wyrzucał ludzi z ich dotychczasowego otoczenia, wyrywał ich ze środowiska, z którym zrośli się zupełnie: dla wielu przystosowanie się do nowego było niemożliwe — jedyna rzecz jaka pozostawała — była włóczęga i żebranina. — Z tych to elementów chciała burżuazja gwałtem, przemocą, stworzyć swoją armję roboczą i zwiększyć tym sposobem podaż pracy na rynku, załatać luki jakie były w przemyśle skutkiem małej liczebności proletarjatu. Dążności tej odpowiadały wydane prawa. Okrucieństwo ich charakteryzuje dobrze tę burżuazję, która dla potrzeb kapitału nie cofa się przed niczem i wszystkie swoje ideje do nich tylko przystosowuje.
W Anglji 1530 r., prawo głosi: włóczędzy są skazywani na chłosty i więzienie; przywiązani do wózka mają być chłostani, aż póki krew nie tryśnie z ciała; następnie muszą złożyć przysięgę, że powrócą czy to do miejsca swego urodzenia (na którem rosła już przemoc pańska!) czy tam gdzie mieszkali przez ostatnie 3 lata i znowu wezmą się do pracy. (Ustawa Henryka VIII — Marx). Prawo 1547 r. wydane przez Edwarda VI idzie jeszcze dalej — i nakazuje by każdego unikającego pracy przysądzano jako niewolnika temu ktoby go zadenuncjował (denuncjatorem był zaś przedewszystkiem burżua). Pryncypał winien karmić niewolnika chlebem i wodą i dawać mu od czasu do czasu według swego uznania jakikolwiek słaby trunek i odpadki mięsa. Ma on prawo zmuszać go knutem i łańcuchem do robót najbardziej odrażających, (do których „wolni“ nie chcieli najmować się). Jeżeli niewolnik zbiegnie na 2 tygodnie, skazuje się go na wieczne niewolnictwo i piętnuje literą S za pomocą rozpalonego żelaza na policzku i czole. Po trzeciej ucieczce tracą go jako zdrajcę. Pryncypał może go sprzedać, zapisać testamentem lub wynająć komu innemu jak gdyby martwy sprzęt lub bydlę. Niewolnicy spiskujący przeciw pryncypałowi mają być karani śmiercią.
Pierwszy lepszy ma prawo zabierać dzieci włóczęgów i trzymać je u siebie w terminie — chłopców do lat 24, dziewczęta do 20. (Tym pierwszym lepszym zawsze jest burżua). Jeżeliby usiłowali uciec, stają się do odpowiedniego wieku niewolnikami swego patrona, który ma prawo samowolnie okuć ich w kajdany, chłostać, itp. Każdy pryncypał może włożyć obrożę żelazną na szyję, rękę lub nogę niewolnika dla większej pewności i łatwiejszego rozpoznania. (Marx).
Prawo Elżbiety 1572 r. — Żebracy bez pozwolenia i starsi nad lat 14 winni być surowo chłostani i piętnowani rozpalonem żelazem na lewem uchu, jeżeli nikt nie chce wziąć ich do siebie na dwuletnią służbę. W razie powtórzenia, ci z nich którzy mają nad lat 18 winni być karani śmiercią, jeżeli nikt nie chce wziąć ich do dwuletniej służby. Za trzecim jednak razem są karani śmiercią bez litości jako zdrajcy państwa. (Marx)[91].
Żadne prawa nie dorównają angielskim. Burżuazja angielska nie waha się przed niczem aby tylko zapędzić proletarjat do swych manufaktur. Tworzy nawet nowe niewolnictwo by móc z całą swobodą wyzyskiwać siłę roboczą.
Podobne prawa wytwarza burżuazja w Niderlandach w połowie 16 w. — We Francji — dopiero za Ludwika XVI wydane jest prawo, że każdy człowiek zdrowy i dobrze zbudowany w wieku od 16 do 60 lat, a zatrzymany bez środków utrzymania i stałego zajęcia, zostaje wysyłany na galery.
Jak za pomocą dzikich praw przeciw włóczęgostwu usiłuje burżuazja sztucznie zwiększyć podaż pracy, tak samo aby sprowadzić płacę do minimum w braku naturalnych przyczyn tej produkcji, stara się o prawa ograniczające płacę do minimum. Udaje się to jej w Anglji — gdzie przetrwa ono do 1813 r.
Dalej żąda burżuazja od państwa — prawnego ograniczenia liczby dni świątecznych do niedziel i świąt niektórych (Kajety Trzeciego Stanu 1560 r., we Francji do zwołanych stanów generalnych).
Za pomocą takich sztucznych środków usiłuje burżuazja podnieść do maksimum stopę wyzysku — w braku tych naturalnych procesów które pozwolą jej potem doprowadzić wyzysk do ideału bez pomocy żadnego przymusu prawnego. I wtedy stanie się ona zażartym szermierzem „swobody“.
W produkcji rolnej burżuazja wyzyskuje umiejętnie prawo poddaństwa chłopów.
Widzimy więc, że w tym okresie przejściowym — kapitał potrzebuje jeszcze podpory prawnej, wyzysk potrzebuje prawnego przymusu. Wskutek tego burżuazja wobec proletarjatu nie może jeszcze zająć stanowiska humanitarnych „chlebodawców“, równych proletarjuszom obywateli, czyniących z nimi „wolną umowę“ wymiany usług wzajemnych, poddających się na równi z proletarjuszami „naturalnym prawom“ społecznej gospodarki, prawom, które gwałcone przez barbarzyńskie wieki, oswobodzoną teraz ze wszelkich pęt — ustalają teraz najcudowniejszą harmonję społeczną; pracujących nawet razem z nimi nad powiększeniem bogactwa krajowego, nad podniesieniem ogólnego dobrobytu i kultury ona — pracując głową, mózgiem, — oni — rękoma. W okresie tym burżuazja jest jeszcze brutalną, szczerą, niewzruszoną, dziką, bez rumieńca wstydu, wkładającą z pomocą żandarma żelazną obrożę na szyję proletarjusza, nie potrzebującą jeszcze ani kokietować go, ani domagać się swobody i równości powszechnej. Przeciwnie — potrzebuje ona zarówno pańszczyzny, jak i praw, które by wolny proletarjat oddawały jej w niewolę. Gdzie jest wolną, jak w Anglji lub Niderlandach — tam „prawami o włóczęgach“ wprost usiłuje zamienić proletarjat na swych niewolników prawnych.
Równocześnie wyprawia burżuazja krwawe swe harce w kolonjach — i jak na starym lądzie prowadzi produkcję kapitalistyczną z pracą poddanych chłopów lub z pracą proletarjatu skrępowaną prawami — tak na nowym lądzie prowadzi kapitalistyczną produkcję z pracą niewolników — broniąc jej przez cztery stulecia.
Tak więc pierwsze kapitały potrzebują jeszcze wyzysku przymusowego — jest to cecha okresu przejściowego — kapitalizmu poddańczego. W okresie tym — stosunek dwóch nowych klas które dają życie kapitałom — burżuazji i proletarjatu — musi przeto zasadzać się nie na wyzysku regulowanym przez siły społeczne ślepe, jak później, lecz na wyzysku przymusowym prawnie. Burżuazja ażeby wydusić z siły roboczej proletarjatu możliwie największą nadwartość — musi uciekać się do pomocy państwowego żandarma — który jakby umyślnie dla niej stwarza się w tym okresie — z jego pomocą ściągać do manufaktur proletarjat zmieniony w niewolników swych pryncypałów — z jego pomocą każe najemnikowi przyjąć minimum płacy i wyrzec się świąt. — Taki jest stosunek burżuazji i proletarjatu w tym okresie.
Rozpatrzmy teraz stosunek burżuazji do feodałów — do społeczeństwa oficjalnego. Burżuazja jest klasą ludzi wolnych — feodałowie jednak są klasą uprzywilejowaną, dzierżą w swem ręku władzę polityczną. Na niej opiera się w dalszym ciągu i nowe absolutne państwo — interesy jej stanowią ciągle jeszcze treść kodeksu.
Jak feodałowie są potęgą polityczną i mają za sobą prawne przywileje dziedziczne, przywileje krwi, urodzenia — tak burżuazja jest potęgą pieniężną i ma za sobą przywilej złota, kapitału[92]. Jest to nowa potęga, nowy przywilej, potęga która nie zawładnęła jeszcze światem — lecz z którą klasa rządząca liczyć się musi coraz więcej.
W miarę tego jak rośnie pieniężny apetyt feodałów i królów — zwiększa się także znaczenie burżuazji — jej głos, jej żądania nabierają coraz większej powagi. Rozwijający się wśród walki z feodałami absolutyzm królewski, powstające młode państwo potrzebuje masę pieniędzy — staje się dłużnikiem burżuazji. Te długi państwowe — nowe zjawisko pieniężnej gospodarki, nieznane dotąd w społeczeństwie, wzrastać będą ciągle od XVI w., dochodząc do kolosalnych sum z takich pożyczek — jak zrobiona za Ludwika XVI przez państwo — 1.600 milj. z procentem 12 co stanowiło 200 milj. rocznej opłaty. Z sum tych sądzić można o bogactwach burżuazji XVI w. — Również zadłużają się u niej feodałowie których mnóstwo nie może z długów tych narastających wybrnąć i zmuszeni są sprzedawać swe dobra swoim wierzycielom.
Już od XV wieku rozpoczyna się między burżuazją a feodałami cicha walka. Burżuazja czując swą wzrastającą potęgę i znaczenie w społeczeństwie atakuje przywileje feodałów, których coraz bardziej wypiera z ziemi, zakupując odłużone dobra. Feodałowie bronią, czując usuwający się im coraz bardziej grunt pod nogami — ziemię i znaczenie, przewagę społeczną (użyteczność ekonomiczna klasy) — bronią tych przywilejów zażarcie, bronią przywilejów tytułów, oficjalnej swej powagi i wyższości, posuwając się w tem aż do śmiesznej drobiazgowości. Feodał zbankrutowany, bez ziemi, która jest jego podstawą społeczną, bez poddanych, bez samodzielności politycznej którą mu wydziera absolutyzm, sam czuje swą bezużyteczność, bezsilność, sam widzi, że utracił swe dawniejsze znaczenie społeczne z tem większą zawziętością chwyta się pozorów, tytułu, herbu, przywilejów krwi, broni itp. — jako jedyne rzeczy, które mu pozostały.
Do tego dąży — lecz jeszcze tak nie jest. Feodałowie są jeszcze dostatecznie silni żeby mieć polityczną przewagę nad burżuazją i opierać się jej atakom — choć nieraz pieniądz zmusza ich korzyć się przed tą nową klasą „parwenjuszów“.
W 18 w. gdy zbankrutowana w znacznej części, wyzuta ze swych posiadłości, szlachta feodalna pędzi smutny żywot umierających po miastach lub w zubożałych dworach wiejskich, gdzie resztki dawnej świetności tworzą przykry kontrast z męką bankruta, — wielcy feodałowie którzy na salonach stołecznych i dworskich tracą pozostałe fortuny — w tym przededniu śmierci feodałów francuskich — a razem z nimi całego świata, cywilizowanego, wzbiera w nich żółć i gorycz, oburzenie na widok rosnących bogactw i zbytków swego wroga burżuazji — chcą go raz jeszcze, ostatni upokorzyć „chamskiem“ pochodzeniem, parwenjuszowstwem, wyższością krwi swojej, przywilejem tytułów. — Jeden pisarz w 1727 r. wyraża te żale: „Niema już tej delikatności, żeby nie nazywać zamkiem te gmachy z apartamentami bez końca, wspaniale umeblowane, które zbytek ludzi pewnego gatunku wznosi wyżej nad góry, zasypawszy doliny. A przecież w aktach publicznych wcale nie jest pozwolone właścicielom nieszlachcicom majątków ziemskich, nazywać zamkami swe dwory, chociaż wspaniale zbudowane, wtenczas gdy niekształtne resztki szlachetnej i starej budowli zachowują jeszcze tą nazwę“. (A. Babeau — Village sous l’ancienne regime str. 176).
Te„ szlachetne“ ruiny obok nowych zbytkownych gmachów parwenjuszowskich — na ziemi dawnych feodałów — to obraz dwu tych klas w XVIII wieku — to powoływanie się na akta zabraniające nazwy — to typ ostatniej walki feodałów — mających do obrony tylko tytuły, przywilejami krwi, chcący utrzymywać przywilej władzy politycznej, chcący panować dalej, mając za jedyny grunt i podporę — herby, tradycję. — Lecz to już koniec przejściowego okresu — dzień rozbicia starych praw. — W ciągu walki burżuazji z feodałami podczas XVI i XVII w. burżuazja ma pomoc w państwie. Zwoływane od czasu do czasu we Francji Stany Generalne dają jej możność za pomocą swych przedstawicieli — wypowiedzieć żądania swe oficjalnie, oficjalnie atakować feodałów.
Burżuazja w tych Stanach monopolizuje sobie przedstawicielstwo całego stanu trzeciego — chłopi są z nich wyparci. 1560 r. kajet trzeciego stanu (burżuazji) żąda zniesienia ceł wewnętrznych (przywilej feodałów dający im dochód — ciężar dla burżuazji) zniesienie sądów pańskich (toż samo), zwoływanie Stanów generalnych co 5 lat (by wyrobić sobie udział w rządzie). 1614 r. kajet burżuazji żąda: sądzenia zbrodni kościelnych przez trybunał cywilny: zakaz klasztorom nabywania nieruchomości (opactwa, które posiadały znaczne skarby — były niebezpiecznym współzawodnikiem dla burżuazji — zobaczymy to w VII r.) zmuszenie szlachty do podzielenia ciężarów wspólnych podatkowych zakaz wymagania wszelkich praw feodalnych bez formalnego tytułu sprawdzonego przez trybunał; zniesienie ceł wewnętrznych i monopolów targowych pańskich.
W odpowiedzi na podobne ataki, kajet szlachty żąda by ludziom ze Stanu Trzeciego wzbronione było polowanie, noszenie broni i ubieranie się w kosztowności i ubrania szlacheckie — pod karą pieniężną.
Jest to charakterystyka początkowej fazy walki — uciemiężona prawnie burżuazja stawia mnóstwo żądań — szlachta posiadająca wszystkie przywileje i swój kodeks, prawodawstwo, żąda tylko by nie było nawet pozornego zatarcia różnicy stanowej[93] wszystko zresztą posiada na zasadzie wiekowych praw. Szlachta — im bardzie czuje się słabą, im więcej niepokoi ją wzrastająca potęga burżuazji — tem bardziej staje się zazdrosną o swe przywileje pozorne, nie mogąc utrzymać w swem ręku siły rzeczywistej, nie będąc zdolną do rzeczywistej wyższości, przewagi społecznej, usiłuje wynagrodzić to pozorami, bankructwo pokryć wspaniałością herbów i tytułów, słabość, zużycie się, niedołęstwo finansowe i polityczne, przykryć wyższością pozorną, oficjalną, korzystając ze swych przywilejów tytularnych — tembardziej więc wzbronić usiłuje burżuazji wszelkiego zbliżenia się do siebie pozorami — zbytkiem stroju, noszeniem broni, nazywania zamkami swych pałaców, polowaniem; wzbrania jej piastowania wyższych urzędów, godności; określa przepisami szczegółowymi sposób zachowania się jej na posiedzeniach stanów, nakazuje przemawiać na klęczkach i cały rytuał w zachowaniu się przedstawicieli burżuazji wobec króla upokarzający ją — wyróżniając zupełnie od szlachty.
Taki musiał być stosunek dwóch tych klas — feodałów i burżuazji — z których jedna zstępowała bezpowrotnie do grobu spychana rozwojem zjawisk społecznych a druga szła prosto do zawładnięcia całym światem — pierwsza tracąc znaczenie społeczne, grunt ekonomiczny wraz z upadkiem gospodarki feodalnej — bankrutowała w zbytkach — zjadała się sama; druga — brzemienna nową potęgą — kapitałem — rozwija ciągle swe siły w miarę jak kapitały nagromadzają się, rosną. Pierwsza — przedstawicielka starego ustroju — sama mu się sprzeniewierza składając hołdy złotemu cielcowi, a bankrutując społecznie ubiera się w nowe, burżuazyjne szaty, przyśpiesza ruinę starych zwyczajów i moralności. Rozwijający się zaś kapitał, zapanowując coraz bardziej nad produkcją, niszcząc starą technikę, starą formę własności, starą gospodarkę, starą formą wyzysku, powołując do życia nowe klasy, nowe typy ludzkie, rozwija razem z tem nowe ideje, nowe pojęcia, nową etykę i zwyczaje, całą filozofję swych potrzeb, interesów.
Tym sposobem w ciągu wieków okresu przejściowego, podczas którego szlachta — klasa uprzywilejowanych trzyma jeszcze władzę polityczną i zachowuje prawodawstwo feodalne, podczas tego okresu, burżuazja rozwija nie tylko swe materjalne siły — rosnąc w bogactwa, lecz także rozwija swój wpływ idejowy w społeczeństwie, staje się potęgą moralną — przedstawicielką nowej duszy społecznej, nowych pojęć i pożądań — i dzięki tej potędze moralnej — zdolną będzie w końcu 18 wieku użyć brutalnej siły ludu jako taranu do rozbicia murów feodalnych, okopów św. Trójcy, do zniszczenia starego jarzma prawnego, rozbicia skorupy pętającej rozwój nowego społeczeństwa. — Walka poprzedzająca wybuch rewolucji — jest tylko walką dyplomatyczną, literacką — toczy się w parlamentach, kajetach, książkach. — Trzeba było żeby kapitał przerósł ramy manufaktur, żeby rozwinął potężne siły społeczne które czyniły niepotrzebnym wszelki przymus prawny, wszelką pańszczyznę — aby burżuazja wzięła zupełny rozbrat z prawami feodalnemi, aby mogła stać się wyrazicielką potrzeb ludu, ideałów wolności i równości — i zakończyć przez to spór swój z feodałami rewolucją.
Z tą chwilą kończy się przejściowy okres kapitalizmu — zbratania się jego z feodalną formą wyzysku lub niewolniczą — rozpoczyna się okres liberalnego kapitalizmu — opartego na maszynie. Razem z tem zmienia się i stanowisko burżuazji. — Od chwili wzięcia Bastylji jej stanowisko społeczne, polityczne i moralne, jej stosunek do proletarjatu przeobraża się zupełnie. Będzie to burżuazja liberalna, dzisiejsza. — Lecz od tejże samej chwili zmienia się i proletarjat. Jakim jest w okresie przejściowym?
Manufakturalny proletarjat, świeżo oderwany od swych zagonów, nie zdołał jeszcze przystosować się do nowych warunków życia, nie poznał ich, nie umie sobie radzić. Jest to luźna gromada nieszczęśliwych, włóczęgów i żebraków „co daje się zakuwać w obrożę i pędzać do roboty jak bydło“. Za to cechowy proletarjat czeladniczy — jest już zorganizowany, ma świadomość klasową, może walczyć. Ten jest inteligencją proletarjatu, jego arystokratycznym jądrem. Mieszając się ze sobą w manufakturach — dwie te kategorje proletarjatu bytują razem, czeladnicy są elementem kształcącym, wnoszą do proletarjatu poczucie wolności ludzkiej — łączności klasowej, godności osobistej.
Od chwili zdobycia Bastylji — zmienia się i proletarjat. Tu poczuł on swą siłę, zobaczył, że może być polityczną potęgą — przejął się całkowicie ideałem swobody i równości — od tej chwili norm tych już wykorzenić im nie można — są to wolni obywatele do szpiku kości — nie dadzą się już zahamować ani stemplować literą S. Lecz i burżuazja staje się liberalną. Obie strony odbywają nową metamorfozę — by w innej, przyzwoitszej formie pod ładnym płaszczykiem — mógł być prowadzony jaknajgorszy wyzysk.
Lecz w tej drugiej formie proletarjat poczuł już swą siłę, dzięki burżuazji, która pchnęła go na szańce feodałów — i na wyzysk wolny już chce odpowiedzieć walką — ziarno przyszłej potęgi kiełkuje w nim coraz bardziej. — On zdobywał swobodę, obalał stare prawa — czuje więc do niej prawo — zdobywał prawo dla ludzi — pragnie więc je posiadać — zdobywał władzę którą mu wydarto podstępem — lecz nie przestał marzyć o odzyskaniu tej zdobyczy.
Trzeba tylko czekać aż nowe warunki społeczne nie zepchną burżuazję — jak zepchnęły feodałów i uczynią z proletarjatu jedynej potęgi społecznej.

V. Rozwój nowej produkcji.

Burżuazja kupiecka, dzięki swym zapasom złota, stwarza wzory nowej produkcji — manufaktury w przemyśle — wielkie fermy kapitalistyczne w rolnictwie.
W rolnictwie naśladują ją i niektórzy feodałowie. Kupują majątki królewskie, dobra feodałów bankrutujących. W krajach gdzie zwyciężyła reformacja, odbywa się wielka grabież dóbr kościelnych — burżuazja nabywa je za bezcen — ma to szczególniej miejsce w Anglji. W rolnictwie powstawanie gospodarstw kapitalistycznych odbywa się bez żadnych przeszkód. Burżuazja nabywając dobra feodalne — ruguje czynszowników — zaprowadza wielkie gospodarstwo z ulepszoną techniką. Produkcja prowadzi się pracą pańszczyźnianą — wyzysk poddanych doprowadzony jest do maksimum. Grabież ziemi chłopskiej i allmend staje się w tym okresie powszechną. Gdzie nie dokonają tego feodałowie gnani apetytem pieniężnym — tam dokonywuje burżuazja — nabywając ich dobra. Z rozwojem przemysłu wełnianego we Flandrji całe gminy, wiele osad i wsi ulega zniszczeniu, ludność zostaje przepędzana, a na jej miejsce pojawiają się owce. Szczególnie dzieje się to w Anglji i Irlandji. „Znam kraj gdzie owce pożarły ludzi“ mówi Owen. (Marx).
Majątki burżuazji są własnością absolutną — wolne od wszelkich powinności wasalskich.
Produkują one w wielkich ilościach zboże lub wełnę — na światowy rynek. Zyski dają ogromne — nieznane dotąd w rolnictwie. Ulepszone grunta, osuszone łąki, oczyszczone stawy i lasy, ulepszone gatunki roślin i bydła, wprowadzone nowe rośliny do uprawy — ziemniaki, buraki, kukurydza itd. — gospodarstwo oswobodzone z rutyny gminnej — umiejętna produkcja wielkich ilości, dostarczanych hurtownie na rynek — wszystko to podniosło niesłychanie wartość ziemi. Były to nowe wzory rolnej gospodarki, budzące powszechną zazdrość i uwielbienie.
Panowie którzy przekształcają swe gospodarstwa według tych wzorów — robią kolosalne fortuny. Udoskonalona komunikacja czyni łatwym dostęp do rynku. Wielki rynek chłonie masami produkty tych ferm. Wzrastający proletarjat, rosnąca ludność, miasta, armja, łatwe drogi do krajów dalszych, kolonje — wszystko to rozszerza ciągle popyt rynkowy. — Fermy kapitalistyczne dostarczające masowo wyborowe produkty, zaczynają być strasznym konkurentem rynkowym nie tylko chłopskich małych gospodarstw, lecz także szlachty niższej — rycerstwa.
Współzawodnictwo to utrudnia coraz bardziej ich istnienie ekonomiczne — rycerstwo bankrutuje, ubożeje zupełnie, nie mogąc przytem wyrzec się zbytków — chłopi, którzy muszą część płodów zbywać na rynku, wpadają w coraz gorszą nędzę, gnębieni na rynku przez nowego strasznego współzawodnika, duszeni podatkami absolutyzmu obdzierani przez łakomych na pieniądze feodałów lub jeszcze gorszych „nowych“ panów — bez herbów.
Gospodarstwa chłopskie upadają coraz bardziej. — Wielu nie mogąc znieść tych ciężarów, porzuca ziemię która przestaje mu dawać — i staje się najemnym proletarjuszem.
Im bardziej rozwija się w rolnictwie produkcja kapitalistyczna — im większe zajmują obszary ziemi, tem szybciej odbywają się te procesy. Bankrutowanie rycerstwa, upadek gospodarstw chłopskich i wzrost ucisku poddańczego; wzrasta także grabież ziemi chłopskiej i allmend. Zaś te wszystkie zjawiska wydają z siebie nowe fale proletarjatu.
W przemyśle produkcja kapitalistyczna rozwija się na nowym gruncie — stary, cechowy jest dla niej niedostępny. Stąd też nowe rękodzielnie powstają głównie w portach morskich, na przedmieściach, po wsiach — wogóle tam tylko gdzie nie panuje prawo cechowe. Nowe wzory przemysłu były to wielkie manufaktury z produkcją opartą na kooperacji i podziale pracy, z udoskonaloną techniką wytwarzania i wyspecjalizowanemi narzędziami ręcznemi pracy cząstkowej. To jest typ zasadniczy. Manufaktury bywają nieraz tak wielkie, że zajmują po tysiąc i więcej robotników. Produkują one towar w wielkich ilościach — i hurtowo dostarczają na rynek światowy. Nie mają odbiorców jak majstrzy — mają kupców hurtowych — a spożywcami ich jest cały świat ówczesny. Praca cząstkowa, udoskonalona technika — daje im na rynku znaczną przewagę nad cechami. Wytwory manufaktur są tańsze — pochłaniając mniej pracy (istota ceny) — i zalewają targi miejskie — stąd między cechami a kapitalistami przemysłowymi — powstaje zacięta walka — która z rynku przenosi się do polityki. Walka ta cechów z burżuazją trwa aż do upadku przemysłu cechowego. Jest to analogja z walką jaką prowadzi burżuazja z feodałami. Cechy podobnież czują swą bezsilność — bezsilność rynkową wobec strasznego współzawodnika — widzą całą jego wyższość uzbrojenia — kapitały, doskonałość towarów, rozmiary produkcji. Bronić się więc mogą tylko swemi przywilejami potędze naturalnej kapitalistów przeciwstawiają sztuczną, prawną. Burżuazja ma zamknięte miasta lecz to nie przeszkadza jej zakładać manufaktury za murami miast — cechy prześladują jak mogą. Jeszcze w 1794 r. cech tkaczy Leedsu (w Anglji) posyła deputację do parlamentu z prośbą o prawne zabronienie kupcom stawania się fabrykantami. Lecz wszystkie te środki nie pomagają. Burżuazja przemysłowa ma opiekę królewską i armja potrzebuje manufaktur. Przeszkody cechowe nie wstrzymują rozwoju nowego przemysłu — cechy ponoszą ciągłe klęski — masa majstrów bankrutuje nie mogąc wytrzymać rynkowej konkurencji kapitalistów — na miejsce ich drobnych warsztatów powstają nowe wielkie rękodzielnie — a oni sami wraz z rozpuszczonymi czeladnikami wynajmują się jako proletarjat kapitalistom. Proces ten jednak — wywłaszczania majstrów cechowych i zamieniania ich w proletarjat — odbywa się powoli — wzrasta wraz z rozwojem kapitalistycznej produkcji — cechy przetrwały do 19 wieku.
Taż sama swoboda rynku którą cechy wywalczyły wraz z kupiectwem od feodałów — jako wspólny interes — staje się teraz ich zgubą.
Manufaktury przez długi czas noszą jeszcze na sobie pewne feodalne piętno. Potrzebują jeszcze sztucznej opieki, tak jak sam kapitał, zanim nie wytworzy sił społecznych gwarantujących jego wzrost naturalny, zanim nie stanie się potęgą mogącą iść o własnych siłach. Mamy więc — przymus pracy (prawo o włóczęgach), prawo ustanawiające minimum zarobku, wymaganie przysięgi od robotników, że nie zdradzą sekretu fabrykacji — wszystko to środki sztuczne, mające w braku naturalnych procesów — zabezpieczyć dla kapitału możliwie największy wyzysk i przewagę rynkową. Gdy proleterjat wzrośnie, gdy maszyna wyrzuci ¾ mężczyzn, powołując kobiety i dzieci, gdy ustali się wymiana światowa — wszystkie te środki będą zbyteczne.
Manufaktury mają wygląd koszar, pracy więziennej — tradycja poddańczej pracy miesza się tu z wyzyskiem kapitału, cechowa opieka majstra nad pracującym przeobraża się potwornie. Nowe wzory nie mogą jeszcze zerwać z panującemi zwyczajami, zachowują pozór dopasowany do społeczeństwa w którem rozwijają się.
W manufakturze wisi tablica reguł.
Zaczynają się one zwykle od słów — bezczelnej ironji do jakiej tylko burżuazja jest zdolną — nieznanej wcale dotychczas — bo każdy wyzysk był prawnym, jawnym — kapitalistyczny dopiero jest wyzyskiem hypokrytów, utajonym, podstępnym, jakby wstydzącym się samego siebie — wyzyskiem pracy wolnej — gdy dotąd był tylko niewolniczej lub poddańczej.
Oto wstęp do reguł: „Ku większej Chwale Bożej, zwiększeniu i udoskonaleniu tej manufaktury, dla dobra, zysku i odpoczynku tych co w niej służą.“
Potem dopiero następują przepisy dla robotników:
1) Obowiązkowa modlitwa przed pracą.
2) Szacunek dla majstrów.
3) Zamiatanie warsztatów.
4) Długość dnia roboczego.
5) Opłacanie zimą paliwa.
6) Wzbronienie bluźnierstw na religję.
7) Wzbronienie chodzenia, gadania i śpiewów.
Za przekroczenia kary pieniężne.
(Podobne reguły posiadała np. manufaktura złoconych płócien w Saint-Maure).
Dzień roboczy był możliwie najdłuższy — prawo cechowe zabraniające pracy wieczornej lub nocnej tutaj nie istniało. Dobroć wytworu w najdrobniejszych jego szczegółach — interes produkcji feodalnej — ginie odkąd wytwór staje się towarem i idzie na rynek by zaspokoić potrzebę jakiegoś mieszkańca dziesiątego kraju. W cechach trzymają ją jeszcze prawa (im dalej — tem więcej rzeczy trzyma się jedynie prawem) — w manufakturach niema nic podobnego — towar zwycięża taniością i pozorem — blagą, o te dwie cechy chodzi w produkcji jego — po za tem może być fałszowany. Jest to cecha nowej produkcji kapitalistycznej w przeciwstawieniu do feodalnej. Jak feodalna dba przedewszystkiem o dobroć wytworu (cecha gosp. naturalnej) tak kapitalistyczna dba przedewszystkiem o taniość i pozór towaru. Stąd w pierwszej zjawia się cały szereg przepisów produkowania najlepszego — w drugiej cały szereg fałszerstw w produkowaniu najtańszem. Jaki interes ma kapitalista w fałszowaniu?
Interes ogólny zmniejszanie kapitału stałego na korzyść zmiennego — zastępowanie droższych materjałów tańszymi lecz gorszymi. (Interes ten ogólny zasadza się na tem, że stały kapitał niszczy się — maszyny, narzędzia, budynki, paliwo — zmienny zaś tylko tworzy — pierwszy jest szkieletem — drugi ciałem żyjącem).
Dążność do fałszowania słabo jeszcze występuje w okresie rękodzielniczym — kapitał stawiając pierwsze swe kroki musi jeszcze liczyć się z opinją i przystosowywać się do dobroci wytworów cechowych — wtenczas dopiero gdy wszechwładnie zapanuje rynkiem, pokaże co może i zacznie tyranizować spożywców, nie mających nic innego do wyboru jak produkty pofałszowane kupować. Interes wyzysku, ilościowego zwiększania nadwartości, przeważa zawsze wszystkie inne względy. Stąd — maksimum dnia roboczego. Robotnicy przychodzą ze świtem — jedna tylko przerwa godzinna na obiad. Latem — od świtu do 6 wieczór (14 godzin) — zimą od 7 rano do 10 wieczór (15 godzin).
Przy najmie robotnik przysięga, że zachowa sekret fabrykacji, że będzie zachowywać się przyzwoicie, chodzić na mszę, wracać do domu przed 10 wieczorem. — Charakterystyczne jest — opiekowanie się burżuazji nad religją proletarjatu — idzie tu o utrzymanie przymusu moralnego nad pracującym — etyki poddańczej, którą kapitał potrzebuje jeszcze, podobnie jak praw przymusowych — etyki tak świetnie rozwiniętej w katolicyzmie (wogóle chrześcijaństwie). Religja chrześcijańska w stosunkach życiowych, to przedewszystkiem pokora, posłuszeństwo uległość zwierzchnikom. Burżuazja wiedziała o tem — a czyż jej więcej trzeba było? I chociaż sama bawić się już zaczynała w liberalizm, drwiąc z kościoła, i publikując skandale rozpusty księżowskiej — mimo to uczyła proletarjat religijności — kazała mu modlić się przed pracą, chodzić na mszę, zabrania wszelkich drwin z religji itp. — Również z obawą patrzy burżuazja na wszczynający się ruch — zaraza idzie od czeladników, obawa by nie zbierali się by nie gadali, nie myśleli wspólnie — stąd nakaz by przed 10 godziną byli w domu. Tradycję poddaństwa zastaje tu jeszcze proletarjusz dziś wolny — ma nad sobą rozciągniętą władzę patronów i poza rękodzielnią. Jest to także cecha rękodzielniczego okresu: Władza patronów nad najemnikami nie ogranicza się do pracy — rozciąga się poza warsztat i poza produkcję — nakazy modlitw, chodzenie do kościoła, przebywania w domu itp. — Jest to pozostałość ze stosunków feodalnych pracujących do pana — naturalna cecha feodalnego ustroju — której cząstkę przyswaja sobie burżuazja — by utrzymać korzystny dla siebie psychizm duszy poddańczej, by mieć nad proletarjatem pewną moralną władzę i z tej strony wytworzyć przymus.
Burżuazja zabezpiecza się jak może, ze wszystkich stron, by tylko móc zawładnąć całkowicie tym zapasem siły roboczej, jaki przedstawia jej rynek, a raczej, jaka została wyswobodzona bez oderwanie jej od narzędzi pracy, od własności.
Kolonje — zdobyte jakby dla kapitału — były wyłącznie jego posiadaniem. Żaden cech nie mógł tam wytworzyć się — za to wielkie plantacje kapitalistyczne bawełny, kawy, kakao, tytoniu itp. rozszerzały się z kolosalną szybkością. Produkcja kapitalistyczna kolonjalna dostarczała głównie surowy materjał europejskim manufakturom. Podstawą jej była praca niewolnicza. Niewolnictwo nowożytne kapitału przeszło w okrucieństwach swych i wyzysku wszystko co kiedykolwiek widział świat niewolniczy Rzymu lub barbarzyńców Azji i Afryki. W kolonjach wytworzyło się specjalne społeczeństwo — kapitalizm niewolniczy — awanturnicze elementy burżuazyjne wyprawiały orgje wyzysku nad tuziemcami. Na czele tego stał kościół — nowy zakon Jezuitów, który był wyrazem nowego postępu, nowej zmiany jaka zaszła w katolicyzmie pod wpływem zmian społecznych. Kolonjalne społeczeństwo — ma tylko jedną religję — łączącą wszystkich: religję złota, katechizm kapitału — jednego Boga — kapitał. Etyka jego niema żadnych obsłon — jest bezczelną, bez żadnej maski. Burżuazja świecka i duchowna, katolicka, protestancka, czy żydowska jednakowo wyznaje swą wiarę. Wyzysk podniesiono tu do apoteozy. Uczyniono bohaterów z tych co najlepiej umieli prowadzić swe czarne rzesze robocze, zakute w kajdany — misjonarze co największe posiedli plantacje i najdzielniej umieli poskramiać bunty uciśnionych, doszli niemal do świętości. Te typy idealne, ci nowi rycerze, przenoszą się do Europy — burżuazja otacza je aureolą wielkości — wszyscy wielbią i zazdroszczą. Bohaterzy kolonjalni — uzbrojeni kapitaliści i księża, pławiący się w krwi plemion barbarzyńskich — handlarze i właściciele niewolników, ci rycerze z pistoletem i krzyżem w ręku plantujący na dziewiczych obszarach bawełny i trzciny cukrowej wypierają coraz bardziej dawne ideały rycerzy feodalnych i ascetów.
Kolonje wywierają potężny wpływ na przewrót umysłowy i moralny społeczeństw feodalnych. — Od tej epoki niewolniczego kapitalizmu zaczyna się ewolucja nowego świata. Świat ten należał tylko do kapitału — jest to jego ziemia obiecana.
Rozwijająca się pod formą tych trzech typów (kolonjalnej — niewolniczej, rolnej — pańszczyźnianej, manufakturalnej — najmickiej) produkcja kapitalistyczna — w przeciwstawieniu do feodalnej przedstawia nowe cechy społeczne:
jest rzeczywiście towarową — robotnik produkuje na sprzedaż dla sprzedaży
zasadza się na pracy zbiorowej na zbiorowisku prac cząstkowych
jest społeczną — gdyż opiera się na wielkim społecznym i rękodzielniczym podziale pracy — przez co produkty stają się wytworem społecznej pracy, nie mogącym nigdy nazwać imienia swego wytwórcy
jest wielką produkcją — wymaga znacznego skupienia narzędzi pracy i siły roboczej (według wymagań techniki stwarzającej nową nadwartość n (k))
jest produkcją wolną — nie znosi żadnych reglamentacji, przepisów, kadrów, ciężarów
w technice swej dąży głównie do taniości produktów.
Te są społeczne cechy nowej produkcji — wynikające z samej natury kapitału i dlatego nieodłączne od niej we wszystkich fazach, przez które przechodzi.
W okresie przejściowym produkcja kapitalistyczna ma swe cechy przejściowe — wywołane tymi warunkami śród których zaczyna rozwijać się — jest to przedewszystkiem posługiwanie się pracą przymusową i potrzeba prawnej opieki, prawnej pomocy dla wyzysku — co nadaje burżuazji tego okresu w jej stosunku do proletarjatu specjalny charakter.
Nowa produkcja odmienia także rynek.
Dotychczasowa dostarczając małe, ograniczone prawami cechowemi i wielkością przedsiębiorstw, ilości towarów znajdowała go aż nadto obszernym — każdy producent zresztą wytwarzał. Tak samo, ten sam dawał towar — każdy miał na rynku swój zbyt nie włażąc w drogę innemu. Szczególnie gdy rynek rozszerzał się ciągle — a produkcja zwiększać się mogła tylko bardzo mało, będąc zamkniętą w ramach starej techniki. — Teraz kapitał dostarcza na rynek ciągle większe masy towarów i coraz tańsze; większy dostarcza większe ilości i przytem tańsze produkty od mniejszego kapitału; wobec płodów produkcji feodalnej, kapitał ma na rynku stanowczą przewagę. Pojawia się przeto nowe zjawisko rynkowe. Tańsze produkty, wszędzie dostępne dla spożywców (jako dostarczane w wielkich ilościach) przyciągają do siebie zaraz większą ich liczbę — odciągają od wytworów feodalnych lub małych kapitałów — jako droższych, rzadszych. Powstaje więc konkurencja rynkowa — rynek ze spokojnego miejsca wymiany — przeistacza się na pole walki, gdzie masa drobnych majstrów, gospodarstw szlacheckich i chłopskich ginie, rujnuje się, bankrutuje. Zjawisko to z początku słabe — rozwijać się będzie wraz z rozwojem produkcji kapitalistycznej.
Nowe wzory produkcji — dające burżuazji kolosalne zyski, nie znane dotąd producentom, cudowne mnożenie się złota jakie odbywa się w ich wnętrzu — wzrost bogactw samorodny bez użycia siły pięści (chyba na karku proletarjusza) — budzi powszechną zazdrość, chęć naśladownictwa, wzmaga żądze zysków w producentach starego typu, jest biczem co popędza jeszcze ich apetyt pieniężny. Dochody kapitalistów nie dają spać spokojnie majstrom i feodałom. Feodałowie mogą przynajmniej naśladować burżuazję, wejść w jej szeregi, majstrowie — nie. Jedni i drudzy zresztą nie zdolni są do prowadzenia nowej produkcji — brak im odpowiednich zapasów złota. Cała przeto namiętność, jaka rozwija się pod wpływem sąsiedztwa tych nowych kopalń pieniędzy — rozwój jeszcze większy ich apetytu pieniężnego — wyładować się musi w ucisku poddanych i czeladników.
Rozpatrzmy tę ostatnią fazę apetytu pieniężnego zamierających klas — feodałów i majstrów.

VI. Dalszy wzrost pieniężnego apetytu feodałów i majstrów. Ich bankrutowanie społeczne.

Apetyt pieniężny feodałów i majstrów, których początkowy rozwój widzieliśmy, jak odbywał się pod wpływem zaniku gospodarki naturalnej i rozszerzaniu się rynku przez krucjaty (wzrost stopy życiowej) — otrzymuje nowy silny bodziec — odkrycia handlowe 15 i 16 wieku, niepomierny wzrost rynku i handlu jaki skutkiem tego powstaje — zwiększa ogromnie te wszystkie czynniki jakie wywoływały poprzednio rozwój tego apetytu. Wraz z wzbogaceniem się rynku wzrastają potrzeby, rozwijają się zbytki dworów feodalnych i domów mieszczańskich — udoskonalona technika handlowa uprzystępnia jeszcze bardziej nabywanie wszelkich towarów — przyczem i zbyt zostaje zwiększony.[94].
Jest to tylko dalszy rozwój tych samych procesów jakie zjawiły się wskutek krucjat (w znacznej części) w XIII wieku. Tak samo więc — muszą one wywoływać te same skutki — i współzależnie od własnego rozwoju — rozwijać procesy społeczne — będące ich wynikiem — a bezpośrednim wynikiem tej klasowej namiętności pieniężnej jaka rozwija się wraz z rozwojem potrzeb życiowych i rozwojem zbytków.
Rozwój produkcji kapitalistycznej, bogactwa ogromne burżuazji, ich dochody nieznanych dotąd rozmiarów — samorodne mnożenie się złota — wszystko to przyczynia się jeszcze bardziej do spotęgowania pieniężnego apetytu feodałów i majstrów — rozwija zazdrość, budzi chęć dorównania. Ci co nie mogą lub nie umieją przeistoczyć bogactwa swego w kapitał, mimo to, usiłują nadać mu własności kapitału, a nie mając innych środków — używają dawnych — przemocy, zdzierstwa, ucisku. Burżuazja złotem swem, którego brzęk daje się już słyszeć wszędzie, rozdrażnia ciągle namiętność innych klas, zaostrza jeszcze bardziej ich apetyt pieniężny i tak wzrastający kolosalnie pod wpływem zbytków rynkowych.
Oprócz tego apetytu pieniężnego starego typu, który przeraża, apetytu do zjadania, gdzie pieniądz czasowo gości tylko w kieszeni jako znak wymienny, środek nabycia rzeczy mających być spożytemi, — zjawia się teraz, w słabszym stopniu, i inny — nowego typu — apetyt pieniężny dla pieniędzy — naśladownictwo burżuazji, dążność by dorównać jej zapasami złota i móc tym sposobem wejść w jej szeregi, stawać się właścicielami tych nowych złotodajnych przedsiębiorstw. — Wielu feodałów przeobraża się w kapitalistów — gospodarstwa swoje przeobrażają według nowych wzorów — w tych wypadkach — apetyt ich pieniężny, wychodzi poza granice normalnego — jakim jest zawsze apetyt starego typu — i staje się „wilczym“. — W znacznej części jednak szlachta nie zdolna jest do kapitalistycznej produkcji — i wydusza coraz większe nadwartości dla przejadania. — Wśród majstrów — zjawia także dążność do zbierania zapasów pieniężnych, stać się właścicielem wielkiej manufaktury jest ich marzeniem. W ramach cechowych męczą się by dojść do tego — apetyt ich staje się nowego typu jest „wilczym“ — złoto zbiera się dla złota — a im w mniejszych przybywa cząstkach — im powolniej nagromadza się — tem bardziej apetyt ów potęguje się. Nie chodzi tu już o zwiększenie stopy życiowej, o zaspokojenie swych zbytkownych potrzeb — lecz o dostanie się do świątyni kapitału, o zgromadzenie wyzyskiem i oszczędnością takiej ilości pieniędzy, która otwiera jej podwoje. Nowy ten typ rozszerza się wśród majstrów — gdy produkcja kapitalistyczna — dosięga znacznego stopnia wzrostu.
Tak więc, w okresie tym, pojawia się wśród feodałów, a szczególniej wśród majstrów — nowy typ apetytu pieniężnego — apetyt wilczy wywołany pojawieniem się kapitału, wywołany rozbudzoną namiętnością do zbierania złota by móc wejść do świątyni nowego bóstwa i zbierać jego hojne dary.
U feodałów jest on apetytem kapitalistów — zjawia się wraz z przemianą gospodarstwa na nowy wzór produkcji. U majstrów — jest apetytem ludzi marzących tylko — i nie mogących dojść do swego ideału. Składają oni latami całemi wyduszone z pracy czeladników i uczni grosze — zanim jednak dojdą do pożądanej sumy — kapitał rujnuje go konkurencją. Klasa majstrów skazana jest na wydziedziczenie — mimo tego — z mieszczańską wytrwałością stara się wzbogacić. Niedługo już — a stracą oni czeladników i sami zostaną w swym warsztacie — przetworzą się w typ robotnika-właściciela, w rzemieślników samodzielnych, wytwarzających własną tylko pracą na własnym warsztacie — aż póki maszyna nie wyrzuci ich stamtąd i nie zaciągnie w szeregi proletarjatu.
Pod wpływem rozwoju tej żądzy złota starego i nowego typu — dokonowują się dalej — z przyśpieszoną energją też same procesy społeczne jakie rozpoczęły się w okresie feodalizmu pieniężnego — na wsi — zwiększanie i spieniężanie czynszów, spieniężanie różnych powinności feodalnych, wyzysk monopolów pańskich (mostów, dróg, młynów, pras, piekarń, targów) oraz wielka grabież ziemi chłopskiej. Wiek XVI jest przedewszystkiem wiekiem tej grabieży. Wszystkie dobra feodalne wytwarzają gospodarstwa pańskie — wielkie, pańszczyźniane. Pochłaniają one nie tylko masę zagonów czynszowniczych, lecz i ziemie gminne. Mnóstwo wsi, osad zostają zburzonych — chłopstwo uwolnione i przepędzone. Feodałowie współzawodniczą pod tym względem z burżuazją.
Wielkie gospodarstwa pańskie, powstając na gruzach dawnych osad czynszowniczych, szczególniej gdy prowadzone są według kapitalistycznych wzorów, wymagają znacznej pracy — ciężar pańszczyzn spada na pozostałych poddanych — staje się nieznośnym — do tego stopnia że nieraz pan musi używać na swoich chłopów siły zbrojnej by ich nagiąć do wszystkich wymagań pańszczyźnianych.
Moulé przytacza fakt, że w 17 w., jak pan de Saints Blaise zmuszony jest trzy wsie swoje zająć przez kirasjerów dowodzonych przez swych synów, by utrzymać chłopów w karbach nowych powinności. Rabeau oburza się, że wielu panów sami posyłali żandarmów do pilnowania robót.
Dla zwiększenia czynszu wynajdują najrozmaitsze wzory — stwarzają dziwaczne różne opłaty nowe. Szczególnie gdy wskutek napływu złota i srebra cena produktów podnosi się i chłop więcej dostaje na rynku. Feodał dobiera sposobów żeby go z tych pieniędzy obedrzeć. Biskup w Troyes chce skończyć swoje galerje ogrodowe (1411 r.) w swym zamku Aix — ustanawia nowy podatek. Gdy chłopi opierają się, pakują ich do więzienia. (Arch, de l‘Aube). W Owernji 1660 r., markiz de Canillac — tworzy w swych dobrach — daninę panu, daninę pani, daninę dzieci. Do zbierania tych dziwacznych nowych podatków miał 12 urzędników (Memoires de Fléchier).
Namiętność złota ogarnia i duchowieństwo. Feodałowie duchowni współzawodniczą w wyzysku ze świeckiemi i burżuazją — kościoły prowadzą wielki handel cudami i świętościami — klasztory obdzierają pielgrzymów zwabianych relikwjami — papiestwo nie zaspokojone ani świętopietrzem — ani tłumami pielgrzymów, handlem odpustów itp. wymyśla czyściec, od którego za złoto może zwalniać dusze. Nawet zwyczajni proboszcze nie chcą już udzielać spowiedzi wielkanocnej bez opłaty, nie wyłączając najuboższych.
Również silnie żądza ta trawi majstrów. Te procesy co zaczęły się rozwijać, z niej w okresie feodalizmu pieniężnego (13 w.) dochodzą do swego maksimum. Wyzysk czeladników i uczni, zagradzanie drogi do majsterstwa i wynikające stąd społeczne zjawiska.
Walka o płace robocze rozwija się na dobre — popierani czeladnicy dzięki organizacjom swym stają się coraz bardziej zdolni do oporu — majstrowie na wzór burżuazji szukają pomocy w rządzie — potrzebują praw, któreby zabezpieczały wyzysk pracy. W Anglji udaje się im za Jerzego II skłonić parlament do przyjęcia aktu, zakazującego czeladnikom krawieckim z Londynu i jego okolic pobierania dziennej płacy ponad 2 sz. 7½ pens, z wyjątkiem wypadków powszechnej żałoby. (Marx). Za Jerzego III rząd upoważnił sędziów pokoju do regulowania wzrostu kosztów jedwabiu. Formy określającą maximum płacy przetrwają do 1813 r.
Walkę z czeladnikami, zdobywania praw zabezpieczających wyzysk ich pracy, praw płacy maksymalnej — akcję tą przeprowadza majsterstwo wspólnie z burżuazją — jest to jedyny punkt na którym dwie te wrogie klasy łączą się ze sobą by zwalczyć trzeciego — wspólnego wroga — proletarjat. Zjawisko to powtarzać się będzie nieraz potem w stosunkach wielkiej burżuazji i drobnomieszczaństwa.
Majsterstwo czeladnika staje się już teraz zupełną utopją — sam meisterstück kosztuje 3 lub 4.000 liwrów. — Wszystkie cechy zabezpieczają się w wytwarzaniu dziedzicznego monopolu[95].
Przedłużanie dnia roboczego w ogóle — jest powszechną dążnością tego okresu — feodałów, majstrów i burżuazji. Okres ten jest okresem grabieży własności, tak samo jest okresem grabieży odpoczynku. W XV w. rękawicznicy np. mają obowiązkowy dzień roboczy od 5-tej rano do 10-tej wieczorem. (Monteil — Hist. de l‘industrie franc.). Ze wszystkich stron wydzierają pracującym swobodne chwile życia. Straszna klęska bibljna za grzech pierworodny, przejawia coraz bardziej swą siłę — jakby drwiąc z wysiłków genjuszu ludzkiego, który w tym samym czasie całym szeregiem wynalazków zamierza ją unicestwić.
Kościół sam dopomaga do tego — liczba dni świątecznych zmniejsza się znacznie — w manufakturach pracują przy sztucznem świetle, rzecz nieznana dotąd, jakby gwałcąca naturę — w majsterskich warsztatach i gospodarstwach pańskich nie darują ani jednej godziny dnia.
Klasa feodałów im więcej posiada tem z biegiem czasu mniej ma. Wielcy panowie stają się kapitalistami — lecz takie przechodzenie do burżuazji jest sprawą osobników.
Klasa jako klasa — ze swym typem gospodarczym ze swą władzą polityczną, ze swym typem moralnym — skazaną jest na zagładę.
Nowa produkcja — konkurencja kapitałów na rynku — zabija ją finansowo. Stare przyzwyczajenie do posiadania wszystkiego, wzrost zbytków — zadłuża jej dobra. Z długów tych co zaciągnęła u burżuazji — tej samej, która prześladuje ją na rynku — nie może wybrnąć, długi rosną, gospodarstwo staje się teraz trudniejszem — musi sprzedawać swe dobra, lub zostaje licytowaną. Odzieranie chłopa nie może jej wybawić — gdyż to co zedrze to przeje. Burżuazja wypiera ją z ziemi. Najwięcej bankrutuje rycerstwo. Ginie ono zupełnie jeszcze w XVIII wieku. Wielcy panowie skupiają się na dworach — w majątkach rządzą pełnomocnicy.
Średnia szlachta jeżeli trzyma się jeszcze ziemi — przedstawia widok dziwnej nędzy, okrytej przywilejami, tytułem, dworem starożytnym — władzą wyzyskiwania choćby 2, 3 chłopów, obdzieranych tak jak może tylko obdzierać szlachcic zbankrutowany. We Francji są jeszcze w XVIII wieku całe prowincje tej znędzniałej szlachty. Cambry opisuje tak dobytek bretońskiego szlachcica: stary fotel, stara wieżyca, mała kapliczka, kilka talerzy fajansowych i porcelanowych nadbitych, stare ubranie od parady ze złoconemi pętlami, stara szpada bez rękojeści, umieszczona na kominku obok skałkówki — oto całe świetne gospodarstwo szlachcica bretońskiego, który wierzy tylko w szlachtę bretońską“. Są to ofiary kapitału — rozpaczliwie trzymają się swej ziemi, czując że z nią i sami zginą — żyją jak chłopi prawie, żeby tylko zachować stanowisko godne szlachcica. W tej kategorji zachowuje się stary typ moralny — ci mniej nawet wyzyskują, tradycja utrzymuje w tych dworach ubogich stosunek dawny, patryarchalny.
Inna kategorja szlachty — bankrutuje wesoło, czas zabija polowaniem, kartami, przy winie zapomina o długach — zlicytowana wali się na bruk miejski — zdolna do najpodlejszych usług płatnych — lub zapełnia miejsca w biurokracji, szuka szczęścia w armji, rzuca się w awantury kolonjalne i pełni rolę różnych posługaczy kapitalistów.
Inna kategorja bankrutujących w zbytkach dworów panujących — trzymających się przez całe życie przedpokojów królewskich — spodlona służebnością i prowadzeniem intryg.
W taki czy inny sposób, klasa feodałów wyrzucona z ziemi przez kapitał — traci swą podstawę społeczną, jest do niczego. Feodał nie umiał sobie dać rady w nowych warunkach gospodarczych, nie umiał przystosować się do nowych wzorów produkcji, nie miał pieniędzy, ani sprytu do tego. Teraz wyrzucony z ziemi, pcha się na dwór lub do armji — stara się zdobyć od państwa pensję odpowiednią swym tytułom. Dwór francuski podtrzymuje ich miljonami, zdartemi z ludu — dopóki sam nie runie. Inne są przezorniejsze. Lecz na dworach jest on lichym intrygantem, błaznem, czy ministrem — znaczenie społeczne, ekonomiczna potrzeba istnienia ich przepada. Bez ziemi — jest takim jak każdy. Lecz nawet siedząc w swych dobrach — jest już tylko pasorzytem społecznym, tylko wyzyskiwaczem i niczem innem być niemoże. Jego opieka nikomu już nie potrzebna, mury jego dworu zostały rozwalone — utrzymanie spokoju publicznego, opieka nad mieszkańcami przeszła do żandarma i policjanta. Prowadzenie spraw cywilnych, administracja kraju — przeszła do całej falangi biurokratycznej — zachowanie i przestrzeganie praw, karanie przestępstw, sądzenie sporów — należy również do państwowych sądów prokuratorskich i t. d.
Feodał jest do niczego. Poddani go nie potrzebują — podatkami opłacają tych urzędników co administrują i utrzymują spokój — sami odbywają służbę wojskową. Wszystkie te prawa, cała ta opieka jaką feodał dawał dawniej chłopom przeszła teraz do państwa, które każe sobie za nie drogo płacić podatkami. Dla feodałów niema już żadnej roli w społeczeństwie. Jeżeli nie przeobraża się w burżua, preletarjusza, biurokratę lub oficera wiedzie zamknięty, bezczynny żywot w swym dworze, żywot pasorzyta co siedzi na karku chłopów, ciągnie z nich nadwartości, które przetrawia we własnym żołądku.
Taka klasa utrzymać się już nie może, prędzej czy później musi zginąć — szczególniej, że onato właśnie jest uprzywilejowaną, rządzącą i jako taka gnębi nowe siły, nowe klasy, domagające się władzy, przywilejami bez podstaw stawia zawady na drodze rozwojowej młodego olbrzyma, który przez to samo musiał ją wyzwać do walki i obalić jednem dmuchnięciem, jak stare, świecące próchno.

VII. Rozwój absolutyzmu i centralizacji politycznej.

Wiek XV jest wiekiem rozpoczęcia rozwoju absolutyzmu królewskiego i centralizacji politycznej we wszystkich krajach Europy.
We Francji rozpoczyna się ona z dynastją Walezjuszów i wojen angielskich. Ostatnie zestawienie jakie daje historja — dwóch typów panujących — feodalny Karol Zuchwały — nowy Ludwik XI — siła brutalna pierwszego — dyplomacja drugiego. W Niemczech w XV wieku otrzymuje stanowczą przewagę dom austrjacki i zakłada cesarstwo dziedziczne. Tak samo w Hiszpanji, Anglji, Włoszech.
Co jest przyczyną tego nowego procesu, który ma doprowadzić do nowego typu politycznego ustroju? Z czego się on wytwarza w tym okresie?
Procesu tego wymaga kapitał i przygotowujący się dlań rynek. Rozwijający się od XII wieku handel coraz bardzie odczuwa niedogodności feodalnej demokracji politycznej — coraz więcej potrzebuje absolutyzmu, silnej władzy królewskiej. Decentralizacja feodalna obciąża go swemi cłami granicznemi tysiące państewek, swymi niezliczonymi systemami monet, wag, miar — które każdy baron ustanawiał samowładnie w swych dobrach. Decentralizacja feodalna uniemożliwiła rozwój techniki komunikacyjnej wewnątrz kraju; częstością swoich wojen prywatnych tyranizowała kupiectwo, zatrzymywała ruch wymienny; nie była zdolną oczyścić drogi z band rozbójniczych ani utrwalić spokój wewnątrz kraju.
Im bardziej rozwijał się handel, im bardziej stawał się światowym — tem więcej zwiększały się te niedogodności i pojawiały się nowe.
Na światowym rynku kupiec potrzebował powagi swego kraju, szerokich pleców państwa potężnego; handel potrzebował armji i floty zbrojnej dla zdobywania kolonji: dla osiągnięcia przewagi konkurencyjnej, kupiectwo danego kraju potrzebowało opieki silnego państwa, potrzebowało sławy potężnego narodu, kraju, którego płody wystawiało.
Tego wszystkiego nie mógł dać kraj feodalny — luźne skupienie mnóstwa samowładnych państewek, kraj bez armji stałej, bez administracji państwowej jednolitej, — król z władzą feodała w swych dobrach i powagą suwerena nad wasalami, potężniejszymi nieraz od siebie.
A jednak handel był już potrzebą społeczną, ruch wymienny był już podstawą gospodarstw, życia prywatnego. Interesy jego miały przeto znaczenie nietylko dla samego kupiectwa — rozwój jego, bogactwo rynku wewnętrznego obchodziło wszystkich.
Transformacja polityczna staje się tem konieczniejszą, im bardziej zbliża się chwila narodzin kapitału. Rozwój ruchu wymiennego przygotowuje dlań grunt społeczny — wytwarza warunki, dzięki którym ze stanu potencjalnego, z ukrycia w mózgach ludzkich, będzie mógł przejść w stan realny, wyjść na widownię społeczną jako namacalny fakt, sama rzeczywistość, będzie mógł, dotąd duch, genjusz, pojęcie („Słowo“ teologów) ucieleśnić się we wzorach nowej produkcji, w manufakturach, fermach kapitalistycznych, plantacjach kolonjalnych. Handel odgrywa tu rolę jakby Jana Chrzciciela, który toruje drogę dla Mesjasza. Handel przygotowuje dla kapitału rynek światowy, przygotowuje kupieckie zapasy złota, przygotowuje wzrost zapotrzebowań społecznych — trzy warunki, zjawiska, bez których kapitał nie mógłby stać się rzeczywistością żyjącą, dałem.
Potrzeby handlu są więc jednocześnie potrzebami kapitału drzemiącego w ludzkich umysłach. Gdy wreszcie pojawia się, decentralizacja feodalna jest dlań najgorszem środowiskiem, interesy jego powołują do życia mnóstwo sił — w celu rozwinięcia, wzmocnienia absolutyzmu. Kapitał potrzebuje bowiem nietylko spokoju wewnętrznego, jednolitości administracyjnej, rozwoju komunikacji — on potrzebuje ciągle armji silnej, pod osłoną której mógłby rozszerzać swe panowanie, zarówno w kolonjach nowego świata jak i na rynkach różnych cywilizowanych krajów. Z pojawieniem się jego rynek staje się polem walki, walczą na nim producenci — walczą także kraje, państwa. Kapitały tam gdzie się z sobą stykają — muszą walczyć — o plac, o miejsce, im dalej tem ciaśniej — tem zażartsza walka. Kapitały jednego kraju mogą zamykać swój rynek wewnętrzny dla obcych drzwi te trzeba wywalać siłą wojska. Francuskie, angielskie, portugalskie, holenderskie, drą się o zdobycze w kolonjach — armja może tylko dać przewagę. Jednem słowem — silne państwo jest konieczne dla kapitału.
Słusznie zauważa Kautsky (Th. Moore), że kupiec był pierwszym „patrjotą“ narodowym, a zawsze największym szowinistą. Burżua jest nim tembardziej — potęga państwa „narodowego“ jest jego ideałem politycznym, od samego początku — przez siłę państwa bowiem tylko może dusić proletarjat, trzymać go w karbach i bronić praw swych na zagranicznych rynkach.
Jest to zasadnicza współzależność jaka istnieje między rozwojem handlu, powstaniem kapitału i transformacją polityczną. Gdy państwo absolutne ustali się, kapitał, oprócz powyższych, będzie zeń mieć drugorzędne korzyści — państwo da mu nowy rynek swój własny — armję i dwór z całą masą swych satelitów naśladowniczych — dworów pańskich.
Zobaczymy teraz konkretne łączniki, warunki, tych dwóch zjawisk, zbadajmy realną nić faktów dziejowych która interesy handlu i kapitału zaspokoiła przez polityczną transformację.
Rozwijający coraz bardziej od XII w. ruch wymienny przygotowuje w feodalnem społeczeństwie grunt realny, społeczny dla politycznej centralizacji — przez rozwój środków komunikacyjnych kraju, niszczenie gospodarki naturalnej — znaczy odrębność zamkniętych gmin, przez zbliżenie do siebie prowincji, wytworzenie stosunków między niemi, przez wytworzenie procesu powolnego wyrabiania się jednolitości narodowej, w obyczajach, języku, potrzebach życiowych itp.
Rząd absolutny nie mógł by się utrzymać nigdy nad konglomeratem zamkniętych w sobie gmin czynszowniczych z panującymi zamkami; były to jednostki społeczne tak doskonale sobie wystarczające — że żadna zewnętrzna władza nie mogłaby znaleść gruntu dla siebie, ani oprzeć się na nikim. Gdy te feodalne jednostki przeważyły w społeczeństwie runęła centralizacja Rzymu, runęło jego sztuczne naśladownictwo 9 wieku — cesarstwo Karola W. — a setki prób i wysiłków ze strony jego następców i kościoła by odnowić cezaryzm, rozbijały się o ten grunt wrogi lub pojawiały się chwilowo jako realność zbudowana na piasku ruchomym.
Trzeba było wieków — by rosnący stopniowo ruch wymienny, zwiększając wzrost potrzeb rozwój stopy życiowej, pchnięty silnie naprzód krucjatami XII wieku (zjawiskiem przeważnie moralnej natury — ruch krzyżowy — ruchem psychicznym) rozsadził w końcu te zasklepione gniazdo gospodarcze, rozwalił mury dzielące gminę od gminy, powyprowadzał ludzi z zaścianków, kazał im szukać na rynku potrzebnych rzeczy, zbliżył miasta do wsi i zamków, prowincje do prowincji, ludzi do ludzi. Był to okres feodalizmu pieniężnego — okres przedśmiertny.
Dalszy rozwój handlu i potrzeb ludzkich, pchnięty wielkiemi odkryciami XV wieku, postępy jakie poczynił ruch wymienny przez te dwa stulecia XIII i XIV, bogacąc rynki wewnętrzne, rozwijając zbytki, podnosząc powszechną stopę wymagań życiowych, czyniąc towar niezbędnym po najdalszych zakątkach, ta cała przemiana jaka pod wpływem rozwoju handlu zachodzi w społeczeństwie wyłania znowu z siebie szereg koniecznych skutków swego istnienia. Im bardziej towar staje się potrzebą ludzi — tem więcej musi rozwijać się komunikacja, ulepszają się drogi, mosty — powstają wygodne szosy i mosty trwałe — komunikacja — a przez to i handel — jak widzieliśmy wyzwala się z pod panowania natury. Wraz z ulepszeniem i rozwojem komunikacji — rozwijają się stosunki między gminami, miastami, prowincjami. Społeczeństwo potrzebujące towaru dbać musi o możliwość komunikacji z rynkami. Ludzie poczynają poznawać się wzajemnie, prowincje udzielają sobie nawzajem wyrazów, podań, legend, zwyczajów, gustów w strojach, urządzeniach domowych itd. — jednem słowem — wraz z rozwojem ruchu wymiennego i ułatwieniu komunikacji — rozwija się także ruch wymienny umysłowy — wymiana, (wzajemne przenoszenie, zarażanie się psychiczne) wyrazów, przysłów, legend, pojęć, upodobań, gustów, mody, trybu życiowego.
Ten proces ruchu wymiennego umysłowego, jaki zaczyna się rozwijać pod wpływem handlu, jest procesem wytwarzania się jednolitości narodowej, zacieranie się różnic zaściankowych, prowincjonalnych, powstawanie narodu. Upadek gospodarki naturalnej — rozwój towarowej czyni stosunki między prowincjami niezbędnemi, zaprowadza między niemi podział pracy, wyspecjalizowuje produkcje przystosowane najlepiej do warunków naturalnych i społecznych danej prowincji. Teraz południe już tylko uprawia wino głównie, później tytoń itp., północ — zboże, wełny, skóry, futra itp. Lecz proces ten wytwarzania się jednolitości narodowej — nabiera rzeczywistej siły wtedy dopiero, gdy powstaje ruchoma ludność, gdy ludzie zostają wyrzucani z swych odwiecznych siedlisk, gdy powstaje proletarjat.
Możemy powiedzieć, że dopiero proletarjat wytworzył narodowość. Ruch wymienny, rozbiwszy skorupy gminne umożliwił tylko ten proces, kupiectwo rozwijało go powoli i słabo — dopiero grabież ziem chłopskich i wydzielanie się czeladników z cechu, wytwarzając ruchome mury ludzkie, rozpraszając całe wsie po różnych prowincjach, mieszając z sobą ludność, rozwija wielki proces wymiany wyrazów, tradycji, legend, pojęć, zwyczajów — przyśpiesza ogromnie wytwarzanie się jednolitości narodowej.
Tym sposobem przygotowuje się grunt społeczny dla politycznej centralizacji. Teraz — gdy skutkiem rozwoju handlu, gminy potrzebują się wzajemnie, gdy wzajemnie rozumieją się, gdy różne prowincje przybrały pewien jednolity charakter, pewną wspólność mowy i zwyczajów — teraz gdy towar stał się potrzebą ogólną, a interesy handlu stały się przez to interesami społecznemi — teraz może powstać ogólno-krajowa administracja, a absolutyzm i centralizacja polityczna może się stać interesem społecznym — i znaleść w społeczeństwie grunt dla siebie, siły do wspierania.
Tak więc handel przygotowuje dla centralizacji politycznej — przez to i dla absolutyzmu — grunt techniczny (rozwój komunikacji krajowej, rozwalenie skorup gminnych, wytworzenie jednolitości narodowej) przez co umożliwia stworzenie jednolitej administracji krajowej, zaprowadzenie jednego prawodawstwa i jednej policji.
Oprócz tego przygotowuje także grunt moralny czyniąc z interesów handlu — interes społeczny, mieszając i zespalając prowincje w jeden naród zdolny do wytworzenia państwa, czyniąc centralizację polityczną żywotnym interesem i pożądaniem, dążnością świadomą wszystkich klas.
Gdzie była realna siła która wytworzyła absolutyzm i centralizację?
Przedewszystkiem — dążność do tego przedstawiał zawsze każdy dwór królewski lub książęcy — dwory od czasów upadku cesarstwa Rzymskiego stoczyły całe szeregi nieudanych walk z feodałami o zdobycie nad nimi przewagi, władzy absolutnej o zcentralizowanie pod swą władzą całego kraju lub nawet kilku krajów. Zaciętość tych walk wzmaga się po Karolu W., który cesarstwem swem podźwignął znowu nadzieje absolutyzmu. Walki te wypełniają historję 9 i 10 wieku. Przy absolutyzmie stoi zawsze kościół. Dopóki jednak trwała naturalna gospodarka gmin feodalnych — dwory królewskie ponosiły ustawiczne klęski — absolutyzm utrzymać się nie mógł — feodałowie redukowali ciągle stanowisko króla do stanowiska swego tytularnego suzerena, zresztą feodała jak i oni, często nawet mniej potężnego od nowych wasalów.
Początkowo polityka dworu zasadza się głównie na powiększaniu swej siły materjalnej — przez przyłączanie nowych lennictw i miast do korony — co daje im w końcu przewagę finansową i militarną nad pojedyńczemi feodałami. Zdarza się, że lennictwa pozostają bez spadkobierców — wtedy przechodzą dla korony.
Dwór usiłuje korzystać z każdego spadku ażeby na mocy swego suzereństwa lub pewnych pokrewieństw — zagarnąć lennictwo. Często natrafia na silny opór ze strony feodałów — jak np. Filip August w 12 w. w podobnej sprawie musi walczyć z całą ligą nowych potężnych wasalów. Zdobywając Normandję — posiadłości króla angielskiego, zagarniając hrabstwo de Boulogne i Flandrję z jej miastami Gandawą, Liege, Lille, Douai — wzbudza on wielki niepokój wśród feodałów — rozszerzone tak królestwo jest dla nich zbyt niebezpieczne — rozpoczyna się więc cały szereg lig feodałów dla obalenia tej nowej potęgi dworu. (Początek 13 wieku). Dążenie dworu do absolutyzmu i centralizacji politycznej wszędzie zaczyna się od tego, żeby stać się najprzód najpotężniejszym feodałem, Królewskie wojny feodalnej epoki ten mają cel przeważnie.
Otóż ten dwór królewski jest ciągle trwającą, świadomą siłą w dążności społecznej do absolutyzmu — jest to centralny punkt do którego ciążyć będą wszystkie inne pomocnicze, zewnętrzne i te, które zasilać go mogą własnemi sokami. Gdy rujnuje się zawada społeczna, gdy handel przeobraża grunt społeczny — a towar staje się społeczną potrzebą — państwa feodalne zaczynają coraz bardziej ciążyć na społeczeństwie — niedogodności decentralizacji wzmagają się. Kupiectwo odczuwa je najsilniej — jako bezpośredni przedstawiciele handlu — ono też pierwsze pożąda świadomie absolutyzmu i prowadzi jego propagandę.
Decentralizacja feodalna gnębiąc handel — gnębiła przedewszystkiem kupiectwo.
Lecz gnębiła także i całe mieszczaństwo — interesy którego były tak ściśle zespojone z interesami rynku. Cechy które składały jego większość były dostarczycielami rynku; im bardziej rozwijała się dla nich możność rozszerzenia swego zbytu — przez upadek naturalnej gospodarki i wzrastające zbytki — tem silniej dawały się im odczuwać ciężary kupiectwa — które z konieczności odbijać się musiały na ich kieszeni.
Cechy i kupiectwo jest to główna ludność miast — ona to staje się najdawniej najpierwszą i najbardziej świadomą siłą klasową — na której mogą się oprzeć dążenia dworów do absolutyzmu i zcentralizowania politycznego. Miasta stają się dość wcześnie już (podczas feodalizmu i w rozkwicie swych walk z feodałami) naturalnym sprzymierzeńcem dworu królewskiego gotowym w każdej chwili poprzeć go w walce z feodałami — w dążnościach swych do absolutyzmu. Tylko, że o ile w okresie feodalnym — mieszczaństwo jako przedstawiciel rynkowych interesów znaczy bardzo mało i cała przewaga społeczna jest po stronie feodalnych zamków, które wyrażają i centralizują w sobie społeczne interesy: o ile w czasie feodalizmu miasta są tylko większemi, obronnemi gminami nad któremi góruje zamek feodała, trzymając je w poddaństwie — o tyle w miarę jak miasta zdobywają swobody i rosną: w okresie rozkładowym interesy społeczne z zamku pana przenoszą się na rynek miejski — i mieszczaństwo nabywa coraz więcej siły i znaczenia w społeczeństwie.[96].
Proces który rozwinął potęgę miast — rozwalił jednocześnie gminne mury — tak, że w okresie pieniężnym feodalizmu — dwór królewski ma już nie tylko potężnego sprzymierzeńca w swych politycznych aspiracjach — lecz i możliwość społeczną ich przeprowadzenia. Gdy w następstwie pojawia się burżuazja — absolutyzmowi przybywa nowa siła, pomocnicza — lecz pojawienie się jej zastaje absolutyzm i centralizację polityczną jako fakty już dokonane.
Obok miast najpotężniejszym i odwiecznym sprzymierzeńcem absolutyzmu jest kościół — a ściśle biorąc dwór rzymski — papiestwo i, że tak powiem — kościół idejowy — ideja namaszczonej władzy świeckiej — którą osiągający władzę chrystjanizm przeniósł z Rzymu cesarskiego do swej filozofji. W pismach doktorów kościoła ciągle spotyka się z obroną i z apoteozą absolutyzmu kościelnego lub władzy teokratycznej! Zresztą — papiestwo i kościół idejowy przedstawiały centralizację wszechświatową, jedyną organizację władzy — międzynarodową i centralizującą się w papieżu z władzą absolutną.
Tradycja, nauka kościoła, papiestwo — jest zawsze gruntem, na którym mogły oprzeć się polityczne aspiracje dworów.
Co się tyczy hierarchji kościelnej — złożonej z różnych stopni feodałów duchownych — to ci musieli zajmować zmienne stanowisko. Absolutyzm królewski obalał także ich zamki, rozpuszczał ich hufce, wyrywał im administrację, sądy i prawodawstwo — tak samo jak świeckim. Jako feodałowie nie mogli więc ci duchowni sprzyjać absolutyzmowi — jako przedstawiciele kościoła musieli apoteozować namaszczoną władzę, cezaryzm, papiestwo, rządy zcentralizowane — odpowiednie kościelnej organizacji. Zdarzało się także — że polityka ich własna nakazywała stawać przy dworze, by zdusić jakichś feodałów świeckich — akcja których, gnębiła zarówno biskupstwa jak i dwór. Wogóle jednak duchowieństwo wyższe jako feodałowie stali na stanowisku swej klasy — znaczy wrogo względem dworu — a przez to między niem a papiestwem była zasadnicza różnica w stanowisku politycznem, dysharmonja dążeń — wybuchająca często pod różnemi postaciami jako gwałtowne starcia się i spory. Papiestwo potrzebuje siły odpowiedniej do swej powagi moralnej — siły na której mogło by oprzeć swą nietykalność i niezależność zupełną.
Dlatego też dążyła ona zawsze do wytworzenia cesarstwa, które by będąc z niem połączone ścisłym sojuszem, stanowiąc niejako jego brutalną, fizyczną siłę, gwarantowała powagę i wzmacniała moralny wpływ, duchowe samowładztwo tronu papieskiego. Teokratyczna monarchja obejmująca cały świat chrześcjański jest zawsze ideałem papiestwa — cesarstwo z taką władzą — głowy kościoła jaką chwilowo posiadał Grzegorz VII.
Tak więc kościół wobec dworu królewskiego był rozdzielony; papiestwo opierając się na kościele idejowym stoi po stronie absolutyzmu — wpływ jego bywa dostatecznie silny żeby zmuszać duchowieństwo do moralnego wspierania tej idei: duchowieństwo wyższe — odłam klasy feodałów jest przeciwnikiem dworu, walczy z jego dążeniami politycznemi, stając w obronie własnych przywilejów. — Niższe duchowieństwo w sprawie tej pozostaje obojętne — dziesięciny i tym podobne dochody zapewnić mu może równie dobrze jeden jak i drugi ustrój polityczny. Ta obojętność w interesach pozwala mu samemu przejąć się polityczną ideją kościoła, którą przechowała tradycja i rozwinęła nauka teologów. Jest ono przeto sprzymierzeńcem absolutyzmu lecz tylko jako idejowy kościół.
Zresztą — gdy towar stał się zjawiskiem społecznym — gdy interesy handlu związały się z interesami dnia każdego człowieka, decentralizacja feodalna która krępowała handel — stała się powszechnym ciężarem. Wskutek tego nawet feodałowie czuli się usposobionymi do pewnych ustępstw na korzyść centralizacji; — aby móc łatwiej zaspakajać swe potrzeby zbytkowne, sprzedawać swe płody, lepiej — musieli ustąpić coś ze swych politycznych przywilejów. Produkując na własnych wielkich gospodarstwach, feodałowie wiążą się silnie z kupiectwem — rynek jest ich własnym interesem — najżywotniejszym, bo dającym pieniądz. Trudności dostaw, tamowanie zbytu i ruchu wymiennego — jakie sprawia decentralizacja feodalna — odczuwają oni teraz na swej własnej skórze — stoją więc na stanowisku sprzecznem z samymi sobą, nie mogąc pogodzić dawniejszego swego stanowiska feodała z politycznem samowładztwem — z nowszem stanowiskiem — producenta towarów. Jako producent towarów i spożywca rynkowy, feodał potrzebuje centralizacji i absolutyzmu — jako pan dzierżący w swem ręku władzę polityczną — jest jej wrogiem sam siebie potrzebuje zgnębić. Sam z sobą walczyć. Apetyt pieniężny i potrzeby zbytkowne życia uprawniają jednak — nowy typ bierze górę nad starym w tej walce jednoosobowej. Wyrabia się u feodałów pewna obojętność na królewską łapczywość. W milczeniu przyjmują edykta — za które dawniej staczali by krwawe walki — przez szparę patrzą na to jak dwór stopniowo uzurpuje sobie jedno po drugiem z ich politycznych praw i obowiązków.
Ta obojętność feodałów, ich zmiana taktyki wobec dążeń politycznych dworu, zmiana dokonywająca się zupełnie świadomie pod wpływem wzrastającego ciągle apetytu pieniężnego szlachty — jest także realną, świadomą siłą, akcją danej klasy która pomaga do dokonania przez dwór politycznej transformacji.
Widzimy więc, że wskutek rozwoju handlu — dwory królewskie nabywają sprzymierzeńców w potężnych miastach i grunt społeczny przyjazny dla swych dążności — nawet w klasie feodałów. Chłopstwo, które w tym okresie doznaje silnego ucisku ze strony panów, zrywając węzły wzajemnej potrzeby z zamkami, zerwane zresztą przez sam proces rozkładu społecznego, który rozbił jednostki ekonomiczne, zarówno — gminne, — szamoczące się w ciągłych buntach z przemocą swych wyzyskiwaczy — zwraca często wzrok na dwór królewski wyglądając stamtąd pomocy. Chłopstwo ma sympatję dla dworu jako dla wroga swych panów — dążenia absolutne przyjmowane są jako wyjście z pod prawnego, sądowniczego i administracyjnego jarzma feodałów.
Chłopstwo nie odgrywa zresztą żadnej roli w zdobywaniu przez dwór władzy — żadnej roli świadomej. — Wzmagające się bunty — wielkie wojny chłopskie, których pojedynczy feodałowie zgnieść nie byli w stanie, przyczyniły się do wzmożenia absolutyzmu — zamki potrzebowały na chłopów pomocy dworu królewskiego — potrzebowały jakiejś znaczniejszej siły w kraju — siły zbrojnej — która by chroniła ich od strasznej zemsty zbrojnych band chłopskich — od tych tajemniczych związków i wodzów co na krzyż i na Ewangelję przysięgały zgubę feodałów. Feodał w zamku swym, ze swym hufcem, był za słaby — a obawa buntu, nietylko, że dręczyła go widmem łun i szubienic — lecz przeszkadzała także w gospodarstwie — miarkując jego wyzysk.
Tak więc — wzmagające się w okresie pieniężnego feodalizmu i ciągle później — bunty chłopskie — czynią znaczny wpływ na politykę feodałów, skłaniając ich do ustępstw na korzyść absolutyzmu.
Jak kupiectwo potrzebuje silnej armji i policji dla bezpieczeństwa ruchu handlowego, rynku (oprócz celów zaborczych i sporów międzynarodowych) przed grabieżą rycerstwa, band feodalnych, włóczęgostwa rozbójniczego — tak feodałowie uczuwają potrzebę silnej armji i policji dla zabezpieczenia swego życia i mienia, dla ważności utrzymywania w karbach ciągle buntującego się chłopstwa.
Dwór królewski wyzyskuje to położenie bardzo umiejętnie. Zwykle — przez jakiś czas daje on folgę zbuntowanemu chłopstwu, przeprowadza feodałów przez pewien rodzaj praktycznej nauki — pozwala by fakta wykazały, że same zamki nie zdołają zgnieść zbuntowanych, — że do tego potrzeba pomocy królewskiej armji. Nauka była zbyt dotykalną by szła na marne — dumni feodałowie zaczynają coraz bardziej wzdychać i marzyć o silnej policji krajowej, o żandarmach — których jeden widok mógłby już chłopa nagiąć do pańszczyzny i skłonić do rzucenia nożów i kos. Mniejsza z tem, że to będzie „królewska“ — nic nie przychodzi darmo — spokój, trzeba opłacić pewną częścią swych przywilejów. — Tym sposobem każda nowa walka klasowa jaka wybucha między wsią i zamkiem — usuwa feodała z jakiegoś posterunku — wprowadzając natomiast królewską policję lub biurokrację. Wiele walk — tyle ustępstw ze strony feodałów dla absolutyzmu, tyle zdobyczy dworu królewskiego w kierunku politycznej centralizacji i absolutyzmu. Nieświadomy więc manewr polityczny który chłopstwo wykonywuje w procesie transformacji politycznej — ma ogromne znaczenie.
Jest to przykład — walki klasowej prowadzonej świadomie w pewnym celu — rezultatem której nie jest ten cel, lecz wygrana zupełna innych stosunków społeczeństwa i postęp procesu niezależnego od tej walki.
Te są siły społeczne realne, które, wspomagając dążenia dworów, wytwarzają absolutyzm i centralizację polityczną. Powstały te siły przez uspołecznienie towaru, który niszcząc zapory gminne, zwiększając potęgę miast, zaostrzając apetyt pieniężny — przez różne wyniki tych zjawisk — pomnaża znaczenie sił sprzymierzeńców absolutyzm, a czyniąc go potrzebą społeczną (przez towar) odmienia politykę feodałów wobec zaborczych dążności dworu — osłabia ich opór.
Potęga dworu królewskiego wzrasta wskutek wojen zewnętrznych, międzynarodowych. Wojny powstawały z wielu różnych przyczyn. W jednych przeważały czynnik czysto moralne — jak w krucjatach, entuzjazm religijny — wynikający z całego nastroju ówczesnej przeciętnej duszy ludzkiej, który u rycerstwa rozmiłowanego w akcji wojennej, najłatwiej mógł wytworzyć walkę za wiarę. Rycerstwo feodalne nosi pewne cechy zakonu — pasowanie było obrządkiem religijnym — rycerz przysięgał stawać zawsze i wszędzie w obronie wiary świętej. 12 wiek posiadał jeszcze rycerstwo typowe, żołnierzy Chrystusa i Marji, gotowych za każdą relikwją walczyć do ostatniej kropli krwi, umierających szczęśliwymi na polu walki za wiarę — tembardziej, że walka ta zmyła ich grzechy grabieży i chciwości dóbr ziemskich. Brak ascetyzmu, do którego nadawać się nie byli w stanie, okupywali czynami rycerskimi. W oczach ich była to dla nich najprostsza droga do nieba, wybawienie z piekła. Wtenczas jeszcze niebo i piekło były pojęciu ludzkiemu realne, ludzie musieli dbać o te rzeczy. Dość więc było jednego słowa papieża, jednego ładnego zdania nawołującego rycerstwo, by bronią swoją wybawili od pogan grób tego co ich krwią wybawił od potępienia, aby całe tysiące ruszyło ze wszystkich krajów. Do tego dołączyły się i pokusy materjalne — bajeczny Wschód zamarzył się im przepychem swych bogactw, łakomstwo zdobyczy, nieokreślone nadzieje nabycia potęgi, sławy, bogactw, marzenia o stworzeniu zamorskich księstw i wielkich lennictw — wszystko to razem połączone z silnem poczuciem obowiązku religijnego i zapałem fanatyka — w duszy nawykłej i lubującej się w życiu awanturniczem, w ludziach nie znoszących spokoju bezczynnego, posiadających ten zbytek siły mięśniowej, który pchał ich ciągle na przygody rycerskie — wytworzyło naturalną masową akcję — religijno-zaborczo-awanturniczą. Te trzy pierwiastki łączą się w ruchach krzyżowych: interes religijny każdej jednostki (odpust, zbawienie duszy), apetyt na bogactwa wschodu, emocjonalność marzycielstwa awanturniczego (uczucia religijne, pożądanie sławy, czar nieznanych przygód, otwieranie się nowej przyszłości itp.).
W późniejszych wojnach międzynarodowych — jakie wywołuje reformacja — interes religijny gra już daleko słabszą rolę — przeważa zaborczy — interes, zagarnięcia obcych lennictw, dostawania okupów pieniężnych, również — jak interes utrzymania przewagi tej całej polityki (przyjaznej nowym warunkom gospodarczym), jaką katolicyzm przeciwstawiał protestantyzmowi.
W okresie rozkładowym feodalizmu do czasu powstania jeszcze kapitałów, dwory podejmują cały szereg wojen między sobą często pod błahym nawet pretekstem spraw osobistych — mając w wojnie głębsze interesy — wzmocnienia swej władzy. Lecz, w tym okresie rycerstwo odmieniło się już — apetyt pieniężny przeważa nad wszystkiem — feodałowie jeżeli pójdą ze swymi hufcami to tylko w nadziei zysku pieniężnego. Wprawdzie prawo wasalstwa obowiązuje pomagać królowi — ale teraz przymusowa pomoc nie mogła by się opłacić. Wojna musi zatem dawać pewną korzyść materjalną. Występują tu często interesy handlu, sprawy rynkowe, z któremi feodał jest już połączony ściśle — rycerstwo walczy wtedy zarówno dla siebie jak dla dworu i kupców. Jest to już nowszy typ wojny — wojna bardziej ucywilizowana — ze skomplikowanym celem społecznym.
Częściej rycerstwo feodalne daje się pociągać nadzieją zwykłych łupów — jest to wojna starego typu — tylko, że łupy te są przeważnie złoto, srebro, drogie kamienie — lub okupy pieniężne.
Szczególniej kwapi się na to masa różnej szlachty, bankrutujących przez zbytki rycerzy.
Za pomocą takich różnych warunków — tkwiących już to w stosunku dwóch narodów ekonomicznych, już to w starych namiętnościach feodałów do grabieży — wciąga dwór szlachtę w wojnę jednego lub drugiego typu, wyławiając z niej dla siebie największe korzyści. — Wojna wyrabia pewną moralną przewagę króla, będącego naczelnym wodzem — podczas wojny feodałowie muszą ulegać zupełnie jego władzy — jako wodza; wojna pozwala zebrać mu znaczne siły wojenne; przeciągająca się długo utrwala jego przywileje wodza, wzmacnia władzę, powagę moralną rozkazu królewskiego. Podczas wojny dwór staje się głównym sztabem wojennym — niebezpieczeństwa wojny, najazd nieprzyjaciela, zmusza feodałów do uciekania się pod opiekę króla, do szukania jego pomocy, do wzmacniania jego sił każdym razem, gdy tego wymaga interes wojny.
Jednem słowem — zaznaczyć można ogólnie, że im dłużej przeciągają się wojny tem bardziej utrwalają się i przechodzą w stałe czasowe przywileje króla jako wodza naczelnego.
Rozwój absolutyzmu w okresie rozkładowym — wspomożony jest także społecznym i finansowem bankrutowaniem feodałów.
Wzrost zbytków i apetyt pieniężny feodałów — wzrastający przez cały ostatni okres feodalizmu — z jednej strony doprowadzał masę szlachty do finansowej ruiny, przenosząc ziemię ich w ręce bogatego kupiectwa — z drugiej strony, wzrastający ciągle ucisk chłopów, rozrywał węzły potrzeby wzajemnej jakie łączyły feodalną gminę z zamkiem. — Feodał wyprowadzony w świat pieniężny, rozłakomiony widokiem bogactw rynkowych — nie umie żyć w tym święcie nowym — nie zna ani wartości pieniędzy ani cen; wchodzi jako producent na rynek ze staremi narowami. Grabi jak może chłopów, zaciąga długi u żydów i mieszczan bogatych — przeżywa coraz więcej. Ażeby zaspokoić rozwijające się wymagania kulturalne — w nowej wymiennej gospodarce — musi zrzec się swego stanowiska społecznego dotychczasowego — stanowiska opiekuna względem pracujących — musi dawną swą rolę obrońcy klasy produkującej od grabieży wszelakich — zastąpić rolą grabiciela. Sam stał się największym grabieżcą, rujnującym gospodarstwa chłopskie — władza jego używa się tylko jako narzędzie wyzysku. Jego przywileje — sądy prawodawstwo, administracja, prawo własnościowe stają się teraz już tylko ciężarem społecznym. Ani chłopi, ani mieszczaństwo nie mają już najmniejszego interesu w zamku feodalnym — odkąd zamek ten stał się wobec nich schronieniem rozbójnika. Jest to moralna słabość feodałów, brak wszelkiego gruntu, na którym by się mogli oprzeć, brak wszelkich sprzymierzeńców, wszelkiej pomocy ze strony społeczeństwa. Odkąd prawa ich zmieniły się w wyłączne narzędzie wyzysku, stały się znienawidzone ogólnie, celem wszelkich pocisków.
Gdy z dalszym rozwojem nowych warunków, dołącza się do tego jeszcze i coraz liczniejsze bankrutowanie finansowe — kończące się wyrzucaniem szlachty z ich odwiecznych posiadłości — sprzedaż feodalnych majątków za długi, które przechodzą w ręce kupiectwa — rycerstwo słabnie zupełnie — opór feodałów wobec dworu staje się coraz mniej poważnym jako siła. Zadłużeni feodałowie z przyjemnością nawet witają zyskowne nowe urzędy i godności dworskie. Czując, że oprócz braku moralnego gruntu — oprócz moralnej słabości — chwieje się pod nimi i grunt materjalny — usuwa się z pod nóg ziemia, tracą energję do walki, a myśląc tylko o napełnieniu swej kieszeni, stają się coraz skłonniejsi do ustępstw politycznych na rzecz dworu, coraz mniej mając zresztą siły do stawiania oporu, do prowadzenia walki.
Rzecz jasna, że dwór ciągle wyzyskuje jedną i drugą słabą stronę feodałów, tembardziej im więcej one wzrastają. Zaprowadzając modę jaknajwiększych zbytków popycha ich ciągle w objęcia dłużników. Korzystając z ich upadku moralnego — stara się kokietować społeczeństwo.
W pomoc tutaj zjawia się cały ruch umysłowy, charakteryzujący okres rozkładu.
Moralnym czynikiem, który rozpoczyna proces rozwoju absolutyzmu — jest ruch umysłowy, stworzony przez mieszczańską inteligencję, mający centra swe w wielkich miastach i respublikach włoskich — t. zw. humanizm — idejowe odbicie się tego procesu społecznego, który przygotowując grunt dla kapitałów pierwszych, musi jednocześnie przekształcić polityczny ustrój.
Każdy proces wytwarzania się nowego zjawiska społecznego, zbiór których stanowi okres rozkładowo-przejściowy (twórczy) — musi zawsze odzwierciadlić się w umysłach ludzkich — jako pewne nowe ideje, prądy umysłowe, nowy system pojęć, albo wyrażających świadomą potrzebę tego co się rzeczowo wytwarza w społeczeństwie i być pojęciami tych nowych zjawisk (wytwarzanie się wolności handlu — ideje o wolności handlu i t. p.) — albo też, zaznaczając swoje działanie na umysły w pojęciach innych kategorji niż samo tworzące się zjawisko, lecz takich, które należą do zjawisk bezpośrednio z tworzącego się wynikających i to wynikających zeń koniecznie — (np. człowieczeństwo niewolnika — ideja wytworzona procesem powstawania samodzielnej produkcji pojedyńczych czynników i t. p.). Tak samo — w zbiorowym ruchu umysłowym odrodzenia — musiał znaleźć swoje miejsce tak ważny proces jak transformacji politycznej — tem bardziej że wysoka świadomość klasowa kupiectwa, korzystając z pojawiającego się ruchu literackiego, mogła przeprowadzić czynną akcję umysłowej propagandy.
Jest nią właśnie humanizm — około niego skupiają się odrazu naturalni sprzymierzeńcy: dwór — kupiectwo — mieszczaństwo — około niego grupują się wszystkie postępowe elementy feodałów, wśród których rynkowy interes przeważał nad politycznym, a duch kupiecki zatarł tradycyjne ideały. Humanizm zagarnia całą inteligencję mieszczańską, opanowuje wszystkie wybitniejsze umysły duchowieństwa i szlachty, które rozumiejąc stan społeczeństwa kwitują z bezowocnej walki z postępem. Z temi siłami — propaganda humanizmu — propaganda idei państwa zcentralizowanego, absolutyzmu, idei narodowej — staje się dostatecznie silną by działaniem swojem na umysły osłabiać coraz bardziej opór feodałów, czyniąc w nim ciągłe szczerby i wytwarzać w klasie szlacheckiej i duchownej całe szeregi stronników dworskich — które tworzą pierwsze zastępy biurokracji, rozpoczynającej swe rządy na ruinach obronnych i samowładnych zamków. Humanizm dobija partję konserwatywną feodałów — z nim razem powstają także pierwsze przejawy nowej umysłowości.
Ten skutek, wytworzenia siły realnej, ludzkiej, zbiorowej, przez prąd umysłowy, będący odbiciem się w mózgach procesu wytwarzającego się w społeczeństwie — jest koniecznym, a nie wynikającym ze zbiegu przypadkowego warunków. Proces wytwarzający się — jeżeli wytworzy w umysłach odpowiedni sobie system pojęć ( w jeden lub drugi sposób — odbicie się proste A — a, odbicie się częściowe, wynika A — b) w pewnej grupie ludzkiej, to ponieważ rozwijający się proces musi być odpowiedni potrzebom społecznym, ponieważ związany jest z przeważającemi interesami społeczeństwa, interesami realnemi większości jednostek, przeto pojęcia jakie zeń wynikają muszą znajdować odpowiednio usposobiony dla siebie grunt psychiczny, propaganda ich musi szerzyć się i zdobywać dla nich umysły tem bardziej, im bardziej rozwija się sam proces powstania nowego zjawiska społecznego, im bardziej to zjawisko staje się realną potrzebą ogólno-społeczną.
Gdy więc utrwalenie się absolutyzmu, powstanie zcentralizowanego, silnego państwa stawało się coraz większą potrzebą społeczną, którą odczuwali nawet feodałowie sprzęgnięci z rynkiem, gdy transformacja polityczna łączyła się coraz ściślej z ekonomicznemi interesami całych klas, a istniejący ustrój coraz nieznośniejszym był ciężarem, coraz większą sprzecznością z typem gospodarczym, tak że nawet ciążył na interesach tej klasie, która utrzymywała go jako przywilej — wtenczas propaganda, przyjmowanie się w umysłach pojęć politycznych humanizmu było procesem zupełnie naturalnym, procesem pedagogicznym usystematyzowywania, określenia jasnego tych żądań i pojęć jakie mieściły się na dnie duszy każdego, mniej lub więcej jasno rozwinięte w świadomości.
Jak więc proces transformacji politycznej, wynikający z rozwoju rynkowej gospodarki, musiał wytworzyć swoje odbicie idejowe — humanizm — tak znowu humanizm musiał przysparzać wytwarzanie się świadomej siły ludzkiej, która by dokonanie się tej transformacji przeprowadzić mogła — musiał jednocześnie osłabiać tę świadomą siłę ludzką, która jej stawała na zawadzie. Humanizm wytwarzał realną siłę dworów do przeprowadzenia ich dążeń politycznych — do zwalczania oporu feodałów.
Jednocześnie pojawia się w literaturze ruch ze strony feodałów — partji konserwatywnej. Dwa te prądy ścierają się i walczą ze sobą długi czas.
Przy pomocy takiego szeregu czynników współczesnych — jak centralizacja handlowa kraju, rozwijająca się po rozbiciu gminnych jednostek, rozwój wymiany umysłowej przez wyrzucanie mas chłopskich, wytworzenie się potężnych i świadomych sprzymierzeńców absolutyzmu — miast rozporządzających znacznemi siłami dobrze uzbrojonej piechoty, słabnięcie oporu feodałów wskutek rozwoju dwulicowości ich stanowiska i bankructwa społecznego, wreszcie propaganda humanizmu, wytwarzająca całe zastępy sprzymierzeńców dworskich w różnych klasach — dwory zwalczają ostatecznie feodałów, liczny zbiór feodalnych państewek przeobraża się w zcentralizowane państwo z absolutną władzą królewską.
Zbadajmy zasadnicze cechy tego przeobrażenia i jego wyniki społeczne.
Ustalona władza królewska dba przedewszystkiem o zburzenie zamków, obronnych stanowisk feodalnych, by zawczasu zniszczyć gniazda możliwych rewolucyj reakcji[97]. Już w końcu XV w. nie można odbudować zamku obronnego bez specjalnego pozwolenia króla (Francja). Przytem jest cała procedura — urzędnik zjeżdża na miejsce, zbiera świadectwa jaki był jego stan poprzedni (stopień obronności zamku) — i jeżeli daje pozwolenie feodałowi, to tylko na odtworzenie tego co było zniszczone. 1621 r. we Francji rozkaz królewski każe zburzyć wiele zamków obronnych. Richelieu burzy wszystkie z wyjątkiem pogranicznych. Zabezpieczając się z tej strony — dwór tworzy jednocześnie państwo. Powstaje więc: jednolita administracja, wykonywana przez biurokrację królewską — jednolite prawodawstwo strzeżone przez królewską policję i żandarmerję — stała armja królewska — regularna, podatki i pańszczyzny państwowe.
Administracja przedstawia różne systemy w różnych krajach — z biegiem czasu udoskonala się.
We Francji — pierwsza jej forma zasadza się na królewskich gubernatorach prowincji. Gubernator ma pod swą władzą wszystkie siły wojenne prowincji — zarówno milicje feodalne, miast jak i królewskie obowiązane są do ślepego dlań posłuszeństwa. Pod jego rozkazami zostaje cała hierarchja biurokracji cywilnej. Żaden baron nie ma prawa wzbronić mu wejścia do swego zamku. Dwór jego centralizuje cywilizację prowincji — skupia feodałów, podobnie jak królewski zcentralizował w sobie cywilizację kraju i skupił najwyższą arystokrację. Władza ich zależna zupełnie od króla, mogła być w każdym czasie przez króla zawieszoną.
We Francji w XV w. utrwala się sądownictwo królewskie, oddzielone od wszelkich innych urzędów, obowiązujące zarówno feodałów jak miasta. Urząd sędziów kupuje się tylko od króla — dwór mnoży sądy dla zysku i skraca dla tegoż celu. Posiedzenia parlamentów (jak np. 1512 r. we Francji) król może zawiesić lub wstrzymać działalność sądów i przenieść sprawę do swego sądu najwyższego. Prawodawstwo państwowe układa się według kodeksów rzymskich (początkowy wpływ); prawa rzymskie, określenia najlepiej odpowiadają rozwijającemu się typowi społecznemu. Zwyczajowe, stare, feodalne, ustępuje. Administracja jednolita, zcentralizowana w dworze królewskim, prowadząca przez hierarchiczną biurokrację z szeroką władzą nad ludnością i zupełnie zależną od króla, obejmująca zarówno wszystkie prowincje — zastępuje miejsce administracji miejscowych zamków i miast, różnych w każdym lennictwie i mieście i zależne zupełnie od miejscowych feodałów suwerenów lub rad miejskich. Prawodawstwo nowe w postaci jednego kodeksu praw państwowych na zasadach rzymskich (początki), obowiązujących zarówno wszystkie prowincje i miasta, mogące mieć swą sankcję tylko od króla — zastępuje miejsce prawodawstw zwyczajowych, miejscowych, różnych w każdej prowincji, lennictwie, mieście, mających swą sankcję od feodała lub komuny miejskiej (zgromadzenia ludowego) i obowiązujące każde daną miejscowość tylko.
Prywatna administracja przechodzi w państwową. Mnogość rządów feodalnych centralizuje się w jeden rząd królewski.
Prywatne prawo ogłaszania, tworzenia praw zanika; władza prawodawcza z rąk feodałów i miast przechodzi do króla — staje się wyłącznym jego przywilejem. Mnogość prawodawstw centralizuje się w jednem.
Dla strzeżenia praw państwowych zaprowadza się królewska policja — przez co zapewniony zostaje spokój wewnętrzny i normalny bieg życiowych stosunków.
Drużyny rycerskie i miejskie milicje zastąpione są przez stałą armję królewską, rekrutującą się z regularnego poboru — nie wyłączając chłopów. Dla utrzymania całej tej maszyny państwowej — biurokracji, policji, armji, dwór musi rozporządzać olbrzymiemi funduszami — stąd stale podatki, ciążące głównie na chłopstwie.[98]
Tak wytwarza się nowoczesne państwo, koncentrując feodalne prawa prywatnej wojny, sądownictwa, prawodawstwa, administracji, przepisów policyjnych, ściąganiu opłat i pańszczyzn — w dworze królewskim — w absolutnym, centralnym rządzie.
Nowe państwo wywołane ekonomicznemi zmianami jakie zachodzą w społeczeństwie i przysposabiają grunt dla pojawienia się kapitału, wywołane procesem złączonym z wytwarzaniem się nowej produkcji, nowego ustroju ekonomicznego — jest właśnie tym systematem politycznym, który jedynie i najlepiej odpowiada interesom rodzących się kapitałów. Jeżeli pieniężny feodalizm nie może pogodzić się z decentralizacją feodalną, jeżeli zwyczajne kupiectwo i wymiana użytkowa 13, 14 i 15 wieku zmuszona jest zrzucić jarzmo starego ustroju politycznego — to cóż dopiero pojawiająca się burżuazja — kapitały produkujące towary masowo i ich wielki rynek. Z pojawieniem się kapitału i nowej produkcji — reakcja zostaje pogłębioną zupełnie i nie zdolną już do działania. Nowe państwo staje na mocnym gruncie.
Już sam proces wytwarzania nowego rządu absolutnego określa jego stosunek do feodałów. Cała taktyka ze strony dworu polega na demoralizowaniu, żeby ostatecznie zgnieść reakcję rewolucyjną.
Centralizując w sobie całą kulturę kraju — dwór ściąga do siebie szlachtę, przyzwyczaja ją do służalstwa, zaraża modą zbytków, oddala od zamku i gospodarstwa, przyśpiesza bankructwo.
Na dworze skupia się literatura, panuje humanizm, ideje którego zawładają całą inteligencją feodalną, wywierają silny wpływ na młodzież, osłabiając siły konserwatywne.
Demoralizująca taktyka widoczna w stosunku do chłopstwa. Bunty chłopskie nie są stłumione odrazu — dwór daje feodałom naukę. Opieka królewska rozciąga się nad poddanymi; między feodałem i chłopem staje rząd ze swym sądem, policjantem, poborcą od podatków, rozrywając zupełnie węzły łączące wieś z zamkiem, przyjmując skargi chłopa na pana. Przez to rząd podkopuje zupełnie społeczne stanowisko feodała, które on sam zresztą niszczy. Rząd daje chłopom broń do ręki, bierze ich do wojska, obrona kraju dotychczasowy przywilej feodała, nadający mu ważne znaczenie, przechodzi do chłopa. Wobec tych warunków — poddaństwo staje się dla chłopów nieznośnym, niepotrzebnym ciężarem — przestaje być wzajemną wymianą usług, pomocy. Rozwija się duch buntowniczy, opór wobec zwiększających się wymagań pana.
Ambasador wenecki pisze o tem: „Szlachta francuska ciągle skarży się królowi, że dając broń do ręki chłopom, uczyniła ich nieposłusznymi, upartymi, tak jak gdyby wkrótce sami mieli zostać panami, a panowie chłopami.“[99].
W roli jaką nowe państwo odgrywa w stosunku chłopa do fecdała, odróżnić trzeba tą jego akcję, która wypływa z samego procesu transformacji politycznej — usunięcie feodała jako sędziego, pracodawcę, administratora i obrońcę wsi — postawienie natomiast państwa. Przez to feodał redukuje się tylko do wyzyskiwania; inne jego funkcje społeczne przepadają, stąd też buntowniczość wsi — którą, swoją drogą dwór stara się wyzyskać jako praktyczną naukę dla szlachty, by poczuła potrzebę policji i armji królewskiej. Samo zresztą usunięcie z pod niej podstawy społecznej, demoralizuje klasę szlachecką.
Tak więc taktyka dworu wobec feodałów — z jednej strony zasadza się na zadawaniu jawnych ciosów, przez edykty niszczące ich prawa polityczne, burzenie warownych zamków, prześladowanie jednostek niebezpiecznych — z drugiej strony — zasadza się na demoralizowaniu, osłabianiu siły oporu — przez popychanie do bankructwa, życie dworskie, wpływy humanizmu, zyskowność urzędów wysokich, jątrzenie stosunku z chłopstwem i trzymaniu z tej strony — ciągłego bicza nad nimi — postrachu chłopskich buntów.
Stosunek dworu do miast, przed wytworzenie się burżuazji, zanim absolutyzm został utrwalony, wyraża się w formie kokietowania potężnego kupiectwa[100]. Po utrwaleniu się, miasta muszą wyrzec się swej samodzielności politycznej — podobnie jak feodałowie i wejść w skład ogólnej maszyny państwowej, podlegając całkowicie władzy królewskiej. Miejskie załogi ustępują miejsce książęcym. Toż samo dzieje się z sądownictwem i administracją[101]. Korzyści ekonomiczne, muszą więc okupić polityczną ofiarę ze swej niezawisłości. Niektórym jednak udaje się zachować swój samorząd — jak Hamburg i Brema. Pod tym względem — położenie wielu jest analogicznem z położeniem feodałów. W miastach także powstaje partja oporu — nie chcąca ustąpić przed absolutyzmem — która łączy się niekiedy z feodałami dla walki z rządem królewskim (Francja XVI w. Święta Liga).
Opór jest jednak słabszy niż u feodałów — ścisła zupełnie łączność z rynkiem, silniejszy wpływ humanizmu, mniejsza strata społeczna, przyczyniają się do tego. Centralizacja polityczna jest jednym z najważniejszych interesów kupiectwa i cechów — z tryumfem absolutyzmu, tryumfuje także rynek, spadają ciężary krępujące dotąd ruch wymienny kraju. To też w miastach zawsze jest znaczna przewaga partji dworskiej — i wspomaganie dworu w zgnębieniu feodałów. Nie przeszkadza tu jednak istnieniu pewnej reakcji gotowej nawet sprzymierzać się z feodałami, a tembardziej istnieniu ruchu idącego w zcentralizowanem państwie tylko kosztem feodałów i utrzymać swoją niezależność polityczną[102]. Muszą jednak ulec sile, którą sami doprowadzili do potęgi.
Nowe państwo staje zresztą odrazu na stanowisku opiekuna handlu, interesów rynkowych, kupieckich. Zapewnia zupełne bezpieczeństwo wędrującym towarom, stara się udoskonalić komunikację krajową, surowo dozorując nad pańszczyzną utrzymywania dróg, mostów, budowania szos, jaką narzuca chłopstwu — oddając ją pod kontrolę swych urzędników. Korzyści ekonomiczne z absolutyzmu okupują mieszczaństwu polityczne straty, wzmagając jego siły i stanowisko społeczne (co u feodałów dzieje się przeciwnie).
Wobec tego stanowiska nowego miasta, samorząd staje się nawet zbytecznym dla miast — był on potrzebny dla przystosowania praw do interesów rynku co było konieczne przy prawach feodalnych i gminnych (miejskich) również jak była konieczną własna milicja dla poskramiania grabieży i pretensji feodałów.
Teraz zaś, gdy nowe państwo przystosowuje się samo do interesów rynku i zapewnia armją swą spokój wewnętrzny — samorząd traci swą realną podstawę bytu — stając się więcej pożądaniem idealistów, siłą tradycji, żalem jakby po pewnem strąceniu z wyżyn rządzących, skąpstwem ludzi nie chcących nic tracić a tylko zyskiwać. Jako taki utrzymać się jednak nie mógł, a ogół pod wpływem wzrastających dostatków, zapomniał o tem prędko. Ze strony miast przeto najmniej groziła reakcja.
Tem ściślej łączy się dwór z interesami rynku, gdy pojawia się kapitał i burżuazja. Nowa produkcja, manufaktury doznają jego opieki. Powstają cła ochronne by zabezpieczyć rozwój manufaktur krajowych (Franciszek I — 16 w., nakłada olbrzymie cła od zagranicznych tkanin, wzbrania dowozu włoskich materyj tkanych złotem i srebrem do Francji). Na gospodarkę kolonjalną tak ważną dla kapitału, rząd łoży ogromne sumy, udoskonala marynarkę, buduje floty. Armja jego gotowa jest zawsze bronić i popierać interesy kapitałów krajowych, wobec zagranicznych rynków. Wzamian za to — burżuazja staje się wielkim wierzycielem państwa — tworzą się miljonowe długi państwowe — spadające na barki ludu.
Państwo, stając wobec chłopa na miejscu feodała, nie znosi przez to poddaństwa ani związanych z niem powinności feodalnych. Odłącza tylko prawną i policyjną opiekę od praw feoaała do pracy chłopów. Zamiast jednego — chłop ma teraz dwóch panów — feodał który zdziera od niego czynsz i pańszczyznę i państwo w postaci urzędników i policjantów zdziera także — podatki i pańszczyzny; pierwszy daje mu prawo korzystać z kawałka ziemi, drugi — daje mu opiekę prawno-policyjną przed gwałtami, grabieżą itp., zabezpieczając go nawet przed zbytniem wyuzdaniem pańskiego wyzysku i samowoli, odegrywając rolę antagonistyczną i uzuchwalając poddanych.
Nastąpiło więc tylko rozdwojenie funkcyj skupionych w ręku feodała — chłop dostał dwóch panów, z których każdy wyzyskuje jego pracę — jeden dając za to ziemię, drugi zapewniając spokój i broniąc przed nadużyciem pierwszego.
Wogóle — absolutyzm staje się dla chłopów ciężarem. Do wyzysku feodałów — przybywają podatki i pańszczyzny państwowe. Im bardziej państwo wzrasta — tem więcej musi wyzyskiwać chłopów.
Podatki i pobór wojskowy wzmagają się w miarę wzrostu zaborczych tendencyj państwa, wojen międzynarodowych, rozwoju sztuki wojskowej, marynarki i administracji. — Ciężar ten chłopi odczuwają świadomie, jako nowy nabytek. Niemieccy odzywają się 1773 r.: „Najłaskawszy Cesarzu, cztery dni pańszczyzny tygodniowo, piąty zajęty przez rybołówstwo, na szósty trzeba iść z panem na polowanie, siódmy Bogu poświęcony. Osądź więc sam wspaniałomyślny Cesarzu, czy możliwe jest dla nas płacić podatki“. Dwa wyzyski okradły chłopów zupełnie — wydołać im nie mogli. Położenie ich staje się nieznośne — skargi powtarzają się ciągle. Niektórzy deputowani trzeciego stanu do Stanów generalnych francuskich 1484 r., starają się o pewne ulgi dla chłopstwa. „Lud, mówią, doszedł do położenia gorszego od niewolników, gdyż niewolnik jest karmiony, a lud przytłoczono ciężarami nie do wytrzymania“. (Musselin — Journal des Etats — Généraux p. 675)[103]. Za Ludwika XIII Loyseau mówi: „Nadmiar podatków zmusza chłopów do porzucenia pracy: stają się oni włóczęgami i żebrakami“. Nie były to wypadki rzadkie, że chłop nie mogąc wydołać wymaganiom feodała i państwa, wolał znosić nędzę na swobodzie i w próżniactwie jak w jarzmie ciągłej pracy. To także było przyczyną tej fali włóczęgostwa jaka poczęła od XIV w., zalewać kraje Europy. Tym sposobem państwo przyczynia się nawet bezwiednie do zwiększania masy proletarjatu — dusząc podatkami i pańszczyznami chłopów oddaje usługę burżuazji przemysłowej.
Im bardziej rozwijała się produkcja kapitalistyczna — wymagając coraz lepszej komunikacji lądowej — tem większy ciężar pańszczyzny drogowej spadał na chłopów pod dozorem państwa.
W 1726 r. mówi jeden obrońca chłopski (Francja): „Zmuszają chłopów do robienia swoim kosztem nowych dróg: byli tacy których posyłano na 14 mil i dalej. Tylko starsi mężczyźni nad 70 lat a kobiety nad 60 były zwolnione. — Gdy brakuje mężczyzn, biorą dwie kobiety zamiast mężczyzny. Zmieniają robotników co dwa dni i więcej“. (Manuscrits de Semilliard III, 923). Pańszczyzna państwowa we Francji w jednych prowincjach ma 6 dni (w roku) w innych 50 dni. Później dopiero ustala się powszechna norma 12 dni. (A. Babeau — Village sous l’an, rég).
Wykupywać się od pańszczyzny było wzbronione. Dzieci nawet od 12 lat używano do robót państwowych. (A. Babeau itd.). Jeżeli chłopi opierali się rozkazom intendentów i inżynierów byli srogo prześladowani. We wsi stawiającej opór lokowano wojsko i żołnierze siłą prowadzili chłopów do roboty — w razie oporu odstawiali do więzienia. (A. Babeau — Village...)
Ucisk państwowy, współzawodnicząc z feodalnym, przeszkadzał mu; wysysani przez państwo chłopi mniej byli podatni do wyzysku pańskiego — feodał psuje sobie krew, widząc jaką masę pracy chłopskiej — do której dotąd on jeden tylko ma prawo, zabiera sobie państwo.
Tak więc, powstanie nowego państwa — zwiększa jeszcze bardziej ucisk i nędzę chłopów — zwalając na nich nowy ciężar państwowych obowiązków, nieznanych dotąd prawie.
W stosunku do chłopstwa — państwo postępuje brutalnie — czasem używa je za postrach na feodałów.
Wobec proletarjatu zajmuje odrazu stanowisko oprawcy — kojarzy się przeciw niemu ściśle z burżuazją — zaprowadza prawa przymusowego wyzysku według wymagań ówczesnego kapitału. Jeżeli chłopi mają od państwa pewną opiekę i zapewnienie spokoju, pewną obronę przed gwałtami, nawet feodałów — to natomiast proletarjat powitany z powszechnem uczuciem zgrozy i strachu, ma w niem tylko dozorcę więziennego. Jest to charakterystyka stosunku, wynikająca z samej istoty tych procesów, jakie wytwarzają cały ten szereg nowych zjawisk; kapitał — państwo absolutne — burżuazja — proletarjat.
Jakie są wyniki społeczne dokonanej transformacji politycznej?
Przedewszystkiem — z obaleniem feodalnego ustroju politycznego — ruch wymienny, rynek zwolnionym zostaje z pęt, które krępując go na każdym kroku, uniemożliwiały normalny rozwój. Kapitał znajduje środowisko — w którem może żyć, rozwijać się swobodnie — jedna z najważniejszych przeszkód do rozwoju do nowej produkcji zostaje usunięta. Wytworzenie ogólno-krajowego rynku, zapewniona swoboda rynkowa, zabezpieczenie spokoju wewnątrz kraju, obalenie tam, zwalniający ruch wymiany, armja silna dająca kapitałom powagę na obcych rynkach, zdobywanie kolonij i możność zapanowania nad niemi; policja mogąca w czyn wprowadzać prawa przymusowego wyzysku proletarjatu, rozpuszczenia świt feodalnych; znacznej części dworów, a przez to zwiększenie masy proletarjatu, <span class="n0kh" title="[Korekta] 'polityka'" style=" display:none">politycepolityka ceł protekcyjnych, udoskonalenie komunikacji siłami państwa, stworzenie nowego rynku krajowego w postaci armji.
Oto są korzyści jakie otrzymuje kapitał od dokonanej przemiany politycznej. Nowe te warunki społeczne umożliwiają kapitałom swobodny rozwój, są główną przyczyną wzrostu jej potęgi społecznej i rozwoju nowej produkcji. Polityczna przemiana, rozbijając pęta rynkowe, uzbrajając odrazu rodzące się kapitały, realizuje gospodarczą rewolucję, otwiera okres rzeczywistego rozkładu feodalizmu.
To jeden wynik transformacji. Można by powiedzieć, że nowe państwo, absolutyzm zcentralizowany, jest akuszerką kapitału.
Drugi jej wynik społeczny — jest to wzrost nędzy. Obok feodała staje państwo jako wyzyskiwacz chłopów — zdwojony wyzysk daje też zdwojoną nędzę. Pewna część, nie mogąc znieść tego ucisku, przemienia się na włóczęgów. Obok tego — rozpuszczone świty feodałów, po zburzeniu ich zamków warownych, rozpuszczaniu dworów, gdy szlachta skupia się na królewskim, zostawiając u siebie rządców. Wzrostowi nędzy — odpowiada i wzrost proletarjatu — jako bezpośredni wynik transformacji. Takież wyniki pośrednie odbywają się wskutek rozwoju nowej produkcji i kapitałów — wskutek rozpoczęcia walki rynkowej i wydziedziczenia rynkowego, wzrostu grabieży ziemi chłopskiej i wyzysku.
Trzeci wynik jest rozwój zbytków — zaraza mody, którą dwór absolutny i bogaty szerzy między szlachtą i bogatem mieszczaństwem. Stopa życiowa klas zamożnych podnosi się znacznie. Przedtem, gdy nie było dworu królewskiego jako ogniska cywilizacji kraju, nie było punktu takiego, gdzieby skupiać się mogły i potrzebowały najwykwintniejsze zdobycze pracy ludzkiej. Teraz królewski tron, potrzebując blasku — otacza się przepychem życiowym — skupiona na dworze szlachta i bogate mieszczaństwo niekiedy — przyzwyczaja się do tego przepychu — czyni zeń i z przyzwyczajenia i z dumy potrzebę własnego życia. Dwór jest wprost ogniskiem zarazy zbytkowej jakiego przedtem brakowało (szlachta siedziała u siebie, nie skupiała się). Stąd też rozwój potrzeb życiowych, kształcenie się gustów wykwintnych, odbywa się teraz znacznie szybciej i jest bardziej powszechnem. Handel wzmaga się przez to, burżuazja przemysłowa, nawet cechy, zyskują ogromnie. Moda dworzan stwarza wielki rynek dla towarów zbytkownych, staje się ważnym bodźcem w kształceniu się produkcji krajowej. Dla chłopów podnosi się o jeden stopień wyżej ucisk ze strony panów, chcących dorównać królowi.
Czwartym wynikiem jest społeczne bankrutowanie klasy feodałów, wskutek zagarnięcia przez państwo ich stanowisk obrońców, prawodawców, sędziów, administratorów — stanowisk, które dawały im przewagę społeczną — czyniąc ich jako klasę niezbędnymi dla społeczeństwa. Teraz zredukowani są do roli wyzyskiwaczy — roli, która utrzymywać się musi tylko sztucznie, przemocą siły brutalnej — i to tylko jakiś czas. Ich powaga moralna ginie zupełnie — stają się jawnymi grabicielami.
Obok tego wydarcia feodałom części użytecznej ich stanowiska dotychczasowego, obalenia przez to ich powagi moralnej, odjęcia monopolu obrony, rządów, stróży pokoju i bezpieczeństwa społecznego — obok tego dwór królewski demoralizuje ich służalczością, rujnuje zbytkami, wpływem humanizmu i taktyką swą w klasowych walkach wykorzenia z ich umysłów klasowe ideały. Popierając zaś interesy burżuazji, absolutyzm wspomaga pośrednio finansowe bankrutowanie szlachty, wyprzedawanie się z majątków, ostateczną ruinę. Jednostki przechodzą w szeregi kapitalistów lub wyższej biurokracji — klasa schodzi na stanowisko pasorzyta społecznego, typem której jest bankrutujący hulaka wyzyskiwacz, przejadający wydzieraną pracę chłopską na zabawach dworskich lub polowaniach we własnych lasach. Jest to typ śmiertelnie chory.
Piątym wynikiem jest narodowość, naród, narodowy język, zwyczaje, przemysł i t. d., będący właściwie dalszą pomocą do utrwalenia się tego procesu, który wynikł z rozwoju handlu i stwarzania mas ruchomych — centralizacja polityczna zapowiadając wszędzie jednakowe prawa, instytucje, język państwowy — proces zlewania się przeprowadza dalej.
Z ideją jednolitego państwa, musi powstać ideja jednego narodu — a wobec jednych i tych samych interesów prowincyj złączonych ekonomicznie i politycznie — powstają interesy narodowe, uczucia narodowe, patrjotyzm. Wewnętrzne wojny i zatargi ustępują miejsca międzynarodowym. W stosunkach między dworami — powstaje dyplomacja.


VIII. PRZEWRÓT MORALNY I UMYSŁOWY.

1. Zasada ewolucji psychicznej.
W każdym okresie — dusza ludzka przeciętnego typu jest wytworem wszystkich stuleci istnienia człowieka — wszelkich wpływów środowiska, w jakim gatunek ludzi żył od samego swego początku. W miarę tego jak zmieniało się środowisko społeczne, warunki życia, stosunek człowieka do przyrody i do ludzi — jedne cechy psychiczne znikały — wytwarzały się nowe — zostawały pewne dawniej nabyte, szczątki ich lub odmiany przez zetknięcie się z nowemi. Wszystko to razem stanowi społeczną, przeciętną duszę ludzką danego czasu.
Nietylko naturalny rozwój umysłu, wzrost sumy pojęć, wrażeń, uczuć, odbywający się sam przez się w ciągu szeregu życiowych doświadczeń całych pokoleń — lecz także i oddziaływanie zewnętrznych warunków, zmienionych stosunków społecznych, nowych wymagań życiowych, nowych interesów, wpływ zmienionego stosunku do przyrody, warunki pracy, utrzymywania się przy życiu — to wszystko działa na pojęcie człowieka, na jego cechy psychiczne, na stan systemu nerwowego i wytwarzając nowe ideje, odmieniając dawniejsze lub doprowadzając je do zaniku, nowe stany uczuciowe, nowe potrzeby moralne, rozwijając nowe wrażliwości, przystosowując do siebie człowieka czynnego t. j. system nerwowy — zdolności pojmowania, zdolności emocjonalne, zdolności aktów woli.
Przewrót psychiczno-społeczny odbywa się w niedostrzegalnie stopniowy sposób w ciągu wieków całych. Trzeba żeby jakiś nowy czynnik społeczny już wytworzył się i działał, zmieniając życiowe warunki, żeby zaczął odbywać się proces zmieniania się pewnych cech moralnych. Przystosowywanie się to odbywa się szybciej — wskutek tego — że zwykle pojawia się w okresie przejściowym pewna grupa ludzka umysłowa, grupa umysłów bardziej rozwiniętych, która dość wcześnie wytwarza system pojęć, idej, będących wyrazem interesów rozwijającej się klasy, a zarazem podstawą tej umysłowości całej, która zapanować ma w nowym ustroju. Propaganda tej grupy świadomie wypowiadającej to — co u innych jeszcze drzemie w zarodkach — natrafia wszędzie na przyjazny grunt psychiczny, pojęcia stare znikają, dawne cechy moralne rugowane coraz bardziej przez życie i rozwijające się z niem razem nowe — doń przystosowane, natrafiają na umysły, które czują całą dysproporcję swych pojęć z nowymi warunkami i czekają tylko na jasne wypowiedzenie kiełkujących w nich swych zaczątków — propaganda taka rozwija się bardzo szybko — w znacznym stopniu dopomagając do wytworzenia nowej duszy ludzkiej, nowego psychizmu.
Mamy więc ogólnie przedstawiony proces przewrotu psychicznego:
1) wiekowy naturalny rozwój umysłowości w ciągu doświadczeń życiowych i naukowych ćwiczeń mózgu odbywający się. — Wynik jego: wynalazki techniki, zmieniające ustrój społeczny i wytworzenie się nowych systemów filozoficznych — część których jest podstawą dla pojęć mających stać się panującemi.
2) Jednoczesny z rozwojem nowych warunków społecznych a zanikiem starych — tworzenie się nowych pojęć i cech psychicznych a zanikaniu starych — odbywający się jako proces nieskończonego w szczegółach oddziaływania warunków życiowych, wymagań, na funkcje systemu nerwowego.
3) Jednocześnie z rozwojem nowych warunków społecznych — rozwija się klasa której interesy są ściśle sprzęgnięte z wytwarzającym się ustrojem; inteligencja jej ujmując te interesy w świadomy system idej społecznych, politycznych i etycznych, opierając je na nowych filozoficznych zdobyczach nauki, przyciągając do siebie zdolniejsze umysły, działa jako grupa propagująca te nowe ideje — wytwór postępów myślenia (filozofji) i postępów gospodarczych (ekonomicznych interesów nowej klasy) — przystosowane ściśle do nowego życia społecznego i z nim razem przedstawiające resztę duszy ludzkiej.
Propaganda przyśpiesza wytwarzanie się tego nowego psychizmu, jaki wytwarza się sam przez się przez dwa pierwsze procesy.
Będziemy rozpatrywać po kolei — zanikanie różnych cech duszy feodalnej — przetwarzanie się ich na inne ze wspólnym pierwiastkiem — wytwarzanie się nowych cech — utrwalone feodalne zabytki duszy ludzkiej — dochodząc w ten sposób do poznania całości nowego typu psychicznego. Suma tych procesów jest przewrotem moralnym, który prowadzi od jednego do drugiego typu duszy ludzkiej.
Jednocześnie z przewrotem psychicznym — zmienia się oficjalna etyka, prawodawstwo dotyczące stosunków moralnych, obyczaje.
Tutaj — dojdziemy do pierwotnego typu duszy kapitalistycznej — ten tylko nas zajmuje — nie jest to typ dzisiejszy, lecz jego prototyp — odpowiadający okresowi przejściowemu — okresowi poddańczego kapitalizmu, zamkniętego w feodalnej skorupie. Typ ten nie jest stały, utrwalony, ulegający ciągłym zmianom stopniowym, posiadający w sobie wszystkie zasadnicze zarodki dzisiejszego typu — coraz silniej akcentujący się, tak że po chaosie rewolucyjnym, który wydobywał cały szereg nienormalnych przejawów, krótkotrwałych genjalności, wybujałych w gorącej atmosferze cech duchowych, idej, które wraz z nią przepadały, z chaosu tego psychizmów pogwałconych w swym normalnym rozwoju, wyłania się nowszy typ duszy kapitalistycznej w swych odmianach klasowych. Mózg ludzki a wraz z nim i życie społeczne rozwija się jednak coraz szybciej — tak że typ psychiczny odbywa szybkie przemiany stopniowego ustabilizowania.

2. Słabnięcie wpływu teologji na umysły. Rozwój krytycyzmu.

Widzieliśmy już, skąd wynikło było zapanowanie religji chrześcijańskiej nad umysłowością feodalną, trzy czynniki, które wytworzyły i utrzymywały to zjawisko przez całe tysiącolecie prawie (V — XVI w.): forma logiki przystosowana do posiadanych pojęć czyli poznanych stosunków zjawisk — a ogólnie biorąc ówczesna faza całkowitej umysłowości cechująca się nieznajomością przyrody; społeczne stanowisko kościoła, wzmacniające jego wpływ nad umysłami; warunki życia, czyniące z religji potrzebę społeczną, będącą podstawą całego psychizmu, na którym religją mogła właśnie opierać się wygodnie. Gdy te wszystkie trzy czynniki ulegają zmianom i stopniowo przetwarzają się zupełnie, wynik ich — panowanie religji nad umysłami, tracąc swe podstawy w duszy ludzkiej, musi także zaginąć jako cecha społeczna. Musimy przepatrzeć transformacyjne procesy tych właściwości psychizmu ludzkiego, które utrzymywały panowanie religji i dogmatyzmu chrześcijańskiego.
Rozwój nowej logiki. Zależnie od jakości pojęć, od jakości myśli, zależnie od natury wyobrażeń jakie stale goszczą w mózgu, od tych zjawisk, których odbicie się świadome kojarzy się z sobą w jaki bądź sposób — zależnie od tego tworzy się taka lub inna logika.
W umyśle feodalnym inny był zasób pojęć niż w dzisiejszym — inaczej mu się przedstawiały stosunki pomiędzy zjawiskami przyrody — cała zaś masa tych pojęć, myśli, poznanych stosunków, jakie są pospolite dla naszego umysłu dla ówczesnego były całkiem nieznane. Zależnie zaś od jakości pojęć i myśli jakie umysł posiada, zmienia się także i sposób rozumowania, natura dowodów, wnioskowanie tj. cała logika.
Umysł feodalny inaczej więc rozumował niż dzisiejszy. Nie znając przyrody, ani prawdziwych stosunków jakie zachodzą pomiędzy zjawiskami, nie tylko innemi oczami patrzał na świat otaczający, lecz także inaczej łączył oddzielne wyobrażenia w myśli (zdania — ideje), inaczej łączył myśli i wyprowadzał kombinacje tych połączeń (rozumował).
My łączymy tak wyobrażenia — jak łączą się ich objekty w naturze — tej logiki wyćwiczonej doświadczeniem, spostrzeganiem brakowało umysłom ówczesnym. Inne elementy inaczej muszą się układać. Elementy myśli — wyobrażenia — różnią się w tych dwóch okresach, przejście których mamy rozpatrzeć nie tylko jakościowo lecz i ilościowo. Umysł feodalny posiada zasób wyobrażeń różny od naszych i zasób ten jest uboższy.
Jak się odbija świat zewnętrzny w feodalnym umyśle? Umysł, który nie zbadał rzeczywistych stosunków jakie łączą zjawiska natury — musi przedstawiać je sobie według tego, co sam odczuwa.
Objawy różnych sił — wszelkie ruchy, zmiany, jakie odbywają się w naturze nie może pojąć inaczej — jak tylko jako skutki działania istot ukrytych przed jego wzrokiem, potężniejszych od niego — lecz z takąż samą jak on naturą, organizacją — z umysłem myślącym, z wolą, z uczuciami dobroci lub gniewu i t. d. Bóg — na obraz i podobieństwo człowieka stworzony rządzi wszystkiem — każde zjawisko jest jego tworem, każdy ruch — jego czynem celowym. Może zmieniać, stwarzać, niszczyć co chce w naturze — tak jak człowiek w swej chacie. Stąd możliwość wszelkich cudów, wszelkich rzeczy nadzwyczajnych.
Obok Boga — szatan posiadający także władzę nad tworami natury. Oprócz tego — każdy twór jest ożywiony — każdy żywioł posiada swą duszę podobną do ludzkiej — woda, ogień, obłoki, wiatr, słońce, gwiazdy itd., kamienie, góry, rośliny — jak bowiem, inaczej objaśnić działanie tych zjawisk — czy może być działanie inne jak nie ludzkie — zaczynające się pewną myślą, celem, wsparte pewnem uczuciem, wykonane wolą. Stąd też słońce może zatrzymać się, wiatr ustać, woda ustąpić, na ludzkie prośby i zaklęcia wsparte wolą Boga, lub szatana, ducha jakiego świętego itp. Jest to zasadnicza cecha pojęć ówczesnego umysłu — antropomorficznego[104] wszelkich zjawisk — wszędzie działała jawnie istota na wzór człowieka stworzona — wola tych istot sprowadzała zmiany różne — to co się działo w przyrodzie naokół człowieka. Umysł jego objaśniał sobie działanie tych wszystkich istot — zacząwszy od najpotężniejszych Boga i szatana, skończywszy na najniższych gnomach, dziwadłach leśnych itp. — od ich usposobień, nastrojów względem ludzi, względem siebie samych itd. Jednem słowem — po za każdym tworem, żywiołem, zjawiskiem kryje się tajemnicza istota z ludzką naturą — po za sklepieniem niebios Bóg. We wnętrzu ziemi — wichrach — szatan, duchy wody, ognia, skał — za niemi, działanie ich to otaczające życie, ruch przyrody. Z ludzkiem umysłem, wolą itd. przenosi się do tego świata duchów i ludzkie stosunki społeczne — Bóg zajmuje miejsce cesarza, króla — wasale jego święci i aniołowie — królestwo Boga graniczy z wrogim sobie księstwem szatana — książę piekieł rozporządza także wasalami i poddanymi — Bóg rządzi słońcem, wodą, gwiazdami itp., szatan — wichrami, burzą, gradem, złośliwymi duchami puszcz i bagien. — Jak człowiek tak i duchy te wszelkie mogą gniewać się, nienawidzieć, kochać, dają się upraszać, zjednywać. Stąd znaczenie modlitwy, zaklęć, czarów.
Na takiem tle umysłowem wyrasta historja chrześcijaństwa — porządkuje te pojęcia — układa je w system — łączy z etyką, z zasadami potrzebnemi społeczeństwu. Ta faza umysłowa, zbiega się przytem (nie przypadkowo lub ewolucyjnie) z ustrojem społecznym — izolującym człowieka i zamykającym go w ścianach swego zamku, chaty, w granicach swej gminy. Dalszy świat nieznany — to realny grunt dla istot fantastycznych — izolowanie sprzyja marzycielstwu, rozwojowi wyobraźni.
Brak bezpieczeństwa ze strony brutalnej — społecznej i przyrodniczej — z pojęć o bóstwie czyni potrzebę uczucia. Katechizm kościelny — porządkuje tylko, daje nazwy istniejącym, gotowym pojęciom i idejom, — temu systemowi myślenia jaki poprzedzić musi badanie przyrody, jakiemu zresztą sprzyjały warunki życia. Kościół chrzci i legalizuje taką duszę jaką zastaje — jaka wyrabia się z nowemi warunkami bytu.
Tak więc — feodalny system myślenia zasadza się na dwóch głównych cechach: antropomorfizmie zjawisk otaczających i wynikającej zeń realności świata duchowego. Jakie były pojęcia o istocie zjawisk otaczających — taką musiała być i logika, sposób rozumowania, metoda wyprowadzania wniosków. Jeśli woda ma swoją duszę, podobną do ludzkiej, to czyż nie można jej zakląć — ona tak samo jak człowiek boi się Boga lub djabła — szanuje kościół — może więc usłuchać słowa duchownego. Czyż tak samo ogień z duszą antromoporficzną nie usłucha rozkazu Boga lub z poszanowania dla świętego nie uszkodzi jego ciała?
Góra — człowiek „czyż nie może ustąpić z drogi“. Grad — człowiek, lub wicher — człowiek czyż nie mogą jak i ludzie zaprzedać się na usługi szatana, bojąc się jednocześnie zaklęć chrześcijańskich? — Wszystkie przesądy t. zw. zabobony, czary, zaklęcia, ceremonje, wróżby, wszystko to pochodzi logicznie z antropomorficznych zjawisk natury. Teologja chociaż wszystkie te duchy jednoczy w Bogu i szatanie — dając im do rozporządzenia zastępy aniołów i djabłów — nie może jednak otrząść się z tych najprostszych pojęć — widać to w legendach, zaklęciach, obrządkach. — Widzieliśmy już — że tę fazę umysłowości ludzkiej, którą możemy nazwać fazą antropomorfizacji zjawisk — ustrój feodalny (który ją spotyka) — opasuje ją swoją zaściankowością — utrwalając i przedłużając. Lecz na tem nie dosyć — tenże ustrój izolując człowieka, wystawiając go na częste gwałty siły brutalnej, pozbawia go pomocy towarzyszy, siły społecznej, obronności zbiorowej, każąc mu jednocześnie zdobywać bogactwo nie pracą lecz siłą pięści — wprowadzając zapasy fizyczne jako zjawisko społeczne — wystawia go na ciągłe niebezpieczeństwa i tej strony — nie mogąc przytem usunąć tych niebezpieczeństw i klęsk jakie daje natura nieopanowana jeszcze rozumem ludzkiem. Wobec tego — Bóg chrześcijański — potężna i sprawiedliwa istota, opatrzność czuwająca nad każdem stworzeniem — ideja sama przez się prawie wytwarzająca się z umysłowości istniejącej — (kościół powstający centralizuje tylko, skupia wielość bóstw mniej znaczących w jednego potężnego tj. biorąc Boga żydowskiego z Biblji — dodaje mu już od siebie nowe cechy — miłosierdzia, dobroci, te które powstają jako idejowe odbicie się przewrotu społecznego, złagodzenie losu klasy pracującej przez techniczny rozwój — upadek srogości despotycznej pana jako potrzeby społecznej, bankructwo bata niepotrzebnego już dla kolonów — tę przyczynę bankructwa groźnego Jehowy jak i nieczułych bogów greckich i rzymskich — muszą ustąpić miejsca chrześcijańskim Ojcu niebieskiemu) — zupełnie dostępna i przystosowana do umysłów, do typu logiki ówczesnej — ideja całkiem swojska, naturalnie wywnioskowana u każdego z jego pojęć o świecie otaczającym — dopasowana przytem do zmian społecznych, jakie zaszły w wyzysku pracy. — Otóż ideja ta, wskutek nowych warunków życia staje się społeczną potrzebą duszy ludzkiej. Jehowa — groźny pan niewolników lub rozpusty Jowisz zmieszany z Cesarzem rzymskim, niemogą tej potrzeby zaspokoić — byli to bogowie panów — jedynych ludzi. Teraz gdy ludzkość zwiększyła się o całe masy pracujących, którzy dostali duszę — trzeba Boga dla wszystkich, boga wyrozumiałego, mogącego być opiekunem nietylko bogatych, potężnych, wykształconych, lecz i najmizerniejszych istot. Stąd też — miłościwy Bóg chrześcijański — Opatrzność Ojcowska. Dla człowieka porzuconego samotnie w walkach jego z siłami natury i pięścią przemocy — taka opatrzność, opieka nadzieja, sprawiedliwość — jest niezbędną, jest potrzebą, uczuciem, od którego uwolnić się nie może. Potrzebuje opieki feodała, klasztoru, cóż dopiero najpotężniejszego władcy? Przytem dla ówczesnego umysłu władca ten jest równie realny jak feodał — słyszy go w grzmotach — widzi jego działanie w każdem zjawisku — patrzy na jego pałace — sklepienie niebios — oswaja się nawet z twarzą jego przez kościelne obrazy.
Tak więc — gdy nastały takie warunki życia — że osamotniony człowiek — zmuszony jest borykać się z naturą i pięścią silniejszych — wtenczas nie mogąc sam o własnych siłach przejść przez życie możliwie dobrze, szuka opieki zamków i klasztorów, lecz ponieważ i ta mu nie wystarcza sama często gwałcąc spokój i szczęście jednostki — człowiek potrzebuje opieki najwyższej, opieki najpotężniejszej, sprawiedliwości nieomylnej — a ponieważ na ziemi znaleźć takiej nie może stwarza ją sam sobie, umieszcza wysoko nad gwiazdami — pod postacią władzcy — człowieka-olbrzyma, pana nad panami — mocarza otoczonego dworem i zastępami — potężniejszego od wszystkich ziemskich — a przytem najsprawiedliwszego, pełnego łaski i miłosierdzia, od którego najnędzniejsza istota spodziewać się może szczęścia, który może wynagrodzić wszelkie cierpienia, i powetować wszelkie krzywdy. Jest to Bóg chrześcijański — twór Ewangelji — lecz zarazem wytwór głębokiej potrzeby moralnej. Stworzywszy takiego Boga, taką opiekę nad sobą, człowiek czuje się spokojniejszy, pewniejszy siebie, wytrwalszy na cierpienia życie, ma ciągłą nadzieję łaski, nagrody, sprawiedliwości. Ponieważ zaś — Bóg ten jest zgodny zupełnie z pojęciami człowieka, z jego sposobem myślenia, z jego logiką, z jego światopoglądem całym — staje się przeto istotą realną — wywołuje zupełną wiarę; prostą, ślepą, niezachwianą — istnienia Boga — tego największego opiekuna i obrońcę, sędziego i władzcę — staje się tak realna dla umysłów jak istnienie feodała. Jak widzi zamek tak samo widzi niebo — jak słyszy rozkazy pana — tak samo słyszy głos Boga w grzmotach i piorunach. Wynikające z ustroju społecznego dolegliwości życia i słabość człowieka — w połączeniu z ówczesną logiką, pojęciami wywołały w duszy ludzkiej uczucie potrzeby istnienia opatrzności, opieki władzcy, feodała zamieszkującego niebiosy z doskonałością ludzkich zalet — siły, sprawiedliwości, miłosierdzia. W ten sposób — Bóg Ewangelji staje się potrzebą społeczną — więc ideją panującą, tworem realnym.
Z powstaniem Boga chrześcijańskiego — tworzy się cały dogmatyzm i jego panowanie nad umysłowością. Dawniejszy Bóg nie mógł być miłosiernym — wobec niewolnictwa nędza nic odeń oczekiwać nic mogła — bała się go tylko — jak teraz szatana. Teraz — z upadkiem niewolnictwa dawnego ruguje Bóg nowy pełen łaski i miłosierdzia. Rozstrój moralny jaki cechował umysłowość niewolniczą — ustępuje moralnemu spokojowi ludzi, kryjących się pod skrzydła miłościwej Opatrzności. Wiara poprzednia ( wynikająca tak samo z antropomorfizacji pojęć) utrzymywała także realność bóstw — teraz gdy Bóg stał się uczuciem, potrzebą, podstawą równowagi duchowej człowieka — wiara potęguje się jeszcze. Razem z tem — potęguje się także siła idei. Pojęcie zajmujące te duszy podstawowe stanowisko, związane z najbardziej silnemi uczuciami, przeważa nad innemi, działa w każdym ruchu człowieka. Genezę swoją — Bóg zaczyna się w tym długim szeregu uczłowieczonych tworów (jest bóg — słońce, bóg — krokodyl, bóg — słoń i t. d.) jakie zapełniał świat człowieka starożytnego, lecz stając się podstawą i warunkiem moralnym spokoju, równowagi duchowej człowieka, przerósł nieskończenie swych dawnych towarzyszy — a na takie stanowisko w ustroju psychicznym człowieka — wysuwa go upadek, zanik pracy niewolniczej, społeczne bankructwo knuta. Chrystus jest tym genjuszem indywidualnym, który pierwszy stworzył nowego Boga, przystosowując Jehowę do rewolucji społecznej, rozpoczynającej się wówczas — zrewolucjonizował odpowiednio religję i etykę. Instynktownie może przeczuł bankructwo bata i dlatego z taką pewnością siebie ogłosił Ojca niebieskiego[105] i wtedy już znalazła się garstka umysłów, którzy zrozumieli możliwość takiego Boga i zapłonęli dlań fanatyzmem. W miarę znikania niewolnictwa — ideja Chrystusa rozwijała się ciągle — stając się w końcu systemem dogmatów teologji.
Gdy zaś zasadniczy, pierwszy dogmat Boga chrześcjańskiego zapanował nad umysłami — reszta musiała także być przyjętą — kościół władcą moralnym. — Pismo św. nieomylnem całokształtem wiedzy boskiej — granicą nauk, wiara najważniejszem uczuciem.
Teraz możemy odpowiedzieć na pytanie — dlaczego religja panowała nad umysłami. Po pierwsze — religja chrześcjańska była tylko wyrazem dogmatycznym ówczesnej umysłowości, zasadzała się na panującej powszechnie logice i pojęciach — była zatem zupełnie dopasowaną do umysłów — jedynym systematem pojęć zgodnym z naturą duszy ówczesnej. Wiara w dogmata religji nie potrzebowała być sztucznie wytworzoną, realność istnienia świata duchowego była treścią pojęć o zjawiskach, wiara w Boga, świętych, aniołów, djabłów, w cuda wszelkie, była poprostu jedynie możliwem dla ówczesnego umysłu objaśnieniem świata — był to dalszy ciąg wiary w bóstwa pogańskie, czary i dziwadła wszelkie — wynik prosty antropomorfizacji zjawisk. Forma chrześcjańska tej wiary, która nastała wraz z przewrotem społecznym i zależnie od niego, jak Widzieliśmy utrwala tylko tę wiarę, która właściwie była przekonaniem opierającem się nawet na świadectwie zmysłów, przy ówczesnej logice pojmowania faktów[106].
Powtóre — obok realności jaką ma Bóg, szatan i cały świat duchowy — realność wynikającą z logiki ówczesnej — życie ówczesne jednostki wymaga Boga chrześcjańskiego i jego królestwa dla utrzymania spokoju, równowagi moralnej, do której instynktowo dążą ludzie we wszystkich czasach i miejscach. Bóg chrześcjański daje nieśmiertelność — niebo lub piekło — nagrody lub kary w życiu — dla wszystkich zarówno. Najnędzniejszy może zdobyć jego łaskę i opiekę — może cieszyć się nadzieją przyszłego raju. Stąd też obok realności istnienia — która wzbudzała zawsze strach — zmuszając ludzi do ciągłego uwzględniania tego władzcy niewidzialnego — dołącza się tu jeszcze masa innych interesów zyskania szczęścia doczesnego i wiecznego — który to interes czyni z człowieka niewolnika Boga — przez to samo religji i kościoła. Jak interes dobrobytu zmuszał go do spełniania obowiązków wasala lub poddanego tak samo, jeszcze bardziej szeroki interes tej samej natury zmuszał do spełniania przepisów religijnych, rozbudzał fanatyzm, poddawał jego serce i umysł pod jarzmo kościoła. Pobożność ówczesna była szczerą, naturalną, fanatyczną — dogmatyzm zaś chrześcjański wynikający z ówczesnej logiki pojmowania zjawisk posiadał nietylko siłę realności, lecz także emocjonalną siłę życiowego interesu. Oto dlaczego religja panowała nad umysłami.
Jak widzieliśmy, czynniki które utrzymywały umysłowość feodalną pod jarzmem religji — były dwojakiego gatunku: ówczesna faza umysłowości ludzkiej, logiki — cechująca się antropomorfizacją zjawisk natury; oraz cechy moralne wytworzone warunkami życia, wynikającemi z natury ustroju społecznego. Słabnięcie wpływu teologji, przewagi religji w umysłach — zależy bezpośrednio z jednej strony od zmian jakie zachodzą w umysłowości ludzkiej, w logice i pojmowaniu zjawisk — z drugiej strony — od zmian zachodzących w warunkach życia w miarę jak zmienia się ustrój społeczny, przyczem, ze zmianą warunków życiowych zanikają stopniowo i te cechy moralne, które są ich wytworem, ustępując miejsca nowym.
Obecnie mamy tylko zbadać zmiany zachodzące w umysłowości — w logice, w pojmowaniu zjawisk — zmiany które wyprowadzają umysłowość ludzką z fazy antropomorficznych pojęć i wprowadzają ją na drogę krytycyzmu i badań doświadczalnych — by dalej poprowadzić chwilowe przebłyski genjusza starożytnego, który wyrósłszy na niestosownym dla siebie gruncie społecznym, musiał na tysiąc lat zagrzebać swoje zdobycze.
Produkcja jest najpierwszem badaniem przyrody. Zmuszając człowieka do ciągłego stykania się z jej tworami i zjawiskami — mimowoli każe mu poznawać różne właściwości tych tworów i stosunki między zjawiskami. Robotnik jest pierwszym badaczem natury — narzędzia pracy — pierwotną formą przyrządów doświadczalnych. Ten związek między badaniem przyrody a produkcją — pozostaje i nadal — trwa po odzieleniu się tych czynności, gdy specjalizacja obu musiała wytworzyć fizyków, chemików, botaników i t. d. i t. d. niezależnie od rzemiosł i rolnictwa. W tym jednak okresie przejściowym, który rozpatrujemy, robotnik może tylko rewolucjonizować produkcję przez udoskonalenie narzędzi i sposobów produkowania, lecz zarazem — rewolucjonizuje umysłowość ludzką, umożliwiając pojawienie się pierwszych zaczątków krytycznego myślenia i badania doświadczalnego.
Robotnik, będący jednocześnie i posiadaczem (warunkowym), rolnik lub majster, produkując w ciągu feodalnego okresu samodzielnie i pojedynczo — miał możność poznania masę tajników przyrody, przez co nie tylko wzbogaca swe doświadczenie fachowe, lecz gromadzi także bogaty materjał dla przyszłych filozofów.
W ciągu pracy, poznaje on różne właściwości ziemi i jej tworów, poznaje ich wzajemne działania na sobie, ich stosunek do siły natury, poznaje sposoby za pomocą których człowiek może oddziaływać na przyrodę celowo. Z tego poznawania, odbywającego się codziennie w umyśle rzemieślnika i gospodarza, wytwarzają się powoli — w ciągu wieków całych nowe zjawiska: wzrost wytwórczości pracy i bliższe zapoznanie się ze zjawiskami przyrody.
Pierwsze jest przyczyną zmiany ustroju społecznego, drugie — rozwija zaczątki krytycyzmu i daje nowe pojęcia o świecie — zmieniając podstawy ludzkiego myślenia. Pierwsze — rodzi kapitał, drugie — filozofję materjalistyczną. — Z rzemieślników wyłaniają się powoli fizycy i chemicy, mechanicy i architekci. — Z rolników — badacze roślin, zwierząt, ziemi i atmosfery. Specjalizacja postępuje w miarę nagromadzania się wiadomości.
Stąd też, pierwsze odkrycia i badania przyrodnicze są jeszcze ściśle spojone z interesami produkcji — noszą na sobie wybitnie praktyczny, stosowany charakter — mimo to jednak, wiele z nich odkrywając tajemnice świata, zadają śmiertelne ciosy panującej filozofji — i zwracają na siebie uwagę wszystkich uczonych.
Począwszy od 14 wieku, nagromadzony zapas doświadczeń pracy w różnych gałęziach gospodarki, wyłania cały szereg wynalazków, odkryć — które po większej części czynią się w celach czysto praktycznych, — dla interesów produkcji — mają jednak znaczenie takie — że rewolucjonizują nie tylko produkcję lecz i filozofję podkopują nie tylko gospodarkę feodalną lecz i powagę Biblji i znaczenie teologji. — Wbrew Biblji Kolumb odkrywa Amerykę, ustalając pojęcie o kulistości ziemi, Kopernik, Galileusz, Kepler nadają ruch ziemi, wstrzymując słońce, odkrywają nowe światy systemów słonecznych, wobec czego ziemia z pierwszorzędnego stanowiska jakie zajmowała dotychczas w świecie schodzi na zupełnie podrzędne, gubi się w niezliczonych ilościach światów. Toż samo okazało się w każdym zakresie badań przyrodniczych. Każda nauka im więcej rozwijała się, tem więcej kompromitowała Biblję. Wszystkie biblijne pojęcia o wszechświecie, ziemi, człowieku, zwierzętach i roślinach — okazały się mylnemi — raziły coraz bardziej umysły swą naiwnością, w miarę jak rozszerzało się jasne światło nauk przyrodniczych.
Cały ten proces przewrotu umysłowego poczyna się od XIV w. ciągnie się do XIX — rezultatem jego jest przeprowadzenie umysłowości ludzkiej od świata antropomorficznego do świata jako ślepego mechanizmu sił działających na materję. Dlatego też wymaga on przeszło 400 lat. — Ze światem antropomorficznym łączy się panowanie religji nad umysłami, wiara w cudy, magiczne praktyki, zabobony, realność legend i świata istot fantastycznych. Z zapanowaniem w umysłach świata mechanicznego — upada powaga Biblji, cuda stają się niemożliwemi, cały świat duchowy zanika, a śmierć ta sięga aż do jego szczytu — Bóg staje się zbytecznym w tym wielkim mechanizmie sił i atomów, gdzie żadna wola, myśl, nic zmienić nie mogą.
Upadek naukowej powagi Biblji i stopniowy zanik antroporfizmu zjawisk otaczających — te są pierwsze przyczyny słabnięcia wiary.
Oba te zjawiska nie wynikają wcale z przypadkowej genjalnej myśli — przypadkowi genjusze przemijają bez śladu jak wielu uczonych średniowiecznych. W umysłach musi się nagromadzić pewien zapas spostrzeżeń, pojęć luźnych, idej niezbyt spaczonych, pozostałych z życiowego doświadczenia pokoleń — dopiero na tem tle zjawiające się dzieła genjuszów znaczą dla postępu umysłowości.
Oba powyższe zjawiska rozwijają się jednocześnie. Wynalazki powstające w umysłach fachowych (po większej części rzemieślników) jak busola, mikroskop, teleskop i masa innych, są znakomitem ułatwieniem dla umysłów do nowych obserwacyj i badań. Odkrycie nowych światów, zrobione dla interesów wzmagającego się ciągle handlu, umożebnione przez postępy żeglugi — jest jednym z największych bodźców dla rozwoju przyrodniczych badań.
Dziwy nowego świata — niebo, ludzie, zwierzęta, rośliny — przykuwają do siebie uwagę tysiąca umysłów, rozbijają swem zjawieniem całą masę starych pojęć, uświęconych religją. — Gdy więc z jednej strony — specjalizujące się z fachów różnych produkcyj nauki przyrodnicze czynią szalone postępy dzięki takim wynalazkom — jak odkrycie Nowego Świata, jak teleskop, mikroskop, zadają coraz to nowe ciosy Biblji — wykazując jej błędy i tworząc całkiem inny pogląd na świat.[107] Z drugiej strony — ludzie poznając coraz lepiej własności zjawisk natury, ich stosunki wzajemne, trzebiąc lasy, wysuszając niedostępne bagna, zaludniając niezgłębione przedtem puszcze, wytwarzają w swem umyśle pojęcia bardziej zbliżone do realności — tak, że niewidzialne istoty, dusze wszystkich twórców, będące dawniej jedynem objaśnieniem świata i jego życia — stają się coraz bardziej zbyteczne, w miarę jak doświadczenia wyjaśniają istotę wiatrów, grzmotów, deszczów, słońca, wody, gazów, ciepła, odkrywają ich działania wzajemne, objaśniając wszystkie ruchy widoczne sposobem prostym, przekonywającem, nie pozostawiają wcale miejsca dla dawniejszych istot duchowych. Upiory, gnomy, syreny itd., uciekają przed człowiekiem który wtargnął w ich puszcze, niszczy bagna i lasy — tracą swój grunt realny, miejsca gdzieby mogli przebywać ukryte przed wzrokiem ludzkiem. W ten sposób — wskutek zdobyczy umysłowych na polu badań przyrodniczych — zdobyczy rozpoczętych dzięki nagromadzonemu przez robotników zapasowi wiadomości — rozpoczętych pod wpływem interesów produkcji dokonywanych przez coraz bardziej wyspecjalizowane grupy umysłów — upada powaga Biblji — zanikają antropomorficzne pojęcia o świecić. Jest to pierwszy potężny wyłom w dotychczasowej władzy religji — dwie główne podstawy zostają z pod niej usunięte.
Ze zmianą pojęć o zjawiskach otaczających zmienia się także sposób rozumowania, natura dowodów, logika, zmiana logiki czyli rozwój krytycyzmu z trzeciej strony podkopuje wpływ religji.
Inaczej rozumuje człowiek, wierzący, że wiatr lub woda mają swą duszę podobną do ludzkiej — inaczej zaś ten który je uważa za bezduszne zjawiska, rezultaty ślepych sił i bezwładnej materji.
Jeżeli objaśnienie antropomorficzne świata, wymagało tylko pracy wyobraźni ludzkiej — objaśnienie mechaniczne stało się wynikiem umiejętnych obserwacyj, obliczeń, drobiazgowych eksperymentów, całej masy analiz, porównań, zestawień — jednem słowem — skomplikowanego działania myśli, wymagającego wielkiej pracy mózgowej.
Im bardziej umysły przyzwyczajają się do tego, że przed wytworzeniem pewnego pojęcia, pewnej idei, muszą wprzódy rachować, mierzyć, ważyć, porównywać, badać skład, rozbierać na części, t. j. przejść całą drogę badania przyrodniczego, tem trudniejsze staje się dla nich przechowywanie w swem umyśle takich pojęć lub idei — sprawdzić których metodą przyrodniczą nie można, które wymykają się z pod wszelkiej obserwacji bezpośredniej, których dowody nie podlegają żadnym eksperymentom.
Tym sposobem — dogmaty religijne poczynają coraz bardziej słabnąć w umysłach im bardziej te umysły przyzwyczajają się do nowego sposobu rozumowania, im bardziej rozpowszechniają się pojęcia i dowody przyrodnicze.
Krytycyzm wyrobiony przez przyrodnicze badania — gdy raz usadowi się w umyśle, wyparłszy starą logikę — musi przeprowadzać przez swój aparat wszelkie pojęcia jakie tam zastaje — i mimo woli człowieka, czasem nawet bez jego świadomości, rujnuje ich fundamenta, zostawiając cienie tylko. Tak tworzył się materjalizm, ateizm, cały nowy system filozoficzny.
Jest to proces rozszerzania się zaniku pojęć antropomorficznych — przechodząc od zjawisk widocznych, do idei filozoficznych i dogmatów wiary — które na nich opierały się lub brały z nich swój początek. Rozszerzanie się w mózgu zaniku antropomorfizmu — odbywa się wskutek nowej logiki, powstałej z nowych pojęć.
— Tak więc — proces zaniku wiary, jaki odbywa się pod wpływem rozwoju umysłowości, jest następujący:
Wyspecjalizowane w pracy wytwórczej badania przyrodnicze, wspomagane wynalazkami i odkryciem nowych światów, sprowadzają upadek Biblji jako powagi naukowej i zanik antropomorficznych pojęć o zjawiskach <span class="n0kh" title="[Korekta] 'otaczających'" style=" display:none">otacającychotaczających świat, — pojęć, z których wytworzył się duchowy świat chrześcjański z Bogiem i szatanem. W miarę jak powstają nowe wyjaśnienia zjawisk przyrody — udowadniane obserwacją zmysłów i rachunkiem — dusze antropomorficzne, które je dawniej ożywiały stają się zbyteczne.
Z tą zmianą pojęć odbywa się i zmiana rozumowania — logika. Z upadkiem Biblji — powaga świętych tekstów traci siłę dowodów. Antropomorficzny świat umożliwia wszelkie zjawiska — mechaniczny zakreśla im ścisłe granice. Uduchowione twory natury mogły ulegać ludzkim słowom, wpływom różnych duchów, świadczyć w sprawach sądowych, działać na bieg wypadków — a przez to umożliwiały odpowiednie wnioski i rozumowania. Inaczej musi być, gdy twory te stają się bezmyślną materją, podlegającą różnym siłom według praw niezmiennych. Dawne rozumowanie musi upaść wraz ze światem antropomorficznym a na jego miejsce zjawia się krytycyzm — nowa logika — wytworzona przyrodniczemi badaniami — przystosowana do nowych pojęć.
Z zanikiem antropomorfizmu i tworzeniem się nowych pojęć — rozwija się krytycyzm — który utrwalając się w umysłach — rujnuje w nich nawet nieświadomie stare ideje i dogmaty wiary, chcąc przystosować je do swych wymagań — osłabia a w końcu niszczy. Krytycyzm rozszerza proces zanikania antropomorfizmu — na dogmaty wiary. Jak zbyteczną staje się dusza wody lub ognia dla wyjaśnienia tych zjawisk i ich działań — tak samo zbytecznym staje się Bóg chrześcjański dla mechanizmu wszechświata. Zbyteczność ta i brak dowodów wystarczających dla nowej logiki — doprowadza religję do bankructwa.[108] Pod działaniem tych procesów bankrutuje ona jednak przeważnie w umysłach filozofów i wogóle inteligencji. Inne wpływy sprowadzają jej upadek w umysłowości mas.
Cała ta zmiana umysłowości dokonywa się naprzód w pewnej tylko grupie umysłów najbardziej myślących. Grupa ta przemieni się w ognisko propagandy — rozszerzając nowe pojęcia, nową filozofję, a razem z tem nową logikę.
Siedliskiem tej propagandy — są miasta — bogate mieszczaństwo pierwsze ulega tej przemianie umysłowej, przedstawiając podatny do tego grunt emocjonalny (co zobaczymy dalej) staje się niejako przedstawicielem oficjalnym nowej filozofji. Zjawiają się też nowe środki propagandy ułatwiające ogromnie dokonaniu się przewrotu umysłowego w szerokich masach — jest nim druk i szkoły — rozwijające się z każdym wiekiem bardziej.[109][110]
Za pomocą tych środków inteligencja burżuazyjna rozszerza wśród mas nowy system pojęć i rozumowania, niszcząc coraz bardziej panowanie religji, często nawet bezwiednie i wbrew swym celom. Określmy stanowisko tej nowej klasy społecznej (burżuazji) jako propagatora, krzewiciela przewrotu umysłowego, nowej filozofji materjalistycznej. krytycyzmu.
Odkąd teologja przestaje być jedyną nauką — z chwilą gdy zaczynają się wydzielać badania przyrodzone jako gałęź wiedzy — monopol oświaty, nauk, przechodzi z klasztorów do miast. W miastach centralizuje się ruch naukowy. Już przez to samo staje się on najdostępniejszym dla umysłu mieszczaństwa.
Badania przyrodnicze przedstawiają dla burżuazji specjalny interes — zdobycze ich stają się zdobyczami kapitału. — Wynalazki mechaniki, chemji, fizyki itd., znajdują olbrzymie zastosowanie praktyczne w produkcji — zwiększają wytwórczość pracy a przez to siłę rodną kapitału.
Dlatego też mieszczaństwo wydaje z siebie najliczniejsze zastępy badaczy.
Wytwarzanie się burżuazji odbywa się jednocześnie z przewrotem umysłowym, wiek odrodzenia, rodzącej się niewiary i materjalizmu jest jednocześnie wiekiem powstania kapitału. Nowe pokolenia mieszczańskie wyrastają już w atmosferze pełnej żartów z religji, szyderstw z przesądów, zastają już sponiewierane teksty biblijne. Odkrycie Kolumba, systemy Kopernika, Galileusza, zastaje stosy ksiąg drukowanych łatwych do nabycia, które wydobywają ze zgliszczów starożytną filozofję. klasycyzm, głoszą badania medyków, fizjologów itd. Ta właśnie cała sfera wychowawcza rozwinięta szczególniej w miastach, była środowiskiem moralnem w którem wyrastały nowe pokolenia mieszczańskie. Nic więc dziwnego, że nowe pojęcia wsiąkały odrazu w mieszczańskie mózgi — że one pierwsze stały się zdobyczą propagandy materjalistycznej.
Rozwijające się jednocześnie z nową filozofją nowe warunki życia — opanowywania przyrody — spokój publiczny — opieka policyjna — rozwój sił indywidualnych człowieka w produkcji — potrzeba pracy zbiorowej — powstanie zbiorowych sił ludzkich — wzrost zbytków — upadek gospodarstwa domowego i znaczenie kobiety w produkcji — jednem słowem, wszystkie te zjawiska społeczne dawne, z których wytwarzała się w duszy ludzkiej potrzeba opatrzności boskiej, skłonność do wiary w rzeczy nadprzyrodzone, zaściankowość umysłu itd., to wszystko najwcześniej upadało w miastach — a nawet było wprost niszczone ręką kupiectwa, później burżuazji, jako zawady dla interesów handlu i kapitału. Burżuazja więc — a raczej kupiectwo, mieszczaństwo bogate najwcześniej zaczyna żyć w takich warunkach społecznych, które nie wywołują w duszy naturalnej potrzeby religji — przeto religja ta trzyma się w tych umysłach dość słabo, a nie będąc związaną ze stroną uczuciową duszy — upada najprędzej — przez co materjalizm znajduje najłatwiejszy dostęp.
Przytem — jak kupiectwo, tak i burżuazja zeń powstała — od najdawniejszych czasów wypełnia życie swe zajęciami których natura wykształca umysłowość we właściwym sobie kierunku. Kupiec lub burżua, goniący wiecznie tylko za zyskiem pieniężnym, mający ciągle do czynienia z rachunkami, obmyślający różne spekulacje szachrajskie, w ciągu całych pokoleń podobnego życia — wykształca się i utrwala w jego duszy przeważająca namiętność do złota — ideał czysto materjalnej natury — umysł wyćwiczony w spekulacjach rachunkowych zbliża się swą logiką najbardziej do krytycyzmu. Trzeźwość praktyczna życia — brak czasu i usposobienia do marzycielstwa — wszystkie te cechy powstałe z natury zajęć życiowych — stanowią grunt niepodatny do wiary w cuda, legendy, do pojęcia całego świata duchowego. Myśl wyćwiczona na logice liczb — przyjmuje najłatwiej materjalistyczne objaśnienia świata — antropomorficznie rozwinięta wyobraźnia i marzycielstwo napotyka zawsze na silny sceptycyzm, najsłabszy ma grunt w trzeźwych umysłach klasy kupieckiej — której pieniężne spekulacje, ciągłe podróże, nieustające zajęcia, znajomość szerokiego świata — najwcześniej usposabiają do porzucenia starej filozofji i oswobodzenia się od przewagi dogmatów religijnych.
Te są warunki — sprawiające, że burżuazja najwcześniej odbywa transformację umysłową, — że staje się przedstawicielką nowej filozofji w walącem się społeczeństwie feodalnem. — Dalej rozpatrzymy naturalny związek różnych nowych idei ze społecznemi interesami tej klasy.
Niewiara nie przeszkadza burżuazji jednak występować oficjalnie w katolickiej osłonie, strzec pobożności ludu i kokietować kościół. W salonach szydzi z religji i przesądów, wygłasza zasady materjalizmu — w manufakturach nakazuje robotnikom odmawiać pacierze i chodzić do kościoła.
Mimo tej taktyki obłudnej — miasta stają się siedliskiem niewiary — książki dostają się i pod szlacheckie dachy — do zamków feodalnych — nowa nauka staje się modną — filozofowie ozdobą salonów królewskich i arystokratycznych. Liberalizm, niewiara, szydzenie z religji — staje się składową częścią kultury klas wyższych — zarówno bogatych feodałów jak i burżuazji.
Wiarę ludzi podkopują nowe warunki życia, rozszerzana przez szkołę państwową oświata, stykanie się coraz częstsze z miastem — lecz głównym czynnikiem jest tu przewrót społeczny, zniszczenie gruntu społecznego, który utrzymywał wiarę i sprzyjał panowaniu religji — wytworzenie się natomiast takich warunków społecznych nieprzyjaznych dla wiary i pojęć starych — które umożliwiały zupełnie popularyzowanie się nowej filozofji i logiki tysiącznemi drogami działania idej.

3. Upadek wiary pod wpływem zmiany warunków społecznych.

Dotąd rozpatrywaliśmy zanik wiary odbywający się wskutek naturalnego rozwoju umysłowości ludzkiej, poznawania przyrody, które spowodowało zanikanie antropomorfizmu i odpowiedniej mu logiki, obaliło powagę Biblji — a przez usunięcie tych dwóch głównych podstaw religji — sprowadziło jej bankructwo. Religja jednak, jej panowanie nad umysłowością, wiara powszechna, nie była tylko wynikiem antropomorficznej fazy umysłowej, nie, tylko była potrzebą myślenia, lecz także potrzebą moralną, potrzebą uczuć, wynikiem społecznych warunków feodalizmu. Gdyby możliwem było dalsze trwanie tych warunków, religja miała by zapewnioną swą władzę nad umysłami mas ludowych — mimo zdobyczy naukowych istniałaby jako potrzeba społeczna — mając swe podstawy w stanach emocjonalnych duszy ludzkiej.
Warunki społeczne zmieniały się jednak równocześnie z rozwojem umysłowości — a przez to, ostatnie podstawy wiary zostały zniszczone — tak, że nawet tam gdzie nie dosięgała propaganda nowej filozofji — szerzyła się obojętność religijna, zanikał dawniejszy fanatyzm, życiowe interesy i namiętności przeważały ogromnie nad religijnemi, wiara stawała się coraz bardziej powierzchownem pewnem przyzwyczajeniem i konwenansem. Bóg został wyparty z pierwszego stanowiska jakie zajmował dawniej w duszy ludzkiej — na jedno z najpodrzędniejszych. Od XIV wieku począwszy indyferentyzm religijny szerzy się ciągle — przechodząc coraz bardziej w ateizm. Przejrzymy proces zanikania tych cech psychicznych które były podstawą wiary, a które wynikały bezpośrednio z warunków społecznych feodalizmu — jako też proces przetwarzaniu się ich na inne wraz z rozwojem nowych warunków kapitalistycznych.
a) Zanik realnego gruntu świata duchowego.
Dopóki człowiek żyje zamknięty w swej gminie, nie potrzebując żadnych stosunków z obczyzną, cały świat który rozciąga się po za słupem granicznym jego gminy — tajemniczy dlań, nieznany — stanowi, jakeśmy to widzieli, realny grunt dla świata duchowego, jaki wytworzył się w jego umyśle — skutkiem czego — ten świat duchowy, czarnoksiężnicy, nimfy, postacie fantastyczne zamieszkujące puszcze leśne, jeziora i bagna — nabierał większej prawdy — miał gdzie się pomieścić — miał swój widoczny zakres.
Tajemniczość otaczającego świata, mnóstwo miejsc dzikich niezamieszkałych — nie tylko stały się podstawą realną dla tworów wyobraźni ludzkiej — lecz dopomagają jeszcze do tworzenia się bajek i legend. Zabłądzony w puszczy leśnej lub ugrzęzły w bagnach mieszkaniec gminy — wyratowawszy się z tych niebezpieczeństw, opowiadał niestworzone rzeczy swym współobywatelom — które mu strach, wyobraźnia i nieznajomość wiejska nasuwały do głowy.
Z takich przygód tworzyły się podania, przyjmowane z zupełną wiarą — gdyż dla umysłów z pojęciami antropomorficznemi nic nie było niemożliwego.
Człowiek z ówczesnym umysłem widział wszędzie życie świadome — musiał więc zaludnić tworami fantazji — nieznane sobie miejsca — świat obczyzny.
Pałace kryształowe, czarnoksiężnicy, karły, olbrzymy nie mogą znajdować się na jego polach lub sąsiada — w ogrodach, łąkach gminnych znanych mu doskonale — lecz tam dalej — czego tam być nie może! najrozmaitsze dziwadła żyć tam mogą — alboż kto był tam, zbadał te miejsca — a ci którzy zawędrowali tam przypadkowo czyż nie widzieli czarnoksiężników w jaskiniach, straszydła różne które się goniły, lecz któżby śmiał na nie spojrzeć. Dopóki więc życie człowieka upływa w granicach gminy — dopóki istnieją wszędzie puszcze leśne i bagniska niedostępne i dopóty — świat duchowy, świat istot fantastycznych, t. z. zabobonów — ma swój grunt realny — ma swe realne źródło z którego czerpie tysiące wrażeń by je przetwarzać na legendy i baśnie różne. Ten świat fantastyczny, który otacza zadomowionego człowieka jest jednym z czynników podtrzymującym antropomorfizm pojęć, utrzymującym umysłość ludzką w stanie przyjaznym dla wiary w cuda i legendy kościelne — utrzymującym jego myśl w formie marzycielstwa, oswajającym umysł z nadprzyrodzonością. — wszystko to zaś stanowi jedną z najważniejszych podstaw psychicznych wiary, panowania religji.
Gdy rozwój handlu niszczy gospodarkę naturalną, gdy pieniężny apetyt feodałów rozpędza ludność wsi całych, gdy w dalszym ciągu pojawia się spekulacja kapitału, zanika typ człowieka zadomowionego, znika tajemniczość otaczającego świata. Gospodarka pieniężna zmusza każdego do szerszych stosunków, ściąga chłopów na rynki miejskie, rozwój handlu przecina szosami nieprzebywane dotąd puszcze, tworzy nowe miasta, ożywia bezludne dotąd okolice. Gdy pojawia się kapitał — jego nowa cywilizacja przeobraża świat zupełnie, trzebią się lasy, osuszają się bagniska, powstają wszędzie nowe fermy, ruch wymienny wzmaga się jeszcze bardziej, ludność wywłaszczana przerzuca się z miejsca na miejsce — mieszkania czarowników, upiorów, duchów leśnych, nimf, ulegają zupełnemu zniszczeniu, a wskutek tego i one same znikają z powierzchni ziemi, nie mając gdzie się ukryć przed kapitalistycznym pługiem i toporem, przed ciekawym wzrokiem kręcących się wszędzie kupców. Jak ze zburzeniem świątyń i gajów pogańskich znikają bóstwa — tak samo znika w umyśle ludzkim świat istot fantastycznych, gdy zniszczono tajemniczość, która otaczała pomieszkanie człowieka, gdy przetrząśnięto wszystkie zakątki kraju nie znajdując żadnych cudownych rzeczy — gdy wszystko naokoło stało się znane, jawne, powszednie — gdy zmuszono człowieka wyjść ze swego domu, poznawać obce strony i ludzi. Zaludniony i ucywilizowany przez kapitał świat — niema w sobie żadnych podniet dla wyobraźni ludzkiej, usuwa wszelką możliwość istnień w sobie dawnych fantastycznych istot.
Ta zmiana warunków życiowych, sprawia upadek wiary w podania, bajki i legendy, upadek fantastycznego świata ziemskiego, upadek jednej części wiary w nadprzyrodzoność, osłabienie marzycielstwa, wyobraźni człowieka — cech psychicznych, na których spoczywała i wiara w dogmatyzm chrześcjański.
b) Opatrzność boska przestaje być potrzebą społeczną.
Widzieliśmy już wyżej, że Bóg był potrzebą umysłowości feodalnej, koniecznym wynikiem antropomorfizmu — widzieliśmy także że był potrzebą uczuć, warunkiem równowagi, spokoju moralnego. Feodalny człowiek, izolowany jako wytwórca, prowadzący samodzielnie gospodarstwo, a przez to samą pozbawiony siły społecznej; wystawiony bez żadnej obrony na gwałty siły brutalnej, będącej jedynem narzędziem dla przysporzenia bogactw — często nawet pogardzony przez swego oficjalnego opiekuna — suzerena — niewolnik jeszcze natury, nie umiejący kierować jej siłami, drżący ze strachu wobec jej tajemnic — jedynie tylko w Bogu chrześcijańskim znajduje nadzieję, pociechę, ukojenie, trwały spokój, równowagę moralną. Bóg który jest dla niego istotą realną, żyjącą, prawdziwą, namacalną niemal, daje mu obronę, spokój, szczęście. Jak potrzebną mu jest opieka suzerena tak samo — tylko w większym stopniu — potrzebuje on opieki (równie dla niego realnej) Boga — Opatrzności. Człowiek feodalny — bez opieki kogoś silniejszego obejść się nie może — w społeczeństwie składającem się z izolowanych jednostek, a w którem bogactwo można zdobyć tylko gwałtem — siłą pięści — bez opieki silniejszego żyć trudno. Te same warunki, które skłaniają całe setki wolnych gmin chłopskich i rycerzy oddawać się w poddaństwo opactwom i panom feodalnym — te same wywołują w nich potrzebę Boga, skłaniają do fanatycznej wiary, do ślepego posłuszeństwa religji.
Z upadkiem ustroju feodalnego warunki te zmieniają się. Człowiek przestaje być izolowanym, samodzielnym wytwórcą — produkcja nowa odbywa się zbiorowo, z podziałem pracy, zaostrzająca się coraz bardziej walka klasowa wymaga solidarności, człowiek przestaje być samotnym, staje się coraz bardziej cząstką gromady, coraz więcej potrzebuje węzłów towarzyskich, zbiorowości ludzkiej — siła społeczna powstaje na wszystkich polach życia.
Jednocześnie zmienia się także forma walki o byt w społeczeństwie. Z pojawieniem kapitału (raczej ze wzrostem wytwórczości i pracy) bogactwo, pieniądz nabywa zdolności samorodcze. zwiększanie się źródeł nadwartości — bogactw odbywa się w łonie samej produkcji. Siła brutalna traci swoje znaczenie, jedyny środek w zdobywaniu bogactw, przestaje być potrzebą społeczną — walka o stanowisko społeczne z pola krwawych zapasów rycerskich przenosi się na rynek — tam zyskuje się teraz przewagę społeczną i wieńce chwały.
Ta zmiana formy walki o byt jednostek, wraz z powstałym absolutyzmem królewskim i zcentralizowanem nowem państwem — sprawia usunięcie siły brutalnej jako stałego czynnika w życiu — zakaz wojen prywatnych — rozbrojenie feodałów — prześladowanie band rozbójniczych — utrwalenie spokoju wewnątrz kraju — zaprowadzenie państwowej policji, sądów, porządków administracyjnych.
Stanowisko człowieka w społeczeństwie zmienia się więc zupełnie. Z osamotnionego staje się cząstką zbiorową sił społecznych — dawniej wystawiony na ciągłe gwałty siły brutalnej — teraz ma naokoło siebie spokój, jego byt, własność, prawa, spokój domowy strzegą państwowe prawa, sądy, policja. Państwo zapewnia mu opiekę, bezpieczeństwo, spokój — towarzysze pracy dodają mu pewności siebie, poczucia siły zbrojnej ludzkiej. Jak zbyteczną staje się dlań opieka suzerena — tak samo słabnie jego życiowa potrzeba Opatrzności — tembardziej, że dawniejszy niewolnik natury staje się teraz coraz bardziej jej panem, znawcą, umiejętnym wyzyskiwaczem. Inaczej czuje się człowiek w bezpiecznem schronieniu, zasłonięty od wszelakich niebezpieczeństw, inaczej gdy jest wystawiony na różne niebezpieczeństwa i klęski, gdy nad jego głową wisi śmierć, nieszczęścia, a zarazem miotają ciągle obawy i niepewności jutra. Widzimy niedowiarków, którzy nie myśląc nigdy o Bogu w codziennem spokojnem życiu, wzywają Opatrzności w chwilach niebezpieczeństwa, zjawia się u nich wtenczas niewyrozumowana potrzeba opieki jakiejś potężnej, cudownej istoty.
Toż samo odbywa się w duszy społecznej — jednostka w społeczeństwie feodalnem potrzebuje opieki suzerena i opieki Boga — kapitał i państwo absolutne czynią zbytecznem jak jedno tak i drugie. Religja traci swą naturalną podstawę ludzkiego serca.
W ten sposób, wraz ze zmianą warunków społecznych — zanikają podstawy wiary. Na miejsce dawnego fanatyzmu — pojawia się zupełny indyferentyzm religijny — religja staje się konwenansem, obłudą, często wynikiem polityki klasowej. Umysły swobodne od tego i bardziej myślące przyznają się wprost do ateizmu[111].
Żadne inkwizycje, prześladowania, reformy nie zdołały już wskrzesić potęgi religji — słabła ona z każdym wiekiem bardziej rozbijana, postępami nauk przyrodniczych, zmianą warunków życiowych.
Przewrót społeczny ukształcił nowy typ duszy ludzkiej — typ dzisiejszy — w której nie było już miejsca na świat duchowy, na dogmatyzm chrześcijański, na uczucia religijnego fanatyzmu. Wytwarzała się umysłowość zdolna wierzyć w to tylko, co jest widoczne, namacalne, zbadane — wytwarza się filozof ja, nie dopuszczająca istnień po za tem, co daje wrażenie naszym zmysłom, czyniąca z ograniczonego subjektywizmu ludzkiego cały, jedyny świat, objektywny, poza którym nic nie ma. Rozwój umysłowy i przewrót społeczny zeń wynikający, rugują z duszy ludzkiej wielki świat duchów, Boga, życie przyszłe niszczą niewyczerpane źródło nadziej i rozkoszy, zwężając zakres życia, rzucają człowieka na pastwę realizmu, na pastwę tego życia jakiem kapitał obdarzy.

4. Rozszerzenie się zakresu wrażeń świata realnego. Przewaga rozumowania nad wyobraźnią i marzycielstwem.

Człowiek zostaje wyrwany z życia zaściankowego, nowe warunki społeczne zmuszają go do poznawania świata. Jako samodzielny wytwórca musi zawiązać stosunki z rynkiem — jako proletarjusz włóczy się po kraju lub osiada w wielkich miastach z manufakturami. Bezpieczeństwo policyjne, ułatwiona komunikacja, zniesienie band feodalnych, ustanie prywatnych wojen, wszystko to skłania człowieka do poznawania dalszego świata, do życia szerszego. Wskutek tego rozszerza się widnokrąg wrażeń jakie dawać może świat realny: natura, dzieła pracy, ludzie, życie ze swojemi wypadkami — wszystko to zmienia się ciągle przed umysłem, odnawia się ustawicznie, działa coraz nowszemi obrazami, wywołując w umyśle coraz nowsze wyobrażenia, pojęcia, zmuszając do tworzenia ciągle nowych myśli, idei, odpowiednich sobie, odpowiednich realnym pierwiastkom (elementom) wrażeniowym[112], jakie się na nie składają.
Jednocześnie z tem rozszerzeniem się realnego świata wrażeń, z powodu wyrwania człowieka z domu, zmienia się i cały tryb jego życia, cały charakter jego życia. Dawniejszy człowiek zadomowiony, rzadko kiedy wyjeżdżający w obce okolice, pracuje umiarkowanie, żyje ciągle w domu, żyje tylko w kole rodzinnem, nie potrzebując innych stosunków, życie jego jest jednostajnie ciche, umiarkowane, sam zaspakaja swe potrzeby — ognisko domowe mu wystarcza — pracuje tylko dla zaspokojenia swych potrzeb. Nowe warunki społeczne każą mu więcej pracować, rozpalają w nim namiętność do złota, wypychają go na rynek, zmuszając do ciągłej walki ze współzawodnikami, w której tak łatwo zginąć. Spokojny dotąd, od nikogo nie zależny i nikogo niepotrzebujący, wytwórca jest teraz obarczony całą masą interesów, kłopotów. Żądza zysku nie daje mu chwili odpoczynku. Obawa bankructwa odbiera mu spokój, każe ciągle czuwać, ciągle pilnować się, by nie poślizgnęła mu się noga na rynku, żeby nie wpaść w rozstawione sidła szachrajskie.
Nowe życie zmusza człowieka więcej zajmować się sprawami gospodarczemi nie tylko dla tego, że wyrywając go z prostego aparatu gospodarki naturalnej, dającej spokój, samodzielność i swobodę, rzuca go w skomplikowane warunki rynku, konkurencji, spekulacyj giełdowych — lecz także dlatego, że rozbudza w nim namiętność do złota, do zysku, łudząc nadziejami bogactw.
Na wszystkich szczeblach społecznych — człowiek zostaje teraz pochłonięty interesami życia. Trzy czynniki społeczne wpływają na to: wzrost stopy życiowej i rozwój zbytków — większa trudność w utrzymywaniu się na dogodnem stanowisku społecznem, trudność walki i manewrów rynkowych — pogoń za zyskiem, namiętność do pieniędzy, które stały się teraz siłą społeczną i to siłą samorodczą.
Człowiek pochłonięty interesami życia (utrzymania się na odpowiedniej stopie kulturalnej i zysku pieniężnym), mający przed sobą szerokie horyzonty wrażeń realnego świata, zmuszony jest przez to samo większość swych myśli, główną część swej uwagi i pracy mózgowej — zwrócić w stronę tych interesów i tego świata. Jak czas jego tak samo i umysł zostaje pochłonięty sprawami pieniężnemi, życiem otaczającem, rozkoszą zbytków, namiętnością do złota. Życiu odpowiada treść myśli. Kombinacje kupieckie, troski gospodarcze, obmyślanie różnych spraw życiowych, przyjemności wzbogacania się lub trwonienia — taką jest główna treść myśli nowego człowieka. Jest to rozumowanie z wrażeń realnego świata, życia zbiorowego czerpiące swoje elementy. Człowiek staje się rozumujący, trzeźwy, praktyczny. Na marzycielstwo i fantazjowanie nie staje mu teraz czasu. Realizm życia wyparł świat wyobrażeń. Dopóki żył samotny w swem jednostajnem i ciasnem otoczeniu, mając dużo czasu swobodnego od wszelkich zajęć życiowych i przytem pozbawiony wszelkich namiętności wiążących się z gospodarczymi interesami, wtenczas mógł oddawać się marzeniom i patrząc na tajemnicze puszcze lub błękity nieba tworzyć w swej wyobraźni cały świat istot nadprzyrodzonych, zasłuchiwać się wieczorami w bajkach, zastanawiać się nad snami, wymyślać różne zabobony i kabały. Warunki życia nie zmuszają go do ciągłego rozumowania, do ciągłego zastanawiania się nad światem realnym, pozwalają mu marzyć. Ciasny i jednostajny świat realny, ubóstwo wrażeń jakie zeń otrzymuje — zmusza go zwracać myśl swą do świata fantazyj — do świata duchów, w który wierzy, który jest dlań zupełną realnością. U feodalnego człowieka przeważają wrażenia ze świata wyobraźni czerpane, przeważa marzycielstwo i tworzenie fantastyczne. W nowym typie przeważają wrażenia świata realnego, rozumowania z nich tworzone, trzeźwość myślenia. U pierwszego — strona emocjonalna duszy, związana jest przeważnie ze światem nadprzyrodzonym (uczucia religijne) — u drugiego zaś — ze światem realnym (namiętności pieniężne).
Transformacja ta — jest jedną ze składowych części transformacji logiki — rozwoju krytycyzmu. Wyrwanie człowieka z zacisza domowego i pochłonięcie przez interesy życiowe — przyczyniają się nie mało do upadku starej logiki i rozwoju krytycyzmu.

5. Przyczyny zanikania indywidualizmu, egoizmu domowego i uczuć rodzinnych, rozwój uczuć społecznych.

Samodzielność wytwórcza i ekonomiczna człowieka feodalnego wytworzyła w duszy jego silne poczucie indywidualizmu (możność dawania rady samemu sobie, obchodzenia się bez pomocy drugich, ufność we własne pojedyncze siły, niepodleganie wpływom otoczenia ludzkiego, a przez to swobodny rozwój cech wrodzonych) egoizm domowy, przewaga uczuć rodzinnych. Jego ideałem życiowym i podstawą całej etyki — jest ognisko domowe.
Upadek gospodarki naturalnej niszczy tę samodzielność ekonomiczną — człowiek w swych interesach życiowych staje się zależny od rynku — jego własne zdolności nie stanowią już wszystkiego jak dawniej, gdy zaspakaja swe potrzeby — staje się zależnym od nabywców i sprzedawców, od stanu rynku, od różnych zjawisk społecznych, które zmieniają ceny wytworów — a przytem na rynku musi jeszcze dobijać się o miejsce dla siebie, musi walczyć o nabywców, współzawodniczyć z innymi, nie dawać się zepchnąć silniejszym. Zapotrzebowania jego wzrosły — sam już teraz nie może podołać własnym potrzebom — musi dbać o innych — korzystać z pracy i zdolności drugich. Przytem — w nowej produkcji kapitalistycznej prowadzonej na podstawach kooperacji i podziału pracy, robotnik przestaje być wytwórcą samodzielnym, całkowitym — staje się cząstkowym, praca jego i umiejętność o tyle tylko są warte, o ile je dopełnia praca i umiejętności innych. Jednem słowem życiowa (ekonomiczna) i wytwórcza samodzielność człowieka ginie wraz z rozwojem gospodarki pieniężnej i produkcji kapitalistycznej — ginie życiowa podstawa jego indywidualizmu. Teraz już człowiek ani rady sobie dać nie może, ani obejść się bez pomocy drugich, jego swoboda robinsonowska przepada, bez rynku nie zaspokoi swych potrzeb, żadnego produktu sam nie wytworzy, ze swą cząstkową umiejętnością, ze swem gospodarstwem wyspecjalizowanem, mógłby z głodu umrzeć, gdyby nie społeczeństwo. Społeczeństwo jest mu teraz potrzebne, niezbędne do egzystencji. Dawny egoista, odludek mógł całe życie przepędzić w swej zagrodzie, wszystko mając co mu potrzeba, z musu staje się teraz towarzyskim, uspołecznionym. Dom już mu teraz nie wystarcza, ognisko rodzinne już nie może być dla niego ogniskiem życia, mnóstwo interesów wiąże go z obcymi — ze społeczeństwem. Ognisko rodzinne daje mu teraz tylko odpoczynek, przyjemności moralne wytchnienia, nie daje mu już podstawy bytu, nie skupia w sobie, jak dawniej, zaspokojenia wszystkich jego potrzeb. Drobny właściciel trzyma się go jeszcze — proletarjusz traci je zupełnie. — Dawniej rodzina, będąc skończonem organizmem gospodarczym, zaspakajała wszystkie potrzeby jednostki, jest podstawą jej bytu, całym jej światem realnym. Teraz nie wystarcza już jednostka potrzebuje społeczeństwa. Społeczeństwo staje się podstawą jej bytu ekonomicznego. Odpowiednio do tej zmiany warunków życiowych — zmieniają się uczucia z niemi związane. Ponieważ rodzina przestaje być wszystkiem dla jednostki, ponieważ przestaje być podstawą jego bytu, ponieważ nie wystarcza już sobie ekonomicznie i potrzebuje zewnętrznej pomocy, przeto znaczenie jej słabnie, przestaje być alfą i omegą uczuć życiowych. Jednostka rodzinna, ognisko domowe, będąc przedtem całym ekonomicznym mechanizmem, staje się teraz jednem z kółek wielkiego mechanizmu społeczeństwa. Wskutek tego — człowiek, który dawniej potrzebował tylko rodziny — teraz potrzebuje społeczeństwa by mógł istnieć. Społeczne potrzeby przeważają nad rodzinnemi. Cała ta zmiana stanowiska jednostki — musi odbić się w jego uczuciach, pojęciach, zwyczajach. — Przewaga uczuć jest zawsze po stronie więcej dającej, więcej związanej z życiowemi interesami jednostki, z jej pożądaniami.
Jak dzięki swemu stanowisku samodzielnemu, rodzina feodalna daje jednostce opiekę, zupełnie zaspakajającą jej potrzeby, a przez to zwraca w swą stronę główną część jej uczuć i myśli, wywołuje w człowieku interes obwarowania ogniska rodzinnego powagą religji, zasad moralnych, praw — jak feodalna rodzina, dzięki temuż stanowisku ekonomicznemu jest dla jednostki całym światem realnym, wystarczającym mu zupełnie, a trzymając człowieka zamkniętego w swem łonie, monopolizuje sobie całą duszę jego; — tak znowu, z nastaniem nowych warunków życia, społeczeństwo staje się warunkiem bytu jednostki, pole jej życia rozszerza się, interesy sprzęgają się z interesami obcych, człowiek staje się zależny od społecznych zjawisk — a jeżeli tylko społeczeństwo może utrzymać byt jednostki — jeżeli staje się najważniejszym i niezbędnym warunkiem egzystencji — to musi zwrócić ku sobie jego uczucia i myśli, musi wytworzyć się w jego duszy potrzeba solidarności społecznej, dotychczas zupełnie zbyteczna, muszą powstawać ideały społeczne, namiętne uczucia patrjotyczne, podnieta tysiąca bohaterskich czynów, solidarność klasowa w walkach. Jednym słowem cała nowa sfera emocjonalna i uczuciowa, rozszerzająca się coraz bardziej, uwidoczniana w literaturze, w faktach życiowych, w popularnych zasadach etycznych.
Za ogólną zasadę można przyjąć — że zawsze to zjawisko które jest głównym, najważniejszym warunkiem dobrego bytu jednostki jest zarazem najbogatszem źródłem jego życia duchowego, najsilniejszą podnietą wzruszeń emocjonalnych i pojęć[113].
Im co silniej wpływa na byt człowieka i na jego życiowe interesy, na jego ekonomiczne stanowisko od którego ściśle zależne są wszystkie sprawy życiowe — tem więcej miejsca zajmuje w jego umysłowości. Społeczeństwo, naród, nie odgrywające żadnej prawie roli w życiu feodalnego człowieka nie łączące go z sobą żadnemi węzłami konieczności, jest w tej epoce nieznane jako pojęcie, jako ideja, nikt nie zajmuje się interesami społecznymi, nikt nie odczuwa patrjotyzmu. Jeżeli są działania zbiorowe i pewne objawy altruizmu — to są to pozostałości dawnej komuny, rozwijane potrzebą walki klasowej. Nowych żyjących podniet dla uczuć społecznych niema. Jest Bóg, kościół, pan, rodzina — lecz ani ojczyzny, ani społeczeństwa w umysłach ówczesnych. Warunki feodalnego bytu jednostki — Bóg (warunek równowagi moralnej), pan (warunek spokojnego życia), ognisko domowe (własność, produkcja samodzielna, gospodarstwo swoje — warunek pierwszy życia) — stanowią też główną treść jego duszy: pobożność, — cnoty rodzinne, ideały domowe (sielanki rodzinne lub robinsonowskie) — oto są wszystkie motory psychiczne czynów człowieka feodalnego.
To też widzimy ascetów, rycerzy ginących za honor suzerena, ludzi broniących swego domu — nigdzie zaś akcji wywołanej ideałem społecznym. Ideał społeczny — jest najstarszą i zarazem najnowszą formacją — stara zacieśnia się w granicach rodu lub plemienia, nowa obejmuje ludzkość. Ideał społeczny rodzi się na ruinach gospodarki naturalnej — wraz z kapitałem. Epoka przewrotu feodalnego jest chwilą pierwszego jej zjawienia się w swej nowej formie — od chwili zjawienia się w umysłach ludzkich, ciągle zdobywa tam sobie coraz więcej miejsca, odpowiednio do tego, jak społeczeństwo staje się coraz potrzebniejsze w życiu jednostki[114]. Ideał społeczny — jest to przedewszystkiem pojęcie o potrzebie pomocy społecznej dla siebie (jednostki — uczucie potrzeby węzłów ścisłych ze społeczeństwem, pojęcie o ścisłym skojarzeniu się własnych indywidualnych interesów z interesami społecznemi, ze stanem kraju — stąd dążność usiłowania żeby te interesy społeczne i ten stan kraju ciągle ulepszać, żeby go bronić od wszelkich ciosów nadwyrężających jego siły i t. p. Stąd takie poczucie solidarności obywatelskiej lub klasowej zależnie od stanowiska i akcji jednostki, poczucie obowiązku pomagania ogółowi, którego pomocy sam potrzebuje. Społeczeństwo przedstawia się zresztą w różnych zbiorowościach ludzkich zależnie od stanowiska jednostki. Dla kupca i producenta będzie to cały naród, dla robotnika jego klasa, związek do którego należy. — W jakichkolwiek zresztą formach przedstawiałby się — jest to ogólne zjawisko przewrotowego okresu feodalnego, że wprzągnięcie człowieka w organizm społeczny przez rynek, przekształcenie go na cząstkowego wytwórcę, zamienienie jego bytu samodzielnego skończonego na byt cząstkowy, przykuwanie go do społeczeństwa, wytwarza w jego duszy ideały i uczucia zbiorowe, społeczne, rozszerza i rozwija altruizm, obowiązki względem blizkich i t. p. Zjawienie się społecznego psychizmu, oprócz zmian ekonomicznych ma także swą przyczynę w zaostrzeniu się walk klasowych, wskutek czego człowiek musi szukać pomocy towarzyszy, łączyć się w związki, zaczyna coraz częściej i lepiej pojmować znaczenie zbiorowości i pomocy wzajemnej. Przyczyna ta zostawia tem trwalsze wyniki, im więcej zdobywają zjednoczeni — związki czeladnicze zostawiają głębokie ślady w duszy proletarjatu — związki chłopskie zaś bardzo słabe — w duszy chłopskiej. Jako skutek pojawienia się w duszy ludzkiej potrzeb społecznych — zjawiają się w etyce obowiązki dla kraju, cnoty obywatelskie, obowiązki towarzyszą w związkach lub manufakturach, powstają ideały poświęceń dla ogółu, ideały ludzkości (humanizm) zwraca się uwagę na zapomnianą „ludzką“ stronę chrześcijaństwa — cechy te coraz bardziej opanowują literaturę.
Nie odrazu psychizm społeczny zapanowuje nad duszą ludzką, nie odrazu zanikają uczucia rodzinne — nie ma tu zresztą mowy o tem kiedy kto więcej kochał ojca, brata i t. d. tylko, że ognisko domowe będące dawniej całym światem dla człowieka, teraz nim być przestaje, stając się tylko cząstką jego świata i życia, a przez to i cząstką jego uczuć i myśli. Dopiero w nowszym proletarjacie zobaczymy zupełny upadek rodziny i porwanie jej węzłów. Upadek społecznego znaczenia rodziny odbija się jednak silnie w zwyczajach. E. Fleury notuje, że w czasie wyborów 1789 r. wiele wsi prosi o prawo nakazujące młodzieży szacunek dla rodziców i starych. (Baillage de Vermandois). Podobne prośby sypałyby się z pewnością do parlamentu polskiego dzisiaj. Z jakiem zdziwieniem słuchał by o tem człowiek feodalny — prawo takie wydało by się tu również bezsensownem jak nakazujące jeść lub oddychać.

6. Oddzielenie się pracy fizycznej i umysłowej. Praca automatyczna — jej wpływ na organizm.

W związku z powstaniem cząstkowego wytwórcy — zanika dawniejszy artyzm robotnika — połączenie pracy umysłowej i fizycznej. Robotnik staje się jej narzędziem, automatem, wykonywującym całe życie jedne i te same ruchy przy warsztacie — odbywa pracę odruchowo, nie potrzebując myśleć nad tem co wytwarza, nie interesując się wcale tą pracą, nie wkładając do niej żadnej ambicji. Z powstaniem fabryk staje się jednym z kółek maszynerji. Dawniejsza praca rozwijała w robotniku zdolności myślenia, kombinowania, uczucia estetyczne — rzemieślnik był artystą. Manufakturalna, a jeszcze bardziej fabryczna, ogłupia swą jednostajnością, nie wymaga rozumowania, lecz zarazem i nie pozwala myśleć o czem innem, trzymając uwagę, uwięzioną w jednostajnej czynności, męczy i nuży cały system nerwowy, wywołuje ogólny stan zdenerwowania, osłabienia myśli, senności, ociężałość mózgową — skutki zwykłe — gdy uwaga przez długi czas zostaje skoncentrowana na ten sam punkt.
Wpływy jednostajnej pracy cząstkowej na cały organizm — cechują się nierównomiernym rozwojem organizmu — zbytnim rozwojem pewnych organów kosztem degeneracji innych — pewnych uzdolnień nerwowych z degeneracją, nie podlegających ćwiczeniom. W wielu fachach ten wpływ pracy cząstkowej jest przyczyną różnych kalectw i chorób dręczących klasę robotniczą.
Dawniejsza dusza robotnika w poczuciu swej siły twórczej, która wywyższa człowieka po nad zwierzęta i zbliża do Boga, dając mu żywy dowód, że nosi w sobie duszę nieśmiertelną — zanika w psychizmie robotnika cząstkowego i zanim on poczuje swą siłę społeczną w jedności klasowej, zanim rozwinie się umysłowo do poczucia dumy człowieka ze zdobyczy jakich dokonał umysł ludzki — dumy wszechwładnego pana przyrody — czuje się istotą upośledzoną, zgnębioną, zapomina o swej godności człowieczej, daje się pokornie trzymać w jarzmie wyzysku i zadawala się losem bydlęcym. Jest to proletarjusz przed rewolucją — chłop zapędzony do manufaktury kapitalistycznej, piętnowany jako włóczęga.

7. Zanik zdrowia nerwowego i siły organizmów. Pojawienie się chorób nerwowych — słabnięcie organizmów.

Widzieliśmy, jak warunki życia i pracy w okresie feodalnym są podstawą fizycznego i moralnego zdrowia człowieka. Produkcji nie pogania zysk pieniężny — stąd praca umiarkowana, spokojna. Zysk nie kieruje także życiem, rynek nie zakłóca spokoju małego gospodarstwa — człowiek prowadzi życie umiarkowane, spokojne, swobodne w swem domowem ognisku, spożywając własne wytwory, mając zaspokojone wszystkie swe skromne wymagania. Na cierpienia ma doskonałe lekarstwo — Boga, religję — pociechę we wszystkich boleściach, czekając na szczęście pozagrobowe, znosi cierpliwie dolegliwości życia, spokojny pod miłosiernem skrzydłem opatrzności.
Nic nie może zniszczyć jego równowagi moralnej, nic go nie zmusza do życia nienormalnego, do pracy nad siły.
Od 12 w. warunki te zmieniają się. Pieniądz staje się potrzebą społeczną — razem z tem zwiększa się wyzysk pracy — a zwiększanie się to idzie już ciągle postępowo do naszych czasów.
Gdy skorupa zamykająca tak wygodnie człowieka feodalnego zostaje rozbitą nadchodzi kres jego zdrowia i spokoju nerwowego — zjawia się cały szereg takich warunków życia, które niszczą zdrowie, siły organizmu, spokój nerwowy. — Zaczyna się przedłużanie dnia roboczego — naprzód pod działaniem normalnego apetytu pieniężnych feodałów i majstrów — potem gdy zjawia się kapitał — pod działaniem wielkiego apetytu, nie znającego żadnych granic i dążącego usilnie do zamieniania całej doby na dzień roboczy, tak, że dążenia te zatrzymują się dopiero przy ostatecznych granicach możliwości organizmu. Skutki tego — wycieńczenie sił, rozstrój nerwowy, choroby zawodowe i kalectwa.
Prócz tego — życie robotnika zamienia się w ciągłą pracę automatyczną — brak czasu swobodnego tamuje jego rozwój umysłowy niszczy jego życie rodzinne i towarzyskie. Robotnik staje się prawdziwym automatem okaleczonym, wycieńczonym, schorowanym, ogłupionym, z osłabioną wolą, energją i uczuciowością. Rozwój pewnych mięśni rąk lub nóg — pochłonął całego człowieka — jak całe życie jego przechodzi w jedną czynność piłowania lub kręcenia korbą, tak i cała dusza jego przeszła w odruch. — Przytem, praca artystyczna zmienia się w pracę cząstkową, skutki której (wyżej rozpatrzone) w połączeniu z długim dniem roboczym, wypaczają organizm człowieka jednostronnym rozwojem jednej zdolności i organizmu, sprowadzają zanik innych. Cząstkowość posuwa się ciągle dalej w rozwoju technicznym — a idące w parze z nią przedłużanie dnia roboczego — już nie robotnika, lecz człowieka przemienia w automat w bezmyślne narzędzie kapitału, spycha go na poziom bydląt roboczych.
Praca rzemieślnicza przenosi się do wielkich manufaktur, gdzie wielu ludzi dusi się razem w salach pełnych kurzu i gorąca. Dawniejsza odbywana w domu, najczęściej na świeżem powietrzu, przy dziennem świetle tylko w towarzystwie jednego lub dwóch pracowników — ma wszelkie warunki hygieniczne. Nowa — miewa najgorsze — duszna atmosfera, światło sztuczne, niedostateczne. Z powstaniem fabryk — pogarszają się jeszcze bardziej. Organizmy robotników zatruwają się w najrozmaitszy sposób.
Praca odbywa się teraz pod nadzorem, w pańskiem gospodarstwie i pańskiemi narzędziami. Dawniej każdy pracuje tylko na swojem gospodarstwie, własnemi narzędziami, samodzielnie, bez żadnego dozoru. Teraz pańszczyzna pańska, pańszczyzna rządowa, najem u majstra, najem u wielkiego właściciela ziemi, najem w manufakturze. To nowy warunek denerwujący — praca na cudzem — dozór, poganianie, rygor. Nie można chwili odpocząć, zastanowić się, pomyśleć, odezwać się do kolegi — za plecami czuje się baczne oko nadzorcy, za wykroczenie kara pieniężna. Do długości pracy cząstkowej dołącza się więc jeszcze ciągłość tej pracy, brak chwili wytchnienia, przymusowa monotonność, zakaz rozmów, śpiewów i t. d. Wszystko to działa szkodliwie, rozstrajając nerwy, potęgując skutki długiego przymusowego skierowania uwagi w jeden punkt — bez przerwy.
Z pieniężnym apetytem feodałów i majstrów, z kapitałem, z proletarjatem, z państwem absolutnem — pojawia się nędza. Dawniej ludzie głodzili się tylko w razie nieurodzaju, teraz zaczynają głodzić się stale. Wycieńczone organizmy podlegają wszelkim chorobom — system nerwowy rozstraja się zupełnie u wygłodzonego.
Dawniejszy człowiek mógł być pewien, że do śmierci zostanie w swej zagrodzie i los jego nie zmieni się — był pewny jutra — żył spokojnie. Teraz — wciągnięty na rynek gdzie musi staczać walkę ciągłą o swój byt ekonomiczny, żyje w ciągłej niepewności losu, obawie jutra, gorączkując się walką, roznamiętniając się nadzieją zysku, zostając na łasce ślepego losu, sił niezależnych od niego, sił społecznych, ślepych, które mogą obdarzyć zwycięstwem — zyskiem, powołaniem; mogą pozbawić zarobku robotnika, mogą wyrzucić chłopa z zagrody, zwiększyć lub zmniejszyć płacę. Gonitwa za złotem, walka rynkowa, współzawodnictwo o zarobek, zależność od pana — wszystko to budząc niepokoje ciągłe i troski, rujnuje zdrowie, spokój, równowagę nerwową.
Tembardziej, że dawne podstawy tej równowagi Bóg, religja, w tym samym czasie zanikają, słabną, tak w swych umysłowych jak i emocjonalnych czynnikach i człowiekowi stroskanemu i rozgorączkowanemu życiem ubywa pociecha, ukojenie, nadzieja, narkotyk moralny.
Jak społecznemi są zjawiska, warunki wywołujące rozstrój nerwowy i wycieńczenie organizmów, tak samo społecznemi są ich skutki — objawy których występują jako szereg epidemicznych chorób nerwowych z jednej strony — jako degeneracja pokoleń z drugiej.
Szereg chorób nerwowych rozpoczyna się demonomanją 14, 15 i 16 wieku. Gdy zmysłowość bardziej zmienia się, a panujące dawniej pojęcia zanikają demonomanja zmienia się w manję wielkości, prześladowania, erotyzm i t. d., — a liczba chorób tych, jako też chorych powiększa się wraz z rozwojem kapitalizmu.

8. Zanik psychizmu poddańczego. Rozwój poczucia równości ludzkiej — wolności osobistej i godności człowieka.

Gdy państwo rozwinęło swoją opiekę policyjną, a feodałowie zaczęli obdzierać chłopów ze skóry, by zaspokoić swój apetyt pieniężny — poddaństwo, które przedtem zabezpieczało byt jednostki, wymagając umiarkowanych danin — staje się teraz dla mas pracujących niepotrzebnym i nieznośnym ciężarem. Przywileje szlacheckie stały się przywilejami kupiectwa — znaczenie poddaństwa jako potrzeby społecznej zanika.
Z upadkiem tej realnej podstawy — pojęcia które były jej koniecznym wynikiem, zasady etyczne, tracą swą wartość i zanikają w duszy ludzkiej. Feodalne cnoty wierności, posłuszeństwa i pokory, które chłopom, szlachcie i mieszczaństwu zapewniały opiekę panów i prawo użytkowania z własności na dogodnych warunkach — teraz opieki nie zapewniały, gdyż ona przeszła od feodałów do państwa, prawo zaś własności feodalnej zamiast dogodności dawniejszych, związane jest teraz ze strasznym wyzyskiem i łupiestwem, ze stanem nędzy.
Zamek który był dawniej schroniskiem przed wrogiem, trybunałem, często spichrzem w razie nieurodzajów — staje się teraz tylko nienasyconą otchłanią pracy chłopskiej, ekonomicznem kantorem do obrachunków z pańszczyzny i czynszu, siedliskiem znienawidzonych hodowców zwierzyny, niszczącej pola, rozpustników gwałcących żony i córki. Z nastaniem gospodarki pieniężnej i kapitału — wszelkie węzły sympatji wzajemnej, wzajemnej potrzeby i solidarności jakie dawniej łączyły dwór pański ze wsią — zostają porwane, stosunek przekształcony na stosunek wyzyskiwaczy do wyzyskiwanych. Dawna wierność przestaje być potrzebą naturalną, posłuszeństwo istnieje tylko pod batem, pokora wynika ze strachu.
Cnoty, które dawniej zapewniały jednostce byt, teraz nic nie dają — przestają być cnotami. Nawet kościół zagorzały propagator tych cnót — musi powoli zapominać o nich — nie chcąc stać w sprzeczności z panującym stanem psychiki.
Z upadkiem społecznego znaczenia poddaństwa i zanikiem cnót poddańczych — ubywa jedna ważna podstawa pojęcia kastowości, przywilejów naturalnych, różnic stanowych.
Przywilej kastowy dopóki jest społecznie potrzebny konieczny — musi być szanowany jako zasada, umysły ludzkie, żyjąc w społeczeństwie opartem na tych przywilejach kastowych, nie mogą przez to samo wyobrazić sobie społeczeństwa ludzkiego bez nich, porządku, bytu zapewnionego — stąd o ile niezmiennym wydaje się ustrój w którym się żyje — o tyle przywilej kastowy podniesiony został do prawa natury, rozporządzenia boskiego, nakazującego uszanowanie.
Gdy jednak, z powstaniem państwa, gospodarki pieniężnej i kapitału, przywilej ten staje się nie potrzebny i przekształca się w przywilej zdzierstwa — nie będąc społecznie potrzebny — przestaje też być uważany za niezbędne prawo natury i Boga — a ludzie cierpiąc pod jego ciężarem marzą o jego zniesieniu.
Obok tego zaniku społecznej podstawy dla pojęcia kastowości — zjawia się jeszcze inna przyczyna, niszcząca je do reszty — pieniądz, potęga złota. Z chwilą narodzenia się kapitału, rzeczywista siła społeczna przenosi się z zamków murowanych i szabli rycerskich — do worków pieniężnych.
W wykluwającem się społeczeństwie burżuazja, ogólniej — posiadacze kapitałów zajmują coraz bardziej przodujące stanowiska aż do zupełnego zapanowania. Siła brutalna, cnoty rycerskie straciły swe znaczenie społeczne — przywilej usadowił się w złocie. Wobec tego kastowość musiała zniknąć — złoto bowiem mogło dostać się do rąk każdego, a w rzeczywistości, omijając synów szlacheckich, nagromadzało się u mieszczaństwa.
Przywileje urodzenia, stanowe, stawały się coraz bardziej błogą, pozorem, widmem, aż doszło do tego, że potomkowie herbowych rodów pełnili służbę u dorobkiewiczów z gminu i pracują w ich fa brykach i warsztatach.
W miarę jak pieniądz stawał się coraz większą siłą społeczną zagarniając pod swoją władzę wszystkie dziedziny społecznego życia, w miarę jak rozwija się cześć dla złota — upadało znaczenie kastowości.
Zbankrutowani szlachcice nie mieli żadnego znaczenia w społeczeństwie, żadnej władzy faktycznej. Ogołocony z ziemi i z pieniędzy przywilej kastowy stawał się komicznym, stracił w oczach ogółu wszelką powagę i znaczenie. W ten sposób zanikało pojęcie kastowości.
Już samo zanikanie pojęcia kastowości wskutek moralnego bankructwa podddaństwa (feodałów) i przeniesienia się siły społecznej do złota, musi jednocześnie wywołać w umysłach pojęcie równości ludzkiej — albo człowiek myśli, że jest z natury niższy od pana — albo, że mu jest równy (na miejscu zanikającego pojęcia nie może być próżni)[115].
Lecz do rozwoju tego pojęcia przyczyniają się jeszcze inne zjawiska jak klasowe interesy burżuazji — która potrzebuje równości politycznej i potyka się ciągle o zasady jakie postawił na jej drodze mnożenia kapitału — przywilej szlachecki.
Kapitał potrzebował równości dla swych dalszych postępów, dla swobodnego rozwoju swych interesów — a cierpienie jego i niewygody jakich doznawał w przegrodach kastowych, niemoc polityczna jego, odbijała się w umysłach mieszczańskich i wiejskich jego posiadaczy, mniejszych i większych jako oburzenie na przywileje, jako idea zgwałconej równości stanów, równości ludzi, nie tylko wobec Boga, lecz i wobec prawa, jako żądanie urzeczywistnienia jej.
W ten sposób powstała idea równości ludzi głoszona z takim zapałem przez nowych filozofów przez cały ciąg okresu przewrotowego — aż do zapanowania burżuazji i zniesienia przywilejów kastowych — propagowani jako konieczność polityczna dla interesów kapitału — napotykając zaś wszędzie obaloną powagę praw feodalnych, nienawiść do poddaństwa u mas chłopskich, upokorzoną duszę zbankrutowanej szlachty — zaszczepiała się we wszystkich umysłach. Dwór nawet, kłaniający się przed bogatą burżuazją — łaskawie patrzał na „prawa człowieka i obywatela“. Pieniądz przekonał ludzi, że każdy ma tak samo krew czerwoną.
Zanik społecznego znaczenia poddaństwa, upadek powagi przywilejów kastowych i ekonomiczny interes kapitału — te czynniki stworzyły ideję wolności osobistej, od tysięcy lat zanikłą w umysłach ludzkich. Z jednej strony masy pracujące, straciwszy potrzebę poddaństwa (opieki feodałów), widziały teraz w wolności osobistej jedyny sposób pozbycia się gniotącego jarzma pańskiego i wolności tej domagają się szeregiem krwawych buntów; — z drugiej strony rozwijający się kapitał pragnie mieć rynek zapchany siłą roboczą, do czego przeszkadza poddaństwo chłopów, prawa feodałów nad ich osobą. Im bardziej kapitał rozwija się — tem bardziej potrzebuje pracy wolnej, wolnych robotników — tem mniej mu wystarcza istniejący zapas proletarjatu, tem łakomszy staje się na te małe gospodarstwa chłopskie, które by tak łatwo pożerał, gdyby były wolnemi — a których teraz nie może przełknąć inaczej jak chyba z feodałem. To podwójne łakomstwo kapitału — na wolną pracę chłopską i wolną własność chłopską jest materjalnym, klasowym bodźcem dla propagandy wolności. Burżuazja staje się moralną przedstawicielką idei równości i wolności, głosząc wolność, myśli też o tych różnych więzach prawnych, które jej własne interesy krępują — razem z wolnością osobistą człowieka głosi wolność bezwzględną handlu, rynku, kapitału.
Pod takim bodźcem prowadzona propaganda wolności natrafia na masy chłopskie, które nie dawno co powróciły do domów z pola walk za swobodę swoją, pamiętni jeszcze strasznej zemsty feodałów, pałający odwetem, zacięci w swem pragnieniu. Ideja staje się fanatyczną zdobyczą ludzkiego umysłu — wszyscy wierzą, że wolność prawna, to kres szczęścia — jedna tylko burżuazja uśmiecha się pokryjomu z tych złudzeń — roznamiętniając przez wymowne usta swej inteligencji.
Po tysiącach lat umysł ludzki zdobywa wreszcie tę wielką ideję, — wolności i równości, przyjmuje ją z zapałem i fanatyzmem — oszałamia się nią na czas bardzo długi — do dziś dnia jeszcze pozostaje to bielmo — starannie utrzymywane przez burżuazję.
I trzeba przyznać, że tą wielką zdobycz zawdzięcza umysł ludzki kapitałowi, pieniądzom. Człowiek z poczuciem równości i wolności osobistej, człowiek ideją tą przejęty — stanowi już całkiem odmienny typ psychiczny. Z poczuciem idei równości i wolności, z upadkiem moralnym poddaństwa i kastowości, musi także rozwinąć się u ludzi poczucie godności osobistej. nazywane w odnoszeniu się do klas niższych hardością. Służalcze formy, które nie raziły człowieka feodalnego przy jego pojęciu o wyższości naturalnej pana i boskiem pochodzeniu jego władzy, przy pojęciu o konieczności poddaństwa, przy etyce opartej na cnotach wierności, posłuszeństwa i pokory — inaczej przedstawiają się człowiekowi, któremu tego wszystkiego brakuje, który uważa siebie za równego z natury panu, uważa poddaństwo za brutalne zgnębienie najświętszego prawa wolności osobistej. Formy służalcze przy takim stanie umysłów trzymać się mogą tylko postrachem bata — nikt już nie wypędzi ich z poczucia moralnego obowiązku, nikt nie uważa za słuszne i naturalne noszenie obrazy pańskiej. Strach jednak, przyzwyczajenie robią swoje — służalstwo utrzymuje się bardzo długo — będąc nieocenionem dla kapitalistów — wchodzi ono wraz z chłopem do manufaktur i fabryk.
Do wytworzenia się godności osobistej, oprócz przyczyn powyższych, przyczynia się także wzrost wiedzy ludzkiej[116] wywyższenie się człowieka wobec przyrody, wielkość siły zbiorowej ludzkiej, jej zapanowanie nad przyrodą, jej dzieła zadziwiające swą wielkością.
Blask tych olbrzymich i cudownych prac zbiorowego człowieka, które pojawiają się coraz częściej w kapitalistycznej produkcji, spada także i na każdą jednostkę tej zbiorowości, rodząc w nim pewne uczucia dumy, uczucia podziwu dla siły i geniuszu ludzkiego, którego cząstkę posiada każdy ze współpracujących. Ta duma ludzka, to wywyższenie się człowieka wobec przyrody jest jednym z ważnych składników rozwijającej się godności osobistej. — Mimo całego gruntu psychicznego, który dość wcześnie utrwalił się w masach pracujących — cechującego się zanikiem dawnych pojęć i uczuć poddańczych, ideją równości i wolności osobistej, — poczucie godności ludzkiej, nieznoszące wszelkich form służalczych, rozwijało się bardzo powoli i z wielką trudnością[117].
Za czasów poddaństwa tamował je strach, przyzwyczajenie, które przeniosły się nawet do proletarjatu, gdyż prócz tego służalczość miała znaczenie taktyki wobec mnożącej się konkurencji o zarobek — której fałszywość wykazało dopiero długie doświadczenie i propaganda.

9. Rozwój poczucia siły ludzkiej i instynktu naśladowniczego. Narodowość.

Poczucie siły ludzkiej jest jednym z najważniejszych nabytków nowożytnych duszy ludzkiej, które ustaliwszy się w dzisiejszym psychizmie człowieka jest jedną z głównych podstaw rozmaitych zasadniczych cech dzisiejszego typu. Rozwój tego uczucia odbywa się w okresie przewrotu społecznego pod działaniem postępów wiedzy ludzkiej i zmian społeczno-ekonomicznych. Postępy wiedzy ludzkiej — czynią człowieka coraz większym znawcą i panem przyrody — zmiany ekonomiczne — gospodarka pieniężna, pojawienie się kapitału — wytwarzają potrzeby społeczne, praca zbiorowa, skupienie się ludnościowe. Cuda które wykonywuje zbiorowy robotnik w produkcji kapitalistycznej, ujarzmienie dla swych usług sił natury, coraz dokładniejsze poznawanie jej tajemnic — niszczą dawniejszy stan duszy człowieka, który drżał przed niezbadaną potęgą przyrody, był jej niewolnikiem, często ofiarą. Ten sam rozwój umysłowości, obala pojęcia religijne — które wytwarzają się wobec natury groźnej i niezbadanej w warunkach życia potrzebujących opieki nadziemskiej wrażały w umysły poczucie mizerności, lichoty, słabości człowieka, przypominając mu ciągle, że jest tylko prochem i robakiem nędznym. Pojęcia kastowe i konieczność poddaństwa — rozwijały jeszcze bardziej to poczucie w masach pracujących — dawny nabytek niewolnictwa utrzymywał się ciągle wzmacniany wpływami religji, koniecznością służalstwa, uginania się przed potęgą natury. Hodował się znakomicie w samotnem życiu jednostki, o cichem istnieniu tych luźnych zupełnie ognisk rodzinnych, otoczonych groźną i niezbadaną naturą, chowających się bojaźliwie i pokornie pod cień zamków i katedr. Powoli ten słaby i pokorny, przygnębiony innemi wielkościami człowiek zaczyna podnosić głowę. Samotny dotąd — wchodzi w wielki organizm społeczny, w gromady pracujące. Drżący dotąd przed tajemniczą naturą — poznaje ją coraz dokładniej i stopniowo ujawnia jej siły. Jako cząstka zbiorowego wytwórcy zaczyna podziwiać wielkość swych dzieł, jako cząstka społeczeństwa uczuwa dumę ze wspaniałych zdobyczy umysłu ludzkiego, którego sam jest posiadaczem.
Jako członek związków klasowych — widzi panów, ustępujących przed jego żądaniami. — Zamiast pokory, która dawniej otaczała jego nędzną chałupę, wioskę lub małe miasto, liche, pokornie tulące się u murów zamkowych, czuje się teraz otoczonym przez mrowisko ludzkie, wiecznie ruchliwe, czynne, wielkie. Pod takimi wpływami, powoli wytwarza się w umysłach pojęcie o wielkości siły ludzkiej, o potędze umysłu ludzkiego, o potędze ludzkiej zbiorowości, która pracą swą może przemienić świat cały, która ujarzmia na swe usługi siły natury, zmusza do posłuszeństwa uprzywilejowanych, tworzy dzieła kolosalne.
Człowiek — pan natury, twórca wszystkich rozkoszy życia, coraz widoczniej zarysowuje się w umyśle. Potęga ludzka rozwijająca się niesłychanie szybko w tym okresie — wywołuje w umysłach ubóstwianie siebie nie może przechodzić przed oczami ludzkiemi, nie wywołując silnych wrażeń, nie wywołując zachwytu, podziwu, części, dumy. Rozwój potęgi ludzkiej, wywołany zdobyczami umysłowości, zjawienie się sił zbiorowych, społecznych — odbija się w duszy ludzkiej — jako poczucie siły człowieka, jako ideja potęgi ludzkiej, jako uczucie dumy wobec całego przyrodzenia.
Życie dawniejsze, zamykające człowieka w kółku rodzinnem, dawało mu możność zupełnie swobodnego rozwoju indywidualnego to, co człowiek przyniósł z sobą na świat, to rozwijało się u niego w ciągu życia, znosząc tylko przeważnie wpływy natury — ludzkie wpływy, środowiska towarzyskie były bardzo nieznaczne, ograniczające się do wpływów domowych. Odosobnione, zamknięte w sobie rodzinne istnienia, sprzyjały wytwarzaniu się niezliczonej ilości typów indywidualnych, rozmaitych, rozwojów cech osobniczych — słabo rozwinięte życie społeczne było przyczyną, że ludzie oddziaływali na siebie mało — mało przestając, obcując z sobą, mało udzielając sobie wzajemnie pojęć, zwyczajów i t. d. Wymiana psychiczna jest bardzo słaba. Stąd znaczny rozwój psychicznej samodzielności rozwoju, wielka rozmaitość typów indywidualnych, prowincjonalnych, gminnych. To także jest przyczyną braku narodowości, obok drugiej przyczyny decentralizacji gospodarczej i politycznej, nie istnienie interesów ogólno-wojskowych. Z rozwojem nowych warunków społecznych ruchu handlowego, społecznych potrzeb życia towarzyskiego, pracy zbiorowej, powstawania miast wielkich, udoskonalenia komunikacji, powstaniu ruchomej ludności — proletarjatu, centralizacji politycznej — wymiana psychiczna rozwija się także, wywołana koniecznością nowych warunków. Ludzie ocierają się o siebie na każdym kroku, przenoszą się z miejsca na miejsce, obcują z sobą coraz częściej i coraz dłużej, schodzą się z najdalszych zakątków, żyją w wielkich skupieniach miejskich — na ulicy.
Przeto — wymieniają ciągle między sobą myśli, wiadomości, upodobania, udzielając nawzajem sobie zwyczajów, wyrażeń, upodobniają się coraz bardziej. Wskutek tego powstaje naród jako grupa językowo-psychiczna (niezależnie od drugiej swej cechy — jako grupy ekonomicznej) — indywidualizm przytłumia się, rozwój cech osobniczych słabnie pod działaniem silnych wpływów ludzkiego środowiska, rozmaitość typów psychicznych zmniejsza się, redukują się prawie do typów klasowych.
Człowiek związany ze społeczeństwem wśród którego żyje tysiącem węzłów, interesów życiowych, potrzebuje jak najmniej różnić się od większości w swych zwyczajach, upodobaniach, pojęciach, uczuciach i t. d. — potrzebuje tego dla wygody życia. Jako dziwak, wyróżniający się z tłumu, budzi ku sobie niechęci, nie cieszy się sympatją towarzyszy, nie może zdobyć szacunku. — Odbywa się to na zasadzie powszechnego zjawiska, że solidarność ludzka wytwarza się ze wzajemnych potrzeb względem siebie, z interesów wspólnych, które istnieć mogą tylko przy jednakowych pojęciach, potrzebach, przy jednakowych stanach umysłowych i uczuciowych — im bardziej zaś stany te różnią się — tem wspólność interesu życiowego staje się trudniejszą, tem mniej ludzie uczuwają potrzeby wzajemnej pomocy, stosunków, życia towarzyskiego z sobą. Przytem z człowiekiem wyróżniającym się tem mniej mają przyjemności obcowania inni — im bardziej oddalają się jego zwyczaje.
Żyjąc w gromadzie, jednostka musi więc upodobnić się do tej gromady — aby mieć z niej korzyść, ażeby związać się solidarnością, uczuciami sympatji, przyjaźni, szacunku. Potrzeba ta, która w początkach gromadzkiego życia jednostki, była nawet świadomą jako interes życiowy — z rozwojem i utrwaleniem się tego życia przechodzi w instynkt samozachowawczy, społeczny — instynkt naśladownictwa gromady. To co z początku jest tylko egoistycznym interesem osobnika, czynnością przeprowadzoną świadomie dla wygody życia, przechodzi jak wiele innych, w nieświadomy instynktowny popęd do upodobniania się, do naśladowania. Stąd objawy takie, jak wszelkie ruchy masowe, wybuchające bez przygotowania, a mimo to wykonywane jakby przez jedną istotę z jednakowemi zmianami nastrojów wszystkich jednostek. — Objaw ten ważny w walkach dzisiejszych, a który byłby niemożliwy bez rozwiniętego instynktu naśladowniczego, bez upodobnienia się ludzi, niemożliwy dla zbiorowiska np. sztucznego licznych jednostek feodalnych.

10. Zanik społecznego znaczenia zalet osobistych. Upadek cnót rycerskich — a rozwój kupieckich.

W czasach feodalnych siła brutalna jest jedynem narzędziem zdobycia bogactw t. j. ziemi. Ziemia z poddanymi określa stanowisko społeczne — stąd pierwszorzędne znaczenie siły brutalnej w walce o byt społeczny. Bogaty feodał jest prawie synonimem dzielnego rycerza. Zamożny rzemieślnik jest synonimem uzdolnionego rzemieślnika. Bogactwo, władza, poważanie, wpływ, wzięcie, zdobywa się tylko przymiotami osobistemi — siłą mięśniową, męstwem, zręcznością, uzdolnieniem fachowem. Przywilej kastowy jest przywilejem rzeczywistych rycerzy, t. j. najmężniejszych i najsilniejszych ludzi — jeżeli syn dziedziczy po ojcu władzę i bogactwo — to razem z tem dziedziczy także jego siłę, odwagę, rycerskość — jeżeli jest ułomny, słaby — wstępuje do klasztoru, a władza przechodzi tylko w ręce które zdolne są ją utrzymać. Samo stanowisko wymaga tego — feodał jeżeli nie potrafi bronić się dobrze — traci swą ziemię i bogactwa, zostaje ograbiony przez sąsiadów — posiadając ziemię musi być dobrym rycerzem — wymaga tego suzeren — wymaga położenie wojenne każdego zamku. Ułomni, słabi, idjoci nie mają w społeczeństwie feodalnem żadnego znaczenia. Kiepski rzemieślnik nie dostanie majsterstwa. Walka o byt odbywa się więc w formie naturalnej — silniejszy panuje nad słabym.
Zjawienie się samorodczej siły złota zmienia ten stan zupełnie. Bogactwo mnoży się teraz samo — trzeba tylko mieć zapas pieniężny, spryt kupiecki, umieć wyzyskiwać pracę ludzką. Z powstaniem państwa i pieniężnej gospodarki — liczba poddanych przestaje oznaczać potęgę.
Za pieniądze tylko można nabywać potrzebne rzeczy — bez pieniędzy nic nie można. Przewaga społeczna przechodzi do tych, którzy mają więcej pieniędzy — potęgę stanowi kapitał. Wpływ, poważanie, władza, przepych życia nabywa się tylko za pieniądze. Pieniądz zastępuje przymioty osobiste. Siłą pięści nic teraz zdobyć nie można — grabież karana więzieniem. Bogactwo zwiększa się tylko wyzyskiem pracy. Jak więc dawniej dla zwiększania bogactwa, a przez to znaczenia w społeczeństwie trzeba było umieć dobrze walczyć, być mężnym, silnym i zręcznym — tak teraz trzeba umieć wyzyskiwać, umieć obracać się zręcznie na rynku, umieć zręcznie oszukiwać nabywców fałszowanemu towarami. Dawniej umiejętność dawała majstrowi przewagę na rynku, teraz fabrykant może nawet nie znać fachu zupełnie — przewagę daje mu taniość towarów, ilość (rozpowszechnienie) reklama. Wielkość kapitału określa stanowisko społeczene, wpływ, władzę, przywilej, stopę życia. Kapitał zaś z najemnikami sam może funkcjonować i rozwijać się — jego właściciel nic nie znaczy. Słaby, ułomny, idjota, zasłonięty wielkością kapitału, ma przewagę społeczną. Tym sposobem pieniądz z niedołęgów i głupców robi władców świata. Przywilej panowania przechodząc do worka pieniężnego — niszczy społeczne znaczenie cnót rycerskich i uzdolnień producentów.
Dobrze było ćwiczyć się w sztuce wojennej, rozwijać w sobie odwagę, hart i zręczność, gdy wywijaniem szablą można było wzbogacać się i zwiększać swoje znaczenie w społeczeństwie, gdy od rycerskości zależało utrzymanie swej potęgi, dobrobytu, wpływu. Lecz teraz staje się to wszystko zupełnie zbytecznem, nie daje żadnych korzyści; tchórz, słaby, niedołęga — może panować nad silnymi i odważnymi, aby tylko miał dużo pieniędzy. Niepotrzebne, przestarzałe cnoty zanikają — chyba półgłówki w rodzaju Donkiszota, zechcą ośmieszać się rycerskością. Rycerstwo któremu teraz policja zabrania ćwiczyć się w cnotach dawnych, zaczyna więc kształcić się w używaniu nowego narzędzia o byt — pieniędzy[118]. Pogardzane dawniej zalety kupieckie zajmują teraz pierwsze miejsce w etyce oficjalnej. Jak dawniej szanowano i uwielbiano dzielnych rycerzy, tak teraz apoteozują sprytnych geszefciarzy, umiejętnych wyzyskiwaczy, ludzi którzy potrafią robić majątek. Miejsce dawnych bohaterów szabli, ascetycznych męczenników, zajmują teraz sprytni dorobkiewicze. Porządnym jest ten co robi majątek, nieporządnym który go traci. Przemysłowiec staje się bohaterem romansów. Ponieważ zaś robienie majątku wymaga sprytu kupieckiego, okpiwania robotników i nabywców, reklamy, przeto kłamstwo i blaga, szachrajstwo, będące dawniej w takiej pogardzie, zdobywa sobie teraz pewną wartość etyczną i w pewnych formach uważane jest jako podstawa rozsądku. Wszystko co może posłużyć do pomyślnego rozwoju kapitału, co może zwiększyć majątek, bez wyraźnego naruszenia praw własności i życia drugich staje się uprawnione etycznie. Obok dawnego katechizmu chrześcijańskiego — zjawia się teraz nowy — katechizm kapitału. (Zapoznanie się z nim szczegółowe dalej). Upowszechnienie się kłamstwa, blagi i sprytu szachrajskiego — dzisiaj jest dobrze znane. Lecz już autorowie 18 wieku odnajdują je rozwinięte w wysokim stopniu u chłopów francuskich np. Vauban opisuje chłopów: „fałszywi, chwiejni, kłamcy, złoczyńcy, zawsze gotowi przysięgać fałszywie, byle tylko im zapłacono, a upić się gdy tylko mają za co“. — Boullay pisze: „Jeżeli kto zechce zbadać moralność chłopów, z nad Loary, to znaczną większość przedstawi jako skąpych, fałszywych, złodziei okrutnych i niewdzięcznych“.
L‘Hospital w XVI w. woła: „Czem stanie się cnota, doświadczenie, literatura, zdolność podczas tego królestwa pieniędzy“. Nie dostrzega, że rzeczy te jedne tracą wartość życiową (cnota, zdolność) inne stają się towarem — jak inteligencja ludzka.


11. Rozwój namiętności pieniężnej, jako głównego motoru psychicznego.

Dawniej nie było w duszy ludzkiej jednej przeważającej nad wszystkiemi namiętnościami. Było ich wiele kierujących jego życiem: pobożność, żądza bogactw i władzy, żądza sławy rycerskiej lub ascetycznej, spokojne używanie życia, uczucia rodzinne.
Teraz ponad wszystkiem góruje namiętność dla złota. Złoto bowiem stało się równoważnikiem wszystkiego i to równoważnikiem niewyczerpanem, bo obdarzonem zdolnością samorodczą. Nic więc dziwnego, że wszystkie dawniejsze namiętności duszy ludzkiej, skoncentrowały się teraz na to jedno, co w każdej chwili mogło być zamienione na wszystkie pożądane rzeczy. To też w początkach, apetyt pieniężny jest jeszcze wyraźnie apetytem na wymienne zdolności złota. Później jednak, gdy złoto nabywa własności mnożenia się — środek rozkoszy staje się samą rozkoszą, a marzenia ludzkie coraz bardziej przybierają formę cyfr.
Chciwość na pieniądze pojawia się wraz z rujnowaniem gospodarki naturalnej — przez rozwój handlu i potrzeb — zatem dość wcześnie, bo już w XIII wieku — ogarnia ona feodałów, mieszczaństwo i chłopów, tym chciwszych im bardziej duszonych przez panów. W satyrycznym utworze XIII w. „Proverbes et adages“ znajduje się rysunek, przedstawiający chłopa, który wlazł na górę, żeby wieżę schwycić zębami. Satyra na chciwość chłopską.

12. Upadek władzy moralnej kościoła. Jego transformacja kapitalistyczna.

Jest zupełnie jasne, że z upadkiem wpływu religji, jej panowania nad umysłami, musiała upaść także powaga i władza moralna kościoła. Cóż bowiem znaczyć mógł dla sceptycznych, niewierzących, pochłoniętych interesami pieniężnemi nowych ludzi kościół? Klątwy, interdykty, odpusty, rozgrzeszenia, cuda, groźby piekła, wszystkie wędzidła, na których dawniej mógł kościół tak spokojnie prowadzić społeczeństwo i dzięki którym mógł rozkazywać ludziom, wyzyskując w ten sposób siły rycerskie, kieszenie i pracę biednych — teraz wszystkie te narzędzia groźby i posłuszeństwa zostały ośmieszone, straciły wszelką powagę, wszelkie znaczenie psychiczne.
Władza polityczna kościoła została jeszcze dość długo, usiłując podtrzymać upadającą wiarę za pomocą łamania kości, palenia itp., lecz wszystko to na nic się nie zdało i coraz nowsze ciosy podkopywały jego autorytet.
Upadek władzy moralnej kościoła, łączy się także ze społecznem bankructwem tak ważnych jego instytucyj — jak klasztory. „Klasztory stały się zbyteczne dla chłopów jak każdy pan feodalny, zbyteczne dla ludu jako nauczyciel — zbyteczne jako opiekun biednych, jako krzewiciel sztuk i nauk, które niezależnie rozwijały się po miastach“. (Kautsky). — Kościół widzi, że trzymając się Biblji, starej teologji i starej feodalnej etyki, nie może utrzymać nadal swej powagi i, że chcąc zachować przynajmniej monopol etyczny, monopol przewodnika sumień ludzkich między złem a dobrem i stróża oficjalnych praw moralnych, musi pogodzić się z duchem czasu i wchłonąć w siebie rozwijającą się duszę kapitalizmu.
W tym okresie powstaje katolicyzm dzisiejszy, potworne połączenie teologji, nauki, służalstwa i etyki kapitału.[119].
Aby nie stać w zbyt widocznej sprzeczności z prawdami przyrodniczemi i pojęciami powszechnie przyjętemi — kościół musi zawrzeć przymierze z nauką, przyjmuje jej odkrycia astronomiczne i geologiczne, nakręca odpowiednio Pismo Św., tłomacząc błędy symbolicznem ich znaczeniem — to przeciw czemu wprzódy walczył z taką zaciętością. Podobnież wszystkie badania fizyki, chemji, zoologji itd., zostają oczyszczone z zarzutu herezji i ulegalizowane przez nową religję. Wprawdzie Bóg przestaje już być wskutek tego bezpośrednim panem każdego zjawiska, odtąd układy sił ślepych stały się bezpośrednią przyczyną ruchów materji i wynikającego zeń życia — zawsze jednak mogła religja znaleść dlań miejsce, umieszczając go po nad wszystkiemi siłami, czyniąc zeń istotę bezczynną, przypatrującą się tylko doskonałemu mechanizmowi, który stworzyła, a który może wieki całe funkcjonować teraz bez żadnej interwencji swego twórcy. To też ten nowy Bóg, który wytworzył się z przymierza religji z nauką — musi mieć inne cechy niż dawniejszy; dawniejszy we wszystko mieszał się ciągle, wszędzie doglądał, ciągle popychał, ustawiał kółka mechanizmu wszechświatowego, jak gdyby to był jeszcze mechanizm nie wydoskonalony, nieskończony, potrzebujący ciągłej pomocy swego mistrza.
Wtenczas zwierzęta nie mogły jeszcze same rodzić się, ani rośliny; deszcz nie mógł padać sam, ani grzmoty, ani wiatr bez wmieszania się w to ręki boskiej. Teraz, wydoskonalony mechanizm natury, sam sobie wszystko wykonywuje, jak dobry automat, zegar dobrego mistrza, a zadowolony Bóg patrzy tylko i odpoczywa, nie potrzebując mieszać się do niczego. Łatwo było dawniej robić Bogu różne cuda, gdy wszystko nie było jeszcze uporządkowane w automacie — teraz musiałby go zepsuć dla wprawienia w podziw uczonych badaczy, a to widocznie mu się nie opłaca.
Odsunąwszy się tak od świata. Bóg staje się także obojętniejszy dla ludzi — nie ostrzega już ich za pomocą nadprzyrodzonych znaków, nie wymaga od nich cierpień cielesnych, strasznego ascetyzmu feodalnych pustelników, nie zsyła już im świętych proroków, aniołów, nie straszy djabłem. Wymaga, żeby mu oddawali cześć, hołdy i dziękowali codziennie za świat i życie, żeby podziwiali jego twory i sławę jego głosili — zresztą nic więcej.
Oddalił się on od ziemi, zamknął się w swych niedościgłych niebiosach. Jest to Bóg daleki, obojętny, niedostępny, Bóg sobą zajęty, odpoczywający, z którym stosunki są trudne, a przytem nie mają już czego żądać istoty żyjące w skończonym mechanizmie świata, widzą przecież, że dla czyjejś indywidualnej prośby. Bóg nie chciałby rujnować swego dzieła, psuć doskonały układ sił. Modlitwa nie wpływa już na życie, staje się tylko hołdem — serdeczny stosunek dawniejszy między człowiekiem a Bogiem musi przestać istnieć. Odkąd uczeni wykryli, że Bóg wykończył mechanizm świata — Bóg oddalił się od ziemi, zamknął się, widząc, że jego dzieło samo funkcjonować może — nakazał tylko cześć i hołdy dla siebie i opuścił świat ludzki — mówiąc — teraz już możecie obejść się bezemnie, automat skończony, będzie już sam dobrze funkcjonować. Lecz ziemia nie pozostała bez Boga.
Temu co odszedł składano w dalszym ciągu hołdy dziękczynne, formalne, bez uczucia już, bez interesu. Serce ludzkie, fanatyzm, namiętność, interes, zwróciły się w stronę nowonarodzonego Boga.
Wielki Bóg, dawny opiekun ludzi, wykończywszy mechanizm świata, odszedł i zamknął się w niebiosach — na ziemi zapanował nowy Bóg — kapitał.
Ten był bliski, dostępny, widoczny pod ponętną formą złota i srebra, a przytem niewyczerpany w swych dobrodziejstwach, wielki w swej potędze i młodości nieśmiertelnej.
Na kogo raz spojrzy łaskawie, kto potrafi zdobyć sobie jego względy, tego obsypie wszystkiemi rozkoszami życia, ześle nań wszystkie dary przyrody — z idjoty robi mędrca, z łajdaka — wzór szlachetności i cnoty, z istoty ułomnej, słabej, stoczonej syfilisem, niedołężnej — uczyni siłacza przed którym korzyć się będą całe tłumy i słuchać jego rozkazów. Czyż można pozostać obojętnym dla takiego Boga, czyż można nie dbać o jego łaski, nie słuchać jego rozkazów, nie wypełniać żądań, nie postępować według jego woli, gdy w ręku jego spoczywa cały los, szczęście człowieka, gdy on stał się dzisiaj rozdawcą rozkoszy życiowych, on nagradza i karze, w jego ręce przeszła władza nad światem ludźmi po dawnym Bogu, on karykatura panujących, dyktuje prawa, daje ludziom swych świętych, proroków, moralistów, on — nowy bóg życia, nowy szafarz dobrodziejstw, twórca bogactw wszystkich[120] źródło siły, mądrości, postępu.
Taki proces odbywa się w duszy społecznej w ciągu okresu przejściowego — w taki sposób wykańcza się ostatecznie religijna strona nowego typu psychicznego.
Bóg stał się daleki — stosunek między nim a człowiekiem stał się obojętnym, ceremonjalnym, formalistycznym — kłamstwem konwencjonalnem.
Zysk pieniężny — najgłówniejszy motor psychiczny, najsilniejsza namiętność społeczna innemi słowy — kapitał — musiał wytworzyć swoją etykę, swoje zasady moralne, swój kościół. — dogmaty uświęcone, tak samo jak do każdej najsilniejszej namiętności, najbardziej panującej w duszy idei, żądzy, przystosować się musi, zawsze cały system pojęć zahaczających o emocjonalną stronę — czyli pojęć moralnych, etyki społecznej, towarzyskiej, osobniczej.
Nowe społeczeństwo jakkolwiek sceptyczne, musi mieć jednak zasady moralne — wytwarzają się zresztą same przez się, w umyśle każdego jako warunki walki o byt, wytwarzają się jako wyraz interesów klasy panującej, jako przekształcenie się dawniejszych wobec nowego życia i nowych pojęć.
Kościół, nie chcąc zostać obcym i niezrozumiałym dla społeczeństwa, musi przyjąć i nowy typ Boga i nową etykę kapitału.
Transformacja etyki. W jaki sposób zmieniają się pojęcia moralne? We wszystkich okresach życia ludzkiego — złem nazywało się zawsze to, co szkodzi pomyślnemu bytowi jednostki to, co jest przyczyną nieszczęść, przykrości to, co utrudnia zdobycie wygodnego stanowiska lub uniemożliwia jego utrzymanie, trwałość.
Jednem słowem za złe uważa się zawsze to, co czyni człowieka słabszym w walce o byt, w walce ze środowiskiem przyrodzonem i społecznem.
Odwrotnie — za dobre uważa się zawsze to, co daje człowiekowi przewagę w walce o byt — ze środowiskiem przyrodzonem i społecznem.
Inaczej jeszcze możnaby określić: złem jest to co przy danym stanie środowiska pogarsza byt jednostki — dobrem jest to, co przy danym stanie środowiska zapewnia wygodny byt jednostce.
Byt zły lub wygodny — to całkowita suma potrzeb człowieka (fizycznych, moralnych) niezaspokojona lub zaspokojona.
Rzecz jasna — że gdy stan środowiska zmienia się, zmieniać się odpowiednio do tego musi także natura czynności, uzdolnień cech ludzkich, które zapewniają jednostce wygodę bytu lub też ją uniemożliwiają.
Te właśnie cechy psychiczne, które będąc w danem środowisku wygodne lub niewygodne życiowo, noszą nazwę cnót lub wad, a wynikające z nich czynności nazwę dobrych lub złych czynów, a ludzie posiadający przeważnie jedne lub drugie cnotliwymi lub występnymi — te cechy psychiczne zmieniają się przy każdej zmianie środowiska, podobnie jak zmieniają się pojęcia i uczucia ludzi, jak zmienia się cały stan organizmu, a systemu nerwowego w szczególności, zależnie od warunków życia.
Rozpatrzmy tutaj współzależność etyki tylko ze środowiskiem społecznem. Przy każdej zmianie ustroju społecznego, zwykle pewne klasy odczuwają tę zmianę najbardziej — interesy ekonomiczne i polityczne tych klas są najwięcej zależne od upadających lub tworzących się zjawisk społecznych, przez to, jedna najwięcej traci, druga najwięcej zyskuje. Klasa, wygrywająca ze zmianą ustroju, staje się klasą panującą w ustroju nowym. Zmiana pojęć jaka zachodzi przy zmianie ustroju społecznego najprędzej następuje u ludzi najbardziej odczuwających te zmianę i najbardziej nią zainteresowanych, szczególniej zaś dzieje się to z takimi pojęciami, które najbardziej dotyczą życia, zatem z pojęciami etycznemi.
Stąd też nowa etyka jest przedewszystkiem etyką tej klasy społecznej, której interesy życiowe wygrywają przy zmianie ustroju.
Przypatrzmy się jak wygląda cały ten proces transformacji etycznej w okresie, który badamy.
Zobaczmy zło feodalne.
„Złem jest to co przy danym stanie środowiska pogarsza byt jednostki“.
1) Niepobożność, brak wiary, obojętność religijna, — gdyż człowiek traci podstawę swej równowagi moralnej, będąc słabym i samotnym traci opiekę, pociechę, nadzieję.
2) Propaganda heretycka — jako rujnowanie religji lub osłabianie wiary, zatem rujnowanie jednej z najważniejszych potrzeb społecznych.
3) Bluźnierstwa, stosunki z djabłem — jako wywoływanie gniewu realnego, najpotężniejszego opiekuna ludzi — Boga, sprowadzenie jego gniewu mściwego, nieszczęścia, potępienia wiecznego.
4) Niesumienność wytwórcy, fałszowanie wytworu — jako szkodzenie samemu sobie przy gospodarce naturalnej — lub panu, którego się potrzebuje.
5) Hardość wobec władzy, starszych, jako sprzeczna z warunkami poddaństwa, niezbędnego dla jednostki, lub też z porządkiem domowym, który jest podstawą porządku gospodarczego.
6) Duma, chęć wybicia się po nad swą dolę, chęć dorównania wyższym — zło chłopskie, gdyż narusza zasadę kastowości, podstawę stosunku do pana, będącego podstawą bytu chłopa feodalnego. Zaś dobro pańskie gdyż pan sam stoi na najwyższym szczeblu, więc nic stracić nie może przez to, a zyskuje dumą, nakazując większy szacunek dla siebie, budząc większy postrach. Jest to więc klasowa cnota i klasowa wada.
7) Niedotrzymywanie danego słowa, łamanie wiary — bo kto przestaje być wiernym i wykonywać to do czego zobowiązał się, ten traci własność i opiekę.
8) Grabienie chłopów, niszczenie wsi — gdyż rujnując chłopów, rujnują siebie, zabijając poddanych zmniejsza swą potęgę.
9) Znęcanie się nad poddanymi — gdyż to bywa przyczyną ucieczek masowych, a poddany jest podstawą dobrobytu pana i jego potęgi. Zła opinja jako „pana“ przeszkadza ściągnąć na swą ziemię czynszowników.
10) Cudzołóstwo we wszelkich formach — gdyż rujnuje ognisko domowe, spokój rodzinny, podstawę bytu gospodarczego.
11) Kłamstwo wszelkiego rodzaju (oszukiwać pana, kupującego, dziewczynę bałamuconą), jako prowadzące do niewierności poddańczej, lub niesumienności producenta.
12) Tchórzostwo wojenne, niedołęstwo fizyczne zgubne, gdyż walka o byt toczy się na pięści.
13) Zbytki, marnotrawność, obżarstwo itp. wada chłopska przeważnie, teoretycznie ogólna — wobec ograniczonej ilości wytworu mogąca narażać na późniejsze braki chłopów, na niedopełnienie powinności pańskich.
Zaś dobro feodalne.
„Dobrem jest to, co przy danym stanie środowiska zapewnia wygodny byt jednostek“.
Zatem wszystkie przeciwieństwa wymienionych złych rzeczy — jak: pobożność, sumienność producenta, pokora, posłuszeństwo, wierność, łaskawość (dobre obchodzenie się z poddanymi), miłosierdzie, czystość (płciowa), szczerość, odwaga, siła rycerska, umiarkowanie cnoty, z których tworzył się honor rycerski, szlachetność pana, członka rodziny itd., każda z tych cech zapewnia jednostce wygodny byt, daje jej przewagę w walce o stanowisko społeczne — i wskutek tego tylko zdołała rozwinąć się i utrwalić w duszy ludzkiej — jak to widzieliśmy wyżej. Zmienia się środowisko społeczne i poddaństwo przestaje być koniecznością i potrzebą, ognisko domowe traci swe znaczenie, walka o byt przechodzi na rynek, pojawia się państwo, kapitał, praca zbiorowa, gospodarka pieniężna. Czy wobec tych zmian cnoty mogą pozostać te same?
Nikomu niepotrzebna opieka urojonej istoty — a więc i pobożność. Producent na zręcznem fałszowaniu tylko wygrywa — nie wytwarza już bowiem dla siebie, pana lub swego najbliższego otoczenia. — Pokora wierność, posłuszeństwo nic nie dają jak tylko łupiestwo i wyzysk ze strony pana, którego wszystkie funkcje do tego tylko zredukowane zostały. Bunty stają się koniecznością bytu. — Łaskawość i miłosierdzie przeszkadzały by tylko napełnianiu kieszeni, bo komuż teraz potrzeba dbać o liczbę czynszowników, gdy całe ich osady zostają zaorywane. Cnoty rodzinne, utrzymujące ognisko domowe, odłączyły się teraz zupełnie od interesów ekonomicznych, tracąc swą wartość dawniejszą. Cudzołóstwa wszelakie, brak szacunku dla starszych itp., uchodzą bezkarnie, nie szkodząc wygodzie bytu — stąd pobłażliwość opinji dla nich. — Szczerość staje się synonimem głupich w społeczeństwie kupieckiem. Odwaga, siła rycerska niepotrzebną donkiszoterją. Nie wszystko jednak zostaje odrzucone z etyki feodalnej. Służalczość tak dobrze wpojona w duszę człowieka wiekami niewolnictwa i poddaństwa, nie daje się odrazu wyrugować, tem bardziej, że i w nowym środowisku jest ona potrzebną — tam gdzie prawna zależność zastąpioną została przez ekonomiczną lub policyjną. Państwo i klasa panująca starają się ją utrzymać — przez odpowiednie nagrody i kary — walka klasowa osiągniętemi korzyściami niszczy ją coraz bardziej, udaremniając te zasługi sztucznego podtrzymywania. Będąc jednak potrzebną dla panującej klasy — figuruje w oficjalnej etyce — lecz potrzeba walki klasowej i jej skutki wykreśliły ją zupełnie z etyki nieoficjalnej, przestała być cnotą w opinji, w pojęciach ludzkich — stała się cnotą urzędową, nakazaną. — Pojawiają się nowe cnoty: spryt szachrajski, umiejętność zręcznego blagowania, oszczędność zostaje podniesiona do apoteozy (nieprzejadanie kapitału), szanowanie cudzej własności (grabić dawniej rzecz zupełnie legalna dziś jest kryminalną, dozwala się tylko międzynarodowa), umiejętność wyzyskiwania (robienie majątku). Obowiązki obywatelskie — względem państwa, klasy, związku itp. (patrjotyzm, solidarność klasowa, dobroczynność itp.) jako wynik społecznych potrzeb jednostek, jej zależności od społeczeństwa.
W ten sposób, zależnie od zmian społecznych, pojawiały się nowe cnoty, dawniejsze przemieniały się w zalety (np. ambicja, duma, dążenie do karjery — dawniej byłyby bodźcem do buntowania się, okpiwania kupujących, było by to przełamaniem zapór kastowych, dziś jest pobudką do oszczędzania, przykładnego spełniania obowiązków urzędnika, dobrej nauki szkolnej, robienia majątku itp.) — a stare cnoty zanikały (jak rycerskość, wierność, pobożność).
Ogólnie możemy zauważyć, że jak z całego psychizmu pewnego okresu, część pewna zawsze pozostaje w duszy ludzkiej, przenosząc się dziedzicznie na nowe pokolenia, część ta, która nie znajduje w nowem środowisku, ani sprzyjających, ani też niszczących warunków, może więc pozostać jako przyzwyczajenie umysłu; inna znowu, będąc silnie rozwiniętą, niszczy się bardzo powoli, pozostając jeszcze długo obok cech nowych; inna jeszcze bywa w dalszym ciągu korzystną społecznie. Taką mieszaninę psychicznych wytworów wszelkich okresów życia ludzkiego — przedstawia psychika każdej epoki, a razem z nim i etyka.
Jak społeczne zmiany nie dotykają w jednakowym stopniu wszystkich ludzi — tak i odpowiednie im zmiany psychiczne nie u wszystkich zostają jednakowo silnie zaakcentowane.
Proces transformacji społecznej zanim przetworzy całe społeczeństwo według typu, do którego dąży, stwarza stare formy przejściowe — ekonomiczne a razem z tem i psychiczne.
Tak samo — proces wywłaszczania kapitalistycznego nie odbywa się odrazu — między proletarjatem a burżuazją pozostają masy drobnych posiadaczy, prowadzących małe gospodarstwa własną pracą, mogących pokoleniami siedzieć na tych samych miejscach, mało stykających się z prądami kultury (chłopi), a przez to zachowujących znaczną część dawnego psychizmu; ognisko domowe ma swoje znaczenie ekonomiczne, wiara utrzymuje się dłużej, indywidualizm jest większy, tradycja poddańcza trwalsza itd.
Nietylko treść etyki lecz i jej forma zewnętrzna zmienia się z ustrojem społecznym. — W społeczeństwie feodalnem antagonizmy klasowe prawie, że nie istnieją (uogólnianie antagonizmów tych stanowi błąd „materjalistów dziejowych“). Klasa panująca i poddańcza, uprzywilejowana i pracująca, są dla siebie nawzajem potrzebne i pomocne — wyzysk ograniczony do naturalnych potrzeb nie daje się we znaki — dążności do zwiększenia nadwartości niema — jak feodał ma od chłopa potrzebne wytwory, tak chłop (lub mieszczanin) ma od feodała opiekę zbrojną i sądową. Później dopiero rozwijają się antagonizmy w miastach wskutek potrzeb handlu który wymagał dla swego rozwoju swobód różnych. Wobec tego braku antagonizmów klasowych, co było dobrem dla feodała było także dobrem i dla chłopów, — a jak nie było sprzecznych, wrogich sobie dążności klasowych, tak nie było sprzecznych pojęć etycznych. Wskutek tego etyka była jedną dla wszystkich.
Z rozwojem antagonizmów klasowych między panaem, zredukowanym do łupiescy, a poddanym systematycznie grabionym, między proletarjuszem a kapitalistą, między burżuazją, pozbawioną praw politycznych a feodałami, dawna jedność w pojęciach moralnych musi ulec rozszerzeniu, i pojęcia te coraz wyraźniej dążą do rozdwajania się na dwie typowe kategorje — etyki naturalnej wykształconej przez życie (jaką była właśnie dawna etyka, feodalna) i etyki urzędowej, oficjalnej, utrzymywanej sztucznie w interesach klasy panującej.
Etyka naturalna, będąc właściwością całego społeczeństwa, składa się z tych pojęć moralnych które są dla każdej klasy (czyli jednostki, ze względu na utożsamienie się jednostek w tej samej klasie społecznej) użyteczne życiowo, które dają jej przewagę społeczną i zapewniają jej członkom wygody bytu. Z powodu, że warunki bytu społecznego odmienne są dla każdej klasy, etyki klasowe muszą być także różne.
Etyka urzędowa — posiadając mnóstwo pojęć jednakowych z naturalną, zawiera jeszcze takie, których naturalna podstawa tj. ich użyteczność społeczna dla człowieka przestała już istnieć, które jednak korzystne są jeszcze dla klasy panującej jako pomocnicze do wyzyskiwania pracy.
Tak np. urzędowa etyka dzisiejsza zawiera cnoty: pokory i posłuszeństwa dla pana (chlebodawcy) i dla rządu; wstrzemięźliwości, poprzestawania na małem (żeby obniżyć stopę życiową robotnika); pobożność (żeby odwrócić uwagę proletarjatu od spraw życiowych i dać się mu prowadzić przez kościół): praca pilna (żeby chęć własnego odpoczynku stała się grzechem); zgadzanie się z losem jako z wolą Boga (nie dążyć do lepszego) nie zazdrościć szczęścia bliźniemu (kapitalistom) itd.
Natomiast hardość, buntowniczość, zbytki, brak religijności, lenistwo, próżniactwo, narzekanie na los, zazdroszczenie bogatemu itd. są to urzędowe wady.
Rzecz jasna, że etyka ta, nie mając społecznego gruntu pod sobą, utrzymuje się tylko — z jednej strony wskutek pozostałości dawniejszych (jak pobożność, służalczość u chłopów) niszczonych coraz bardziej przez życie (wpływy nauki na umysły pobożne, walka klasowa, niszcząca służalczość): z drugiej zaś strony wskutek policyjnej powagi kodeksu karnego, broniącego tej etyki, przez co cnoty pokory, posłuszeństwa, pilności w pracy, zgadzania się z losem, nie zazdroszczenia bogatym itp. stały się rzeczywiście użytecznemi dla jednostek, a przeciwne ich wady — stają się szkodliwemi życiowo, narażając ludzi na prześladowanie policyjne.
Dzięki temu, urzędowa etyka panującej klasy — stała się etyką oficjalną, przeważnie w opinji ogółu rządzi postępowaniem ludzi wszystkich klas — i dopiero w nowszych czasach, zaczęła ją podkopywać propaganda rewolucyjna.
Już mówiliśmy jak kościół chrześcjański nie chciał dać się zagrzebać razem z feodalizmem. Pogodził się on z nauką, oddalił Boga od życia na wymaganą odległość i stał się oficjalnym rzecznikiem etyki rządowej, burżuazyjnej. Jego duchowieństwo radośnie powitało złotego cielca, jako nowego boga ziemskiego i na wyścigi z kupiectwem śpieszyło składać mu swe hołdy i zyskiwać względy (kolonje jezuickie). Kościół rzymski był pierwszy, który poszedł za postępem czasu i przystosował się do nowych wymagań społecznych. Protest reakcji, jaki zjawił się wskutek tego w łonie duchowieństwa klasztornego, które najdłużej przechowało w sobie dawny ascetyzm i dawną szczerą wiarę — stał się ruchem reformacji, mając z początku za cel oczyszczenie kościoła chrześcjańskiego od wszelkich nowości, powrót do pierwszej epoki kościoła feodalnego, wskrzeszenie powagi Biblji, zabicie nauki, wskrzeszenie ascetyzmu rozbudzenie szczerej fanatycznej wiary dawnych czasów. Wszystko to były jednak tylko utopje nie dające się już urzeczywistnieć — „ wielki Pan umarł“; skończyło się tylko na oderwaniu się od dworu papieskiego, na zmianach liturgicznych i organizacyjnych — i dla wszystkich kościołów pozostała tylko jedna jedyna rola „kłamstwa konwencjonalnego“ — składanie formalnych czysto hołdów bardzo dalekiemu od świata Bogu — duchowi — i stanie na straży interesów moralnych, etyki — bardzo blizkiego boga — kapitału. Taką jest ostatnia transformacja chrześcjańskiego kościoła i taki charakter ostatniego okresu jego życia. — O ile w poprzednim jego okresie feodalnym, potęga ogólnej wiary realne istnienie świata duchowego, czyniły zeń rzeczywistą siłę moralną i dawały zupełny wpływ nad umysłami, monopol przewodnictwa etycznego, o tyle dzisiaj, trzyma się on tylko na resztkach głupoty ludzkiej, świadomie istniejąc jako „konwencjonalne kłamstwo“. Klasowe zaś jego stanowisko etyczne w miarę rozwoju walk klasowych, osłabia coraz bardziej jego znaczenie moralne, religijne, czyniąc go nienawistnym dla proletarjatu. — Jeżeli etyką nazywamy te tylko pojęcia, które są połączone w umyśle z pojęciem obowiązku, odpowiedzialności, to chcąc określić kierunek dążenia etyki w swych przemianach od chwili upadku feodalnej umysłowości — musimy przyjąć — że nowa etyka dąży do zupełnego pogrzebania etyki.
Po za tą naciąganą, urzędową etyką propagowaną przez kościół i różnych niezależnych moralistów — dla klasowych politycznych interesów — po za zasadami moralnemi jakie rozwija w proletarjacie rewolucyjna propaganda — także dla interesów politycznych klasowych — w umysłowości ludzkiej rozwija się coraz bardziej determinizm: logiczny wynik świata mechanicznego. Jak w epoce feodalnej — silnem jest poczucie obowiązków i pojęcie o odpowiedzialności człowieka za swe czyny, co jest wybitną cechą feodalnego umysłu, — tak znowu w epoce kapitalistycznej poczucie obowiązku słabnie zupełnie, rzadko jaki czyn jest wynikiem tej pobudki, względy konwenansu, użyteczności, polityki, przyjemności przeważają zupełnie, stanowią wyłączne prawie pobudki działań ludzkich.
Feodalny człowiek wszystko robi z poczucia obowiązku, zaś wszystko czyni go odpowiedzialnym, żyje z ciągłą myślą, że będzie musiał ze wszystkiego zdawać sprawę na sądzie bożym. Dla obowiązku zdolny jest cierpieć lub skazywać na cierpienia innych. Obowiązek jest jego motorem psychicznym.
Poczucie obowiązku odpowiedzialności moralnej słabnie, najprzód wskutek zaniku wiary — w sąd boży, kary i nagrody pośmiertne (mimo to moraliści burżuazyjni silą się na różne sposoby, by stworzyć odpowiedzialność moralną bez Boga — z poza ich niezręcznych sofizmatów wyłazi zawsze jak szydło z worka — kara policyjna), przez co zanika poczucie obowiązku przed samym sobą; następnie zaś wskutek rozwoju determinizmu, przystosowania mechanicznego pojęcia o świecie do człowieka, jego duszy, upada wszelka podstawa, na mocy której możnaby obwiniać kogo, czynić wogóle odpowiedzialnym człowieka za jego czyny — sądzenie, kara nosi coraz bardziej cechy obrony istniejącego porządku przed szkodliwemi jednostkami. — Zmiana ta nie jest tylko wynikiem gabinetowych rozmyślań filozofów, którzy rozszerzając ideję ogólną, przedstawili duszę ludzką jako mechanizm automatyczny, tak samo odpowiedzialny za wynikające zeń zjawiska i za swoje ruchy, jak układ atomów siarki lub system planetarny. Właściwie nie gabinetowe badania psychologiczne, nie obalenie teorji „wolnej woli“ jest przyczyną tego zjawiska — skutku odpowiedzialności moralnej. Przyczyna ta leży daleko głębiej — jest szerszą — tkwi w zjawiskach społecznych w zmianie natury faktów życiowych.
W feodalnem społeczeństwie, w ówczesnej walce o byt społeczny, główne znaczenie mają cechy osobiste jednostek, kto traci majątek, bogactwo — jest sobie winien, albo nie umiał obronić się od napastników, albo zaniedbywał swe powinności wasalskie itp.
Kto traci władzę, wpływ, szacunek — także jest sam winien — znaczy, że nie umiał utrzymać tej władzy, że mało miał siły do tego. Jeżeli majstrowi źle się powodzi to znaczy, że kiepsko robi i dlatego niema odbiorców. Jeżeli kto cierpi z braku wzajemności miłosnej lub wogóle powodzenia płciowego — także sam winien temu — znaczy, że go nie zdobią zalety rycerskie. I odwrotnie kto co zyskuje — zawdzięcza swoim właściwościom — sile, męstwu, rozumowi, zdolnościom rzemieślniczym itd. Jednem słowem — w społeczeństwie feodalnem los człowieka, zły lub dobry, zależy od właściwych jego organizmowi cech. Każdy dostaje według zasługi, według swojej wartości. Silny panuje nad słabym, rozumny nad głupim. Stąd też — w umysłach tworzy się łatwo pojęcie o odpowiedzialności ludzi za swe czyny — człowiek, mogący kierować swym losem, nie nadaje się do automatu nieodpowiedzialnego. Z tych czasów przysłowie „jak sobie pościelesz tak się wyśpisz“. Jeżeli jest odpowiedzialny za swój los, za swoje nieszczęścia, to cóż dopiero za postępki!
Pojęcie człowieka — maszyny nie mogło powstać w takiem środowisku społecznem, gdzie stanowisko jednostki zależało od jej cech osobistych, gdzie życie człowieka układało się zależnie od jego indywidualnych zdolności, od jego świadomej akcji.
Natomiast w społeczeństwie kapitalistycznem występuje ślepa siła, czynnik fatalistyczny — pieniądz. Walka o byt, przenosząc się na rynek przybiera specjalną formę. Ludzie jako indywidua, organizmy usuwają się zupełnie od walki — na rynku walczą ich firmy wytwórcze, ich kapitały. Nikogo już nie obchodzi jak wygląda przeciwnik, właściciel towarów współzawodniczących z jego — czy jest silniejszy lub słabszy, głupszy lub rozumniejszy. Na rynku walczą z sobą towary — zwyciężają taniością i reklamą, walczą kapitały, firmy pieniężne — nie ludzie.
Czy można winić człowieka, który bankrutuje przez to, że majątek jego został pożarty przez wielki kapitał współzawodnika, Przewoźnika towarów, iż stracił utrzymanie wskutek drogi żelaznej? Tkacza co traci nabywców przez zbudowanie wielkich tkalni? Szlachcica zagonowego który bankrutuje przez konkurencję wielkich gospodarstw? Majstra, który zmuszony sąsiedztwem wielkiego fabrykanta zamknąć swój warsztat, a traci zarazem wpływ i poważanie w swem miasteczku? Głodnego szlachcica, co nie zważając na „honor“ ima się najgorszych zajęć? Matkę, która kradnie, aby dziecko nie umarło z głodu? Robotników co straciwszy wskutek kryzysu zarobek, stają się złodziejami, żebrakami, włóczęgami, rozbijającemi po drogach? Akcjonarjusza, który skutkiem krachu wielkiego przedsiębiorstwa, traci swoje i cudze pożyczone pieniądze? Czy można chwalić tego, co dzięki jakiejś mowie parlamentarnej wygrywa na giełdzie miljony — w przeciągu minuty?
Człowiek przestaje być panem swego losu, ślepe siły społeczne rządzą nim i rzucają na wszystkie strony — wytwory jego pracy wymknęły się z pod jego kontroli i zapanowały nad nim. Niezależne od niego układanie się sił nabywczych na rynku, może mu niespodziewanie odebrać majątek, poważanie, wpływ, władzę, zmusić go do żebraniny, rozboju, kradzieży, zmienić zupełnie stanowisko społeczne. Fatalizm społeczny, ślepa logika zjawisk ekonomicznych, zastąpiła świadomą akcję ludzką. Człowiek przestaje być odpowiedzialny za swój los, gdyż nie może nim kierować, nie jest w stanie zapanować nad rządzącemi silami społecznemi.
Wśród takich faktów życiowych wyhodowane umysły zatracają pojęcie o odpowiedzialności ludzkiej. W środowisku, gdzie ślepy fatalizm rządzi wszystkiem, gdzie cechy osobiste nie mają żadnego wpływu na życie jednostki, trudno kogoś obniżać lub chwalić. Kto nie z własnej winy jest głodny, nie z własnej winy staje się narzędziem instynktów głodowych. — Lecz czyż jedne tylko siły społeczne fatalistycznie działają na człowieka?
Możnaż kogoś winić za wpływy dziedziczności, atawizmu? Za taki lub inny stan emocjonalny centrów nerwowych, wywołany zewnętrznemi wrażeniami, chemicznem wpływem pokarmów i klimatu, zjawiających się zresztą wskutek życia całych pokoleń, które usposobiły szczególniej do takiego stanu system nerwowy swego potomka? Możnaż winić, jeżeli według znanych praw fizjologicznych, ten stan emocjonalny przejdzie w akt woli sobie odpowiedni, wydając na świat zbrodnię?
W ten sposób — determinizm jest naturalną właściwością umysłów żyjących w świecie fatalistycznym, którym rządzą ślepe siły ekonomiczne, jak tajemnicze — natury.
Ta naturalna zmiana, jaka odbywa się w pojęciach o odpowiedzialności ludzkiej, nadaje nowożytnej etyce cechę etyki bez obowiązku i bez odpowiedzialności — przez co osłabia zupełnie jej znaczenie, wpływ moralny. Szydzenie z „powinności“, „obowiązku“, „praw moralnych“ — jest to znany dziś objaw nawet u tych, którzy nigdy nie mieli do czynienia z filozofami determinizmu naukowego. Samo życie, odbywające się pod działaniem ślepych sił społecznych, nauczyło ich tego szyderstwa.
Wynikiem tego jest to, że dzisiejsza moralność coraz wyłączniej zaczyna opierać się na policji — wskutek czego „cyrkuły policyjne“ stają się najniebezpieczniejszym współzawodnikiem kościoła i możliwym jej spadkobiercą etycznym.
Faktem jest bowiem, że „obowiązek“ ogłoszony przez cyrkuł ma dziś większą powagę od kościelnego — i więcej wraża się w umysły.


IX. WALKA KLAS W OKRESIE PRZEJŚCIOWYM.
a) Bunty chłopskie.

W całym okresie przejściowym, który rozpatrujemy, zarówno w okresie feodalizmu pieniężnego, jak i kapitalizmu poddańczego grunt społeczny przesiąknięty jest rewolucją. Odkąd pieniężny apetyt feodałów przydusił chłopów, cała dawniejsza legalność i zgoda międzyklasowych stosunków przepada. Zwiększenie czynszów i powinności, pańszczyzna, przy nowym wyzysku państwowym, przy zależności prawno-osobistej wyzyskiwanych, a później przy wilczym apetycie kapitalistycznym, dopuszczającym się na mocy feodalnych praw ciągłych gwałtów, nadużyć — wszystko to doprowadza masy chłopskie do konieczności walki, do rozpaczliwego bohaterstwa. Feodał przestał być opiekunem, stał się tylko wyzyskiwaczem — poddaństwo stało się wyłącznie narzędziem najokropniejszego wyzysku, zamiast dawnego dobrobytu dawało teraz nędzę, grabież ziemi chłopskiej, odbieranie alemend, rozpędzanie całych wsi dla stworzenia pańskich majątków, nowa pańszczyzna dworska, ciężar podatków państwowych — wszystko to rujnuje i drażni chłopów. Cnoty poddańcze zanikają prędko — nędza i cierpienia życia rewolucjonizują zupełnie dawnego chłopa, któremu z pokorą, wiernością i posłuszeństwem było dobrze na świecie. Nawet religja nie zdoła już utrzymać ich w jarzmie, księża mówiący z ambony o uległości panom są znienawidzeni.
Już w XIII wieku poemat „Des vingt trois manières de vilains“ przedstawia chłopa jako buntownika, podburzającego na panów i na duchowieństwo. Bunty tworzą się pod działaniem wielu różnych czynników społecznych.
Pierwszy czynnik — zwiększanie się wyzysku feodałów, idące postępowo od czasów zrujnowania gospodarki naturalnej — zwiększania czynszów pieniężnych i nowa pańszczyzna. Przy nowo-powstałym wyzysku państwowym — ciężary te coraz bardziej rujnowały gospodarstwa chłopskie — spychały ich w coraz większą nędzę. Wyzyskiwanie chłopów łączy się przytem ze wszystkimi gwałtami i środkami przemocy, do jakiej tylko upoważniały prawa pańskie nad osobą chłopa. Nędza i gwałty, skłaniające wielu do porzucenia zagrody i stania się włóczęgami — masy zaś chłopskie usposabiają do buntów.
Drugi czynnik — grabież ziemi i rozpędzenie całych mas czynszowników — fakt ten nietylko rozdrażnia ogół chłopski — lecz stwarza także proletarjat — ruchome, niespokojne masy włóczęgów, noszące się z myślą zemsty i odwetu. Każdy prawie z nich jest agitatorem, buntującym swych dawnych sąsiadów do wspólnego odwetu.
Trzeci czynnik — upadek społecznego znaczenia poddaństwa i feodałów — odkąd państwo wzięło w swe ręce obronę i administrację kraju — feodałowie stali się niepotrzebni i lud, mogąc się doskonale bez nich obejść — może także atakować ich. Dawniejsza przeszkoda do buntów — potrzeba opieki pańskiej — usunięta. Chłopi mogą żądać zniesienia poddaństwa, zniesienia feodałów, zredukowanych do wyzyskiwaczy. Żądania te pojawiają się przeto — jako hasła buntów; w dawniejszych buntach żądano tylko sprawiedliwego dobrego pana — teraz, stojąc na podkopanym minami gruncie, żądają zmiany ustroju — zmiany już możliwej.
Czwarty czynnik — przykład miast — przykłady mnożące się niesłychanie w tym czasie, walki z feodałami, zakończonej zwycięstwem gminy miejskiej, zupełnem wyzwoleniem się z pod władzy feodałów lub ograniczeniem ciężarów i praw feodalnych. Był to żywy dowód, że swobodę można wywalczyć siłą zjednoczonych, zorganizowanych mieszkańców gminy, takich samych poddanych jak chłopi.
Przykład ten działał zaraźliwie.
Piąty czynnik — kokietująca polityka rządu. Dwór królewski dla zgniecenia oporu feodałów używa chłopów za narzędzie — jest to polityka do najwyższego stopnia przewrotna i umiejętna — otacza chłopów pewną opieką prawną — pozwala im podawać sądowe skargi na panów — w sądzie często popiera ich sprawy — rozbudzając przez to nadzieję chłopską wobec pana, pewną zarozumiałość, poczucie swych sił pod opieką króla, a jednocześnie rozbudzając w nich wiernopoddańczość dla monarchy. Tym sposobem, chłopi łudzeni opieką króla, rozzuchwaleni wygranemi procesami w sądach, taktyką królewskich urzędników, przy pierwszej sposobności buntują się. W czasie buntu rząd zachowuje się biernie — zostawia feodała jego własnej obronie, ażeby poczuł dobrze potrzebę siły królewskiej żandarmerji. Dopiero gdy bunt przyjmuje zbyt wielkie rozmiary, a zastraszeni feodałowie chowają się pod opiekę dworu lub wzywają o pomoc — rząd zatapia bunt chłopski we krwi. Za Ludwika XIV gdy walka absolutyzmu z feodałami ciągle jeszcze jest zacięta, współczesny autor skarży się, że dzisiaj trzeba szlachcicowi mieć za sobą słuszność i dwór, ażeby wygrał proces z chłopem“. (Les soupirs de la France esclave).
Ta taktyka rządowa, rozdmuchiwania buntów i zostawiania im na pastwę zamki feodałów osiągała dla absolutyzmu znakomite rezultaty — im bardziej szerzyła się chłopska rewolucja, im częstszemi i groźniejszemi stawały się bunty, tem feodałowie stawali się bardziej uległymi dla dworu tem więcej rozwijała się w nich potrzeba silnego rządu, silnej żandarmerji, policji i armji, któreby w należytych karbach mogły trzymać rozzuchwalone masy chłopskie. Strach przed chłopskimi drągami zapędził dumnych feodałów w służalstwo dworskie i kazał im się zrzec swej samodzielności politycznej — odtąd potrzebowali pomocy policji.
Szósty czynnik — moralność rewolucyjna, rozwój której rozpatrzyliśmy wyżej — szerzące się uczucia równości, wolności i godności osobistej, upadek moralnej powagi feodała i kościoła, rozluźnianie wszystkich tych pęt moralnych, które dotąd nie pozwalały chłopu targnąć się na istniejący porządek rzeczy. Teraz każde słowo buntownicze słuchane jest namiętnie, a gromadzące się bezustannie krzywdy i cierpienia, rozpalają uczucia nienawiści klasowej, wywołują odwagę i bohaterstwo. Wskutek działania jednoczesnego tych wszystkich czynników, tworzą się te straszne bunty, wojny chłopskie, żakierje, które od XIII w. począwszy, zalewają krwią chłopską całą Europę.[121].
Oto ważniejsze z nich:
1430 r. we Francji. Zabijają księży i panów, palą zamki, tytuły i papiery niszczą. Ideją panującą wśród zbuntowanych jest równość stanów „panowie także pracować powinni“, utopiony we krwi bez żadnych następstw.
1493 r. w Niderlandach wybuchają bunty chłopskie. W Alzacji tworzy się związek chłopski, do którego należy mnóstwo proletarjuszów, ex-chłopów, czynszowników. Żądania swoje związek ten wypowiada: „Nie będzie się płaciło żadnych czynszów, dziesięcin, podatków ani ceł, książętom, szlachcie i duchowieństwu; poddaństwo ma być zniesione; klasztory i dobra kościelne skasowane i między lud podzielone; żaden inny pan nie uznany oprócz cesarza“ (Engels. Der deutsche Bauernkrieg). Związek wypowiada wojnę feodałom i kościołowi — z rządem chce być w dobrych stosunkach — żąda nie ograniczenia wyzysku — lecz zmiany ustroju.
1514 r. Bunty chłopskie w Bernie, Solurze, Lucernie. Wystraszeni feodałowie szwajcarscy wzywają pomocy sąsiednich rządów. Bunt uśmierzony bez następstw.
W tym samym roku — ogólna wojna chłopska na Węgrzech. Obóz rewolucyjny ogłasza republikę, zniesienie szlachty, powszechną równość i władzę ludu.
Od 1518 do 1523 w Niemczech cały szereg miejscowych buntów chłopskich. Od 1524 r. przybierają coraz większe rozmiary. Jest to początek wielkiej wojny chłopskiej, która objęła całe Niemcy południowe, potem przeszła przez Ren i zajęła Francję.
Jest to czas największej grabieży ziemi chłopskiej, największego wyzysku, czas powstawania manufaktur, gospodarstw pańskich, niezliczonych band rozpędzanych chłopów. Zaprzątnięci waśniami religijnemi panowie i rządy — toczyli pomiędzy sobą walki — potrzeba pieniędzy rosła przez to ciągle — feodałowie, rządy, kościół dusili chłopa na wyścigi. Czas był najodpowiedniejszy do wielkiego aktu zemsty klasowej — rewolucja unosiła się w powietrzu. Wytwarza się garstka inteligencji mieszczańsko-szlacheckiej, która z chwili tej postanawia skorzystać dla przeprowadzenia utopijnych ideałów sprawiedliwości społecznej i powszechnego szczęścia. Nędza, bezprawie, gwałty nad człowiekiem, barbarzyństwo nowonarodzonego kapitału wyuzdane marnotrawstwo i rozpusta feodałów, cały ten chaos wytwarza miotanie się nowego społeczeństwa w starym, wytwarza podniecającą atmosferę moralną, która popycha umysły marzycielskie i uczuciowe do akcji rewolucyjnej, do przeprowadzenia idei „królestwa bożego“. W takich przejściowych, chaotycznych okresach, kiedy stary wyzysk jeszcze nie zaginął a zjawił się już nowy, kiedy udręczenia klas pracujących dochodzą do swego szczytu, psując wszędzie spokój i wesołość, w takich chwilach dziejowych, zjawia się zawsze pewna grupa umysłowa, która staje się jądrem rewolucyjnem przewrotowych ruchów społecznych[122].
Grupa ta widzi, że stary świat psuje się i lada chwila zawalić się może. Z chwili takiej postanawia skorzystać, żeby na zawalonych gruzach zbudować świat idealny — świat powszechnego szczęścia. Są to przedstawiciele wszystkich dotychczasowych cierpień człowieka, wieczni marzyciele — przedstawiciele wiecznego dążenia ludzkiego do szczęścia, do stworzenia życia bez cierpień. Takie typy umysłowe są zawsze — lecz w chwilach największych nieszczęść społecznych, w czasach najcięższego życia, typy te grupują się, organizują się, występują zbiorowemi siłami do akcji, do urzeczywistnienia swych ideałów i marzeń, sądząc, że chwila stosowna nadeszła, łudząc się, że na gruzach walącego się ustroju uda się im zbudować swój świat idealny. Gdzie szukają wzorów do tego idealnego świata? W starych podaniach żyją ciągle jeszcze wspomnienia złotego wieku, raju utraconego pierwotnych ludzi — życia w komunie, wspólnej pracy, wspólnej własności, równości i braterstwa, samorządu i wolności zupełnej dawnych rodów i plemion. Tradycja ta pierwotnego komunizmu jest jedynym wzorem życiowym — jaką przeszłość zostawiła dla umysłów, marzących o powszechnem szczęściu. Na tym to wzorze stawiają utopiści swój świat idealny; zbudowanie którego jest celem ich akcji w okresach przewrotowych. Dopóki dalszy rozwój społeczny nie wykształci i nie rozmnoży po świecie wzorów realnych nowowytwarzającego społeczeństwa, dopóki jeszcze umysły ludzkie nie wiedzą dobrze co ma być, a wiedzą tylko, że to co jest przepaść musi, dopóty utopiści są jedyną grupą stawiającą pozytywne żądania, określone cele i ideały — a przez to samo przewodnikami walk i ruchów wśród mas uciśnionych w okresie przejściowym. Takimi utopistami byli chrześcjanie w pierwszych wiekach — tacy zjawiają się jako główne, dowodzące jądro walczących band chłopskich XVI wieku.[123]
Najwybitniejszym między tymi utopistami jest Tomasz Münzer. Tworzą oni organizację rewolucyjną — skupiają około siebie masy chłopskie: związki chłopskie.
Związek ten ma dwie strony w swoim programie. Jedna negatywna — odpowiadająca żądaniom mas chłopskich — stanowiąca ich wyraz: zniesienie feodalizmu, poddaństwa, zniesienia zamków i klasztorów, zniesienie wszystkich panów prócz cesarza. Druga pozytywna — komuny z samorządem i wspólną własnością.
Pierwsza jest oficjalnem i popularnem hasłem walki; druga pozostaje tylko przy głównym sztabie organizacji — ogranicza się do umysłów inteligencji. Komunizm dóbr nie może stać się ideałem mas chłopskich — nie zdobywa sobie popularności. Dlatego partja rewolucyjna nie stawia go wyraźnie w swych żądaniach. Oficjalny program przystosowany musiał być do powszechnych żądań chłopskich, komunizm — pozostaje ukryty w umysłach przewodników i propaguje się z trudnością. Stan ten wyraża oficjalny program pozytywny rewolucyjnej partji, — wyrażony w 12 artykułach Münzera: 1) Ewangelja powinna być głoszona według prawdy, a nie według interesu panów i księży. (W tem niejasnem zdaniu zawierają się nadzieje Komunizmu chrześcjańskiego); 2) nie będziemy płacić dziesięcin, ani małych, ani wielkich; 3) za ziemię będziemy płacić tylko 5%; 4) wszystkie wody będą wolne; 5) lasy powrócą w posiadanie gminy; 6) zwierzyna będzie wolną; 7) nie będzie więcej poddanych; 8) sami będziemy wybierać urzędników; władzę oddamy temu, kogo uznamy za dobrego; 9) sądzeni będziemy przez swoje sądy; 10) poborcy podatkowi będą przez nas naznaczani; 11) nie będziemy więcej płacić prawa spadku; 12) wszystkie ziemie chłopskie zagrabione przez panów powrócą do komuny.
To były żądania mas — uwolnić się zupełnie od ciężarów poddańczych — lub przynajmniej zredukować je do dawnych. Po za tem jednak Münzner i grupująca się wokoło niego inteligencja — żądali więcej.
Po odniesionem zwycięstwie i zdobyciu władzy zamierzali urzeczywistnieć swoje ideały komunistyczne. — Pierwsze zdobyte miasto Mülhauzen odbyło tę próbę. Ogłoszone zostało: wspólność bogactw, równy obowiązek pracowania dla wszystkich, zniesienie wszelkiej zwierzchności, władzy. Prawa te pozostały jednak na papierze. W rzeczywistości Mülhausen przekształcił się na małą republikę, którą rządził senat wybierany przez powszechne głosowanie i zostający pod kontrolą forum, zaś komunizm ekonomiczny zredukował się do jedynej możliwej rzeczy zaopatrywania biednych, jałmużny.
Przebieg buntu. Bunt szerzy się szybko. W styczniu 1525 roku cały kraj między Renem i Dunajem był w pełnem fermencie — w lutym wybuchła burza. Odrazu wszystkie partje i klasy walczące dotąd pomiędzy sobą — rząd, feodałowie, burżuazja — łączą się przeciw chłopstwu — spory teologiczne milkną przed strachem czerwonego widma.
Luter, papież, cesarz, feodałowie, mieszczaństwo godzą się by ratować zagrożone „społeczeństwo“. Egzaltowani kaznodzieje zmieniają się w denuncjatorów i szpiclów. Związek chłopski straszy na każdym kroku. Pierwszy Luter denuncjując Münzera w broszurze: „Brief an die Fürsten zu Sachsen wider den aufrührerischen Geist“ nazywa go szatanem, powołującym lud do gwałtów przeciw władzy i radzi go usunąć z kraju (Engels id).
Wyćwiczona armja książąt miała stanowczą przewagę nad chłopskimi bandami, którym wszystkiego brakło. Lumpenproletarjusz, który znajduje się w wielkiej ilości, w obozie chłopskim szerzy tam demoralizację przez swoje niewydyscyplinowanie, ciągle odchodzenie i przybywanie, nieporządek, anarchję. Obawiając się atakować wojsko książęce, obóz chłopski stoi biernie, zachowując tylko postawę obronną. W bezczynności tej demoralizacja rozwija się jeszcze bardziej, zapał stygnie, powrót do domu staje się coraz bardziej pożądanym i masy gotowe są złożyć broń za najmniejsze ustępstwa ze strony panów. Przywódcy — partja rewolucyjna używa wszelkich środków do podtrzymywania ducha rewolucyjnego. Münzer najpopularniejszy między chłopstwem, musi używać do pomocy religję, namawiając do wytrwałości, musi powstrzymywać od rozejścia się nawet nie uzyskawszy nic. Oto jedna jego odezwa: „Włościanie! nie tchórzcie przed niczem, bądźcie złączeni i nie cofajcie się nigdy. Gdy tylko cofniecie się, jesteście zgubieni wy, wasze żony i dzieci! Ci co się boją śmierci niech zostają u siebie. Tysiąc ludzi zdecydowanych na śmierć są silniejsi, niż 50 tysięcy niezdecydowanych. Jeżeli nie wyjdziecie zwycięsko z walki, nieszczęście wam i potomkom waszym! Jeżeli przed wojną mieliście pańszczyznę z waszemi końmi i wołami, po wojnie zaprzęgą was samych do brony i pługa: jeżeli przedtem mogliście ogradzać swe pola dla ochronienia się od zwierzyny, potem każą wam byście zwierzynę karmili. Jeżeli przedtem was oślepili, potem oślepią tych nawet, którzy was prowadzą; jeżeli przedtem byliście poddanymi, potem będziecie niewolnikami. Będą was sprzedawać jak sprzedają konia lub krowę. Przy najmniejszem podejrzeniu będą was więzić, poddawać torturom i na pal wbijać. Córki wasze będą nałożnicami waszych panów, a synowie wasi ich lokaje, trzymać będą ręce swych sióstr, aby mogły być zgwałcone i odrzucone potem jak wyciśnięta skórka cytryny. Widzicie więc, że nie możecie nie być zwycięzcami. Takie życie jest tysiąc razy gorsze od śmierci. Śmierć lepsza od życia. Nie słuchajcie nigdy tych ludzi, którzy dowodzą wam z Ewangelji, że macie prawo być wolnymi, lecz musicie poddać swe głowy pod jarzmo niewoli. Są to pół-ludzie, którzy przed strachem śmierci wolą stać się niegodnymi życia. Lud, który nie jest wolny, nie jest godzien istnienia. Bądźmy naprzód wolnymi, potem będziemy chrześcjanami według praw ludzkich“.
Za pomocą takich odezw Münzer musi wstrzymywać masy chłopskie od powrotu do domu bez niczego. Wojna kończy się zupełną przegraną chłopstwa. Poruszenie mas było jednak tak silne, że nie zatrzymuje się ono w Niemczech — szerzy się także we Francji — gdzie także zgniecione zostaje.
We Francji bunt odtwarza się znowu w 1548 r. — na czele ruchu stoi inteligencja mieszczańska. Początek zwycięski — zdobywają Bordeau — mieszczaństwo sympatyzuje wszędzie z buntem. Kończy się klęską i okrucieństwami nad zwyciężonymi. 1586 r. bunt we Francji (wychodzi z Normandji) przewodzi szlachecka i mieszczańska inteligencja, chłopi katolicy i protestanci łączą się razem.
Bunt 1593 r. (Francja) ciągnie się przez dwa lata. Zbuntowani wydają odezwę do oficerów (szlachty): „Panowie, uważamy was za ludzi szlachetnych, dlatego prosimy was uzbroić się i przyłączyć się do nas i opierać się razem z nami przeciw podłym zamiarom, nieprzyjaciół króla władcy naszego... Inaczej, w trzy dni po dostaniu naszego wezwania poczujecie naszą rękę, jako sprzymierzeńcy panów“. — Podpis: „Wasi bracia i przyjaciele, ludzie uzbrojeni stanu trzeciego“. Szlachta ze swojej strony wydaje proklamację: „Chcąc wyzwolić się z poddaństwa które sam Bóg im nałożył... zbuntowali się przeciw wszystkim prawom boskim i ludzkim, chcą zburzyć religję, gdyż odmawiają płacić dziesięciny, nakazane od początku świata dla służby bożej:... chcą obalić monarchję i zaprowadzić demokrację na wzór szwajcarów“.
1675 r. bunty ponawiają się znowu we Francji.
Dlaczego bunty chłopskie, tak wielkie nawet — jak wojna ludowa niemiecka, nie doprowadziły do celu? Składało się na to wiele przyczyn. Celem było zniesienie poddaństwa, obalenie praw feodalnych — to samo co w dwa wieki później dokonywa rewolucja francuska. Co było niemożebne w XVI wieku zostaje osiągnięte w XVIII w.
Musiały przeto zajść takie zmiany w ciągu tych dwóch wieków, które umożliwiły obalenie ustroju feodalnego, system jego prawny. Jakie one były?
Przedewszystkiem — określimy mechanizm obalenia pewnego ustroju. Gdy społeczeństwo swojem gospodarstwem i swoim psychizmem weszło już w nową fazę i staje się w sprzeczności z formami starego ustroju, wtenczas te formy zaczynają uciskać wszystkich, a pewną klasę w szczególności i trzymają się tylko sztucznie, straciwszy swe dawne społeczne podstawy naturalne. Ze wszystkich stron dają się słyszeć wtenczas narzekania, a sprzeczność życia z formami stwarza nawet pewne niewygody dla klasy panującej. W takim czasie zjawiają się zawsze grupy, które rzucają hasło walki, prowadzą ją i grupy wytwarzające nowe formy — rząd, prawa odpowiednie nowemu gospodarstwu. Nowe gospodarstwo nie rozwija się odrazu zupełnie — przechodzi szereg faz — i odpowiednio do nich zmienia swe interesy i wymagania prawno-polityczne.
Zestawiając wiek 16 z 18-tym widzimy następujące różnice w rozwoju społecznym:
1) Kapitał, nie zdoławszy jeszcze wytworzyć dostatecznych dla siebie sił społecznych, musi w tej pierwszej fazie swego istnienia uciekać się do pomocy przymusu prawnego. Nie wytworzyła się jeszcze, ani armja zapasowa ani też konkurencja o najem, zatem to, co sprowadza stale płace do minimum i pozwala kapitalistom samowładnie rozporządzać proletarjuszem. Nietylko, że brak natłoku i konkurencji na rynku pracy, lecz często świeci on pustką, zabójczą dla kapitału. Wobec takich warunków, kapitał do rozwoju swego potrzebuje przymusu prawnego: stąd prawa o włóczęgach, o maksimum płacy: poddaństwo, prawa feodalne pana nad chłopem, są jeszcze warunkiem egzystencji kapitału, litera ich musi zostać zachowaną choć pan zmienia się na kapitalistę, chłop na robotnika. Wtenczas dopiero, gdy wywłaszczenie drobnych posiadaczy przyjmie większe rozmiary i w miarę tego jak się rozwija wolna praca i prawa człowieka, stają się one coraz potrzebniejsze dla kapitału.
W 16 w. prawa feodalne częściowo tylko są ciężarem dla kapitału: brak swobodnej własności chłopskiej utrudnia wywłaszczanie rynkowe, opłaty feodalne uciskają handel, przepisy cechowe krępują rozwój manufaktur i techniki; za to praca poddańcza, prawa do osoby chłopa, niewolnictwo włóczęgów — umożliwia jak największy wyzysk, zastępując w okresie tym dla kapitału działanie tych ślepych sił konkurencji i nadmiaru rąk roboczych, jakie się później wytworzą.
W 18 wieku siły te są już rozwinięte, zastępują zupełnie przymus prawny, oddają robotnika na łaskę kapitalistów, przeto poddaństwo staje się niepotrzebne, zbyteczne dla wyzysku, zaś jego szkodliwe strony dla kapitału (jak brak swobodnej własności chłopskiej, swobodnego przenoszenia się, przyjmowania i odprawiania robotnika) pozostają. W okresie tym poddaństwo staje się przeto z całym ustrojem prawnym — pętami kapitalizmu — swoboda i równość cywilna — interesem. Dlatego też — burżuazja w XVI w. z oburzeniem przyjmuje chłopskie hasło wolności: w XVIII w. zaś sama je rzuca masom i co najważniejsze — staje na czele walki, gdy w XVI w. łączy się z feodałami.
2) Odmienne jest także stanowisko jakie w umysłowości ogółu zajmują ideje swobody i równości — ideje rewolucyjne wobec istniejącego ustroju prawnego. Rzecz jasna, że z biegiem czasu, w miarę jak słabnie powaga moralna kastowości i poddaństwa, tracąc swoje ekonomiczne znaczenie, w miarę rozwoju mieszczaństwa, domagającego się coraz silniej obu tych rzeczy dla siebie, w miarę jak pieniądz wyrównuje i określa społeczne znaczenie ludzi, ideje te zdobywają sobie coraz szersze koła umysłów, opanowując w 18 wieku całą inteligentniejszą część szlachty feodalnej, stają się modą przekonaniową salonów i ciągle podburzającem pragnieniem mas ludowych. Te więc żądania chłopskie, które w 18 wieku podburzyły wszystkich i znalazły tak przychylnie usposobionych feodałów, że jedno zdobycie Bastylji wystarczyło na ich osiągnięcie — w 16 w. napotykają na silny opór ze strony szlachty, kleru a nawet burżuazji, jako sprzeczne jeszcze z ich potrzebami ekonomicznemi i tradycją kastową, trwającą jeszcze, i nie są zdolne nawet całych mas trzeciego stanu podburzyć, nie są zdolne utrzymywać chłopstwa w obozie rewolucyjnym, niedawne bowiem tradycje poddańczego dobrobytu ciągle jeszcze tkwią w umysłach, przeszkadzając stanowczości rewolucyjnej, nakłaniając do zgody i kompromisów, łudząc próżnemi nadziejami, zniechęcając do walki.
Rozwój idej, burzących prawa feodalnego ustroju wolności osobistej i równości — był jeszcze zbyt mały; ideje te nie stały się jeszcze interesem ekonomicznym burżuazji i tych wszystkich warstw ludności, które z kapitałem wiązały się; nie zdołały utrwalić się w umysłach chłopskich; masy ludowe same dobrze nie wiedziały jeszcze czego się trzymać — wahały się między tradycją dawnego poddaństwa a zupełnem wyzwoleniem. Dla tych to przyczyn — bunty wywoływane nadmiernym uciskiem, nie mając stanowczych i zupełnie określonych celów, napotykając na silny opór mieszczaństwa, feodałów i księży nie mogły zburzyć w XVI w. feodalnych praw. 3) Jako trzecią różnicę obu wieków — można uważać stanowisko feodałów i trzeciego stanu: szlachta w XVI w. jest jeszcze silną — trzyma w swych rękach ziemie, ma pieniądze — świeżo wydarta jej władza polityczna zostaje jeszcze jako przewaga moralna — rząd z nią liczyć się musi — nie wszystkie nawet zamki są rozbrojone. Stan trzeci nie ma jeszcze żadnej wspólnej idei politycznej, która by go złączyła w jedną rewolucyjną siłę — mieszczaństwo potrzebuje do wyzysku praw feodalnych i często łączy się z feodałami dla zgniecenia zbuntowanego chłopstwa. W XVIII w. szlachta jest nietylko zbankrutowaną majątkowo i w większej części wyzutą z ziemi, lecz także zupełnie zdemoralizowaną klasą, istniejącą bez żadnej potrzeby społecznej i przeświadczoną o tem; sama wyznaje nowe ideje i trzyma swe przywileje bez żadnego sensu. Dla państwa nie może być podporą — nie jest bowiem przewodniczącą w produkcji, ani posiadaczką kapitałów, stanowisko jej jest pasorzyta na ciele państwowem po większej części (żyje z synekur urzędniczych, pensyj honorowych). Zaś stan trzeci, gdy kapitał wszedł w dalszą fazę zażądał zupełnej swobody i równości, mógł już złączyć się w jedną partję polityczną, dawne ideały chłopów buntujących się stały się teraz ideałami i interesami całego stanu trzeciego, powołują też cały naród prawie do rozbicia starych praw kastowych. W nim klasa burżuazji jest już panującą w społeczeństwie. Tylko burżuazja mogła przeprowadzić społeczeństwo w nowy ustrój, gdyż sama była jego przedstawicielką, interesy jej klasowe wiązały się bezpośrednio z nowym typem gospodarczym: przytem burżuazja tylko mogła przeprowadzić zorganizowaną walkę, rozporządzając do tego olbrzymiemi środkami swych sił inteligentnych i swych wpływów w społeczeństwie.
Przeto wejście jej do ruchu rewolucyjnego przeciw feodalnym prawom — musiało walkę rozstrzygnąć. Bez niej chłopi nie byli zdolni dokazać tego.
Trzy te przyczyny sprawiały bezskuteczność reformacyjną chłopskich buntów.
Dlaczego ówczesny komunizm był utopijnym? Nie było dlań żadnych podstaw społecznych, mógł przeto istnieć tylko jako marzenia pewnych jednostek. Całe społeczeństwo było jeszcze przesiąknięte duchem indywidualizmu rodzinnego — uczucia społeczne dopiero zaczęły się rozwijać. Praca wspólna nie była żadną koniecznością; dopiero w manufakturach zaczęła rozwijać się. Technika nie stała, ani tak nisko, żeby praca indywidualna nie wystarczała osobnikowi, ani tak wysoko jak dzisiaj, kiedy w komunistycznych formach mogłaby zapewnić wszystkie wygody cywilizacyjne. Technika ówczesna zaledwie stwarza kapitał, przy wielkim wyzysku, podstawę nowej cywilizacji, źródło wiecznych bogactw pożądane dla każdego. Komunizm XVI w. wobec tego mógłby być tylko komunizmem niedostatku, równością ciężkiej pracy i nędzy zabijających dalszy rozwój ludzkości. Bez wyzysku nie byłoby wskutek tego ani cywilizacji, ani postępu. Tylko ciężka praca i niedostatek ludu mógł utrzymywać bogactwa i inteligencję klas wyższych. Komunizm chłopski, który cały świat przetworzyłby w szarą masę chłopską, kto go mógł pragnąć. Chłopi nie widzieli żadnego interesu w pracy wspólnej — gospodarstwo indywidualne było ideałem dla każdego. Rzemieślnicy przyzwyczajeni do małych warsztatów — nie mogli mieć pojęcia o korzyściach wielkiej produkcji wspólnej. Inteligencja widziała w niem zamach na rozwój cywilizacji. Przytem — kapitał był dla wszystkich zbyt silną ponętą. Znieść wyzysk było go zabić. Zresztą, komunizm XVI w. występuje jako echo dawnej tradycji gmin rodowych, jest raczej nawoływaniem do cofnięcia się wstecz, niż hasłem nowych ideałów — był reakcją, jakie wywoływał zwykle okres wielkich klęsk społecznych i rozkładu. Dlatego też nie mógł stać się żadną społeczną siłą i musiał zamrzeć w umysłach. W społeczeństwie wzrastał wielki żywotny ideał swobody kapitału.
Cały szereg krwawych buntów — bez żadnej korzyści, przynoszących tylko straszne prześladowania i jeszcze gorszy ucisk, nie mogły pozostać bez wpływu na pojęcia i usposobienie mas chłopskich.
Doświadczenie życiowe było długie i silnie wrażające się w pamięć. Musiały pozostać po nim pojęcia, przenoszące się tradycyjnie z pokolenia na pokolenie. Wynikiem jest cały ten duch tchórzliwego godzenia się z losem, ten psychizm mas i przeciętnych ludzi, który skłania ich raczej godzić się z największą biedą niż zaryzykować buntem, legalizm, strach przed władzą, niechęć do rewolucjonistów, brak wiary w swoje siły, uznanie fatalizmu swych udręczeń wszystko to co dziś agitator musi przedewszystkiem zwalczyć w duszy jednostek, apatja, brak wiary w siebie, przesądzanie sił władzy, fatalizm nędzy, to co ruguje z duszy prostego robotnika, każdy strejk udany — to jest wytworem przekazanym krwią i tradycjami przez szereg zgnieconych buntów chłopskich. W chłopach została ta spuścizna duchowa najsilniejsza — chłop najmniej podatny do buntu.
Ucisk przejściowego okresu kapitalizmu musiał wywoływać bunty chłopskie — jak widzieliśmy bunty te swobody zdobyć nie mogły, gdyż nie było to zgodne z ówczesnemi interesami kapitału i najsilniejszych klas — burżuazji i feodałów — rozwój społeczny nie wymagał ich zwycięstwa — musiały więc być zgniecione. — Bez wyzysku poddańczego, kapitały nie mogłyby się rozwijać, nie mogłyby dojść do tej siły, żeby zażądać swobody i zniesienia wszelkich przywilejów, praw człowieka i obywatela. Zgniecenie buntów było więc koniecznością, fatalizmem dziejowym, którego ofiarą było chłopstwo — ofiarą dalszego rozwoju społecznego. Ofiara ta jednak odbija się później jako tama dla rozwoju. Los mści się — zgniecione dla postępu bunty wyradzają ducha apatji, niedołęstwa, obawy, godzenia się z losem, fatalizmu, wstrętu do ryzykowania najmarniejszego tchórzostwa, wyradzają nieufność w swe siły, ideję niezwalczalności wroga, wyrzeczenia się wszystkiego byle mieć spokój i jaki taki kawałek chleba. Ten duch apatycznego godzenia się z losem czci i strachu przed władzą niepokonaną — to wynik buntów — tama dla dzisiejszej rewolucji — którą agitacja rozbija powoli. — Jeżeli bunty chłopskie nie mogły zdobyć swobody, to tak samo nie mogły zdobyć ustępstw, ograniczenia wyzysku — poddaństwo trzymane było tylko dla większego wyzysku, ograniczenie go byłoby tem samem dla ówczesnego kapitału i feodałów, co zniesienie poddaństwa.
Los zbuntowanych był straszny — nie mówiąc o masowych torturach — gniew pański spadł na potomstwo — wyzysk po każdym buncie zwiększał się — wraz ze wzmożeniem sił policyjnych państwa.
Wyniki buntów są trojakiego rodzaju:
1) Wytworzenie się anti-rewolucyjnego ducha w chłopstwie (apatja, godzenie się z losem, niewiara w siebie, strach przed władzą, fatalizm nędzy, niezwyciężony ucisk, wstręt do ryzykowania i buntów).
2) Spotęgowanie się absolutyzmu książęcego, gdyż dały możność feodałom i burżuazji odczucia silnej potrzeby państwowej opieki — policji i wojska, wykazały ich bezsilność samodzielną w obawie przed chłopstwem i złamały ostatecznie opór przeciw rozszerzaniu władzy państwa centralistycznego.
3) Zwiększyły wyzysk a przez to przyspieszyły rozwój kapitałów i wyjście ich z fazy feodalnej.
Przed okresem buntów — chłopstwo jest antirewolucyjne — bo mu dobrze, bo potrzebuje pana i czci, jak święte, cnoty poddańcze. Po buntach — staje się antirewolucyjnem, bo w umysłach ich bunt zjednoczył się z pogorszeniem losu i przedstawia się mu jako porywanie się z motyką na słońce. W duszy pozostał rewolucjonistą, ucisk stracił dlań wszelką świętość — lecz rozsądek każe mu milczeć i siedzieć cicho.
To też gdy okoliczności są sprzyjające — gdy potężne mieszczaństwo uderza pierwsze na jego panów — chłop za niem idzie morduje i pali jak w wielkiej rewolucji, gdyż tylko tchórzostwo i niewiara w swe siły trzymały go dotąd w karbach, a wszelkie cnoty poddańcze i boskość jarzma znikły już dawno.
b.) Bunty robotników miejskich (strejki).
1. Odkąd pieniądz nabrał znaczenia społecznego a wymienna gospodarka zaczęła wypierać naturalną, odkąd rozwój handlu, przeszedłszy pewną granicę dał silny impuls do rozwoju potrzeb życiowych — znaczy z początkiem pieniężnego okresu feodalizmu — powstaje nowa klasa społeczna — proletarjat robotniczy. Z jakich klas wytwarza się? Z chłopów (czynszowników, poddanych) i z cechów rzemieślniczych miejskich.
Z chłopów wytwarza się on takiemi drogami: a) Dla feodałów staje się korzystne mieć własne gospodarstwa wielkie z pracą pańszczyźnianą — by produkować wielkie ilości płodów rolnych na nowopowstały rynek. Stąd grabież ziemi chłopskiej czynszowniczej i gminnej, burzenie osad i przepędzanie czynszowników, obdarzonych wolnością. W Anglji w ten sposób tworzą feodałowie wielkie gospodarstwa owcze dla wełny do manufaktur flamandskich („owce pożarły ludzi“ — opisy tej grabieży Marx) w innych krajach tworzą wielkie gospodarstwa rolne — pańszczyźniane. Przepędzeni czynszownicy t. j. wywłaszczeni — oddzieleni od narzędzi pracy z wolnością osobistą — bez własności i środków do życia — stają się proletarjatem.
Ciągły niepohamowany wzrost pieniężnego apetytu feodałów — ograniczony zbytkowemi potrzebami osobistemi w pierwszym okresie rozkładowym (pieniężny feodalizm), z pojawieniem się kapitału staje się nieograniczonym apetytem pieniędzy dla pieniędzy. Stąd — ogromny wzrost wyzysku: zwiększanie czynszów, mnożenie opłat, danin, nowa pańszczyzna w gospodarstwie pańskiem.
Jednocześnie rozwija się nowe zcentralizowane państwo, które dla utrzymania całej swej siły militarnej, administracyjnej i policyjnej potrzebuje olbrzymich funduszów — stąd podatki państwowe, spadające głównie na chłopów (szlachta i kler wolni). Pańszczyzny państwowe prowadzone w interesach handlu (drogi, mosty) i dla swych potrzeb militarnych. Czynszownik poddany — przyduszony jest ze wszystkich stron — feodał, państwo i kler ciągną krew jak mogą — stąd ciągła nędza, posiadanie ziemi nie opłaca się, wielu, nie mogąc podołać tym ciężarom, porzuca swój zagon i dobrowolnie staje się proletarjuszem.
Wytwarzany z chłopstwa proletarjat przechodzi przez okres włóczęgostwa zanim wejdzie do armji lub manufaktur. W produkcji zajmuje najniższe stanowisko — prostych robotników, używany do najcięższych robót — przez państwo i kapitalistów. W małych warsztatach niema dlań miejsca. W manufakturach zato, nie krępowanych cechowemi przepisami, przy pracy cząstkowej — wywłaszczony chłop może wyuczyć się łatwo i prędko przemienia się w cząstkowego robotnika. Czasem powraca do roli jako najemnik. Proletarjat z chłopów wytworzony — to najniższa część proletarjatu — kultura chłopska — nizka stopa życiowa, mały umysłowy rozwój, mała podatność do walki (psychizm antirewolucyjny wytworzony buntami) — zarazem część ta najpodatniejsza do wyzysku.
Z cechów wytwarza się dwiema drogami: Apetyt pieniężny majstrów — skłania ich do zmonopolizowania produkcji dla swych rodów — ponęta wielkich zysków na rynku światowym wyradza w nich obawę zbyt wielkiej koncentracji wewnątrz cechów — stąd zamknięcie czeladnikom drogi do majsterstwa za pomocą różnych nowych przepisów. Majsterstwo przechodzi teraz z ojca na syna — czeladnik pozostaje na całe życie czeladnikiem — przestaje być stopniem przejściowym w nauce fachowej — staje się nazawsze najemnikiem majstra. Stąd — w cechu dotąd jednolitym, w rzemieślniczej klasie, dotąd składającej się tylko z różnych stopni uzdolnionych fachowo uczni, czeladników (majstrów) — tworzą się dwie klasy: majstrów i czeladników. Przejściowy stan nauki staje się stanowiskiem w społeczeństwie. Czeladnik nie może już nigdy nabyć własności — stać się samodzielnym wytwórcą. Środki do życia może tylko zdobywać, pracując u majstra. Dawniej tak samo robił na cudzym warsztacie za wynagrodzenie i życie — lecz był to tylko termin — teraz stało się to dla niego losem całego życia. Kiedy wszyscy rzemieślnicy stawali się zawsze majstrami — cech był organizacją wzajemnej pomocy dla wszystkich tak majstrów jak czeladników (majstrów w przyszłości), antagonizmu nie było żadnego.
Odkąd zaś czeladnictwo staje się stanowiskiem społecznem czeladnicy stają się klasą roboczą, wyzyskiwaną, najemniczą, stając wobec majstrów cechowych na tem samem stanowisku, co wywłaszczeni chłopi wobec właścicieli manufaktur.
Gdy wielki przemysł manufakturalny rozwinął się, rozpoczął się proces konkurencji samodzielnych rzemieślników-majstrów, nie mogących utrzymać się w walce konkurencyjnej na rynku z wielkim kapitałem. Manufaktury — dając towar tańszy w wielkich masach, zasypując nim targi, dobrze rozreklamowane, monopolizowały sobie coraz bardziej rynek, wypierając zeń drobnych majstrów. W okolicy gdzie powstała wielka manufaktura tracą oni zwykle swych odbiorców, towar ich jako droższy i bez firmy — traci zbyt — chcąc sprostać manufakturze muszą taniej sprzedawać — przez co tracą. Warsztat przestaje dawać zyski, a majster odłużony zostaje zlicytowany i staje się robotnikiem najemnym u swego zwycięzcy kapitalisty.
Tak więc drobni producenci samodzielni — wiejscy — i miejscy, z pojawieniem się pieniężnej gospodarki, a jeszcze bardziej później z pojawieniem się kapitału zostają wywłaszczeni i stają się klasą bez własności, dostarczającej utrzymanie, klasą, która, aby żyć, musi wynajmować się na roboty, sprzedawać swą pracę, siłę roboczą. To określa proletarjat. Pojawienie się jego związane jest ściśle z pojawieniem się siły roboczej jako towaru, oddzielnie od jej posiadacza (w teorji).
Dawniej siła robocza była towarem razem z człowiekiem (niewolnik), kupowano ją razem z jej właścicielem. Potem siła robocza występowała w wymianie. Związana ściśle z ziemią — kupowała się lub sprzedawała, razem z majątkiem (poddani).
Teraz zaś zjawia się ona sama jedna jako towar, jest kupowaną bez człowieka i bez ziemi — jest to najem. Ta forma wymiany siły roboczej wymaga klasy proletarjatu. Siła robocza w oderwaniu od człowieka, to tylko wyraz prawny. W rzeczywistości proletarjusz, wynajmując się kapitaliście sprzedaje za pewną cenę swą siłę roboczą na określony czas — inaczej sprzedaje swój pewien czas roboczy. Lecz ponieważ siły roboczej oddzielić nie można od człowieka proletarjusz sprzedaje kapitaliście siebie całego na pewną ilość godzin w ciągu pewnej liczby dni, kapitalista ma prawo tylko do jego siły roboczej nie zaś do osoby — może rozporządzać tylko nabytym czasem roboczym i tylko w zakresie pracy.
Siła robocza, stając się towarem musi mieć swą cenę — cena ta to płaca robocza. Nabywca, kapitalista, jak zawsze dąży do tego, żeby zapłacić jak najmniej — tu jednak jest granica natury, bo towar jest zależny od żywego organizmu i jego wynikiem. Granica ta to niezbędne minimum środków utrzymania organizmu pracującego i utrzymania potomstwa t. j. siły roboczej przyszłej, zapasowej — co nakazuje przezorność. Niżej tej granicy — siła robocza znika, gdyż organizm staje się niezdolny, by ją wydawać. Kapitalista dąży więc zawsze do tego minimum. Im większa podaż na rynku siły roboczej, tem bardziej cena jej spada i zbliża się do minimum, im mniejsza tem więcej wzrasta.
Stąd interes kapitalistów w nadmiarze rąk roboczych. Lecz wielka podaż siły roboczej obniża jej cenę wtedy tylko, gdy między robotnikami jest konkurencja o zarobek. Jeżeli zaś jest zmowa o utrzymanie pewnej płacy — cena mimo wielkiej podaży podnieść się może. Tak przedstawia się nowa klasa: bez własności dającej środki do życia, przeto zmuszona sprzedawać swą siłę roboczą, stąd przewaga kapitalistów w dyktowaniu warunków najmu; sprzedająca nie osoby, lecz samą siłę roboczą, czas roboczy, pracę zatem wolna osobiście i za obrębem sprzedanego czasu roboczego, prawie całkiem niezależna od kapitalistów; rozporządzająca wyłącznie sama jednym z głównych czynników produkcji — siłą roboczą, bez której kapitał zostaje martwym — czynnik ten (praca) jest wyłączną własnością proletarjatu, w jego wyłącznem posiadaniu — przeto sprzedając go, proletarjat może za pomocą zmowy ustalić jego cenę, i wszelkie warunki najmu: tak samo kapitaliści, korzystając z wyłącznego posiadania przez się środków do życia — mogą te warunki i cenę dyktować. Stąd-że proletarjat ma monopol siły roboczej, a kapitaliści monopol środków do życia powstaje walka. Kapitaliści chcą nabyć jaknajwięcej siły roboczej (dzień roboczy) za najmniejszą cenę: proletarjat chce jak najmniej dawać siły roboczej za największą cenę. Jedna i druga strona ma szanse przewagi zależnie od różnych okoliczności.
Formą tej walki jest zmowa, odmawianie pracy ze strony proletarjatu, odmawianie zarobku ze strony kapitalistów. Jak nowe są klasy walczące, tak nową też jest i forma, rodzaj walki.
2. We wszystkich walkach między klasami pracującą i panującą (niewolników, chłopów, proletarjatu) zawsze szło o wyzysk.
Wyzysk jest tak stary jak nadwartość, klasy społeczne, powstał bowiem od chwili kiedy wytwórczość pracy zbiorowej przewyższała utrzymanie pracujących.
Wyzysk — jest to zabieranie przez pana nadwartości. Nadwartość — jest to ta ilość wytworu, którą pracujący może wyrobić po nad to, co stanowi jego własne utrzymanie. Wyzysk zasadza się więc na tem, żeby brać od pracującego jak najwięcej nadwartości — wytworów, które może zrobić, odrobiwszy swe własne utrzymanie, wyzysk jest możliwy dla tego, że praca człowieka może więcej dać niż jego własne utrzymanie, a to „więcej“ zabiera sobie pan. Dopóki człowiek sam utrzymać się nie mógł nie mogło być wyzysku — to też w komunach rodowych niema klas społecznych.
Gdy wytwórczość pracy zwiększa się do tego stopnia, iż praca człowieka daje mu utrzymanie bez pomocy innych — wtenczas powstają indywidualne gospodarstwa, lecz pojedynczy człowiek nie może być jeszcze wyzyskiwany — bo praca jego nie da nic panu. Za to wyzyskiwane mogą być grupy, gdyż praca zbiorowa daje więcej, niż suma prac pojedyńczych: zatem więcej niż utrzymanie pracujących. Dlatego też powstają gospodarstwa z grupami niewolników, — których pan zabiera sobie nadwartość powstałą z ich zbiorowej pracy. Grupa niewolników wytwarza swoje utrzymanie + nadwartość, nadwartość ta z pracy zbiorowej tworzy bogactwo starożytnych panów. Wyzysk grupy niewolników — zasadza się na tem, że zmuszają ich do wytwarzania nadwartości. — przedłużając ich dzień roboczy. Dajmy na to, wytwarzanie utrzymania grupy niewolników wymaga 10 godzin dziennie, pracują jednak 16 g. — 6 godzin idzie dla pana — jest czasem wytwarzania nadwartości. Utrzymanie grupy może być jednak lepsze lub gorsze i zależnie od tego pochłonie 10 lub więcej godzin dziennie. Pan skracał czas roboczy, w którym grupa robotników pracuje dla siebie do możliwego minimum, żeby tym sposobem zwiększyć czas wytwarzania nadwartości.
Wyzysk grupy robotników zasadza się na tem: jak najdłuższy dzień roboczy, jak najgorsze utrzymanie niewolników (aby tylko utrzymać ich siły i płodność). Gdy wytwórczość pracy wzrasta — jednostka może być wyzyskiwaną — praca człowieka pojedynczego daje nadwartość. Jednostka (poddany, czynszownik) na małym samodzielnem gospodarstwie — oddaje panu część płodów, wytworów, część, która zostaje po zaspokojeniu własnych potrzeb. Tutaj wyzysk zwiększa się przez wymaganie większej ilości danin, przez co zmniejsza się część, idąca na utrzymanie pracującego — pogarsza się jego byt.
Nadwartość poddanego bierze się także w formie pracy — i zwiększanie wyzysku i tę część nadwartości zwiększa — powiększaniem różnych pańszczyzn. Odkąd więc jedni mieli interes zapanować nad drugimi, od komuny rodowej, istnieje wyzysk człowieka — tj. pobieranie nadwartości — zabieranie przez pana tego, co człowiek może wytworzyć po nad swe utrzymanie.
Wyzysk dlatego istnieć może, że człowiek może więcej wytwarzać niż potrzebuje na swoje utrzymanie najniezbędniejsze. To więcej jest nadwartością, którą pan może zabrać.
To samo jest z wolnym robotnikiem. Praca jego może dawać więcej niż jego niezbędne utrzymanie — dla tego też można go wyzyskiwać, można zmusić go by pracował więcej, niż jego potrzeby wymagają, — i to wszystko co po nadto wytworzy zabrać. Grupa niewolników musiała pracować dla pana pod karą bata i śmierci. Poddany — pod karą utraty własności. Wolny robotnik — pod karą głodu.
Wyzysk robotnika wolnego zasadza się na tem samem co dawniejszy.
Praca jego może dawać więcej, niż jego własne utrzymanie i dla tego może on nie tylko pracować dla siebie, lecz i kapitalisty. Kapitalista, korzystając z tego, że robotnik nie ma środków do życia, może go zmusić, by pracował dla niego. Odbywa się to tak. W umowie staje na tem — że robotnik ma pracować 15 g. za 5 zł. Przez te 15 g, robotnik wytworzy towaru więcej niż za 5 zł. np. za 10 zł. — kapitaliście daje więc towaru za 5 zł. darmo.
U chłopa poddanego — nadwartość — tj. — ta praca lub te wytwory, które daje darmo panu była widoczną. Dawał pewną ilość wytworu lub pieniędzy, pewną ilość godzin pracy dla pana, to była nadwartość, za to miał gospodarstwo.
U robotnika — pieniądz zakrywa to. Zdaje się, że za wszystko pan płaci.
Wyzysk robotnika zasadza się na tem, żeby zwiększyć do możliwych granic dzień roboczy i zmniejszyć do minimum tę część dnia roboczego, w której robotnik pracuje dla siebie — przez te dwie rzeczy powiększa się część dnia roboczego dla pana.
Wyzysk proletarjatu w okresie przejściowym.
Dawny wyzysk cechowych robotników — nie był majsterski, lecz feodalny. Majstrzy razem z czeladnikami i uczniami, żyjąc pod jednym dachem i przy jednym stole, pracowali dla wspólnego dobrobytu i spłacenia danin feodalnych.
Z gospodarką pieniężną — powstaje wyzysk majsterski, wyduszanie z pracy czeladników i uczni nowej nadwartości dla siebie. Początkowo cel tego wyzysku są własne potrzeby zbytkowe. Gdy zjawia się kapitał — majstrowie chcą dorównać wielkim przemysłowcom — konkurencja rynkowa manufaktur zmusza ich do coraz większego wyzysku — jako jedynej drogi — środki techniczne są bowiem dla nich niemożliwe.
Kapitaliści, właściciele manufaktur, rzucają się odrazu na pracę z nieograniczonym apetytem zwiększenia kapitału — dla nich nadwartość niema żadnych ograniczeń — usiłują zabrać całą jaką tylko robotnik dać może.
Proletarjat powstaje wtedy, gdy apetyt na nadwartość przekracza granice potrzeb osobistych, wiadomych, ograniczonych, gdy zjawia się naprzód cel gromadzenia pieniędzy dla zbytków, potem cel nieskończonego zwiększania kapitału.
Proletarjat i wyzysk, doprowadzony do granic możliwości są to zjawiska jednoczesne i współczesne.
Zwiększać wyzysk to znaczy zwiększać nadwartość. Zwiększanie to może odbywać się dwoma środkami: — przez zmniejszenie tej części dnia roboczego, w której robotnik pracuje na swoje utrzymanie — czyli przez zmniejszanie potrzeb życiowych robotnika, zmniejszanie płacy.
12 godz. = 12 miar wytworu = 12 złotych.
6 godz. = 6 miar wytworu = 6 zł. (płaca).
6 g. (nad. w god.) = 6 miar (nadw. w towarze) = 6 zł. (zysk kap.).
Dążność by zysk był 8 zł. = 8 miar = 8 godz.
Do tego trzeba dzień rob. zwiększyć do 14 godz. — będzie, 14 (godz. = miar. = zł.) = 6 zł. (płacy) + 8 zł. (zysku).
Albo — zmniejszyć o 2 zł. płacę.
12 godz. (zł. = miar.) = 4 zł. płacy + 8 zł. zysku.
Jeżeli jedno i drugie jest dokonane (dzień i płaca) zysk zwiększy się o 4 złote.
Dla osiągnięcia więc jak największego zysku kapitalista stawia w umowie najmu — najdłuższy dzień roboczy, najmniejszą płacę. W tym cały jego interes. Do przyjęcia takiej umowy robotnika przymusza głód, brak środków do życia. — Możność zwiększania wyzysku na tem zasadza się, że kapitaliści mają monopol środków życiowych. Z drugiej zaś strony, proletarjat posiada monopol pracy, która jest warunkiem życia i rozwoju kapitałów. Jeżeli więc okoliczności pozwalają im sprzedanie tej pracy warunkować zmniejszeniem wyzysku — mogą dążnościom kapitalistów stawiać opór. Jednej stronie monopol środków życiowych pozwala zwiększać wyzysk; drugiej — monopol pracy pozwala zmniejszać go. Stąd pochodzi możność walki proletarjatu z kapitalistami o wyzysk, o nadwartość — czyli o płacę i dzień roboczy.
Brak armji zapasowej, mała stosunkowo podaż rąk roboczych, utrudnia kapitalistom, ułatwia proletarjatowi. Stąd też — burżuazja potrzebuje jeszcze dla wyzyskiwania pomocy prawnej, wydaje prawa o włóczęgach, zachowuje poddaństwo, a w kolonjach niewolnictwo. Cechą wyzysku tego okresu — jest wyzysk z przymusem prawnym.
Do walki najzdatniejszą częścią proletarjatu są czeladnicy. Przyczyną tego — jest wyższa stopa życiowa czeladników — cała ich przeszłość cechowa, nie pozwalająca im znosić spokojnie coraz nowszych ciężarów wyzysku. Pochodzenie miejskie, rozwój umysłowy, wyższa kultura, tradycja zwycięzkich walk z feodałami i patrycjatem, przyzwyczajenie organizacyjnej solidarności w cechu — wszystko to czyni z nich przewodniczącą część proletarjatu. Proletarjat tworzący się z chłopów — jest mniej podatny do walki. Niższa stopa życiowa, maty umysłowy rozwój, przeszłość poddańcza, apatja wytworzona przez nieudane bunty, jednem słowem cała jego dusza chłopska, która w nim pozostaje — sprawia, że stanowi on zawadę w walce i powoli tylko daje się wciągnąć na drogę rewolucyjną. Czeladnicy — w całym okresie przejściowym są przewodnikami i głównym sztabem walczącym proletarjatu. Oni też są fermentem rewolucyjnym w manufakturach; im proletarjat zawdzięcza początek organizacji i walki klasowej.

3. Rola walki proletarjatu. Główne cechy psychiczne proletarjatu.

Tworzenie się nowej klasy jest to pojawienie się ludzi znajdujących się w nieznanych dotąd warunkach społecznych, życiowych. Gdy zmieniają się życiowe warunki, — zmieniają się także potrzeby, pożądania, uczucia i pojęcia człowieka. Nieznane dotąd w świecie stanowisko życiowe proletarjusza musi wyrobić w nim pewne nowe cechy moralne. Jak burżuazja, tak i proletarjat musi być przedstawicielem tej nowej duszy społecznej, która wytwarza się z nowym ustrojem.
Proletarjusz pozbawiony własności jest typem człowieka, nie mogącym dać sobie rady — pomoc innych — wejście z innymi w stosunek ekonomiczny jest dlań życiową koniecznością. Dlatego też — w tej klasie uczucia towarzyskie, społeczne wyrabiają się najprędzej i najsilniej — i w niej ideja solidarności ma swego przedstawiciela — jako w klasie najsilniej odczuwającej jej potrzebę — gdyż pozbawionej tego, co umożliwia rodzinie egzystowanie samodzielne i egoistyczne t. j. własności.
Tak samo, w proletarjacie najprędzej zanikają wszelkie dawne cechy poddańcze; wolność bez własności wyrabia w człowieku lekceważenie tego wszystkiego, co stanowiło dawniej gwarancje posiadania kawałka gruntu lub warsztatu.
Chłop, wywłaszczony razem z gospodarstwem, traci poddaństwo i wszystkie związane z nim cechy moralne, żaden interes nie każe mu tłumić w sobie uczuć równości i godności.
Burżuazja i proletarjat są to dwaj przedstawiciele tego nowego psychizmu, jaki rozwija się wraz z kapitałem. Pierwsza, mając monopol złota, wykształca całą moralność wyzysku nowego, cały kult pieniędzy: drugi, wyzuty z praw do korzystania z darów przyrody, mający monopol pracy, wykształca moralność rewolucyjną, kult humanizmu. Proletarjusz jest pierwszym typem klasowym, który musi walczyć i może walczyć skutecznie; w tem spoczywa jego rola kształcąca duszę społeczną.
Zbadanie specjalnych cech życiowego stanowiska proletarjatu wyjaśni specjalną ważność walki jego. — Do chwili powstania proletarjatu wszystkie czynniki produkcji były złączone w jednym ręku — materjał, narzędzia, siła robocza były pod rozporządzeniem jednej woli — komuna rodowa, oikos, czynszownik, poddany. Teraz siła robocza wydziela się jako monopol jednej klasy, a materjał i narzędzia jako monopol drugiej. Proletarjusz musi poddać się wyzyskowi, gdyż inaczej przepadnie z głodu; z drugiej zaś strony może opierać się wyzyskowi, gdyż może odmówić pracy; do tego jednak potrzeba pomocy towarzyszy, solidarności w oporze. Dawny robotnik wyzyskiwany — niewolnik poddany, nie mógł zmniejszyć wyzysku walką, strejk niewolników skończył by się prędzej czy później wyrżnięciem opornych. Poddani, odmawiając danin lub pańszczyzn — narażali się na przymus zbrojny — w najlepszym razie na wypędzenie, utratę własności. Walka musiała być zawsze walką zbrojną, wojną, którą rozstrzygała siła zbrojna, przeważająca zawsze po stronie panów.
Dopiero proletarjat może walczyć skutecznie. Jest skupiony w wielkich warsztatach i miastach; ma swobodę osobistą; ma monopol pracy — powodzenie walki wymaga tylko wzajemnej pomocy, organizacji, solidarności.
Rozwój uczuć społecznych i umiejętności zbiorowego działania staje się warunkiem klasowego dobrobytu, skuteczności walki z wyzyskiem.
Powodzenie walki działa jako przykład zaraźliwy, pobudza do tej samej próby innych, tym sposobem rozszerza się ona coraz bardziej, a zarazem z nią rozszerzają się także i konieczne jej warunki — solidarność, organizacja.
Przeto walka proletarjatu z wyzyskiem, dzięki temu, że nie jest wojną (jak poprzednie bunty), a strejkiem, a przeto może kończyć się zwycięztwem proletarjatu — staje się najdoskonalszą wiekową szkolą duszy społecznej — eksperymentem wielkim życiowym, który rozwija ciągle nową komunistyczną moralność — opartą na solidarności ludzkiej i zorganizowanej akcji (życia) zbiorowej. Rozwój organizacji i walki proletarjatu jest rozwojem społecznej solidarności, uczuć moralności komunistycznej. Proletarjat niszczy zakorzeniony od tysięcy lat egoizm rodzinny, apatję społeczną chłopstwa, aureolę klasy panującej — jej siły niepokonanej, rozbudza wiarę w zanik wyzysku i panowania.
Niedługo rozszerzy swą walkę i do politycznej sfery i stanie się światowym przedstawicielem kultu człowieka, zabitego przez chrześcijanizm.

4. Przebieg walki proletarjatu z wyzyskiem.

Organizacja. Dla tej części proletarjatu, która wychodzi z cechów — organizowanie się jest bardzo łatwe — nawyka ona do tego w cechu. Gdy cech zamyka czeladnikom drogę do majsterstwa i staje się organizacją ich wyzyskiwaczy, przestaje już z konieczności być wspólną organizacją warstwy rzemieślniczej. Odkąd ta podzieliła się na dwie wrogie sobie klasy, dawny cech przestaje istnieć, nowy jest organizacją majstrów i ich produkcji, wydzielona klasa czeladników — teraz proletarjat rzemieślniczy, wykwalifikowany zarówno w celach walki z nowym wyzyskiem jak i dla wygody codziennego życia, musi tworzyć swe własne organizacje — związki czeladnicze. Dopomaga mu ogromnie tradycja — przeszłość ojców jest dlań skarbnicą nieocenionych pojęć, umiejętności politycznej. Dzięki organizacji, solidarności ojcowie ich oswobodzili się od feodałów, a następnie od despotyzmu patrycjatu — a taka nauka życiowa, która wieńczy się zdobytemi korzyściami, przechodzi na pokolenia, jest odziedziczoną mądrością. Dzięki temu — czeladnicy stają się pierwszymi przewodnikami proletarjatu, pierwszem jądrem agitacji — pierwszym jego zastępem, który rozpoczyna tę wiekową walkę — jakkolwiek skromną w początkach, mającą przekształcić ludzką duszę i życie człowieka. Jest to zarodek przyszłej rewolucji socjalistycznej.
Związki czeladnicze rozwijają się w XIV wieku. Cel ich — pomoc wzajemna i prowadzenie walki z wyzyskiem. Związek zapewnia czeladnikowi pracę, daje mu zapomogi, opiekuje się nim we wszystkich okolicznościach — bezrobocia, choroby, strejku. Gdy czeladnik przyjdzie do nowego miasta — udaje się do gospody związku swego fachu, daje się poznać za pomocą tajemnych znaków i zostaje odrazu przyjęty po przyjacielsku; ma prawo do domu, stołu i wszelkich rzeczy potrzebnych — z pracy swej dawano mu pewną część by coś zarobił — jeżeli się podzielić pracą nie można było — wtenczas obowiązkowo ustępował swe miejsce nowo przybyłemu najdawniej osiadły. Jeżeli w jakiem mieście złe były warunki pracy lub wystarczająca liczba czeladników — związek zabraniał tam przybywać nowym. Porozumiewanie się między członkami było częste — udzielano sobie ciągle rad i wskazówek. Każdy czeladnik obowiązany był należeć do związku — kto nie należał był prześladowany. Opieka jaką związek roztaczał nad czeladnikiem — szła jeszcze dalej — dbano nie tylko o zapewnienie zarobku i pomocy w chorobie i na starość. Związek miał zadanie walczyć z cechem o wyzysk, opierać się — podnosić dobrobyt swych członków. Rozgałęzienie jego na wszystkie miasta pomagało walczyć skutecznie. Walka prowadziła się za pomocą strejku lub bojkotowania — rzucano interdykt na całe miasto tj. wszystkie cechy zwykle na jednego majstra. Solidarność była taka, że zostający pod tą klątwą, nie mógł w całym kraju dostać czeladnika. Dla tego też po pewnym czasie organizacje czeladzi stają się groźne i ściągają na siebie prześladowania władz.
Władze miejskie — będące w rękach cechów — są w tem bezpośrednio i najbardziej zainteresowane. Lecz i feodałowie patrzą się z obawą na tą zorganizowaną siłę ludu — wiążącą się chętnie z każdem hasłem demokratycznem, mogącą się stać gotową armją do walki o powszechną wolność. Chociaż więc sami nie mają żadnych interesów z czeladnikami, pomagają jednak majstrom do prześladowania. Organizacja tej nowej klasy, ludzi bez domu, ludzi nie związanych niczem ze społeczeństwem, bez ojczyzny, tułających się wszędzie za zarobkiem, nienawidzących tych wszystkich, którzy im chleb wydarli, nie potrzebujących uznawać żadnej powagi, dla których wolność stała się wszystkim, całym skarbem, wiecznie niezadowolonych i pożądających — organizacja klasy tak niebezpiecznej dla wszelkiej władzy i porządku, jak proletarjat — musi zastraszać wszystkich wyzyskiwaczy uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych, majstrów, burżuazję i feodałów. Wszyscy oni występują solidarnie w prześladowaniu związków czeladniczych, jak zawsze, gdzie szło o ujarzmienie proletarjatu. Z tego powodu związki stają się wkrótce tajnymi i przybierają charakter mistyczny. Przyjęcie członka odbywało się z dziwnemi ceremonjami mlstycznemi — w izbie, gdzie się zbierali, każdy przedmiot miał swe symboliczne znaczenie, np. 4 nogi stołu — oznaczały 4-ch ewangelistów — na stole stał krzyż — obok dwa talerze z zapalonemi świecami (znaczyły słońce i księżyc) obok narzędzia męki Chrystusa i 30 groszy — cena zdrady Judasza. Wstępujący do związku składał przysięgę nie zdradzania żadnych tajemnic organizacji, nawet na spowiedzi. Im bardziej zwiększała się fizyczna i moralna potęga związków, im lepiej prowadzono walkę tem więcej zwiększało się prześladowanie ze strony władzy. Już w 14 w. biskup d’Amiens zabrania robotnikom płótna, zbierać się więcej jak 4-ch razem i mieć wspólną kasę. Walka. Walka czeladników z majstrami rozpoczyna się w XIV wieku. Formy walki są różne — był to zwykle strejk — uciekano się także do bojkotowania pewnego cechu lub miasta; czasem walka przechodziła na drogę sądową — np. strajk w 16 w. zecerów w Lyonie, kończy się procesem, wytoczonym przed parlamentem — organizacja czeladników wytoczyła go organizacji majstrów (cechowi). Naturalnie, że czeladnicy przegrali — (sąd prowincjonalny), nikt nie miał interesu trzymać ich strony — skutkiem czego — drukarnie stały zamknięte — czeladnicy włóczą się po mieście. Zwykle strejk przybierał formę zbrojną, strejkujący uciekają się często do gwałtów i groźby na majstrów i zdradzających towarzyszy. Głośnym z tego powodu był w 16 w. strejk czeladników piekarskich w Paryżu. — Byli oni zorganizowani, dla zdobycia większej płacy urządzali strejki — w czasie strejku chodzili po mieście uzbrojeni w kije, używając gwałtów i groźby. Zdarzało się także, że czeladnicy, nie mogąc strejkiem przełamać oporu majstrów, masowo opuszczali miasto. Wyjście z miasta całego fachu było tak groźnem dla cechu — że ustąpić wobec tego musiał. Sposób ten mógł być jednak użyty tam tylko, gdzie organizacja była bardzo silną i mogła skłonić do tego swych członków. Tak postąpili kuśnierze w Strasburgu 1423 r., udając się zbiorowo do Hagenau — wobec czego majstrzy ustąpili — poczem zmusili czeladników do rozwiązania związku. W Norymberdze 1475 r., opuszczają miasto blacharze. Potęga organizacyj czeladniczych — ogromny rozwój solidarności — były przyczyną całego szeregu zwycięztw odniesionych nad cechami. O ile wyzysk manufaktur był jeszcze niczem nie krępowany i rozbestwiał się, nie napotykając na żadną przeszkodę — gdyż proletarjat chłopski powoli tylko mógł przyjmować świadomość klasową — o tyle majsterski, cechowy wyzysk spotkał się odrazu z potężną siłą oporu zorganizowanego, co swoją drogą przyczyniało się do upadania cechów w walce rynkowej z kapitalistami.
Organizacja czeladników nie ograniczała się do jednego miasta, lecz dążyła do objęcia całego fachu — wszystkich miast. W ten sposób — w Niemczech, np. Augsburg, Würzburg, Moguncja, Frankfurt, Brema — były objęte jednemi związkami fachowemi. Gdy wybuchał strejk — cech nie mógł nigdzie znaleść czeladników — ustąpić musiał zawsze, — chyba, że miał pomoc ze strony państwa. Również silnemi były organizacje czeladników we Francji. O rozwoju solidarności sądzić można ze zwyczaju ustalonego — że, jeżeli majster nie chciał przyjąć którego czeladnika, wszyscy porzucali robotę (Levasseur) — czeladnik nie poddający się organizacji był nieszczęśliwy.[124].
Rozwój solidarności i organizacji — zapewniał czeladnikom zwycięstwo — udane strejki działały zaraźliwie — walka rozszerzała się ciągle — utrzymując płacę w cechach na pewnym wysokim poziomie, gnębiąc majstrów. Majstrowie nie mogą pozostać obojętni, ze swojej strony czynią co mogą, by czeladników zwalczyć. Cechy w Niemczech w 15 w. łączą się ze sobą dla zwalczania skuteczniejszego związków. Mając w swych rękach zarząd miasta, używają zakazów prawnych, siły zbrojnej. Po upadku autonomji miast, dopomaga im państwo — jak przedtem dwór książęcy. Proletarjat nie miał nigdy sprzymierzeńca ani w księciu ani w państwie późniejszem, ani w żadnej klasie panującej. Związki miały za sobą siłę solidarności i monopolu pracy — cechy rozporządzały siłą zbrojną, policją i sądami. Tej broni używały stale, za strejk odpowiadali prześladowaniem prawnem, często nawet karami śmierci. Mimo to jednak, zaciętość związku zmuszała ich do ustępstw. Tam tylko, gdzie rządy miasta należały do patrycjuszów, cechy były bezbronne.
Prześladowanie więzieniem i karami cielesnemi ze strony cechów — zaczyna się na początku walki. Już w 1371 r., użyli tej taktyki w czasie strejku wełnianego w Sienie.
Gdy w 1400 r., czeladnicy kowalscy w Alzacji, urządzali zebranie, aby utworzyć związek, majstrowie skłonili magistrat do uwięzienia ich i zmuszenia by odprzysięgli swój zamiar. W r. 1389 rada miejska Konstancji gwałtami zmusza czeladników krawieckich do zaniechania strejku i do przysięgi, iż nigdy strejkować nie będą. Tak samo postępują względem krawieckich związków miasta Frankfurt, Moguncja, Spira, Wormacja w 1421 — wobec zamierzonego strejku.
Ogólno-krajowe organizacje czeladników — zmuszały do ogólno-krajowej organizacji cechów i działania. Cech krawiecki w Moguncji utworzył 1457 r. związek z 20-ma innemi cechami miast reńskich dla działania przeciw czeladnikom — wydali prawo wzbraniające zebrań, strejki podciągnęli pod sąd i srogą odpowiedzialność za zrywanie umowy. Ten związek cechów był kilka razy odnawiany, nie mogąc dać rady z siłą związków.
W Bazylei 1399 r., rada miejska zabrania czeladnikom porozumiewać się ze sobą bez wiedzy majstra.
We Francji związki zostają zakazane prawem w 16 w. Prześladowanie wzmaga się jeszcze bardziej w 18 w. — Z powodu strejku zecerów w Lyonie, król wydał 1541 r., rozporządzenie: 1) zabrania się czeladnikom zbierać, stowarzyszać, obierać swoich wodzów, przysięgać sobie, 2) nosić kije, sztylety, wszelką broń, 3) urządzać bankiety, 4) stowarzyszać się w bractwa, urządzać wspólne msze, zbierać składki na wspólną kasę. Opierającym się temu prawu groziła kara pieniężna, więzienie i wygnanie.
Za pomocą takich różnych praw i prześladowań klasy wyzyskujące chciały wykorzenić z duszy proletarjatu społeczne uczucia, — to zaś było niemożebne — przyrosło do ich kości — było potrzebą istnienia. Dzięki solidarności utrzymywały wyzysk w karbach. — Takież prześladowanie w Anglji — prawo 1383 r., zabraniało pod karą więzienia nawet bractw religijnych.
Obawa zorganizowanego proletarjatu jest przyczyną prześladowania ze strony państwa — tem bardziej, gdy wzmagają się wpływy burżuazji, gdy wreszcie ona sama staje u steru władzy. Wszystkie rządy wydają prawa przeciw organizacjom i związkom proletarjatu. We Francji — dekret 14 czerwca 1791 roku, piętnuje każde porozumienie się między robotnikami — jako zamach na „wolność i deklarację praw człowieka“ — poddaje karze pieniężnej 500 liwrów, obok pozbawienia praw obywatela czynnego na rok czasu.
Jaki był cel walki? Była to prosta obrona od wyzysku majsterskiego — nie sięgająca dalej jak utrzymanie pewnego stopnia dobrobytu czysto materjalnego, świadomość proletarjatu nie wkraczała jeszcze w dziedzinę historycznego rozwoju — nie marzy nawet o zdobyciu własności i władzy politycznej, o odrodzeniu ludzkości.
Walka sama miała ogromne znaczenie rozwojowe, dawała proletarjatowi ważne duchowe zdobycze, chociaż świadome jej cele nie przekraczały utrzymania dobrej płacy czeladników i treścią swą mało co dawały proletarjuszowi.
Jest to pierwsza najniższa faza walki, świadoma jej strona przedstawia się jako walka o dobre utrzymanie, o dobrobyt domowy czeladników i nic więcej. Organizacje nie mają dalszych planów, ani ideałów przyszłości — mają tylko cel bieżący — pomoc wzajemną przeciw wyzyskowi. Walka prowadzi się przeważnie o płace, — którą majstrowie usiłują ciągle obniżać w zmowie, obcinać przez trucksystem, przez udzielanie pożyczek czeladnikom, przez co czynili ich zupełnie zależnymi od siebie i zmuszali za byle co pracować, przez kary pieniężne i różne szachrajstwa.
Czeladnik sądownie nic nie mógł uzyskać — sąd cechowy składał się z majstrów, sąd miejski także z majstrów, gdyż w większości miast cechy posiadały władzę. Tam tylko gdzie patrycjat utrzymywał się jeszcze przy władzy miejskiej — czeladnicy byli wspierani przez sąd i ratusz, wskutek antagonizmu jaki istniał między cechami, a patrycjatem. Jedyną drogą dla czeladników była organizacja i walka — strejkiem lub bojkotem. Od XIII w., rozpoczyna się więc ta walka o płacę. 1351 r., tkacze w Spirze porzucają warsztaty, gdyż płaca nie wystarczała nawet na życie. Byli zorganizowani — majstrowie musieli ustąpić, to pobudziło czeladników do wystąpienia z nowemi żądaniami — w r. 1362 przychodzi do nowego strejku i znowu zwyciężają — płaca podnosi się znacznie (od sztuki). 1470 r., strejk kuśnierzy objął cały Obersheim. 1389 r., krawcy w Konstancji domagają się wyższej płacy. — 1329 r., strejk czeladników robiących pasy we Wrocławiu ciągnie się cały rok. 1407 r., strejk krawców w Reinfeld. — W Strasburgu w 15 w., krawcy postanowili żądać 1) 14 dni na to by umowa o najmie między majstrem a czeladnikiem weszła w siłę prawa. W przeciągu tych 14 dni obie strony żeby mogły rozejść się w razie niezadowolenia, 2) aby czeladnik odchodzący od majstra przed terminem nie płacił kary, jeżeli zostawiał zastępcę. 3) Zmniejszenia wysokich kar pieniężnych itd.
W 16 w., strajk tkaczy w Caen — o płacę; wielki strejk tkaczy 3—4.000 — koło Rouen trwa cały miesiąc — z powodu sprowadzenia przez majstrów zagranicznych robotników. Tychże strejk 1691 r., o płacę.
Bywały strejki o lepsze jedzenie, tam gdzie jeszcze zachowało się stołowanie czeladników przez majstra — np. długi strejk w Paryżu piekarzy i zecerów w 16 wieku. Strejki o skrócenie dnia roboczego były bardzo rzadkie, przyczyna tego — małe potrzeby umysłowe robotników — brak armji zapasowej — wskutek czego skrócenie dnia nie podwyższało płacę jak obecnie i nie było interesu robienia miejsc zarobkowych. Potrzeba krótszego dnia roboczego, to potrzeba swobodnego czasu na potrzeby umysłowe, polityczne, towarzyskie — brak jej dowodzi małego jeszcze rozwoju proletarjatu — potrzeby redukują się głównie do jedzenia, picia itp. Tam tylko gdzie przedłużanie dnia roboczego dochodziło do maksimum — zjawiał się opór — szło nie o zdobycie nowego czasu wolnego, lecz o ocalenie resztki zostającej na odpoczynek, albo gdy chodzi o pogwałcenie dni świątecznych. Tak np. w Strasburgu 1549 r., strejkowali piekarze — opierając się pracy niedzielnej. W Norymberdze związki żądały skrócenia dnia roboczego jeden raz na tydzień dla chodzenia do łaźni. 1772 roku stolarze w Rouen żądali skrócenia dnia roboczego. Wogóle są to fakty rzadkie w okresie badanym.
Bywało także, że czeladnicy strejkiem stawiali opór prześladowaniu swych związków i zamachom na swą swobodę organizowana się. Strejki takie łączyły się zawsze z zaburzeniami, niekiedy politycznego zabarwienia. Tak np. w Strasburgu 1465 r., rząd miasta wydaje prawo, zabraniające wszelkie związki, bractwa czeladnicze, z rozkazu władzy, zamykają ich gospody; czeladnicy protestują — rzucają robotę, uliczne zaburzenia, bunt odbija się i w sąsiednich miastach. Freiburg i Kolmar także protestują, aby pomóc towarzyszom strasburskim — rząd miasta zmuszony jest znieść swe prawo.
Walka prowadzi się tylko w cechach — wielkie manufaktury, posługujące się proletarjatem chłopskim prowadzą wyzysk zupełnie bezkarnie, ściągając sobie nawet w obrożach włóczęgów. Majstrowie wzięli się do wyzyskiwania tych, z któremi niedawno jeszcze żyli po bratersku, których wyuczyli solidarności i organizacyjnego życia w cechach, których przyzwyczaili do dbania o wygody życiowe, z którymi razem zdobywali prawa polityczne i władzę miejską. Wyzysk sobie równych, niedawnych towarzyszy — musi być trudny — spotyka też opór umiejętny, wytrwały.
Kapitaliści zaś wzięli się do wyzyskiwania przepędzonych chłopów — nawykłych do nędzy, do upokorzenia, nierozwiniętych umysłowo, przyzwyczajonych do życia samoistnego, do poddaństwa, zniechęconych do buntów, biorących jarzmo jako fatalizm, któremu opierać się nie można, zaciągniętych przemocą prawa do manufaktur, wykolejonych zupełnie, nie umiejących chodzić po tym nieznanym, nowym dla siebie świecie — z takim żywiołem poradzić sobie łatwo, szczególniej gdy państwo pozwala na obroże, rózgi i kajdany. Wyzysk idzie tu bezkarnie — rozwija się do straszliwych rozmiarów, nie napotykając na żaden zorganizowany opór. Wejście proletarjatu chłopskiego na drogę walki rozpoczyna nowy okres dziejów tej klasy — wtenczas czeladnicy znikają jako kategorja, gdyż znikają cechy zabite konkurencją fabryk nowopowstałych. Kapitał zniszczywszy cechowy przemysł, skupia tam pod swą komendą cały proletarjat — miesza w fabrykach chłopów z mieszczanami i przez to umożliwia rozwój świadomości proletarjatu chłopskiego, powstawanie na miejscu dawnych czeladniczych związków — nie mających racji bytu bez cechów nowych organizacyj robotniczych, obejmujących bez różnicy dawnych czeladników i chłopów przetworzonych w robotników miejskich. Okres ich walki należy już do kapitalizmu liberalnego.
Związki czeladnicze nie miały celu, gdy cechy zniknęły — w fabrykach trzeba było teraz łączyć się wszystkim robotnikom — by stawić opór rozzuchwalonemu wyzyskowi kapitalistów.
Związki czeladnicze przez czas swego trwania prawie 5 wieków — przygotowały dla proletarjatu całe zastępy zdolne do organizacji i walki, zostawiły mu tradycję oporu i zwyciężania, roznieciły ducha walki, który już niczem nie mógł być stłumiony i który idąc za społecznym rozwojem stosunków i idej wykształcał się polityczny i rewolucyjny — dzisiejszy. W tem ich wielka zasługa dziejowa.
Tak więc — wyzysk majstrów wywołuje ze strony czeladników opór — powstaje walka — wymaga organizacji — czeladnicy jako część cechu organizować się umieją — organizacje obejmują wszystkich — przeto zwyciężają. Chociaż hasła i cele walki są bieżące i pospolite — walka zawsze ma dla proletarjatu olbrzymie znaczenie wychowawcze.
c) Walka burżuazji z feodałami.
Burżuazja wytwarza kapitał — jest to klasa, przedstawiająca nowy ustrój, wyrażająca nowe potrzeby ekonomiczne, interesy kapitału. Jest to przewodnik nowej produkcji — ma monopol posiadania kapitałów w formie pieniędzy, jej potrzeby i interesy życiowe są ściśle złączone z rozwojem nowych form produkcji, gospodarstwa społecznego, ustroju. To wszystko, co burżua żąda, czego potrzebuje i domaga się, co robi i zaczem agituje, mając tylko na widoku swój prywatny interes majątkowy — są to wszystko warunki pomyślne dla rozwoju kapitału, dla rozwoju nowych stosunków społecznych, nowych form gospodarczych i politycznych, nowych zwyczajów i pojęć. Jednostki, dążące świadomie do napychania swej kieszeni przy pomocy nowych sposobów produkowania — każdy z nich pragnie by usunąć przepisy, prawa, przeszkadzające do tego (jak ciężary feodalne i cechowe), by nowemi prawami i przepisami administracyjnemi dopomagać swym przedsiębiorstwom (jak prawa o włóczęgach, o płacy, o strejkach), by rozszerzyć rynek dla swych towarów — przez łatwą komunikację, by ochronić się od konkurencji przynajmniej zagranicznej, by w pieniężnych obrotach nie spotykać przeszkód, jak np. niemożność licytowania gospodarstw chłopskich, gdyż prawo własności jest przy panu, by mieć zupełną swobodę wyzyskiwania wszelkiej pracy, by państwo zdobywało kolonje i kraje nowe dziewicze — dla rozszerzenia zbytu wytworów, by jego firma przedsiębiorcza jak najwięcej znaczyła i miała jak największą reklamę — przez sławę narodową, zarówno jak własną, by w sprzedaży i kupnie nie spotykał się z zakazami, ograniczeniami itp., — otóż to wszystko co pragnie i czego potrzebuje jeden właściciel jakiegoś przedsiębiorstwa kapitalistycznego dla swoich własnych zysków, pragnie cała ich masa, każdy, mając na widoku tylko swą własną kieszeń, lecz ponieważ wszyscy mają jednakowe kieszenie, prowadzą jednego typu przedsiębiorstwo i w tych samych żyją warunkach — potrzeby ich są te same i to są właśnie potrzeby, interesy całej klasy. Zjawiają się umysły, które dostrzegłszy łączność tych interesów życiowych z pewnemi przemianami społecznemi prawnemi, z pewnemi moralnemi zasadami, idejami nowemi, łączność z pewnym ogólnym postępem ludzkości, występują jako teoretycy interesów swej klasy i jako apostołowie nowych ideałów społeczno-politycznych i moralnych. Za ich pośrednictwem i agitacją powstają w danej klasie akcje zbiorowe, polityczne, według pewnego planu prowadzone, dla zdobycia dogodnych warunków. Burżuazja przeprowadza kolosalną akcję — przetwarza społeczeństwo, rujnuje stary porządek, buduje nowy. To jej zadanie historyczne. Czy każdy burżua, przemysłowiec, kupiec, ma w swym mózgu tę ideję przekształcenia społecznego, kocha ją i dla niej pracuje z fanatyzmem uczuciowym? Bynajmniej! — zaledwie garstka inteligencji ma tę świadomość filozoficzną i zapał apostolski; umie dojrzeć w dobrem procentowaniu kapitałów postęp ludzkości, wchodzenie jej na nowe, lepsze tory. Przeciętny burżua o ideałach ani o społeczeństwie nie myśli — a tylko o własnym worku i związanych z nim interesach. Lecz łatwo mu pojąć, że gdyby on lub podobni mu zasiadali w rządzie, mogliby znieść ciężary feodalne, monopole cechowe, dbać więcej o środki komunikacji, trzymać proletarjat w rygorze, rozszerzać zdobycze kolonjalne itd. Jednem słowem każdy burżua chciałby wpływać na rządy krajowe, chciałby, żeby byli w rządzie ludzie jak on myślący. Stąd powstaje zbiorowa dążność burżuazji do zyskania przedstawicielstwa dla siebie w rządzie, a nawet wyłącznego rządzenia krajem. A ponieważ na przeszkodzie do tego stają prawa feodalne przywileje szlacheckie, upośledzenie nie szlachty (stanu trzeciego), prawa — strzeżone przez feodałów, zainteresowanych każdy osobiście w ich utrzymaniu — przeto obalenie tych praw, wyrugowanie feodałów od steru państwa — zajęcie ich miejsca — to pierwsze zbiorowe, klasowe interesy, dążności, cele burżuazji wyjaśnione i wyidealizowane przez teoretyków, przekształcone w planową akcję klasową, walkę polityczną przez działaczy prowadzoną wytrwale w ciągu całych wieków. Każdemu oddzielnie — te ideały klasowe przedstawiają się jako wypełnienie kieszeni, a że do napychania tej kieszeni potrzeba wpływów na rządy państwa, a do tego należy być równym szlachcie, obalić jej prawa, wysadzić ze stanowiska, walczyć, apostołować — to już wina historji. Burżua pojedyńczy marzy tylko o pełnym worku i sam o tem tylko mówi — lecz zbieg warunków dziejowych sprawia tę dziwną metamorfozę, że gdy ich się zbiera tysiące, masa i gdy głośno mówią swe żądania, to muszą mówić — równość, wolność, władza, przedewszystkiem ideja — potem jej zastosowanie. Warunki dziejowe chciały, żeby do napychania worka kapitalisty trzeba było urzeczywistnienia ludzkich ideałów, rozwoju, zwycięstwa demokratyzmu — stąd też — klasowe interesy burżuazji polityczne, stały się interesem rozwoju całego społeczeństwa.
Przytem — to wszystko co burżuazja potrzebowała zmienić W stosunkach politycznych, i ekonomicznych dla pomyślnego rozwoju swych przedsiębiorstw — stanowiło dalszą ewolucję, wytworzenie nowego społeczeństwa. Potrzebuje ona swobody produkcji (stosowania wynalazków, zmiany rozmiarów i t. d.), czemu przeszkadzają cechy, swobody handlu (zniesienia opłat feodalnych, własności warunkowej) swobody wyzysku, jak najwięcej proletrjatu, przeto wywłaszczenie drobnych przemysłowców, jak największego rynku. Potrzebom tym wszystkim zawadza masa różnych drobnych przepisów, praw zwyczajowych, będących podstawą przywilejów feodalnych, zawadza upośledzenie polityczne burżuazji przedewszystkiem.
Przeto zdobywanie sobie pewnego miejsca w rządzie, potęgowanie swych wpływów na rząd, wymaganie od rządu <span class="n0kh" title="[Korekta] 'uwzględniania'" style=" display:none">uwględnianiauwzględniania swych interesów w jak największych rozmiarach — to jest akcja, którą burżuazja przedewszystkiem przeprowadza — zanim siła jej nie dojdzie do tego stopnia, że będzie mogła marzyć o zupełnem zmonopolizowaniu rządów i zupełnem wyrugowaniu feodałów, zanim kapitał nie rozwinie takiej siły, że wszelka opieka prawna będzie dlań zbyteczna, a więc potrzebna wolność i równość, prawa człowieka i obywatela będą mogły stać się politycznem hasłem burżuazji. Dwa te warunki są od siebie ściśle zależne i one rozpoczynają nową fazę walki burżuazji — potęga burżuazji jest zależna z jednej strony od rozwoju kapitału, z drugiej od rozszerzenia politycznych interesów burżuazji na cały stan trzeci.
Akcja burżuazji — potęgowanie swych wpływów dla wytworzenia polityki zgodnej z interesami kapitału — ma tu do czynienia z dwiema stronami: dworem t. j. rządem państwowym i z feodałami — od książąt do szlachty. Te dwie strony są sobie wrogie na tem burżuazja wygrywa: dwór wydzierający feodałom samodzielność polityczną, stara się ich osłabić wszelkiemi sposobami, złamać ostatecznie ich opór — burżuazja jest przeto jego naturalnym sprzymierzeńcem — tem bardziej, że tendencja dworu centralistyczna jest interesem kapitału. Nowy rząd ze swych dążeń już jest burżuazyjnym — z burżuazji tworzy swą administrację, jest jej dłużnikiem pieniężnym — z pomocą jej kapitałów — przeprowadza swe plany — chodzi więc tylko o to — żeby te dwie potęgi sprzymierzone dziejowo: burżuazja i nowe państwo centralistyczne — mogły zniszczyć prawa feodalne, zwalczać ich wpływy na politykę, osłabiać znaczenie polityczne feodałów — ich przywileje i żeby móc zupełnie swobodnie prowadzić politykę kapitału, jako jego wierni przedstawiciele.
Lecz rząd musi manewrować między dwoma walczącemi obozami — feodałowie są jeszcze siłą — stare prawa są jeszcze podstawą porządku — stanąć jawnie po stronie burżuazji rząd nie może — byłby rządem rewolucyjnym, a warunki nie dojrzały jeszcze do rewolucji. Zresztą rząd — jakkolwiek sprzymierzony z burżuazją w dążeniach politycznych i ekonomicznych, jakkolwiek potrzebujący jej pomocy — ma nawet w swem łonie obóz feodałów, na nich się opiera jedną nogą — jako na klasie uprzywilejowanej — stając na stanowisku stróża jej praw — musi te przywileje i prawa szanować. Jest to rząd dwulicowy, poczwara przejściowa — od namaszczonego naczelnika — feodałów, panów samodzielnych, suzerena najwyższego — do zcentralizowanego, absolutnego rządu burżuazji jedno lub wielogłowego. Do dawnej jego części — feodalnej, która ciągnie swe soki żywotne z uprzywilejowanych wasalów, z ich praw i siły społecznej — dołącza się nowa część — która kapitał łączy z burżuazją by z niej także mógł ciągnąć soki żywotne — organizm z dwóch typów złożony, z dwóch odmiennych źródeł czerpiący swe siły, lecz w którym typ nowy rozrasta ciągle kosztem starego, w miarę jak stare źródło społeczne wysycha, a nowe tryska nowemi zasobami sił żywotnych.
Taką jest natura i stanowisko rządu. Wobec tego, każda sprawa, zahaczająca o antagonizmy klasowe burżuazji i feodałów, wywoływać musiała walkę w samych sferach rządowych — gdzie burżuazja pod postacią urzędników nowego państwa stykała się z potężnymi feodałami, kwiatem książąt, hrabiów, baronów, z ich czeredą szlacheckich wasali, tak na dworze królewskim, jak w parlamentach prowincjonalnych, gabinetach gubernatorskich i ministerjalnych. Ta walka dyplomatyczna dwóch obozów w łonie rządu tocząca się, podtrzymana intrygami przedpokojów i sypialni wpływowych, przeniosła się na ulicę gdzie stawała się akcją mas, zainteresowanych sprawą bezpośrednio — przybierając tam formy zaburzeń zbrojnych, manifestacyj, literatury paszkwilowej, mów profesorskich, a nawet agitacji apostolskiej, często z religijną barwą, i wojen domowych.
Dwór królewski, parlamenty, pałace senatorskie, ratusze, ulica, klasztory, uniwersytety, szynki — to był teren walki burżuazji z feodałami nowego i starego świata. Walczono o najmniejszą rzecz, o każdą opłatę obciążającą, nawet o każdy regulamin choć już niepotrzebny, nawet bezpieczeństwo dróg, poskromienie band łupiących było sprawą walki.
Tc spory o najmniejsze interesy ekonomiczne nawet wysuwały ciągle kwestje polityczne równouprawnienia stanów, swobody od danin feodalnych.
Jakkolwiek burżuazja sama potrzebowała jeszcze poddaństwa i pewnego przymusu, to jednak sama, należąc do stanu pozbawionego praw politycznych, upokorzonego społecznie, zmuszonego dobijać się równości i różnych swobód — musiała stanąć na gruncie demokratyzmu w agitacji — idejowy wyraz jej klasowych interesów kieszeniowych, musiał być domaganiem się i głoszeniem praw człowieka.
Dlatego też w walce swej z feodałami burżuazja przestawała być burżuazją, klasa, stawała się mieszczaństwem, stanem trzecim, domagającym się praw ludzkich. Lecz był to demokratyzm przeważnie idejowy, rozdmuchiwany tylko przez marzycielskie umysły — w akcji klasowej występował on blado, dwuznacznie, chwiejnemi kroki. Naprzód — umysły mas zaledwie zaczynają oswajać cię z pojęciami emancypującemi, wpływy kościoła, dawnej filozofji, są jeszcze silne w początkach okresu tego — powtóre — burżuazja choć czasami rzuca hasła demokratyczne i występuje jako stan trzeci, by móc silniej natrzeć na feodałów, jednak demokratyzmu boi się, potrzebuje zarówno poddaństwa chłopów jak i praw przymusowych dla proletarjatu — przytem jako klasa wobec tych dwóch kompromituje się ciągle. Burżuazja musi tu manewrować — czasem przybiera maskę demokratyczną, by zwyciężyć jakiś monopol feodalny, to znowu — wchodzi w przymierze z feodałami dla zgniecenia buntów chłopskich i utrzymania w karbach proletarjatu. Udaje się jej jednak okpiwać jak jednych tak i drugich. Chociaż drobnomieszczaństwo (cechy) i proletarjat służy jej często w zaburzeniach politycznych, pociągnięte hasłami wolności i pomagają przez to do rugowania feodałów — jednakże — główna siła burżuazji w walce z feodałami — to jej siła ekonomiczna, pieniądze — rujnowanie szlachty u jej podstaw — wdzieranie się na jej zamki, sprzedawane za długi, doprowadzanie do społecznego bankructwa tak cechów jak i feodałów przez bankructwo finansowe, ekonomiczne — pozbawienie ich tym sposobem wszelkich wpływów, wszelkiego znaczenia społecznego, przekształcenie ich na klasę, którym prócz przywilejów nic nie zostało, na kościotrupów wystrojonych, pod których napuszoną powagą szat prawnych, herbów, tytułów, każdy czuł pustkę, zgniliznę brak sił życiowych. Burżuazja walką rynkową zrobiła to, że został sam tylko szkielet feodalny — prawa nie mogące już nikomu służyć do niczego, jak tylko dla pasorzytnictwa dla uprzywilejowanych nędzarzy. To była tendencja — dyrektywa — samodzielnie wychodząca z ekonomicznych — nowych zjawisk, które, dając burżuazji większą przewagę, przewagę ekonomiczną, ułatwiały jej i polityczne zdobycze.
Żądania burżuazji, cele jej walki z feodałami od 13 do 18 wieku sprowadzić można do tego: równouprawnienie w podatkach państwowych — wpływy na prawodawstwo i politykę kraju — poskromienie samowoli feodałów i łupiestwa drogowego — opieka nad handlem — swoboda własności (posiadanie ziemi przez nie — szlachtę), zniesienie ciężarów feodalnych (opłaty dróg, mostów, targu, warsztatu) — swobodne zakłady przemysłowe (nie obowiązane do przepisów cechowych w technice, liczbie pracujących, dnia roboczego, nie podlegające cechowym sądom — to jest — zniesienie monopolu cechowego) — polityka kolonjalna — ustalenie jednej monety, miar i wag, zniesienie praw zbytkowych itd.
Wszędzie jednym z najważniejszych interesów burżuazji, celów jej akcji politycznej walki z feodałami, jest zniesienie politycznej samodzielności feodałów, decentralizacji politycznej, zniesienie tych państewek, baronów różnych, na które każdy kraj był rozbity — zatem stworzenie absolutnego zcentralizowanego państwa. Dlatego tak często widzimy w tym okresie sprzymierzoną akcję dworu i burżuazji, prowadzoną przeciw feodałom, przy której burżuazja umiała wytargować sobie wiele innych rzeczy i wzmacniać swe wpływy na dworze i w rządzie. To są interesy ówczesnej burżuazji — ideały demokratyczne są dla niej jeszcze całkiem obce — poddaństwo, przymus prawny człowieka nad człowiekiem — różne prawa dotyczące wyzysku — są dla niej jeszcze potrzebne, nawet konieczne — przeto do głoszenia powszechnej wolności ma taki sam wstręt, jak najprawowierniejszy feodał. Czasem podburza gmin, gdy to dla niej potrzebne — gotowa zawsze potem zbuntowanych uspakajać — lecz jest to polityka podobna do polityki dworu względem chłopów — dla zburzenia feodałów wyciąga się widmo demokratyczne — pokazuje się chłopa z kosą i pochodnią. Nietylko nie chce znosić poddaństwa lecz nawet dla wolnego proletarjatu stwarza nowe poddaństwo — w manufakturach, w postaci praw na włóczęgów.
Wogóle — w tej pierwszej fazie swej walki ze starym ustrojem, i jego przedstawicielami feodałami, burżuazja występuje bezczelnie, szczerze, nie łudzi nawet żadnymi ideałami demokratycznego humanizmu, żadnym stanem trzecim, występuje jako klasa, myśli i mówi tylko o swej kieszeni i związanych z nią interesach, entuzjazmuje się tylko dla złota i wyraźnie głosi kult kapitału. Jak brutalnie wyzyskuje, tak brutalnie domaga się dla siebie pierwszeństwa — gada otwarcie o wyzysku, korzystając z dotychczasowego upodlenia chłopa, nie stroi się w ideały.
O powyższe cele walczy burżuazja przez 400 lat z feodałami — w ciągu tego czasu zdobyczy realnych ma mało — prawa i przywileje feodałów dotrwały do XVIII w. mimo wszystkich ataków: lecz za to, w ciągu tego okresu walki zdołała burżuazja wraz z dworem zniszczyć samodzielność polityczną baronów, stworzyć prawdziwe państwo dla kapitału, wciągnąć rząd na drogę polityki kapitalistycznej, kolonjalnej, wydrzeć ziemię z pod nóg feodałom, zamknąć ich w swoim worku, popsuć zupełnie interesy majstrom cechowym, rozwinąć olbrzymie siły kapitału, przygotować dlań rynek światowy i masy proletarjatu, zmonopolizować sobie inteligencję, naukę, zakorzenić w umysłach ogółu etykę kupiecką, doprowadzić dawne ideały i zasady moralne do pośmiewiska — jednem słowem tak przetworzyć społeczeństwo, że gdy się opatrzono po 400 latach, z butnych feodałów, mimo tego że z zupełną pewnością siebie zabawiali się coraz szumniej, ufni w swe wieczne panowanie, zostały tylko uprzywilejowane szkielety, lalki bez sił, życia i gruntu pod nogami, zaś burżuazja stała się duszą narodu, samym narodem przewodniczką gospodarstwa, inteligencji, kultury, rozwoju moralności; kapitał zaś rozporządzał teraz taniemi siłami wytwórczemi, miał tyle rąk proszących o pracę, że mógł z pogardą odrzucić wszelką opiekę prawną ze wstrętem, wyrzec się wszelkiego przymusu i darować ludzkości powszechną wolność i równość, obdarzyć ją prawami człowieka i obywatela. A gdy do tego doszło, gdy inteligencja burżuazyjna podniosła sztandar praw człowieka, gdy potępiła wszelką niewolę, wszelkie przywileje, kastowość, przymusu i głosiła ojczyznę wolnego ludu — wszystko co dotąd stękało pod prawami feodalnemi i wyzyskiem przymusowym, masy od tylu wieków wzdychające do wolności — chłopstwo, proletarjat, drobnomieszczaństwo, nawet szlachta wolna i wszystkie szlachetniejsze żywioły — stanęły pod tym sztandarem, poszły za burżuazją. Zdawało się tym wszystkim upośledzonym i cierpiącym, że gdy tylko odzyskają prawa istot ludzkich, gdy tylko wolność zdobędą, znikną naraz wszelkie ich niedole, że z przymusem przepadnie wyzysk, z niewolą — nędza. Wolny z wolnym, równy z równym umawiać się będą o wzajemne usługi, wymianę — między pracą i środkami życia. Dla chłopów otwierał się raj wolności i zupełnie własnych gospodarstw, raj zagrody, gdzie tylko on jest panem — zapominali, że zostawał rząd, czekający na podatki i kapitał, który może ich zapędzać w objęcia lichwiarza. Nawet proletarjat łudził się przy powszechnym zapale i wierzył chwilowo — że gdy stanie w kantorze jako obywatel kraju, będzie mógł więcej zacenić swą pracę. Łudzili się sklepikarze i majsterkowie wyzwoleni z więzów cechowych, że przy wolności powszechnej i oni dostaną się do świętego, złotego cielca. Kapitał mnożący nieskończone bogactwa, kapitał zlewający na ludzkość światło wolności, wzywający każdego do siebie, każdemu się oddający, byleby go dostać umiał, — kapitał odkąd ludzi nazwał ludźmi — stał się bożyszczem tłumów. Wtedy — raz tylko pobiegły masy za tą pochodnią wolności, którą burżuazja zapaliła i podniosła i zdruzgotany został szkielet stary świata.

X. NIEZGODNOŚĆ NOWEGO SPOŁECZEŃSTWA Z USTROJEM PRAWNYM. (UCISK PRAWNY).

1. Rozwój nowych pierwiastków społecznych.
Czas który zbadać mamy — jest chwilą rewolucji społecznej, chwilą kiedy sprzeczność życia i porządku prawnego dochodzi do tego stopnia, że jedno hasło wystarcza do ogólnego poruszenia mas; jest to chwila porodu, czas kiedy nowe życie społeczne, nowe formy gospodarcze, stanowiska życiowe ludzi, nowe potrzeby, ideje, obyczaje zdobyły już sobie zupełną przewagę nad staremi, rozwinęły się potężnie w nowych klasach, oplątały sobą znaczną większość społeczeństwa i szamoczą się, duszą się, nie mogąc zmieścić się w starej skorupie prawnej. W chwili takiej, atmosfera jest przesiąknięta rewolucją; tworzą się tysiączne grupy, spiski dla rozerwania pęt; cierpienia życiowe dochodzą do szczytu, gdyż stary ucisk łączy się przez zetknięcie się w czasie z nowym: rozdrażnienie umysłów staje się epidemiczne, agitacja nowych idej roznamiętnia w żądaniach masy; wszystko to waży się czas jakiś, fermentuje, walka klasowa przybiera coraz wyraźniejszy charakter, coraz większe masy wciągają się do niej; pożądane ideały są tak blizkie, że mącą najspokojniejszym ludziom umysły, udzielając im gorączki rewolucyjnej — wtedy jakibądź zbieg wypadków staje się hasłem powszechnego wybuchu, rewolucji.
Takim czasem jest wiek XVIII dla rewolucji kapitalistycznej. Jak 500 lat od XII wieku są okresem powolnego tworzenia się i rozkładu społecznego, tak wiek ten jest czasem kiedy dojrzały płód tego procesu wydobywa się ze swego łona. Mamy więc do zbadania grunt na jakim odbywa się rewolucja przekształcająca.
1) Gospodarka pieniężna. Widzieliśmy jak już od czasów wypraw krzyżowych zaczęła niszczyć się gospodarka naturalna, ta podstawa feodalizmu, która czyniła wyzysk łagodnym, szczęście ludzkie, dobrobyt pracujących, możliwy nawet przy poddaństwie i samowoli panów. Ona była źródłem siły indywidualnej, samodzielności, spokoju, zarówno dla pana, jak i dla chłopa, czyniła możebnym wzajemny stosunek dwóch tych klas — oparty na usługach wzajemnych, związany wzajemnemi potrzebami, przez to sprowadzający do minimum antagonizmy wyzysku. Robinsonjada ta feodalna, prze VII wieków trwająca, wypracowuje dla duszy ludzkiej ogromnie ważne cechy: indywidualizm, samodzielność, uczucia rodzinne, odpowiedni temu rozwój myślenia, woli, wzruszeń, — są jej wytworem.
W ewolucji psychicznej, w rozwoju duszy czowieka zajmuje ona jedno z najważniejszych miejsc. Rozwój potrzeb życiowych, wzrost handlu, niszczy gospodarkę naturalną. W XVIII wieku niema już śladu po niej. Żaden wytwórca wystarczyć już sobie nie może, znaczna większość produktów przechodzi przez formę pieniężną, żeby zaspakajać potrzeby ludzkie. Między rzeczą wychodzącą z rąk swego wytwórcy, a jego ustami (spożyciem) stanął rynek, pieniądz, złoto, nowe przejście, nowa forma, przez którą przecisnąć się musi przedmiot do zaspokojenia pierwszej potrzeby zmuszony — a ta nowa forma, złoto naturą swą wpływa na cały proces, skomplikuje pierwotną jego prostotę.
Dla zobaczenia jak do gruntu zmieniło się życie społeczne, a przez to i życie jednostek — zacznijmy od formy gospodarstw. Forma gospodarstwa w społeczeństwie feodalnem jest naturalna: wytwórca sam bezpośrednio spożywa swoje wytwory — sam produkuje wszystko co mu potrzeba — własne potrzeby są jedynym celem jego produkcji — jest robinsonem — żyje tak jak gdyby naokoło niego była bezludna pustynia — jego gospodarstwo, to cały świat w sobie zamknięty, wystarczający zupełnie, organizm cały wykończony; wskutek tego społeczeństwo feodalne jest prostym zbiorem zamkniętych w sobie całości gospodarczych, jednostek zupełnie samodzielnych, organizm złożony z masy identycznych komórek, z których każda żyje tak jak gdyby innych nie było — sama wszystko wytwarza i sama wszystko spożywa, by znowu wytwarzać i spożywać. Społeczeństwo feodalne nie jest przeto organizmem — jest zbiorem, mechanicznym zestawieniem małych, identycznych, zamkniętych w sobie organizmów. Pod tym względem podobne jest do społeczeństwa niewolniczego, tylko, że kiedy niewolnicze jest prostym aglomeratem identycznych, zamkniętych w sobie, wielkich organizmów gospodarczych (oikos, villa rustica z produkcyjną armją niewolników) — feodalne jest aglomeratem małych organizmów gospodarczych (gospodarstwo czynszownika, zagroda chłopska). „Maciek zrobił, Maciek zjadł“ — to zasadnicza cecha społeczeństwa feodalnego.
Takim było społeczeństwo w XIII wieku. Widzieliśmy jak od tego czasu pod działaniem rozwoju handlu odbywa się wykształcanie się gustów i zróżniczkowanie się potrzeb ludzkich (wskutek samorodnego postępu, jako też zetknięcia się różnych cywilizacyj w czasie wypraw krzyżowych, a potem przez wielki handel światowy) — gospodarka naturalna gmin ciągle niszczy się, jak różne grupy społeczne specjalizują się w produkcji, wytwarza się podział pracy, koniecznem następstwem którego jest gospodarka wymienna, pieniężna, wytwory przeistoczone w towary, pieniądz potrzebą społeczną i nieodstępnym towarzyszem każdego wytworu. W XVIII wieku ten proces jest już prawie skończony — gospodarka pieniężna jest panującą formą. Zamek pański nie zaspakaja już swych potrzeb wytworami swych poddanych — lecz za pieniądze nabywa wszystko na rynku miejskim prócz wiejskich płodów. Tak samo większość chłopów prócz rzeczy spożywczych (pokarmów) wszystko nabywa na rynku, rzadko który sam sobie tka i garnki lepi. Mieszczanin wszystko dostaje na rynku — rzemieślnik prócz swych własnych wyrobów specjalnego gatunku — nie zawsze zresztą przezeń potrzebowanych — tak samo; o własnych gruntach i trzodach już i tradycja zginęła. Jednem słowem każdy zaspakaja swe potrzeby przez wymianę na rynku za pośrednictwem pieniędzy, wytwór musi zmienić się w złoto, by jaki inny wytwór zaspokoił potrzeby swego wytwórcy. Zobaczymy w co się przemienił feodalny aglomerat homogenicznych małych organizmów gospodarczych.
Nastąpiło ogromne zróżniczkowanie się[125]
Np. Podział pracy między wsią a miastem: wieś wyrzekła się wytworów rzemieślniczych — miasto wyrzekło się produkcji rolnej i pasterskiej. Oprócz tego — nastąpił podział pracy między wsiami; gdy handel umożliwiał wszelką wymianę, dana okolica, prowincja, nie potrzebuje już uprawiać takich roślin, które przy jej gruncie i klimacie licho rodzą — północne prowincje zamiast silić się na własne wino mogą teraz uprawiać tylko zboże i wymienić je na wino południowe znacznie lepsze i tańsze — przez co kraje południowe mają interes specjalizować się w uprawie wina. Podobnież z innymi płodami. Odpowiednio do tego — następuje podział pracy między miastami: np. miasta leżące w prowincjach, gdzie łatwa jest uprawa morw i hodowla jedwabników specjalizują się w tkaninach jedwabnych; różne gałęzie przemysłu sadowią się w najodpowiedniejszych dla siebie warunkach, przyciągane do pewnych okolic różnemi dogodnościami teraz, gdy jest zupełna swoboda specjalizacyj. Dalej idzie — podział pracy wewnątrz miasta — specjalizacja warsztatów, manufaktur — każda gałęź produkcji — lub część tylko gałęzi prowadzona jest wyłącznie przez pewną jednostkę gospodarczą lub przez ich grupę. Nawet dochodzi do tego, że tylko jedna jakaś faza tworzenia pewnego przedmiotu, jedna jakaś część jego składowa, nieużyteczna sama przez się, jak np. koła, sztaby żelazne, deski i t. p. stanowi wyłączną produkcję jednostki gospodarczej. Wobec tego — żadna jednostka produkująca wystarczyć sobie nie może — szewc wyrabiający tylko buty, swoim wytworem jedną tylko własną potrzebę zaspokoi; rolnik zaspokoi ich kilka — przeważnie potrzeby pokarmowe. Resztę potrzeb musi zaspokoić przez wymianę — szewc, sprzedając na rynku swój towar, a za otrzymane ze sprzedaży pieniądze kupuje potem różne rzeczy potrzebne — wytwór jego (buty) musi odbyć metamorfozę: towar (buty) — pieniądz — towary (do zaspokojenia potrzeb szewca). Szewc nie może już obejść się bez innych wytworów — rolnika, tkacza, stolarza i t. d. Jednem słowem stało się to, że społeczeństwo składa się nie jak dawniej z homogenicznych małych organizmów gospodarczych sobie wystarczających i w sobie zamkniętych, lecz z jednostek gospodarczych wyspecjalizowanych, z których każda, produkując tylko jedną jakąś cząstkę ogólnych potrzeb życiowych, potrzebuje dla zaspokojenia swych potrzeb — wytworów wszystkich innych jednostek — i otrzymuje te wytwory, wymieniając na nie swój własny produkowany wyłącznie.
Organizmy gospodarcze homogeniczne, z których składało się dawne społeczeństwo — wyspecjalizowały się, każdy w spełnianiu innej funkcji, przez to samo sobie już wystarczać nie mogą, nie mogą być zamknięte całości — dla istnienia swego potrzebują innych — organizmy wyspecjalizowawszy się w jednej funkcji, stają się organami (tkankami). Społeczeństwo z aglomeratu małych organizmów staje się samo organizmem wielkim. Dawne społeczeństwo przedstawia się jak kolonja, zwykły mechaniczny aglomerat homogenicznych komórek, z których każda jest skończonym organizmem, sama utrzymuje się przy życiu — wytwarza i spożywa — nie potrzebując innych.
Nowe społeczeństwo przedstawia się jako jeden wielki organizm, którego komórki są wyspecjalizowane w swych funkcjach — przeistoczone w różne kategorję tkanek, z których każda wytwarza jeden tylko pierwiastek życiowy dla wszystkich innych, a wszystkie składają się na zaspokojenie potrzeb jednej. Szewcy wytwarzają buty dla wszystkich innych ludzi, zaś rolnicy, tkacze, stolarze, szklarze i t. d. składają się na zaopatrzenie szewców w to, co im do życia potrzebne. Taka wyspecjalizowana komórka (szewc ze swoim warsztatem), która została odłączoną od reszty organizmu (społeczeństwa) istnieć nie może — zamiera; do istnienia każdej potrzeby jest teraz cały organizm, wszystkie inne komórki; zaś dawniejsza (chłop feodalny) oddzielona, mogła doskonale żyć sama, nie potrzebując niczego od innych. Pierwszym warunkiem istnienia dla tych wyspecjalizowanych jednostek wytwórczych — jest wymiana — rynek — za pośrednictwem którego mogą one swój specjalny wytwór wymienić na wszystkie inne do życia im potrzebne. Bez tego istnienie ich byłoby niemożliwe — rynek jest sercem tego organizmu społecznego, na którym zgromadzają się wytwory wszystkich wyspecjalizowanych jednostek gospodarczych i skąd rozkładają się po wszystkich komórkach (jednostkach gospodarczych) dla zaspokojenia ich potrzeb życiowych.
Wyobraźmy sobie, że całe społeczeństwo składa się z 10 rodzin t. j. jednostek gospodarczych, i że każda rodzina potrzebuje na rok 10 miar takich przedmiotów: chleb — a, mięso — b, mleko — c, drzewo — d, wino — e, buty — f, ubranie — g, naczynia — h, sprzęty — i, narzędzia pracy — k, tak że roczne utrzymanie każdej rodziny wyraża się:

10 (a + b + c + d + e + f + g + h + i + k) = 10(s)

stopa życiowa.
W feodalnym okresie — społeczeństwo byłoby po prostu zbiorem tych 10 rodzin, z których każda ma takie samo gospodarstwo — w gospodarstwie ma rolę, z której zbiera zboże na chleb, ma pastwisko, na którem hoduje trzodę, z której ma mięso, mleko i skóry, ma kawał lasu na drzewo, ma winnicę na wino, ze skór swoich szyje buty, w ogrodzie sieje ten konopie z tego ma przędzę i z tego robi płótna na krosnach, zaś z owczej wełny tka wełnianą odzież i szyje, ma piece do wyrabiania garnków z gliny, z drzewa robi różne sprzęty, narzędzia, z żelaza wykuwa w kuźni własnej — sama wszystkie swe potrzeby zaspakaja.
Teraz obraz społeczeństwa jest taki: każda z 10 rodzin zamiast wytwarzać wszystko jak dawniej — wytwarza tylko jeden produkt z tych 10 co stanowi stopę życiową — dla siebie i dla pozostałych 9. Rodzina a wytwarza chleba 100 miar (10 miar × 10 rodzin) — rodzina b mięsa 100 miar, rodzina f 100 par butów i t. d. Produkcja każdej, zamiast być jak dawniej = 10 (s) jest teraz 100 (a), lub 100 (b), lub 100 (c) i t. d. Rzecz jasna, że rodzina A (rolna — produkta) potrzebuje dla siebie tylko 10 a, ma 90 a do wymiany na (s — a), których nie wytwarza. Rodzina B potrzebując dla siebie tylko 10 b ma 90 b do wymiany na (s — b), których nie wytwarza i t. d.
Każda z nich przeto wystawi produkt przeznaczony na rynek — na rynku więc znajduje się:

90a + 90b + 90c + 90d + 90e + 90f + 90g + 90h + 90i + 90k

Następuje wymiana między wytwórcami.
Rodzina A za 90 a otrzymuje

10(b+c+d+e+f+g+h+i+k) tj. 10(s-a)
Rodzina B otrzymuje za 90 b — 10 (s — b) i t. d., czyli że na rynku odbywają się wymiany takie jak:
90a = 10 (s — a), 90b = 10 (s — b), 90c = 10 (s — c) i t. d.

Zmiana taka — 100a, które wytwarzało się dawniej w każdej jednostce gospodarczej po 10, (tak samo 100b, 100c i t. d.) teraz jest skupione w jednem gospodarstwie, jako jego wyłączna produkcja — przez co ta jednostka gospodarcza dla zaspokojenia swych potrzeb musi odbyć 9 procesów wymiany na rynku ze wszystkiemi innemi jednostkami gospodarczemi, by tą drogą zaopatrzyć się w to wszystko, co jej do życia potrzeba, co dawniej sama wytwarzała.
Wskutek tego społeczeństwo, złożone teraz z heterogenicznych komórek specjalne funkcje pełniących, nie mogących istnieć samodzielnie, wytwarzających siły życiowe jedna dla wszystkich i wszystkie dla jednej — stało się organizmem — układem wyspecjalizowanych i współzależnych tkanek, których całość tylko, funkcjonowanie wszystkich warunkuje życie — niech jedna zginie, a wszystkie brak cierpią, zmiana zachodząca w jednej odbija się na wszystkich. Zbiór małych organizmów przemienił się w jeden wielki organizm. Ta zasadnicza zmiana w budowie społecznej — pociąga za sobą wytworzenie się całego szeregu nowych zjawisk.
a) Teraz ponieważ każda jednostka gospodarcza wytwarza jeden tylko przedmiot dla siebie i wszystkich innych, wytwarza go więc głównie dla wymiany na inne, stanowiące sumę jego życiowych potrzeb wytwarza go nie dla bezpośredniego spożycia, jak dawniej, lecz dla zamiany, dla sprzedania na rynku. Przeto wytwór ma teraz dla wytwórcy przedewszystkiem wartość zamienną i jako taka jest wytwarzany t. j. jest przedewszystkiem towarem. Jak więc dawniejsza produkcja samodzielnych jednostek — była produkcją wartości użytkowych i cel wytwarzania przedmiotu było właśnie spożycie — tak teraz produkcja wyspecjalizowanych jednostek gospodarczych jest produkcją wartości zamiennych, towarów — t. j. wytwór o tyle tylko dla wytwórcy ma wartość o ile da się zamienić na to wszystko, co stanowi jego życiowe potrzeby. Jak więc dawniej celem wytworu było spożycie, zbytek, zaspokojenie bezpośrednie przezeń potrzeby samego — wytwórcy — tak teraz — celem jego, przeznaczeniem jest być wymienianym na inne produkty.
b) Odkąd wytwór staje się wartością zamienną, a celem wytwarzania — wymiana; odkąd wytwór z warsztatu nie idzie do żołądka wytwórcy swego, lecz na rynek by szukać amatorów, potrzebujących, nabywców — jednem słowem odkąd staje się towarem — nieodstępnym jego towarzyszem, koniecznem dopełnieniem jest pieniądz. Gdyby społeczeństwo składało się tylko z 10 rodzin wymiana i specjalizacja produkcji obeszłaby się bez pieniędzy — rodzina zniosłaby na rynek swe produkty i z łatwością wymieniła, licząc się tylko, że przez specjalizację wytwory są lepsze i mniej czasu zabiera produkcja. Lecz inaczej w rzeczywistości. Wytwórców, wymieniających, towarów, są całe masy, przeto prosta wymiana towaru jest zbyt niedogodną technicznie, przytem zjawia się ważna potrzeba — określenia stosunku wymieniających do wytwórców. Rolę tę spełnia najdoskonalej złoto, moneta, pieniądz. Każdy przeto towar ma swój wyraz, swoje odbicie się w złocie — t. j. cenę. Każdy wytwór zanim dojdzie swego ostatecznego celu — spożycia — musi teraz przeciskać się przez formę pieniężną i przystosować się do niej, by przejść od wytwórcy do spożywcy. Jeżeli zaś w tym ruchu, który wytwór teraz odbywa — zabraknie pieniędzy — natenczas wstrzymane zostaje przejście wytworu od wytwórcy do spożywcy i wytwór zostaje bezużyteczny w ręku swego wytwórcy. Dawniej wytwór pozostawał w domu wytwórcy — był rzeczą zupełnie prywatną i nie obchodził społeczeństwo również jak i społeczeństwo jego nie obchodziło i nań wpływało.
Teraz zaś, gdy spożywca został oddzielony od wytwórcy w wędrówce, którą wytwór musi odbyć, by od wytwórcy dostać się do spożywcy, rzucony na rynek, doznaje różnych wpływów społecznych — i jako wartość zamienna ma charakter społeczny, jest społeczną kategorją. Inaczej — towar jest wytworem uspołecznionym. Jego społeczna natura uwidocznia się przy takich zjawiskach; wytwór musi być zastosowany do potrzeb przeciętnie społecznych, by trafić do spożywcy[126].
Jeżeli na rynku nie znajduje się tyle złota ile potrzeba, by wytwór mógł dojść do spożywcy — pozostaje on tam na składzie, zatrzymany w swym ruchu — (dzieje się to wtenczas, gdy spożywcy są hołyszami, proletarjatem bez zarobku lub przy małej płacy, albo wytwórcami, którym nie udaje się tak samo za swe produkta dostać pieniędzy; bywa także, że do tego braku złota w kieszeni spożywców dołącza się jeszcze pewien nadmiar danego wytworu, wskutek łatwości produkowania go i niemożności obrachowania się z potrzebami wynikły; bywa także, że inne kategorje wytwórców z powodu klęsk różnych (np. od natury), nie dostawszy swych wytworów, przez to jako spożywcy dla braku złotą nie mogą wytworów innych kategoryj nabywać).
 <