Pisarze polscy (Sten)/Leopold Staff

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ludwik Bruner
Tytuł Pisarze polscy
Podtytuł Wrażenia literackie
Data wydania 1903
Wydawnictwo Polskie Towarzystwo Nakładowe,
Księgarnia Teodora Paprockiego i Ski
Drukarz Drukarnia narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Lwów - Warszawa
Źródło Skany na commons
Indeks stron



XIII.


LEOPOLD STAFF



Czarowi, który roztacza poezya Staffa, na imię jest wdzięk. Nie brak w poezyi naszej tonów pełniejszych, głębszych, jaskrawszych, więcej wstrząsających — ale niema w tej chwili wdzięczniejszych, czulszych, czystszych i szlachetniejszych. Jego natchnienie to jakby przejrzysta jasność krynicy, która może się wzburzyć i zapienić, ale niezdolna jest zmętnieć. Każdy dreszcz życia układa się w piękną i wytworną linię, każdy wiersz przyobleka się w dźwięczne, pogodne, melodyjne rytmy. W mowie niema sztuczek rymotwórczych, niema językowych łamańców i dziwactw — jest tylko wielka mistrzów prostota, która z każdego rymu i rytmu należny wydobywa dźwięk i daje to wielkie, właściwe, jedyne wrażenie; w duszy niema pozy, niema pracowitego szukania chmur i nędz, — jest młodzieńcza istotna, choć pełna wstydu szczerość. Nie byłaby szczerą, gdyby nie była przedewszystkiem refleksyjną. Ale refleksyjność poezyi Staffa różni się zasadniczo od tej, która tak do szpiku zmąciła twórczość naszą dzisiejszą. Gdy ta z istoty swej jest amoralną i ma charakter objektywnej świadomości, która pozornie zrozpaczona nie bez uśmiechu próżności powtarzać się zdaje: qualis artifex perit, refleksya Staffa — to raczej czynna kontrola i ster na drodze do ideału, gdzie

...trzeba mieć dumne i spokojne czoło
I myśl błyskawicami lotną i wesołą
I oczy promieniste, niezmącone jasne,
By ciągle niemi patrzeć w głąbie duszy własne,
Lecz umieć też z nich krzesać uderzenie gromu,
Kiedy cień zwątpień stanie w progu Twego domu!

Wiszące uderzenie gromu nad własną słabością i niemocą, pracę ducha, by wykuć sobie »serce hartowne, mężne, serce dumne, silne«, czuć w całej poezyi Staffa to jak odświeżający, rzeźki powiew, to jakby potężną zapowiedź nowego pokolenia, nowej epoki, moralnie twórczej. Po okresie, którego poczucie etyczne streszczało się dotąd w bolesnej świadomości swej dysproporcyi z rozmiarami idealnej duszy ludzkiej, który też w najzdolniejszych swych przedstawicielach stanowczo okazał się niezdolnym do stworzenia dzieła etycznie czynnego (np. ostatnie daremne wysiłki Tetmajera), wstępujemy może w okres pokolenia, którego moralność nie będzie cierpieniem i które znajdzie dość sił, aby na wzór swego ideału kształtować siebie i świat... To zaś przekształcenie nie jestże osią wspólną wszystkich działań moralnych, choćby najrozbieżniejszymi były ich kierunki?
Ideał Staffa — to jakby wyszlachetniony Uebermensch, pozbawiony dzikości i barbarzyństwa, ale pan własnych myśli i czynów. Pogoda jego i pewność płynie u Staffa nie z uczucia bezgranicznego uwielbienia siebie i pogardy dla innych, lecz wyłącznie z poczucia wewnętrznej jedności, jest więc zupełnie niezależna od wszystkich stosunków zewnętrznego świata. Jest to ideał bardziej wszechstronny, przez to piękniejszy i głębszy, mniej dogmatyczny od arcywzoru Nietzschego. Nigdzie u Staffa szamotania wewnętrznego i rozterki; niepokoje i nawet smutek jego jest pogodny i jakby przysłonięty mgłą; obrazy ponure pełne pessymizmu, drogą naturalnego kojarzenia, jako antytezę wywołują w duszy myśli radosne, przejęte uwielbieniem życia. I nie dziwmy się poecie; wszak jemu w noce bezsenne blade mary

Snuć przychodzą marzeń przędziwo,
Wieścić cud nowy, nieznane dziwo,
Tajemne głębie, tajnie bezdenne.
A tyle mają nowin i wieści – ,

że poeta woła i do nas »Otwórz duszę, słuchaj ich treści!«
Jakże piękna jest młodość, jak szczęśliwa, i — jak zuchwała! Bogdajby nigdy nie zaznała wspomnień! Życie dotąd nie tknęło jej znikąd: jakaś czysta niewinna nieświadomość świata bije z każdego słowa. Tak o życiu mówi widz, a nie aktor. Zamknięty w czarodziejskiem kole własnej pięknej duszy, poeta przez nią, jak przez kryształ, spogląda na życie i śmierć, na walkę i przemianę zdarzeń, nie jak czujący, lecz raczej jak współczujący tylko. I nieraz zapewne pyta sam siebie: »Było to we śnie — Może nie we śnie?...«
Istotnie twórczość jego ma nieraz urok snu: dziwną, powiewną lekkość, kalejdoskopową zmienność obrazów i nastrojów, brak brutalnej bryłowatości — nawet tam, gdzie stara się naśladować mistrza naszej plastyki poetyckiej — Tetmajera.
Współczujący raczej niż uczuciowy charakter twórczości, niesłychana, a tak rzadka zdolność uszlachetniania każdego tematu, którego się dotknie, poczucie miary, harmonii, taktu, wdzięku, pogodny, błękitny czar, przypominający najpiękniejsze utwory Rossetiego, — wszystko to zestrzeliło się najdobitniej w arcydziele Staffa »Pieśni o oczach«. Równie harmonijnego utworu współczesna nasza literatura nie posiada. Jestto stanowczo najpiękniejszy i najczystszy hymn na cześć kobiecości, jaki kiedykolwiek mógł powstać w duszy poety. I gdy o nim wspomnieć, czuje się, że Piękno mogłoby się do tego artysty zwrócić z temi samemi słowy, które on kładzie mu w usta w swej »Pieśni«

...Z każdą nową duszą ludzką, piękną, wzniosłą,
Jam bogatsze. Dzięk niosę! Me królestwo wzrosło.







Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ludwik Bruner.