Pilot św. Teresy/Wędrówki Bourjade'a

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jerzy Bandrowski
Tytuł Pilot św. Teresy
Data wydania 1934
Wydawnictwo Księgarnia św. Wojciecha
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
WĘDRÓWKI BOURJADE'A

Spowodu wygnania zakonników z Francji Bourjade, podobnie jak jego starszy brat, wyjechał do Hiszpanji i tam wstąpił do nowicjatu.
Od tej chwili zaczyna się bezustanna wędrówka jego duszy.
Już jako chłopiec odbywał często pielgrzymki na rowerze do Lourdes. Dzień przeznaczano na drogę w jedną stronę, dzień na modlitwy, dzień na powrót. Później to upodobanie do pielgrzymek wzrosło, a ostatnia zaprowadziła go do celi świętej z Lisieux. Jednakże nie te pielgrzymki mamy na myśli, ale Bourjade'owe tułactwo, ludzkie, a także duchowe.
Ma on postanowienie niezłomne, jak niezłomną jest jego wola i odwaga. Jednakże największy nawet rycerz opłaca bohaterstwo ciężkiemi chwilami zwątpienia i słabości. Albowiem każdy, kto idzie za Chrystusem, w chwili zmroku swej duszy musi wstąpić na górę Oliwną, zanim rozświetli mu się Kalwarja.
Po krótkim pobycie w Hiszpanji Bourjade opuścił ten kraj.
Czemu tak prędko?
Francuski biograf wyjaśnia to w sposób prosty: nowicjat misjonarzy Serca Jezusowego przeniesiony został do Fryburga w Szwajcarji. Tam również podążyć musiał nowicjusz.
Atmosfera jest tu spokojniejsza, cichsza niż w Hiszpanji. Flegmatyczne otoczenie wywiera swój wpływ, powietrze górskie jest przeczyste, błękitne oczy jeziora Czterech Kantonów jasne i przejrzyste. W zaciszu kolegjum Serca Jezusowego młody adept uczy się i rozmyśla.
Wszelkiemi siłami stara się złamać w sobie ambicję. Zdaje się, że to był jego najsłabszy punkt, bo z ambicją walczył całe życie. Stara się wyglądać, o ile możności, jaknajbiedniej. Wyprosił sobie najstarszą i najbardziej zniszczoną sutannę. Łatwo możemy sobie wyobrazić, jak po kamiennych płytach korytarzy starego gmachu kłapią zdarte obcasy starych pantofli tego ascety. Idzie, uszczęśliwiony swem ubóstwem, i z rozjaśnioną twarzą pozdrawia przechodniów, patrząc na nich oczyma tak promiennemi, jakgdyby wysączyć z nich chciał całą radość, przepełniającą mu duszę.
Czy się umartwia? Nikt nie wie, bo Bourjade nigdy o sobie nie mówi. Prawdopodobnie, pomijając posty, ciała nie dręczy. Modlitwy i pobożne rozmyślania nie są umartwieniem, a ten święty więcej może analizuje i rozmyśla, niż daje się ponosić porywom. Przy całym romantyzmie i poetyczności duszy Bourjade to jasny, logiczny, analityczny umysł Francuza, zawsze doskonale zdającego sobie sprawę z tego, co czyni.
Zdarza się, że z Fryburga wyjeżdża do Cos, aby odwiedzić rodzinę. Ponawia wówczas pielgrzymki do Lourdes. Nie zaniedbuje ich podczas urlopów jako żołnierz w czasie dwuletniej służby wojskowej, tylko że wtedy ze względu na pośpiech nie jeździł do Lourdes na rowerze, lecz koleją.
Brutalnością do pewnego stopnia byłoby wnikać we wszystkie uczuciowe momenty takiej pielgrzymki. Ale w pewnej mierze możemy ją sobie w myślach odtworzyć. Postem, modlitwą i rozmyślaniami przygotowany dąży o świcie, aby czasu nie tracić, polnemi ścieżkami ku stacji kolejowej i wraz z budzącą się przyrodą odmawia najszczęśliwsze i przenajczystsze modły. Świt dopiero się perli na wschodzie, gaje otrząsają z siebie rosę, ziemia pachnie, koguty pieją. Wolno idzie przez budzący się świat. Z oddali wynurza się pociąg, którego niezgaszone jeszcze światła lśnią o świtaniu jak brylanty. Jadą różni ludzie w swoich interesach, wiozą kury, kaczki, czosnek, cebulę, myśli ich już od rana zaprzątnięte są brzękiem franków; o duszy nie myślą zupełnie.
Wśród nich siada niepozorny żołnierz artyleryjskiego pułku. Dobrotliwemi oczyma, rozumiejącemi wszystko, ogarnia twarze, i obiecując sobie z całych sił nie modlić się za siebie, lecz za bliźnich, jedzie szczęśliwy tam, gdzie przed grotą z biało-błękitną Najświętszą Panienką chromi wstają, głusi słyszą, ślepi widzą.
Brzask na wschodzie jest już szafranowo-różowy.
Dusza rozkwita.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jerzy Bandrowski.