Pilot św. Teresy/Służba wojskowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jerzy Bandrowski
Tytuł Pilot św. Teresy
Data wydania 1934
Wydawnictwo Księgarnia św. Wojciecha
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
SŁUŻBA WOJSKOWA

Dwuletnią służbę wojskową odbywał Bourjade w 23 pułku artylerji polowej, stojącym w Tuluzie. Ale mimo świetnych tradycyj wojskowych w rodzinie żołnierzem był niedbałym, opieszałym, służbę zbywał byle jak i często wykraczał przeciw regulaminowi. Bez pozwolenia opuszczał garnizon, aby wziąć udział w jakiejś pobożnej pielgrzymce lub w procesji, o mundur nie dbał, sztuka artyleryjska nie ciekawiła go, zajmowały go tylko konie. Podczas wojny wykazał męstwo i walczył jak bohater, ale w czasach pokojowych zupełnie sobie służbę i wojsko lekceważył. Doszło do tego, że w mundurze artylerzysty brał udział w kwestach podczas procesyj i obchodów religijnych. Uchodziło mu to bezkarnie raz dlatego, że miał szczęście, powtóre, iż ten rzekomy „prostaczek” był po swojemu bardzo sprytny i nigdy nie robił nic bez zastanowienia.
Peyriller, jego biograf, charakteryzuje go w następujący sposób:
„Niełatwo było „nabrać” naszego artylerzystę. Kopy gwarancyj potrzebował, zanim coś przedsięwziął. Zawsze rozsądny i podejrzliwy, sprawiał wrażenie bojaźliwego, albowiem, będąc zbyt skromnym, nie umiał przezwyciężyć nieśmiałości. Nie było w nim nic imponującego, nie przedstawiał się korzystnie. Milczący, zrównoważony, mający się na baczności przed wszystkiem, co ordynarne, niedowierzał ani wyskokom humoru ani entuzjazmowi. Badał, odmierzał, obliczał każdy krok. O, mój Boże! Jakież wielkie, zimne oczy i jak czcigodną twarz miał ten młody starzec! Czyż to istotnie on, ten Bourjade, który ma zdobyć przestworze podniebne? Niema w nim nic z młodego śmiałka, który wierzy w swą gwiazdę i puszcza się na awanturę. Ale kiedy Bourjade, rozważywszy wszystko, zacznie działać, ileż śmiałości i jaka solidna pewność w jego rozmachu! Idzie prosto przed siebie, nie waha się, nie wątpi ani na chwilę.”
Wracając do wojaczki Bourjade'a, dodamy jeszcze, że lekceważenia regulaminu nie wyzbył się nawet podczas wojny. Peyriller opowiada, jak pewnego razu Bourjade, już jako brygadjer na froncie, zaspał „rondę” i nawet nie starał się tego ukryć, nie zdając sobie sprawy, iż to zaniedbanie się w służbie w obliczu nieprzyjaciela jest przewinieniem bardzo poważnem i może mieć przykre następstwa. Kiedyindziej znów, gdy jechał na urlop, już jako oficer, bratu swemu młodszemu, również jadącemu z frontu do domu, dał swój płaszcz oficerski, aby go w ten sposób uwolnić od różnych formalności, jakim podlegali prości żołnierze. Jest to tem dziwniejsze, że najstarszy brat Bourjade'a, kapitan piechoty, oficer zawodowy, był żołnierzem z zamiłowania, jak wielu zresztą członków tej rodziny. (Paweł Bourjade, ranny zaraz na początku wojny, jak tylko się wyleczył, na własne żądanie został odkomenderowany na front i padł w Belgji.)
Czemu tyle miejsca poświęcamy roztrząsaniu zalet i wad Bourjade'a jako żołnierza? Cóż wspólnego może mieć służba wojskowa z pracą apostolską?
Z pracą apostolską wspólnego nie ma nic, ale rzuca bardzo ciekawe światło na charakter Bourjade'a.
Z armij wszytkich narodów, zwłaszcza z armji portugalskiej, hiszpańskiej, a przedewszystkiem francuskiej, wyszło niemało mężów prawdziwie religijnych, którzy wiernie i gorliwie służyli Bogu i Kościołowi. I niema w tem nic dziwnego — oczywiście, o ile żołnierz nie jest żołdakiem czy najemnym mordercą, lecz poważnie zapatruje się na swoje rzemiosło i wynikające z niego obowiązki. To znów zależy od ducha armji.
Otóż wiadomą jest rzeczą, że duch ten najwyżej stał zawsze w armji francuskiej. We Francji armja była i jest nietykalną świętością narodową, w której czuwa się nietylko nad wyrobieniem i wartością bojową żołnierza, ale także nad jego poczuciem honoru i rozwojem moralnym. To sprawia, że żołnierze sumienni i myślący uczciwie, zastanawiając się nad celami i zadaniami swej służby i swego zawodu, zrozumiawszy całą jego ideową doniosłość, skolei zaczynają myśleć o swych obowiązkach wobec społeczeństwa, co konsekwentnie prowadzi do myślenia o sprawach Boskich i obowiązkach wobec Boga. Zrozumienie jednego obowiązku zawsze prędzej czy później daje zrozumienie wszystkich obowiązków, lecz rzecz prosta, człowiekowi myślącemu rzetelnie i odważnie.
Tak było z współczesnym Bourjade'owi Ernestem Psicharim, porucznikiem artylerji we francuskiej legji cudzoziemskiej w Afryce, słynnym autorem przepięknych „Głosów wołających na pustyni”. Młody ten oficer, z pochodzenia Grek, w dodatku prawosławny, był wojskowym całą duszą, kochał swój zawód i gorliwie spełniał wszystkie związane z nim obowiązki. Następstwem tego było, iż spotkawszy się z teologami arabskimi i spostrzegłszy, jak śmiało oni wyznają swego proroka i jak ściśle trzymają się jego przepisów, zaczął się zastanawiać nad światem chrześcijańskim i jego religijną oziębłością, wreszcie nad sobą i swą własną obojętnością religijną, co ostatecznie skłoniło go do przejścia na katolicyzm i wstąpienia do klasztoru. Jako żołnierz z przekonania, wprowadzający zawsze w czyn to, co uznał za dobre, już jako oficer w czynnej służbie był katolikiem gorliwie praktykującym.
Drugi taki przykład podaje Peyriller, który wspomina o religijnym żołnierzu, również pisarzu katolickim, nazwiskiem Maurycy Vincent. Żołnierz ten w naiwności swej i pokorze ducha błagał Boga o łaskę, aby mógł tak dobrze jeździć konno, jak jego kapitan.
Przykładów takich moglibyśmy przytoczyć bardzo wiele. Szczery, prawdziwy, poważny żołnierz jest prawie zawsze religijny, na co dowodów mogłaby dostarczyć i nasza armja. Nie trzeba tedy przypuszczać, że zaniedbywanie się Bourjade'a w czasie służby wojskowej miało źródło w jego religijnym poglądzie na świat i wynikającej stąd niechęci do broni. Rozumie się, jak wszyscy, tak i on uważał służbę wojskową za „malum necessarium”, a wojnę za tragedję i nieszczęście. Wojsko mu nie imponowało, nie pociągało go, duszy jego w ograniczeniu regulaminowem było zbyt ciasno, czemu nie można się dziwić.
Jednakże, jak to wkrótce zobaczymy, walczył mężnie z prawdziwą pogardą śmierci, a gdy mu przyjaciela zabito, potrafił się za niego mścić.
Czemże tedy wytłumaczyć te sprzeczności?
Bourjade nie znosił karności, narzuconej zgóry, ponieważ był samotnikiem, anachoretą z urodzenia.
Dlatego mógł być bohaterskim rycerzem, ale nigdy żołnierzem.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jerzy Bandrowski.