Pierwsze sprawozdanie z prac nadesłanych na konkurs im. Lindego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Nehring
Tytuł Pierwsze sprawozdanie z prac nadesłanych na konkurs im. Lindego
Pochodzenie Materyały i prace Komisyi Językowej Akademii Umiejętności w Krakowie
Data wydania 1901
Wydawnictwo Akademia Umiejętności
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na commons
Indeks stron
Władysław Nehring.

Pierwsze sprawozdanie z prac nadesłanych na konkurs im. Lindego.


Słownik języka polskiego ułożony pod redakcją Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysł. Niedźwiedzkiego, od r. 1898 aż dotąd (r. 1901) 8 zeszytów. Pierwsze 6 zesz. stanowią tom I.
Przedsięwzięcie to, przed kilka laty rozpoczęte, jest niewątpliwie trudne, już dla tego, że niema monografii i systematycznych prac przygotowawczych, autorowie więc sami z gruntu wszystko tworzą; dawniejsze słowniki Mączyńskiego, Knapskiego, Mrongowiusa, Lindego i inne mogły być tylko niewystarczającem źródłem; niema staropolskiego w całości i w częściach, niema słownika z biblii Szarospatackiej i następnych, nie ma słownika Keja, Kaspra Miaskowskiego, Hieronima Morsztyna, Samuela ze Skrzypny Twardowskiego, Wespazyana Kochowskiego i innych. Pomijając drobniejsze prace, jak słownik do Psałterza Floryańskiego, istnieją prawdopodobnie tylko trzy prace przygotowawcze: Miklosicza słownik etymologiczny i słownik tureckich wyrazów w językach słowiańskich, podobna praca Karłowicza, prace słownikarskie L. Malinowskiego, rozprawa o wyrazach złożonych w języku Klonowicza i o języku Wacława Potockiego. Tyle do historyi dawniejszego języka polskiego, do systematycznego zaś zarejestrowania zasobów z nowszych czasów nie ma w ogóle prac przygotowawczych.
Z tych powodów możnaby przedewszystkiem najprzód pragnąć poszczególnych słowników (monograficznych prac), a dopiero potem wyglądać nowego słownika ogólnego. Kto dzisiaj zabiera się do ułożenia słownika większych rozmiarów, powinien stworzyć coś lepszego od Lindego przynajmniej w pewnych względach: etymologia u Lindego jest niewystarczająca albo nie wytrzymuje krytyki; cytaty sięgają tylko do początku XIX wieku, a ze staropolskiego języka wcale ich niema, bo za czasów Lindego nikt się nim nie zajmował; porównania też z innemi językami zbyt częsta są bez wartości. W tych i w innych względach słownik Karłowicza, Kryńskiego, Niedźwiedzkiego odpowiada poważnym wymaganiom.
Przejrzałem, o ile czas wolny od obowiązków pozwalał, dobrze połowę materyału w nadesłanych 8 zeszytach; kilka liter studyowałem z gruntu; przeglądałem przedewszystkiem obce i rzadkie wyrazy i w bardzo wielu razach poddawałem dokładnemu egzaminowi wyrazy, czy i jak zostały uwzględniane. Z tego zakresu wypisuję następujące uwagi.
Sąd utrudniony przez to, że objaśnienia do tego lub owego wyrazu mają być dane dopiero później, kiedy wyraz ten przytoczony będzie w innej formie pod inną literą; tak dopiero później dowiemy się, jak powstało a wej, kiedy przyjdzie kulej na wej. Na objaśnienie pierwiastków też jeszcze długo mamy czekać, bo na końcu całego dzieła dopiero będzie umieszczone.
Nie zawsze do cytatu podane źródło, z którego wyraz wzięty. Pomijając wiele przypadków obojętnych, przytaczam z zesz. I cytat pod wyr. abrys: „Mieć w głowie abrys szczęścia a pustki w kieszeni"; autor nie podany. Nie każdy sobie przypomni, że to dowcipne dictum wzięte jest z niebardzo znanej, ale bardzo uwagi godnej komedyi Jana Drozdowskiego „Literat z biedy“ r. 1786. Imię Drozdowskiego nie podane też wcale w spisie autorów, dopiero w jednym z późniejszych zeszytów; wykaz autorów z dopełnieniami uważać też należy za tymczasowy. Przy wyrazach ludowych, powiatowszczyznach i t. p. wiele razy nie podano ojczyzny wyrazu, a choć niektóre z nich zapewne są w użyciu w wielu okolicach, to bywają też i takie, które są przywiązane do pewnej ziemi: jarzynek = Häring jest tylko szląskie słowo; braknie w słowniku zresztą wyrazów górnoszląskicb jak jarząg = także utworzone z niem. Häring, jata = chata (podane przez J. S. Bandtkego w Mrówce poznańskiej, 2 tomy, 1821 i 1822). Kapelusz tam na Szląsku nazywają kłobukiem albo czapką, czapkę mycką (Mütze); harny znaczy tam i gdzieindziej (n. p. w Galicyi) = ładny, jak takie zapisał J. S. Bandtke w Mrówce; czy inne szląskie opuszczone? pokaże się dopiero później. Natomiast wielkopolskie są wyrazy gamza = niezdarny (nie ma), kikutek = koniuszczek, końdek = kąsek, fronfest i inne, na które jeszcze kolej nie przyszła.
Braknie też czasem cytatu przy podanym wyrazie; obok karmia podane karma, ale przykładu na to, czego czytelnik chciwie wygląda, niema; może to błąd zamiast karḿ. Nie zawsze znaczenia wyrazów poszczególnych wyczerpnięte: przy wyrazie dziubka braknie znaczenia = kura; przy bekuła braknie znaczenia drugiego tyle co beksa; kichać ma znaczyć tylko cacare, zapomniane znaczenie stemutare; bydlić jest, ale braknie staropolskie bydlić = przebywać z ps. Puł.; bęben = dzieciak wprawdzie jest, ale braknie znaczenia siódmego = dziecię , dzieciątko i braknie wyrazu oryginalnego, z którego powstał, t. j. włoskie baynbino dzieciątko, tyle razy używane u włoskich malarzy „Maria con bambino“. Inne opuszczenia zobacz niżej.
Żródłosłów, „pień“ oznaczają autorowie znakiem < >. Zródłosłów, pierwiastek, choć jest tylko naukowym preparatem, powinien być zrozumiałym i dającym się wymówić. Niema więc zgody na <k> przy wyrazach gdy i gdzie; czemu nie ? ale autorowie nie posługują się samogłoskami głuchemi ъ i ь; przy dbać podane jest <db>, czemu nie dba? do dziewka etc. i do dziki podany jest pierwiastek <dziw>, to drugie widocznie przez wzgląd na dziwoki, na który to wyraz powinna być przy dziki wskazówka. Ale podanie jednego pierwiastka do dwu familii wyrazów jest bałamutne; czemu nie dziw I i dziw II? Przy wyrazie kara podane <kor>, ale bez odsyłacza do korny, korzyć się i t. d.; przy wyrazie Kaszuba (braknie Kaszeba) nie ma też wcale wytłumaczenia < >. Przy wyrazach czczy, cknić sie, podane są jako źródłosłów, pierwiastek lub „pień“ także „niewymowne“ <tsk>, również przy wyrażeniu do cna, w tym zaś przypadku, choćby z głuchą samogłoską, etymologia wątpliwej trafności; do cna = do cnego ze znaczeniem pierwotnem, nie dzisiejszem; więc pierwiastek <čьs>. Do wyrazów zaczynających się od f przytaczam następujące uwagi:
firleje wytłumaczone należycie z staro-francuskiego i staro- niemieckiego, to objaśnienie potwierdził w ostatnim zeszycie Ludu VII, i Dr. Ki.; frant wytłumaczone z niem. freund. zapewne dobrze przez wzgląd na besztefrant = beste freund, ale czemu niema odsyłacza? przy fabryka braknie znaczenia ósmego = ogół prac w gospodarstwie rolnem, wiejskiem z wyłączeniem robót w polu; facet w znaczeniu osobnika pewnie wywieść należy od faciata, facies, a nie od facetus; porównaj facjata pod nr. 4; facka „z czeskiego“, ale pierwotnie pewnie z łacińskiego facies; por. Matzenauer „Cizí slova“, z którego autorowie wogóle nie dosyć korzystali; fafoł „może w związku z fawor, faforek“? ale bliżej nasuwa się porównanie z czeskiem fafulek = flocke; fagola = człowiek przebiegły ma mieć związek z Vogel albo fegen? zapewne pochodzi od fagas; fajt (ludowe) powstało z starodolno-niemieckiego fallt, porównaj rym! z niemieckiego rüm = (he)rum; fasąg albo wasąg pochodzi z niemieckiego Fassung, a nie z francuskiego façon; fedrować „z niemieckiego fordem“, ma być fordem, przecież dobrze objaśnione fołdrować; przy fidryganc braknie formy świdrygans; fontaż znaczy nietylko kokarda, ale i lekka tiulowa materya; firanka nie z dawnego niemieckiego Fürhang, tylko z górnoniemieckiego Fürhang zamiast Vorhang; przyimek vor jak w Yortuch (fartuch) jest dolnoniemiecki; freybiter, pi. freybiterowie pochodzi z niem. Freibeuter (wysłani przez Zygmunta Augusta na morze bałtyckie, zobacz Kronikę J. Bielskiego); fagas wywiedzione z łacińskiego yagus, co jest wątpliwe przez wzgląd na uwagi Matzenauera; fetysz nie jest bóstwo rękoma ludzkiemi zrobione, tylko utwór natury; fircyk pochodzi zapewne z rosyjskiego Ферикь = dzisiejszy gigerl. Braknie wyrazów faramuszka żartobliwie w znaczeniu gry karcianej faraon; dalej brakuje fignąć („igła — kominem wyfigła“, przysłowie), brak fintak = służący przebiegły, figulus = figlarz, foryś = Voraus: „mieć forysia w głowie“ przysł.; foza u Kochowskiego w znaczeniu model nie objaśnione. Odnośnie do litery h. We wstępnej uwadze można było dodać, że zamiast hańba w psałterza Flor. jest gańba i że jeszcze Naruszewicz używał gołota zamiast hołota. Przy wyrazie herb należało się przypomnieć gómoszląskie muterne herby = cząstka przypadająca po matce; heroj pochodzi niezawodnie z greckiego, ale bezpośrednio z rosyjskiego герой, heroina z pewnością z francuskiego; hucuł niedostatecznie objaśnione, właściwie huc (= uz) + ul; Uzouwie było nazwą Kumanów, ul jest artykułem w rumuńskim języku jak n. p. lupul z łacińskiego lupus; więc hucułowie = potomkowie Uzów zromanizowanych, a następnie zruszczonych; hultaj objaśnione z ukraińskiego hultaj, ale należyte objaśnienie zaczyna się od ruskiego гудятъ spatiari i vagari; taj jest suffiksem jak n. p. w rataj; holować ma jeszcze znaczenie czwarte = ciągnąć za sobą, n. p. większy statek albo parowiec holuje mniejszą łódź, szkutę z ładunkiem; henna podane bez znaczenia; halaspas u Kochowskiego i innych nie może być z ukraińskiego hałapas = darmojad wytłumaczone; hajer górnoszląskie z niemieckiego Hӓuer nie Hauer; hujtnąć ma wsunięte j, jak sujnąć, szajstać i inne, więc hutnąć, hucnąć, hocnąć; haj oznaczone jako staropolskie, ale bez przytoczonego przykładu; hajba obok hańba bez przykładu; hajać z odniesieniem do chajać, ale czy z niemieckiego hegen? hajta etc. = na spacer! ale to samo co halu, haniu, brak odnośnika; hajtman nie wprost z niemieckiego Hauptmann, ale bezpośrednio z czeskiego hejptman, hejtman; hak nie z niemieckiego Hacke, ale z niemieckiego Haken; hajer nie objaśnione; hala ma pochodzić z czeskiego hola = goła, ale to zdaje się być rumuński wyraz; hadki („rzecz hadka“) nie dostatecznie objaśnione; hajdawery „może z czeskiego hajdy veri“, co to ma znaczyć? takich wyrazów w czeskiem nie ma. Braknie hotta (okrzyk na leniwe konie), braknie ludowego hojna = choinka, drzewko. Do hele-pele dodaję heciepecie: jeżeli to ma stać w słowniku, to należało przytoczyć całą tę zabawkę dla dzieci = Hecie-pecie, gdzie jedziecie? hędry-pędry na olędry; hoco-poco? hele-pele, na wesele! — z odsyłaczami.
Uwagi odnośnie do innych liter.
ać 1 = niech, wytłumaczone z czeskiego at’, nie przytoczono zaś przykładu ze staropolskiego; w Nehringa Altpolnische Sprachdenkmӓler zachodzi w czterech miejscach; agrest wprawdzie z podaniem wszystkich form ludowych, ale bez <>, zapewne z łacińskiego agrestis, niema też znaczenia = Stachelbeere; ano wytłomaczono z a + no, czemu nie z a + ono? przy biusthalter braknie znaku +; przy bakać braknie cytatu z psałterza Puławskiego; braknie berbelucha licha, mętna wódka, wogóle mętny płyn; braknie bezednowy z Ps. Flor.; do buczyć sie i do buklerz scutum braknie także cytatu z Ps. Flor.; również bydło = posessio; obok cieciora braknie również ciecierza z cytatem z Ps. Flor.; item braknie gabać vexare, giący, gorać, górąjacy z Ps. Flor.; przy chrust braknie z Ps. Flor. formy chrąst; dobytczę jest, ale brak cytatu z Ps. Puł; niema starej formy czakać; cały artykuł apleucha jest niejasny i bałamutny, co n. p. ma znaczyć skrócenie Rs, którego niema w wykazie? gzło ma pewnie ten sam początek, co koszula, t. j. z łacińskiego casula; braknie gula wydętość na gardle, używane także w listach Krasickiego; braknie też gallareda u Kochowskiego = gala + Rede? przy dziać braknie znaczenia mówić, używane tylko w praes. 3. os. sg. dzie = inquit w Kaz. Gnieź.; przy kam braknie formy kano, z której kam przez utratę ostatniej samogłoski powstało, jak tam z tamo; kam lapis zapewne nie zachodzi, zaś kamień ma wprawdzie pierwiastek ka, ale suffiks nie m, tylko men; kapcan, kapsonieć i t. d. pochodzą rzeczywiście z żydowszczyzny, ale artykuł jest niezupełny, por. Dr. Zivier „Studien zum Suprasler Codex“, mianowicie tezę pierwszą; karczma „<zap. od charcz>“, ale bez odsyłacza do charcz, charcz zaś z arabskiego zardž i t. d.; Miklosicz Et. W. nie uznaje tego wywodu pod wyrazem karczma, należało się opinią lepiej uzasadnić; przy ciążebnik jest cytat, ale bez wymienienia źródła; braknie formy bazan przy bażant z liczbą mnogą bazani u Hier. Morsztyna w Banialuce.
Ostatnie uwagi. Słownik nie jest bez szczerb i różnych uchybień, jak pokazują powyższe uwagi, które dałyby się jeszcze pomnożyć. Jednakże są wielkie zalety, a te przeważają bardzo znacznie. Z małemi wyjątkami Słownik zawiera cały zasób wyrazów używanych w mowie piśmiennej i ustnej ; nie braknie nawet takich słów, jak zapomniane już dziś kalospinthechromokrene, nie braknie nawet wyrazów ludowych, jak heruś z niemieckiego heraus, jak widać z akcentu. Definicye i wyjaśnienia wyrazów są wystaczające. trafne i zrozumiałe. Jeżeli Miklosiczowi poczytywano za dobre, że wyrazy słowiańskie tłumaczył przez równoznaczne łacińskie, niemieckie, francuskie i t. d., to na bezwzględne uznanie zasługuje metoda autorów tłumaczenia wyrazów, w szczególności obcych, w definicyach polskich wyczerpujących i zrozumiałych. Wiele takich definicyi wyrazów technicznych z zakresu nauk przyrodzonych, filozofiii, muzyki i t. d. jest pożądaną skarbniczką wiadomości i drogoskazem do nieznanych albo małoznanych zakresów nauki. Słabą stroną są etymologiczne objaśnienia zamknięte wnuwiaso, ale spodziewać się należy, że przy końcu dzieła będą dodane uzupełniające objaśnienia. Przez wzgląd na wymienione zalety i przez wzgląd na konieczność poparcia tak ważnego przedsięwzięcia, jeżeli Akademia nie jest zasadniczo przeciwko premiowaniu prac niewykończonych, głosuję chętnie za przyznaniem nagrody.

Pisałem w Wrocławiu w lutym 1901.
Wł. Nehring.


2) J. Karłowicz, Słownik gwar polskich, Tom pierwszy A do E. 1900, str. 456. 8-e.
Autor rozpoczął dzieło ważne i niemałej zasługi, zebrał w jedno rozproszone w różnych zapiskach zasoby wyrazów i wyrażeń ludowych, uzupełniając ten zbiór własnemi i z różnych stron odebranemi zapiskami; i choć to jest pierwsza w tym kierunku praca skierowana ku całkowitemu wyczerpnięciu, to od razu okazuje znaczne zalety; widać sumienną 30-letnią pracę.
Przeczytałem z uwagą i zajęciem cały tom. Spostrzegłem przytem następujące uchybienia: a) ważniejsze. Przy wielu wyrazach ludowych nie wykazane pochodzenie ich od obcych, n. p. cicia = kot, który to wyraz prawdopodobnie pochodzi z niemieckiego Kitsche; bałwan nie objaśnione dostatecznie; jest odsyłacz do Prac filologicznych IV, 798 , ale tam stoi tylko: bałwan = bałwan; wyraz zaś ten ma trzy znaczenia: posąg idolum, głupiec i fala (Welle), to ostatnie znaczenie jest pewnie ogólno-polskie; pod wyrazem baran braknie wyrażenia „wziąć na barany“ = wziąć na bary, na ramiona; pod wyrazem Bartłomiej braknie z Kazań Gnieźnieńskich żartobliwej formy Bartodziej; braknie wyrazu bemben w znaczeniu dziecko, z włoskiego bambino; niema wyrazu bejama = najniższa szkoła z łacińskiego beanus; niema brukiew którą na Szląsku nazywają kłaki; nie ma ciupa w znaczeniu więzienie, koza, nie ma także ciupka = ciasna izdebka; czeremcha jest wyraz ruski, jako taki nie oznaczony, polski brzmi trzemcha, porównaj Trzemeszno; pod wyrazem czczyca niema tszczyca z psałt. Flor.; braknie cichocie bądźcie; dardanelski (osioł) nie objaśnione, na Wielkopolsce dardański; braknie derdą (derdem) = wolnym kłusem, braknie też dla porównania truchtem tegoż znaczenia; braknie dziubka zdrobniale = kura; przy dukać jest odsyłacz do dukwieć, ale tego wyrazu niema, a szkoda, bo byłaby okazya do wytłumaczenia, że to wykoszlawione tkwieć; osobno tylko jest dulczyć, ale bez związku; przy wyrazie doonaczyć nie ma wzmianki, że w Ostrzeszowskiem lud obywa się w wielu przypadkach słowem oznaczyć (zonaczyć, przeonaczyć, wyonaczyć i t. d. = inaczyć?) b) mniej ważne. Baszoṵ zdaje się być z rosyjskiego помедть zapomniane baśka = kwiecie wierzby i topoli, jest tylko bazie (plur.); pod belno stoi nazwa wsi Belno, ale nie słusznie, bo Belno oznacza miejsce, gdzie obficie rośnie byl, bel; braknie żartobliwego frazesu widzieć księdza bez (przez) głowy w kościele; braknie bana zamiast będę na Szląsku; przy bęcwał brakuje bandzwół; braknie brdyś = ogier; cienkusz (nie cieńkusz) znany też w Gnieźnieńskiem = liche, młode piwo; bzduraznaczy też człowiek, który plecie ladaco = niezdara; alkierz jest, ale niema pochodzenia od Erker; chandra i darmy pewnie nie są ludowe; nie ma byś! w znaczeniu beiss! (podszczuwanie psa); chomąto nie wytłumaczone, z cytatów znaczenie nie wynika; przy chwierut brakuje firlu; ciadrach nie objaśnione; ćpać nie cpać; nie ma też ćpic z formą ćpiuł; comber nie objaśnione; obok cera przytoczono też dcera, ale bez cytatu; cygan, cyganić znaczy także kłamca, łgać; donia, czemu nie z donna? zapewne zasłyszane przy dworze; nie wytłumaczone do cna; braknie ciułać.
Gdyby wolno było żądać wydobycia ludowych wyrażeń z takich pisarzy, jak Mik. Rej, Kasp. Miaskowski, Hieronim Morsztyn, Samuel ze Skrzypny Twardowski i inni (język W. Potockiego jest teraz opracowany), i gdyby ten gwarowy materyał znalazł był miejsce w Słowniku Karłowicza, to słownik ten byłby jeszcze obfitszy i więcej miał wartości jak obecnie. W Banialuce H. Morsztyna jest jedno długie miejsce, któreby powinno być wyzyskane w słowniku gwarowym. Królewicz szuka Banialuki i w swojej biedzie idzie na pewną górę do starca, który króluje nad zwierzętami, dalej na inną do mędrca, który panuje nad ptakami, wreszcie na trzecią, gdzie przebywa władca wiatrów. Ptaki spytane, czy nie widziały Banialuki, odpowiadały każdy swojem językiem: cieciorki krakały. kuligi prześwistują, chrościele strzykały i t. d. To jeden przykład, możnaby znaleść więcej takich przyczynków.
Mógłbym zapewne więcej opuszczeń wytknąć, gdyby słownik był dalej doprowadzony, jak do litery E.[1] Mam w znacznej części zebrane wyrazy ludowe, jakich używali w Kłecku i okolicy za moich lat chłopięcych prości ludzie; już teraz z tych zapisków widzę, że u Karłowicza nie ma niejednego wyrazu. Możnaby także wytknąć niedostatki z nadesłanego do konkursu słownika Vinulusa iz i nnych[2] źródeł zapomnianych, jak n. p Mrówka Poznańska z r. 1821. Zresztą wyrazy gwarowe nie są jeszcze wcale obficie zebrane, bo prac dyalektologicznych jest zaledwie dwadzieścia. Ale trudno wymagać, żeby Karłowicz czekał, aż wszystkie gwary polskie będą opracowane; jeżeli z niemi tak leniwo pójdzie, jak dotąd, to kto wie, kiedy materyał całkowity będzie zebrany.
Jak już na wstępie było powiedziano, słownik Karłowicza ma znaczne zalety, ale jest to praca faktycznie tylko zaczęta i daleko jej do wykończenia. Do nagrody ma więcej prawa wielki słownik Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego jako ważniejszy, mający większą doniosłość i większą wartość bezwzględną; więcej też odpowiada wymaganiu statutu, że praca konkursowa im. Lindego ma stanowić zaokrągloną i skończoną całość, bo przedstawia ⅓ część całości, słownik gwarowy zaś zaledwie ¼ część całości. Innemu też wymaganiu odpowiada wielki słownik więcej, a mianowicie odznacza się „metodą ściśle naukową“, gdy tymczasem słownik gwarowy nie wszędzie i nie zawsze dosyć trafnie rejestruje te formy i wyrazy swojskie lub obce, z których ludowe powstały.

Pisałem w Wrocławiu na początku marca 1901.

Wł. Nehring.


Przypisy

  1. Tymczasem, w maju 1901, wyszedł drugi tom. — Przyp. red.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – i z innych.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Nehring.