Pieśń w obozie pod Żwańcem 1653

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Pieśń w obozie pod Żwańcem 1653 • Wiersze rozproszone • Jan Andrzej Morsztyn
Pieśń w obozie pod Żwańcem 1653
Wiersze rozproszone
Jan Andrzej Morsztyn

Bracia, bracia, do koni!
Już flaszka na stole
Dopadszy szklanej broni,
Wypadajmy w pole!

By zabito żółdową
Wojnę i z jej głodem!
My wkroczmy [w] służbę nową
Z winem albo z miodem!

Chociażby pod Kamieńcem
Chmielnicki był z chanem —
Mnie pod biesiednym wieńcem
Dobra myśl hetmanem.

Niech, kogo świerzbią plecy,
Wsiada na Tatary —
Ja z niego drwię pijęcy
Petercyment stary.

Nie pytam, co król myśli
I co stawa w radzie,
Jeśli Węgrowie przyszli,
Kto pójdzie w zakładzie.

Fraszka Mikiesz, Kemeni!
Za tego węgrzyna
Każdy z nas ich zamieni,
Co ma w krośnie wina.

Nie chcę na straże nocne,
Na szylwacht, na harce.
To kunszt: zmóc trunki mocne
I szykować garce.

Niech mię wódz w podjazd zaśle
(Do beczki, nie dalej),
Pójdę, lecz przy tym haśle:
"Natocz" albo "nalej".

Niech na mankament prochu
Skarżą się puszkarze:
Byle win stało w lochu,
Sęku na bazarze.

Nie pójdę do potrzeby,
Chociaż trwogę biją,
Ale nadstawię gęby,
Kiedy czop wybiją.

Kiedy żołdu nie płacą
I ćwierci w borg bieżą.
Kiedy i porę tracą,
Zimą nas ciemiężą,

Nalej i daj co trzeba
Sera i gomółki.
Stój! Nie mam do niej chleba
Królewskiego bułki!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Andrzej Morsztyn.