Pieśń o powodzi

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Szenwald
Tytuł Pieśń o powodzi
Pochodzenie Utwory poetyckie
Wydawca Spółdzielnia Wydawnicza „Książka”
Data wydania 1946
Druk Zakłady Graficzne „Książka”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Pieśń o powodzi


Po szerokiej Ameryce tętnią i dudnią
rozchlapane popławy jezior, bagien i rzek.
Akordami C-moll grzmi rozlewne preludium,
burzą wyje śpiew piany, bije bulgot i brzęk.

Idą fal zbuntowanych zwycięskie pochody,
szmaragdowym sztandarem zamiatają piach z dna!
Wyrzucone w grzmot salw, luną w lej płaty wody,
ostry wiatr dymy piany, jako salw dymy, gna!

Czarny bunt białe fale przed gniew swój zapozwał;
czarny łowca rzemienie ściągnął w żył sinych kłąb
i ze smyczy, jak psy, spuścił wściekły wodozwał,
na sto pięter obłędnych, tysiąc tęcz, milion trąb!

Przez przepaście gna w cwał stado panter i Niagar,
kiedy skok — złomy arkad, kiedy rozpęd — to pion.
Drżące Andy za czub chwyta srebrny huragan,
że pękają, kamienne, jak topiący się dzwon.

Z fundamentem rwie dom i kołysze nam otchłań,
płyną miasta żelazne, z hukiem walą się w wir,
ludzi lęk wabi w loch, chłonie toń wrącym kotłem,
młyny ramion drą kołbań, sine zęby żrą żwir.

Któraś pierwsza o dno wiotkie ciało otarła
i rzuciła się naprzód wichrem szumów i bryzg,

muskularna jak koń, ciemna falo Ontaria,
(grzywa, kark, pierś, kopyta — ogień, orkan i błysk!)

jeśli tabun twych sióstr w zawierusze kawalkad
dumne fabryki pognie, domy, tumy, tor, mur,
jeśliś groźna jak tur, i nie fala, lecz walka,
włącz mnie, włącz, o zawrotna, w twój kołowrót i chór!

Ścisnę kark twój okrakiem i z pieśnią na wargach
chyży lot twój rozognię bosą muzyką pięt.
Tratuj, targaj i niszcz, a gdy zniszczysz i stargasz,
piramidę rozlewną nad Ameryką spiętrz!

Zakołuje nad lądem, jak wiatr, błędny wampir,
zawiruje błonami, zaszeleści jak cień,
potem spadnie jak głaz, i we mgle wodnych fanfar
zadmie krwią w trombon z brązu, kiedy pęknie od brzmień.

Wtedy groźne szaleństwem, jak tłum korybantek,
buchną fale na przestrzeń, parte pulsem stu serc:
wstanie siwy Pacyfik i siny Atlantyk,
będzie woda i niebo, będzie cisza i śmierć.

Wiadomości Literackie, 1927 r.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Szenwald.