Pieśń o głodźe/Część II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bruno Jasieński
Tytuł Pieśń o głodźe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy Niezależnych
Miejsce wyd. Kraków
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron



II



w maju,
w zaźeleńonej słonecznej stolicy
spacerowały po trotuarah kobiety dźeći i żołńeże,
gdy nagle
z buhającej aorty pszeczńicy
bęben udeżył.


szli kolumnami,
za rogiem ginęli
szereg za szeregiem rytmiczny i twardy
na pierśah szarych, żołńerskih szyneli,
jak kwiaty,
czerwieńały czerwone kokardy.


za szeregami uliczńicy
z kszykiem i świstem

gońili tańczący,
wyżucali czapki.
ulice śę kłańały białe i czyste.
w wypiekah słońca opadały kwiatki.



pszehodźiły kompańje ruwno, jak na mustsze,
bez komendy tszymały swuj cudowny krok,
wszyscy porwańi jednym
miljonowym
spazmem.
i w tłumie błysk bagnetuw odbił śę,
jak w lustsze
i zahłysnął śę cały dźikim entuzjazmem.



na ulice tłumy jasnyh roześmianyh ludźi
wyżygały na słońce obdrapane domy.
panny . służące . prostytutki
uśmiehają śę do śebie,
jak znajome,
i serca pod bluzkami tłuką im,
jak gongi.
na gmahu poczty i telegrafu
rozwińęta
olbżymia czerwona horągiew
na wszystkih piętrah stukające aparaty

wyżucają podłużne papierowe świstki:
wieść na cztery końce świata
wszystkim . wszystkim . wszystkim.



w tokio zdenerwowany japoński mikado
odbiera rozedrgane, dzwońące depesze
i rozmawia iskrami z londynem
że wyrosły już, zagrażając zagładą
światu
czerwone ręce proletorjatu.



a wieczorem
z czarnego oszalałego miasta,
z katedry,
ćemnymi zaułkami wśrud śpiewuw i świstu
w pole płaszcza kryjąc tważ
ućekał hrystus,
gdy nagle tłum go na placu
dopadł.
pohwyćili ze ręce.
zawlekli.
czarńi obdarći ludźe od kielńi i łopat.
zaćągnęli kszyczącego,
boso,
na rug,

na miejscu samosąd.
kuharki zahrypńęte podnośiły pięśći:
— za naszą kszywdę !
— za nasze curki, co śę poszły po hotelah łajdaczyć !
— za nasze stare, sharowane matki !
— za naszą hańbę pszepłakanyh mąk,
— kturąś dzwonkiem zagłuszał i karmił opłatkiem !
kułakami, laskami zabili, zatłukli.
poturbowane, umęczone ćało
upadło pod razami spracowanyh rąk.



w tym samym czaśe,
kiedy dusza moja w kaloszah „treugolnik”
w warszawie,
w natłoczonym kińe,
śćiśnęta
prużno czekała zbawieńa.
w środku detektywicznego włoskiego dramatu
odńehceńa zerwała śę lenta
i na płutńe wśrud śmiertelnej ćiszy
ukazała śę ta sama scena.
kszyk powstał na sali i pańika.
żućili śę w popłohu do dżwi.
mężczyźńi tratowali kobiety.
prużno ćiskał śę pszy aparaće mehańik,

a gdy wreszće zapalono kinkiety
na ekrańe zostały czarne plamy krwi.



po ulicah snują ludźe jacyś,
ćeńe prawie
i giną zańim słowo śę głośno wymuwi,
a w oświetlonej sali tow. hygieńicznego
histeryczne studentki i gawiedź
oklaskują źewającą estradę,
z kturej kłańał śę glinka i kohał śę tuwim
tważe krwią im zahwytu nabiegły
nalane.
czekajće, tważe te, skądś znam !
to tłum ten sam,
ktury we mńe w zakopanem
rozjuszony w bezbronnego ćiskał jajka i cegły.



i kiedy żegnany oklaskami shodźił ostatńi błazen,
wszedłem wolno na estradę
i powiedźałem prawie ze smutkiem.
— panowie,
— ńic ńe wieće.
— dostałem depeszę.
— dźiśaj wyjeżdżam.

zdaję śę że ńikt śę ńe rozpłakał.
było ćiho.
ktoś zaczął bić brawo.
wyszedłem wolno na ulicę.
dorożka odwiozła mńe na dwożec.
kłańały śę latarńe ńewiadomo po co,
gdy poćąg szyby okien hustką dymu czyśćił.
shyleńi pod piecami
majową nocą
śpiewali na zwrotńicah czarńi maszyńiśći.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bruno Jasieński.