Pieśń Tyrteja

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Pieśń Tyrteja • Cyprian Kamil Norwid
Pieśń Tyrteja
Cyprian Kamil Norwid

 Czemuż... ich pieśni już tak mało pewna
 Treść — i skażonej całości?
 Lutnie ich czemu... z łomliwego drewna,
 A nie ze słoniowej kości?
 — Ta ich łomliwość czemu jednak rzewna?
 Spyta mię serce, łzom żyzne:
 Wygnana, oto, wdzięki swe królewna
 Kryje w poziomą pstrociznę!
  
 I ów, co boski duch na dziejów karty
 Bierze, jak orzeł na skrzydła
 Słońce, Poeta! — czemuż nie pożarty
 Przez lwy... lecz stłoczon od bydła?...
 — Orfeusz czemu mógł piekielne larwy
 Zebrać na strunę, jak pyły,
 I zatrząść nimi, nie zmieniając barwy
 Słów — ni poniżając siły?...
 
 Furiom wspaniałej nie zabijał Ody
 Na hekatombę piekielną,
 Choć szedł po żonę urodziwą, młody,
 Śmiertelny szedł po śmiertelną...
  
 Gdy ty, co śladem tak zacnym ozutą
 Nogę, jak w złotym koturnie,
 Na popiół stawisz Erebu, jak dłuto,
 Miękkiej dające kształt urnie —
 Choć bóg piekielny niegroźnym już bóstwem
 Tobie, przed tobą zjednany:
 I ty — w purpurze (która jest ubóstwem) —
 Ty — król — ty! — czemuś poddany?...
  
 Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą:
 Próżnia — kołyską olbrzyma...
 Eginej!... wielcy poeci przychodzą,
 Gdy poetów wielkich nie ma...
  
 Lecz dziejów karta ma niejedną stronę:
 Jest słowo z brzmienia, jest z ducha;
 I bywa z dachów poetom głoszone,
 Co powiedział wieszcz do ucha.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cyprian Kamil Norwid.