Przejdź do zawartości

Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Pieśni/Księgi pierwsze/Pieśń VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Horacy
Tytuł Oda 27 (Księga III.) / Pieśń VI
Pochodzenie Jana Kochanowskiego Dzieła polskie: wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Wydawca Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Data wyd. [1919]
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Indeks stron

PIEŚŃ VI.[1]


 Acz mię twa droga,[2] miła, barzo boli,
Nie chcę cię trzymać przeciw twojej woli;
Z mej strony bodaj wszystko dobre miała,
Kędy się kolwiek będziesz obracała.

 Lecz sama widzisz, jakie wiatry wstają,
Jakie po niebie chmury się mięszają.
Ja wiem, co umie morze i szalony
Wicher, na wody słone uniesiony.

 Niech żony srogich pohańców i dzieci
Doświadczą, jakim pędem wicher leci,
Morze mieszając; huczą srogie wały,
A brzeżne w gruncie wzdrygają się skały.

 Takci się biednej Europie dostało,
Jeno że wołu chciała przysieść mało,
Bo się znienagła przymknął z nią ku wodzie,
Potem, jak płynie, tak płynie bez łodzie.

 A ta dopiero zlękła się nieboga,
Gdzie pojźrzy — zewsząd morze, zewsząd trwoga,
Brzegu nie widać, przewoźnik niepewny,
Strach serce ujął, a w oczu[3] płacz rzewny.


 A gdy do sławnej Krety przypłynęła,
Z wielkiej tesknice włosy targać jęła,
Skarżąc się z płaczem: Ojcze mój łaskawy,
Któregom zbyła prze me głupie sprawy,

 Com ja tu miała czynić w tej krainie?
Mało jest jedna śmierć panieńskiej winie.
Ale na jawiż[4] płaczę swej lekkości?
Czy mię pokusa[5] łudzi krom winności,

 Która przez wrota kościane wychodzi,
A na człowieka sny dziwne przywodzi?
Lepiejli było przez morze się pławić,
Czy nad polnymi kwiatkami się bawić?

 By mi się teraz dostał jako w ręce
On wół bezecny, byłby w takiej męce,
Żeby mu ze łba musiały spaść rogi,
Chociaż był u mnie niedawno tak drogi.

 Nie miałam wstydu, dom swój opuszczając,
I teraz nie mam, śmierci odkładając;
Boże mój, jeśli słyszysz prośbę moję,
Niechaj dziś nago w pośrzodku lwów stoję.

 Pierwej, niż pleśnią piękna twarz przypadnie,
I zupełnemu ciału krasa spadnie,
Niechaj mię wilcy pożrą w tej gładkości,
A po pustyniach rozniosą me kości.


 Nikczemna dziewko, ojciec ci przyciska,[6]
Czemu nie umrzesz? strzyma[7] cię ta nizka
Jedlina i pas, zaniesiony w cale;
A jeślić milsza śmierć na ostrej skale,

 Daj się w moc wiatrom, a skocz z góry śmiele,
Niżbyś wolała siedzieć u kądziele,
Królewska dziewka, i być w ręce dana
Srogiej pogance, winna bywszy pana.




  1. ↑ przekład ody Horacego do Galatei (III, 27); Kochanowski opuścił trzy pierwsze i dwie ostatnie zwrotki oryginału.
  2. ↑ podróż.
  3. ↑ liczba podwójna.
  4. ↑ czy na jawie?
  5. ↑ widziadła senne.
  6. ↑ nalega na ciebie.
  7. ↑ utrzyma.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Horacy, Jan Kochanowski.