Piękna królewna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zygmunt Różycki
Tytuł Piękna królewna
Pochodzenie Wybór poezyi
Data wydania 1911
Wydawnictwo Towarzystwo Akcyjne S. Orgelbranda Synów
Druk Towarzystwo Akcyjne S. Orgelbranda Synów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PIĘKNA KRÓLEWNA.
I.

W ustroni pięknej, dzikiej i odludnej,
Wśród gęstych borów, malowniczych dolin,
Pod tchnieniem wiecznie grających mandolin
Rzek i ruczajów, stoi mój przecudny

Pałac, mozajką kosztowną zdobiony
I alabastru przezroczystą bielą —
Wkrąg się ogrody rozkwitnione ścielą,
W których fontanny rzewliwymi tony

Po nocach płaczą — a w poranek blady,
Ledwo rozplecie świt swe złote kosy,
Różowe nimfy i smukłe najady,

Zwilżywszy ciała w perłach rzeźkiej rosy,
Swój pląs miłosny, tajemniczy wiodą
Pod oleandrów cienistych ochłodą.





II.

W moim pałacu świetne są komnaty,
Tonące w luster przeźroczym krysztale —
Posadzki złote błyszczą się wspaniale,
Rzucają wokół słoneczne poświaty.

Gdzie sięgnąć okiem: purpura, szkarłaty,
Tu ówdzie dywan rzucony niedbale,
Srebrne kolumny, świeczniki — opale,
Pióra kolibrów, egzotyczne kwiaty.

Wszystko tu piękne — ale jest świetlica,
Co w sobie cuda niepojęte kryje:
Wonność ją wschodnich olejków przesyca,

Białe narcyzy i białe lilije
Pną się po ścianach aż pod strop niebieski,
Siany gwiazdami, zdobny w dziwne freski.





III.

Tu na, przetkanym bisiorem, atłasie,
Pod złotych kotar wykwintną zasłoną,
Wsłuchana w komnat ciszę niezmąconą,
Leży królewna niedościgła w krasie.

Jej lica świtu zróżowieniem płoną,
Jej oczy ciemnoszafirowe, zda się,
Patrzą, jak w słońca rozzłoconym pasie
Obłoki jasne, białorunne toną.

Leży bez ruchu czarująca, cicha,
Kwiecianą wonią uśpiona, zaklęta —
i tylko pierś jej lekko odsłonięta

Niekiedy zadrży i szybciej oddycha,
Lub świeże usta, wabiące rozkoszą,
Zda się, miłosnych pocałunków proszą...





IV.

W srebrzyste zmierzchy, ledwo się rozgędzie
Lutnia cichości wieczorowej śpiewna,
Mknie moja jasna, zaklęta królewna
Nad brzegi jezior patrzeć, jak łabędzie

Białością skrzydeł prują wód zwierciadła,
Jak ponad złoto-szafirową głębią
Przejrzyste mgiełki plączą się i kłębią,
Jak gwiazd świecących niebieskie widziadła

Padają w tonie — i jak księżyc blady,
W tęskniącej pieśni fontann zakochany,
Prześwieca złotem po przez drzew arkady,

Jak na posągów marmurowe ściany,
Gdzie lśnią postacie Psyche i Erosa,
Pada kroplista, srebrniejąca rosa.





V.

W onych ogrodach o północnej chwili,
Gdy przestwór nieba blaskiem się rozśnieży,
W moje objęcia się królewna chyli
I znowu czuję zapach ust jej świeży

I znowu włosów jej trefione zwoje,
Co promienieją gdyby blask miesiąca,
Mych krzepkich ramion otulają dwoje,

I znowu widzę, jak jej pierś drgająca
Ku mojej piersi zbliża się bezwiednie,
Jak wiotka postać pręży się i słania,

Jak twarz jej piękna płoni się, to blednie,
Tu — w pośród kaskad oddalonych łkania,
Wśród woni kwiatów i słowiczych pieśni,
Jak cudna bajka, życie nam się prześni.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zygmunt Różycki.