Przejdź do zawartości

Piękna doboszanka/VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Cieszkowski
Tytuł Piękna doboszanka
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wyd. [1926]
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
VIII.
W MOCY TRYBUNAŁU LUBELSKIEGO.

Od chwili uwięzienia rozpoczyna się dla pięknej Aleksandry szereg niepowodzeń. Kozak Bartosz Zatorski, jej pierwszy mąż, który według jej zeznań przedwstępnych miał nie żyć już od dawna, zjawia się nagle, jak deus ex machina przed Trybunałem i zeznaje pod przysięgą, że oskarżona jest jego prawowitą żoną Jadwigą Machówną, córką dobosza Hrehorego i Marjanny z Kolbuszowej.
Następnie zeznał Bartosz Zatorski, że taż jego żona po niespełna rocznem z nim pożyciu uciekła od niego i, jak się później dowiedział, czas jakiś w Krakowie „nierządem się bawiła“, poczem wróciła do niego, lecz niebawem powtórnie go opuściła i odtąd stracił ją zupełnie z oczu.
Zeznania Bartosza Zatorskiego były zabójcze dla oskarżonej i w zupełności wystarczające dla dowiedzenia jej zbrodni bigamji do tego stopnia, że zaniechano dalszych usilnych poszukiwań kawalera Colatti.
Co się zaś tyczy fałszerstwa dokumentów, dowodzących jakoby oskarżona była Aleksandrą z Rytwian Zborowską, córką Marcina, zeznała przed Trybunałem również pod przysięgą pani Godlewska, wdowa po pierwszym swym mężu Marcinie z Rytwian Zborowskim, przedstawiając Trybunałowi urzędowe zaświadczenie, jako że Marcin z Rytwian Zborowski, umarł w 1649 roku, a więc nie mógł być ojcem oskarżonej, mniemanej Aleksandry Zborowskiej, skoro według przedstawionej Trybunałowi przez oskarżoną metryki jej chrztu miała się ona rodzić w 1651 r., to jest w dwa (!) lata po śmierci swego ojca. Zresztą ta sama metryka cytuje jako żonę Marcina z Rytwian Zborowskiego, a matkę mniemanej Aleksandry, jakąś Marjannę Kopciównę, podczas kiedy zeznająca (p. Godlewska) jest urodzoną Domaradzką i żyła w ślubnym związku ze wspomnianym wyżej Marcinem z Rytwian Zborowskim lat dziesięć od 1639 do 1649 r., t. j. do śmierci tego ostatniego.
Sprawa mniemanej Aleksandry Zborowskiej, a właściwie Jadwigi Zatorskiej, urodzonej Machówny, bo oczywiście wszystkie jej następnie zawierane związki małżeńskie (z kawalerem Colatti‘m, kasztelanicem Rupniewskim i starostą Domaszewskim) zostały ipso facto unieważnione, wobec tak jawnych i nieulegających wątpliwości dowodów i zeznań zaprzysiężonych, była rozpaczliwą. Wszystkie zarzucane jej zbrodnie zostały dowiedzione i na posiedzeniu Trybunału lubelskiego pod laską Piotra Opalińskiego, wojewody łęczyckiego, zapadł wyrok skazujący Jadwigę, córkę dobosza Hrehorego Macha i Marjanny z Kolbuszowej, a żonę kozaka Bartosza Zatorskiego na karę oderwania kleszczami piersi, a potem oddania jej pod miecz katowski.

Syn zaś jej, Adam Krzysztof, jako urodzony w związku nieślubnym, uznany został tym samym wyrokiem za nieprawe dziecko i jako takie usunięte od dziedziczenia po zmarłym kasztelanicu Rupniewskim. Ślad po nim całkowicie zaginął, prawdopodobnie musiał on jeszcze w dzieciństwie umrzeć.
Wyrok Trybunału został wykonany 12 lipca 1681 r. Dnia tego wczesnym rankiem Jadwiga Zatorska wprowadzona została w Lublinie na szafot. W ostatniej chwili przed egzekucją, na mocy przysługującego mu prawa, Marszałek Trybunału darował skazanej pierwszą karę, t. j. odrywanie kleszczami piersi, poczem oddano ją katom pod miecz.
„Cudowne wdzięki nie opuściły jej do ostatka; zadrżała ręka katowi i lubo silny cios wymierzył, jakby się po twardej skale na alabastrowej Jadwigi szyi zsunął. Poprawił oprawca, ale nie zdołał głowy od pięknego ciała oddzielić; już nie żyła, gdy kat trzecim zamachem odcinał głowę“, — w tych słowach opisuje kronikarz chwilę egzekucji.
Tak tragicznie zakończył się krótki, bo zaledwie trzydziestoletni żywot jednej z najpiękniejszych niewiast swego czasu, „Venus polską“ nazywanej.

Srogość kary, jakiej uległa piękna doboszanka, nawet w owe bynajmniej nie sentymentalne czasy, wywołała zgrozę i pewną wątpliwość, azali kara nie była po nad winę, choć ta ostatnia nie była lada jaką.
Współcześni poeci, między innymi i nasz sielankowy pisarz Jan z Wilamowic Gawiński wielokrotnie opiewali w swych poezjach jej piękność klasyczną i nieporównany wdzięk, jakim czarowała wszystkich, którzy zbliżyli się do niej.
Gawiński, którego podejrzewamy, że nie na żarty był zadurzony w pięknej doboszance, pożegnał ją następującem epitaphium:

Sądź późny wieku, któremu otwarty
Będzie widomiej progres życia mego,
Jeżeli za krótkie uciechy i żarty,
Słusznie i miecza i pióra mściwego
Cierpię śmierć, mękę i jad tak zażarty?
Ja głośne echo i z grobu głuchego
Roześlę na świat, iż niesłusznie tracę
Przy życiu sławę, choć obojem płacę.


KONIEC.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Cieszkowski.