Przejdź do zawartości

Piękna doboszanka/VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Cieszkowski
Tytuł Piękna doboszanka
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wyd. [1926]
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
VII.
STAROŚCINA DOMASZEWSKA.

W kilka miesięcy po zgonie męża kasztelanicowa, uspokoiwszy się cokolwiek i w miłości do syna znalazłszy ukojenie ciosu, jaki ją spotkał, poczęła rozmyślać, co dalej ma począć. Dalsze pozostawanie jej z dzieckiem w Paryżu i wogóle na obczyźnie nie miało żadnej racji, tembardziej, że prędzej, czy później brak funduszów stanąłby temu na przeszkodzie, zresztą jako matka i opiekunka swego syna musiała powrócić do kraju, aby w imieniu małoletniego dziedzica objąć pozostałe po zmarłym kasztelanicu dobra. Postanowiła więc wyjechać niezwłocznie z Paryża i udać się wprost do Polski.
Zaopatrzywszy się w urzędowe dowody, stwierdzające zawarty ślub jej z kasztelanicem, metrykę chrztu syna oraz akt zejścia męża, kasztelanicowa z dzieckiem wyruszyła w podróż do kraju w 1677 r.
Przybywszy do Polski, zamieszkała p. Rupniewska na razie w Krakowie i złożyła w sądzie grodzkim odnośne dokumenty, żądając oddania jej w posiadanie majętności zmarłego męża, nad któremi do czasu pełnoletności syna zarząd, według prawa, należał się jej, jako wdowie po zmarłym i opiekunce syna.
W odpowiedzi na to żądanie Barbara z Rupniewskich Franciszkowa Szembekowa, starościna biecka, rodzona siostra zmarłego kasztelanica Rupniewskiego, która po jego śmierci objęła w posiadanie te majętności, nietylko nie przychyliła się do żądania swej bratowej, lecz wniosła do Trybunału lubelskiego skargę, zarzucając Aleksandrze, że fałszywie wywodzi się z rodu Zborowskich z Rytwian, a co najgorsza oskarżyła ją o bigamję, twierdząc, że nie mogła być Aleksandra żoną jej zmarłego brata, skoro dwaj poprzedni jej mężowie, mianowicie kozak dworski Bartosz Zatorski i kawaler Colatti, żyją dotychczas!
Gdy sprawa tak niespodziewany i niebezpieczny dla kasztelanicowej Rupniewskiej wzięła obrót, zamieszkała ona w klasztorze w Lublinie, przewidując nie bez słuszności, że świętość miejsca uchroni ją od zbyt surowych kroków sądowych, jakichby względem niej, wobec tak ciężkiego oskarżenia, użyć chciano.
Na wyznaczony termin sądowy kasztelanicowa nie stawiła się, wobec czego sprawa została odłożona do następnej kadencji Trybunału, czyli na rok cały. Wkrótce potem p. Rupniewska opuściła klasztor i zamieszkała w Lublinie, czując się narazie zupełnie bezpieczną.
Starościna Szembekowa ze swej strony nie zasypiała gruszek w popiele, poruszyła niebo i ziemię, aby mniemanej bratowej swej dowieść sądownie zarzucanych jej zbrodni: bigamji i fałszerstwa dokumentów, a tem samem unieważnić jej ślub ze zmarłym kasztelanicem i syna jej uznać za nieprawego, a więc wedle prawa za niezdolnego do dziedziczenia po ojcu.
Majątek pozostały po zmarłym kasztelanicu był zbyt łakomym kąskiem, aby skąpić zachodów i trudów dla osiągnięcia go. Wielkie stosunki, jakie pani starościna Szembekowa posiadała przez własną i męża rodzinę pomagały jej niemało w tej sprawie, której się energiczna pani oddała con amore.
Tymczasem p. kasztelanicowa Rupniewska powoli uspakajała się. Sprawa jej, jakkolwiek przykra, narazić przynajmniej nie groziła jej bezpośrednio niebezpieczeństwem, zresztą łudziła się p. Rupniewska, nie znając starościny Szembekowej, że będzie można jeszcze całą sprawę załatwić polubownie, zawierając z rodziną kasztelanica pewnego rodzaju komplanację w sprawie pozostałych po nim majątków.
Wyjeżdżając do Lublina, kasztelanicowa pozostawiła syna w Krakowie pod opieką swej znajomej, przypuszczając słusznie, że zajęta sprawą, nie będzie mogła opiekować się należycie dzieckiem.
Po odłożeniu sprawy i opuszczeniu klasztoru p. kasztelanicowa zamieszkała w Lublinie, zawierając powoli nowe znajomości wśród szlachty, przyjeżdżającej dość licznie do grodu trybunalskiego. Między innymi poznała w tych czasach p. starostę łukowskiego, Stanisława Domaszewskiego. Był to majętny szlachcic, człowiek już w pewnym wieku, choć jeszcze zupełnie czerstwy i bardzo wrażliwy na wdzięki niewieście. Pan starosta Domaszewski, podbity wdziękami zawsze cudnie pięknej p. kasztelanicowej i kalkulując na wielki majątek, który spodziewał się, jako wytrawny jurysta, wyprocesować od Szembeków, ofiarował pięknej Aleksandrze swą pomoc i opiekę, prosząc ją, aby nie odmówiła mu swej ręki.
Bez długich namysłów kasztelanicowa zgodziła się na propozycję p. starosty i niebawem po załatwieniu formalności odbył się w Lublinie ślub jej z p. starostą Domaszewskim.
Do kroku tego przynagliła kasztelanicową oczywiście nie miłość do cokolwiek podstarzałego adonisa, ile ta okoliczność, że nowe to małżeństwo ochroni ją od dalszych, ewentualnych prześladowań ze strony Rupniewskich i Szembeków.
Po ślubie, odbytym zresztą zupełnie cicho, wyjechali natychmiast państwo Domaszewscy do Wiednia. Dla pięknej zawsze i uroczej Aleksandry wróciły znów dni uciech i szalonych zabaw, p. starosta, z początku zadurzony bardzo w swej żonie, nie żałował pieniędzy na stroje i zabawy, obiecując sobie zresztą odbić te wydatki w przyszłości z wyprocesowanej schedy po kasztelanicu Rupniewskim.
Wkrótce jednak starosta począł chłodnąć w uczuciach ku pięknej Aleksandrze, do czego niemało przyczynić się miało wielce nieprzyjemne zdarzenie, jakie go spotkało w Wiedniu. Otóż, według późniejszego jego opowiadania pani starościna miała się obejść bardzo niedelikatnie z jednym ze swych przygodnych adoratorów, mianowicie podobno go okradła. Tak przynajmniej twierdzi, na mocy zeznań p. starosty, akt oskarżenia w jej sprawie o bigamję i fałszerstwo dokumentów. Nie chce się nam wierzyć wprost temu i przypuszczać należy, że oskarżenie p. starościny o ten haniebny czyn, było czczym wymysłem p. starosty Domaszewskiego, namówionego przez p. Szembekową, aby jeszcze i tą ohydą obciążyć oskarżoną. A jednak i ten szczegół zaważył bardzo na szali sprawiedliwości podczas ostatecznej rozprawy sądowej.
Po pewnym czasie pp. Domaszewscy wrócili z Wiednia, p. starosta do reszty „odkochał“ się w swej żonie, a zastraszony z jednej strony niebezpiecznymi skutkami, jakie może pociągnąć za sobą fakt ożenienia się z osobą, podejrzaną i oskarżoną o bigamję, z drugiej zaś strony prawdopodobnie wprost przekupiony przez p. starościnę Szembekową, nietylko porzuca żonę, lecz zwabiwszy ją podstępnie w umówione miejsce, oddaje ją w ręce pachołków trybunalskich, którzy ją jako oskarżoną o zbrodnię bigamji, niezwłocznie aresztują i wtrącają do więzienia.
Ten haniebny czyn p. starosty dowodzi najlepiej, że musiał być on bez żadnej wątpliwości przekupiony przez rodzinę zmarłego kasztelanica, nieprzebierającą w żadnych środkach, aby zgubić pozostałą po nim wdowę, a tem samem zawładnąć wielką jego schedą.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Cieszkowski.