Piękna doboszanka/III
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Piękna doboszanka |
| Wydawca | Towarzystwo Wydawnicze „Rój” |
| Data wyd. | [1926] |
| Druk | Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“ |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
Przyjechawszy po ślubie do Wiednia, zakochany i oczarowany wciąż pięknością żony, kawaler Colatti zapragnął w całej pełni zakosztować słodyczy stanu małżeńskiego, ku czemu liczna falanga wielbicieli oraz nieustanne, składane przez nich hołdy pięknej jego małżonce, jak również wir oszałamiających zabaw, stałyby bezwątpienia na przeszkodzie. Wobec tego kawaler Colatti postanowił spędzić miodowe miesiące z ukochaną małżonką w zaciszu domowem, zdala od gwaru wielkomiejskiego.
Nie podobało się to młodej i pięknej pani Colatti, która korzystając z tego, że małżonek jej, zajęty służbą przy dworze cesarskim, często wydalał się z Wiednia, wkrótce rozpoczęła prowadzić taki sam tryb życia, jak w Warszawie. Liczni adoratorzy pięknej Aleksandry, rekrutujący się już nietylko z pośród przyjaciół i znajomych jej męża, lecz również z pośród przygodnie napotykanych, nieustannie ją otaczali, składając jej wcale niedwuznaczne hołdy.
Piękna pani Colatti przyjmowała je chętnie z czarującym uśmiechem i wiele obiecującym uściskiem swej drobnej i pięknej rączki. Wkrótce niektórzy z gorących, choć platonicznych wielbicieli pięknej Aleksandry stali się jej niemniej gorącymi, choć bynajmniej nieplatonicznymi kochankami, a na domiar złego liczba tych ostatnich zwiększała się coraz bardziej.
Kawaler Colatti, spostrzegłszy niestety po niewczasie, że „bóstwo“ jego, o ile jest cudnem, o tyle, jeżeli nie więcej jeszcze, niewiernem, nie czując się widać na siłach walczyć jednocześnie z tyloma rywalami, opuścił żonę i prawdopodobnie, pragnąc na zawsze pozbyć się niezbyt miłego, jak się okazało, ciężaru — drapnął gdzieś...
Bliższych szczegółów o tem krótkotrwałem pożyciu małżeńskiem pięknej Aleksandry nie posiadamy. Jedyny człowiek, który rzeczowo mógłby coś o tem powiedzieć, niefortunny małżonek, kawaler Colatti, jak już wyżej wspomnieliśmy, przepadł gdzieś i nigdy już więcej nie pojawił się na drodze życia swej żony, piękna zaś Aleksandra oczywiście nie miała żadnego w tem interesu, aby szerzej rozwodzić się o tem swem pożyciu.
Opuszczona małżonka, o ile nam wiadomo, nie wzięła zbyt tragicznie ucieczki męża, jesteśmy nawet gotowi przypuszczać, że uwolnienie jej z krępujących ją cokolwiek więzów małżeńskich było trochę po jej myśli.
Ambitną i piękną kobietę nie mogło zadawalniać podrzędne stanowisko, jakie zajmował jej mąż przy dworze cesarskim, co się zaś tyczy majątku kawalera Colatti, to ten nie był znów tak wielkim, aby mógł wystarczyć na kosztowne zachcianki i nieustające zabawy, jakich pożądała piękna pani.
Wogóle wybór, jaki Aleksandra Zborowska, wychodząc zamąż za Colatti‘ego, zrobiła w Warszawie, z pomiędzy swych licznych wielbicieli, w liczbie których byli o wiele dostojniejsi i bogatsi od kawalera Colatti, zdaje się wskazywać, że piękna Aleksandra uważała tego ostatniego, a właściwie małżeństwo z nim, poprostu za jeden z pierwszych szczebli drabiny, po której pragnęła dostać się tam, gdzie ją bujna fantazja i ambitna natura popychała.
Rozumiała dobrze Aleksandra, że naiwnie sklecona bajeczka o jej znakomitem pochodzeniu z rodu Zborowskich na dłuższą metę nie ostoi się, przeto w planie jej było, po pierwsze wyjechać narazie z kraju, gdzie lada chwila mogła być zdemaskowana, powtóre: zdobyć sobie przez zamążpójście nazwisko i pozycję, mogące ją uchronić od zbyt nieprzyjemnych następstw, w razie, gdyby chciano uchylić zasłonę, ukrywającą jej przeszłość...
Poślubiając kawalera Colatti, pozyskała Aleksandra i jedno i drugie, a że ją obecnie Colatti porzucił, tem się najmniej frasowała, nie traciła przez to ani nazwiska, ani stanowiska. Więcej ją martwiła ta okoliczność, że nieuprzejmy małżonek zostawił ją zupełnie bez żadnych środków do życia, ale i na to znalazła środek dość prosty, choć nieco ryzykowny.
Korzystając z jawnego opuszczenia i ucieczki kawalera Colatti, podała „niepocieszona“ małżonka prośbę do Cesarza Leopolda, oskarżając Colatti‘ego, że ją uwiózł z klasztoru, poczem poślubiwszy, zabrał jej sto tysięcy dukatów w klejnotach, a obecnie haniebnie porzucił w obcem mieście, wobec czego dopraszała się, aby uczyniono jej sprawiedliwość. W prośbie swej podała się za córkę zmarłego Marszałka Wielkiego Koronnego Zborowskiego.
Wyraziliśmy się wyżej, że Aleksandra Colatti chwyciła się prostego, choć ryzykownego środka w celu zdobycia pieniędzy, oczywiście ryzykownym on był bardzo, bo jakkolwiek w owe czasy o wiele trudniej, aniżeli dziś, było zasięgnąć pośpiesznych informacyj, przecież nie było to rzeczą wręcz niemożliwą. Owszem, stosunki pomiędzy obu dworami: polskim i cesarskim były na on czas bardzo ożywione. W razie, gdyby rząd cesarski uznał był za stosowne zasięgnąć w Warszawie wiadomości o pani Colatti, bezwątpienia prośba jej innyby miała skutek, aniżeli ten, jaki w rzeczywistości miał miejsce.
Ale audaces fortuna jurat, jak mówi starorzymskie przysłowie. Aleksandrze Colatti rząd cesarski, nie zasięgając żadnych bliższych informacyj w Polsce i wierząc całkowicie jej skardze, utwierdzony w jej sprawiedliwe motywy ucieczką Colatti‘ego, przysądził i wypłacił żądane 100 tysięcy z majątku, należącego do kawalera Colatti.
Otrzymawszy pieniądze, piękna Aleksandra opuściła wnet Wiedeń i wyruszyła z tak sprytnie zdobytym majątkiem do Włoch po nowe wrażenia i... nowe zdobycze!