Przejdź do zawartości

Piękna doboszanka/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Cieszkowski
Tytuł Piękna doboszanka
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wyd. [1926]
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
I.
JEJMOŚĆ BARTOSZOWA.
Na dworze księcia chorążego.

Dawne to dzieje, bo czasów króla Jana Kazimierza sięgające, a jednak po dziś na Wołyniu w okolicach Równego przetrwała w podaniach ludowych, przyobleczona w legendę, jakich tam sporo wśród ludu istnieje, historja o pięknej doboszance, która zasłynęła na szerokim świecie swą niezwykłą, przecudną urodą i świetnym losem, jaki ją spotkał, aby, niestety, zakończyć się tragicznie.
W połowie XVII w. w Równem na dworze jednego z największych ówczesnych magnatów, Aleksandra Koniecpolskiego, wówczas Chorążego Wiel. Kor., później Wojewody sandomierskiego, podniesionego przez Cesarza Ferdynanda III do godności Księcia Św. Imperjum Rzymskiego, dziedzica po ojcu hetmanie Stanisławie Koniecpolskim i po matce Krystynie z Lubomirskich, hr. na Wiśniczu i Jarosławie, tak rozległych dóbr, że obszar ich był daleko większy od niejednego księstewka udzielnego w Niemczech, — doboszem nadwornej milicji był niejaki Hrehory Mach, chłop na schwał.
Wysokiego wzrostu, barczysty, twarzy wyrazistej, marsowej, z sumiastym wąsem, pełen fantazji i animuszu, był Hrehory jakby urodzonym doboszem i gdy podczas parady kroczył ceremonjalnym marszem na czele nadwornej milicji, wymachując zgrabnie pod takt muzyki swą halabardą, wszystkie dziewuchy dworskie, a nawet i niejedna białogłowa z fraucymeru księżny Chorążyny wpatrywały się w niego, jak w obraz, tak dorodnym był dobosz Hrehory. Niestety, był on już dla niewiast bezpowrotnie stracony, jako że przed kilku laty, poznawszy w Kolbuszowej, dokąd jeździł z ks. Chorążym, nadobną Maryś, dozgonne śluby z nią zawarł, a owocem tego związku była mała Jadwiżka, jedyna i ukochana córka dobosza.
Hrehory Mach był ulubieńcem księcia Chorążego, to też zażywał on na dworze rówieńskim pewnej konsyderacji, tembardziej, że małą doboszankę trzymali do chrztu oboje Jaśnie Państwo i im to zawdzięczała ona tak mało rozpowszechnione wśród ludu tamtejszego imię Jadwigi. Ten zaszczyt i łaska, jakiej dostąpił dobosz Hrehory, miały i konkretniejsze skutki, gdyż oboje państwo obsypywali swą chrześniaczkę darami i często dopuszczali przed swe oblicza, zatrzymując ją na zamku, gdzie mała Jadwiżka była ulubienicą wszystkich.
Tymczasem lata biegły, Jadwiżka rosła, piękniała coraz bardziej, wkrótce też rozwinęła się ponad wiek. Młodzież dworska zaczęła się kręcić koło pięknej doboszanki, zalecając się do niej. Jadwiżka jednak nie zwracała uwagi na te zaloty, z niechęcią, a nawet z pogardą niemal odrzucając wszelkie zabiegi dorodnych i dziarskich chłopców dworskich.
Od najmłodszych lat piękna Jadwiżka marzyła nieustannie o jakimś... królewiczu, który, jak w bajkach zasłyszanych w świetlicy dworskiej, zjawi się pewnego dnia, aby ją porwać i uwieźć do zaczarowanego zamku, stokroć piękniejszego od rówieńskiego...
Roztropni i kochający rodzice postanowili wydać Jadwiżkę jaknajprędzej zamąż, słusznie przewidując, że zostawszy żoną zacnego i dzielnego człowieka, gospodynią, a wkrótce zapewne i matką, zapomni o dziecinnych, nieziszczalnych marzeniach, tak nie licujących z jej rzeczywistem położeniem, a któremi bezwątpienia nabiła sobie głowę, przypatrując się od dziecka tym bogactwom i wspaniałościom, jakie znajdowały się na zamku rówieńskim...
Wśród zalotników, poważnie starających się o względy pięknej doboszanki, znajdował się jeden, który najbardziej przypadł do gustu doboszowi. Był nim młody kozak dworski, Bartosz Zatorski, również jak Hrehory, ulubieniec ks. Chorążego.
Jemu też, nie wiele namyślając się i nie zważając zupełnie na jawną niechęć, okazywaną mu przez piękną Jadwiżkę, oddał ją za żonę, pomimo, że zaledwie rok piętnasty ukończyła. Rad był, że mu dziewka nie zmarnieje. A szkodaby jej było bardzo, Jadwiżka bowiem była cudnie piękna i w gruncie, poza przewróconą niesamowitemi marzeniami główką, wcale dobrą dziewuchą.
Piękna doboszanka — rada, nie rada, musiała się poddać woli ojca i wkrótce stanęła przed ołtarzem, aby zaprzysiąc wybranemu przez rodzica małżonkowi dozgonną miłość, wierność i posłuszeństwo...
Bartosz był dzielnym i pięknym mołojcem, z Jadwiżką stanowili dziarską i wyjątkowo dobraną parę, to też gdy w wiejskiej cerkiewce miejscowy paroch błogosławił tę dorodną parę na wspólną drogę życia, wszyscy z zachwytem patrzyli na tych dwoje młodych, którym zdawała się uśmiechać pogodna, szczęśliwa przyszłość.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Cieszkowski.