Paryż (Napierski)/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Pory dnia — Paryż
Pochodzenie Obrazy z podróży
cykl Paryż
Wydawca Dom Książki Polskiej
Data wydania 1933
Drukarz Drukarnia Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały cykl Paryż
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl Paryż jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały cykl Paryż jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały cykl Paryż jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

VI
PORY DNIA — PARYŻ
Gdy naiwnie słucham Chopina
chleb poranny chrupiąc
co niedziela gra trąbka zwołująca wartę
w przedsionku parlamentu
Uśmiech na wargach rozkwita róża o sercu z djamentu
jak lśniący miecza błysk aureola
nad głową posągu


Liryczne opryszki w zaułkach
wyciągają torebki amerykankom
a za zwrot żądają pocałunku
(Dlatego reemigracja
nie od giełdy zależna od sentymentu
przekracza wszelkie nadzieje)


Na głowie Republiki z ślepego kamienia
stroszą się szare wróble symbol zwinnie brudząc


Na oknie cień mój w słońcu
zasłuchany w niebo zielonkawe
w najczystszy skrzypiec ton posłuszny gwiazdom


W południe farbą cuchnący murarze
przechodzą białe ślady stóp na brukach
jak apostołów
nałożenie wapna
każde pociągnięcie pędzla jest wezwaniem do nowego porządku


Poprzez ekran zachwytu oglądam ludzi
ich ruchy usta we mnie rewolucjonista się trudzi
przeszywający cienie płomieniem
Ptaków lot na powietrzu dżdżystem
nad Panteonem jest jak głos elegji


Ciepłe na dłoniach łzy oceany słone
łez przez źrenice złote zadziwione
ryby płyną
na widnokręgu żagle się kołyszą
na błękitnej emalji powleczonej martwem złotem


W szlafroku różowym na balkonie
kobieta ponad ubogim ogródkiem W święto
żółte niebo przedmieść gryzie jak chlor


Na rozmokłej grudzie urlopowani
uderzają piłkę rakietkami
Szybkobiegacze o wysmukłych nogach
Z za drzew bieleją dziewczęta
z poza drzew ciemniejących oplecionych w bluszcze
palce widm


Zmrok granatowy długo się ociąga
jak śmierć kropla o migdałowym posmaku


Zamknięty w mętnem olbrzymiem akwarjum dnia
wszędzie natykam się na zielonkawych sobowtórów
każda twarz powleczona fosforem
gaśnie jak zjawa o sinym świcie
Nierealności! i ten czar okropny
który mnie chwyta unosi i dławi
jak szczęśliwego topielca


Gdybyż nie samotność
jak łatwy i mały świat


„PARYŻ” —
Karolowi Szymanowskiemu,
wielkiemu europejczykowi.
1928 — 1932




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.