Pani Pawłowa/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Pani Pawłowa
Pochodzenie Mój świat
Pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle
Wydawca Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Data wydania 1926
Druk Zakłady Graficzne Instytutu Wydawn. „Bibljoteka Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
I.

Kochana pani Pawłowa —
Któż jeszcze jej nie pamięta?
I owszem, toć przecie wciąż żyje
I chowa swoje wnuczęta.

Nieraz, bywało, raniutko
Przynosi mi kawę w garnuszku
I, z białą serwetą w ręku,
Siada na mojem łóżku.

Spojrzy mi w oczy i potem
W głos się serdecznie zaśmieje:
„Nie śpijcie, a jeno słuchajcie,
Jakie też były tu dzieje.

Mój świętej pamięci małżonek, —
Niech Pan Bóg nad duszą mu świeci, —
Nie wiedział za młodych swych latek,
Co to są żona i dzieci.

Co mógł, to zanosił do karczmy.
Siadywał śród takich osób,
Jak on, i co mógł, to przepijał,
Aż ja się wzięłam na sposób.

Przyszłam po rozum do głowy —
Jest rozum u zwykłej chłopki —
I sama zanoszę do karczmy
Wszystkie codzienne zarobki.


Zadumał się na to małżonek,
Omal nie umarł z zdziwienia:
„A cóż to“ — tak krzyknie — „ma znaczyć,
Czy to się świat już przemienia?!“

„A juści, że się odmienia“ —
Odpowiem i świeże butelki
Każę postawić na stole,
„Niech się raduje człek wszelki!“

I spojrzę jednemu z nich w oczy,
Że aż go przeszły ciarki.
Zerwał się chłop mój, w stół huknął,
Aż szklane zabrzękły miarki.

„Ha“, — krzyknę — „ma chłop swoje prawa,
Ma swoje prawa niewiasta
I ona się szastać nie będzie,
Skoro się mąż jej nie szasta“.

Okrutnie się zasumował
I nie mógł już patrzeć na to,
Ażeby pijała żona,
Harował zimę i lato.

Zaś każdą swobodną chwilę, —
Niech Pan Bóg nad duszą mu świeci, —
Przepędzał nie w karczmie, lecz w domu
U swojej żony i dzieci.

I wiecie, taka przemiana
Wyszła nam wszystkim na zdrowie:
Gdzie tylko spojrzeć, naokół
Gazdują nasi synowie.


On teraz, patrzajcie, tam sobie
Pod tą mogiłką leży,
Od czasu do czasu z północka
Do mych zapuka dźwierzy.

Tak więc, to jedno wam powiem, —
Boście już przecie nie młodzi, —
Czasami nawet pijaństwo
Na dobre ludziom wychodzi.“



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.