Pan Twardowski (Rydel, 1923)/Rozdział XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Rydel
Tytuł Pan Twardowski
Podtytuł Poemat w XVIII. pieśniach
Wydawca S. A. Krzyżanowski
Data wydania 1923
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XIII.
GARNKI JEJMOŚCI.


Tymczasem Jejmość swe wiano
Strwoniła, nie wiedząc kiedy;
Dom na Kleparzu sprzedano,
A ona jęła się z biedy
Przekupiarskiego rzemiosła.
W rynku — z gliny domek niski
Ulepiwszy, tam się wniosła
I u drzwi chatki glinianej
Przedawała rynki, miski,
Garnki, garnuszki i dzbany.

Twardowski nie widział żony
Lat co najmniej ze dwadzieścia.
Teraz, gdy był odmłodzony,
W starej zalotność niewieścia
Budzi się, kiedy raz męża
Spotkała; piękny młodzieniec

Oczarował serce baby.
Jejmość dowcip swój wytęża,
By dawno zwiędłe powaby
Wskrzesić: przecudny rumieniec
Na twarzy maluje szminką,
Wprawia zęby, trefi włosy,
Lub raczej… trefi perukę,
Sznuruje się nakształt osy
I z najsłodszą w świecie minką,
Zbrojna w mizdrzenia się sztukę,
Przychodzi jednego rana
Pukać do drzwi czarodzieja
Misternie wyfiokowana.

Lecz zawiodła ją nadzieja,
Choć umizgała się mile,
Chcąc by przyjął ją za żonę.
Mistrz Twardowski krotochwile
Jął z niej stroić niestworzone:
Mruknął coś — i nagle krzesło
Niezmiernie ciężkie, dębowe
Z babą w górę się uniesło..
Ze strachu straciła mowę,
Nie przymila się, nie wdzięczy,

Zbladła pod szminką jak ściana,
Co sił trzyma się poręczy;
Nad głową, jak ptak, peruka
W górę mknie roztrzepotana.
Jejmość wrzeszczy, klnie i fuka,
Mąż od śmiechu zrywa boki. —
Krzesło schodzi na podłogę,
Kręci się w kółko i stuka,
Dreptając z nogi na nogę;
W pląs coraz szybszy uderza,
Wyprawia susy i skoki
Przez całą długość komnaty
I ku drzwiom otwartym zmierza.
Twardowska, w trwodze o gnaty,
Dzierży się mocno krawędzi —
Nie trwało i pół pacierza:
Krzesło z nią ze schodów pędzi,
Wreszcie stanęło pod bramą,
Bez najmniejszej dla niej szkody,
I na górę wraca samo,
Przeskakując po trzy schody.

Odtąd ilekroć przez rynek
Przechodził, to dobrodzika

Z nad garnków, misek, rynek
Jak zając stawała słupka;
Krzyczy, palcami wytyka,
Jako prawdziwa przekupka,
Przezywając szpetnie w gniewie:
„A ty taki! Ty owaki!“
Wkoło gapiów stoi kupka…
Co z nią począć sam już nie wie,
Tak mu dała się we znaki.
Lecz się pomścił w krótkim czasie.

Strojno, dworno, w dzień targowy,
Jedzie Twardowski przez Kraków
W pozłocistej swej kolasie,
Zaprzężonej w sześć rumaków
Z czuby strusimi u głowy.
Sam w sobolach i atłasie,
Z szablą skrzącą od klejnotów,
Siedzi w złotolitym pasie,
Otoczony dworzan tłumem.
Tu hajduki, tam pajuki[1],
Każdy na skinienie gotów,
Pędzą z gwarem, trzaskiem, szumem,
Z pompą świetną i paradą

Ku podziwowi gawiedzi,
I na środek Rynku jadą,
Gdzie Jejmość z garnkami siedzi.

Czegoż nie dokażą czary?!
Garnki, rynki, jakby żywe
Ruszyły się, stają w pary…
Dzban olbrzymi, co pokrywę
Miał na bakier, pierwszy w tany
Poskoczył z ogromną miską,
A w ślad za nim inne dzbany,
Rynki, miski i donice…
To gliniane weselisko
Hula, skacze jak szalone,
Tu po same Sukiennice[2],
Tam po Szarą kamienicę[3]
Zatacza swoje kolisko
W jedną stronę, w drugą stronę…
Glina z gliną tańczy, pląsa,
Potrącają się i tłuką,
Gruchocą się garnki, rynki…
Twardowski pokręca wąsa
Zadowolon swoją sztuką,
Krzyczą hajducy, węgrzynki,

Tłum gawiedzi się natrząsa,
Zaśmiewają się przekupki,
A Jejmość od gniewu wściekła
Wargi w niemej złości kąsa.
Wkońcu czerepy, skorupki
Zostawiła i — uciekła!



Przypisy

  1. „Hajduki-pajuki“. Hajduk, z węgierskiego: hadi, wojenny — pierwotnie nazwa lekkiej zaciężnej piechoty węgierskiej, którą sprowadzał do Polski Zygmunt August, a zwłaszcza Stefan Batory. A że możni panowie utrzymywali nadworne wojsko, częstokroć i hajduków, przeto z czasem wyraz hajduk oznaczał pachołka dworskiego, przybranego w węgierski, złotem lub srebrem szamerowany mundur, zwano ich także węgrzynkami (por. str. 93). Pajuk — po persku pejk, znaczył pierwotnie tyle co laufer, posłaniec pierwszy. W dawnej Polsce pajukami zwano pachołków, ubranych w stroje wschodnie.
  2. „Sukiennice“. Na środku ogromnego Rynku krakowskiego wznoszą się Sukiennice, czyli wspaniała hala kramna, wzniesiona w drugiej połowie XIV w., za panowania Kazimierza W., na miejscu dawniejszych kramów, które stały pierwotnie w dwu szeregach frontami ku sobie zwrócone, tworząc środkiem ulicę nienakrytą dachem. Sukiennice są najokazalszym zabytkiem miejskiego budownictwa w Krakowie, zdumiewają zarówno olbrzymiemi rozmiarami, jak wielką pięknością architektoniczną. — Ślicznie odnowione przez architekta T. Prylińskiego przed laty trzydziestu, stanowią wielką ozdobę krakowskiego Rynku.
  3. „Szara kamienica“, jedna z najstarszych w Krakowie, jeszcze ze średnich wieków datująca, była niegdyś własnością możnej rodziny Salomonów. W XVI. w. przeszła do rodu Zborowskich. W r. 1794 miał w niej główną kwaterę Kościuszko. Stoi ona we wschodniej połaci Rynku, na rogu ulicy Siennej, naprost długiego boku Sukiennic.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Rydel.