Pan Twardowski (Rydel, 1923)/Rozdział XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Rydel
Tytuł Pan Twardowski
Podtytuł Poemat w XVIII. pieśniach
Wydawca S. A. Krzyżanowski
Data wydania 1923
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XII.
CO SIĘ STAŁO KLESZE.


Czarodziej raz Klechę pyta:
— „Jakąż ja ci dam nagrodę?
Należy ci się sowita,
Boś mi wrócił lata młode;
Więc mów czego chcesz — i kwita!“
Lecz Klecha czapkę miętosi,
Chrząka i w głowę się skrobie:
— „Na myśli miałbym ta cosi,
Ale nie śmiem…“
— „Powiedz śmiało,
Co zapragniesz, wszystko zrobię.“
— „Juści, toby mi się zdało,
Gdybym wiedział o sposobie
Jakim, iżby mi w kieszeni
Sama się lęgła gotówka!
Tegoby mi nie odjeni

Lichwiarze ani złodzieje…“
— „Łebski jesteś, ani słówka“ —
Pan Twardowski się zaśmieje.
— „Ino, bym na duszy szkody
Nie poniósł przez to jakowej,
Bo nie chcę takiej nagrody!“
Twardowskiemu zbladły lica
I rzekł: — „Do drogi krzyżowej
Pójdziesz Waść w pełni księżyca
I siędziesz u Bożej Męki,
Groszy z daty jednakowej
Miej dziewięć; z ręki do ręki
Przelicz je dziewięciokrotnie
Na głos, wyraźnemi słowy.
Lecz musisz liczyć odwrotnie,
Rozumiesz mnie? Od dziewięciu
Do jednego. One grosze
Potem w kieszeni się mnożą.
A ostrzegam cię i proszę
Nie zmyl! Bo w tem przedsięwzięciu
Rzecz to główna…“
— Mękę Bożą
Klecha u rozstajnej drogi
Naprzód już wyszukał snadnie

I czekał, kiedy wypadnie
Pełnia. — Żadnej nie czuł trwogi,
Gdy tam poszedł o północy
I z groszami siadł u krzyża:
Tam chyba czart nie ma mocy
Ani nawet się nie zbliża.
Tak myśląc, liczył groszaki,
A wymawiał każde słowo
Głośno, dobitnie, miarowo,
Za każdą dziewiątką znaki
Czynił obcasem po ziemi
I wszystko szło wyśmienicie.

Już kończył z ósmą dziewiątką,
Gdy za plecyma swojemi
Słyszy: „Cóż wy tak liczycie?“
Spojrzał i widzi dzieciątko
W jednej koszuli podartej…
Stoi, kiwa głową dużą,
Wytrzeszcza nań oczy rybie,
Co nie drgną, ani się zmrużą.
Zdrętwiał… Toć to nie są żarty,
Toli Złe na niego dybie.
— „Chcesz mieć więcej?! Niech ci służą!

Jeno rachuj, stary grzybie!“
I pierzchło z drwiącym chichotem…
Zmylił rachubę dziewiątek!
Wstał i do domu z powrotem
Przerażony pobiegł cwałem.
— „Szkoda, dobry był początek…“
Wzdychał jeszcze nieraz potem,
„Trzeba było sercem śmiałem
Przetrwać. Licho mnie urzekło!
Czemuż ja się obejrzałem?!
Źle, gdy w sprawę wda się piekło…“
Gdy się już nie darzy komu,
To we wszystkiem się nie darzy:
Klecha raz w sąsiednim domu
U dwojga starych kramarzy
Wygadał się, że był świadkiem
Odmłodzenia. Wtedy starzy
Podmówili, by im płynu
Cudownego ulał z flaszki
I dryakwi wziął ukradkiem. —
Właśnie, gdy się brał do czynu
Wszedł Mistrz. — „Cóż to, kozi synu?!
Dam ja ci!… To nie baraszki!!“
Wziął księgę, pod nosem burczy

Okropne jakieś zaklęcie…
Zbladł, Klecha, trzęsie się, kurczy
I karleje wciąż po trochu,
Dwa łokcie, łokieć — w momencie
Mały był, jak ziarnko grochu…
U nóg Twardowskiego w prochu
Cicho jąka coś i bąka;
Całe ciało zokrąglało
I pokryła je obsłonka
W prążki, w centki, w dziwne znaki;
Obie nogi i ramiona
Wpadły w kałdun, szyja wkląka
W grzbiet — a nóżek mu ośmioro
Długich i cienkich, jak haki,
Wyrosło… Zmiana skończona:
Klecha postać miał pająka!
Żył Mistrz z tą biedną potworą,
Opiekując się nią tkliwie;
Klecha-pająk nitkę przędzie
I uwieszon na przędziwie
Panu towarzyszy wszędzie.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Rydel.