Pan Twardowski (Rydel, 1923)/Rozdział IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Rydel
Tytuł Pan Twardowski
Podtytuł Poemat w XVIII. pieśniach
Wydawca S. A. Krzyżanowski
Data wydania 1923
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ IX.
NADLUDZKA WIEDZA.


Ani nadzwyczajne czary
I najszaleńsze pustoty,
Ani skarby i klejnoty,
Które bez liczby i miary
Leżały w jego komorze —
Ni z wież krakowskich deszcz złoty,
Ni Olkuskie srebrne żyły,
Otwarte dlań w każdej porze,
Mistrza nie zadowoliły.
Pełen pragnień i tęsknoty,
Wymyślał wciąż nowe dziwy
I fantazye coraz nowe.
Czart posłuszny i cierpliwy
Nieraz aż skrobał się w głowę,
Lecz spełniał wszystkie wymysły.

W końcu Twardowski z przesytu
Rzucił się do wiedzy ścisłej —
Piekła mu i w tem służyły:
Chciał poznać prawa wszechbytu,
Zbadać bieg świata zawiły,
Władnąć wszelkiemi żywioły;
Codzień tedy na Krzemionki
Chadzał, jak gdyby do szkoły,
I całe noce do rana,
A czasem i całe dzionki
Trawił, słuchając szatana,
Który przed nim tajemnice
Wszelkich nauk odkrywa.
Ta pieczara dotąd znana
I na całą okolicę
Krakowa szeroko słynie,
A lud po dziś dzień nazywa
Tę na Krzemionkach jaskinię:
„Mistrza Twardowskiego Szkoła“.

Wiedza niesłychana zgoła
Stała się jego udziałem:
Cała natura dokoła
Stanęła przed nim otworem,

Tak, iż w przyrodzeniu całem
Znał się z każdym żywym tworem
I z każdem chemicznem ciałem.
Wiedział przytem jakie zioła
W jakiej pomogą chorobie,
I był przesławnym doktorem,
Lecz płacić nie kazał sobie.
Wiedział jakim idą torem
Gwiazdy po nieb firmamencie,
Znał się także na sposobie,
Jak z gwiazd czytać przyszłe rzeczy;
Jeśli chciał — mógł na zaklęcie
Zmienić się w bądź jakie zwierzę,
Albo ludziom kształt człowieczy
Odjąć, dać im sierść czy pierze
I zakląć w zwierzęce ciało;
Rozumiał język zwierzęcy,
Mógł, gdy mu się spodobało,
Niewidzialnym cieniem zostać,
Lub, — co zdumiewa najwięcej:
Przybrać inną ludzką postać!

Wpadła wówczas na Podole
Tatarska Orda z Nogaju[1];

Palą i łupią po kraju,
Lud zagarniają w niewolę.
Nim pospolite ruszenie
Zeszło się, by ciągnąć w pole —
Szlachta podolska tymczasem
O życie swoje i mienie
Walczyła. — Właśnie pod lasem
Chorągwie polskich rycerzy
Stanęły w bojowym szyku,
Aby mordów i grabieży
Pomścić się na najezdniku.
Tam, przed nimi na równinie
Cały kosz tatarski leży.
Nagle oczy szlachty braci
Przedziwny widok uderzy:
Górą przez powietrze płynie
Człowiek — do ptaka z postaci
Podobien; poły żupana
Jakby skrzydła na przestrzeni
Biją — a tarcz jakaś szklana
Blaskiem ogromnym się mieni,
W obydwu rękach trzymana
Wprost pod słońce… Z tarczy onej
Słup gorejących promieni

Ukosem na ziemię pada
I szeroko rozstrzelony
Kołem ognistem się jarzy
I ordyńców żywcem pali.
W koszu popłoch. Na wsze strony
Rozbiegają się Tatarzy
I jassyru poniechali,
Umykając z wrzaskiem, wyciem;
A szklana tarcza zdaleka
Żarem okropnym ich parzy
I na węgiel ich przypieka,
Tak, że nikt nie uszedł z życiem.
Twardowski po tej imprezie[2]
Znikł w oczach z tarczą swą szklaną[3]
W polskiem wojsku nie widziano,
Gdzie lot żupana go wiezie.



Przypisy

  1. „Tatarska orda z Nogaju“... Horda czyli orda, po turecku ordu, znaczy obóz. Stąd orda nazywano czambuły tatarskie, wpadające w granice Polski. Pierwszy taki napad zdarzył się za Bolesława Wstydliwego w r. 1241. Stosownie do tego skąd ordy pochodziły, zwano je Nohajskiemi (z Nohaju, czyli Nogaju), Zawolskiemi (z za Wołgi), Astrachańskiemi, Przekopskiemi. Tatarów, należących do ordy, nazywano ordyńcami. Koczowisko, gdzie orda rozkładała się obozem na postój, nosiło miano kosza tatarskiego, a jeńców zwano jassyrem od tureckiego wyrazu jesir, arabskiego asir, co dosłownie znaczy „związany“.
  2. „impreza“, z włoskiego impresa, przedsięwzięcie.
  3. „szklana tarcz“ Twardowskiego — soczewka olbrzymich rozmiarów. Maciejowski w swojej „Historji Piśmiennictwa Polskiego“ wspomina o tem, że Twardowski, czarnoksiężnik, miał — według podania — soczewkami zapalać odległe przedmioty.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Rydel.