Przejdź do zawartości

Pamiętniki kwestarza/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Chodźko
Tytuł Pamiętniki kwestarza
Pochodzenie Pisma Ignacego Chodźki
Obrazy litewskie Serya III
Wydawca Józef Zawadzki
Data wyd. 1880–1881
Druk Józef Zawadzki
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
WIZYTA PO PRZYJACIOŁACH[1].




II.

W wigilją reassumpcyi sejmiku, pan wojewoda rano po śniadaniu rzekł do zebranej drużyny: — Ojcowie święci! kto łaskaw ze mną do obejścia prześwietnych urzędników województwa naszego, poczynając od pana podkomorzego Sielickiego?
— Dla czegóż pan podkomorzy piérwiéj nie złoży submissyi panu wojewodzie? — odezwał się pan Rudomina.
— Mniejsza o to, ojcze święty! Nie idzie tu o preeminencyą, ale o sprawę publiczną. Owszem, dajmy z siebie przykład umiarkowania naszym przeciwnikom, i dajmy pierwszy krok ad unanimitatem w sejmiku. Pójdźmy.
Więc ruszyliśmy wszyscy, i zabrawszy jeszcze po drodze pana podwojewodziego Korsaka, naszego także adherenta, szliśmy w kilkunastu za panem Wojewodą.
Pan Sielicki, uprzedzony widać o téj naszéj wizycie, spotkał nas w bramie swojego dworku, w którym kwaterował. Kordyalne na pozór między nim i wojewodą zaczęły się exwisceracye, i wszyscy w najlepszej komitywie weszliśmy do pokojów.
Pan podkomorzy kazał podać węgrzyna, i spełnił pierwszy kielich za zdrowie wojewody; zaczęliśmy więc pić regularnie.
W naszéj kompanii za wojewodą, przyszedł i pan Stanisław Swieboda, wlokąc przy boku swego Harasima. Tak on ochrzcił swój zasłużony pałasz z furdymentum jak kocia głowa, széroki, prosty i ciężki jak sztaba żelaza. Pan Stanisław nie jak na galę był ubrany: bo będąc chudym pachołkiem, może i nie miał w co lepszego się ustroić; ale przecież po szlachecku i chędogo. Miał on na sobie żupan sajetowy werdragonowy, dobrze wprawdzie podszarzany, ale przecież jeszcze nie dziurawy, ani łatany; po nim pas choć jedwabny, ale słucki i nowy, a na wierzchu kurtkę z takiegoż sukna na opaszce, spiętą na guzik srebrny pod szyją.
Niepodobał się taki ubiór krewnemu pana podkomorzego, panu szambelanicowi, młodem u szaławile, podpiłemu już dobrze i szukającemu zatém guza. Obchodził on po kilka razy pana Stanisława, i domawiając wrzekomo do jego zielonej kurtki — Strzelczyk! — powiadał — dalibóg strzelczyk! — Pan Stanisław pokręcał głową i nic nie odpowiadał. Tém ośmielony panicz, coraz to głośniej strzelczykiem go nazywał, z różnych stron aspektując jego figurę; uśmiechali się i drudzy, a zatém nie wytrzymał nakoniec i pan Stanisław.
— Panie bracie! Panie szambelanicu! — rzekł on — W aspan mnie znasz dobrze; ale że teraz nie poznałeś, i nazywasz mnie szlachcica strzelczykiem, otóż, panie bracie, strelczyk waszeci nastrelaje! — Pan Stanisław niekiedy z ruska zarywa.
Szambelanic chwycił się do szabli. Natenczas postrzeżono zwadę, któréj w tłumie dotąd nie słyszano. Pan podkomorzy zgromił swego krewniaka; pan wojewoda uspakajał pana Stanisława; ale ten ukłoniwszy się grzecznie, nasunął czapkę na uszy i wyszedł.
Nie bawiąc długo, ruszył się i pan wojewoda; już bowiem przerwała się harmonia, któréj gdy na gorącym razie nie sklejono, można było łatwo zgadnąć na czém się to skończy. Zaszedłszy potém jeszcze do pana chorążego Nornickiego i do kilku innych, wróciliśmy tandem na obiad do domu.











  1. Tytuły nad oddziałami są — wydawcy.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Chodźko.