Pamiętnik pani Hanki/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Tytuł Pamiętnik pani Hanki
Rozdział Poniedziałek
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „RÓJ”
Data wydania 1939
Drukarz Zakłady Graficzne „FENIKS“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub Pobierz Cały pamiętnik jako PDF Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI
Indeks stron
Poniedziałek.

Wprawdzie stryj Albin mi o tym wspominał, ale zupełnie nie byłam na to przygotowana. Miss Elizabeth Normann wczoraj wieczorem wyjechała do Krynicy. Prawdopodobnie nie na długo, gdyż nadal zatrzymała swój numer w hotelu. Stryj dał mi do zrozumienia, że miałby również wielką ochotę pojechać za nią, lecz nie pozwalają mu na to różne sprawy. Domyślam się, że po prostu brak mu gotówki.
A zresztą nie zależy mi na tym, by stryj do Krynicy jechał. Może byłoby rzeczą najrozsądniejszą, gdybym ja się tam udała. W tamtejszych warunkach, gdzie się zawiera wiele przygodnych znajomości, nie trudno byłoby zbliżyć się do niej, nie wywołując jej podejrzeń, że tyle wiem o niej. Jestem przekonana, że znacznie lepiej niż stryj potrafiłabym skłonić tę panią do zwierzeń. Na przykład stryj nie potrafił przycisnąć jej do muru w związku z językiem polskim. Twierdzi, że nie podobna skierować rozmowy z nią na ten temat.
W rezultacie wszystko spada na mnie. Ja muszę o wszystkim myśleć, wszystko przewidywać. Znikąd nie mam żadnej pomocy.
Jacek znowu jest bardzo zajęty. Na świecie dzieją się ważne rzeczy. Bez ustanku przyjeżdżają kurierzy dyplomatyczni. Jacek mówi, że wybuch wojny jest bardzo możliwy. Tego by jeszcze brakowało! Wprawdzie sądzę, że było wiele przesady w opowiadaniach ludzi starszych o ubiegłej wojnie, ale jednak pozostaje niezaprzeczonym faktem, że trzeba było jadać jakieś świństwa, gdyż produkty zdrożały, no i mowy nie było o sprowadzaniu czegoś z zagranicy.
Jeżeli wojna wybuchnie, Jacek będzie musiał iść na front, a Toto również. Ułożyłam już sobie razem z Tulą, że wstąpimy do Czerwonego Krzyża, jako siostry miłosierdzia. W kornecie, który tak świetnie uwydatnia owal mojej twarzy, wyglądam wręcz prześlicznie. A poza tym strój siostry miłosierdzia, daje kobiecie un cachet de virginité.
Przeraża mnie tylko myśl o maskach gazowych. Niedość, że się w nich potwornie wygląda, ale na dodatek człowiek się po prostu dusi. I wchłania wstrętny zapach gumy. Po co ludzie urządzają wojny? Rozumiem jeszcze, gdyby urządzali takie piękne i malownicze, jak za czasów Napoleona, czy Kmicica.
Ale niedawno przeczytałam w „The London News“ opis przyszłej wojny. To wstrętne. Mężczyźni będą siedzieli w okopach i zasypywali się wzajemnie gradem pocisków, a kobiety w miastach będą musiały wciąż ukrywać się w schronach przeciwlotniczych przed bombami, gazami, bakteriami cholery i innymi okropnościami. Woda w rzekach będzie zatruta i zakażona różnymi epidemiami. Wszystkie samochody zostaną zarekwirowane. Koleje też będą wyłącznie na usługi wojska. I pomyśleć po co to wszystko?! Po to, że jeden kraj drugiemu chce odebrać jakiś kawałek ziemi. Gdyby to ode mnie zależało, wolałabym przenieść Polskę gdzieś na odległy koniec świata, na przykład do Australii. Tam nareszcie mielibyśmy spokój.
Wacek Mianowski był konsulem w Australii i mówił, że tam jest bardzo przyjemnie. Są teatry, kina, zawody sportowe, kluby, i wszystko jak w Europie. Najdziwniejsze jest to, że mieszkańcy Australii to sami przestępcy. Anglicy wywozili ich tam tysiącami i wypuszczali na wolność. To znacznie lepszy system niż nasz. U nas się niepotrzebnie trzyma ich w więzieniach całymi latami. Oczywiście po wyjściu z więzienia znowu powracają do swego procederu. I tak w kółko. W Australii natomiast od razu porządnieją. Wacek był tam zdaje się trzy lata, a zapewniał mnie, że ani razu go nie okradli.
Swoją drogą to musi być niesłychanie ciekawe, takie społeczeństwo składające się z samych zbrodniarzy. Nie dziwię się tym dziewczętom angielskim, które chętnie zgadzają się jechać tam całymi partiami i wychodzić za nich za mąż.
Muszę o tym wszystkim pomówić dzisiaj na balu w ambasadzie brytyjskiej. Mam suknię z białego tiulu z prawdziwymi koronkami. Wyglądam w niej bardzo efektownie. Ciekawa jestem, czy pani de Rochendier będzie miała ładniejszą. Toto mówił mi, że otrzymał z Londynu ostatni model kołnierzyków frakowych o monstrualnie wygiętych rogach. Radziłam mu, by tego nie nakładał. Mężczyzna dobrze ubrany powinien zawsze w modzie spóźniać się przynajmniej o miesiąc. Pod tym względem Jacek ma rację.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Dołęga-Mostowicz.