Pamiętnik dr Z. Karasiówny/Moralność przede wszystkim

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Karasiówna
Tytuł Pamiętnik
Pochodzenie Pamiętniki lekarzy
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Data wydania 1939
Drukarz Drukarnia Gospodarcza Władysław Nowakowski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały pamiętnik jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


Moralność przede wszystkim.

I chłopcy się źle chowają i dziewczęta też źle. Gdzie jakie dziecko się urodzi, cięgle choruje. Jedno zwraca, drugie ma czyszczenie, trzecie nie chodzi i nie siedzi w swoim czasie.
Ale będzie w Suchej coś nowego:
Będzie poradnia — stacja opieki nad dzieckiem. „Podobno będzie tam waga i pielęgnarka będzie ważyła każde dziecko“. Mówi jedna kumoszka. „Co to na chorobę ważenie dziecku pomoże?“. „Ważenie szkodzi“ mówi druga sąsiadka — byłam raz z dzieckiem u takiego dochtora, co dzieci ważył, co to wiecie się nazywa specjalista. I dziecko w równe trzy miesiące potem umarło. Ani o jeden dzień wcześniej ani później; widocznie że mu ta waga zaszkodziła. Zapalenia płuc dostało, bo się na wadze przeziębiło i ten ziąb w nim już został“.
„Ja tam mojego dziecka ważyć nie dam — mówi trzecia — choćby nie wiem co. Będzie chore to pójdę z nim za pieniądze do dochtora, żeby mi leków przepisał. Na tę chorą kasę to zawsze coś wymyślą“.
„Ale tam się będzie podobno chodziło tylko ze zdrowymi dziećmi, mówi inna“.
„A pocóżbym ja ze zdrowym dzieckiem do doktora chodziła, dziwi się sąsiadka. Kto zdrowy, temu doktór nie potrzebny“.
„Że to ma być niby opieka nad dzieckiem — wyjaśnia pierwsza. Mówiła pielęgniarka, że nas tam będą uczyli, jak trzeba dzieci chować“.
„Ja sześcioro dzieci miałam, a troje pochowałam, to mnie doktorka uczyć nie potrzebuje. Ona dzieci nie chowała. Co ma Pan Bóg wziąść, to weźmie, wszystko jest w ręku Boskim“.
I radzą kumoszki i radzą. Że doktorka każe dziecku jakieś marchewki dawać. I na zegar patrzeć kiedy karmić. I całą noc dziecku piersi nie dać. Przecie taka malizna tak długo bez piersi nie wytrzyma. A najgorzej to już z tym powietrzem. W zimie każe malutkie dzieci na pole wynosić. Coś się jej w głowie musiało popsuć, albo jej gościec na mózg uderzył.
I ruch się robi coraz większy. Dociera do miejscowej inteligencji. Ocknęli się alkoholicy. Zacietrzewiły się plotkarki.
Poradnia dla dzieci? O, to coś podejrzanego!
I wszyscy zgodnie zadrżeli o zagrożoną moralność.
Wreszcie przychodzi do mnie oficjalnie przedstawicielka moralistów. I zadaje mi uprzejme pytania: Czy w poradni dla dzieci nie będą się działy rzeczy sprzeczne z etyką katolicką. Ma na myśli przerywanie ciąży.
„Łaskawa pani — odpowiadam. W pytaniu pani tkwi mały lecz zasadniczy błąd; do stacji opieki nad dzieckiem zgłaszają się dzieci już urodzone, a częściowo nawet nieco podchowane. Czy pani sądzi, że te dzieci potrafiłabym jeszcze wyskrobać?“
Pytanie zadała mi osoba z inteligencji.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Karaś.