Pamiętnik dr Z. Karasiówny/Kalwaria

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Karasiówna
Tytuł Pamiętnik
Pochodzenie Pamiętniki lekarzy
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Data wydania 1939
Drukarz Drukarnia Gospodarcza Władysław Nowakowski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały pamiętnik jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


Kalwaria.

Tysiące pobożnych pątników idą na odpust w Kalwarii w dniu 15 sierpnia.
A około 10 września rozpoczyna się co roku epidemia tyfusu. Bo okres wylęgania tyfusu wynosi właśnie trzy tygodnie.
Leżą w Kurowie dwie siostry w wieku 15 i 18 lat. Ubezpieczone. Dopiero były takie zdrowe, poszły nawet na odpust. Mieszkają na wysokiej górze, skąd trudno byłoby je zwieźć do szpitala. Żądają przyjazdu przynajmniej dwa razy w tygodniu. Stan ciężki, odmówić nie można.
Leżą trzy osoby w Stryszawie, jedna w Krzeszowie, dwie w Tarnawie. Każda wieś w innej stronie. Jeden wyjazd zabiera 5 godzin czasu. Drogi złe. Inne środki lokomocji jak furmanka nie istnieją. Nie ma mowy o wywiezieniu ciężko chorego do szpitala. Z samego transportu by umarł. Gdyby lekarz chciał do wszystkich obłożnie chorych jeździć tak często, jak potrzebują, wypadłoby 30-ci godzin wyjazdów na dobę. Więc przeważnie tych, co dalej mieszkają, Pan Bóg leczy. I prywatnych i ubezpieczonych. Dobrze, że byli na Kalwarii.
Przyprowadza mi ojciec 12-letnią dziewczynkę. Od tygodnia gorączkuje. Chodzi jeszcze, ale coraz bardziej ją zbiera. Pobieram jej krew do badania na tyfus i zalecam zgłosić się za 3 dni, kiedy nadejdzie wynik badania. Zalecam zachować w domu środki ostrożności, żeby się reszta rodziny nie zaraziła. Ale ojciec nie zgłosił się ponownie. Obraził się, że jego córkę śmiem posądzić o chorobę zaraźliwą. Zresztą za trzy tygodnie zachorował i umarł. Na tyfus. Był pracownikiem mleczarni.
Chorowali podobno i inni pracownicy tej samej mleczarni. Ale do Ubezpieczalni zgłaszali się niechętnie. Jeszcze by ich posądzono o zaraźliwą chorobę. Jeszcze by mleczarnię zamknięto. Więc mleko i masło rozchodziło się regularnie po Suchej i okolicy.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Karaś.