Pamiętnik dr Cz. Gawareckiego/Moja chrześniaczka Śnieżka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Czesław Gawarecki
Tytuł Pamiętnik
Pochodzenie Pamiętniki lekarzy
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Data wydania 1939
Drukarz Drukarnia Gospodarcza Władysław Nowakowski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub Pobierz Cały pamiętnik jako PDF Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Moja chrześniaczka Śnieżka.

Zima. Dzień krótki. Wieczorem nie ma gdzie pójść. Skończyłem swe zwykłe zajęcia szpitalne. Idę do swego pokoju w pawilonie. W przytulnym cieple będę samotnie pochłaniał tomy przysyłane mi z Warszawy. Na dworze mróz, śnieg, zawieja. Trudno by psa wypędzić z domu. Stawia kołnierz.
Przed pawilonem wóz. Wojciechowa zamyka pośpiesznie drzwi od ulicy.
— Kogóż tam przywieźli?
— Kobietę z noworodkiem, panie doktorze. Znaleźli ją na śniegu, urodziła w rowie.
Winszuję, ale nie zazdroszczę. Ciarki przeszły po skórze. No, ale pani Krawczyńska dzielna położna. Zresztą nie mój to zakres, pracy i kłopotów. Idę do swego pokoju.
Na drugi dzień pytam, jak miewa się matka i dziecko, urodzone na zimnym łonie natury, w tak podłą pogodę.
Niemowlę dobrze. Matka ma dreszcze, gorączkuje.
Po paru dniach położnica umarła na zapalenie płuc. Dziecko nazwano Śnieżką. Śnieżka jest zupełną sierotą. Ojciec wiadomy ale nie dla prawa. Dziewczyna służyła na gospodarstwie u tego człowieka. Gdy ciąża stała się widoczna, to dziewczynę wyrzucił. Sługiwała później u innych ludzi. Kiedy zbliżało się rozwiązanie, wyrzucili i inni. Poszła do rodzinnej wioski. Może tu udzielą jej kąta do zlegnięcia i dadzą kawałek płótna dla dziecięcia. Obili kijami, odpędzili kamieniami, jak parszywą sukę.
Powlokła się nieszczęśnica w zawieję przed siebie, gdzie oczy poniosą, dopóki nie ugną się drżące z głodu kolana. Kiedy bóle straszne chwyciły i serce chciało gardłem wyskoczyć, zwaliła się w śnieg, stoczyła do rowu.
Na zamarzniętej grudzie, utytłana w śniegu, zlana potem i łzami wydała nowe życie. Przywitał je zimny wiatr kotłujący się po śniegu.
Zlitował się nad nimi przejeżdżający wóz z obcej wsi i przywiózł do szpitala.
Wyrobnica wiejska pozostawiona jest samej sobie. Tu nie obowiązuje ubezpieczenie na wypadek choroby i macierzyństwa. Wystarczy pomoc policji — dostarczą do szpitala leżącego na drodze. Gdyś chory, gdy nie możesz pracować — zdychaj w przydrożnym rowie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Czesław Gawarecki.