Pamiętnik dr Cz. Gawareckiego/Świtanie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Czesław Gawarecki
Tytuł Pamiętnik
Pochodzenie Pamiętniki lekarzy
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Data wydania 1939
Drukarz Drukarnia Gospodarcza Władysław Nowakowski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub Pobierz Cały pamiętnik jako PDF Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Świtanie.

Zamieszkał u nas student medycyny. Będzie pilnował nas w lekcjach. Pan Stefan obdarzony jest szlachetna urodą i ślicznie wygląda w zgrabnym niebieskim mundurze z metalowymi guzami. Zapala się w czasie rozmowy i jakoś oryginalnie puszcza dym z papierosa. Pokasłuje. Zdobył sobie mir w całym domu i szczerą sympatię nawet u naszych krewnych i znajomych. Tylko jedna z ciotek wyraziła się o nim z przekąsem „radykał“. Nie rozumiałem tego pojęcia, ale do ciotki poczułem niechęć. Matka podejrzewa, że ma zajęte szczyty.
Prostota bycia i przyjazne ustosunkowanie się do mnie pana Stefana ośmieliły do wynurzenia się przed nim w cztery oczy o moich dawnych pragnieniach poświęcenia się medycynie i późniejszym zniechęceniu. Opowiedziałem o Romanie i wymądrzałem się o Rudce, w której mogą leczyć się tylko ci, którzy mają grube pieniądze. Wyżaliłem się nad niesprawiedliwością na świecie.
Pan Stefan słuchał mnie z zaciekawieniem i nie przerwał ani słowem. Kiedy począł przyglądać mi się badawczo, speszyłem się, zaczerwieniłem i zamilkłem. Pan Stefan począł chodzić szybko po pokoju i rzucać na mnie wnikliwe spojrzenia. Siedzę speszony jak głupi. Spodziewam się peror na temat mej chłopięcej głupoty. Nagle pan Stefan zatrzymuje się przede mną, patrzy prosto w oczy i wybucha ściszonym głosem:
— Tak, wiele jest na świecie niesprawiedliwości, a jeszcze więcej ludzkiej tępoty i nałogów uczuciowo myślowych. Życie trzeba przeorać i nadać mu nowe kształty. Dopóki jednak rządzą nami Moskale, nie można nic zmienić. Co tylko jest śmielszego, musi się kryć w podziemiach. Lecz przyjdzie taki dzień, że rozerwą się podziemia i wyjdą na świat polscy rycerze, wyżeną najeźdźcę i usuną niesprawiedliwość i zło. Jesteś, chłopcze, Polakiem, zejdziesz i Ty do podziemi, gdy podrośniesz, bo taki nasz los i przeznaczenie i będziesz wykuwać myśl i broń na dzień zmartwychwstania i odrodzenia narodu.
Zamilkł.
Byłem oszołomiony i zgorączkowany. Więcej odczułem, niż zrozumiałem. Pan Stefan wziął ode mnie słowo, że nikomu nie wspomnę o tym, co mi mówił. Byłem dumny z obdarzenia mnie zaufaniem i szczęśliwy z posiadania tajemnicy o istnieniu podziemi. Fantazjowałem na temat podziemi, wyobrażałem sobie, że muszę znajdować się gdzieś pod Starym Miastem. Rozpocząłem wędrówki koło Cytadeli, rozmyślałem nad sposobami opanowania jej.
Po paru miesiącach pan Stefan wyprowadził się cichaczem. Nie spotkałem go nigdy, nawet w późniejszej pracy konspiracyjnej.
Po wojnie przypadkowo natknąłem się na jego grób na Powązkach. Nie doczekał Niepodległości, ani odrodzenia się ludzi.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Czesław Gawarecki.