Pamiętnik (Kostrzewski, 1891)/XVI
| <<< Dane tekstu | |
| Autor | |
| Tytuł | Pamiętnik |
| Wydawca | S. Lewental |
| Data wyd. | 1891 |
| Druk | S. Lewental |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
Obejrzawszy się na siebie, spostrzegam, żem już przestąpił Rubikon, to jest sześćdziesiątkę, muszę jednak przyznać, żem przeżył tę szmatę czasu, względnie powiedziawszy, bardzo szczęśliwie.
Zarzucać mi mogą — zamiłowanie do najlepszego towarzystwa, to jest arystokracyi.
Otóż wciągnięty, przez dawanie lekcyi, jeszcze za młodych moich lat, do najpierwszych domów, mimo nawet woli, musiałem przywyknąć do tych sfer. Zresztą o ile mi się zdaje, ludzie prawie wszędzie i na każdym szczeblu społeczeństwa mają zalety i wady te same.
Naturalnie, że wyjątki są tu i tam, przyznać jednak muszę, że piękniejsza połowa ludzkości w sferach wyższych, ma wiele powabu i wdzięku.
Wiele prawdziwie wielkich dam spotykałem bardzo wykształconych i rozwiniętych; poczucie sztuk pięknych zdarza się nie rzadko między niemi. Bo i nareszcie trudno wymagać od pań ze sfer niższych, by zajmowały się lub uprawiały malarstwo, gdy tymczasem tamte w podróżach mianowicie, zwiedzając liczne zagraniczne galerye, gustu nabrać mogły.
Co do mężczyzn z téj sfery, mianowicie za moich lat młodszych, nie spotykałem ludzi z artystyczném wykształceniem. W owéj epoce, szlachta nie lubiła ani się tém zajmować, ani tém bardziéj uczyć się, zastałem właśnie dogorywające resztki wielkich fortun, z dziwném i zapamiętałém marnotrawstwem tracone. Gdzie mi się tylko zdarzyło być na wsi, u najzamożniejszych, zawsze to samo spotykałem: gościnność, uprzejmość i hulanki, ale o sztukach pięknych wyobrażenia ani śladu.
Dziś zapewne już trochę inaczéj by być mogło, ale znowu ogólny jęk na biedę, zasłania nawet tych, coby mogli coś czasem kupić. Trafia się jednakże gdzieniegdzie obrazek, ale to dosyć rzadko.
Na mojéj wystawie, która stosunkowo dobrze się powiodła, czytając nazwiska właścicieli obrazów, z małym wyjątkiem, można się było łatwo przekonać, że nabywcami są mieszczanie i świat finansowy. Dzięki wykształceniu, można się już spotkać z dziełami sztuki, u prawników, doktorów, no naturalnie i u bankierów.
Zbytek w urządzaniu mieszkań, powinienby więcéj na rozwój sztuki wpłynąć. Cóż kiedy przy nowoczesnym umeblowaniu więcéj ludzie dbają o jedwabne obicia, aksamitne portyery, stare szmaty makatami zwane, niż o obrazy, wreszcie we wszystkich salonach i buduarach panuje umyślnie urządzana ciemność. Okna zasłonięte firankami, a nawet szyby nibyto koronkami pokryte. Obrazka olejnego nie widać, chyba jaką scenę na śniegu, prędzéj już akwarelka się znajdzie, i tę zawsze lepiéj dojrzéć można.
Kiedym raz komuś zarzut z tego zaciemniania mieszkań robił, ten ktoś odrzekł:
— Mój kochany, moja pani w ciemności lepiéj się wydaje, a to jest przecie najpierwsze w domu malowidło.