Przejdź do zawartości

Pamiętnik (Kostrzewski, 1891)/XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Franciszek Kostrzewski
Tytuł Pamiętnik
Wydawca S. Lewental
Data wyd. 1891
Druk S. Lewental
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

 Niewiem dlaczego, ale najmiléj mi przebywać w lecie w granicach Królestwa; ani Karpaty, ani zabużne kraje jakoś nie ciągną mnie. Ot, lat temu trzy (a piszę te słowa w r. 1891), bawiłem kilka tygodni w Rudzie Malenieckiéj, w okolicach miasta Końskie, w dość liczném gronie, u niezwykle miłych i dowcipnych państwa Konstantostwa Komierowskich. Boże mój! czemu to tak rzadko spotyka się ludzi z dobrym humorem! Długoby o tém gadać trzeba, a ponieważ z góry od poważnych i smutnych myśli uciekać postanowiłem, więc wracajmy do wesołych.
 Ukochany Kocio powszechnie lubiany człowiek, chcąc mnie ufetować, postanowił jeden dzień ku czci mojéj poświęcić. Skomponował więc jubileusz. Od samego tedy rana, pod drzwiami mego pokoju, kiedym jeszcze najsmaczniéj zasypiał, sprowadzone z Końskich żydki urznęły odrazu marsza. Więc basetla, skrzypki i klarynety w towarzystwie bębna zagrzmiały odrazu tak głośno, żem się z łóżka zerwał na równe nogi. Schody prowadzące do mego pokoju znalazłem już przybrane w festony z liści, i wieńce na ścianach. Panie w toaletach świetnych, naturalnie z humorystycznym odcieniem przybrane, z bukietami w rękach powitały mnie schodzącego z góry. Uroczysty nastrój zajaśniał w całéj okazałości dopiéro przy wystawnym obiedzie. Posadzony na pierwszém miejscu, ucieszony i ubawiony serdeczném, wesołém otoczeniem, zadziwiłem się bardzo, gdy zaraz po zupie, lokaj wniósł na tacy telegram pierwszy!
 Prawdziwe telegramy, umyślnie z Warszawy wyprawiane, przychodziły co dziesięć minut, jeden po drugim. Oto ich treść:


 Kraków, Matejko.

„Choć jestem znany i nieźle maluję,
„To przed Kostrzewskim wszakże salutuję“.



 Warszawa, Bandkie (zięć).

„Wiwat dzielny artysta co tak pęzlem włada,
„I z Rożniecką pod pompą pierniczki zajada“.



 Deotyma.

„Po niebotycznych idź wciąż życia szlakach,
„Po łez dolinie z geniuszem na czole,
„Pnij się w wyżyny po kwiatach i makach,
„Niech proza życia ciebie nie ukole“.



 Manowska.

 „Memu zacnemu przyjacielowi winszuję i życzę pełna pamięci Manowska“.



 Paris, Boulanger.

„A l’éminent peintre Polonais-salut!
 Égalité, liberté“.



 Warszawa, Rawiczowa Melania.

„Ty stary Muniu, nędzny bałamucie,
„Na moją miłość, kiwasz palcem w bucie“.



 Warszawa, Sznage Mania.

„Nie daj się Franiu tak brać na blagę
„Twoja, choć cudza, droga ci Sznage“.



 Warszawa, Wrotnowski.

„Ilu artystów jest w Syrenim grodzie
„Krzyczą dziś wszyscy jak jeden mąż,
„A co dziwniejsza w największéj zgodzie;
„Dzielna Kostrzewa niech żyje wciąż“.

 i t. d. i t. d.

 NB. Wszystkie te telegramy, umyślnie przez Józefa Komierowskiego wyprawiane z Warszawy, a ułożone przez Konstantego, zachowałem na pamiątkę.
 Możecie sobie państwo wyobrazić, ile śmiechu przy wybornym stole i pysznych winach płodziły te co dziesięć minut przybywające telegramy! I jak tu się nieśmiać, w otoczeniu życzliwych i kochanych osób.
 Nie wiem doprawdy, czy ktokolwiek tyle przyjemnych i swobodnych dni w swojém życiu przepędził ile ja! i nie wiem, czy kto to tyle cenił, ile ja.
 Mimo to, nieraz zasępia mi się czoło, gdy pomyślę o najukochańszych dzieciach i wnukach, czy które z nich będzie miało dni tak jasne jak ja! Sam nawet często boję się przyszłości, widząc tyle bolesnych zawodów i tyle trosk na około.
 Starałem się wpoić w moje dzieci, trochę filozofii tego gatunku przedewszystkiém, żeby dzisiejsze swoje ja i swoje radości ceniły, jako przypadkowe szczęśliwe momenta, które nam życie zdobią.
 Oby dni takich słonecznych jak najwięcéj im przypadło!
 Dzieci moje objawiały także artystyczne chętki od małego; widząc papę ciągle rysującego lub malującego, nabrały wielkiego zamiłowania do téj sztuki.
 Syn, dzisiaj już dość ceniony, jako zdolny portrecista, przebywał lat kilka w Monachium.
 Córka starsza, Bandkowa, objawiała wielki talent do śpiewu, i był czas, żem myślał, że będzie artystką, lecz poszła za mąż, a obdarzona dziś czworgiem pysznych dzieciaków, na tryle czasu nie ma.
 Młodsza, jako Benjaminek, ukochana, posiada zadziwiające zdolności muzyczne. Będąc jeszcze młodziutką panienką, zaczęła uprawiać fortepian, i doszła do dużéj już wprawy, a przedewszystkiém gra jéj była indywidualną i rozumną, co dawało mi nadzieję, iż zostanie kiedyś niepospolitą artystką.
 Losy jednakże inaczéj zrządziły. Będąc na kuracyi w Nałęczowie poznała Konrada Wodzińskiego, tamże bawiącego, a zakochawszy się w nim, oddała mu swą drobną, ale pracowitą i zdolną rączkę. Dziś doprowadziwszy do doskonałości konną jazdę, uczy w Tatersalu wyborową sferę panien; nadzwyczajnie ceniona i kochana przez wszystkich.
 Obok tego, nabrawszy zamiłowania do koni, maluje studya naturalnéj wielkości, zdaniem znawców niepospolicie.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Franciszek Kostrzewski.