Pamiętnik (Kostrzewski, 1891)/I
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Pamiętnik |
| Wydawca | S. Lewental |
| Data wyd. | 1891 |
| Druk | S. Lewental |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
W Sandomierskiém był las na wzgórzu dość wysokiém. Krzaki leszczyny gdzieniegdzie jałowcem lub grymaśnie powykrzywianą brzeziną przegradzane, otaczało kilku wiejskich chłopców, między którymi kilkunastoletni młodzieniaszek w studenckiéj na bakier czapce, nie zrywał jak inni orzechów, lecz pogwizdywał, naśladując wilgi, zięby lub szczygły; nie robił tego bezinteresownie, uczył się bowiem zwabiać ptaszki, łapiąc je na lep. W tym celu w gęstwinie na wierzchołku jakiéj sporéj choinki, przywiązywał rosochatą suchą gałązkę, któréj poprzeczne pręciki nasmarowane gęstym lepem, były zgubą dla siadających ptasząt. Nóżki tych biedaków, raz postawione na owych gałązkach, nie dały się już odczepić — i nie było dnia, żeby kilku złowionych w ten sposób śpiewaków, nie przybywało do klatek, których pełno było w dość dziwnie wyglądającym pokoju studencika.
Pokój ten, dosyć obszerny, miał ściany pogryzmolone węglem, i przedstawiał zbiór przeważnie wiejskich fizyognomii. Nad łóżkiem wisiała gitara, na stole pełno papierów zaszkicowanych.
Właśnie tylko-co ze złapaną ziębą i czyżykiem, w chustce od nosa uwięzionemi, powrócił do domu gwiżdżący chłopiec.
Za chwilę z drugiego pokoju wszedł z poczciwą, ale zakłopotaną twarzą, szpakowaty jegomość, i zażywszy porządny niuch tabaki, tak zaczął:
— Mój Franku, ja się martwię, co z tobą daléj robić, a ty jakby nic. Albo rysujesz, albo gwiżdżesz, albo włóczysz się po lesie... Co z ciebie będzie?!
— Mój kochany ojcze, co ze mnie będzie, sam nie wiem, ale do szóstéj klasy na drugi rok nie pójdę za nic na świecie!
— Zacząłeś za mojém staraniem w kancelaryi fabrycznéj aplikacyą, nawet z początku chwalił cię dyrektor, że ładnie piszesz, i cóż?... licho nadało, że na marginesie jakiegoś raportu wyrysowałeś ogromny zadarty nos. Dyrektor poznał, że to jego nos — i wypędzili cię sromotnie. Co ja nieszczęśliwy z tobą zrobię!!
Franek poskoczył do ojca, pocałował go w rękę i rzekł:
— Ja muszę być malarzem!
(Tym Frankiem, byłem ja).