Płomienie (Zbierzchowski)/Słota

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zbierzchowski
Tytuł Słota
Pochodzenie Wrażenia
Data wydania 1916
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni Maryana Hasklera
Miejsce wyd. Wiedeń
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


SŁOTA.

 
Gdy w szyby biją krople dżdżu
I pola w słocie mokną,
Ja zrywam się z twardego snu
Spoglądam w ciemne okno.

Jakiś widmowy, straszny sen
Jeszcze się w duszy roi.
Tam w taki deszcz, na polu, hen,
Mokną gdzieś bracia moi.
 
Przez ciemny, zasłocony świat
Daleko myśl ma leci,
Do tych, co zdala od swych chat,
Tęsknią do żon i dzieci.
 
Hej, w taką noc, gdy pluszcze deszcz,
Co cierpi w polu człowiek!
Na samą myśl uczuwam dreszcz
I sen ucieka z powiek.

I złoszczę się, że jestem syt,
Że mam wygodne łoże.

I duszę jakiś pali wstyd,
Że zasnąć się nie może.

I rwę się do tych sinych pól,
Na których wicher hula,
Aż sen ucisza serca ból
I myśli mgłą otula.

Lecz rano, kiedy dziecko me
Wyciągnie do mnie rączki,
Zamysł się mój rozwiewa w mgłę,
Jak widmo złej gorączki.

Ta siła, co mi każe żyć,
Jest czemś ogromnie szczerem.
Trudno! nie każdy może być
Wojem i bohaterem.
 
Lecz chłoszcze mię stwierdzony fakt
Ironią swą okrutną.
Życie! zawarłem z tobą pakt,
Lecz jest mi smutno, smutno!










Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Zbierzchowski.