Płomienie (Zbierzchowski)/Przeczucie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zbierzchowski
Tytuł Przeczucie
Pochodzenie Wrażenia
Data wydania 1916
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni Maryana Hasklera
Miejsce wyd. Wiedeń
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


PRZECZUCIE.

 
Złocą się liście drzew,
Tknięte ręką jesieni.
Zieleń się zmienia w krew
Las się cały rumieni.

Opada rdzawy liść,
Coś ginie i coś kona,
Trzeba mi wkrótce iść,
Gdzie zorza tli czerwona.

Coś mię przyzywa tam,
Jakieś tajemne sprawy.
U złotych nieba bram
Archanioł stanął krwawy.

Jakiś smutek i żal,
Trudno go tak odegnać.
Wola mię krwawa dal...
Trzeba się z wami żegnać.
 
W przydrożny pada kurz
Kwiat marzeń i uniesień.

Może ostatnia już
Ta moja z wami jesień?

Może ostatni raz
Patrzymy sobie w serce,
Złości się dla mnie las
I płoną łąk kobierce?

I z nowej wiosny tchem,
Zgłuszony życia gwarą,
Będę już tylko snem
Bladą, straszącą marą?!










Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Zbierzchowski.