Przejdź do zawartości

Ostatnia kochanka Franciszka Józefa/Pierwsze miłostki cesarza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Nowicki
Tytuł Ostatnia kochanka Franciszka Józefa
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wyd. [1926]
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
PIERWSZE MIŁOSTKI CESARZA.

Cesarz Franciszek Józef I-szy z powierzchowności przypominał — feldfebla austrjackiego. Jego psychika i jego umysłowość również nie sięgały dalej.
W latach młodzieńczych — oczywista — ponosił go temperament i ponosiła go także i duma. Mieć 18 lat i być cesarzem — jak na ówczesne czasy — dużego mocarstwa — to istotnie podnieta do spoglądania zgóry nie tylko na zwykłych śmiertelników, ale nawet i na wielu panujących, których w 1848 roku Europa liczyła przynajmniej pół setki, albo i więcej. W pierwszych latach panowania po zduszeniu rewolucji węgierskiej z pomocą bagnetów rosyjskich i po złamaniu rokoszu we Włoszech Północnych, po wygraniu wojny z królestwem Sardynji, młodziutki cesarz niejednokrotnie folgował swojej dumie. Wprawdzie ogólny kierunek polityczny spoczywał w rękach energicznej mamy, arcyksiężnej Zofji, sprawami wojskowemi zarządzał ulubieniec cesarski generał hrabia Grünne, a mimo to młody cesarz na zewnątrz występował zawsze tak, jakgdyby to on, nikt inny, był panem życia i śmierci swoich poddanych. Tę pewność wystąpień nazewnątrz młodego cesarza odczuwali niejednokrotnie nawet komenderujący generałowie. Zdarzało się, że na paradach wojskowych młodziutki cesarz nagle wydawał dyspozycje odmienne od tych, które poprzednio wydał generał komenderujący. Na wszelkie przedstawienia generała, że nie uchodzi psuć ustalonego porządku rzeczy, Franciszek Józef odpowiadał szorstko pytaniem:
— Czy to ja jestem cesarzem, czy pan, panie generale?
Ani parady wojskowe, ani nawet podpisywanie rozmaitych dokumentów i aktów państwowych nie zajmowało młodemu monarsze zbyt wiele czasu. Oddawał się tedy z zapałem i jawnie tańcom z młodemi arystokratkami, a pocichu również z zapałem hołdował pokątnym miłostkom, ot jak młodziutki podporucznik kawalerji, świeżo przydzielony do pułku i zaopatrywany sowicie przez rodzinę w pieniądze.
Oczywista, szereg rozmaitych miłostek i romansów cesarskich — była to lista bardzo długa — z biegiem czasu zniknęły z pamięci następnych pokoleń. Nigdzie ich bowiem nie notowano jawnie i drukiem.
Między innemi wiadomo, że jednym z dłuższych romansów Franciszka-Józefa przed ożenieniem się, był stosunek miłosny równocześnie z dwiema rodzonemi siostrami, tancerkami, ale nie z Opery Nadwornej. Cesarz kupił dla nich dom na Jägerzeile (dzisiejsza Praterstrasse). Wieczorami Franciszek-Józef, w mundurze oficera kawalerji, wraz z adjutantem, przemykał się pustemi ulicami (ówczesny Wiedeń chodził bardzo wcześnie spać) z Burgu cesarskiego do swoich przyjaciółek. Tam w towarzystwie młodych arystokratów pił, tańczył i całował zapamiętale.
W 1885 roku ówczesny prezes ministrów austrjackich hrabia Edward Taaffe powołał na ministra wyznań i oświecenia dr. Pawła Gautscha. Był to człowiek tak młody (liczył wtedy 34 lata), że zamianowanie go ministrem wywołało niesłychaną sensację. Bywali w Austrji młodzi ministrowie, ale pod takimi „młodymi ministrami“ rozumiano ludzi, liczących po latach 50-ciu. Do tej pory w Austrji nie było wypadku, ażeby urzędnik stosunkowo nie wysoki, bo dyrektor Akademji Terezjańskiej, instytutu wychowawczego dla młodzieży arystokratycznej, odrazu został ministrem, i to w 35 roku życia.
Wprawdzie mówiono, że hrabia Taaffe, jako ojciec, zawdzięczał dużo dr. Gautschowi, gdyż ten na stanowisku dyrektora Akademji Terezjańskiej zdołał doprowadzić do zdania matury jedynego syna hrabiego Taaffe‘a, nie odznaczającego się ani pilnością, ani inteligencją. Lecz taki komentarz nie mógł wyjaśnić dalszej nadzwyczajnej karjery dr. Gautscha. Wnet bowiem po otrzymaniu teki ministerjalnej, heraldycy wynaleźli, że dr. Gautsch właściwie jest szlachcicem starego rodu. Rodzina jego nazywała się ongi Gautsch von Frankenthurn. Cesarz zatwierdził bez żadnych trudności owo odgrzebane z gruzów przeszłości szlachectwo, podobno datujące się aż ze średniowiecza. Po paru latach podniósł dr. Gautscha do godności dziedzicznego barona. Odtąd dr. Gautsch już stale piastował bardzo wysokie urzędy państwowe stale jako mąż zaufania cesarskiego. Dwa razy i to po kilka lat był ministrem oświaty, trzy razy był prezesem ministrów, a w przerwie między temi trzema prezesurami gabinetu, stał w randze ministra na czele Najwyższej Izby Obrachunkowej.
Po ustąpieniu po raz trzeci z prezesury gabinetu, baron Gautsch został dziedzicznym hrabią austrjackim.
Gautsch, mianowicie, był pierwszym synem Franciszka Józefa. Stary Gautsch, zrazu oficjał policyjny, a potem kierownik schroniska miejskiego dla starców, posiadał piękną żonę. Miała to być istotnie niezwykła piękność, rasowa wiedenka, a więc smukła kobieta o regularnych rysach twarzy, o dużym temperamencie i o niewyczerpanej wesołości. Słowem, ten typ kobiet, który stale najbardziej się podobał cesarzowi Franciszkowi Józefowi. Panią Gautschową cesarz Franciszek-Józef zobaczył jako dwudziestoletni młodzieniec. Była ona naturalnie parę lat starsza od cesarza. Ale to właśnie ciągnęło ukoronowanego młodzieńca.
W lutym 1851 roku przyszedł na świat w Wiedniu syn, którego cesarz od tej pory nigdy nie stracił z oczu. To też dostarczał on funduszów na wytworne wychowanie dziecka i od samego początku ułatwiał mu robienie karjery urzędniczej. Gautsch miał zaledwie 24 lata, kiedy był już przybocznym sekretarzem ówczesnego ministra Wyznań i Oświecenia dr. Starda von Stemayr‘a. Miał zaledwie lat 30, kiedy w 1881 roku został owym dyrektorem Akademji Terezjańskiej, a w cztery lata później — jak podaliśmy wyżej — już piastował tekę ministerjalną.
Zdaje się jednak, że Gautsch był jedynym nielegalnym synem cesarza FranciszkaJózefa. Pod tym względem różnił się on od swojego przyjaciela, króla Alberta Saskiego, który, nie mając dzieci ze swą legalną małżonką, księżniczką Waza, pozostawił w Dreźnie i w Saksonji kilkanaścioro dzieci płci obojga, między innemi słynnego hotelarza Sendiga, bardzo podobnego z twarzy, z postaci i ruchów do swojego królewskiego ojca.
Śpiewaczki z Opery Nadwornej i baletnice z baletu tejże Opery cieszyły się przez dziesiątki lat kapryśnemi względami małżonka cesarzowej Elżbiety. Na punkcie kobiet Franciszek-Józef był nieodrodnym potomkiem swoich ukoronowanych poprzedników.
Nawet Marja Teresa w gruncie rzeczy nie prowadziła bardziej cnotliwego życia, jak Katarzyna II-ga, zwana Wielką. Taiła się przecież z tem. Po śmierci męża Franciszka, pierwszego cesarza z domu Lotaryńskiego, pomimo, że miała z nim siedemnaścioro dzieci, utrzymywała stosunki miłosne z całym szeregiem arystokratów. Król pruski, Fryderyk II-gi wcale nie mijał się z prawdą, gdy twierdził, że Marja Teresa na punkcie kochanków wcale nie ustępowała cesarzowej Katarzynie, ma przecież nad nią tę wyższość, że jest zgrabniejsza i ukrywa swoje miłostki.
Drugi syn Marji Teresy, cesarz Leopold II-gi poświęcał niemało czasu i pieniędzy na przygotowywanie rozmaitych napojów miłosnych. A były to zabawy bardzo niebezpieczne, gdyż jeden z takich napojów miłosnych zawierający w sobie pierwiastek trujący, przyprawił go o śmierć. Syn najstarszy Leopolda II-go, pierwszy cesarz austrjacki Franciszek I-szy nie oddawał się wprawdzie miłostkom, ponieważ uważał je za coś uwłaczającego swojej godności cesarskiej, ale był kobieciarzem w całem tego słowa znaczeniu i brał po kolei cztery żony wszystkie bardzo ładne kobiety, przeważnie Włoszki. Nadużycia, jakich cesarz Franciszek I-szy dopuszczał się, sprawiły, że jego obaj synowie zarówno późniejszy cesarz Franciszek, jak i ojciec nominalny[1] Franciszka Józefa, arcyksiążę Franciszek Karol, odznaczali się zdrowiem bardzo słabowitem, przyczem Ferdynand był notorycznym idjotą.
Nic więc dziwnego, że cesarz Franciszek Józef był na punkcie miłostek nieodrodnym potomkiem Habsburgów i Lotaryngów.
Pożycie małżeńskie Franciszka Józefa I-go było złe. Wprawdzie młodociany cesarz poślubił księżniczkę Elżbietę Bawarską z miłości. W tej sprawie zlekceważył sobie wolę matki arcyksiężnej Zofji, bowiem przeznaczyła swojemu synowi siostrę Elżbiety. Ale młodociany cesarz, przyjrzawszy się wszystkim czterem księżniczkom bawarskim, upodobał sobie właśnie Elżbietę i poraz pierwszy w życiu zamanifestował swoją wolę cesarską, i to tak stanowczo, że arcyksiężna Zofja musiała ustąpić.
Ale nie zapomniała tej klęski. O ile mogla też — a mogła wiele — mściła się na swojej synowej.
Cesarz Franciszek Józef zaś — mimo pozornej nieugiętości, był człowiekiem, ulegającym dosyć łatwo wpływom zewnętrznym, zwłaszcza w młodszych latach, gdy nie upajał się jeszcze świadomością o własnej wielkości i potędze.
Decydującym jednak wpływem na popsucie stosunków małżeńskich były właśnie miłostki cesarza Franciszka Józefa I-go.
Wszystkie miłostki pokątne Franciszka Józefa I-go poruszają się w świecie kulis i kinkietów. Pod tym względem był on typowym arystokratą austrjackim, ubranym w mundur wojskowy. Od dziesiątków lat arystokraci austrjaccy, służący w wojsku, przeważnie w kawalerji, jeżeli żenili się poza sferą arystokratyczną, to brali swoje żony z pomiędzy aktorek. Przeważnie śpiewaczki z opery i śpiewaczki z operetki cieszyły się tam względami arystokratów. Było to tak przyjęte, że wysokiej rangi generałowie, mający korony hrabiowskie i mitry książęce nad swoimi nazwiskami, nie potrzebowali nawet występować z czynnej służby. Zajmowali oni wysokie stanowiska komendantów korpusów i komendantów wojsk całej prowincji, mając u boku na wszystkich uroczystościach urzędowych swoje małżonki, które kilka, lub kilkanaście lat temu nosiły tytuły hrabin i księżnych tylko w operach, lub w operetkach.





  1. Patrz „Tajemnica pochodzenia Franciszka Józefa” tegoż autora (tomik 15 „Roju”).





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Nowicki.