Przejdź do zawartości

Ostatnia kochanka Franciszka Józefa/Chmurki w idylli

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Nowicki
Tytuł Ostatnia kochanka Franciszka Józefa
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój”
Data wyd. [1926]
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

CHMURKI W IDYLLI.

Latem pani Schratt w ślad za cesarzem przenosiła się do Ischlu. Tam mieszkała zawsze w jednej i tej samej willi. W owej letniej rezydencji etykieta dworska, na życzenie cesarza, prawie nie obowiązywała. Franciszek Józef chodził publicznie na spacery z panią Schratt, a nawet siadywał z nią na ławkach, stojących na promenadach. Wraz z cesarzem obok niego siadywał synek pani Schratt, który często bawił się szablą cesarską, nic nie robiąc sobie z majestatu monarszego. Publiczność przyzwyczaiła się do tego widoku, że się tak wyrazimy, „en famille“.
To też Franciszek Józef tęsknił zawsze do pobytu w Ischlu, jak tęskni uczeń gimnazjalny do wakacyj na wsi.
Do obowiązków pani Katarzyny Schratt, narzuconych jej z biegiem czasu przez cesarza, była konieczność wypijania z cesarzem jego rannej kawy w Schönbrunnie. Ponieważ cesarz latem wstawał o godzinie 4 rano, a zimą o godzinie 5 rano, przeto pierwsze śniadanie latem jadał już o godzinie 5 rano, a zimą o godzinie 6 rano.
Pani Schratt zatem musiała wstawać nieco wcześniej, niż cesarz, aby mieć czas na kąpiel, na ufryzowanie głowy i na zrobienie tualety, poczem latem w otwartym powozie, a zimą w zamkniętej karecie jechała ze swojej willi przez park w Schönbrunnie do zamku. Spóźnić się nie mogła ani na jedną minutę, ponieważ cesarz odznaczał się niesłychaną punktualnością i chorowałby z gniewu, gdyby podano mu śniadanie o dwie, lub trzy minuty później, niż zawsze, bez pani Schratt zaś do śniadania nie chciał zasiadać.
Pani Schratt znajdowała się atoli w gorszem położeniu, niżeli cesarz. Cesarz zimą i latem chodził spać regularnie o godzinie 9 wieczorem. Tylko wyjątkowo kilka razy na rok z powodu balu dworskiego, albo przedstawienia w Operze przesuwał termin udania się na spoczynek o pół godziny, albo o godzinę. Kładąc się zawsze o godzinie 9 wieczorem, był zawsze wypoczęty. Natomiast pani Katarzyna Schratt przez długie lata, jako aktorka sceny nadwornej, musiała występować w Burgteatrze. Przedstawienia kończyły się zawsze koło godziny dziesiątej wieczorem. Następnie trzeba było jechać ze środka miasta do odległego Hietzingu karetą, a po powrocie do domu spożyć kolację. W te dnie, w których pani Katarzyna Schratt grywała, nie kładła się wcześniej, niż koło północy. Obowiązek wstawania o godzinie 4 rano następnego dnia był dla niej bardzo uciążliwy, a z biegiem czasu zmienił się poprostu w karę ciężkich robót.
Kilkakrotnie pani Schratt usiłowała przekonać cesarza, że kawa na śniadanie będzie mu smakowała i bez jej obecności. Ale cesarz nie chciał o tem słyszeć. Z egoizmem starca domagał się od swojej przyjaciółki, ażeby każdego ranka, punktualnie zjawiała się na śniadaniu.
Gdy wreszcie pani Katarzyna Schratt stanowczo zaczęła się opierać odbywaniu tych rannych wizyt w Schönbrunnie, cesarz kazał jej ustąpić ze sceny. Pani Schratt zastosowała się do woli cesarza, lecz irytowała się tem i martwiła, ponieważ lubiła zawód aktorski i zdawała sobie sprawę, że znajduje się w pełni talentu i może liczyć na poklask publiczności.
Irytacja po pewnym czasie przybrała u niej takie rozmiary, że koło 1905 roku nagle, bez pożegnania, wyjechała ona z Wiednia do Francji. Przez długi czas przebywała w rozmaitych zdrojowiskach i miejscowościach kuracyjnych, od czasu do czasu zaglądała do Paryża, jeździła do Monte-Carlo, a o powrocie do Wiednia wcale nie myślała.
Cesarz był zrozpaczony. Stracił na humorze. Oświadczał głośno, że czuje się osamotniony i że życie mu poprostu obrzydło. Zasypywał też swoją przyjaciółkę depeszami i listami. I w depeszach i w listach błagał ją czułemi słowy, aby zechciała wrócić do Wiednia i położyć kres jego osamotnieniu.
Pani Schratt zrazu nie chciała ustąpić. Była niesłychanie zmęczona tym trybem życia, jaki cesarz w swojem starczem samolubstwie jej narzucił. Wreszcie jednak pani Schratt uległa i pewnego dnia zjawiła się znowu w swojej willi, a następnego ranka asystowała przy śniadaniu cesarza. Na ten temat onego czasu kursowało mnóstwo anegdot we wszystkich kołach ludności wiedeńskiej. Niektóre z tych anegdot były bardzo złośliwe i wręcz zmyślone. Inne opierały się na prawdziwych zdarzeniach.
I tak jest faktem, że cesarz, jak prawdziwy wiedeńczyk, był mocno przesądny i wierzył, że spotkanie kominiarza przynosi szczęście. Pewnego dnia telegrafował do pani Schratt, przebywającej pod owe czasy w Paryżu, że właśnie przed chwilą, gdy wracał z miasta, spotkał na ulicy dwuch kominiarzy. Poczytał to więc za dobrą wróżbę i za zapowiedź rychłego powrotu pani Schratt do Wiednia.
Wreszcie pani Schratt wróciła. Było to dla Franciszka Józefa większe szczęście, niż uzyskanie nowej prowincji.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Nowicki.