Opowiadania o Hanrahanie Rudym; Tajemnicza róża; Rosa alchemica/Słowo wstępne

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł Słowo wstępne
Pochodzenie Opowiadania o Hanrahanie Rudym; Tajemnicza róża; Rosa alchemica
Data wydania 1925
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Miejsce wyd. Lwów — Poznań
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
SŁOWO WSTĘPNE.

Jest książka, dwa tysiące lat sobie licząca, znana nam jeszcze z ławy szkolnej, boć wtedy nękała nas gramatycznemi prawidłami i wokabułami obcego, martwego języka. Jej autor, genjalny Juljusz Cezar, mistrzowsko prostym językiem, pełnym majestatycznego chłodu, opowiada jedną z najkrwawszych tragedyj, jakie rozegrały się w dziejach ludzkości: o wymordowaniu i podbiciu wielkiego narodu, kochającego wolność, kochającego piękno, kochającego poezję... Naród ów zwał się Celtami, jego kapłani Druidami...
Jest też druga książka, znana nam również jeszcze z ławy szkolnej, ale pisana płomiennym wierszem i językiem najpiękniejszym w świecie — „Lilla Weneda“ Juljusza Słowackiego. Najwspanialsza tragedja polska i najbardziej polska, pomimo akcesorjów częstokroć obcych. Są w niej sceną głazy druidyczne, a król zwie się Druidem-Derwidem; sam poeta przyznaje się, że tragedję tę natchnęły mu dzieje starożytnej Helwecji, tej samej, którą niegdyś uciemiężyły legjony rzymskie. I jej treścią jest wymordowanie i podbicie wielkiego narodu, kochającego wolność, kochającego piękno, kochającego poezję...
I jest trzeci autor, dotąd, przykro to wyznać, Polakom prawie nieznany — autor, którego jedno z najcelniejszych dzieł po raz pierwszy w polskim podajemy przekładzie — największy ze współczesnych poetów irlandzkich, wskrzesiciel dawnej poezji celtyckiej, William Butler Yeats. Dzieło, które jest koroną jego twórczości, nosi charakterystyczny tytuł: „The Celtic Twilight“ (1893), który możnaby nadać całej twórczości tego poety. Wyraz „twilight“ oznacza i zmierzch i zaranie, pomrokę i szarą godzinę — wszystko to jest treścią całej poezji Yeatsa. Jest w niej mowa o czasach zamierzchłych, minionych, gdy gasły nadzieje, i o zaraniu życia narodu, budzącego się do nowej wolności, i o pomroczy tajemnic mistycznych i o baśniach, jakie opowiada się w szarą godzinę...
I taką była też cała poezja irlandzka — jeszcze od czasów zamierzchłych. Jest to bowiem poezja najstarsza w Europie po upadku świata klasycznego. Gdy całe imperjum rzymskie zalały hordy barbarzyńców, wyspa Hibernia, która nigdy nie uległa orężowi rzymskiemu, z własnej woli stała się strażniczką i krzewicielką kultury łacińskiej; wszak mnichom celtyckim z zielonego Erinu zawdzięczamy przechowanie wielu arcydzieł literatury starożytnej, które inaczej zginęłyby bezpowrotnie. Pełne snów i księżycowego blasku dzieła zromanizowanego Celta Wirgiljusza do dziś dnia nie straciły tam wzięcia — jeszcze bakałarz wiejski, Hanrahan Rudy, odczytuje je prostym wieśniakom i swawolnym chłopiętom. Ale i lud ten prosty, celtycki, tworzył też rodzimą, oryginalną poezję. Kędyś tam dawno, w głuszy wieków średnich, zanim jeszcze w celtyckiej Bretonji powstały podania o królu Arturze, w Irlandji bardowie opiewali króla Aedha, czy walkę między legendarnemi plemionami Tuatha de Donaan i Fomori, później zaś wojnę między prowincjami Ulster i Connaught (Tain Bo Cualngi), czy podania o królu Finnie i Osjanie. Obok tych pieśni krążyły też podania „Echtry“ o podziemnem królestwie wróżek; wyobraźnia ludowa całą wyspę napełniała zjawami nadprzyrodzonemi, zwanemi Sidhe. Pieśni te i opowiadania zachowały się dzięki uczonym bajarzom — filidom; obok nich ogromną rolę odegrali i mnisi, którzy te legendy pogańskie przepisywali wraz z chrześcijańskiemi. Legendy otoczyły zwłaszcza postać apostoła Irlandji, ś. Patryka (372 do 464); jedna z tych legend, opowiadająca o zwiedzaniu świata zaziemskiego, miała podobno wpłynąć na powstanie „Boskiej Komedji“ Dantego. Wizje były najczęstszą legend tych treścią; słusznie Yeats uważa wizyjność za jedną z najważniejszych cech poezji celtyckiej.
Legendy te, baśnie i pieśni żyją jeszcze częściowo w ustach ludu, który w kilkuwiekowej niewoli przeważnie nawet język własny zatracił i tylko gdzieniegdzie, w zapadłych kątach, zdołał przechować swe narzecze. Z owych ksiąg, spisanych przez mnichów i filidów, oraz z ust ludu zaczęli je spisywać (w latach 1886—1896) miłośnicy przeszłości narodowej i kultury irlandzkiej, sami już przeważnie mówiący i piszący po angielsku. Tę dążność samozachowawczą, wysuwającą nawet postulat przywrócenia dawnego języka celtyckiego czyli gaelickiego (Liga Gaelicka — Connradh Gaedhilge 1893), poczęto określać nazwą zmartwychwstania celtyckiego — The Celtic Revival.
Z ruchem tym łączy się silnie i ruch literacki — Irish Literary Movement; oba zaś są współczesne walce o niepodległość — w dziejach Irlandji, a odrodzeniu romantyzmu — w dziejach literatury europejskiej. Zbieżność dat nie przypadkowa, a charakteryzująca i samą literaturę renesansu celtyckiego. Samopoczucie narodowe oraz romantyzm: oto, powiedziawszy ogólnikowo, dwa główne czynniki powstania wspaniałej literatury irlandzkiej.
Jak niegdyś Herder swojemi: „Stimmen der Völker“ przygotował grunt pod romantyzm niemiecki, tak revival irlandzki przygotowały zbiorki pieśni ludowych, zwłaszcza „Love Songs of Connaught“, wydane przez Douglasa Hyde’a (1893); ten to człowiek był głównym inicjatorem odrodzenia celtyckiego, dopomagali mu zaś ludzie ideowi, juk Gavan Duffy, Dr. Joyce i Stopford Brooke, którzy postawili sobie program określony: wyzwolenie intellektualne Irlandji i stworzenie oryginalnej literatury. Miano tłumaczyć stare teksty, legendy, pieśni itp., rozwijać je, napełniać nową treścią, ożywiać imaginacją.
W istniejącem od 1892 r. w Dublinie towarzystwie literackiem — Irish National Literary Society — najczynniejszym i najwpływowszym od samego początku był W. B. Yeats. Urodzony w 1865 r., z rodziny protestanckiej, już za młodu przejął się rodzimą twórczością swej ojczyzny, czego dowód złożył, ogłaszając „Klechdy ludu irlandzkiego“ (Folk Tales of the Irish Peasantry, 1888); zarazem dał w sobie poznać już późniejsze upodobania, wydając (1892 r.) pisma wielkiego mistyka, W. Blake’a. Z natchnienia Yeatsa młodszy od niego, lecz równie wielki poeta, John Millington Synge (1871—1909) zajął się badaniem pierwotnych obyczajów i nieskażonego języka gaelickiego na wyspach Arańskich, na zachód od Irlandji; sam zaś Yeats, jak wyznaje, wiele szczegółów folklorystycznych i właściwości stylowych zawdzięcza Lady Gregory (ur. 1852), świetnej znawczyni języka i baśni irlandzkich oraz autorce tęgich komedyj. Oprócz nich dokoła Yeatsa zgrupowali się wybitni poeci, złączeni umiłowaniem rodzimej tradycji, skłonnością do symbolizmu, baśni i dawnej mitologji celtyckiej. Są to: Padraig Colum, William Sharp (pseud. Fiona Macleod), a nadewszystko G. W. Russel (ur. 1867), piszący pod kryptonimem A. E., człowiek wszechstronnie uzdolniony jako krytyk, poeta, malarz i ekonomista. Jemu to poświęca Yeats swoją „Różę tajemniczą“, nazywając go jedynym poetą nowoczesnej Irlandji, „who has moulded a spiritual ecstasy in verse“; wpływ tego panteisty i zwolennika filozofji indyskiej nieraz zaznacza się w dziełach Yeatsa (The Ideas of Good and Evil 1903).
Ale zajmijmyż się samym Yeatsem i jego oryginalną twórczością poetycką:

Know that I would accounted be
True brother of the company
Who sang to sweeten Ireland’s wrong
Ballad and story, rann and song

pisał dwudziestoletni poeta w wierszu „Do przyszłej Irlandji“ i tej zapowiedzi nigdy się nie sprzeniewierzył: był zawsze wiernym druhem braci śpiewaczej i pieśń jego miała na celu osłodzenie niedoli Irlandji. Zaczął od ballad i wierszy lirycznych; wśród nich znajdowały się istne perły poezji, takie wiersze jak: „The Song of the Old Mother“, „Down by the Salley Garden“, „The Fiddler of Dooney.“ Z większych poematów na uwagę zasługują przedewszystkiem „The Wanderings of Usheen“ (1889), których bohater, zwany też Oisin, poszukuje wytęsknionej Niamh; w akcję wpleciona jest postać ś. Patryka.
Rok 1892, przełomowy w literaturze irlandzkiej, jest ważny dla twórczości Yeatsa; poeta występuje wtedy z pierwszym swym dramatem: „Hrabina Kasia“ (The Countess Cathleen). Odtąd twórczość jego głównie w tym zwraca się kierunku; zyskawszy sobie teren pracy w Abbey Theatre w Dublinie (założ. 1904), pisze szereg dramatów, wydając je jako „Plays for Irish Theatre“. Dzieła te po wielokroć przerabiał i przystosowywał do sceny, dążąc do stworzenia odrębnego zgoła dramatu irlandzkiego, opartego na duchu i tradycji narodowej[1]. „Kasia“ np. ulegała przeróbkom po każdem wystawieniu aż do r. 1912. Świadczy to, że poeta utworów swych nie uważa za dzieła książkowe, ale za żywą mowę, jak nią były niegdyś recytacje bardów. Ten mistrz języka, jeden z największych wirtuozów formy, wymagał też od aktorów, grających jego utwory, żeby byli mistrzami deklamacji, czemu dał wyraz w rozprawce „Literature and the Living Voice“ (1906). — Dodać należy, że w dziele stworzenia dramatu irlandzkiego pomagał Yeatsowi genjalny reżyser i reformator teatru, E. Gordon Craig.
„Hrabina Kasia“ — to dzieje niebywałego poświęcenia; bohaterka tytułowa, chcąc z rąk czartowskich wybawić nękaną głodem ludność, składa w ofierze najpierw swe skarby, a potem i własną duszę. Drugim z kolei dramatem był „The Land of Heart’s Desire“ (1894), którego bohaterka, młoda Maire, tęskni sercem całem do kraju wróżek. Najpiękniejszy to może dramat Yeatsa, w każdym razie najbardziej charakterystyczny dzięki nastrojowi symbolicznemu i charakterowi baśniowemu całej akcji. Wszystkie te same cechy mają i inne dramaty Yeatsa, jak „Hour Glass“ (Klepsydra), „The Green Helmet“ itd. Niektóre z nich sięgają do zamierzchłych, mitycznych dziejów Irlandji; do nich należy zwłaszcza piękny dramat „On Baile’s Strand“ (1904), osnuty na podaniach o królu Conocharze; z tego samego cyklu podań staroceltyckich wziął poeta wątek innego dramatu p. n. „Deirdre“ (1906). Wyrazem bólu patrjotycznego jest dramat „Cathleen ni Hoolihan“ (1902).
Nie wyliczyliśmy wszystkich dzieł Yealsa, za które w r. 1923 dostał nagrodę Nobla, bo i tak tytuły same mało powiedzą o ich wartości, a streszczenie nie zastąpi treści. Zanim dzieła te staną się bliżej znane ogółowi polskiemu, niechże zadatkiem tego zbliżenia będzie książka niniejsza, o której z kolei pomówić należy. Wyszła ona po raz pierwszy w r. 1897 pod ogólnym tytułem „The Secret Rose“. Róża, najpoetyczniejszy z kwiatów, była zawsze, że się tak wyrażę, symbolem wszelkiej symboliczności i mistycyzmu, zwłaszcza chrześcijańskiego; wszak w litanji znajduje się inwokacja; „Rosa mystica!“ — co po polsku przetłumaczono: Różo duchowna! („złotą różą“ nazywa ją Słowacki w „Anhellim“); zbiór tajemnic nazwano różańcem — gra on poważną rolę dwukrotnie w opowieściach Yeatsa, podobnie jak róża herbowa, będąca godłem Joannitów. Najpopularniejszym bodaj z poematów średniowiecza był „Roman de la Rose“, Williama de Lorrisa i Jana de Meunga, powieść symboliczna, pełna snów i wizyj; nie brak takich poematów było i później, że wspomnę „Die bezauberte Rose“, romantyka Schulze’go — przypomnijmy sobie wreszcie i ową symboliczną Różę w widzeniu Ewy z III-ciej części „Dziadów“... Yeats posługiwał się tym symbolem już w lirycznych wierszach młodzieńczych („The Rose of Peace“, „The Rose of the World“, „The Rose of Battle“), a nie zapomniał o nim i w wierszach późniejszych („The Lover tells of the Rose in His Heart“). Ale książka niniejsza jest wprost przepojona zapachem i barwami tego czarującego kwiatu. Istne kwiaty poezji sypie Yeats w tych opowieściach: odurza nas niemi w „Rosa Alchemica“, olśniewa w powieści o rycerzu z Palestyny, zasypuje w „Widzeniu Hanrahana“... aż nam się zdaje, ie spoczywamy w śnie błogim, przysypani kwieciem, jak ów starzec ze „Śródwiośnia“...
Kwiaty dzikiej róży Hanrahan Rudy zanosił tylko Marji Lavelle, a potem już nikomu; poezje swoje jednak niósł wszystkim, nadewszystko męczeńskiej ojczyźnie. Jest w tym zbiorku pieśń, którą Yeats gdzieindziej zatytułował: „Red Hanrahan’s Song about Ireland“ — śpiewem o Irlandji — mimo, że mowa w niej tylko o Kasieńce, córce Hoolihana; nam, Polakom, przychodzi na myśl owa „kuzynka“, o której chorobie tragedję pisał Słowacki, i owa „mocarka, pani najmiłościwsza“, którą wspomina Żeromski w ostatniej swej powieści... Nad pieśnią tą płakała Małgorzata Rooney, płakali ślepi żebracy i prostacze pospólstwo — i tłumaczowi też łza w oku się kręciła, gdy pieśń tę czytał w oryginale; jeżeli zdoła ona wzruszyć choć jednego z polskich czytelników, będzie to probierzem choćby względnej wartości przekładu.
„Rudego Hanrahana“ rok temu przełożył Miriam; komu wpadł w rękę jego przekład, będzie zdumiony różnicami, jakie zachodzą między jego tłumaczeniem i mojem — nazwiska, sposób opowiadania, ba treść, są zgoła odmienne, często wspólny pozostaje tylko... nagłówek. Wynikło to sląd, że Przesmycki posługiwał się pierwszem wydaniem z r. 1897, ja zaś ostatniem z r. 1923, opartem na przerobionem i jedynie przez autora uznanem wydaniu z r. 1908. Wspominałem już o tem jego zamiłowaniu do przeróbek, któremu nie oparło się bodaj żadne z jego dzieł; w tym wypadku, jeżeli chodzi o powód, podaje go Yeats w dedykacji „Hanrahana“, zwróconej do Lady Gregory. Zgodnie z zawartemi tam intencjami autora wprowadziłem tu i owdzie w tłumaczeniu wyrazy gwarowe, przeważnie brane z mowy mych okolic rodzinnych, niegdyś opactwa tynieckiego; miałem żywo w pamięci owe zwaliska, gdym pisał o „abbeys“ irlandzkich, i wspominałem sobie ludzi tamtejszych, wśród których znałem w dzieciństwie „some likeness“ Hanrahana Rudego i Winny Byrne.
Również w myśl intencji autora nie spolszczałem wyrazów celtyckich, które wśród przecudnie rzeźbionej angielszczyzny oryginału błyszczą krwawym blaskiem — niby owe rubiny, któremi brat Piotr, w jednej z nowel Yeatsa, ozdabia misterne puzderko. Ponieważ mitologja irlandzka (na której zawiłość utyskuje Synge) jest mało dostępna polskim czytelnikom, więc zamieściłem kilka objaśnień, wziętych przeważnie z innych pism samego Yeatsa. Kilka uwag i wyjaśnień zawdzięczam uprzejmości świetnego znawcy literatury angielskiej, dr. Romana Dyboskiego, profesora Wszechnicy Jagiellońskiej — za co niniejszem składam Mu podziękowanie, dodając, że niemałym bodźcem do pracy nad przekładem niniejszym były Jego słowa („Przegl. Warsz.“, sierp. 1922): „Kto roztoczy przed nami gigantyczne wizje Blake’a, przepych rytmiczny Swinburne’a, upajające melodje i obrazy Rossettiego, tkaninę baśniową Yeatsa?“ Pragnąłbym, by ta książka była choć częściową odpowiedzią na to pytanie.

Warszawa, kwiecień 1925 r.
Tłumacz.



Przypisy

  1. Prof. Dyboski, który osobiście zna Yeatsa, opowiadał mi, że wielki poeta irlandzki interesował się twórczością Wyspiańskiego, którego dzieła były mu nieobce. Kiedyż nasi literaci zainteresują się dramatem irlandzkim?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.