Oliwer Twist/Tom II/Rozdział XXIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Karol Dickens
Tytuł Oliwer Twist
Pochodzenie Biblioteka Uniwersytetu Jagiellońskiego
Data wydania 1845
Drukarz Breikopf i Hærtel
Miejsce wyd. Lipsk
Tłumacz Anonim
Tytuł orygin. Oliver Twist
Źródło skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XXIV.

Zakończenie.

Przygody tych osób, które w téj powieści główne role odgrywały, już się prawie zakończyły, a to co jeszcze o nich powiedzieć pozostaje, to wszystko w kilku prostych słowach powiedzieć można.
Nim jeszcze trzy miesiące minęło, Rózia Fleming i Henryk Maylie zostali zaślubieni w témże samem wiejskim kościółku, który był świadkiem pierwszych jego prac kapłańskich, i widownią czynności jego i nadal pozostać miał; tego samego dnia weszli w posiadanie swego ładnego i nowego domku.
Pani Maylie przeprowadziła się także do swego syna i córki na mieszkanie, aby na schyłku swego życia, największéj przyjemności użyć, i ostatnie lata w największém szczęściu przepędzić, jakie tylko tego wieku udziałem stać się może,... będąc ustawicznie świadkiem miłości i niebiańskiéj błogości tych dwojga istot, którym przywiązanie najtkliwsze i troskliwość najstaranniejsza przez całe dobrze użyte życie niezmiennie, nieustannie poświęcona była.
Pokazało się w końcu, po troskliwém i staranném badaniu, że po równém rozdzieleniu ostatków majątku w rękach Monksa zostającego,.... który tak w jego rękach, jak i pod opieką matki nigdy się nie wzmagał, ale owszem roztrwoniony upadał,.... na dwie części, dla niego i Oliwera, każdemu z nich niewięcéj jak po trzytysiące funtów się dostało.
Według zastrzeżenia i rozporządzenia w testamencie ojca zawartego, powinno było wszystko dla Oliwera należeć; lecz Brownlow, niechcąc starszego syna ogołocić, i wszelką sposobność przez to mu odebrać do poprawienia swego życia, wyrzeczenia się swych występków i obrania sobie uczciwego sposobu do życia, umyślił ten podział, na który młody jego wychowanek z najszczerszém sercem zezwolił.
Monks, nosząc ciągle to przybrane nazwisko, usunął się ze swoją częścią w najdalszy, najodleglejszy kącik Nowego świata, gdzie wkrótce wszystko zmarnotrawił, wpadł na powrót w dawne swoje życie występne, popełnił kilka zbrodni, za które na czas niejaki deportowany został, a gdy i to nic niepomogło, i on powtórnie o fałsz i oszustwo oskarżony i osądzony został, uległ nakoniec swojéj dawnéj chorobie w więzieniu.
I reszta głównych pomocników Fagina pomarła w tak wielkiéj odległości od swego rodzinnego kraju.
Brownlow przyjął Oliwera za swego syna, zakupił sobie własność w sąsiedztwie blizkim od probostwa w którym jego drodzy przyjaciele mieszkali, bo tylko o ćwierć mili odległém, do któréj się wraz ze swoją dawną gospodynią i Oliwerem przeprowadził, dopełnił przez to jedynego życzenia tego chłopca z sercem wdzięczném i szczerze kochającém, i uzupełnił kółko przyjaciół, w którym takie szczęście niewysłowione panowało, jakiego tylko w tym świecie zmiennym i przypadkowości podlegającym użyć można.
W niejaki czas po zaślubinach naszych młodych kochanków, zacny lekarz powrócił do Chertsey, gdzieby się po utracie swych drogich, starych przyjaciół, w odludka i ponurego człowieka był mógł zmienić, gdyby tylko był wiedział, jak się wziąść do tego.
Przez kilka tygodni siedział na miejscu spokojnie i tylko czasami na to się użalał, że mu powietrze niesłuży, lecz gdy się w końcu przekonał, że tutaj dla niego w istocie żadnéj przyjemności niema, i to miejsce nie jest już tak ponętne, jak poprzód było, oddał swoich chorych i całe wzięcie swemu pomocnikowi, najął sobie mieszkanie kawalerskie tuż koło téj wioski, w któréj młody jego przyjaciel był księdzem, i przeniósł się tam na zawsze.
Tutaj zaczął ogrodniczyć, sadzić, szczepić, ryby łowić, ciesielką się bawić, i różnemi innemi podobnemi zatrudnieniami, a wszystko z tą samą popędliwością, która mu była właściwą; pomimo to nabrał w końcu we wszystkiém, czém się trudnił, pewnéj powagi i sławy w całém sąsiedztwie.
Nim się z Chertsey wyprowadził zawarł był związek bardzo ścisłéj przyjaźni z panem Grimwig, który pomimo swoję dziwaczność jak najszczerzéj do niego się przywiązał.
Wskutek tego pan Grimwig go bardzo często odwiedza i nie jeden dzień w roku z nim przepędza, a gdy do niego przybędzie, sadzi, ogrodniczy, łowi ryby, i oddaje się wszystkim wspólnym zatrudnieniom lekarza przy nastręczającéj się sposobności z wielkim zapałem, lecz każdą rzecz do któréj się weźnie, odbywa na sposób szczególny i dotąd nieznany, zawsze jednak powiada, ze zwykłém swojém zaklęciem, że to jest sposób najprawdziwszy i najlepszy.
W niedziele nigdy nieomieszka kazania młodego księdza prosto w oczy surowo mu skrytykować, wyznając panu Losberne późniéj w największém zaufaniu, że to kazanie było według jego zdania bardzo ładnie i dobrze wypracowane, ale on sądzi, że mu tego prosto w oczy mówić niewypada.
Brownlow ma zawsze wielką z nim zabawę, używając wszelkiéj sposobności, aby sobie z jego przepowiedni względem Oliwera zażartować i przypominać mu ów wieczór, kiedy to oni obaj długo w noc siedzieli nieruchomie, czekając z zegarkiem na stole pomiędzy sobą na powrót Oliwera;... lecz Grimwig zawsze utrzymuje, iż słuszność na jego stronie i w dowód tego powiada, że Oliwer rzeczywiście nie powrócił, a zrobiwszy tę uwagę zawsze się śmieje, co jego wesołość jeszcze powiększa.
Noa Claypole, otrzymawszy zupełne ułaskawienie od rządu za swoję zbrodnię z tego powodu, iż jako świadek przeciwko Żydowi wystąpił, i uważając nadto, że jego rzemiosło nie jest wcale tak bezpieczne, jakby się zdawało, a on sobie tego szczerze życzył, wypuszczony z więzienia przez czas niejaki w bardzo wielkiéj był wątpliwości, jaki sposób do życia sobie obrać, ażeby sobie coś zarobić, a jednak zbytnią pracą niebyć obciążonym.
Po długim namyśle i rozważaniu przyjął na siebie urząd tajemnego oskarżyciela, w którym to zawodzie dość ładne pieniądze sobie zarabia.
Postępowanie jego w tym celu jest następne. Każdéj Niedzieli wychodzi z Karoliną porządnie ubraną na miasto, a ta mdleje koło drzwi litościwych szynkarzy, a jéj towarzysz dobywa wtedy pieniędzy i każe sobie za trzy feniki dawać wódki dla otrzeźwienia jéj prędszego, co gospodarz z dobrym sercem chętnie czyni; nazajutrz go podaje do urzędu, i chowa do kieszeni połowę kary, którą tenże zapłacić musi.
Czasami jednak widowisko się zmienia i Noa sam mdleje, skutek jednak jest zawsze ten sam.
Pan i pani Bumble, wyzuci ze swych urzędów gminowych w domu roboczych, wpadli stopniowo w nadzwyczajny niedostatek i nędzę, i przyszli w końcu jako żebracy do tego samego domu roboczego, w którym niegdyś tak nielitościwie panowali. Słyszano mówiącego pana Bumble, że w tym upadku i poniżeniu niema nawet na tyle odwagi i chęci aby przełożonym za to podziękować, że go z żoną rozłączyli.
Co do panów Giles i Brittles, ci zawsze w swoich dawnych urzędach i godnościach pozostali; cała zmiana jest ta, że pierwszy już ołysiał, a ostatni chłopczyna już dobrze posiwiał. Oni wprawdzie na probostwie sypiają, lecz z taką gorliwością równą wszystkim do tego kółka przyjacielskiego należącym osobom usługują, i Oliwerowi, i panu Brownlow, i panu Losberne, że dotychczas jeszcze ludzie ze wsi żadną miarą odkryć nie mogli, do którego gospodarstwa oni wyłącznie należą.
Karolek Bates, wzruszony zbrodnią Billa, zaczął się w końcu mocno nad tém zastanawiać i rozmyślać, czyli życie uczciwe nie jest nareszcie najlepsze z wszystkiego.
Doszedłszy do tego ostatecznego wypadku, że się rzecz w istocie tak ma,.... porzucił widownię dawniejszych czynności swoich, i postanowił przeszłość zmianą swego dotychczasowego życia odkupić.
Przez niejaki czas wzdrygał się mocno i cierpiał wiele, gdy mu pilnie pracować przyszło, posiadając jednak dzielność ducha niezwykłą, wytrwałość silną w raz powziętym zamiarze, w końcu tego dopiął, co sobie życzył. Poszedł w służbę ciężką do zagrodnika na wsi, a potém do woźnicy od ciężarów, a teraz jest najweselszém i najrozkoszniejszym przekupcą wołów z całego Northamptonshire.
A teraz, przyszedłszy do końca mego dzieła, ręka, która to wszystko opisała, drżeć mi zaczyna; chętniebym jeszcze dłużéj wątek téj powieści był wysnuł.
Byłbym bardzo chętnie dłużéj jeszcze z kilkoma tak drogiemi dla mnie osobami się zabawił, z któremi tak długo obcowałem; byłbym podzielał ich roskosze i szczęście, dobywając sił, aby je godnie odmalować.
Byłbym chętnie Rózię Maylie odmalował w całym uroczym wdzięku i kwiecie młodéj mężatki, rzucającą na swą ścieżkę życia wyłączną takie przyjemne i błogie światełko, że na wszystkich padało, którzy wraz z nią tą samą dróżyną się poruszali, i w serce ich się wciskało, napełniając je błogością;.... byłbym ją odmalował jako życie i rozkosz tego kółka przyjaciół, wieczorami zimowemi koło kominka, a w lecie w ogrodowéj altanie, wesoło się zgromadzającego;... byłbym się za nią błąkał podczas jéj przechadzek rano, przy blasku promieni wschodzącego słońca, i przysłuchiwał się jéj miłemu głosowi wieczorem, przy świetle księżyca; byłbym ją śledził, kiedy w celu dobroczynnym po wiosce chodziła, i wtedy, kiedy z uśmiechem błogim na ustach wszelkiemi domowemi obowiązkami i zatrudnieniami się zajmowała;.... byłbym jéj i jéj zmarłéj siostry miłego chłopczyny wzajemną miłość i przywiązanie niewysłowione odmalował, i to szczęście, którego oboje używali z sercem, rzewnemi wspomnieniami na tak drogich krewnych i tak wcześnie utraconych, napełnioném;.... byłbym sobie chętnie raz jeszcze te miluchne małe twarzyczki przed oczy stawił, które koło jéj nóg igrały,.... i lubemu ich szczebiotaniu rad przysłuchiwał;...... byłbym sobie chętnie raz jeszcze dźwięk miły jéj wesołego śmiechu, i łezkę współczucia w jéj piękném niebieskiém oku drżącą, na pamięć przywołał... To, i tysiączne jeszcze spojrzenia, jéj uśmiech powabny,.... jéj dowcip i bystrość umysłu,...... to wszystkobym sobie jeszcze raz chętnie przed oczy przywiódł i przypomniał.
Jak pan Brownlow od dnia do dnia umysł swego przybranego syna coraz to większemi wiadomościami zbogacał, i coraz bardziéj go pokochał, czém bardziéj wrodzone zdolności chłopczyny się rozwijały, przyjmując skwapliwie wszelkie nasienie dobrego, w jego sercu złożone;.. jak on w nim coraz więcéj rysów swych dawnych przyjaciół znajdował, co bardzo wiele wspomnień smutnych, rzewnych, a jednak miłych i lubych w nim obudzało,.... jak się te dwie sieroty, nieszczęściem, dolegliwościami i przeciwnościami doświadczone, o naukach z tąd pozyskanych na korzyść drugich zawsze pamiętały, wzajemnie kochały, i ustawicznie dzięki Temu składały, który ich ochraniał i zawsze nad nimi czuwał,.... są to wszystko rzeczy, których opisywać niemyślemy, gdyż powiedziałem już raz, iż oni prawdziwie szczęśliwemi byli, a szczęście prawdziwe bez wzajemnéj miłości, bez litości w sercu i współczucia dla bliźnich, bez wdzięczności najszczerszéj dla téj Istoty, któréj prawem wewnętrzném jest przebaczenie, miłosierdzie, a głównym przymiotem dobrotliwość, dla wszelkiego stworzenia na tym świecie, nigdy osięgnięta być niemoże.
Koło ołtarza tego starego kosciółka wiejskiego, jest wmurowana biała tabliczka marmurowa, na któréj to jedno słowo: Agnieszka jest wyryte!
Pod tym grobowcem niema trumny, i wiele lat może przeminie, nim drugie imie drugie miejsce na nim zajmie.
Lecz jeżli duchy zmarłych kiedy na świat powracają, aby zwiedzić te miejsca, na których miłość dla nich pamiątkę po sobie zostawiła,.... miłość po za grobem.... tych, którzy je za życia znali, to się mi zdaje, że cień téj biednéj dziewczyny nieraz ten pomnik uroczysty zwiedza,.... lubo się w kościele znajduje, a ona była słabą i z drogi prawéj zbłądziła.

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Karol Dickens.