Okna (Mallarmé, tłum. Lange)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stéphane Mallarmé
Tytuł Okna
Pochodzenie Przekłady
z poetów obcych
Wydawca „Gazeta Polska”
Data wydania 1899
Druk J. Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

OKNA.

Szpitalnego posłania smutkiem unużony
I zapachem, co płynie od firanek bieli —
Na pusty mur samotny, w krucyfiks wpatrzony —
Nieraz umierający wychodzi z pościeli.

I nie po to, by ogrzać swe gnijące ciało,
Lecz by widzieć jak słońce ogrzewa przedmioty
I przylepia wychudłą głowę osiwiałą
Do szyb, które oświetla promień słońca złoty.

Usta jego w gorączce tak są niebios głodne,
Jak wówczas, gdy pieściły skarb dziewiczej twarzy,
I jak niegdyś całował one wargi miodne,
Tak długim pocałunkiem ciepłe okna żarzy.

Upojony, oleje zapomina święte,
I swój kaszel — i łoże — zegar — i tyzany,
I, gdy wieczór welony krwawi rozwinięte,
Jego wzrok na zachodu czerwieni świetlanej —


Widzi na falach wonnych i zdobnych w szkarłaty
Uśpione złote nawy piękne jak łabędzie,
Co kołyszą swych lilij błyskawiczne kwiaty
Z tą niedbałością, w której nić wspomnień się przędzie.

Podobnie dusza moja, pełna łez i wstrętu,
Gdy spojrzy na tych ludzi, co szczęścia barłogu
Żyją, jedząc i pijąc z tego ścieków mętu,
Gdzie pod materyą znika myśl o niebios progu:

Zawiesza się u wszystkich okien na niebiosach —
I, plecy odwróciwszy od żywota kału,
Przez ich szyby skąpane w nieśmiertelnych rosach,
Które złoci przeczysty ranek ideału —

Patrzy i anieleje — i niknie powoli
— Czy tem oknem jest sztuka, czy mistyczne światy —
I odradza się, w złotej niosąc aureoli
Sny ku niebu, gdzie piękna rozkwitają kwiaty.

Niestety! tu na dole jest pan. Jego władza
Nawet mi w tem ukryciu zadaje tortury —
A nieczysta ohyda tej ziemi sprowadza,
Że czasem nienawistne mi są i lazury.

Jaźni ma, co mą gorycz znasz — czyli duch może
Potłuc te przez potwora kalane kryształy,
Bym na mych skrzydłach bez piór uleciał w przestworze,
Chociaż-bym miał w nie padać śród wieczności całej? —



Zobacz też[edytuj]


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Paul Verlaine i tłumacza: Antoni Lange.