Oda do młodzi polskiej

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Franciszek Kowalski
Tytuł Oda do młodzi polskiéj
Pochodzenie Miecz i lutnia czyli śpiewy wolności wolnego Polaka
Data wydania 1831
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
POEZYE.


1.
ODA
DO MŁODZI POLSKIÉJ.


Z sercem i duchem, tu nie trupów ludy!
Nie świat martwy do jarżma nawykły z kolébki
Niepojętemi dziwił ziemię cudy!
O młodzi Polska! lot twéj dłoni szybki

Którego piekieł nawet potęga niezłamie;
Nie czekając na siwiznę,
Umarłą wskrzesił ojczyznę,
I odciął północnemu polipowi ramie!

Z obłudy, zdrad i przemocy,
W początkach słaby, pokorny,
Wylągł się polip potworny,
I zaległ śniegi północy.
Załechtał go wiatr zachodni,
Zagrzało południa ciepło:
Niesyty morderstw i zbrodni,
W swéj dumie niepotłumiony,
Dzierżąc strefę lodem skrzepłą
Gałęzie swoje obłudnie
Coraz daléj rospościerał!
Zagarnął zachód, południe,
Narody które zaległ, wysysał, pożerał,
I Polskę łakomemi przytłoczył ramiony.


Taki wszedł do niéj z tryumfem barbarzyniec zbrojny
Otworzonym przez zdrajców w jéj piersiach wyłomem:
Padła nieszczęsna pod jego ogromem,
Jak pod nożem zabójcy podróżny spokojny.

Młodzi Polska! życia promień
Na ostrzu twéj szabli błysnął!
W niezgaszony urosł płomień,
Do wszystkich się serc przecisnął.
I ten tłum najemnéj dziczy
Z wyssanéj spędził zdobyczy.

Sięgnęłaś, gdzie wzrok nie sięgał;
Złamałaś, czego rozum przełamać nieumiał:
Gad co się wśród nas wylęgał,
Co iskry uczuć przytłumiał,

Postrzegłszy nad swą głową mściwe orła szpony,
Wyrzekł się słodkich na téj ziemi godów,
I popełzał wylękniony
Wstecz do swych północnych lodów.

Czemże przy tobie przemoc, waleczna młodzieży?
Tą samą dłonią, którąś na zaciszy łonie
Lubych Muz wieńczyła skronie,
Urwałaś łeb téj hydrze, zdusiłaś Centaury,
Piekłu wydarłaś ofiary!
O! jeszcze dumne upokorzysz Cary;
Jeszcze wydrzesz im resztę niegodnéj kradzieży,
I do potomnych wieków pospieszysz po laury.

Niech idą ubitemi swéj podłości ślady!
Niech pod stóp ich ciężarem ziemia się ugina!
Nie ustraszą wiernego swéj ojczyźnie syna,
Na nich Mardonijusze mamy Milcyady.

Cześć, cześć tobie młodzi mężna!
Młodzi wspaniała! potężna!
A jako Polska długo nieszczęśliwa
Skruszone widząc kajdany
I pierzchające w pogromie swe pany
Nad twém się dziełem zdumiewa,
Tak się nad tobą zdumieje
Świat cały, potomność cała:
Klaśnie ci dłońmi skutemi
Na spodlonéj jarżmem ziemi
Wolność narodów zdumiała:
Same się zdumieją dzieje.


Lecz skąd te grzmoty ponure?
Widzisz tę sytą gromów zagniewaną chmurę?
Widzisz po niéj ogniste latające wstęgi,
Zwiastunki jéj ogromu, gońce jéj potęgi?
Widzisz pod nią tę skałę, któréj szczyt poziomy
Bez przerwy nań ciskane odciska jéj gromy?..
Próżno się napaść odeprzeć wysila!
Ale czekaj... jedna chwila...
Słyszysz grzmiący huk działa?.. dotąd nieulękła,
Głusząca trzaskiem gromów dumna chmura pękła!
Już bladością przestrachu jak trup obleczona
Pierszcha we wszystkie świata zdumionego końce;

Ostatni raz ze złości zagraża... i kona!
Po niéj jasne z tryumfem uśmiécha się słońce.
O młodzi! przy wschodowéj zmartwychwstania bramie
Mając w datku tysiące wolności okrzyków,
Patrz!.. ta chmura, jest podłych zgraja najezdników;
Skała, twoja ojczyzna; huk działa, twe ramie!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Franciszek Kowalski.