Oda III. Do Kryspa Lewińskiego, iżby zanadto nie dowierzał młodości

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
ODA III.
Do Kryspa Lewińskiego, iżby zanadto nie dowierzał młodości.

Vive jucundae metuens juventae,
Crispe Laevini!...

Z piękną młodością ostrożnie potrzeba,
Kryspie Lewiński! to pora pierzchliwa:
Księżyc pośpiesza w inny kraniec nieba,
I chmury lecą, i młodość upływa.

Choć pas bogaty dobrze cię owije,
Z perlastym wątkiem a złotej osnowy,
Choć na ramionach zaciśniesz pod szyję
Na złotą klamrę twój płaszcz purpurowy;

Jednak czubata kita, co się jeży
Na twoim hełmie, chwieje się, dygota;
Na twojej zbroi, na twojej odzieży
Zbiednieje połysk brylantów i złota.

Los ci prawicą dar jaki nawinie,
Lewicą wydrze, co dał tak uprzejmie,
Niby jak matka, co małej dziecinie
To poda cacko, to znowu odejmie.

Stałość niezmienna nie jest losów rzeczą:
Zmiany wątpliwe ustawicznie biega,
Burze się chwieją nad głową człowieczą...
O! szparkie chwile żywota naszego.


Ani tak rączo, polotnie i nagle
Adryatycka rozpędza się nawa,
Kiedy wiatr bije w rozpostarte żagle,
I pchnie ją naprzód, i fale rozkrawa.

Chwilom dał skrzydła wysoki Jehowa,
Któremi rączo latają po świecie;
Lecz część ich dotąd w swem gnieździe się chowa
I tam na przyszłe hoduje się lecie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Maciej Kazimierz Sarbiewski i tłumacza: Ludwik Kondratowicz.