Oda II. Do Aureliusza Lyka, aby nie narzekał na niestałość losów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
ODA II.
Do Aureliusza Lyka, aby nie narzekał na niestałość losów.

Indignas, Lyce, naenias...

Porzuć, o Lyku! skargi niewolnicze,
Daj folgę sercu, wytchnij od rozpaczy.
Masz-li chmurami zaciągać oblicze,
Że ci się słońce uśmiechnąć nie raczy?
Lub, że fortuna dla twego żywota
Złowrogie losy w swojej księdze pisze?
Wierz mi, co dzisiaj sroga burza miota,
Jutro pieściwy wietrzyk ukołysze.
Słońce, co dzisiaj pali głowy ziemian,
Jutro zachwyci promieńmi jutrzenki;
Bo w ślad za sobą przychodzą na przemian
Łzy, krotochwile, radości i jęki.
Tu rozpaczamy, tu łzy ronim, zda się,
Aż oto szczęście zabłyska nam razem,
Mijają klęski, każda w swoim czasie,
Za niezłamanym wyroków rozkazem.
Ten, co dziś orze, zajmie miejsce święte,
Jak prawodawca nad rzymskiemi męże,
I w jarzmo, z karku wołowego zdjęte,
Nieprzyjacioły ojczyzny zaprzęże.
Tego, co wczora wieczerzał nędzarzem,
Poranek wita w bogactwie, powadze;
Wczora on byki zaprzęgał do jarzem,
Dzisiaj piastuje dyktatorską władzę.
Gdy zaś los zmienny jego świetność zatrze,
On wróci nazad do domowej strzechy,

Spocznie wesoło w swoim biednym szatrze,
Wyższy nad gminne szyderstwa i śmiechy;
I swą siekierą, w wawrzyny ubraną,
Będzie drwa rąbał pod domową strawę,
A gdy się zdatne nie zdarzy polano,
Wrzuci na ogień hetmańską buławę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Maciej Kazimierz Sarbiewski i tłumacza: Ludwik Kondratowicz.