Obraz (Twain)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mark Twain
Tytuł Obraz
Pochodzenie Król i osioł oraz inne humoreski
Wydawca E. Wende i S-ka
Data wydania 1925
Druk Zakł. Graficzne „Drukarnia Bankowa“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
OBRAZ

Razu pewnego artysta malarz namalował nieduży ale bardzo piękny obraz, i ustawił go tak, że obraz odbijał się w lustrze. Malarz rzekł sobie:
— Zwierciadło zdwoi przestrzeń między obrazem a okiem patrzącego i złagodzi ostrość barw. W ten sposób obraz będzie jeszcze lepszy, niż był dotychczas.
Dowiedziały się o tym obrazie leśne zwierzęta od kota, którego ceniły bardzo za to, że był wykształcony, cywilizowany, dobrze wychowany, uprzejmy, wyróżniał się subtelnością, a nieraz opowiadał im takie historje, których one przedtem nie wiedziały i co do których wiarogodności, nawet po opowiedzeniu przez kota, miały niejaką wątpliwość.
Nowość ta bardzo je zainteresowała, to też poczęły zadawać kotowi pytania, chcąc dobrze wiedzieć, jak rzecz stoi. Między innemi spytały: co to jest obraz? Kot wytłumaczył:
— Jest to równy przedmiot, przedziwnie równy, nadzwyczajnie, bajecznie równy, i bardzo połyskliwy. A wreszcie bardzo piękny!
Wzruszenie wśród zwierząt doszło do ostatecznej granicy, to też oświadczyły, że gotowe są oddać wszystko na świecie, byle tylko ujrzeć ten niezwykły obraz. Poczem niedźwiedź zapytał:
— Cóż w nim tak bajecznego?
— Jego wygląd! — odparł kot.
Zwierzęta dziwowały się bardzo, ale niezupełnie rozumiały kota. Wrzenie nie ustawało. Wreszcie krowa spytała:
— A cóż jest lustro, o którem również mówiłeś?
— Jest to otwór w ścianie, — odparł kot. — Spójrz w niego tylko, a wnet ujrzysz obraz. A obraz ten jest tak piękny, tak czarujący, taki pełen polotu, tak uduchawia widza swem niewysłowionem pięknem, że patrząc nań, dostaje się nieomal zawrotu głowy, traci się prawie przytomność z zachwytu!
Aż dotąd osioł nie odezwał się ani słowem, ale teraz jął wyrażać swe wątpliwości. Zauważył, że dotychczas na świecie nie było nic pięknego aż do zawrotu głowy, i że wątpliwe, czy obraz, o którym tyle opowiada kot, jest tak piękny, jak on go przedstawia. Dalej zauważył, że skoro kot, aby wywołać zachwyt dla pospolitego, błyszczącego przedmiotu, potrzebował aż całego kosza superlatywów, tedy mamy wszelkie prawo wątpić o prawdziwości jego słów!
Wątpliwości te podziałały nieco na resztę zwierząt; kot obrażony poszedł do domu. Przez dwa dni nie mówiono wcale o obrazie, wszelako ciekawość znowu odezwała się u zwierząt, to też poczęły znowu interesować się obrazem. Wkońcu zwierzęta wpadły z wymyślaniem na osła, który rozbudził w nich wątpliwości co do piękna obrazu, zepsuł im przyjemność. Osioł jednak nie stracił rezonu; oświadczył najspokojniej w świecie, że wcale nietrudno rozstrzygnąć, kto ma słuszność: — on czy kot. Oświadczył tedy kłapouch, że sam pójdzie spojrzeć w otwór w ścianie, poczem zda relację, co w nim ujrzał. Zwierzęta z uznaniem przystały na to, prosząc tylko, by udał się bezzwłocznie. Tak też i postąpił.
Nie wiedział wszakże osioł, jak trzeba było stanąć, to też stanął mylnie między obrazem a lustrem. Wskutek tego nie ujrzał wcale obrazu, wrócił do domu i rzekł:
— Kot skłamał. W otworze ujrzałem tylko osła. Nie było tam żadnych cech gładkiego, lśniącego przedmiotu; stał, wprawdzie, przede mną piękny i sympatyczny osioł — ale tylko osioł, nic więcej.
Słoń spytał:
— Czy dobrze go aby widziałeś? Wyraźnie? Czy stałeś blisko?
— Widziałem osła dobrze, wyraźnie. Stałem tak blisko, że dotknąłem się go nawet nosem.
— Dziwne to! — mruknął słoń. — Dawniej kot zawsze mówił prawdę, o ile mogliśmy stwierdzić. Trzeba, aby jeszcze kto popatrzał. Idź-no, niedźwiedziu, spojrzyj w otwór, wróć i powiedz, co widziałeś.
Niedźwiedź ruszył. Gdy wrócił, rzekł:
— I kot, i osioł zełgali! W otworze stał tylko niedźwiedź.
Zdziwiły się niebywale zwierzęta. Teraz każde z nich pragnęło spojrzeć w otwór i poznać istotną prawdę. Tedy słoń począł słać jednego za drugim.
Poszła krowa i ujrzała — tylko krowę.
Tygrys ujrzał tygrysa.
Lew ujrzał lwa.
Lampart ujrzał lamparta.
Wielbłąd zastał w otworze wielbłąda i nic więcej.
Wówczas słoń wpadł w gniew i oświadczył, że on pozna nareszcie prawdę, bowiem sam się tam uda i spojrzy w otwór.
Gdy słoń wrócił, to wprost z miejsca nazwał wszystkich swych poddanych kłamcami, i wściekły orzekł, że kot jest i moralnie i umysłowo ślepy.
Uspokoiwszy się wreszcie, oświadczył władca, że każdy, kto tylko nie jest krótkowzrocznym głupcem, może się przekonać naocznie i dobitnie, że w otworze stoi tylko słoń, a nie co innego!
Sens moralny tej bajeczki znajdziecie, szanowni państwo, w każdym utworze, jeśli staniecie między nim a zwierciadłem własnej wyobraźni. Możliwe zresztą, że nie zauważycie swych uszu, choć będą się one w nim odbijać...


Zobacz też[edytuj]


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Mark Twain i tłumacza: anonimowy.