O trochę światła!
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | O trochę światła! |
| Pochodzenie | Nieśmiertelniki |
| Wydawca | „Lektor“ Instytut Literacki Sp. z o.o. |
| Wydanie | pośmiertne |
| Data wyd. | 1923 |
| Druk | Drukarnia A. Gojawiczyńskiego |
| Miejsce wyd. | Lwów |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Kobieta ma swoje królestwo, niewielkie, ale ma je niepodzielne i w niem może rządzić bez zastrzeżeń! Królestwem tem jest jej dom własny, to interieur, noszące cechę jej smaku, artyzmu, piękno jej wykształcenia estetycznego i bądźmy szczerzy, dbałości, a często przywiązania do rodziny i domowego ogniska. Wystarczy spojrzeć tylko po wnętrzu mieszkania, aby poznać, czy kobieta kocha tych, którzy w niem przebywają, czy umie im stworzyć owe „kąciki“ osobne — owe państwa w państwie, w których żyją, rozwijają się, a często i umierają ci, którzy stanowią jej rodzinę. I pełno tam cacek, książek, zabawek, pełno kwiatów i drobiazgów, umilających życie, potrzebnych do niego — słowem, gdy kobieta chce z domu swego uczynić gniazdo — potrafi upleść je, kierując się sercem, instynktem, inteligencją.
O wszystkiem pamięta, o każdym, czy to domowniku, czy gościu — i wszystkim w tym domu zacisznie, dobrze, cicho i spokojnie. Ona zaś przesuwa się wśród tych ścian, w których zamknęło się jej istnienie, jak dobra wróżka, rozsnuwająca dokoła siebie ciche, domowe szczęście.
Tak, lecz poza wróżkami zwykle ciągnie się smuga światła, jasna, tak jasna, jak ożywcza krynica. Tymczasem my — kobiety, mamy pewien błąd w urządzaniu naszego mieszkania. My nie dajemy przystępu słońcu, zamykamy przed niem wnętrza naszych mieszkań, zapuszczając na okna story z ciężkiej gipjury, często podszyte jedwabiem, drapujemy dokoła okien aksamit firanek. Słowem — czynimy wszystko, co można, aby słońce do domu naszego przystępu nie miało. A tymczasem, tam — we Francji wre cała walka przeciw tym storom, tym gipjurom, draperjom...
Z Anglji, krainy ciemni i spleenu, płynie to pożądanie światła i słońca i stamtąd nadchodzą całe serje muślinów przejrzystych, w ogromne gałęzie bajecznych kwiatów i one tylko lekko drapują okna, przez które wlewa się struga światła do wnętrza zacisznych pokoi. Całe serje wykładów urządzają obecnie we Francji doktorzy i uczeni. Wszyscy starają się przekonać kobiety, że należy roztworzyć naroścież okna, aby przez nie weszło słońce i pod wpływem jego promieni rozwinęły się siły i zdrowie dzieci, kwiatów i dorosłych ludzi. Wszakże fermentacja, zgnilizna rozwija się w ciemnicy. Anamici, mieszkańcy Tonkinu, wystawiają wodę, czerpaną w bagnach, na działanie słoneczne i doprowadzają ją w ten sposób do możliwości użytku. Szkarlatyna, ospa, wilk łagodnieją pod wpływem kolorowych oświetleń. Słowem — światło! światło przedewszystkiem. W świetle, w słońcu powinny budzić się dzieci i dorośli — pierwsze jego promienie powinny spędzać sen z powiek.
Najstraszniejsza plaga naszego wieku, ta zmora, która trapi każdego trochę więcej pracującego umysłowo człowieka, to niewidzialne zwierzę, wpite w mózg, w kark każdego — które zowie się neurastenją — ginie, przepada, jak duch pod wpływem słońca i w słonecznem, widnem mieszkaniu. — I gdy rano wstając umysł nasz przepoi się nagle światłem i jasnością — będzie już taki jasny i pogodny przez dzień cały, tak wielkie bez zaprzeczenia jest to świetlane dobro, jakie w słonecznych promieniach wniknąć w nas może.
| . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . | . |
I to wszystko, to zdrowie — tę pogodę umysłu, ten rozwój organizmów i dusz, osiągnąć kobieta może drobnostką... Odsłonić okna, zerwać gipjury, powiedzieć słońcu: „wejdź! — jesteś pożądanem i koniecznem, kochamy cię i pragniemy wszyscy. — Dzieci, kwiaty, ptaki, starcy i my dorośli — my, którzy niedługo (och! kto wie, jak prędko) widzieć cię nie będziemy, ukryci pod ziemią, w grobowej, wilgotnej ciemni!“
Lecz dokąd żyjemy — patrzmy na słońce i pozwólmy mu zalewać nasze mieszkanie potokami jego złotej jasności — bo w niem siła i zdrowie, w niem potęga wielka, twórcza i niezaprzeczona. Bez odczytów, prelekcji, krucjat tak, jak we Francji — każda z nas zrozumie łatwo, że mieszkanie, że królestwo kobiece nie tylko powinno być piękne, miłe, zaciszne — lecz i zdrowe, słonecznie zdrowe!
