O naprawie Rzeczypospolitej/II-4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Frycz Modrzewski
Tytuł O naprawie Rzeczypospolitej
Data wydania 1914
Wydawnictwo E•WENDE & Ska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Cyprian Bazylik
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
X.

Prawa o krzywdach, które bywają uczynione słowy albo rzeczą. 1. Starać się o to trzeba, aby drobnego stanu ludzie, im najwięcej może być, bezpieczni byli od krzywd, a iżby każdemu wolno było skarżyć na tych, którzy komu krzywdę uczynili. 2. Prawa mają być opisane przeciwko tym, co łają, sromocą i biją. 3. Przeciwko gwałtownikom, cudzołożnikom i złodziejom. 4. Także przeciwko mężobójcom. 5. Przeciwko onym, co przeciwko majestatowi występują. 6. Na lichwiarze i urzędy łapające.

O krzywdach też ma być uczyniono postanowienie o tych, które i słowy i rzeczą bywają czynione; bo wszytkie wedle sposobu występku, albo występujących, szkodami, sromotami, więzieniem, wywołaniem z ziemie[1], niewolstwem albo śmiercią mają być karane.

A o tym ma być pilne staranie, aby podłego stanu ludzie od krzywd co najwięcej byli bezpieczni. Wiele szlachty i bogatych osób lecą do czynienia krzywd ludziom podłym i ubogim. Ci, jeśliby je winą pieniężną karano, nic się nie polepszają; przeto niechby abo na długi czas więzieniem, albo jaką zelżywością karani byli. Niech żaden nie ma za to, aby który człowiek, by najuboższy, miał być taki, żeby krzywdę nie zemszczoną a nie skaraną miał skromnie znosić — co acz na czas taić musi, wszakże się trzeba obawiać, aby się ona waśń zastarzała kiedykolwiek ku szkodzie rzeczypospolitej nie wywarła, zwłaszcza iż wszytek ten ubogich ludzi naród dla wzgardy swej a niekarności baczy to, że jest na krzywdy wystawiony. A przeto trzeba o tym radzić, jakoby dla niekarnych krzywd waśń a gniew ubogich ludzi nie rósł a nie zastarzywał się, a ktemu, aby czym kto bogatszy albo zacniejszy jest, tym sroższemi, albo wżdy sprawiedliwszemi, a powinnemi kaźniami[2] od czynienia krzywd był odstraszon. . . . . . . . . . . . . . .
Ale między wszytkiemi rzeczami najwięcej godzi się, aby my, którzy jesteśmy niebieską nauką napojeni, rozmyślaliśmy w sercu przykazanie mistrza naszego, które nam rozkazuje, abyśmy drugim tego nie czynili, czego nie chcemy, aby nam czyniono. Tak się tedy drugim zachowajmy, jako chcemy, żeby się też i oni nam zachowali. Jeślić się zda ciężka rzecz cierpieć od drugiego krzywdę, a ten, który ją uczynił, zda się być złośliwym: toż też i o sobie rozumiej, że i ty, jeślibyś komu kiedy krzywdę uczynił, jesteś i złośliwy i godzien, abyś karanie za to odniósł. To przykazanie, jeśli się głęboko wkorzeni w serca nasze, może nas odstraszać od czynienia krzywd.
Sromocenia, któremi wszytek stan którykolwiek sromocon bywa, cięższe bywają, niż które się dzieją prywatom[3]; które jeśli będą napisane, tedy mają być za sromotne książki poczytane, jako onych, którzy niedawno pióro nie w inkauście[4], ale w jadowitej truciźnie maczając, jawnie napisali, że chłopska krew nigdy nie jest życzliwą szlachcie. Niech przeto tego statutem zabronią i przeciw wszelakiemu sromoceniu, łajaniu, zbiciu, osieczeniu i wszelakiemu oszpeceniu, cobykolwiek gwałt czyjemu żywotowi przynosiło, niech na to będą artykuły spisane.
Każdy gwałt niesłuszny tak rzeczom jako osobom, którym wyrządzony, nie wiem, jeśliby inszym karaniem sprawiedliwszym, niż gardłem mógł być skarany. Cudzołostwa, złodziejstwa, krzywoprzysięstwa takie są występki, o których każdy rozumieć musi, że srogiego karania godne; wszakże zwykłe karanie za złodziejstwa zda się być niejako umiarkowania godne, aby ci, co małą rzecz ukradną, nie byli na gardle karani. Wedle starodawnych rzymskich praw jawne złodzieje karano nagrodzeniem we czwórnasób, a niejawne w dwójnasób; zaś boskie prawa wedle różności rzeczy ukradzionych jedne złodzieje wracaniem w pięciornasób, drugie we czwórnasób, a insze we dwa karały. Którzy nie mieli czym płacić, te albo w niewolę dawano onym, u których co wzięli, albo onym bywali zaprzedani, którzy z takich handlów umieją czynić pożytek. Aleby kto rzekł, że to była rzecz okrucieństwa pełna ludźmi handlować. Prawda jest, ale też to nie mniejsza — o rzeczy doczesne gardło człowiekowi wziąć. Lecz prawo Boże jasny wyrok czyni: Jeśli złodziej nie ma czym oddać, niechaj będzie przedan. Bo tym sposobem szkoda bywała nagradzana albo oddaniem w dwójnasób, albo daniem w niewolę albo zaprzedaniem złodzieja. A dziś i temu się nic nie wróci, komu co wezmą, i złodziejów przedsię nie mniej niż przedtym bywało. A przedsię i rzeczypospolita pożytków zbywa, któreby tu z tych na na śmierć skazanych być mogły abo na wojnach, abo na domowych robotach; i złodzieje przedsię nic się nie polepszywszy wnet bywają wieszani — a podobnoby się polepszyli, kiedyby im żywota przedłużono Teraz po wszytkim chrześcijaństwie złodzieje szubienicą karzą, które karanie iż Fryderyk III[5], rzymski cesarz, naprzód wymyślił, pewną sprawę mamy, a potym je przodkowie nasi w tej rzeczypospolitej wzięli w obyczaj. Ale to zaprawdę dziwna, iż oni — którzy zaniedbawszy pożytku, który albo z zapłaty albo z przysądzenia złodzieja im przychodził, na główne karanie pozwolili — ciż zasię odrzuciwszy na stronę artykuł przeciw mężobójcom, aby gardłem karani byli, mogli się do tego nakłonić, aby z zabijania przyjaciół swoich czynili sobie pożytek, jakoby tego mniemania byli, że więcej mają być ważone rzeczy doczesne, niż zdrowie ludzkie, a więcej im ginęło kradzeniem rzeczy, niźli zabijaniem przyjaciół.
A iż gardłem karać mężobójstwo jest najprzystojniejsza i zgadza się z boskim, ludzkim i przyrodzonym prawem: okazałem to ja cztermi oracjami wydanemi; tamże zarazem okazałem różność karania wedle różności przyczyn mężobójstwa.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

O! jako wiele jest ludzi pobitych za naszej pamięci w domu i na ulicach, w mieście i na polu, na świętych i nieświętych miejscach! A któryż był z tych morderców, któryby się nie wymknął z tego siedzenia dorocznego? Lecz niech tak będzie, żeby był jeden między tak wielem set ich, który wysiedział rok na dnie w plugawstwach w wieży — jakąż potym śmiercią on umarł? Aza dla tej polskiej kaźni dostatecznego podjęcia był wolen od karania mężobójcom od Boga postanowionego? Takci się zda, jeśliby to więzienie sroższe było, niż na gardle karanie. A nuż i sam zabit aza się nie dawa znać by jakim z nieba znakiem państwu sarmatskiemu, że nie stoją te więzienia za za występek mężobójcy? Azaż nie sprawiedliwsza rzecz była, aby urząd tego (którego między tak wielem set powiedziałem być jednego) skarał karaniem prawu Bożemu przystojnym, niźli aby miał przyjść w ręce zabójcy, którego też samego że toż nieszczęście czeka, Bóg sam powiedział? Niebądźmyż przeto mędrsi, niźli on Bóg, który oną mądrością, którą stworzył wszytkie rzeczy, tąż je w całości zachować chce. Ale nuż teraz: niech to doroczne siedzenie będzie sroższe, niż karanie na gardle, ale to za głowę szlachecką — a za głowę chłopską co? Bo ta tylko pieniądzmi bywa pomszczona, a daleko mniejszemi, niż głowa szlachecka, tak, iż chociaby się w nagrodzie szlacheckiej głowy zdało być co słusznego, ale w nagrodzie głowy chłopskiej jest wielka nieprawość. A przeto i nierównością i zaniechaniem więzienia dzieje się wielka różność około szacowania głów ludzkich. Lecz Bóg sam, ustawując mężobójcom na gardle karanie, zarazem i przyczynę przydał, mowiąc: Bo na wyobrażenie Boże jest człowiek uczynion, a przeto kto krew ludzką przeleje, tego też krew musi być przelana. Cóż przeto, aza ludzie pospolici nie na wyobrażenie Boże stworzeni są, których gardło mniejszą sumą pieniędzy płacą? Niech by dosyć było prostym na tym, że chociaby cnotliwi i dobremi naukami ozdobieni byli, aby nie mogli trzymać przedniejszych urzędów, niechby na tym dosyć, że tę lekkość[6] cierpią; niechaj im nie będzie przydana ta wielka a ze wszech najsroższa nędza, aby ich gardła tą trochą pieniędzy były płacone. Zaprawdęć rzeczpospolita sama tylko szlachtą kwitnąć nie może, bo a któż będzie dodawał żywności i nam i bydłu, jeśli żadnego oracza nie będzie? Któż nam dodawać będzie odzienia i ubioru, jeśli nie będzie rzemieślników? Któż rzeczy potrzebne będzie przywoził, jeśli żadnego kupca nie będzie? Któż naostatek będzie szlachcicem, jeśli żadnego chłopa nie będzie? Cóż to tedy złego za okrutność jest, iż, bez których się posługi obejść nie możemy, tych gardło tak lekce ważymy! Ale i wyżej zganiłem różność karania za tenże występek od różnych uczyniony. . . . .
Wiele ich jest, którzy częścią słowy, częścią też inszym sposobem obrażają pana i rzeczpospolitę — co zowią obrażeniem majestatu; o tym przeto muszę nieco powiedzieć. A wiele się za naszego czasu o tym i u prawa i w senacie mieszało, o czym przodkowie nasi (jako powiadają) nie słychali; przeto trzeba o tym co pewnego postanowić; jakoby to miało być ograniczono i jakim karaniem ma być karano? Teodosius, cesarz, tych, co o nim źle mówili, nie tylko nie poczytywał za obrażające majestat jego, aby za to co przykrego albo złego cierpieć mieli; i owszem, jeśli go kto z płochości łajał, tego on sobie nie miał nizacz[7], a jeśli z jakiej krzywdy, tedy to odpuszczał. Cesarskie zaprawdę i majestatu pełne zdanie, którym się dawa znać, że ludzie w wielkich dostojnościach będący wiele krzywd mają przebaczać a wiela ludzi wiele złorzeczenia skromnie znosić — jako o Aleksandrze Macedońskim powiedają, że mówił: Królewska to rzecz, gdy co dobrze uczynisz, łajanie odnieść. Bo to nie przynosi zwierzchnemu panu ani rzeczypospolitej pożytku, gdyby lud pospolity i przedniejsi panowie zwyczaili się nie mówić ani rozumieć, jedno coby się ich panu podobało. Zwierzętamiby niememi taki niech rządził, nie ludźmi rozumnemi, ktoby chciał, aby się poddani jego do tego zwyczaili. Jeśliś pan, albo to uczynisz, co tobie nie przystoi, albo tego, co na twój urząd należy, zaniedbawasz: winujże się sam, jeśli wedle tego, jakoś zasłużył, ludzie o tobie mówią. Jeśli się w urzędzie swym nie potykasz i z strony żywota twego nie występujesz, a przedsię nie inaczej o tobie mówią, jedno jako gdybyś wiele wystąpił; a wszakże wspaniałego męża rzecz jest a prawie królewskiego serca, jako on mówi, źle słynąć, gdy dobrze uczynisz; a za nic nie mając mów pospólstwa, o wszelakiej wielmożności i godności, że w męstwie a zacnych sprawach zależą, rozumieć. A tak jeśli na wyrok Teodozjuszów zezwolić chcemy, zaiste nie każdy występek, którego się przeciwko panu dopuszczają, nie każde słowo, nie każdy uczynek będzie występkiem przeciw majestatowi. Aleksander też cesarz, widząc, że mało co wyższych czasów przed nim wiele ludzi dla leda podejrzenia jakoby przeciw majestatowi występne karano: wolniejsze prawo na ten występek uczynił, a nie chciał, żeby się tak szeroko, jak przedtym, ściągało, i wiele rzeczy które takowaym występkiem zwano, rozwiązał, chcąc, aby za jego wieku więcej nie były. A tak i my nie mamy się tego dopuszczać, abyśmy mieli przyczyny tego występku rozszerzać; gdyż oni sami, od którycheśmy tego występku kształt wzięli, skrócili go a lżejszym uczynili. Wiele o tym Herennius i Modestinus[8] uczą. Bo i na osobę trzeba mieć wzgląd: czy to mogła uczynić i, jeśli co przedtym takiego uczyniła, czy była zupełnego rozumu? a nie już, jeśli się język w czym skiełznie, karać; o których rzeczach i o wielu inszych tym podobnych w prawach rzymskich jest napisano. Lecz my wypiszmy pierwej, co to jest majestat, żebyśmy dobrze rozsądzili, komu obrażenie majestatu zadane być może. Majestat tedy jest wielmożność a dostojność rzeczypospolitej i królewska i tych, którzy słusznie a przystojnie rzecząpospolitą rządzą, pochodząca z mniemania zacności, a zależąca w sądziech i władzy rozkazowania. Bo wszelka urzędu dostojność do tego się ciągnie, aby prawem a rozkazowaniem rzecząpospolitą rządził. Kto tedy oną zwierzchność miesza albo sądy gwałci, a kto albo przeszkadza albo obejmuje urzędowi możność czynienia, co na jego powinności należy: ten, iż to przeciwko rzeczypospolitej czyni, niech będzie za występnego przeciw majestatowi osądzon. Krótko mówiąc, ten mi się zda być winien obrażenia majestatu, kto przeciwko panu, albo przeciwko urzędowi, albo rzeczypospolitej, albo przeciwko temu, któremu część jaka rzeczypospolitej poruczona jest, uczynił co złą zdradą, zamieszaniem, zaburzeniem jawnym i jakkolwiek nieprzyjacielsko, abo co takiego dumał, skądby teraźniejszego rzeczypospolitej postanowienia albo zwątlenie, albo nachylenie, albo ku gorszemu odmiana urość mogła. Ale to z praw rzymskich łacniej poznać może, które skazują, że karanie takiego występku od tego, któryby nieprzyjacielskie serce przeciwko rzeczypospolitej albo przeciwko królowi wziął, też do dzieci i potomków, chociaby nic takiego nie zasłużyli, ma się ściągać tak, że i dziedzictwa na nie spadać nie mają. To niech będzie dosyć o majestacie.
Lecz i owo znamienite są krzywdy, któremi lichwiarze, łakomi, a urzędów łapacze rzeczpospolitą trapią. Starodawni Rzymianie srodzej karali lichwiarza, niżli złodzieja, a ustawili byli to prawo, aby złodzieja wróceniem we dwójnasób, a lichwiarza we czwór karano. Prawa też papieskie rozkazują, aby jego testament nic nie ważył, jeśli pierwej nie wróci lichwy niesłusznie wziętej. Tym tedy rzeczom prawem ma być zabiegano, a zbytnie i przymnażanie bogactw i łapania urzędów pożądliwości mają być hamowane. Co się łacno sprawi, jeśliby łapacze urzędów przyganą jaką karano, i bogactwa gdyby w mniejszej wadze były. Bo widzimy, jako w wielkiej uczciwości są bogacze: tym większą mądrość przypisują i męstwo, tym pierwsze miejsca wszyscy dawają i nic nie mówią, nic nie czynią, czegoby wnetże pospolicie nie wysławiano. I takci oni stopniami swemi złotemi i srebrnemi czelniejszych urzędów dostępować chcą, do których jeśli im dopuszczą przystąpić, to się wnet kosztownym obiciem, drogą szatą, srebrem, złotem i mnostwem domowników, to jest: skutkami bogactw, ponieważ sprawami dowcipu i nauki nie mogą, popisują. Zaprawdę, gdzie taka chęć albo nabywania, albo okazowania bogactw: mężnych i leniwych, dow nych i nikczemnych różność zginąć musi. Pożądanie też urzędów i dostojności zganione jest wyzej. A przetoż i to prawem ma być zabroniono, i wszyscy do skromnego a miernego życia karności mają być przyciągnieni.

Przypisy

  1. patrz str. 51 obj. 1.
  2. patrz str. 6 obj. 1.
  3. osobom prywatnym.—
  4. atramencie.
  5. ur. 1415 zm. 1493.
  6. upokorzenie. —
  7. ni+za+co=za+ni+co=zanic.
  8. prawnicy rzymscy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Frycz Modrzewski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Cyprian Bazylik.