O naprawie Rzeczypospolitej/I-9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Frycz Modrzewski
Tytuł O naprawie Rzeczypospolitej
Data wydania 1914
Wydawnictwo E•WENDE & Ska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Cyprian Bazylik
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
XVII. O urzędzie, któryby się o domowy pokój starał, próżnujące z miasta wyganiając, a pijane i hultaje karząc.

Tak jest wielkie na wszytkich miejscach próżnujących, pijanic i hultajów mnóstwo, iż jeśli chcemy w tej mierze dobrze rzeczpospolitą opatrzyć, trzeba żeby był na to postanowiony osobliwy urzędnik, któryby z ceklarzmi (abo jakiemikolwiek inszemi osobami) we dnie ulice obchodził, a w nocy miasto wszędzie nawiedził, doglądając domów, któreby podejrzane miał, a karnościby pilno przestrzegał; te, którzyby w chodzeniu i w postawie niewstydliwie sprawowali (się), w nocy, (kiedy wszyscy śpią) przechodząc się, wołanieby czynili, w maszkary się ubrawszy do domówby się cudzych wdzierali, a ktemu też i kostyry, aby ten urząd imał i sadzał. Lecz i ono zaiste nie ma być cierpiano, żeby biesiady albo hojniejsze, albo dłuższe, niźli przystoi, były sprawowane. Wszystcy próżnujące i pijanice srodze mają być karani. 1. Bo z zaniedbania skromnego chodu a z nieprzystojnych skoków i postawek, jakie pospolicie w tańcach czynią, pochodzi i moc bierze niewstydliwość dobrym obyczajom nieprzyjaźna. 2. Nocne biegania i wołania imo to, iż uczciwym obywatelom pokój i odpoczywanie przeszkadzają, obracają się też w wielkie zgiełki, pokojowi miejskiemu przeciwne, a częstokroć chorym i położnicom strachy zadawają. 3. Nuż proszę, a co za pożytek owych maszkardników, którzy, gdy nie chcą, aby je poznano, biegają po ulicach i poprzecznicach, na cudze domy nachodzą, a tym obyczajem albo jaką korzyść łowią poszeptem, albo milczkiem kostkami grając; abo skaczą, abo igrają, albo sprośnie a niewstydliwie mówią—żadnego wtenczas nie bywa baczenia na pogłowie, na wiek i na mniemanie o kim przystojne. Miesza się i zrównywa się wszytko. A coby komu nie przystało mówić albo czynić, kiedyby go znano, to się mu za maszkarą godzi. Bo maszkara rozpuszcza wszytkim bez braku do wszelakiej niewstydliwości wodze; a ono jako rozumiesz, iż ta maszkara dawa wszytkim ludziom złościwym wolność, dumać co złego, a na zdradzie tajemnie co czynić? 4. Igry wszelakie, któremi pieniądze abo się marnie tracą, abo niesprawiedliwie bywają nabywane, mają być z rzeczypospolitej wygładzone — jako są karty, warcaby, kostki i insze tym podobne. A przetoż mają być wszyscy karani: i ci, którzy takowemi grami na majętność cudzą czyhają, (bo pożądają a wydzierają cudze), i ci, którzy tracą rzeczy swe, które było na potrzeby swe lepiej obrócić. 5. A aczkolwiek schadzki i biesiady uczciwe nie mają być zabraniane, wszakże w nich ma być znaczna skromność, a miara ma być zachowana. A tak nazbyt kosztowne potrawy mają być zakazane, któremi wytrawiona a wyniszczona bywa osób prostych majętność, nie tylko im samym, ale i rzeczypospolitej potrzebna. Bo nie bez przyczyny to powiedają, że skromny szafunek jest wielki dochód. Jest też ten wszędzie obyczaj, że na wesela wiela ludzi proszą, którym i rokoszne potrawy dają i tańców dozwalają. Lecz na takich weselach trzeba myślić o dobrodziejstwie bożym, który małżeństwo ku rozmnożeniu narodu ludzkiego postanowił. A przetoż i dzięki wielkie Panu Bogu mają być czynione, i modlitwy przydawane, aby nowym małżonkom zdarzył ten stan żywota najświętszy; a takowe uczty skromnie a trzeźwie mają być sprawowane, i rozmowy z uczciwością mają być czynione, a od tańców wszelaki zbytek ma być oddalon. . . . . . . . . . . . . .
6. Karczmy winne i piwne abo wygładzone, abo mieszczanom zapowiedziane być mają. Ludzie próżnujący cały dzień w nich przeleżą, piją.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

A gdzież więcej swarów, guzów, ran, ochromienia, zabijania przytrafia się jako w karczmach. Czemu raczej mieszczanin abo którykolwiek obywatel nie miałby kazać w dom swój tyle wina abo piwa z karczmy przynieść, jakoby jemu i czeladzi jego było dosyć? Niechby w domu z czeladzią żył, niechby gospodarstwa patrzył, a czeladkę wszytkę w powinności ich zadzierżawał. A w karczmach niechby tylko gościom a przychodniom wolno było do czasu zmieszkać, boć je stąd gościnnemi domami zowią, że do nich z drogi goście zstępują. Gościom tedy a przechodniom niech w nich wolno będzie przebywać, nie tubylcom albo obywatelom. Wiele rzemieślniczych mistrzów bardzo rzadko siadają na swych warstaciech 1); chowają uczniów abo towarzyszów niemało, którzy w niebytności mistrzów leniwo a niedbale robią. Gdyby sam mistrz zawżdy był przytomnie, więcejby roboty z dwiema odprawił, niż w niebytności swej z dziesięcią odprawuje. Przeto i ci do powinności swej mają być przymuszeni, aby mnóstwo próżnujących rzeczypospolitej nie obciążało. 7. Owym też pieszym żołnierzom, które draby zowiemy, nie ma być taka swawola dawana, iż pospolicie żebrzą; bo ich wiele chodzi próżnując, żadną się rzeczą uczciwą nie bawiąc, jedno tylko pijaństwem, żebractwem a tajemnym łupiestwem. 8. To mówię o ludziach niewolniczego przyrodzenia, którzy nie mogą być niczym inszym w powinności zatrzymani, jedno strachem a karaniem. Lecz szlacheckiego przyrodzenia ludzie tym sposobem od próżnowania do roboty będą pobudzeni, jeśli pilnie z sobą będą uważać, że Pan Bóg tak na początku świata postanowił, aby wszyscy chleb jedli w pocie czoła swego, aż się wrócą do ziemi, z której poszli. I zda się, że to narodowi ludzkiemu dano za winę dla grzechu. . . . . .


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Frycz Modrzewski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Cyprian Bazylik.