O naprawie Rzeczypospolitej/I-8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Frycz Modrzewski
Tytuł O naprawie Rzeczypospolitej
Data wydania 1914
Wydawnictwo E•WENDE & Ska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Cyprian Bazylik
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
XIII. O dozorcach obyczajów.

Jest też mym zdaniem i on urząd rzeczypospolitej potrzebny, któryby doglądywał obyczajów ludzkich. W onych starodawnych rzeczachpospolitych i greckich i inszych narodów byli niektórzy przełożeni, co doglądali dziecinnych obyczajów, drudzy niewieścich, a drudzy ludu pospolitego; a od tych trzech urzędów, nad któremi przełożeni byli i przezwiska mieli, że jedne zwano paedonomy, drugie gynkonomy, a insze nomofilaki, lubo strofażmi; którzy nietylko pisanych praw, ale i obyczajów ludzkich doglądali a do uczciwości przystojnej przywodzili. Ludzie oni od Chrystusa dalecy tego mniemania byli, iż do ich rzeczypospolitej trzeba było takich urzędników, za których bojaźnią nie godziło się młodzieńcowi próżnować, w karczmach zasiadać, ani się grami jakiemikolwiek bawić; nie godziło się niewieście tak w ubiorach, jako też w inszych wszelakich sprawach granic (jako mówią) przestępować; musiał radny pan, szlachcic i wszytko pospólstwo powinności swej patrzyć. My w chrześcijańskiej rzeczypospolitej takowych urzędników nie mamy, a przetoż i staroświeckiej onej karności i obyczajów srogości większa połowica zginęła. Co jeśliby kto był, coby rozumiał taki urząd być niepotrzebny, ten (radbym) aby pilnie wejrzał w obyczaje wiela ludzi bardzo zepsowane. Najdzie takiego w senatorskim kole, który zaniedbawszy sprawiedliwości, wotuje albo dla swego albo dla czyjego inszego pożytku. Jeśli od niego będziesz pytał przyczyny takiego wotowania, odpowie, iż na się albo na swoje trzeba baczenie mieć. Ten aza niegodzien tego, żeby go z ławicy ruszono, który lepszym rozumie być pożytek, niźliby sprawiedliwość? Najdzie takiego, który z przodków swych ma bardzo wielką majętność; ten nad ludźmi swemi bez wszego wstydu hardzie rozkazuje, a cokolwiek mu się podoba swawolnego, rozpustnie broi—bo poddanemu nie godzi się przeciwić panu, ani go pozwać do prawa. A więc ten, który się tak nad poddanemi sroży, nie jest godzien strofowania dozorcy? Są między starostami nad miasty, nad powiatami i nad zamkami tak królewskiemi, jakoteż inszych panów, którzy zewsząd szukają drogi albo przyczyny do łupienia ludzi; i owszem i między temi, którzy z łaski opatrzenia jakie za wysługi (jako ono mówią) na wieczność mają, najdują się, którzy i ludzie i bydła i rol i łąk źle używają, o których i król nigdy nie słyszy, a ubodzy ludkowie nie śmieją skarżyć. A więc się to i tym sucho odrzeć ma, którzy takowe rzeczy broili? Jest nadto i takich wiele, którzy swoich rzeczy sprośnie używają, we dnie i w nocy piją, majętność swoję i bogate ojczyste imiona rozpraszają; którzy jednak wedle obyczaju naszego o to nie bywają pozywani. Lecz jeśliże to jest z pożytkiem rzeczypospolitej, aby każdy rzeczy swoich dobrze użył, a używając mógł też rzeczpospolitą kiedy podpomagać: zaisteć ci, którzy marnie utracają majętność, godni są karania od dozorców albo przełożonych zato odnosić.

Najdzie nie jednego, co okrom tytułu szlachectwa nie ma nic, czymby się zalecić albo popisać mógł: człowiek bez majętności, bez sławy, na którego nic nie sieją, nie żną, dochodu też żadnego mu nie płacą. Ten pospolicie sług niemało i z końmi chowa, w jego domku nic niemasz jedno oszczepy, przyłbice, rusznice, miecze i wszelka insza broń, którą jest straszny wszytkim sąsiadom, grozi ranami, a odpowiada, komu chce. Temu się żaden sąsiad nie może oprzeć; bo kto się bawi domowym gospodarstwem, trudno mu wojować; żaden go nie śmie pozwać ani go staroście oznajmić, chyba ten, ktoby się chciał na jatki wydać Wiele ich do niego przychodzi z pokorą, przepraszając go w tym, w czym mu nigdy nie przewinili, ale co on sam zmyślił; a on czym dalej, tym swawolniejszy bywa. A więc taki dziw nie ma podlec karności dozorcy? . . . . . .

A tak trzebaby takich dozorców w każdym powiecie dwu obrać, którzyby pewnych czasów czynili opyt i wywiadowanie około obyczajów ludzkich albo i zachowania, jakimby się kto rzemiosłem bawił i czymby się żywił?

A próżnujące a żadnej rzeczy uczciwej nie pilnujące przeciwniki cnoty żeby albo sami karali, albo królowi albo inszym urzędnikom na to wysadzonym oznajmiali, co się wżdy jednak jeszcze w staniech duchownych i do tych czasów zachowuje, których obyczajów i zachowania archidjakonowie są dozorcami. . . . . . . . . .


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Frycz Modrzewski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Cyprian Bazylik.