O naprawie Rzeczypospolitej/I-7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Frycz Modrzewski
Tytuł O naprawie Rzeczypospolitej
Data wydania 1914
Wydawnictwo E•WENDE & Ska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Cyprian Bazylik
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
XI.

1. Co przynależy na senat i na wszytkie insze osoby radne, aby około wotowania na wszytko baczenie mieli. 2. Aby się skwapliwego a nierozmyślnego wotowania wystrzegali. 3. Namiętnościom serdecznym aby się nie podawali. 4. Aby na uczciwość pierwsze baczenie mieli. 5. Aby na drugich dobre wota szczerze przyzwalali. 6. Aby to śmieli mówić, co rozumieją być dobrego albo sprawiedliwego. 7. Aby u siebie więcej rozważali wota, niźli je liczyli. 8. Potym jest zamknienie.

Ma się też do tego pilnie przykładać senator każdy, żeby tę rzecz, o której ma być rozbieranie w radzie, dobrze wyrozumiawszy, wszytkie rady swoje ku poczciwej przystojności obracał, od której dla jakiegokolwiek pożytku odstępować, zawżdy za sprośną rzecz miewano. . . . . . .
Niech przeto na wzór będzie w kole senatorskim rozbieranie o mężobójstwie, jeśli winą, czyli gardłem ma być karane?—bo są niektóre rzeczy, które się i na tę i na ową stronę w tej mierze mówić mogą, którym się ma pilnie przypatrzyć a porównywać je ten, ktoby chciał na to sprawiedliwie a z pożytkiem rzeczypospolitej wotować. Za winą pieniężną pomaga starodawny tej ziemi zwyczaj, który jest między artykuły prawa policzon; pomagają też i pożytki na przyjacioły zabitego przychodzące, którzyby nic nie wzięli, kiedyby mężobójca był zabit. Zasię też czyniąc wet za wet, karanie mężobójcy niepożyteczne będzie rzeczypospolitej, która zawżdy straciwszy jednego człowieka, musiałaby i drugiego stracić; a tak mniemałby kto, że pieniężną winą karać mężobójce której jakikolwiek potym w rzeczypospolitej mógłby być pożytek. Do tego też wielce pomagają zasługi ludzi szlacheckiego stanu przeciwko tej rzeczypospolitej, która za niejaką nagrodę zasług ustawiła im to prawo, aby głowa ich od chłopa gardłem, a głowa chłopska tylko dziesięcią grzywien pieniędzy naszych od szlachcica płacona była; bo sama szlachta między sobą na sto grzywien głowę przyjacielską szacuje. A teć są rzeczy, które winę pieniężną potwierdzają albo forytują, a główną wątlą. Z drugiej strony zasię mają te rzeczy być rozważone i poznane, które pieniężną winę zbijają a główną stanowią. Naprzód wedle praw bożych i wszytkich niemal narodów okrom nasi mężobójce gardłem bywają karani; potym i rozum sam, który jest jakoby jaka światłość a świeca żywota, pokazuje to, że sprośna rzecz z ludzkiego zabijania pożytek jaki czynić albo zysk brać, a iże niczym inszym nie może być nagrodzone mężobójstwo, jeno zamordowaniem mężobójcy. A jeśliże karanie ma być występkowi równe, a gdzież się tedy wiecej ona równość pokazać może? Jedno karaniem mężobójce[1] na gardle, bo żadna rzecz nam tak miła nie ma być, jako żywot ludzki. Nadto ponieważ prawa nasze osądzają onych na gardło, którzy cudze rzeczy kradzionym obyczajem odejmują, a czemuż i ci nie mają być na gardle karani, którzy komu zdrowie odjęli? — bo ono, co za pieniężną winą chcąc ją mieć przytaczają — że jeśliby mężobójce na gardle byli karali, musiałaby rzeczpospolita straciwszy jednego człowieka zawżdy zarazem i drugiego stracić — tedy to daleko prawdy. Albowiem a któż tego nie wie, iż bardzo wielkie mnóstwo ludzi prawo dla złodziejstwa traci?—co jeśliże, karząc złodzieje, nie rusza nas nic ta ginących ludzi szkoda, a czemu nas ruszać ma, gdybyśmy mężobójce także karali? Jakoby majętności ludzkie w większej wadze być miały, niźli same gardła, albo jakoby większą szkodę rzeczpospolita wzięła zabiwszy mężobójcę, niźli złodzieja. A co powiadają o zasługach szlacheckiego stanu, dla których tę różność karania uczyniono, bardzo to nikczemna; a nie wiem, jeśli nie tak głowami kmieciemi jako kostkami grać chcieli, którzy ją za dziesięć grzywien oszacowali, gdyż zaś kmiecia, któryby szlachcica zabił, gardłem karać postanowili. Tak wiele jest rzeczy nieprzystojnych w tej nierówności karania, iż dziwna rzecz, jako który człowiek mógł o niej i pomyślić; któremi nieprzystojnościami i rozum się ludzki obraża, i sądy ludzkie bywają wzgardzone i światło sprawiedliwości, między cnotami najszlachetniejszej, bywa zaćmione i rozkazanie Boże bywa w niwecz obrócone. Tom tu naprzykład dlatego powiedział, abych okazał, że trzeba panom radnym każdą rzecz i na tę i na owę stronę pilnie rozważać, a potym spór o wszytko czynić pierwej, niźliby wotowali, coby z pożytkiem rzeczypospolitej było.

. . . . . . . . . . . . . . . . . .

Lecz ci co czynią, którzy pieniężnej winy bronią? Śmiech tylko z siebie postronnym narodom czynią, śmieszki z głów kmiecych stroją, okrucieństwo nad temi, z których największe pożytki biorą, płodzą, prawdę bożą w niesprawiedliwości (jako Paweł mówi) tłumią, nadto jeszcze Bogu prawdę swoję do ich serc podawającemu, zuchwale onemi słowy odpowiadają: Wiadomości dróg twoich nie chcemy.

Ale o tym napisałem dostatecznie w książkach, którem o karaniu mężobójstwa wydał; a tu dla przykładu przywiodłem trochę, żebych w rzeczy tak jasnej radzenia sposób jakokolwiek pokazał. . . . . . . . . . . . . . . . .

Przypisy

  1. dawn. zak. dop., cel. i miejsc. l. p. rzecz. r.ż. i zakończonych na -a z osn. spółgł. podniebienną.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Frycz Modrzewski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Cyprian Bazylik.